20151213_151901

BIEGANIE LIFESTYLE Z WÓZKIEM

„Extreme Running” i tata na medal.

 

20151213_151900

 

Co niedziele w różnych miastach Polski BBL (Biegam Bo Lubię) organizuje wspólne treningi biegowe. Udało się, że jeden z nich został zorganizowany prawie pod naszym domem, a nasze plany na niedziele były nadzwyczaj skąpe, więc trudno było odmówić wzięcia udziału. Jednak od rana pogoda nam nie dopisywała, lało, wiało i trening został przełożony z 10 rano na 14.30.

Zdecydowaliśmy, że jak bieg jest przełożony to się zbierzemy i pobiegniemy tyle ile się da, najwyżej wrócimy gdyby pogoda się załamała albo droga okazała by się jednym wielkim błotem. W ostatniej chwili wróciłam się po folię na deszcz w razie co. Wychodząc, dopadły nas szybko lecące krople z nieba, ale jak już jesteśmy ubrani to podjedźmy na miejsce spotkania, może przestanie. Tak też zrobiliśmy.

Jak możecie się domyśleć pobiegliśmy, deszcz ustał czekając na resztę grupy treningowej. Zosia przygotowana na każdą pogodę smacznie się grzała w swoim śpiworku. Folia na wózku też już grzała sobie miejsce na wszelki wypadek ulewy która mogła nas spotkać. No i ruszyliśmy. Tempo miało być na 6:00 min/km ale na drugim kilometrze motylki wyrwały do przodu i biegliśmy 5:20 min/km. Nie ma co ukrywać ale byłam najsłabszym ogniwem z grupy, dodatkowo miałam biec z wózkiem który bardzo szybko przejął R i już nie oddał. Ciężka trasa, mocne podbiegi, ale nic biegniemy jest fajnie. W grupie biega się inaczej ktoś zawsze ciągnie do przodu. Chwilę później, oczywiście dopadł nas deszcz, jednak jak się biegnie to już nie przeszkadza jego lepkość. IRONMAN po raz milionowy sprawdził się na medal, zarówno jak jego kierowca. Mój ulubiony daszek zasłonił naszego całego szkraba, więc nie było potrzeby zakładani foli na górę i Zosia mogła przez prawie cały bieg czerpać świeże powietrze podczas swojej drzemki. Tak małą zasnęła nam na 3/4 kilometrze i obudziła się dopiero na nastym. Co wydawało nam się niemożliwe biorąc pod uwagę fakt jakie było podłoże przez większość drogi. Wózek nie raz był niesiony przez kałuże, błoto czy las.

A tata? Tata dostaje ode mnie dzisiaj złoty medal. Jest moim dzisiejszym Super Bohaterem, który pomimo deszczu, mokrej grząskiej drogi, wiatru w twarz, biegł dzielnie w tempie nie raz lepszym od mojego. Przedzierał się przez chaszcze, błoto, wbiegał pod każdą górę walcząc z wózkiem o kolejne kilometry. Bieg był niezwykle krajoznawczy, ale i naprawdę męczący. Nogi zapadały się w błocie, a już nie mówię o kołach wózka który trzeba było pchać. Na końcu wybiegliśmy w „Zwierzyńcu Bałtowskim” a tam żubry, sarny, jelenie, lamy i wiele innych krowiastych zwierząt.

Ja odpuściłam z kilometr przed resztą, wbiegaliśmy wtedy pod chyba najbardziej stromą górę. Nie chciałam spowalniać reszty, a nasz dom był niedaleko. Przejęłam więc wózek z już nie śpiącą Zosia i pobiegłyśmy w swoją stronę. Wiatr dymał jak szalony, zerwał się mocny deszcz. Folie już teraz musiałam zaciągnąć na cały wózek. Na szczęście chwilę później byłyśmy już w domu.

Nic chyba lepiej nie odda atmosfery i pogody w jakiej dzisiaj trenowaliśmy niż te zdjęcia.

20151213_152108

20151213_152026

20151213_151901

 

Zosia szczęśliwa siedziała w wózku jeszcze podczas rozciągania. „Extreme Running Team” chyba jej się spodobał.

 

Dobrego tygodnia ! Ćwiczcie też nie zważając na pogodę, bo tak na prawdę te treningi zostają w pamięci.

Leave a Comment