IMG_1451-—-kopia

Dziecko POLECANE slider STARTY TRIATHLON

W roli kibica.

Na wstępie powiem, że te starty emocjonalnie więcej mnie kosztują niż starty w moim wydaniu. Od łez szczęścia kiedy widzę go wbiegającego na metę, po przez łzy stresu i smutku kiedy widzę każdy grymas bólu, czy te okropne skurcze w nogach.

DSC_0170

 

13433360_978895195556416_250233849391022164_o

Starogard Gdański i Triatlon Energy to był mój debiut na 1/2 IRONMAN-a, to były dla mnie łzy szczęścia, że jestem w końcu na mecie, bo bolało, i łzy szczęścia że zdobyłam tą metę, bo wydawała się naprawdę odległym marzeniem. Mój debiut zaserwował mi pięć i pół godziny triathlonowego szaleństwa i po nie wiedziałam czy chce tego więcej, czy mam ochotę krzyczeć już nigdy więcej ! Impreza była fajna, kameralna, z okropnie trudnym biegiem, taka też była w tym roku. I co mnie najbardziej zadziwiło że ten bieg sponiewierał każdego tak samo mocno jak mnie w zeszłym roku.

Relacje z tegorocznego triathlonu mogłabym zacząć podobnie jak do swojego startu, bo logistyki z dwójką maluchów było co najmniej tyle co przy pakowaniu triathlonowej torby. Pobudka miała być przed 7-mą, żeby zapakować cały majdan do auta, trójkę dzieci, wielkiego psa i dwie matki triathlonistki. Torba dla dzieci pękała w szwach od ciuchów na każdą pogodę, bo dzień zaczął się rześko, od 14 stopni, a miał skończyć się na 30 stopniowym upale i masy zdrowych podjadaczy, co by można było przez chwilę w spokoju pokibicować. Na 8.30 musiałyśmy dojechać na start oddalony jakieś 30 kilometrów od naszego wiejskiego raju. Jak to zazwyczaj przystało, ja oczywiście musiałam zaspać i wściekła jak osa wstałam o 7.20. Wpadłam do kuchni zrobić sobie i młodej śniadanie, zapakowałam wózek, gondole, chustę i milion rzeczy na w razie co dla dwulatki i dwu-tygodniwego towarzysza. Wciągnęłam śniadanie w ekspresowym tempie, po czym udałam się na góre ogarnąć najpierw męską pieluchę, a potem moje dwuletnie szczęście, które na całe szczęście zdecydowało się współpracować. Jeszcze tylko szybki cycek przed wyjściem i chwile po ósmej siedzieliśmy wszyscy pędząc przez słabe asfaltówki na start naszych mężów.

Na miejscu i w sumie przez cały dzień nie było mniej intensywnie. Zaraz po starcie panowie do ekwipunku wózek i „trójka plus pies” dorzucili nam dwie wielkie torby triathlonowe które musiałyśmy dotargać do samochodów jakiś kilometr od T1. Jestem więc pewna, że nie jedna osoba spojrzała się na nas z politowaniem 🙂 Niemniej jednak nie takie rzeczy razem z Justyną robiłyśmy, więc ten cały majdan wydawał nam się w miarę na porządku dziennym.

IMG_20170618_190410_541

Panowie na starcie dostali małe kopniaki w tyłek, co bym im dobrze poszło. Wiedziałyśmy, że będzie dużo emocji, bo są na bardzo podobnym poziomie i obydwoje mają duże ambicje. Pomimo szczerych koleżeńskich więzi, każdy chciał być przed tym drugim. A my? Pomimo że szczerze życzyłyśmy wszystkiego co najlepsze drugiemu, w głębi duszy kibicowałyśmy, każda swojej drugiej połówce.

DSC_0580

Emocje przed startem w roli kibica są równie mocne, śmiałabym powiedzieć, że nawet mocniejsze niż te kiedy sama staje na linii startu. W powietrzu czuć tą niesamowitą atmosferę, ciarki przechodzą mi po plecach, oczy napełniają się jakimiś dziwnymi łzami szczęścia za każdym razem kiedy słyszę 10, 9, 8, 7,…. 3, 2, 1 START ! ! ! Tego nie zdarza mi się czuć kiedy na starcie stoję we własnej osobie. Wtedy przez moje ciało emanuje skupienie i pełna koncentracja na wyścigu.

No i… RUSZYLI. Start na Triathlon Energy zawsze jest z wody. Dla mnie pływaczki to bardzo fajna opcja. Nie lubię tego chaosu, przepychanki biegowej i walącego serca od przebierania nogami przez płytką wodę. Taki start można by powiedzieć jest bardziej „stabilny” dla serducha i naszego tętna. Łatwiej jest złapać rytm w wodzie i nie ma aż takiej pralki.

IMG_20170628_220219_546

 

DSC_0610Dobre pół godziny na pomoście minęło nadzwyczaj szybko, trzeba było zrobić dwa razy siku, rozłożyć i złożyć mały piknik na pomoście i zanim się obejrzałyśmy trzeba było zakładać na plecy triathlonowe plecaki naszych panów i drałować na wyjście z wody. Mój mąż na dzień dobry, zaserwował mi niezłą dawkę emocji. Na wyjściu z wody wyglądał jak walczący ze swoimi nogami maratończyk. Grymas bólu na twarzy i skurcze które złapały go w nogach sprawiły że moje oczy napełniły się łzami przerażenia. Bałam się o niego teraz stokroć bardziej. Widziałam już jak schodzi z trasy i bolało mnie to okropnie, przecież tyle trenował! Czy aby na pewno te wszystkie nocne trenażery, nocne biegania, bo przez moją ciąże i nasze bardzo zabiegane i zapracowane życie w zimie właśnie o takich porach musiał trenować, pójdą w las? Cała zdenerwowana bacznie obserwowałam go jak wychodził z przebieralni i jak biegł pod górkę do roweru, czy puściło ? Dosyć często po pływaniu w piance mój R ma okropne skurcze mięśni, więc jeśli ktoś ma pomysł dlaczego tak się dzieje to czekamy na opinie ?!

