slider STARTY TRIATHLON

Żelazny triathlon, nazwa zobowiązuje !

To nie będzie długa relacja, ale za to będzie przepełniona szaleńczym szczęściem, niewyobrażalna siłą i pełnią optymizmu.

Ten start to było jakieś istne szaleństwo. Czasy i tempa o których nieśmiało powiem, że nie śmiałam marzyć. Pewnie że pragnęłam w końcu na rowerze utrzymać 34 km/h, i marzyłam o biegu w granicach 4.50 min/km ale żeby szybciej?

NIE! 

TO BYŁO NIE DO POMYŚLENIA!!

A JEDNAK…

 

***

Okuninka to miejsce do którego nasi przyjaciele jeżdżą od kilku. Tak naprawdę niewiele wiedzieliśmy o starcie, o trasach, gdzie biegną i jak to wszystko wygląda. Jechaliśmy bo chcieliśmy spędzić wspólny triathlonowy weekend. Moja rodzina była najmniej przygotowana. Jechaliśmy tam trochę pod jednym wielkim znakiem zapytania. Mieliśmy psa którego nie mogliśmy zabrać do Hotelu, Stasia którego nie zgłosiliśmy do Hotelu i nie wiedzieliśmy zupełnie nic o samym starcie. Nawet dwa dni przed, będąc już w Lublinie u kolejnych bliskich nam osób i zajadając się najlepszą na świecie przedstartową pizzą na drewnianym tarasie, zastanawiałam się czy aby na pewno opłaciłam pakiety. Jechaliśmy tam na długi weekend ze znajomymi. Dlatego pozytywnie nastawieni, wiedzieliśmy że resztę da się ogarnąć już na miejscu. Najważniejsze było spakować porządnie torby triathlonowe i ogarnąć dzieciaki na wyjazd.

Nawet 2 dni przed, kiedy w Lublinie u kolejnych bliskich nam osób zajadaliśmy najlepsze pizze na świecie, na drewnianym tarasie,  zastanawiałam się czy aby na pewno opłaciłam pakiety.

Start o 13.30 ? Bardzo zniechęciło mnie to do całej imprezy. Kto na litość boską wymyśla start o tej porze, do tego prognozy pokazują jakieś okropne upały. Nastawiamy się więc na najgorsze.  Za to kocham Cypr, tam zawsze startujemy rano i nieważne czy jest to dłuższy dystans, olimpijka czy sprint. W taki sposób po starcie, mamy jeszcze cały dzień na celebrację i spędzenie wspólnie czasu.

Start o 13:30 jest nawet trudny logistycznie jeśli chodzi o jedzenie. Śniadanie to za mało. Obiadu nie zjemy bo za dużo, Więc co jeść pomiędzy?! Bałam się trochę tego, że albo będę miała w brzuchu za dużo, albo za mało. Dlatego skoro biała buła działa zrobiłam sobie kolejną na wynos.

Dojeżdżamy na miejsce Okuninka okazuje się małym Władysławowem. Pełno kolorowych budek, restauracji serwujących smażoną rybę i disco polo. Na szczęście nasz Hotel jest kawałek za tym całym turystycznym firtlem, w spokojniejszej części. Dojeżdżamy do Hotelu, nasi już są. Machają z balkonów jak nienormlani!

 

I TU SIĘ CHYBA WSZYSTKO ZACZĘŁO! ENERGIA, RADOŚĆ I MOJE NASTAWIENIE.

Wpadamy do pokoju a tam serwują już Prosecco, zapraszają na zachód słońca nad jezioro. Nikt nie mówi o żadnym starcie. Ogólnie chyba każą dobrze się bawić.

Na szybko wnosimy to co trzeba. Parę kursów do auta, ostatecznie hotel zgadza się na psa (za co kasuje nas potem 100 zł) ale próbujemy nie psuć sobie humorów takimi pierdołami. Nasz pies wazy jakieś 2 kilo, ma włosy zamiast sierści, więc nie bardzo rozumiem te opłaty za nią, ale… .

Zabieramy z dziewczynmi butelke bąbelków i idziemy na kocyk nad wodę.

Ah jak dobrze być wśród swoich.

***

PRZED GODZINĄ ZERO.

