img_20161102_204811

Dziecko PODRÓŻE

5 miejsc wartych grzechu w Trójmieście.

Wydawało mi się, że tego typu posty nie do końca pasują do mojego bloga, ale wiele z Was piszę do mnie wiadomości co polecam, gdzie warto zjeść, co odwiedzić. Koniecznie chcecie usłyszeć o Cyprze i o tym obiecuję napiszę, ale na razie coś łatwiejszego. Zabiorę cześć z Was bardzo blisko, bo wręcz na Wasze podwórko, a cześć nieco dalej, bo nad nasze Polskie morze.

Trójmiasto to miejsce gdzie się urodziłam i gdzie wracamy dość często. Czuję się też tam jak w domu, bo jest to jeden z moich wielu „domów”. Jest w moim Trójmieście coś magicznego coś co mnie tam przyciąga i za czym tęsknie. Jest też kilka miejsc do których zawsze wracamy. Głównie mowa tu o „jedzeniowniach”, o miejscach do spotkania, na kawę i porozmawiania, do najedzenia się do syta i ze smakiem i do… grzeszenia. Kocham jeść w miejscach eko, bio i tych dziwnych vege i zazwyczaj tam się stołuję jeśli w ogóle wybieram jedzenie na mieście. Ale jest kilka miejsc w których zawsze z chęcią zgrzeszę, klasyki, podniebienne rarytasy, które łechcą moje kubki smakowe raz na jakiś czas.

 1. Bacio Di Caffe, Sopot. (ul. Ogrodowa 2/1) 

img_20161102_204811

Jedno z miejsc w których moje dziecko ma dozwolone LODY. Tak, takie prawdziwe, robione na mleku, czy tam śmietanie, wolę nie pytać 🙂 Ale są to prawdziwe lody, nie z proszku, nie z ulepszaczami, tylko z  prawdziwych składników, bo o to się dopytałam. I tak jak ja zawsze kochałam lody, nadal uwielbiam je nad życie, tak nie umiem odebrać mojej córce przyjemności z tego co ja uważam za nieziemsko pyszne. I chociaż zazwyczaj robimy w domu takie zdrowe z bananów i masła orzechowego domowej roboty, to od czasu do czasu, kiedy jesteśmy na wakacjach w Sopocie idziemy do Bacio Di Caffe. Miejsca, gdzie lody nakładane są łopatką taką jak we Włoszech, mają niestandardowe smaki i są prawdziwą poezją. Zawsze świeże, nawet po sezonie kiedy u konkurencji już marnie to wygląda, serwowane w wafelkach lub kubeczkach. Miejsce samo w sobie jest malutkie, ale znajdzieciu tu kilka kameralnych stolików przy których oprócz porcji lodów możecie napić się dobrej kawy ( tak mają mleko nie krowie, a do tego mają mleko innych firm niż znienawidzone przeze mnie Alpro) oraz zjeść równie nieziemskie ciasta. Podobno beza, która jest chyba 6 warstwowa jest słodka, ale bezkonkurencyjna!

Na lato Bacio wychodzi na dwór, gdzie można przycupnąć sobie na jednym z małych stolików i pooglądać Sopot. Nasz obowiązkowy przystanek gdy jeździmy na rowerach 🙂

img-20160822-wa0005

Bacio znajdziecie idąc Monte Cassino w stronę sopockiego mola. Musicie skręcić w ulicę Grunwaldzką przejść jakieś 100 metrów i zaraz po prawej stronie znajdziecie małą pyszną kawiarnię.

Alternatywa dla Bacio Di Cafe to MIŁO MI, które znajdziecie w Gdyni. Lody mają bardzo smaczne i wygrywają wafelkami bezglutenowymi, ale ja i tak wole moje Sopockie Bacio.

20160802_114709

2. Dziupla, Sopot  (ul.Pułaskiego 19/2)

img_20161122_143534

 

Pozostajemy w Sopocie. Moje ostatnie odkrycie, pomimo że jest już od jakiegoś czasu. Wegetariańska, wegańska knajpka, serwuje pyszne obiadki, czyli kotlety z bobu, czy tofu, polenty warzywne, risotta i inne cuda. Nasze faworyty to zupa krem z białych warzyw, kotleciki z bobu z pure buraczanym i sałatka dziupla z kozim serem i pestkami dyni. Ale nie martwcie się można tu też po delektować się na słodko, napijecie się tu kawy ( oczywiście na mleku roślinnym) i zjecie pycha ciacha na przykład z daktyli, maku i z musem malinowym na mleku kokosowym. Nawet ciacho Snikers, które smakowało i wyglądało jakby było na bazie słoik-owej Nutelli, okazało się całkiem zdrową bombą kaloryczną. Nutella robiona oczywiście przez nich, na mleku kokosowym i orzechach.

