received_1708792829157975-01

POLECANE STARTY TRIATHLON

Super League Triathlon Poznań, czyli ogromne emocje i Złota Fala ! ! !

I-Sporcie co ty ze mną zrobiłeś ?! ?! ?!

JESTEM NA WAGĘ ZŁOTA!

36537350_1724570200988908_1379305623006478336_o

Czy macie czasami tak że wymarzycie sobie jakieś cyferki i po skończonym triathlonie, kiedy emocje już opadną, spojrzycie ponownie na zegarek i zapisane cyferki wyglądają dokładnie tak jak sobie wymarzyliście ?!

Mi rzadko kiedy się tak zdarza. Mogłabym napisać, że chyba nigdy, ale dzisiaj parę godzin po starcie, kiedy spojrzałam się swojego Garmina to zobaczyłam dokładnie to co sobie wymarzyłam. To był naprawdę dobry start!

Już na trasie to czułam, ale odkąd trenuje z trenerem nie ma co ukrywać, że te cyfry zaczynają mi się podobać i zaczynają dla mnie coś znaczyć. A po dobrze wykonanej robocie, cieszą jeszcze bardziej.

Co to był za weekend ! Co to były za emocje!

36471643_1724570304322231_1973407296348225536_n

Nie wiem od czego zacząć, tak na prawdę. Czy od podziękowań, czy od emocji czy od samego startu. Wszystko co się w ten weekend wydarzyło było jakimś KOSMOSEM.

 

dav

STARTUJEMY

Złota fala czyli start tylko kobiet to niezapomniane przeżycie. To zarazem niesamowite i dziwne uczucie. Stojąc na pomoście w pierwszej linii wskakują do wody na główkę i czułam się jak prawdziwa PRO- ska. To był mój pierwszy start w którym miałam okazję co to znaczy rolling start, a do tego z pomostu ze skokiem do wody. Samo pływanie wyszło tak jak miało wyjść. Sunęłam swoim tempem druga przez całą trasę. Pływanie wpław na Malcie w Poznaniu to też niezwykłe przeżycie bo pływa się wśród miliona małych bojek wyznaczający tory dla naszych kajakarzy i wioślarzy. Czasem pomagają w nawigacji z czasem troszkę przeszkadzają, ale płynęłam w totalnie spokojnej wodzie i bardziej czułam się jakbym robiła Open Water w samotności w jeziorze, niż startowała w zawodach. Tempo może byłoby lepsze gdybym miała się ścigać, ale w wodzie nigdy nie mam aspiracji na ściganie. Płynę swoje na tyle mocno żeby dobrze popłynąć i na tyle na luzie żeby wyjść swieżutka z wody.

Kolejnym niesamowity uczuciem w tym całym wodospadzie emocjonalnym, było wyjście jako druga z wody, wśród na prawdę wiwatujący kibiców i dobieg do roweru który czekał na mnie w strefie zmian pośród kilkuset innych! Na tak dużej imprezie nie zdzarzyło mi się nigdy biec w tak pełnej strefie 🙂

 

Strefy zmian mam szybkie, ale nie myślałam że aż tak szybkie. Wybiegam ze strefy, za nią mam do zrobienia dosyć mocny podbieg, cały czas z rowerem w ręku, na szczycie którego mam ochotę zwymiotować. Ale zamiast tego, wsiadam szybciutko na rower i zaczynam jechać. Po jakiś paru sekundach wyjeżdża przede mnie motor wyznaczający trasę, a ja jak na totalną amatorkę przystało krzyczę że nie jestem pierwsza! Tutaj przydałaby się jakaś dłuższa anegdota o Bożenach Triathlonu, ale nie mam żadnej w rękawie, więc musi się obejść bez. Długo nie mogłam zrozumieć, że jadę pierwsza, tym bardziej że przez ponad 20 kilometrów nie widziałam żadnej laski za mną!

36479528_2093336560987317_2899327495755005952_o

Nadal nie wiem jak to się stało że wybiegłam ze strefy pierwsza, odstawiając ogon dosyć mocno na rowerze. I tu czas na kolejne niesamowite, ale prze-dziwne uczucie, które wzbudza zarazem olbrzymie emocje że jest się liderką i prowadzi się całą grupę, a z drugiej strony czuję totalną pustkę i nie umiem się ustosunkować co i jak.