DSC_0629 2

No nic polecieli na rower, mamy jakieś 2.5 godziny żeby dotrzeć do T2. Biorąc pod uwagę, że wszystkie drogi w okolicy T2 ą zamknięte, wiedziałam że to idealny czas operacyjny z naszym majdanem. Oczywiście próbowałyśmy złapać naszych księciów na swoich rumakach (czytaj rowerach) ale niestety minęłyśmy się z nimi, a że trasa była rozległa i robili tylko dwa kółka wolałyśmy nie ryzykować z czekaniem na trasie rowerowej.

DSC_0659
Wielkim podziwem na trasie był Rafał z Paulinką, dziewczynką z porażeniem mózgowym. Wspólnie zrobili najkrótszy dystans. Płynął z pontonem, jechali razem na rowerze i biegł z wózkiem. Nasz Mateusz dzielnie im towarzyszył na ostatnim etapie, biegnąc ze swoją Laurą w wózku. <Parę słów o Mateuszu —> SKOK W BOK: „Męska strona medalu…” >

Kolejne ponad dwie godziny mineły nam niesamowicie szybko. Parkowanie, szukanie T2, spotkanie z Mateuszem który dzielnie kibicował chłopakom na biegu, lody, karmienie, przewijanie, kolejne siku i ze Stasiem na ramieniu wyhaczyłam naszego triathlonistę jak zjeżdża do strefy zmian. Cała drżąca, nadal ze Stasiem na ramieniu, podbiegłam do strefy i czekałam aż wybiegnie na bieg. Chciałam usłyszeć tylko że wszystko jest OK.

 

Gdyby ktoś z organizatorów to kiedykolwiek przeczytał to: brakuje tabliczki, znaku, jakiejkolwiek informacji że linia na której trzeba zejść z roweru jest dosłownie zaraz za zakrętem! Przykro było patrzeć jak połowa zawodników ledwo co zdążała z wypięciem butów. Część wbiegała do strefy z jednym na nodze, cześć z piskiem opon musiała hamować i w stresie się wypinać, część wpadała do strefy jeszcze na rowerze i musiała zawracać. Rzadko kto wiedział co się święci.

DSC_0673

 

IMG-20160625-WA0000Bieg był tak samo trudny jak w zeszłym roku, ta sama trasa i zrobiło się tak samo upalnie. Wiedziałam co czują, pamiętając swoje mocno zwalniające tempo z zeszłego roku. Bieg liczył 4 pętle po ok 5 km. Na każdej z pętli były trzy krótkie, ale dające w kość podbiegi. Pamiętam jak przez pierwsze dwa kółka miałam siłę, kolejne dwa jednak wygrały ze mną. To samo widać było na twarzach tegorocznych zawodników. Ból i zmęczenie, z boku poniekąd mi się podobało. Ja nie biegaczka, bo za taką się uważam, podbudowałam się widokiem tych mocnych biegaczy, których ten półmaraton kosztował tyle co mnie w zeszłym roku. Bieganie jest moją najsłabszą dyscypliną w triathlonie i pomimo że je kocham, to sama miłość do niego nie sprawia że jestem w nim szybka i mocna. Podbudował mnie więc fakt, że nawet Ci urodzeni biegacze cierpieli równie mocno, jak ja w zeszłym roku. Może nie jest wcale aż tak źle ze mną ?! 🙂

 

DSC_0693 2

DSC_0691

 

Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Logistyka dopracowana była do perfekcji, ferajna w postaci trójki dzieci, psa i dwóch mam kibiców została ogarnięta. Kibicowanie w chuście, podmienianie dzieci na drzemki w jednym wózku też się udało. Panowie mieli niezły doping który doprowadził ich do mety z życiówkami. Mój szalony mąż pomimo słabo wyglądającej swojej postaci zaraz po pływaniu, doleciał do mety w 4:50, z czego jestem bardzo dumna, a nasz kolega z którym się ścigał zaledwie o 2 minuty szybciej od niego. I pomimo, że obydwoje minęli się z podium zajmując 4-te i 5-te miejsce w kategorii to my żony JESTEŚMY Z WAS PRZE-DUMNE !
Fajnie było widzieć jak dajecie z siebie wszystko i jak walczycie ze sobą na wzajem.

Tak Stasiek w chuście smacznie sobie śpi !
Tak Stasiek w chuście smacznie sobie śpi !

 

Kocham te emocje i cieszę się że mogłam je poczuć na nowo, chociaż w roli kibica. To odliczanie do startu, ten bieg pomiędzy strefami zmian, żeby złapać jakąś fotkę, usłyszeć jak się czuje i czy coś mu potrzeba. Już nie mogę się doczekać swoich powrotów na te ścieżki. A różowy ARGON wiszący na ścianie, nie pomaga 🙂

Koniec sierpnia wkraczam ponownie do świata triathlonu na mojej ulubionej imprezie w sezonie! Triathlon Kraśnik i ukochana olimpijka! A może wcześniej skuszę się na jakiś krótki dystans ?? Macie coś do polecenia ??

Triathlon Energy Starogard wpisujemy do swojego kalendarza na następny rok.

 

IMG_20170618_190950_704

 

IMG_20170621_051503_629

O.

Leave a Comment