img_20160909_121856

LIFESTYLE PORADY

Detoks czy filozofia życia ?

Moj detoks ewidentnie nie sprzyja mojemu pisaniu.
Jakoś ten zanieczyszczony organizm miał o wiele więcej do powiedzenia. Od kilku dni ogarnął mnie totalny spokój, wszystko wydaje się do wykonania, a czas płynie powoli. Nawet to samo mieszkanie, które nieposprzątane potrafiło doprowadzić mnie do białej gorączki, nie irytuje mnie tak bardzo. Treningi zamieniły się w „po prostu w bieganie” i „po prostu jeżdżenie”. Dawno nie czułam takiego spokoju w środku.

Moja anemia sprawiła, że zaczęłam myśleć o moim organizmie w trochę innych kategoriach. Zawsze wydawał mi się niezniszczalny i niepokonany. Dzisiaj po przebojowym sezonie sportowym. Po idealnych startach i tych mniej idealnych, wiem że nie jestem ze stali. Może połowicznie jestem małą iron girl, na której miano zasłużyłam ciężka pracą i kilkoma startami na tym dystansie, ale na pewno mój organizm stalowy nie jest i ten sezon ewidentnie mi to pokazał.

Pokazał mi natomiast, że czasami trzeba wiedziec kiedy odpuścić, kiedy powiedzieć sobie dość. Pokazał, że nawet w sporcie nie można planować. Pewnie że można, a nawet trzeba mieć aspiracje, nowe cele. Bez nich nie byłoby tak ciekawie. Ale warto zostawić sobie margines na te sytuacje poza naszą kontrolą, które wbrew pozorom są i zawsze będą się przewijać przez nasze życie. Mądra mama po szkodzie. Ale wiele w tym roku było podporządkowane do tego jedynego wymarzonego startu w Gdyni. Życie pokazało mi że nie warto stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie warto ślepo dążyć do jednego celu. Warto natomiast cieszyć się samą drogą. Tą drogą dzięki której właśnie jesteśmy tacy jacy jesteśmy. I pomimo, że jako mama, triathlonistka, biegaczka i włóczykijka powinnam najlepiej na świecie wiedzieć że plany dosyć często się zmieniają. Ja pokusiłam się dążyć ślepo do celu, a przez to zabiłam sobie i cel i cześć podroży.

IMG_20160820_220029.jpg

O moim zdorwiu jeszcze napiszę, ciągnie się ten temat za mną jak rzeka. Ale na to potrzebuję jeszcze chwilę.

Dzisiaj, w środku nocy, kiedy wszystkie światła są już zgaszone a ekran komputera delikatnie rozświetla mój pokój, chcę Wam przypomnieć o dbaniu o siebie. O znalezieniu wewnętrznego spokoju, który ja może przypadkiem odnalazłam dzięki tym 10 dniom pełnym wyrzeczeń. Może to dzięki nim tak zwolniłam wewnętrznie, wyciszyłam się, pozwoliłam rzeczom wokół mnie po prostu „się dziać”. Nie sterowałam światem, a nie ma co ukrywać lubię to robić. Poddałam się wszystkiemu co dookoła mnie się działo. Mój detoks nie tylko wprowadził mój organizm w harmonię. Przynajmniej mam taką nadzieję, ale i zaserwował mi spokój wewnętrzny. Wszystko nabrało kolorów, tych co dawniej. Uśmiech sam pojawia się na mojej buzi, a i serce zrobiło się jakieś cieplejsze przyjemniejsze dla otoczenia.

Pamiętajcie, i mówi to do was kobieta w środku nocy, że to wy wyznaczacie sobie drogę po jakiej chcecie iść. Może ona być bardzo burzliwa pełna wertepów i złości, może też być krętą ścieżka, bo taką nam życie zazwyczaj funduję, ale pełną słońca i radości. Każdego dnia wybieracie czy wstaniecie z uśmiechem na twarzy, czy od rana będziecie żądlić jak głodne osy. Wasz uśmiech i Wasze nastawienie, sprawi, że otoczenie samo uśmiechnie się do Was a miłe rzeczy i chwile same będę się dziać.
I tak oto moj wpis o niczym, w którym chciałam wytłumaczyć brak mojej weny, był totalnie filozoficznym odlotem Biegającej Bio Mamy. Która po 10 dniach na warzywach czuje sie jak Beata Pawlikowska rozbujana w obłokach i miłości.

Co to sie porobilo ?

Kto sie pisze na kolejny seans detoksu? Może na wiosnę? Wspólnie zawsze łatwiej, a na pewno zawsze raźniej!

IMG_20160828_201557
O.

Leave a Comment

Comments (2)