20161031_160143

Wielkim plusem Dziupli jest to, że mieści się delikatnie z boku od „Monciaka”, czyli sławnego deptaku Monte Cassino. Dlatego nawet latem, kiedy w Sopocie roi się od turystów tam jest trochę ciszej i spokojniej.

Czy warto wybrać się z dzieckiem ?? Pewnie, że TAK pomimo, że Dziupla jest dosyć mała i kameralna knajpką, jest też kącik zabaw dla Ciebie i masa różnych gier planszowych i ciekawych kolorowych książek. A co najfajniejsze, że od czasu do czasu widać rotację w zabawkach i te stare wymieniane są na te nowe 🙂

20161031_161400

Fajna opcja dla wszystkich internetowców ? Za wrzucenie zdjęcia jedzenia na Instagramie ze znacznikiem i tagiem do Dziupla, dostajecie 10% rabatu 🙂

Dziupla to mój ulubieniec, gdy nie chce się gotować a chce zjeść prawie jak w domu.

 

3. Monte Vino, Sopot – najlepsze śniadanie jakie jadłam na mieście (ul.Bohaterów Monte Cassino 65/9)

 

20160701_104756

Trafiliśmy tu zupełnie przez przypadek. W sumie nigdy nie pomyślałabym, że można tu zjeść dobre śniadanie, bo knajpki samej w sobie nie znam, ale wydawała mi się drogą opcją tylko na wieczorną kolację i dobrą butelkę wina. Po porannym rodzinnym treningu i małej sesji z wózkiem, przez przypadek spotkaliśmy moją mamę szwendającą się po jeszcze pustym porannym Sopocie, która namówiła nas na śniadanie na mieście. Rzadko zdarzają nam się takie wypady, ponieważ, rzadko zdarza mi się znaleźć w śniadaniowym menu dokładnie to co bym chciała zjeść, ale Monte Wino bardzo pozytywnie zaskoczyło nas fajną kartą. Na stół wjechała owsianka na mleku kokosowym ze świeżymi owocami leśnymi, o której marzę do dziś była tak pyszna, wegańska wersja śniadaniowa, z chlebkami czysto-ziarnistymi, pasztetami i rożnymi pastami warzywnymi, oraz dla mojej drugiej połówki i małej Z jajecznica na masełku. Nie jadłam w życiu lepszego śniadania!

20160701_104812

Wszystko było równie pyszne, ale moja owsianka zdecydowanie królowała na stole. Wylizałam miskę i do dziś marze o kolejnej. Przy pięknym słońcu, jeszcze nie do końca obudzonym letnim Sopocie i przy barowych stolikach zjedliśmy przypadkowo najlepsze śniadanie w życiu, popijając kawką na mleku kokosowym.

Nie wiem jak jest w Monte Wino na co dzień, czy wieczorami, jadłam tak raz, ale było tak smacznie, że nie może go tu zabraknąć.

 

 

4. Mąka i kawa, Gdynia. ( ul. Świętojańska 65) 

 

20161102_142839

Miejsce bez którego nie obejdzie się nasz pobyt w Trójmieście. Pomimo, że daleko od domu, bo w centrum Gdyni to zawsze znajdziemy czas żeby tam zawitać. Co serwują? Pizzeeeeeee…. Tak taka prawdziwą, na białym cieście, ale tak obłędną, że za każdym razem kiedy tam jesteśmy przypomina mi się mój Erasmus w Bologni, gdzie przez pół roku moim głównym posiłkiem była Margarita za 3 euro z pobliskiej pizzerii. I nie tylko urzekło nas to miejsce wyjątkowo włoskim cienkim ciastem, ale też wyjątkowo włoskimi połączeniami smaków. Mój faworyt w Mąka i Kawa to nieziemska pizza z salami, mascarpone i rukolą. Zacznijmy od tego, że pizza bez rukoli dla mnie to nie pizza. Ale połączenie ostrej salami która delikatnie przypala usta, z serkiem mascarpone, który powoli rozpuszcza się na gorącym cieście jest idealne. Moją salami-mascarpone zawsze poleje solidnie Crema di Balsamico, która dodaje temu delikatnej słodyczy i ….. hmmm…. co tu dużo mówić po prostu poezja! Fajną opcje są pizze tygodnia, które często zawierają jakieś lokalne, czy sezonowe produkty. W menu macie jakieś 10 rodzai pizzy, każda warta uwagi i każda zupełnie inna. Oprócz pizzy zjeciu tu włoskie panini i napijecie się podobno równie smacznej kawy. My tam jednak jesteśmy zawsze po jedno i na jedno… PIZZE ! Mąka i kawa ewidentnie warta jest tego białego pszennego grzechu !
20161102_142836

