IMG_20150720_150345

LIFESTYLE

Moje dziecko jest już małą dziewczynką.

Wprawdzie dotychczas niewiele pisałam o macierzyństwie, bardziej skupiałam się na pierwszych dwóch słowach z nazwy bloga-„Biegająca Bio Mama”, ale dzisiaj nie umiem nie skupić się na ostatnim słowie jakim jest „mama”, bo dzisiaj był dzień rodzicielskich emocji. Dzisiaj moja córka w moich oczach stała się już małą dziewczynką, rozumiejącym dzieckiem. Mam wrażenie jakby przybyło jej parę miesięcy od wczoraj do dziś. Małą Z zdecydowała, że dzisiaj po raz pierwszy zje gotowaną marchewkę z takim zapałem i chęcią, aż jej się uszy trzęsły, postanowiła również sama obrócić się na brzuszek i ku naszemu zdziwieniu lewa jedyneczka przebiła się przez dziąsło. Dzisiaj też ja dojrzałam do tego, żeby jeździła w spacerówce. Co prawda od dwóch dni ma przyjemność w niej jeździć, ale to dopiero dziś przekonałam się, że ma w niej fajnie i przyjemnie. Dotychczas chodziłam i mówiłam, że ma niewygodnie, że nie fajna ta spacerówka, że siedzi cały czas, że nie może sobie wierzgać nóżkami, że nie fajnie się śpi. Ale to ten dzień pełen przełomów uświadomił mnie że wcale tak nie jest. Nasza spacerówka jest tak ogromna, że małą Z wygląda ponownie jak mały bobas. Ma w niej tyle miejsca, że oprócz niej obok mieszczą się wszystkie gryzaki, kocyk, pielucha butelka z wodą i smoczek. Podusią „minky”, którą dostaliśmy w prezencie idealnie podtrzymuje jej główkę na wertepach i jak zasypia. A nóżkami wierzga chyba nawet bardziej niż w gondoli. Dzisiaj połowę mojej popołudniowej kawy leżała sobie w pozycji półsiedzącej i z nogami wywalonymi na pałąku i zadowolona patrzyła się na kwieciste „Zapieckowe” firanki. Mała Z już nie jest taka małą, i wzbudza coraz to większe emocje we mnie. Dzisiejsze popołudniowe biesiadowanie przy EKO marchewce z „Farmy Świętokrzyskiej” naprawdę mnie rozczuliło. Mój maluch ssący dotychczas tylko pierś lub butelkę, nagle zaczął wyrwać mi łyżeczkę z rąk krzycząc i wpychając ją sobie po gardło do buzi. Nie myślałam, że karmienie może sprawić tyle frajdy. Ona cała rozemocjonowana, wierzgała wszystkimi sowimi czterema kończynami, a ja pewnie tak samo rozemocjonowana śmiałam się w niebo głosy i pragnęłam żeby był ktoś przy nas kto mógłby to uwiecznić. Dzień pełen wrażeń, i to nie sportowych tylko takich zwyczajnych, codziennych z bycia mamą. Chyba od czasu do czasu będą się takie sentymentalne posty pokazywać. W końcu jestem nie tylko Biegaczką, Bio kucharką ale i MAMĄ !

Pozdrawiam,

O.

Leave a Comment