Śniadanie przedstartowe było wyjątkowe, trwało chyba z półtorej godziny, zawierało dwie kawy białą bułę z dżemem i jakieś pszenne „chciałybyśmy być zdrowe” rogaliki. Od czasu Cypru i Larnaki w dniu startu z bólem serca zamieniam moje zdrowe przed startowe śniadania, na zwykłą białą bułę! Czuje się po niej lekko i pełna energii. Zajęło mi to, 4 lata startowania i jedno przypadkowe śniadanie na Cyprze kiedy zabrakło mojej owsianki, a w domu była tylko biała buła kupiona przez R na przed-startowe śniadanie. Ale lepiej późno niż wcale 🙂

Start o 13:30 jest nawet trudny logistycznie jeśli chodzi o jedzenie. Śniadanie to za mało. Obiadu nie zjemy bo za dużo, więc co jeść pomiędzy?! Bałam się trochę tego, że albo będę miała w brzuchu za dużo, albo za mało. Dlatego skoro biała buła działa zrobiłam sobie kolejną na wynos. Lepsze to niż żele, które mój organizm na samą myśl odrzuca!

Mieliśmy tyle czasu, że nie do końca wiedzieliśmy co z nim robić. Na spokojnie zapakowałam dzieciaki. Do swojej TRI torby wolałam nie zaglądać. Spakowała ją 3 dni wcześniej, kiedy jechaliśmy do Lublina, a prosto stamtąd na start i wolałam nie wiedzieć czy aby na pewno czegoś nie zapomniałam. Wszystko robiliśmy w trybie slow. Dzieciaki niby ogarnięte, ale nam zawsze z nimi schodzi najdłużej dlatego oddzieliliśmy się od reszty i powoli zaczęliśmy iść w stronę stratu. Wolała,m być tam chwilę wcześniej niż mieć start o 13.30, a i tak lecieć na niego jakby był z samego rana. Wózek, hulajnoga, dwa rowery i plecaki dla każdego, tak mniej więcej wyglądają startujący rodzice dwójki dzieci w wielku do lat 4 idący na swój start 🙂

Niebo zaczęło nam się chmurzyć. Doszliśmy do biura, by odebrać pakiety, kiedy zaczęło kropić. Mnie, mamie dwójki dzieci udało się to bez kolejki. Panowie chyba patrząc na mnie z wózkiem i Zosią ciągnąca za spodnie, ulitowali się i wpuścili bez kolejki. Reszta dołączyła, chłopaki niestety musieli czekać na swoją kolej żeby odebrać pakiety. W między czasie zdążyło się rozpadać, a my wzrokiem dojrzeliśmy jakąś nadjeziorną knajpkę z czymś co przypominało duży, zamknięty plac zabaw. Uffff…. Szybko się tam prze-transportowaliśmy, żeby nie moknąć. Dziewczyny nasze poszły szaleć w kulki, a my na spokojnie obkleiliśmy się pod parasolami.

Stasiek od rana nie spał, przeciągaliśmy go tak aby spał jak najdłużej podczas naszego startu i przygotowań. Zajęło mi to chwilę zanim udało się go uśpić. Wyjątkowo opornie to szło. W końcu się udało i ciotki przejęły moje dzieci. Gdyby nie one to całe to przedsięwzięcie nie miało by racji bytu. WIĘC DZIĘKUJĘ!

sdr

 ***

STREFA I PRZYGOTOWANIA.

Strefa jak strefa, bez dzieci jest dużo szybsza i przyjemniejsza. Wszystko ustawione, trochę zastanawiamy się czy nie przykryć wszystkiego bo chmury nadchodzą granatowe i nie wiemy czy zaraz nie lunie. Ale są ważniejsze rzeczy więc zakładam buty biegowe i …

I TU WPADA HISTORIA O I-SPORT PLATFORMIE TRENINGOWEJ POD KTÓREJ SKRZYDŁAMI JESTEM OD DWÓCH TYGODNI. GDYBY NIE MOJA PANI TRENER, W ŻYCIU NIE POSZŁABYM SIĘ ROZGRZAĆ! PO RAZ PIERWSZY OD 4 LAT IDĘ SIĘ PRZEBIEC PRZED STARTEM. ROBIĘ TAK JAK BYŁO POWIEDZIANE, ROZGRZEWKĘ OKOŁO 1.5 KILOMETRA BIEGU Z PRZEBIEŻKAMI, DYNAMICZNE ROZCIĄGANIE I WYDAJE MI SIĘ, ŻE JESTEM GOTOWA.

