BIEGANIE LIFESTYLE TRENINGI TESTY MOTYWACJA TRIATHLON

„Jego trenowanie” vs. „jej trenowanie”.

Zainspirowali mnie do tego posta nasi Panowie, którzy z pasji potrafią wyciągnąć to co najlepsze.

IMG_20170324_235314_136

I dziwić się, że anemia lubi trzymać się kobiet, że przetrenowanie w naszym życiu częściej się pojawia niż w męskim świecie, że to my częściej mówimy nie mam siły na trening, nie dam rady zrobić tych interwałów. Opowiem wam dwie historie, „jego trenowanie” vs. „jej trenowanie”. Ciekawi mnie czy znacie te sytuacje z autopsji, czy to tylko w moim świecie tak jest i to ja powinnam nad sobą popracować ??

 

„Jego trenowanie”.

Ma jeden, czy dwa treningi, nie ważne zawsze na nie znajdzie czas. Kobieta walczy o to aby było to dostosowane do życia rodzinnego i w pewnym momencie panowie uczą się i potrafią sobie to tak zorganizować. Niemniej jednak co ma być zrobione, to zrobione będzie i taki jest ich świat. On potrafi zrezygnować z piwa z kolegami, kina z żoną i kolacji w restauracji na rzecz treningu i nie żałuje tego w przeciwieństwie do niej, która pomimo, że kocha trenować, to życie towarzyskie też kocha, a wino z przyjaciółką to już w ogóle. On wychodzi na trening, ma totalny reset. Biega. Myśli o startach, kolejnych treningach. Analizuje tempo, tętno i całą masę innych kwestii treningowo-rozwojowych. Po treningu wraca, rozciągnie się, wy-rolluje. Zgra trening, zanalizuje go od A do Z. Wie nad czym musi popracować, planuje postępy i kolejne treningi w głowie. W spokoju usiądzie, ostygnie wyciągnie świeże rzeczy z szafy i pójdzie pod zasłużony prysznic. Zrobi sobie po-treningowy koktajl, wypije, usiądzie i się zregeneruje. Nie lubi kiedy po treningu musi coś robić. Zawsze się od tego wywinie, albo odłoży na później. Będzie przysięgał zrobienie i jakoś przez przypadek wypadnie mu to z głowy. Oczywiście są sytuację kiedy panowie też potrafią w szybkim tempie się wykąpać, ogarnąć dziecko i siebie, albo ewentualne zadania. Jednak to nie jest ich dzień powszedni, tych dni nie lubią, są poddenerwowani.

Jego trenowanie to jego mekka, mała cześć jego życia do której wpuszcza kobietę, ale tylko powierzchownie. Pokazuje progres i to z czego jest dumny. Reszta to jego mała tajemnica, to jego pudełko do którego nie masz wstępu. O treningach, trenowaniu, startach i ewentualnych planach z kumplami potrafi rozmawiać cały dzień, albo i dwa. To jego prawdziwa pasja i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Cieszy go każde nowe wyzwanie, postęp. Cieszą go te analizy, pomiary mocy, gadżety, które ma, które są w zasięgu ręki, a na które musi jeszcze długo poczekać. Czerpie  z tego prawdziwą i szczerą przyjemność, raduje się tym, pielęgnuje ten związek, poświęca mu cały swój wolny czas. Te treningowe cyferki są lepsze od imprezy, regeneracja i całą treningowa otoczka lepsza od wypadu do kina, a sam trening lepszy od…. no mam nadzieję że nie nas 🙂

IMG_20160712_164452

 

„Jej trenowanie”.

