foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

AKTYWNA MAMA-ĆWICZENIA I TRENING BIEGANIE CIĄŻA POLECANE Z WÓZKIEM

Czas, żeby pobiegać we TROJE. Nasz tegoroczny Bieg Niepodległości.

Tak, tak dobrze czytacie. Biegamy we troje i nie mam tu na myśli biegania z moim mężem czy psem. Od kilku miesięcy biegam ponownie w dwupaku, tym ciążowym. A, że mój już prawie dorosły dwupak nadal lubi ze mną biegać w wózku, a coraz mniej pozostało niebiegowych cioć, to od jakiegoś czasu zdarza mi się biegać we TROJE.

I tak oto w ten sam sposób nasz Bieg Niepodległości był moim pierwszym i pewnie ostatnim biegiem ulicznym we TROJE. No chyba, że któryś z fizjoterapeutów odważy się ze mną zgłębić temat biegania z wózkiem w ciąży. Już od jakiegoś czasu moje treningi bardziej przypominają trenowanie dla przyjemności i dla zdrowia niż dla wyników sportowych. Zaczęło się latem przez anemię, z która nie tylko walczyłam psychicznie, ale i fizycznie długo próbowałam oszukać swój organizm. Potem przyszedł czas roztrenowania, a zaraz po nim płynnie przeszłam do stanu brzemiennego, w którym pomimo, że trenuję to robię to ewidentnie dla przyjemności a nie dla wyników. Moja głowa przestawiła się też na luźne bieganie, na luźne podejście do sportu i cieszenie się kilometrami które jeszcze moje nogi potrafią i dają radę przemierzać.

foto-bnos16_01_mkd_20161111_144947_3-01

 

foto-bnos16_01_mkd_20161111_144950_2-01

 

Dlatego nie było to dla mnie nowością, że na starcie kolejnego biegu stanęłam na luzie, bez jakiegoś konkretnego planu na szaleńcze cyfry na końcu. Biegłam towarzysko, najpierw trzymając kroku mojej ulubionej triathlonistce Justynie a potem uciekając jej roztrenowanej formie i goniąc kolejnych znajomych. Dlatego bieg był ewidentnie Biegiem z Narastającą Prędkością, co okazało się całkiem niezłą jednostką treningową, ale biegło mi się tak dobrze, że nie umiałam się zbyt mocno hamować. Wystartowałam w tempie 5:45, a ostatni kilometr z górki, na którym wózek zachowywał się jak całkiem spory spinaker ciągnący łódkę na wietrze, więc poleciałam jak szalona na 4:45. Dostałam za to niezłe manto od mojej mądrej połówki na mecie, ale tłumaczyłam to coraz cięższą Zosią i wózkiem bez hamulca, którego mi ów małżonek nie wyregulował i który nie pozwalał mi biec wolniej 🙂

foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

Kolejny raz w naszym mieście w Święto Niepodległości na metę wleciałyśmy razem. Po raz pierwszy wpadłyśmy razem jeszcze kiedy Zosia była w brzuchu, drugi bieg Niepodległości „w domu” był moim debiutem z wózkiem, trzeci był w towarzystwie Zosi i kolejnej mojej fasolki, która musi znosić wyczyny swojej mamy. Cały bieg wracałam myślami do „tych ciężarnych” chwil śmiejąc się sama do siebie jak zupełnie inne podejście ma człowiek „doświadczony i zajęty”. Dwa lata temu, skrupulatnie patrzyłam na zegarek żeby nie przesadzić z tempem, na starcie głaskałam się po brzuszku, na mecie również. Rok temu pełna nerwów w tempie interwałowym przeleciałam swój pierwszy bieg z wózkiem. W tym roku na luzie stanęłam na starcie usypiając małą chwileczkę przed strzałem startera, tak aby kolorowe ciuchy biegnące przed nią nie dorzuciły jej masy energii, którą potem ciężko by było stłumić już podczas biegu. Śmiałam się z tego, że zamiast głaskać się po brzuszku, latałam za moją nieokrzesaną już prawie dwulatką i sprawdzałam czy aby na pewno wszystkie „w razie co” są w wózku.