FB_IMG_1530611323939-01

Nie wiem gdzie są inne dziewczyny, jak szybko jadą, jak bardzo mnie doganiają. Jadę 20 kilometrów, do pierwszej nawrotki na dwupasmowej drodze zupełnie zamkniętej dla ruchu, sama za motorem wyznaczającym trasę, nie widząc ani jednej żwej duszy na rowerze! Na nawrotce czyli mniej więcej gdzieś w połowie dystansu dopadła mnie jedna dziewczyna, która ewidentnie miała dużo mocniejszy rower. (jak się okazało na wynikach tylko ona miała mocniejszy rower ode mnie) Wyprzedzając rzuciła uśmiechem i słowem: „Ale dziwnie bez tych facetów!”

Po nawrotce w końcu zaczęły pokazywać się inne dziewczyny, nawet poczułam delikatny dreszczyk emocji bo pokazało się ich całkiem sporo i myślałam że zaraz wszystkie mnie dojadą. Zacisnęłam delikatnie zęby i zaczęłam dokręcać watt-y które trenerzy kazali mi jechać.
Powrót był pod wiatr i o dziwo wyciągnęłam z niego więcej niż w stronę z wiatrem, jeśli chodzi o prędkość. Pierwsze dwadzieścia kilometrów musiało być troszkę pod górkę, bo tam średnia prędkość sięgała mi 33 km/h, a po nawrotce zaczęłam przyspieszać. Poczułam zbliżającą się do mnie masę dziewczyn i zaczęłam bardziej się starać. Widać więc różnice w jeździe w grupie i solo. Pilnowałam wattów, których pewnie nigdy w życiu bym tak nie dokręciła gdyby nie założenia trenerskie i goniące dziewczyny. Droga powrotna była pod wiatr. Miałam nowy kask więc w głowie siedziały tylko słowa męża jak mam ustawić głowę w tym kasku na wietrze. Próbowałam utrzymywać tą pozycję przez cały czas. Od czasu do czasu przestawiało mnie na rowerze na drugi pas. Na ochłodę też dostaliśmy niezły szkwał deszczu, który aż bolał kiedy padał na gołe ciało. Na kolejnej nawrotce, która trafiła się na około 40 km znowu długo, długo nie było nikogo. Tylko dziewczyna przede mną i ja, a potem spora przerwa. Bez szarpania, spokojnie zjechałem więc do strefy zmian, utrzymując drugą pozycję i ostatecznie wyciskając średnią z całej trasy kolarskiej 35 km/h, kończąc ja z czasem 1:17. Trasa była domierzona więc cyferki tym bardziej cieszą. Było to moje najszybsze 45 kilometrów w życiu, pomimo okropnego wiatru i kilku minutowej ulewy.

 

BIEGANIE, MOJA ZMORA.

Został już tylko bieg, nie liczyłam że ta druga pozycja będzie moja, albo że w ogóle uda mi się uplasować na podium, bo znam swoje bieganie. Korciło mnie bardzo żeby pobiec poniżej 5:00, ale na dychę ostatni raz biegałam poniżej 50 minut przed ciążą z Zosią, czyli jakieś 4 lata temu. Od tamtej pory bieganie w interwałach z dwoma ciążami i po porodowymi okresami, nie pomagało w budowaniu formy biegowej. Ale marzenia są po to by je spełniać, więc od samego początku niestety nie posłuchałam się trenerki i poleciałam trochę szybciej niż zaplanowała. Teraz ciesze się z tego bo mogłabym nie być w stanie wejść w mocniejsze tempo gdybym tak nie zaczęła. Wybiegając ze strefy leciałam w tempie 4:11, co mnie przeraziło bo bałam się że zaraz się zakwaszę. Bardzo szybciutko musiałam to zmienić. Ostatecznie ustabilizowałam tempo w granicach 4:45 min/km, przez pierwszy kilometr. Potem zwolniłam do 4:50 min/km i planowała tam zostać choćby mieli mnie reanimować na mecie!

Gdzieś w połowie pierwszego kółka doleciała do mnie kolejna zawodniczka, która w tempie Strusia Pędziwiatra minęła mnie szybciutko, a chwilę później wyprzedziła dziewczynę która prowadziła dotychczas Złotą Falę.