20161102_142824

 

 

 

5. Alt Cafe, Gdynia (ul. Legionów 112F/1 Osiedle ALTUS)

 

20161030_173854

 

Nasz totalny „must have” na mapie trójmiasta. Miejsce w którym musimy wypić kawę. To tez dla nas mocno sentymentalne miejsce, bo to właśnie tu wypiliśmy pierwszą kawę z naszymi już teraz dobrymi i nie tylko biegowymi znajomymi Mateuszem i Gosią. Kiedy nasze dziewczyny bawiły się szaleńczo na placu zabaw, my przez kilka godzin non stop gadaliśmy o życiu. Alt Cafe to nasze miejsce na mapie Trójmiasta, to nasza oaza i sposób na gorszej pogody trójmiejskie popołudnia.

Pewnie nie wiele muszę o tym miejscu pisać, bo zasłużyło już wcześniej na gościnę na blogu. Część z Was mogła już się z nim zapoznać. Jednak wszystkich co chcą dowiedzieć się o tym miejscu więcej, a nie czytali, odeślę do posta: „Idziemy na kawę, czyli czego mi brakuje tu gdzie teraz jestem”.

20160823_172715

 

Alt Cafe to jedno z tych miejsc które urzekło mnie od pierwszego wejrzenia. Miejsce z zewnątrz niepozorne, nie wydawałoby się że kryje w sobie prawdziwy raj zabawy. Drewniany domek ze zjeżdżalnią do bajkowych kulek, tor samochodowy, retro zabawki, kuchnia dla wszystkich kucharek, konik na biegunach i ściana dziecinnego szaleństwa to tylko część rzeczy jakie czekają na Wasze maluchy w świecie Alt Cafe. Wszystko tam jest stworzone ze smakiem i z myślą o najmłodszych. kawiarnia podzielona jest na dwie części więc zapraszam tu nie tylko dzieciatych, ale też i koneserów deserów, kawy i od niedawna PIZZY. Napijecie się tu pysznej lemoniady, świeżo wyciskanych soków, kawy która przypasuje każdemu i zjecie kawał pysznego ciacha, bo w Alt Cafe serwują kawały ciacha. Krojone od serca, żeby napełnić każdy nawet ten najgłodniejszy brzuch. Znajdziecie tu słodkie klasyki, serniki, banofee pie, ale czeka też zawsze ta trochę bardziej zdrowa/fit wersja dla wybarńców. Bezglutenowe czekoladowe, albo szarlota prawie z samymi jabłkami. Od niedawna Tomek ( właściciel Alf Cafe) wprowadził „coś na słono”. Serwują bowiem na prawdę pyszna pizzę z fajnie dobranymi składnikami. Jest włosko i smakowicie. Są też kremy z warzyw dla maluchów i fajne włoskie kanapki dla lekko zgłodniałych

       20160823_183701_001

 

Pamiętajcie jednak, że gdy szaro, buro za oknem w Alt Cafe robi się dosyć tłocznie dlatego, jeśli planujecie spędzić tam miło popołudnie najlepiej zarezerwujcie sobie stolik i upewnijcie się, że nie ma tego dnia przyjęcia urodzinowego na wyłączność 🙂

Ja Wam to miejsce Serdecznie polecam!

 


 

Dużo jeździmy po Polsce i nie tylko, dlatego mam nadzieję, że powoli zacznę zapełniać zakładkę <PODRÓŻE>. Jest milion miejsc do których mogę was zabrać, jest milion tras rowerowych i biegowych które wydeptaliśmy swoimi nogami na świecie i jest milion miejsc które odwiedziliśmy w poszukiwaniu smaków, smaków "tych jedynych". Dlatego mam nadzieję, że ten blog nie tylko będzie o bieganiu, triathlonie, byciu mamą i ciąży. Powoli zacznę zabierać Was w różne miejsca na ziemi, po kulinarnych, biegowych czy też rowerowych szlakach. Bądźcie tu ze mną, a może choć w małym stopniu poczujecie smak tych miejsc i to co kryją moje kolejne "domy".

O.

 

 

 

 

 

Leave a Comment

Comments (1)