Lubie nasze domowe Biegi, są bardzo rodzinne, wszyscy się znamy i jest na prawdę piękna atmosfera. Jeszcze bardziej lubię domowe biegi z wózkiem, gdzie jest to jednak cały czas nowością. To w nich dostaję zawsze na nawrotkach od całej czołówki garść uśmiechu i gratulacje za odwagę, to w nich zaczynam na samym końcu i wyprzedzam innych zamiast być wyprzedzana. To one dają mi często więcej radości niż te na czas, pełne wymarzonych cyferek. Kolejny Bieg Niepodległości za nami. Tym razem we troje, w szaleńczo rodzinnej atmosferze, z ciocią Kasią, która dostała „mendal” za swoją pierwszą dychę, z naszymi TRI Rodzinami lecącymi w dużym stopniu po życiówki.

foto-bnos16_01_mkd_20161111_154903-01

 

received_1321379014570416

Zosia ma już kolejny biegowy „mendal” za wspólne 10 kilometrów, dostała też swój własny, wywalczony dzielną walką przez całe 150 metrów ze starszakami. W rodzinnej atmosferze, zmarznięci jak cholera próbowaliśmy ogrzać się „pobiegową” grochówką, na którą nawet ja się skusiłam. Było radośnie, bez sportowych celów i towarzysko. Poczułam jak w drugiej ciąży nie ma już tej nostalgii, tego wyciszenia i tego oddania. Bieganie nie jest mi obce w tym stanie więc się go nie boję. Mam za sobą 9 miesięcy doświadczenia, dużo przebiegniętych kilometrów i całą masę wspomnień. Druga ciąża jest inna, ale ciekawi mnie tak samo bardzo jak pierwsza. W niej dzień jest jak co dzień, zalatany, poświęcony w dużym stopniu temu stworzeniu co już od jakiegoś czasu jest numerem jeden w naszym domu. Nie ma czasu na drzemki, na wieczorne czytanie książek i głaskanie się po brzuszku. Jest czas na malowanie rękoma z córką, przygotowywanie kolacji i codzienny rytuał mycia. Niemniej jednak nie brakuje mi tego i już rozumiem dlaczego druga ciąża jest czymś obok teraźniejszego domowego ogniska. Jest dopełnieniem całości, ale nie całością. Jest luźniejsza w głowie, a nawet powiedziałabym że tak luźna, że do dziś nie chce mi się wierzyć że to wszystko dzieje się na prawdę. I gdyby nie te ciążowe dolegliwości to w ogólne nie uwierzyłabym że zostanę mamą po raz drugi.

A po ? Pojechaliśmy najeść się dobrze do Warszawy i wpakowaliśmy się w samolot, który zabrał nas ponownie na ciepłą wyspę! Teraz odpoczywamy i ładujemy baterię, co by starczyło nam ich do pięknej zimy.

 

 

 

O.

 

 

Leave a Comment

Comments (7)

    1. przepraszam, że dopiero teraz, ale ja zupełnie nie orientuję się w tych blogowych sprawach i nie wiem nawet kiedy komentujecie 🙂 DZIĘKI DZIĘKI DZIĘKI>>> czytaj dalej to poniekąd dla Ciebie to piszę 🙂

    1. przepraszam, że dopiero teraz, ale ja zupełnie nie orientuję się w tych blogowych sprawach i nie wiem nawet kiedy komentujecie 🙂:) Nie ma co podziwiać 🙂 To to bieganie robi takie rzeczy z człowiekiem … he he, ale dziekuję za miłe słowa !

  1. Serdecznie gratuluję! Kurcze, ale jak Ty będziesz biegać z dużą Zosia i maleństwem? 😉 może są takie wózki 😉 pozdrawiam z zasypanych Bieszczad :*

    1. Magda ! Też się nad tym zastanawialiśmy dzisiaj z mężem. Są takie podwójne, ale nie wiem czy to już nie przesada z takim obciążeniem szaleć… jednak nie mówię NIE 🙂