DSC_0745

LIFESTYLE TRIATHLON

Dzisiejsze wzloty i upadki.

Chciałabym umieć tak napisać posta w 15 min. Usiąść i przelać wszystkie swoje myśli w parę chwil. Ale nigdy się tak nie udaje. Zawsze jak siadam do komputera z zamiarem napisania paru słów, wodospad myśli i wątków wylewa mi się z rękawa. No cóż dzisiaj kolejna próba, bo niebo nad głową już czarne a jutro szykuje się ciężki dzień 🙂 Ma wiać, a że jesteśmy nad morzem to dzień spędzimy pewnie na wodzie.

Dzisiejszy dzień miał być kolejnym przełomem. Miałam się podjąć nowego wyzwania. Mianowicie miałam wziąć udział w wyścigu kolarskim Tauron Lang Team Race. Miałam, bo wszystko było już spakowane. Rower na dachu, ciuchy kolarskie w torbie, kask i buty zapakowane, żele przygotowane, nawet bidony miałam zrobione. Do wczoraj nie byłam pewna czy chce wystartować bałam się że banda napaleńców w drodze na szczyt zepchnie mnie gdzieś po drodze z roweru. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Jednak tuż przed spaniem decyzja została podjęta. Biorę udział, spróbuję najwyżej potraktuje to treningowo i odpuszczę jak będę się bała o swoje 4 litery. Rano w pełnym już skupieniu wyobrażałam sobie jak to może być. Ciekawość zżerała mnie jak mocno będę w stanie pojechać wiedząc, że nie ma nic po. Wiedząc, że nie muszę zejść z roweru biec do strefy zmian a po niej czeka mnie bieg. Zastanawiałam się czy umiem pojechać na rowerze na maksa, czy dużo lepiej będę jechała nie mając biegania zaraz po i pływania chwilę przed. Niestety były to tylko przemyślenia i gdybania. Nie było mi dane dzisiaj wystartować. Nasza „niania” nie dotarła na miejsce, siła wyższa. W desperacji próbowałam w ostatniej chwili ściągnąć swoją mamę, która była akurat 60 km od miejsca wyścigu. Niestety telefon komórkowy był wyłączony, domowego telefonu nikt nie odbierał, nawet na whatsappie napisałam na inny numer, chwilę po odebranych od niej wiadomościach, niestety też bezskutecznie. Moje wiadomości nie dotarły. Rozczarowana odpuściłam, bo wiedziałam że inaczej nie tylko będę miała cały dzień popsuty ale i R nie skorzysta. Jak nie jechałam to kibicowałam i robiłam zdjęcia. Mała Z ślicznie współpracowała przy tak ciężkich warunkach pogodowych. Był upał, duchota, mało wiatru, a jednak dałyśmy radę. Zmęczony tata po swojej życiówce dostał dwa ogromne buziaki od swoich dziewczyn. Nie było tak źle jak się zapowiadało, a i prezent dostałam w postaci nowej koszulki kolarskiej. No cóż jakoś trzeba się pocieszać !

DSC_0730 (2)

DSC_0779

Kibicowanie też jest fajne.

Po porannych smutkach nadszedł czas na popołudniowe pozytywne emocje, które wzbudziły dziś we mnie normalne błahe rozmowy z nowo poznanymi świeżo upieczonymi triathlonistami. Często zastawiam się czy to co robię to powód do dumy czy nie am w tym nic szczególnego. Nie lubię kreowania swojego wizerunku. Uważam, że jestem zwykłym szarym ludkiem, który nie ma nic szczególnego do zaoferowania światu. Dlatego też tak często dręczą mnie myśli na temat bloga. Czy chciałabym żeby stał się popularnym miejscem, czy chciałabym żeby był moją historią przeznaczoną tylko dla mnie i dla mojego wąskiego grona. Nie wiem. Tak samo jak nigdy nie wiem czy moje czasy są dobrymi czasami. Czy to co robię idzie mi nieźle czy tylko od czasu do czasu mam takie zrywy. W bieganiu zawsze byłam szarą myszką. W triathlonie zawsze plasuję się w przedzie stawki. Może dlatego, że faktycznie jest bardziej wymagający i jak się zbierze wszystkie trzy dyscypliny w których jestem przeciętna to końcowy wynik nie jest wcale taki zły. Nie ważne. Dzisiejsza rozmowa sprawiła, że poczułam się warta czegoś, dowartościowana. Obcy, no dobra, dopiero co poznany mężczyzna zdumiony moimi poczynaniami po ciąży stwierdził, że powinnam promować bloga i to co robię. Że jest wiele osób, które bez podstaw kreują z siebie wielkie gwiazdy sportu, często tak naprawdę niewiele osiągnęli sportowo i są na bardzo przeciętnym poziomie. A jak ja wygrywam triathlon na Cyprze tuż po porodzie, to mówi że jest czym motywować i powinnam to promować. Dodatkowo moje zawstydzająco wolne tempa i czasy (dotychczas zawsze tak myślałam) wzbudziły niezły podziw. Muszę powiedzieć, że mój potworek próżności najadł się do syta na pól roku z góry takimi komplementami. Dzięki Panowie !

O.

Leave a Comment