DSC_3160

TRIATHLON

IRONMAN.

Pisze dziś bo dzisiaj jest ważny dzień dla Polskiego triathlonu, IRONMAN 70.3 dzieje się w Gdyni, moich rodzinnych stronach. Mam nadzieję, że ta okazja sprawi że przyjdzie wena i emocje triathlonowe.

Emocje triathlonowe przyszły bo przeczytałam post z pierwszego po ciąży triathlonu na Cyprze. Powiem szczerze, że aż mi się łezka w oku pokazała. Wszystkie emocje wróciły, uśmiech, szczęście, duma, płacz. Patrząc przez pryzmat czasu i zastanawiając się dlaczego to zrobiłam, co było moim celem żeby wziąć w nim udział, już wiem. Chciałam udowodnić sobie że po ciąży to nadal jestem „JA”. W ciąży mi tyle zakazywano, wszyscy mówili: odpuść sobie, już wystarczy, może lepiej nie biegaj, po odpoczywaj trochę, wytrzęsiesz tą małą. Postawiłam ciąże i małą fasolkę rosnącą we mnie na pierwwszym miejscu, wszystko było pod nią podporządkowane. Intensywność treningów, przebyte kilometry. I chyba ten triathlon miał mi udowodnić, że nadal jestem sobą, że mogę urodzić dziecko i pozostać tą samą „Olą”, która istniała zanim dowiedziałam się że zostanę mamą.

IRONMAN.

W życiu każdego amatora triathlonisty z ambicjami sportowymi, przychodzi czas kiedy w reżim treningowy należy wpleść tak zwaną „zakładkę”. Jest to trening, który łączy dwie dyscypliny z triathlonu, najczęściej rower i bieganie. Większość amatorów tego dnia, pewnie cieszy się że są tylko amatorami i jest im dane takie treningi robić dość sporadycznie. Ja w tych dniach żałuję, że jestem tylko amatorką i zmuszam się psychicznie do tego typu treningów tak rzadko.

Jestem do tego stworzona. Tak się czułam wracając z treningu – zakładki, w dniu naszego wyjazdu do Zakopanego. Decyzja co do wyjazdu była podjęta żeby wyjechać na noc. Tylko wtedy miałam gwarantowane, że mała Z większą część podróży prześpi. A jadąc sama z moim bąkiem na tylnym siedzeniu, wolałam być sama zmęczona następnego dnia, niż wymęczyć i siebie i ją przez cały dzień w samochodzie. Także plan był na wyjazd koło godziny 20.  Popołudnie mąż oddał mi żeby zrobiła sobie mocny trening. On będzie miał czas na swoje treningowe harce jak my wyjedziemy. Plan był na zakładkę – 40 km roweru i 5 km biegu. Standardowe trasa na rower, standardowe też tempo. Buty biegowe czekały w garażu żeby w nie wskoczyć jak tylko zejdę z roweru. Zaczęło się, wyruszyłam. No i moja standardowa burza myśli się zaczęła. Całkiem nieźle mi się biegnie. Utrzymam 5:30 przez 5 km, a może spróbować przyspieszać ? Jak 3 tak przebiegnę i się będę dobrze czuła to przyspieszam. O kurcze, ale te nogi są sztywne, ale ciężkie, jak z żelaza. I tu powinna pokazać się taka chmurka nad moją głową ze znakiem zapytania i wykrzyknikiem, oznaczająca eurekę ! Taka jak w kreskówkach i komiksach. Już wiem dlaczego IRONMAN. Nie tylko chodzi o człowieka z żelaza, wytrzymałego nie poddającego się. Uczucie podczas biegu po każdym rowerze, bezpośrednio kojarzy się z IRONMAN-em. Nogi są tak ciężkie jak z żelaza, a zarazem czuje się w nich taką moc jak nigdy podczas samych wybiegań. Biegnąc po rowerze, czuje że moje nogi dadzą sobie radę z mocnym tempem, są ze stali ! Walczą z każdym krokiem. Pomimo ciężkości jaką się w nich czuję, ja czuję, że się nie poddadzą. Że mnie nie zawiodą, że nie pozwolą mi się potknąć, skręcić kostki, że są nadzwyczaj mocne. Tylko gdy biegam po rowerze, mam chęci na mocne tempo. Mam wrażenie, że moje mięśnie są tak pobudzone że same chcą biec. Nie trzeba ich motywować tak jak podczas treningów tylko biegowych. Przy zakładach chce mi się biec, szybciej, mocniej, pewniej. Na każdym kilometrze zamiast opadać z sił, mam ich coraz więcej. Od dziecka byłam długodystansowcem, nie lubiłam szybkiego tempa i krótkich dystansów. Zawsze nabierałam mocy im dłużej, im więcej. Tego dnia poczułam się swoim własnym małym IRONMAN-em. Wiem, że triathlon jest dla mnie. Chciałabym mieć kiedyś tyle czasu żeby poświecić się jemu tak szczerze całym serem. Poczuć ile naprawdę potrafię, gdzie są moje granice możliwości i jak daleko umiem popchnąć swój organizm podczas wysiłku.

Trzymając kciuki za tych, którzy dzisiaj zmagają się z IRONMAN 70.3 w Gdyni, ja mam tu swojego małego IRONMAN-a.

*** Był plan na Gdynię w tym roku, były też ciche nadzieję że uda się charytatywnie oddać Biegającej Bio Mamie pakiet startowy. Organizatorzy obiecali, że się nad tym zastanowią, ale nadzieje były puste, bo do dziś nie otrzymałyśmy odpowiedzi. Jednak za rok GDYNIA JEST NASZA ! My też się tam będziemy zmagać z tym dystansem, IRONMAN 70.3 będzie nasz ! ***

O

Leave a Comment