BIO CIĄŻA MOTYWACJA I PORADY PRZEPISY

Biegiem na TACOS….

Jak ja nie lubię mówić, że dobrze mi się biega… później muszę odpokutować te słowa przez co najmniej dwa treningi w stylu męczennika.

Przedpokój pomalowany, zbliża się 15 więc ostatnia godzina by wybyć z domu i zrobić parę km na naszych rozległych łąkach. Od kiedy R. jest chory i do tego leczy swoją achilesową kontuzję to biegam sama. No dobra z telefonem, bo nie jestem wypuszczana z domu w las bez telefonu.

Apropo biegania po lesie, łąkach nierównych ścieżkach i przeklinane przez cały internet bieganie w ciąży tam i z powrotem. Wszystkie książki, artykuły piszą aby biegać ostrożnie, nie biegać po nieznanych ścieżkach a tym bardziej po nierównych ścieżkach. Nie żebym się nie zgadzała, ale ostatnie 7 miesięcy przebiegałam w różnych miejscach, łącznie z Cyprem gdzie bywało czasami po 30 stopni w czasie treningu, i naprawdę nie wiem jak nieostrożnie musiałabym biegać żeby się wywrócić. Co prawda jest trochę prawdy w tym, że ciężar ciała przesuwa się do przodu i czasami mam wrażenie że brzuch wyprzedza całą resztę, ale dla osób mających doświadczenie biegowe przed ciążą może wydawać się to trochę nierealne, a na pewno przez pierwsze 6 miesięcy. Z dnia na dzień zastanawiam się kiedy ten brzuch naprawdę będzie przeszkadzać tak jak o tym piszą, ale do dzisiaj nie jest źle 🙂 Nie oznacza to że jestem zwolenniczką biegania po leśnych wertepach i nierównych ścieżkach, ale jak ktoś nie ma idealnej kostki brukowej ciągnącej się przez co najmniej 2,5 km koło domu to myślę, że mocno przesadzone są te opisy w wszelkich magazynach.

Kolejna sprawa którą każdy artykuł na temat biegania w ciąży porusza, to bieganie tam i z powrotem. Kategorycznie wszystkie czasopisma tego zabraniają, ale powiedzmy parę realnych faktów na ten temat. Otóż przez 7 i pół miesiąca biegania z berbeciem w brzuchu tak naprawdę musiałam się zatrzymać może z pięć razy. Nie oszukujmy się, ale wydaje mi się, że każda kobieta która decyduję się na bieganie w ciąży po pierwsze ma w tym doświadczenie i po drugie naprawdę zna swoje ciało podczas wysiłku. Moje od 7 roku życia jest w ciągłym rygorze treningowym. Okres kiedy przestałam trenować wyczynowo wszelkie sporty ( pływanie, windsurfing ) skończył się wraz z liceum, ale i wtedy nie przestałam się ruszać. Bieganiem natomiast zaraziłam się od Szanownego Pana R., który tak idealnie wprowadził mnie w ten świat, że ja stara wyczynowa pływaczka przez ostatnie 4 lata nie rozstałam się z butami biegowymi na dłużej niż ‚pare tygodni’. (te ‚parę tygodni’ bez biegania było uzależnione zazwyczaj od czynników zewnętrznych, tupu kontuzje, choroby, przeprowadzki lub wszystko na raz) Dlaczego więc drodzy dziennikarze i reporterzy każecie nam kobietom w ciąży biegać wokół domu? Ja osobiści nie miałabym najmniejszej przyjemności z takiego biegania. Przecież chodzi tu o tą swobodę, brak ograniczeń, ten wiatr we włosach, te kilometry które ma się za sobą. Jak miałbym tego doznać biegając wokół domu? No dobra gdybym nie miała innego wyjścia, była ‚panikarą’ lub bezwzględnie słuchała rad z czasopism to pewnie i to sprawiało by mi przyjemność, ale mając taki charakter i tak rozległe pola za domem nie wyobrażam sobie biegania inaczej niż to robię dotychczas. Ważna cecha mojego charakteru przy bieganiu tam i z powrotem to to, że nie panikuję nawet w krytycznych sytuacjach. Bywały dni kiedy biegało mi się okropnie. Pewnego dnia biegając jeszcze bez telefonu, w połowie drogi ścięło mnie z nóg, brzuch zaczął się spinać i niejedna osoba zaczęła by się przejmować, a tak naprawdę wystarczyło się zatrzymać iść powoli i uważnie słuchać swojego organizmu. Wszystko po chwili wraca do normy i zazwyczaj po takim incydencie powolutku truchtam do domu. Także i mi przydarzyły się nieprzyjemne chwile, ale o nich nie raz jeszcze opowiem.

Wracając do dzisiaj. Całe szczęście, że czekały na mnie te TACOS w domu i obiecałam sobie że zjem z pełnym apetytem dwa jak tylko odwale kawał dobrej roboty na ścieżce zdrowia. Jak zwykle włączyłam zegarek i w drogę. Biegnąc już przez pierwszy lasek, który prowadzi na łąki poczułam się okropnie i od razu przypomniałam sobie jak chwaliłam sobie ostatnie dwa treningi. Zawsze po takich stwierdzeniach, że jest cudownie muszę odpokutować parę treningów. I tak było tym razem. Serducho zaczęło walić jak szalone, zrobiło mi się gorąco i teraz analiza: czy wypiłam wystarczająco wody ? czy ubrałam się za ciepło ? czy po prostu nie mam siły i tego dnia nie powinnam wychodzić na trening ? Jednak zmusiłam się żeby dotrzeć chociaż do 2 km, bo przecież TACOS czekają. Na szczęście kryzys minął chwilę później i cały 2.5 kilometrowy trening udało się zrobić. Na ostatnim kilometrze czułam, że jednak nie jest aż tak źle ze mną. Faktycznie musiałam za mało wody przyjąć dzień wcześniej i za dużo warstw na siebie nałożyć bo ostatnie km biegłam już w rozpiętej kamizelce i bez rękawiczek.

Zrzut ekranu 2014-11-22 o 19.03.29

No cóż kolejny dzień treningowy za nami. Mała dzielnie znosi biegowe widzimisię swojej mamy.

Zdjęcie z naszych łąk ..

IMG_20141122_190032

A NA OBIAD WYCZEKANE VEGE TACOS ( kukurydziane samorobne tacos, z guacamole, kapustą pekińską, i warzywnym wnętrzem)

DSC_0151_2

DSC_0150

Tortille robiłam po raz pierwszy sama i stwierdzam że nie mam pojęcia jak ludzie robią je idealnie okrągłe i nie pękające. Nasze rozwaliły się jak tylko wzięło się gryza, ale na szczęście nawet popękane smakowały rewelacyjnie.

O.

[contact-form-7 404 "Not Found"]

Leave a Comment