W między czasie zaglądam do dziewczyn, czy młody śpi. Zosia wciąga kilka łyżek pomidorowej za MAMY PŁYWANIE, ROWER I BIEGANIE. ( i jak miało nie pójść jak dziecko takie rzeczy dla Ciebie robi ?! 🙂 ) Idę po piankę i kieruję się w stronę startu. Szukam mojego męża wzrokiem, bo buziak przed startem to buziak przed startem, więc nie może obyć się bez niego! Znajduje go na plaży, gadającego z kolejnymi kolegami z Białej. Wchodzimy do wody krótka rozgrzewka, parę żartów, bo chmury wyglądały jakby po naszym wyjściu miał przyjść jakiś Armageddon. Byłam pewna, że czeka nas spokojne pływanie, rower w białym szkwale, który zawsze przychodzi przed burzą, i bieganie w ulewie, ale tłumaczyłam sobie że wszyscy mamy tak samo więc nie ma co się martwić.

***

ŻELAZNY TRIATHLON I MAMA Z ŻELAZA.

Start był z wody. Cieszyłam się, bo wole na spokojnie rozpędzić się w wodzie, niż przeskakiwać jak nienormalna przez wodę. To zawsze sprawia, że ciężko mi wejść w rytm i stabilnie płynąć od początku. Tak w dwóch zdaniach ? Nigdy nie widziałam tak wielu, tak szybko płynących osób. Nie wiem czy to dystans zrobił tą robotę, czy ludzie zaczynają porządnie pływać, ale od początku było narzucone mocne tempo. Poczułam trochę jak to jest pływać w pralce. Nie miałam pojęcia jak leciała trasa wodna, pamiętałam tylko czerwone prawą ręką, żółte lewą. Żółtych boi nie widziałam, ale po nawrotce w miarę z dystansem zaczęły się pokazywać.

IMG-20180602-WA0007

 

Wybiegam z wody, nie wiem która, ale nie była to czołówka. Po przygodach w Larnace, najważniejszym elementem jest zerwać czepek, okularki i zamoczyć głowę w jeziorze zanim wybiegnę, na totalną płyciznę. Wbiegam na zielony dywan i słyszę, że jestem piątą dziewczyną. Rzadko wychodzę tak daleko z wody, ale patrząc na dziewczyny które ze mną startowały z przodu, to były to albo młode siksy z trenerami u boku, albo pływaczki ze stażem dłuższym niż ja. Wpadam do strefy, łapię rower, kask wchodzi płynnie, okulary na oczy i chwilę później jestem na belce.

Wsiadam na rower i się zaczyna ! Nogi wchodzą w buty w miarę płynnie, jak na Argona. Zaczynam pedałować, odpalam garmina na rowerze tak żeby widzieć prędkość i watty. Na to drugie patrze raczej z ciekawością, bo nie startowałam jeszcze z pomiarem, ale od czasu do czasu zerkam żeby widzieć w jakiej strefie pedałuje. Czuje moc, czuje że nogi dzisiaj mają dobry dzień. Pierwszy zakręt biorę łyk iso i …. GUBIĘ BIDON !!! Jak prawdziwa Grażyna wyścigu! Przy pierwszym łyku, wypada mi z ręki zanim uda mi się go włożyć z powrotem do koszyka.

Pisze to dziś oficjalnie, że po raz ostatni pokusiłam się o to aby na czasówce nie zamontować sobie bidonu na kierownicy! Ale przecież na sprint nie ma sensu, myślałam jeszcze chwilę przed startem. Montujcie bidony na kierownice na czasówkach. Jeśli macie to ZAWSZE! To jest zupełnie inny komfort jazdy!

Przez chwilę miałam myśl żeby po niego stanąć, ale na tym dystansie wydawało mi się, że za dużo stracę. Jadę dalej. Od czasu do czasu spoglądam na Garmin-a, a tam cały czas prędkość utrzymuje się w granicach 35-36 km/h. Trochę nie chciało mi się wierzyć, ale cyfr to cyfry.

