IMG_20160429_205137

PODRÓŻE TRENINGI TESTY MOTYWACJA TRIATHLON

Moje 120 kilometrów walki.

Pierwszy taki trening za mną, pierwsze moje 120 km przejechane ciągiem na rowerze i pierwsze chwile totalnego zwątpienia.

IMG_20160429_205205

Jedziemy… wiem że za tymi pięknymi widokami czeka na mnie największy podjazd na trasie. Nie znam tych miejsc, więc nie znam trasy, nie wiem dokładnie co mnie czeka. Wiem tylko, że mam się wspiąć na około 800 m. Jedziemy… skręt do wioski w prawo i już widzę tylko drogi prowadzące w górę. Widzę kolejne wioski położone jeszcze wyżej, domy do których prowadza tylko pionowe drogi. Boję się, GARMIN pokazuje już 96 kilometr, moje nogi robią się coraz sztywniejsze, a przede mną sporo kilometrów do góry. Jednak się nie poddaję jadę dalej, milion myśli przechodzi przez moją głowę, próbuję zwalić wszystko na tatę, który to wymyślił tą właśnie trasę dla nas do pokonania. Wiem, że to nic nie da, to moja głowa zaczyna wątpić zupełnie w moje siły, więc to z nią muszę stoczyć tą walkę.

Traska 120 km na drugi koniec wyspy, gdzie mieliśmy spędzić Cypryjskie święta w domu nad basenem, wydawała się nie lada wyzwaniem. Nie było opcji na wzięcie rowerów na dachu, bo rowery dziadków już tam były więc jedyną opcją jaka istniała, żeby odwalić dwa solidne treningi rowerowe to żeby pojechać tam na rowerach. Jak już pisałam Cypr jest górzystą wyspą, wszędzie znajdzie się sporo podjazdów. Nad samym morzem trzeba wdrapywać się na kilkuset metrowe klify, wioski koło nadmorskich miasteczek zazwyczaj położone są na równie wysokich wzgórzach, a gdy chce się przedostać z południowej części na północną cześć wyspy trzeba przedostać się przez pasmo górskie który w najwyższym miejscu sięga 2000 m.

 

 

Dlatego bałam się tego dnia. Nie wiedziałam do końca czy sobie poradzę. Nie wiedziałam kiedy na trasie skończą mi się przerzutki i kiedy totalne zmęczenie nie pozwoli na dalsze pedałowanie. Niby w sierpniu mam robić 1/2 IRONMANA, więc powinnam być bez problemu gotowa na 100 km trasy, a jednak pierwszy raz zawsze jest wielką niewiadomą.

3 dni później wracamy… Już wiem co mnie czeka, znam dokładnie traskę pamiętam każdy podjazd, każdy zjazd. Zastanawiam się co gorsze, czy 12 kilometrowy podjazd na 92 kilometrze kiedy wiem że po czeka mnie tylko zjazd, dobre jedzenie i leżenie nad basenem. Czy też zrobienie tego czternastokilometrowego podjazdu na świeżości, ale po nim czeka na mnie jeszcze dobre 100 kilometrów pedałowania.

IMG_20160429_205137

 

Cóż mogę napisać to były dwa solidne treningi. Pierwszy kosztował mnie trochę więcej, na drugi byłam przygotowana. Po drugim też, tyłek odpadał mi już w połowie drogi, a 30 kilometrów przed końcem drogi tak pragnęłam być już w domu że średnia prędkość na ostatnich 30 kilometrach wyszła 35 km/h. Byłam połamana, nogi bolały, tyłek bolał, plecy bolały szyja i kark również, ale warto było. Każdy ból i chwile zwątpienia rekompensowały widoki i smak tego co czułam na mecie, na końcu drogi, na końcu mojej 120 kilometrowej drogi.

Wiem, że moja siła wzrasta z każdym wyklepanym kilometrem. Wiem, że jeżeli popchnę się do granic możliwości to powoli będę te granice przesuwać. Wiem też, że dopóki nie wyjdę ze swojej strefy komfortu to nie będę się rozwijać, nie będę szybsza, silniejsza i pewniejsza siebie. Ten trening dał mi poczucie, że jestem silna, że swoim tempem brnę do przodu, że nawet największe zwątpienie można zwalczyć.

Dlatego nie bójcie się próbować, nie bójcie się stawiać pierwszych kroków w sportach z którymi nie mieliście zbyt wiele wspólnego, nie bójcie się mocnych treningów. Każdy z nas ma tą siłę tylko musimy ją odnaleźć i cały czas walczyć o jej rozwój.

 

IMG_20160429_193320

Odpoczynek z córą smakuje lepiej niż w pojedynkę 🙂

 

Walczcie, bo warto !

 

O.

Leave a Comment