LIFESTYLE

To są chwile dla których warto żyć…..

Dużo się u nas dzieje ostatnio. Stok ma ruszyć lada moment i nie ma czasu na nic.

Mój czas pożerają nie tylko firmowe rzeczy, gotowanie obiadów, sprzątanie, pranie, dbanie o siebie i najmłodszą nieurodzoną, bieganie, szkoła rodzenia, ale i od czasu do czasu muszę stać się doradcą osobistym, firmowym, grafikiem komputerowym, specem od photoshopa, Panią dobrego wizerunku i przy tym wszystkim być dobrą żoną i nie zwariować.

Dużo dają mi moje wybiegania kiedy to mój mózg może pożerać jedynie zimno panujące na dworze, ale i z tym ostatnio różnie bywa bo od 4 dni czuję jakby mała wsadziła mi główkę między nogi i każdy krok może ją wypchnąć do świata już nie tak idealnego jak łono matki. Ostatni trening był koszmarem, który i tak miło wspominam bo słońce przyświecało mi przez całą drogę. Zaczęło się od stwardnienia brzucha, które jeszcze nigdy tak mocno się nie objawiło, potem czułam jak moje więzadła od 4 dni rozluźnione i ponaciągane, nie są pewne czy wytrzymają i tempo i kilometraż. Dlatego koniec był już po 4,5 km. Niemniej jednak R. przyjechał w pędzie załatwiania swoich rzeczy i złapał mnie w akcji, żeby uwiecznić słoneczne chwile na naszych łąkach. Pierwsza sesja ciążowo-zimowo-biegowa ( już parę zdjęć mamy z Cypru z biegania z brzuszkiem ) przy wolnym tempie i dziwacznych odczuciach.

DSC_0467

DSC_0474

DSC_0482

Dzisiaj nie było mniej aktywnie. Wypadliśmy wręcz z domu aby podjechać na stok sprawdzić czy kanciapa nasza jest już gotowa do zimowej akcji. Pomiędzy doradzaniem gdzie co postawić i kiedy co wyniosą, owa żona idealna wypisała list przewozowy na przesyłkę, złapała kuriera żeby podjechał do nas i odebrała swoje paczki. Na szczęście przy wszystkich tych czynnościach zimowa aura sprzyja. Stok i cała okolica przyprószona polepszaczem humoru o nazwie śnieg od razu przykleja uśmiech na mojej twarzy. W drodze do miasta natomiast, żona idealna zamówiła przez telefon obiad w wersji lunch w naszym miejskim sushi, który tylko do godziny 15 jest w tak idealnej cenie i ilości, że można by jadać tam codziennie ( oczywiście była 14.40 ). Rozmawiając przez telefon z komputerem na nogach zapisywała pliki banerów do drukarni, które mają pojawić się już w sobotę na stoku, wszystko obładowana siatkami z dokumentami do szkoły rodzenia, myszką i smyczą z USB. Gdy zaparkowaliśmy R. powiedział jedno: ” Ty w siódmy miesiącu ciąży, z komputerem na kolanach na przednim siedzeniu samochodu, rozmawiająca przez dwa telefony, zapisująca pliki do drukarni załatwiłaś nam jeszcze obiad. Jak ja się cieszę, że Cię mam. Dziękuję. ”

I jak tu nie żyć na siódmym biegu jeżeli wystarczy że raz na jakiś czas tak Ci taki R. pięknie powie, pokazując że docenia to co robisz dla niego, dla was.

O.

Leave a Comment