IMG_20150423_122539

BIEGANIE

Szczęśliwa 13.

Ten post miał się tu pojawić 2 dni temu kiedy mój GARMIN pokazał na koniec porannego biegu 13.5 km. Ale nasz intensywny czas towarzyski nie pozwolił żebym usiadła do kompa przez parę dni. Fajnie jest być w Trójmieście po długim czasie, ale czas mija nam tu w jeszcze bardziej przyspieszonym tempie. Oczywiście miałam wszystko po układne co chciałam napisać dwa dni temu. Moja głowa jak zwykle zajęła się blogiem na ostatnich kilometrach, ale nie udało mi się od razu przelać tego na klawiaturę 🙂

Pamiętam, że nie chciało mi się wychodzić na trening, ba marzyłam o tym żeby pospać. Małe moje prawie 8 tygodniowe oczęta patrzyły się na mnie jakby chciały mnie zjeść, więc niestety od 6.40 mama była na nogach. Oczywiście dzień zaczął się standardowo z małym ssakiem przyssanym do tego co mi w bieganiu przeszkadza najbardziej. Miałam nadzieję, że zmróżę oko na parę chwil po odstawieniu małego bąbla od cycka, ale niestety moje 8 tygodniowe 4 litery miały inny plan na mój poranek i cozy szeroko otwarte powiedziały „MAMO ZRÓB COŚ, NUDZI MI SIĘ. ” Normalnie zdrzemnęłabym się z resztą rodziny na jeszcze jedna krótką chwilkę, ale tamtego dnia zostałam wydelegowana do drugiego pokoju na przewijanie. Mała Z często zasypia od razu po porannym karmieniu i dopiero budzi tatę jak ja robię jakiś 6-7 km. Tamtego dnia jej oczy zdecydowanie mówiły że już nie chce spać, dlatego jeszcze trudniej było zmusić moje 4 litery żeby poszły pobiegać. Pobudka i bycie na nogach od 6.40 nie sprzyja mi 🙂

Jednak koło 8 kiedy małe ślepka zdecydowały, że chyba jeszcze jest czas na spanie. Ja przyodziałam, swoje sportowe rzeczy, buty do biegania i wyruszyłam nad morze. Kocham Sopot kiedy jeszcze wszyscy śpią i widać tylko paru porannych biegaczy, kilka osób przemieszczających się do pracy na rowerach. Słychać tylko oddechy zmęczonych zapaleńców sportu i koła toczących się rowerów, a w oddali fale i uspokajający ich odgłos. Wyszłam jak zwykle pewna, że będzie ciężko, bo jakże miałoby być inaczej z rana. Zawsze jest ciężko, nie chce się i nie ma się siły. A tu kolejna piękna niespodzianka, było cudownie jak zwykle, odkąd przyjechaliśmy do Sopotu. Wyruszyłam z zamiarem, no dobra chociaż zrób tą ósemkę. A tu miła niespodzianka, biegnę i biegnę i nie czuję zmęczenia tylko coraz większe podekscytowanie, bo mam ochotę zrobić więcej kilometrów niż ostatnio. Biegnie mi się fajnie to czemu nie przedłużyć tego biegu.

Skończyło się to nie parszywą, a szczęśliwą 13. A dokładnie pękło 13,43 km 🙂

Dzisiaj było inaczej, „padłam na ryj” i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Potknęłam się i na ostatnim kilometrze wylądowałam na ziemi z twarzą przywartą do betonu. Pomimo, że udało mi się dobić 11 kilometrów, to było to dużo cięższe 11 kilometrów niż ostatnia 13. I tak jestem dumna, bieganie zaczęło sprawiać mi frajdę na nowo. Na nowo chce pokonywać dłuższe i dłuższe dystanse. Wszystko przede mną. Pasja, po porodzie na dobre się odrodziła.

O.

Takich poranków życzę każdemu

IMG_20150419_194418

Leave a Comment