IMG_20150907_213908

BIEGANIE PODRÓŻE SOLO TRENINGI TESTY MOTYWACJA TRIATHLON

Jesień.

IMG_20150907_213908

Jesienna aura hula w powietrzu i nie da się jej nie odczuć. Nie pamiętam kiedy czułam, że chce mi się siedzieć w domu zamiast na dworze. Najchętniej zrobiłabym masę owsianych ciasteczek, zaparzyła dzbanek herbaty z imbirem i malinami i usiadła z książką pod kocykiem, albo obejrzała jakiś dobry film. Ale to jeszcze nie ten czas. To dopiero początki jesieni, kolejne plany pojawiły się na horyzoncie i ząbkująca mała niekoniecznie pozwoliłaby mi na taki popołudniowy relaks.

Ale mówiąc o planach. Nie wiem czy to ta jesienna aura mnie tak rozleniwia, czy też czuję koniec sezonu triathlonowego, albo po prostu jestem już zmęczona ciągłym dostosowywaniem życia do treningu. Dostosowywaniem na pewno mojego życia przez ostatnie 4 miesiące, kiedy ciągłe pragnienia na polepszanie się, udowadnianie sobie że jest się mamą i nie trzeba rezygnować ze swoich marzeń, leżało na pierwszym planie. Dlatego dzisiaj stojąc w spodenkach biegowych, czekając aż mój Garmin złapie sygnał, spoglądając na granatowe niebo pomyślałam czy na prawdę chce Ci się jechać w te Bieszczady?

W same Bieszczady chce mi się pojechać i gdyby była taka możliwość nie zastanawiałabym się przez ani sekundę, ale wiem że ten wyjazd wiąże się z kolejnymi 2 tygodniami reżimu treningowego. Tym razem podjazdy, podbiegi i tego typu treningi musiały by zostać wplecione. 700 m przewyższeń i kilkukilometrowy podbieg mogły by dać się we znaki bez jakiegokolwiek przygotowania. No i stoję teraz przed znakiem zapytania co robić. Czy na prawdę mi się chce, czy chciałabym już sobie odpuścić. Oczywiście nie przestanę biegać, ani jeździć na rowerze, ale nie będę robiła tego za wszelką cenę. Czasami własnym kosztem, własnym niewyspaniem i zmęczeniem. Chciałabym trenować z luźną głową, że nic nie muszę, nic nie trzeba. Że jak dziś nie pójdę, to nic się nie stanie, pójdę jutro. Chciałabym poczuć spokój, że nic nie muszę, wypaść z tego ciągłego biegu i cieszyć się z każdej chwili. Wyłączyć głowę. Cieszyć się wiatrem, deszczem, słońcem, chmurami, każdym krokiem, każdym kilometrem, lepszym i gorszym treningiem, większym i mniejszym zmęczeniem. Cieszyć się po protu byciem, trenowaniem i życiem. Mieć czas, żeby przytulić się do męża. Móc usiąść i nie robić nic w czasie drzemki młodej, wypić kawę i zjeść kawałek mojej pysznej szarlotki. W końcu idzie jesień, czas szarlotki, jabłkowych owsianek.

Czy na prawdę za 2 tygodnie chce się zmierzyć z górami, w taką pogodę? Czy chce mi się płynąć w tym zimnym jeziorze, kiedy na dworze temperatura jest taka sama? Czy na pewno chcę robić 700 m podjazd na rowerze, kiedy wiatr może okazać się większą przeszkodą niż sama góra? Czy na pewno chce po tym wszystkim założyć biegowe buty i podjąć się pierwszego w życiu biegu górskiego ?

Nie wiem. Zobaczę gdzie mnie życie zaniesie. Tym razem poddam się nieznanemu, oddam się w ręce losu i zobaczę gdzie mnie jego ścieżki zaniosą. Może jakby słonko wyszło i ogrzało nasze stópki to Bieszczady byłyby super pomysłem? I nagle to zimne jezioro, byłoby piękną ochłodą, podjazd w cieniu bieszczadzkich lasów byłoby wielką przygodą, a bieg górski z takimi widokami byłby samą przyjemnością ?

Nie wiem. Puszczam wszystkie „muszę” w daleką otchłań i czekam na to szczere „chcę”, „pragnę” żeby pokierowało gdzie iść.

O.

Leave a Comment

Comments (2)

  1. Świetnie napisane! Czasem faktycznie robimy coś choć nie zawsze wiemy czy wciąż chcemy, mam tak teraz ze studiami. Walczę z kampanią wrześniową, robię pełno dodatkowych rzeczy i nawet nie wiem, czy to jest to co chcę robić. Wiecznie mówię sobie, że muszę, a nikt mi tego nie narzuca, tylko ja sama.
    Poza tym świetny blog. Bardzo przyjemny w czytaniu 😉
    Pozdrawiam 😉