IMG_20151122_131943

BIEGANIE MOTYWACJA I PORADY POLECANE Z WÓZKIEM

Półmaraton z wózkiem? Też się da.

Już od samego początku łamiemy z Zosią stereotypy. I nie robimy tego po to by słyszeć wyrazy podziwu od obcych czy tez od naszych bliskich. Co więcej, zdarza się że moje wyczyny i sportowe życie zamiast zbierać aprobacje, zbiera krzywe spojrzenia i brak akceptacji. Ale my znamy siebie, wiemy kiedy można, kiedy trzeba się zatrzymać a kiedy musimy sobie po prostu odpuścić.

Dlatego od kiedy Zosia była jeszcze w planach wiedziałam że sport ze mną zostanie. Jeszcze gdy mała była w brzuchu w swoim ciemnym cieplutkim świecie, razem przemierzałyśmy wiele kilometrów w butach biegowych. Treningi trwały i trwały, do ostatnich dni ciąży.
Po porodzie dosyć szybki powrót do formy sprawił, że treningi przeplatane były wspólnymi karmieniami, spacerami i byciu razem. A od kiedy jest ona na tyle duża by ponownie towarzyszyć mi w biegowych wyczynach zaprosiłam ją na nowo do mojego sportowego życia. I tak oto od dobrych kilku tygodni wspólnie przemierzamy kilometry. Ja pocąc się pchając wózek biegowy, ona zazwyczaj smacznie śpiąc w swoim przytulnym trójkołowcu.

Tym razem naszym wyzwaniem był półmaraton. Drugi w moim zyciu, a pierwszy w tak doborowym towarzystwie. Prawie do ostatniego dnia nie wiedziałam czy się tego podejmę. Wszystkie treningi na Cyprze kończyły się jakimś totalnym spadkiem formy. Wysokie tętno, straszliwe zmęczenie, kolki. Do tego w środku tygodnia dopadła mnie jakaś okropna choroba, wirusówka czy cokolwiek innego co to było. Po dwóch dniach w łóżku wstałam na nogi. W czwartek wspólnie z R roztruchtaliśmy gorsze dni i decyzja zapadła że biorę udział.
Pytanie było : „Sama, czy we dwie? ”

20151121_115451.jpg

Do dnia startu nie byłam pewna, tego co robię. Decyzja była że jeżeli będzie wiało więcej niż kilkanaście węzłów odpuszczam start we dwoje. Kosztowało by mnie to za dużo, biorąc pod uwagę pełne słońce które świeciło cały dzień, gorąco które przypominało lato na Cyprze i wymagająca trasa, która miała kilka perełek w postaci krótkich ale stromych podbiegów. Dotarliśmy an start a tu ani tyci wiatru.

20151122_083208

Co prawda teraz wiem, że pewnie nawet gdyby wiało to i tak zdecydowałabym się na wspólne 21 km. W mojej głowie ten półmaraton miał tylko sens we dwie.

PRZYGOTOWANIE WÓZKA I PARĘ SŁÓW O NIM:

Bieganie z wózkiem jest nie tylko sportowym wyzwaniem, ale i logistycznym. Trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Mój IRONMAN po raz kolejny spisał się na medal. Pomimo, że nie miałam okazji przetestować wózków innej firmy, to wcale mnie do nich nie ciągnie. Firma BOB Britax, która jest producentem IRONMANa ma wszytko to czego się pragnie w wózku biegowym. Jest to chyba najlżejszy na rynku wózek, waży tylko 10.5 kg, więc kilogramy które miałam do pchania przez 21 km były ograniczone do minimum. Oczywiście trzeba też ograniczyć zawartość kosza na „w razie co” sytuacje, aby nie dodać sobie niepotrzebnego bagażu. Dlatego jak zwykle byłyśmy przygotowane na każdą sytuację, ale w minimalistycznym stopniu. Nasz kosz wypełniony był tylko jedną cienką dużą pieluszką tetrową, która w razie co miała służyć za kocyk czy osłonkę od słońca, trzema pampersami na zmianę, paczką ( też nie pełną) wilgotnych chusteczek, jednym gryzakiem i jedną zabawką. Jednak miałam cichą nadzieję, że tam nie będzie mi dane wcale zaglądać.

Wszystkie najbardziej potrzebne rzeczy znajdują się w naszym przyborniku który zamontowany jest na rączce. Przybornik to też wynalazek firmy Britax. Składa się on z dwóch oddzielnych uchwytów na napoje ( mieszczą się tam idealnie butelki zarówno dziecka, jak i półlitrowa woda mineralna lub izotonik), z środkowej dosyć sporej komory i zewnętrznych kieszeni, na np telefon, klucze i inne tego typu gadżety. Biorąc pod uwagę upał jaki nam towarzyszył, cieszyłam się jak głupia z tego że pcham wózek w którym mam powtykane dwie butelki wody (tym razem dla siebie) jedna do polewania i jedną do picia, kiedy inni podczas biegu musieli je trzymać w ręku lub korzystać tylko z punktów z wodą. Środkowa komora wypchana jest zawsze chrupkami Zosi, a tym razem dodatkowo małą butelką z wodą dla niej.

