20160928_144357-01

LIFESTYLE POLECANE

Jesienne przemyślenia, zdrowotna stagnacja.

20160923_134243-01

Nie jestem z tych co mają przesilenia jesienne. W szczególności nie powinnam go mieć po moim przed jesiennym oczyszczaniu, które wpoiło we mnie ogromne pokłady energii. Dlatego nie zwalam tego na jesień, którą wbrew pozorom lubię, bo przecież drzewa takie piękne,temperatura w końcu sprzyja do biegania, a zaraz po niej jest jeszcze piękniejsza zima. Koniec lata i początek jesieni byłam tu dosyć powierzchownie. Pisałam merytorycznie, bo nie umiałam się zebrać na coś bardziej osobistego.

Ale…

Zawsze kiedy słowo zdrowie zaczyna być numerem jeden w twoim życiu, ogarnia Cię delikatna stagnacja. Człowiek zastanawia się nad sensem wszystkiego, daje sobie chwilę i czeka na poprawę. Kiedy przychodzi czas na zdrowotne załamanie człowiek wycisza się, analizuje i zastanawia. Odkąd w lato zdiagnozowali u mnie anemię, ja też potrzebowałam właśnie takiej chwili wyciszenia, potrzebowałam się zastanowić nad wszystkim, potrzebowałam chwili dla siebie. Dużą część mojej enrgii i czasu poswiecilam latem właśnie jej. Próbowałam znaleźć jej przyczynę. I zwykłe dosyć częste bagatelizowanie jej przez lekarzy, ktorzy zwalali wine na regenerujący się organizm jeszcze po ciąży, przeciążenia organizmu przez sport i tego typu sytuacje nie dały mi spokoju. Ja miałam misję, musiałam znaleźć przyczynę dlaczego mnie właśnie ona dopadło i czym była spowodowana.

We wszystkich zdrowotnych przypadłościach moich czy mojej rodziny zawsze chce znać przyczynę. Nie satysfakcjonuje mnie zwalczanie objawów. Tak było dawno temu z kolkami Zosi, tak było też z moją anemią, a fakt że po wielu tygodniach suplementacji żelaza, wyniki się nie poprawiały zmotywował mnie jeszcze bardziej do znalezienia przyczyny.
KTO SZUKA NIE BŁĄDZI
Szukałam, szukałam i znalazłam. Chwile po moim najwazniekszym starcie w sezonie, czyli tej parszywej Gdyni <skok w bok Moje 113 kilometrów z anemią > zrobiłam gastroskopie, która wykazała co było powodem moich zdrowotnych zawirowań. 
Zanim jednak dotarłam do tego miejsca odwiedziłam wiele gabinetów lekarskich, od tradycyjnej medycyny do naturalnej, wykonałam miliony badań krwi. Przez chwilę nawet podejrzewaliśmy u mnie celiakię, czyli nietolerancję glutenu, pobrałam wycinki z jelit w tym kierunku i zrobiłam badania w poszukiwaniu przeciwciał. Ostatnia była gastroskopia, która rozwiała wszelkie wątpliwości. Jelita czyste zdrowe, natomiast bakteria jest w żołądku – Helicobacter Pylori.
Wielu z Was może nawet o tym nie wiedzieć, ale też możecie borykać się z tą bakterią. Jest ona bardzo popularna i tak jak ja możecie nie mieć żadnych objawów żołądkowych. U mnie bakteria zaburzyła wchłanianie żelaza, dlatego moje żelazo nie chciało wzrosnąć nawet po wielo-tygodniowej kuracji żelazem. Helicobakter często bywa przyczyną anemii, obniżając mocno zapasy żelaza w naszym organizmie. U mnie w najgorszym czasie żelazo pokazywało tylko 4 jednostki, norma na żelazo wynosi od około 40 jednostek, w zależności od puntu pobrań. Było to chwilę przed Gdynią, zastanawialiśmy się z mężem w formie żartu czy można mieć ujemne wyniki żelaza, bo z moja tendencją spadkową było to bardzo prawdopodobne.

Niemniej jednak Gdynię zrobiłam, z bólem psychicznym, ale zrobiłam. Przyczynę mojej anemii znalazłam, więc przyszedł czas na zwalczanie bakterii, z której jestem bardzo dumna. W standardowym przypadku idzie się do lekarza internisty lub pierwszego kontaktu z wynikami i dostaje się 3 antybiotyki, które: stosujemy wszystkie na raz, zieje od nas chemią (słowa kolegi który zwalczył ją antybiotykowo) a co najgorsze bakteria robi się coraz bardziej odporna na te antybiotyki, przez co tego typu terapia nie zawsze jest skuteczna.