Pierwsze kółko jadę w samotności, ale pędzę tak jak nigdy. Czuję moc i czuję jak to się przekłada na trasie. Wyprzedzam, dochodzę kolejne osoby. Wyprzedzam panów i w oczach widzę jak zbliżam się do dziewczyn przede mną. Na drugim kółku wyprzedza mnie mój mąż i tak długo to trwało jak na niego, Kola trzyma dystans i jest nadal za mną. Na drugim kółku wyprzedzam 4-tą dziewczynę. Robię to w takim tempie, że nie przeszło by jej przez myśl żeby siąść na koło. Bo drafting jest dozwolony. Na trzecim kółku dołącza do mnie jakiś zawodnik. Jedziemy idealnie tym samym tempem, raz on, raz ja. Mi pod wiatr jest łatwiej, bo rower. Jemu z wiatrem bo kilogramy. Zaczyna robi się trochę sucho w gardle, mam ochotę złapać czyjś bidon i wziąć chociaż małego łyczka. Proszę o dziewczyny, które stały na nawrotce żeby zorganizowały mi wodę. Nigdy nie łapałam wody na rowerze, ale gardło o nią tak prosi że spróbuje. W ostatniej chwili zobaczyłam Kasię z wodą i niestety nie złapałam. Ostatnie kółko, przydało by się łyknąć cokolwiek, bo na biegu wiem że tego nie zrobię. Będę bała się o kolkę i tego typu sprawy.

35053846_1102771699864256_4605756566967156736_o

Czwarte kólko, dojeżdzam 3 cią dziewczynę, czuję się jak jakiś pociąg, który wyprzedza każdego po kolei. Żałuję, że ten dystans jest taki krótki, chciałoby się jeszcze jechać i jechać ta dobrze się jedzie. Teraz ja jestem 3cią. Ciuchutko, tak żeby ja sama nie usłyszała, myślę sobie jak pięknie byłoby to utrzymać, ale wiem że bieganie to nie jest moja mocna strona, nie liczę więc na to.  Na ostatniej prostej przygotowuję się do zejścia z roweru. Odpinam buty dosyć mocno a w czasu, bo wiem że po skręcie belka może być blisko. Na zakręcie pokazuje się znowu ONA, z butelką wody, czeka i chce podawać. Krzyczę tylko że nie dam rady, patrze się w jej stronę. Odwracam głowę i widzę kogoś biegnącego do mnie i krzyczącego STOP!

Przejechałam belkę. Naciskam obydwa hamulce z całej siły rower staje na przednim kole, ja przelatuje przez kierownicę, ale cały czas trzyma ją z całych sił. Jakoś udaje mi się utrzymać na nogach, trzymając kierownicę między nogami i…. KARA. Stoi Pani 20 sekund.

Może i dobrze, że tak wyszło. Kasia dobiega z butelką wody, biorę łapczywie parę ogromnych łyków. Chwilę później słyszę komendę że mogę biec do strefy, więc w długą. W strefie jakiś zawodnik wjeżdża mi w tylne koło, rower mi się przewraca. Moja różowa kierownica spada na beton i się rysuje. Podnoszę rower lecę na swoje miejsce. Dawno nie straciłam tyle czasu, przez takie głupoty, a na tym dystansie każda chwila się liczy.

No nic. Moc jest, uśmiech jest przyklejony i jakoś te wszystkie zdarzenia w ogóle mnie nie wybijają z rytmu. Przez moją karę i ekscesy w strefie, ta sama zawodniczka którą chwilę temu wyprzedziłam, dosłownie na wybiegu ze strefy przebiega obok mnie. Ma mocniejsze tempo, widzę jak biegnie, wiem gdzie jest moje miejsce 🙂

Średnia na rowerze wyszła mi 35 km/h. Przy tylu kółkach i takich wąskich nawrotkach jestem z siebie na prawdę PRZE DUMNA !

BIEGANIE, AH BIEGANIE.

 

Założenie moje na bieganie było poniżej 5.00, tak cicho marzyłam żeby spokojnie utrzymać 4.50 min/km. Pierwsze paręset metrów nogi same niosą. Dosyć szybko wpadam w dobry rytm. Chce utrzymać mocne tempo, nogi więc od początku zmuszam do mocnego biegu. Biegnę, całkiem lekko, bez większego wysiłku. Chciałabym utrzymać ten stan ducha do końca, patrzę na zegarek a tam 4.40 min/km. Boję się tego tempa, ale jak sama trenerka powiedziała. Zaryzykuj, jeżeli zawsze czujesz że robisz to asekuracyjnie, spróbuj zrobić to mocna i zobaczysz co się wydarzy. Taki był plan. Stwierdziłam że zwolnić zawszę mogę, a wejść na wyższe obroty jest mi zawsze dużo ciężej.

