20160323_114537

BIEGANIE LIFESTYLE TRENINGI TESTY MOTYWACJA TRIATHLON

Bo plan to podstawa.

 

Mój GARMIN CONNECT (serwis na który zgrywane są moje wszystkie treningi z zegarka) świeci się od jednostek treningowych. Tworzą one mały kalejdoskop treningowy na czarnym ekranie. Świecą się jak krople potu w słońcu, które wypociłam na tych treningach, jak błysk w oku który mam po każdym dobrze wykonanym zadaniu. A najpiękniej rozświetlają moje życie od 6 dobrych tygodni! Widać, że zaczęłam trenować!

Gdyby nie PLAN już dawno temu zrezygnowałabym z tego co robię. Już nie raz bym sobie odpuściła i już nie raz siedziałabym na wygodnej kanapie pijąc kawę lub lampkę wina zamiast biegać, pływać czy też siedzieć na siodełku i intensywnie pedałować.

Mówią, że plany treningowe do triathlonu zaczynają mieć sens, dopiero wtedy kiedy wplecie się co najmniej 9 jednostek treningowych w tygodniu. Tak 9, po 3 na każdą dyscyplinę, a co najlepsze to jest minimum ! Każda dyscyplina powinna zawierać, jeden trening siłowy, jeden szybkościowy i jeden wytrzymałościowy, czyli robimy raz w tygodniu intensywność- na przykład interwały, raz w tygodniu, siłę biegową, czy podjazdy, albo siłę w basenie i raz w tygodniu długo ale wolno.

Wygląda na to że nasze wcześniejsze „plany” nie bardzo miały się kupy. Zazwyczaj wychodziłam na trening z założeniem, że idę pojeździć albo pobiegać. Basen był tylko chwilowy przed startem, nie przejmowałam się nim zbytnio jak to na starą pływaczkę przystało. Rower zazwyczaj robiłam równym tempem długi, rzadko były interwały a chyba tylko parę razy zrobiła na prawdę długie wyjeżdżenie powyżej 2 godzin.

Na szczęście jest PLAN, który pozwala tylko na małe odstępstwa. Dzięki niemu nadal brnę w moich założeniach. Nigdy od czasów podstawówki, kiedy to dwa treningi dziennie w basenie plus od czasu do czasu siłownia pomiędzy były normą, nie miałam tak wymagającego planu treningowego. Rygorystyczny i intensywny, ale jaki wdzięczny i dzięki któremu czuje się spełniona.

I pomimo że boli, że czasami nie jestem w stanie wyjść z domu, ubrać się w ciuchy treningowe, czy przemóc się do pierwszego interwały, podjazdu czy w ogóle treningu. To wiem że na końcu tej drogi czeka na mnie uśmiech. Jeżeli nie w postaci wyniku, bo będę przemęczona, czy nie do końca wpiszę się w start z moją formą to chociaż w postaci dobrze odwalonej roboty. Wychodzę na trening każdego dnia wiedząc, że pomimo że może zaboleć, że może nie będzie najbardziej efektywnym treningiem jaki mogłabym sobie wyobrazić, to czeka na mnie spełnienie i szczęście na końcu tej drogi.

PLAN pozwala na lepszą organizację, wiesz co masz do zrobienia i trzeba to wykonać. Nie istnieje wtedy hasło: „No to może jutro bo dzisiaj jakoś nie mam siły.”. Jak nie ma siły  w nogach czy rękach, to trzeba ją znaleźć w głowie. Dodatkowo łatwiej się dogadać z drugą połową w sprawie treningów. Wiemy co nas dzisiaj czeka, więc łatwiej jest nam się zorganizować życiowo-treningowo.

Moje intensywne 6 tygodni w skrócie. Dużo potu, ale tyle samo uśmiechu 🙂

 

Daję złoty medal, szczery i zasłużony, wygraną w przygotowaniach do triathlonu takiej błahostce jak „PLAN”. Plan treningowy, który zmotywuje najbardziej zmęczone nogi, najbardziej zdemotywowaną głowę i pozwoli na pełnię szczęścia, która czeka na zmęczonego triathlonistę, czy biegacza, na samym końcu tej katorżniczej drogi ! 🙂 

 

Do dzieła !

 

O.

 

 

 

 

Leave a Comment