Bardzo fajną cechą BOB-ów jest daszek który pozwala zakryć bardzo dużą cześć naszego malucha, który smacznie śpi. Dzięki temu tylko Zosi nóżki wystawały na słońcu. Jednak te też sprytnie przykrywałam zwilżoną pieluszką tetrową, tak aby moja mała mi się nie ugotowała podczas dwu godzinnej jazdy w pełnym słońcu.

DSC_0480.jpg

CZAS START!

No i wystartowaliśmy, 300 osób w żarze śródziemnomorskiego słońca ruszyło do przodu. Coraz bardziej podobają mi się te starty na samym końcu. Czuję się dużo mocniejsza cały czas wyprzedzając, niż będąc wyprzedzana.

Bieg był idealnie w porze drzemki małej Z, więc mój plan był na spokojny bieg bez emocji w towarzystwie śpiącej Zosi. Niestety Zosia zrobiła mi ogromnego psikusa. Po wrzasku jakiego doświadczyłam na Biegu Niepodległości byłam przygotowana na podobną sytuację przed zaśnięciem tu. Tym razem mała po kilku mocniejszych bujnięciach na 3 kilometrze zamknęła oczy i smacznie spała. Niestety nie dotrwała w tym stanie zbyt długo, zanim zobaczyłyśmy tabliczkę 10 km słychać już było kwękanie i stękanie spod daszku. Biorąc pod uwagę fakt, że wózek nie jest jej ulubionym miejsce na świecie a do mety została nam dobra godzina, łzy same prawie napłynęły mi do oczu. Byłam pewna że na tym skończył się nasz bieg. Co prawda telefon w pełnej gotowości siedział w kieszeni, ale oddanie wózka mojej mamie która czekała na nas na mecie, bolało by tak samo mocno jak zejście z trasy we dwie.

Kilka prób ponownego uśpienia smoczek, picie, smoczek, picie, nie pomogły więc stwierdziłam że biegnę dokąd się da.

Udało się do końca ! Wspólnie dotarłyśmy na metę, pokonując 21 097 m. Moje nogi, moje ciało pchało wózek przed sobą przez ponad 21 kilometrów. Biegłam pchając 20 kilo przez dobre dwie godziny, bez maszerowania, bez przerw, co jakiś czas zgięta w pół wpychająca smoka, butelkę z wodą, podrzucająca wilgotne pieluszki, chrupki czy inne zabawki.

 

IMG_20151122_132407

IMG_20151122_131943

Jestem z siebie dumna. Tak na prawdę. Tak szczerze. Nie spodziewałabym się tego że ten dystans, ta temperatura i ta trasa będzie ode mnie wymagała takich pokładów energii. Nie spodziewałam się takiego wysiłku. Doprowadziłam siebie, swoje ciało, swój umysł do skraju możliwości. Ale dzięki temu jestem prze szczęśliwa, że się udało. Nie mi, a NAM! Jestem dumna że moją najcudowniejsza biegowa kompanka wraz ze mną dotarła na metę naszego PIERWSZEGO WSPÓLNEGO PÓŁMARATONU. Dzisiaj stwierdzam że był to wyczyn. Wyczyn którego się nie spodziewałam, a któremu sprostałam.

IMG_20151122_133850

Co prawda miałam ogromną nadzieję na złamanie dwóch godzin, ale niestety kosztowało by mnie to zbyt wiele. A przecież jesteśmy tylko amatorami i pomimo ogromnych sportowych ambicji które pozostały mi z młodzieńczych lat, to ma być zabawa i bycie aktywną mamą nauczyło mnie tego. Nauczyło mnie że czasami trzeba odpuścić, że trzeba być przygotowanym na niechciane sytuacje, że nie można mieć wszystkiego pod kontrolą. Nauczyło mnie cieszyć się z małych rzeczy, wyznaczać sobie nowe cele, które nie zawsze muszą być w 100% zrealizowane.

 

Nasza Zosia ma już na swoim koncie dwa medale i to nie takie które ja dla niej zdobyłam, ale takie które ona sama wywalczyła, dzielnie towarzysząc mi w sportowych wyzwaniach. I o dziwo w porównaniu do swojej mamy, na mecie zawsze wygląda na wyjątkowo wypoczętą.

Dziękuje firmie Shock Absorber Poland za biustonosz który spisał się na medal. Po raz pierwszy w życiu miałam możliwość pobiec w biegu ulicznym z pomiarem tętna, a to wszystko za sprawą właśnie tego Ultimate RUN Bra z wbudowanym paskiem HR firmy Shock Absorber.

 

O.

Leave a Comment

Comments (1)