received_10216140344970543

LECĘ. Nie myślę, nie analizuję. Skupiam się na oddechu, żeby nie złapać kolki, która znowu od ostatniego startu na Cyprze dawała mi się we znaki na każdym treningu! Pierwsze kółko za mną. mam jeszcze dwa. Krótkie kółka dają mi poczucie, że mam to bieganie pod kontrolą. Tempo nie sapda, siła i nastawienie również. Biegnę mocno, pełna sił, uśmiechnieta jak nigdy! W między czasi mija mnie gdzieś Kola, nasz przyjaciel mocny biegacz. Widzę jak nie ucieka mi tak jak zawsze. Duma i radość dają siłe na każdy kolejny kilometr. Widzę 5-ta dziewczynę Karolinę Zygo, wiem że dobrze biega, zawsze biegała dużo lepiej niż ja.. Pilnuje więc naszego odstępu, ale Karolino wcale się nie zbliża! Lecę na 4.40 cały czas, nie chce mi się wierzyć, to znowu jakiś kosmos.

Pierwszy raz czuję jakie to jest uczucie nie zdychać na biegu, w szczególności przy takim tempie. Mieć moc i siłę, motywację i takie tempo które pozwala Ci wyprzedzać ludzi, a nie być wyprzedzaną. Po raz pierwszy w mojej karierze, trzymam tempo poniżej 5.0 min/km na triathlonie! Na trzecim kółku dopada mnie kolka. Tak na prawdę dosłownie chwilę przed ostatnim kilometrem! Zazwyczaj zwolniłabym, ale ostatnio znalazłam zależność kolki i oddechu. Kiedy jest on nierównomierny i gdzieś go gubię, to zaczyna łapać mnie kolka. Dlatego wyszłam z założenia że albo powinnam zwolnić, albo ??
PRZYSPIESZYĆ! Widocznie mój oddech nie zgrał się chwilowo z moim tempem i nogami, dlatego tempo muszę zmienić. A że zwolnić nie planowałam choćby miał po mnie czołg przejechać, to zaczęłam powolutku przyspieszać! I HEJA!

received_10216143271603707

Ostatni kilometr przebiegłam w takiej euforii, że nawet kolka nie miała szans z moja głową! Coś tam trzymało mnie pod żebrami, ale głowa wiedziała że dobiegnie w takim tempie jakim chciała. Wleciałam na metę w euforii, naprawdę dumna z siebie i swojego wyniku!

IMG_20180602_234630_505
To zdjęcie POZOWANE, ale jedno z moich ULUBIONYCH <3

 

Przyleciałam na metę w 1:15:14, raptem parę minut po moim PRO-mężu i  po naszym PRO-biegaczu Koli ! Nie liczyłam, że będę tak blisko naszych Panów! Nie liczyłam, że nie uciekną mi zbyt wiele na biegu i nie liczyłam że będę tak pędzić na rowerze. Nie liczyłam na żadne podium, bo w Okunince zawsze była mocna czołówka, a tym bardziej nie liczyłam na ktegorię OPEN! Chyba lubię to czwarte miejsce! <3 <3 <3

received_10216140928225124-01

Może słownie i lepiej by brzmiało, PIERWSZA W SWOJEJ KATEGORII (20-34), niż IV OPEN, ale na pewno nie przyniosło by to prezentu w postaci 500+ :) Tego dnia mój Stasiek kończył właśnie roczek. To był jeden z tych dni który zapamiętam na długi czas. Zaraz po starcie, zaczęliśmy celebracje! Naszych życiówek, naszej mocy i pierwszych urodzin naszego Staśka!

IMG_20180602_221554_441

Zjedliśmy ogromny talerz smażonej ryby i poszliśmy nad wodę na niezdrowy URODZINOWY TORT na kocu! Chyba niejedno dziecko chciało by obchodzić roczek w takich okolicznościach. Piknik na kocu, bitwa na balony z wodą, bąbelki te dla dzieci i te dla dorosłych i dużo dużo śmiechu i radości!

sdr

Maluchu życzę Tobie żebyś zawsze miał takie piękne urodziny, właśnie nad jeziorem Białym, po Żelaznym Triathlonie na kocu, zajadając tort urodzinowy !

 

cof

***

Do dziś kiedy patrzę na tabliczkę za nagrodę pieniężną, gęba uśmiecha mi się od ucha do ucha. To było na prawdę piękne rozpoczęcie sezonu w Polsce. Zaczynam kochać to mocne tempo, zamiast tego dystansu. Co będzie dalej ?? Czy to Wasza zasługa i-Sport ??

 

 

Wasza Biegająca Bio Mama.