36480475_1724570090988919_3744289709115834368_o

Trzecie miejsce na razie było moje na nawrotce, pokazały się kolejne dziewczyny. Ich tempo nie wyglądało na mocno odbiegające od mojego, a dystans do mnie był bezpieczny. Dobiegając do mety, po której prawej stronie była nawrotka na drugą pętlę, stała cała zgraja i-Sportowa, najlepszy i najgłośniejszy doping jaki kiedykolwiek miałam. Krzyczeli, dawali rady, kazali przyspieszać i nie pozwolili się poddać. Poniekąd też dla nich chciałam biec tak mocno i utrzymać tą pozycję. Pomyślałam sobie że jak nie teraz to kiedy tyle ludzi, część z nich w ogóle nie znających mnie, mnie wspiera więc nie mogę odpuścić. Moja głowa szybciutko przestawiła się na już tylko jedno kółeczko i już tylko dwie ostatnie proste. Nogi musiały współpracować, trzymając założone tempo. Chwilę po nawrotce stała cała banda TriWawy. Za kolejne paręset metrów stoi Fabisz który nie pozwolił odpuścić, kazał zacisnąć zęby i dotrzymać to do końca.

36458653_1724570427655552_206411648594870272_o

Widziałam, że dziewczyny za mną biegną mniej więcej w moim tempie, ale wiedziałam też że tutaj liczy się czas netto i na pewno skoczyły do wody chwilę po mnie, musiałam zachować więc dosyć dużą odległość żeby nawet netto nie dogoniły.

received_1708792829157975-01
Dobiegłem do mety na trzeciej pozycji, robiąc życiówkę od 4 lat na 10 km, i utrzymując średnie tempo 4,50 minut na kilometr. To wszystko w ZŁOTEJ FALI gdzie startowały 104 dziewczyny ! ! ! Ostatecznie byłam 3 OPEN i 1-wsza w swojej kategorii wiekowej K30.

Jestem z siebie naprawdę dumna! Po raz pierwszy mogę powiedzieć że dałam z siebie wszystko.

 

Cieszę się też, że w tak ważnej imprezie której zostałam ambasadorką i w której miałam szansę pokazać że i-sport to naprawdę niezwykła platforma treningowa, dzięki której zrobiłam duże postępy i utrzymałam się na tak wysokiej pozycji.

Gratuluję też wszystkim dziewczynom swoim życiówek, swoich debiutów i tego uśmiechu, radości i życzliwości jaka była na trasie. Życzę wszystkim panom żeby uczyli się od nas, że można rywalizować z uśmiechem na buzi wspierając się, a nie tłukąc w wodzie i rozpychając łokciami.
Dziewczyny jesteście niesamowite i ten start naprawdę był jak ZŁOTA FALA, balon pełen emocji.

36476348_10156631379156474_5758444833374994432_n

Teamie i-Sport gdyby nie wy to w życiu nie zrobiłabym tego co mi się udało, każdy z Was dołożył małą cegiełkę do mojego startu. Dziewczyny: Ada, Marta i Renata wsparciem przez 2 dni i meeeeeeeeega dopingiem! Gdyby nie moja trenerka, Sylwia i jej okropnie treningi które bolały mnie chyba najbardziej psychicznie, że trzeba taką ciężką robotę wykonać to na pewno nie utrzymała bym tego tempa I nie uwierzyłabym w siebie! Dziękuję Ci za całe przygotowanie i wsparcie na trasie. Gdyby nie Janek to nie stanęła bym nigdy w pierwszej linii na starcie i nie poczuła bym tego co poczułam wskakują do wody jako jedna z pierwszych dziewczyn. Adam ty i twoje cyferki na prawdę się sprawdzają i robią robotę! Dziękuję za podzielenie się swoimi taktykami i za założenia na start.

Dla teamu i sport należą się wielkie gratulacje za stworzenie tak cudownego eventu i mam nadzieję, że inne duże imprezy to podłapią i od teraz nie raz będziemy mogły wystartować jeszcze w złotej fali i ścigać się ze sobą!

 

Weekend kończę w samochodzie wracając do moich dzieci do Trójmiasta. Pierwsza duża impreza z takim wynikiem, pierwszy start bez mojego rodzinnego wsparcia, pierwszy weekend bez dzieci, pierwsza dycha w takim tempie, pierwsze 45 kilometrów z taką prędkością i mocą. Dużo tych pierwszych razy, oby zdarzały się częściej 🙂

 

Biegajaca Bio Mama

36473988_1724570520988876_8799737387858001920_o

 

 

P.S. Dla organizatorów Super League Triathlon, fajnie by było zobaczyć kategorię OPEN w takich dużych zawodach, bo nie ma co ukrywać przyjemniej się stoi na 3 stopniu podium OPEN, niż 1-wszym w kategorii. <3 <3 <3

 

Leave a Comment