Bycie w szpitalu trzeba sobie umilać. A z moimi nawykami żywieniowymi byłaby to jeszcze większa katorga, dlatgeo zawsze i wszędzie, na wszystkich wyjazdach i wypadach, mam ze sobą mały woreczek mojej śniadaniowej mieszanki.

CIĄŻA LIFESTYLE

Czas oczekiwania.

No i czekamy.

Nie spodziewałabym się takiego zakończenia sprawy. Mały w brzuchu od samego początku wydawał się sporo aktywniejszy, a co za tym szło, moje przekonanie, że równie aktywniej i szybciej będzie próbował wydostać się na świat.

Niestety….

Nauka cierpliwości w moim przypadku przed porodami sięga zenitu. Nie tylko muszę opanować swój strach, który przy drugim porodzie myślę, że jest nieunikniony ponieważ mniej więcej wiemy co nas czeka. Ale i frustrację spowodowaną tęsknotą za rodziną i domem. Ciężej się leży w szpitalu, kiedy ma się chodzące 2.5 roczne szczęście na zewnątrz. I nie martwię się o to czy mój mąż sobie z nią poradzi, bo wiem że bez żadnego problemu razem im będzie równie fajnie. Jednak jest mi smutno że nie mogę być z nimi, tęsknie, tak zwyczajnie po ludzku tęsknie.

IMG_20170529_122143_339

Minęły już 3 dni odkąd zamieniłam domową sypialnie na szpitalne łóżko, no i w końcu zaakceptowałam chyba moje bycie tu. Jestem prawie tydzień po terminie więc, chcą mieć mnie pod obserwacją i pomimo że mogłam walczyć o wyjście choć jeszcze na chwilę, bo wywołanie porodu mam ustalone na piątek. Chcę zaoszczędzić mojej małej tej lawiny emocji jakie nią tak czy siak targają. Jej mała główka wie, że mamusia jest w szpitalu z Panią doktor która pomoże wyjść Stasiowi na świat. Moje bycie w szpitalu i wychodzenie bez malucha, a potem ponowne pójście do szpitala mogło by ją trochę rozerwać emocjonalnie, dlatego zdecydowałam się tu być, hmmmm jakby to powiedzieć w ciągłości 🙂

Dzień narzekania, dzień tęsknoty i w końcu mam chęci i siłę pisać i kontaktować się ze światem 🙂 Moja głowa co prawda potrzebowała chwili, żeby to przetrawić, że znowu jest tak samo i w końcu zaakceptowała fakt, że teraz jest czas …. oczekiwania. Trzeba być cierpliwym, a czy umilę sobie ten czas pozytywnym myśleniem czy go sobie popsuję to już zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Z porodem jest trochę jak z zawodami, trenujesz, układasz całe życie pod wielki finał, a na koniec i tak okazuje się, że pomimo tego że jesteś w życiowej formie to są rzeczy niezależne od Ciebie (jak an przykład kapeć w rowerze, wywrotka, rozwalone okularki, albo po prostu nie twój dzień) które albo możesz przyjąć na klatę takimi jakie są, albo możesz zapłakany i sfrustrowany zejść z trasy i narzekać na wszystko co się wydarzyło przez następne kilka dni, czy tygodni.

 

Bycie w szpitalu trzeba sobie umilać. A z moimi nawykami żywieniowymi byłaby to jeszcze większa katorga, dlatgeo zawsze i wszędzie, na wszystkich wyjazdach i wypadach, mam ze sobą mały woreczek mojej śniadaniowej mieszanki.
Bycie w szpitalu trzeba sobie umilać. A z moimi nawykami żywieniowymi byłaby to jeszcze większa katorga, dlatgeo zawsze i wszędzie, na wszystkich wyjazdach i wypadach, mam ze sobą mały woreczek mojej śniadaniowej mieszanki.

Dlatego podniosłam głowę do góry i z „cierpliwą” niecierpliwością 🙂 czekam na te małe rączki i stópki które w końcu będę mogła wycałować.

Jestem nie tylko bardziej świadoma tego co mnie czeka, ale też tego co noszę w sobie. Łatwiej jest mi wyobrazić sobie te kręcące nóżki które co chwile obijają moje żebra, tą główkę, która od czasu do czasu tak mocno pcha się na świat. Łatwiej mi jest zobaczyć Moje dziecko na monitorze aparatu USG, którego buźka śpi sobie w najlepsze.

 

 

 

 

 

Trzymajcie kciuki i do napisania ! Może być nas już więcej 🙂

O.

P.S. A tak na marginesie, mam wrażenie, że moja głowa w żadnym wypadku nie umie dopuścić do siebie tego że poród może zacząć się naturalnie, że jakby się to faktycznie zaczęło dziać to zamiast skupiać się na bólu i skurczach byłaby w niebo wzięta i skakała z radości 🙂

Leave a Comment

Comments (3)

  1. Olu serdeczne gratulacje dla Ciebie, męża i Zosi! Tobie gratuluję, bo dałaś radę wydać na świat cudowną istotkę. Mężowi, bo jednak bez niego nic by z tego nie było 😉 i Zosi gratuluję tego, że teraz będzie starszą siostrą, a to nie byle jaka rola 😉 pozdrawiam Cię serdecznie! Mały jest cudowny!