IMG_20150625_181641

BIEGANIE LIFESTYLE

Podjadając suszone mango.

Wiele postów miało powstać do dnia dzisiejszego. Wiele pomysłów uroiło się w mojej głowie którymi chciałam się podzielić, ale szał podróżowania został w nas od Cypru i czasu na wiele rzeczy zabrakło. A jedną z tych rzeczy było pisanie właśnie tu. Przez to, że cały czas znajdujemy czas na trenowanie, niestety nie zawsze znajduję czas na napisanie paru słów na blogu.

Od ostatniego posta chciałam się podzielić kilkoma tematami. Jednym z nich były pamiątki z Cypru. Zdjęciowa fotorelacja z treningów i sportowych wyczynów. Kolejny post miał opowiadać o moim kryzysie po powrocie do codzienności i do naszych 4 ścian. PO powrocie z wakacji ciężko było wrócić do treningów w zupełnie innym miejscu. Denerwowały mnie uganiające się za mną podczas jazy na rowerze psy, fakt że mogłam spotkać dziki lub inne nie zawsze przyjazne zwierzęta podczas wybiegań na łąki i do lasu. Nie chciało mi się trenować, miałam traumę i nienawiść do naszej wiochy. Na szczęście stadne zwierzę ( Ja ) odzyskało życie dzięki cudownym sąsiadkom, letnich popołudniach spędzonych w gronie znajomych i nowo otwartej restauracji „Bałtowski Zapiecek” która powstała w naszej okolicy, która spowodowała że nasza wiejska okolica jest już samowystarczalna i nie potrzebujemy miasta, żeby fajnie zjeść i pobiesiadować w dużym koleżeńskim gronie.

Powrót do Polski wiązał się z kilkoma etapami buntu w mojej osobie. Od buntu do treningu poczynając, do buntu w sprawie mojego ciała. A propos tego drugiego miał powstać kolejny post w niedalekiej przeszłości, który miał pokazać mnie w zupełnie innym świetle niż wiele z was mnie widzi. Wcale nie jest zawsze tak idealnie u BBM, nie jestem w tak idealnej formie w jakiej chciałabym być ( to uświadomiła mi Chodakowska i jej treningi ), nie wyglądam tak jakbym chciała i nie ważę tyle i myślałam że będę ważyć. Czyli mój świat wcale nie jest taki idealny jakby się wydawało i wcale nie spełniam się na tyle na ile bym chciała. Też czasami brakuje mi motywacji, też czasami mam ochotę wszystko rzucić i głośno krzyczeć, ale na szczęście momenty te mijają.

Dzisiaj usidłam, żeby napisać że w końcu jesteśmy nad morzem. Nie mogłam się doczekać walcząc w naszym rejonie z myślami o dzikach, atakujących psach i innych dziwactwach które z łatwością umiały mi odebrać chęć i przyjemność z treningów. Dotarliśmy nad nasze ukochane morze i tu zwieźliśmy swoje treningowe majdany ( rowery, biegowy ekwipunek, pianki do pływania i deski windsurfingowe (te dla przyjemności a nie dla treningu) ). Plan był na codzienne poranne treningi, ale chęć snu często wygrywa z chęcią wstania na trening. Mała Z coraz dłużej pozwala nam się wysypiać więc mam wrażenie, że brak snu przez ostatnie parę miesięcy wygrywa z motywacją, ale czasami trzymam się dzielnie i wczoraj udało się zwlec tyłek koło 7 żeby prze-pedałować prawie 50 km zanim moje 4 litery będą musiały zaserwować śniadanie naszej małej gwiazdeczce. Jutro jest plan na długie wybieganie którego brakowało mi w naszych stronach po powrocie z Cypru. Po małej konfrontacji przez R z rodzinką dzików nie byłam w stanie się przełamać i polecieć w nieznane. Tu droga wzdłuż półwyspu jest długa, znacznie dłuższa niż planuję biegać więc mam plan na kilka długich wybiegań. Dlatego śle słoneczne pozdrowienia z nad polskiego morza i udaję się tam gdzie wypoczywa się najprzyjemniej.

O.

P.S. Wiem, że nie powinno się jeść owoców na noc, ale niestety brakuje mi moich past tahini, karobów i innych smakołyków, którymi zaspakajam swoje słodkie zachcianki.

Leave a Comment