IMG_20150328_204953

BIEGANIE

Pierwsza 8mka po porodzie.

Dzisiaj mija 1 miesiąc i 2 dni od porodu a ja czuje się jakbym naprawdę powracała do gry. Pierwsza poporodowa 8km pękła ! 🙂  i to z przyjemnością i wydawało by się w formie.

Ostatnio wspominałam z R moją formę z Maja zeszłego roku, kiedy to wygrałam triathlon w jednej z angielskich baz wojskowych na Cyprze. Pamiętny dzień, bo pierwszy triathlon na szosach i pierwszy w mojej skromnej triathlonowej historii na pierwszym miejscu. Maj to był okres długich wybiegań i treningów rowerowych. Wybiegania 16 km przeplatałam 20-30 km treningami rowerowymi i tak przez większą część miesiąca. Zaczęliśmy na Półwyspie Helskim, a skończyliśmy erę mocnych treningów na Cyprze tym właśnie triathlonem. Wspominając sobie czasy świetności, zastanawiałam się ile czasu zajmie mi powrót do jakiejkolwiek formy. R zaproponował żebym zwiększała sobie kilometraż nie przyspieszając tempa, przynajmniej na razie. Taki też był plan na dzisiejszy trening, obstawiałam około 7 km w zależności od tego jak będzie mi się biegło. Biegło się super więc dobiłam do 8mki. Co prawda przez chwilę przeszło mi przez myśl żeby wydłużyć do 9 km, ale nie chciałam przesadzać. Trening rozpoczął się z laktatorem w ręku, kiedy to ściągałam pokarm tak żeby R miał czym nakarmić małą jak się obudzi. Stwierdziliśmy, że zanim ja ją nakarmię pójdę się przebiec, zrobię parę ćwiczeń stabilizujących i się wykąpie to może być już za późno na trening dla R. Na trening oczywiście przy świetle dziennym, a u nas niestety miejsc na bieganie po zmroku brak. Tylko lasy, łąki i inne nieoświetlone ścieżki. Decyzja o ściagnięciu pokarmu zapadła wspólnie, więc mama zakładając leginsy do biegania latała z laktatorem w ręku. Mała Z oczywiście obudziła się jak tylko ubrałam buty biegowe, ale dzielny tata wygonił mnie z mieszkania mówiąc, że sobie poradzi. Co prawda wcisnął mi telefon „w razie co”, który na szczęście nie zadzwonił przez prawie godzinny trening. Wychodząc byłam pewna, że ciężko będzie, że już nie mogę się doczekać kiedy będę biegała 10 / 15 km w wolnym tempie bez wysiłku. Nie wspomnę o tempie które chciałabym, żeby wróciło do tempa z przed ciąży, ale nie wszystko na raz.

Dzisiaj był mały kroczek w stronę powrotu do formy. 8 km i jak się okazało w nie tak strasznym tempie ( ostatnie 4 km weszłam już na 6.04 min/km ). Biegając często konkretne dystanse w tym samym miejscu ma się swoje punkty odniesienia, takie jak ja mam na naszych łąkach. Jest tam lasek do którego tam i z powrotem jest 5,4 km, mały lasek-na którego końcu jest 6 km, słup za skrzyżowaniem tam jest idealnie 4 km w jedną stronę i krzyż na końcu łąk który oznacza równiutką „dyszkę”. Dawno nie przekroczyłam pierwszego lasku. W kwietniu zeszłego roku zanim zaszłam w ciążę wyjechaliśmy na Półwysep Helski i tak oto wróciliśmy do domu, w powiększonym już składzie, dopiero we wrześniu. Wrzesień był już 5 miesiącem z mała Z w brzuchu więc R nie pozwalał na dłuższe treningi niż 5/6 km. Dlatego dzisiaj biegnąc za pierwszy lasek, mijając drugi mały lasek, skręcając na skrzyżowaniu i kierując się w stronę słupa – wyznacznika 8mki, byłam w niebo wzięta, że jestem tu i mam siły by być nawet jeszcze dalej. Dzisiejszy mały kroczek w powrocie do formy, pozwolił mi uwierzyć w to co R mówił, że wbrew pozorom bardzo szybko powrócę do starej formy, że nogi nie zapominają i że w mgnieniu oka doprowadzą mnie do celu, którym jest kolejny majowy triathlon na Cyprze – tym razem nie w bazie wojskowej tylko oficjalny z profesjonalnymi zawodnikami.

Maj 2014 – 30 stopniowy upał i my, walczący z gorącem, bólem, kilometrami i oddechem.

IMG_20150328_205044

IMG_20150328_205121

IMG_20150328_204953

O.