Niezależnie od ilości treningów, zawsze wplecie je między obowiązki rodzinne. Myśli o tym żeby on też miał czas na swój trening, należy do tych którzy prędzej zrezygnują ze swojego na rzecz innych. Jak dziecko poprosi by została, długo się będzie zastanawiać czy nie posłuchać. Czasami miewa wyrzuty sumienia, kiedy robi swoje, ale dzielnie próbuje walczyć z milionem myśli w swojej głowie. Nie potrafi zrezygnować z wina z koleżanką na rzecz wieczornego biegania, albo drugiego treningu. Przecież nic się stanie jeśli opuści tylko jedną jednostkę treningową, a tak dawno nie widziała się z „Justyną” przecież i to winko na pewno nie zaszkodzi. Ona wychodząc na trening, dotlenia się, resetuje, ale tylko przez chwilę. Po kilku kilometrach jej głowa jest pełna pomysłów, planów na dzień i obiad. Zastanawia się jakie ciasto upiec, co kupić w spożywczym, jak zmienić ten kącik dla małej. Myśli przelatują przez jej głowę prędkością światła, zmienia tematy co kilka kroków. Jak ma jakąś trudniejszą jednostkę treningową do zrobienia, lepiej na tym wychodzi, ma mniej czasu na myślenie. Trzeba spiąć pośladki i dać z siebie wszystko, więc tak robi, ciężko oddychając i totalnie się resetując. Nie ważne, czy schodzi z roweru, wraca z biegania, zanim się rozciągnie potrafi wysadzić dziecko, w jej głowie lista rzeczy do zrobienia zaczyna krzyczeć. Rozciąganie więc robi na szybkiego, bo trzeba, zapominając jak ważne jest ono w treningu wytrzymałości-owca. Później będzie płakać, że boli,a le przecież teraz jej mózg nie pozwala jej na relaks. „Relaksowała” się przecież biegając, pływając czy jeżdżąc na rowerze. Teraz jest czas by powrócić to codziennego kieratu, dlatego nie ściągając jeszcze biegowych ciuchów, szatkuję już cebulkę do makaronu, na który wodę wstawiła zanim zaczęła się rozciągać. W między czasie kiedy sos się gotuje ona wskakuje pod turbo szybki prysznic, nie zawsze myjąc głowę po każdym treningu. Na szczęście się nie poci i związane w kitę po lekkim treningu wyglądają całkiem okej. Dlatego lubi basen wtedy zawsze jest czas na umycie tych długich włosów. Oczywiście trening zgrywa wtedy kiedy sobie o tym przypomni, często włączając zegarek przed kolejnym. Niby zna się na tych cyferkach, tempach i progresie, ale nie ma czasu tego analizować i nie wiadomo czy ją to faktycznie mało interesuje, czy po prostu stała się wobec tego ignorantką nie z wyboru. Nie mniej jednak nie ma czasu by się nad tym zastawiać, chciała przecież dzisiaj jeszcze ogarnąć firmę, zrobić pranie, posprzątać tam za chlebakiem bo ostatnio widziała pełno okruchów, a zaraz trzeba lecieć po młodą do dzieci. Po treningu ma zawsze milion rzeczy do zrobienia, często zaczyna kilka na raz nie kończąc tak na prawdę żadnej. Te treningi, ten „czas wolny”, pozwalają jej na odlot w kosmos jej myśli. Dlatego po treningu ta burza mózgów nie wie do czego najpierw włożyć swoje ręce. Lata z kąta w kąt, podnosząc wszystko z podłogi, myjąc lustro, albo baterie stojąc pod prysznicem, odkurza gotując obiad. Nie ma chwili wytchnienia, tego relaksu po czy spokojnego rozciągania. Umie wytrzymać w oazie spokoju przez kilka minut, a potem zaczyna szaleć.

Co jest najsmutniejsze, że same sobie takie życie tworzymy. Dom by się nie zawalił bez jej przypływu po-treningowej energii i nagłego sprzątania. Obiad też by się ugotował w spokojniejszych warunkach. Dziecko poradziło by sobie z nocnikiem podczas jej rozciągania. Świat by się nie zawalił gdyby usiadła na te 15 minut po treningu z nogami w górze i odpoczęła. Ale to ta nasza okropna głowa nie pozwala nam się relaksować, tak bez powodu, bez celu i z pustą głową. Styki się palą i nie niczym ich nie umiem ugasić.

 

 

Dlatego…

szczerze Wam tego Panowie zazdroszczę!

IMG_20160807_223543

 

O.

Leave a Comment

Comments (2)

  1. Oj święta prawda 🙂 wychodząc na siłownię mam wyrzuty sumienia, że zostawiam go samego z dziećmi (mimo, że do godziny usną, a to ja byłam z nimi cały dzień) i w drodze przypominam sobie, że nie powiedziałam mu co dzieciaki mają zjeść na kolację… Podczas treningu analizuję, której trzeba rajstopy, a której nowe legginsy 🙂 ewentualnie co mam posprzątać, co na jutro na obiad… i oczywiście wychodzę z siłowni tak, aby zdążyć do sklepu po zakupy przed zamknięciem… Czasem się zastanawiam, czy jesteśmy normalne 🙂
    A jak patrzę na „nich” podczas treningu, to pełne skupienie, niejednokrotnie wypinanie się przed lustrem (oczywiście po spompowaniu mięśni 🙂 i rozmowy o danych partiach mięśniowych i piciu przedtreningówek dla lepszego efektu 🙂
    Nikt nie rozmawia o dzieciach (a ojców jest wiele), zakupach, porządkach…
    Same jesteśmy sobie winne 🙁
    No ale myślę, że ciężko będzie nam to zmienić 🙂

    ps. za Twoje nogi z ostatniego zdjęcia mogłabym zabić 😀