Przewertowałam więc internet i na podstawie tego co wyczytałam oraz na podstawie swojej wiedzy o zdrowiu i suplementach chciałam spróbować zwalczyć ją naturalnie. Nie było chyba jednej osoby w naszym towarzystwie, która wierzyłaby w to że mi się to uda, łącznie z moim mężem, który wraz ze mną przeszedł na ta naturalną stronę życia 🙂

ZDROWOTNY TRIUMF

20160913_135853

Uparłam się i wiedziałam, że dopnę swego. Zaczęłam więc od mojego detoksu <skok w bok DETOKS >, którego przyczyną był właśnie Helikobacter. Stwierdziłam, że jeżeli w mojej diecie nie będzie ani grama cukru, na którym bakteria się żywi, to nie będzie mogła się rozmnażać i łatwiej będzie ją zwalczyć półką naturalnych suplementów. Po 4-5 tygodniach stosowania olejku z oregano, wyciągów z lukrecji, oleju z mięty pieprzowej, pochłaniając duże ilości naturalnych probiotyków i dodatkowych probiotyków w suplementach udało się zwalczyć to co wydawało się nie możliwe. Co prawda cała historia zasługuje na kolejny wpis, ale choć jej namiastkę wylałam dzisiaj przed Wami.

Sezon triathlonowy nie był łatwy właśnie przez pryzmat zdrowotny z którym dosyć szybko zaczęłam się borykać. Dlatego moje jesienne życie nabrało zupełnie innego wymiaru. Potrzebowałam nie tylko odpoczynku od pisania, od internetu i wyciszenia, ale też od reżimu treningowego, który kosztował mnie dużo więcej w tym roku. Potrzebowałam frywolnego biegania, takiego z uśmiechem na buzi bez zegarka i czasu. Potrzebowałam wypadów rowerowych na kawę, bez patrzenia się na licznik i prędkość. Potrzebowałam pochodzenia na basen tak o po prostu żeby popływać. Całe to milczenie i wylogowanie się do realnego życia, było na prawdę warte. Bo powoli czuję, że jestem gotowa na nowe wyzwania nie tylko sportowe, ale o tym już niebawem….. 🙂

 

IMG_20160828_201557

 

O.

Leave a Comment

Comments (5)

  1. Oh nie mogę już dłużej milczeć 🙂 trafiłam do Ciebie po tym jak wyGooglowałam co to jest kolostrum. Przeczytałam. I przepadłam. Ostatni wpis o naturalnych syropach pokazałam mężowi. I kupił od razu jeden preparat dla naszego dziecka. Niestety skończyło się antybiotykiem, ale głównie chyba dlatego, że my dopiero zaczynamy naszą przygodę z tym co zdrowe, naturalne. Jeszcze długa droga przed nami. Ale olejek z oregano znamy 🙂 Czytam Cię od ponad roku. Śledzę Twoje występy, czekam na opisy. Podziwiam za wszystko. Gratuluję wygranej z bakterią! Cieszę się, że dochodzisz do siebie. I serdecznie pozdrawiam ze słonecznych Bieszczad :*

    1. Ah jak to pięknie słyszeć takie słowa! Dziękuję za nie i za to, że jesteś ! Ostatnio miałam mały kryzys blogowy, ale mam nadzieję, że wyprostuję wszystko w najbliższym czasie i będzie mnie tu więcej, tej radosnej i pełnej energii. A od tych bieszczadzkich pozdrowień aż mi się ciepło w serduchu zrobiło ! Kocham te Wasze Bieszczady nad życie, tą dzikość i nieznane. Gdybyś miała jakieś konretne pyatnia dotyczące dzieci, zdrowia, czy co tam Ci do głowy wpadnie. Pisz śmiało na maila, spróbuję pomóc na ile potrafię! A co do zdrowego życia to spokojnie powoli się do tego wdrożycie i zobaczycie ile korzyści z tego płynie! Pozdrawiam, z mniej pięknych ale też gór Świętokrzyskich ! 🙂

  2. Jak ja Cię dobrze rozumiem 😊 My, kobiety, potrafimy się czasem nieźle zajechać. Ciężej nam odsapnąć niż zasuwać. Gratki za udaną kurację! A skąd wyczaiłaś te sposoby na helicobacter?

    1. Cały internet przewertowałam, no i część z książek jakie przeczytałam o odżywianiu, suplementach tak przez ostatnie lata. Trochę na chłopski rozum do tego podeszłam, rozłożyłam to na czynniki pierwsze, a na koniec skonsultowałam to co biorę z moją „ruską” naturopatką i się udało. Napiszę kiedyś o tym ale potrzebuję powrotu tej lekkości w pisaniu, bo ciężko ostatnio mi się piszę.