40848418_1862004823886007_30166256854237184_o

STARTY TRIATHLON

Triathlon Kraśnik 2018 – Mistrzostwa Polski Age Group

Triathlon Kraśnik 2018 to totalnie nowe przeżycia których nie udało mi się na czas spisać.

Miałam w tym roku dwie imprezy, tak naprawdę dwie moje ulubione imprezy, którym nie poświęciła wystarczająco dużo czasu po i do dzisiaj posty nie ukazały się na blogu. Pierwsza do triathlon w Larnace na rozpoczęcie sezonu. Start, który uwielbiam ze względu na atmosferę, na to że się dzieje na Cyprze i mam do niego ogromny sentyment.Był to mój pierwszy start w triathlonie taki na poważnie, do którego się przygotowywałam. Pierwszy 3 miesiące po pierwszej ciąży, z Zosią.

Drugim moim ulubionym startem w  sezonie był Kraśnik i to na niego zawsze czekałam.

42654164_1133467013471482_7233306357661696000_n

Idealne zakończenie sezonu.

Zazwyczaj Kraśnik kojarzy nam się z pięknym ostatnim wakacyjnym weekendem, z gorącem, z dużą dziecięcą ekipą i totalnie wyluzowana głową. W tym roku Kraśnik był inny i to pod każdym względem. Ale że zawody miały miejsce ponad miesiąc temu, to relacja tym razem będzie wyglądała trochę inaczej.

Nie będę wam opisywać przygotowań i po kolei każdego etapu startu, ale zbiorę to w 5 punktów które w tym roku różniły się od poprzednich lat.

40178228_1853685541384602_5088493191477329920_o

Kraśnik 2018:

1.NASTAWIENIE.

Kraśnik zazwyczaj byl startem na luzie, na koniec sezonu, żeby nie zapomnieć o triathlonie. Czesto po wakacjach, czyli wypoczęta i bez mocnego reżimu treningowego. Zazwyczaj jeździliśmy dużą ekipą, pełno dzieci, ładna pogoda, idealny weekend kończący wakacje. Miał być Fun i tylko Fun, a że zawsze udawało się więcej to tym bardziej kochałam to miejsce.

W tym roku moje nastawienie było trochę inne odkąd byłam pod opieką trenerską i-Sportu Kraśnik stał się kolejnym dużym celem. Miał być takim małym BOOM na zakończenie sezonu. Uwieńczeniem dobrze przepracowanego lata. Tym bardziej chciałam dobrze wypaść bo byłam ambasadorką tego startu, ponadto zaproszono mnie do Triathlon Kraśnik Team w tym roku, więc u siebie chce się zrobić wszystko najlepiej, co nie ? Jako wisienka na torcie Kraśnik był Mistrzostwami Polski w age grupach na dystansie olimpijskim czyli Mistrzostwa Polski na moim ulubionym dystansie. Liczyłam więc na mocny start i naprawdę fajną formę ale jak to w życiu zawsze bywa. To na co długo czekamy nie zawsze kończy się tak jak sobie to wyobrażamy i marzymy.

I pewnie start byłby naprawdę mocny, a forma w szczytowej fazie, gdyby nie drugi czynnik który był zupełnie inny niż zawsze w Kraśniku- POGODA

40848418_1862004823886007_30166256854237184_o

2. POGODA.

Tego to się nikt chyba nie spodziewał. Jeszcze dwa dni przed startem była pełnia lata u nas, zresztą podobnie było po. Kiedy mój mąż sprawdzał prognozy pogody nie chciało mi się wierzyć że będzie takie załamanie pogody. Już kilka razy w ciągu całych wakacji słyszałam  tego typu historie i żadna tak na prawdę się nie sprawdziła. DO samego końca byłam przekonana, że będzie sporo lepiej niż to co pokazuje uparcie ICM.

Kraśnik zazwyczaj był startem gdzie termometry pokazywały dobrze ponad 30 stopni Celcjusza. Był tym startem na którym nie wiadomo ile stacji z wodą byłoby na etapie biegania, a i tak zawsze wydawało by się że jest ich za mało. Był startem gdzie lokalni mieszkańcy wychodzili na ulice z wodami w kukach i dawali tym najbardziej spragnionym, był tym startem gdzie OSP używało swoich węży żeby nas choć trochę schłodzić. Kraśnik zawsze był pogodowym ARMAGEDONEM, ale zawsze w tą drugą stronę.W tą gdzie wszyscy narzekali na upał, słońce i brak sił na biegu.

Dzień przed Rafał pokazał mi prognozę, zapowiadała się okropna ulewa. Szybko zadzwoniłam do naszych przyjaciół i wybłagałam aby nie rozpakowywali swojego kamperka po wakacjach tylko wybrali się właśnie nim na start. Marcin jak to Marcin, nie domówił. Miałąm więc plan B co zrobic z dzieciakami, gdy pogoda na prawdę się na nas obrazi. Na miejscu okazało się, że nie dość że mieliśmy kamperka, to jeszcze udało nam się nim zaparkować pod samą strefą zmian. Wielki kamień spadł mi z serca, wiedziałąm że są dwie ciocie do ogarnięcia mojej ferajny i dach nad głową. Nie będzie źle pomyślałam. Pierwszy raz w strefie stałam w grubych dresach, bluzie i GORETEX-owej kurtce.

42556406_294835277913224_6718363401191424000_nNAJDZIELNIEJSI KIBICE EVER <3 <3 <3

Gdy wyjeżdżaliśmy z domu termometr pokazywał około 17 stopni, niestety jak dojechaliśmy na miejsce temperatura spadała z godziny na godzinę. Na miejscu było już 13 stopni, a robiło się coraz zimniej. Wody najmniej się bałam, bo najcieplej. N rowerze regulamin zabraniał, zakładania czegokolwiek na siebie. Ale po dłuższym namyślę sędziowie zezwolili na bluzy i rękawki. Ja miałam tylko rękawki, ale kto by pomyślał, że będzie je tak cholernie trudno założyć na mokre ręce. Pod piankę trener zabronił mi je zakładać, ale z perspektywy czau, pewnie mniej bym straciła płynąc w nich z ograniczoną ruchomością rąk niż marznąc tak na rowerze.

To do jakiego stanu doprowadziłam swój organizm nie mieści mi się dziś w głowie.

„Wybiegam z wody, lecę do strefy, wcale nie jest tak zimno, myślę sobie. Ale mam w głowie, słowa Karasia że w trudnych warunkach wygrywa zawodnik najmądrzejszy a nie najszybszy. Dobiegam więc do roweru i uporczywie próbuje założyć rękawki na ręce. Niestety na próbie się kończy. Wściekła na siebie że o tym nie pomyślałam i wściekła na to że się nie udało rzucam ja spowrotem do kosza. Szkoda czasu. Na rowerze pogoda doprowadziła mnie do takiego stanu, że sama nie wiedziałam czy mój organizm jeszcze funkcjonuje, czy już nie. Mój GARMN przez większą część wyścigu pokazywał 8 stopni Celsjusza !!! Do tego jakby było mało przez całą trasę rowerową lał deszcz i wiał kosmiczny wiatr !!! Rower pojechałam sporo poniżej założeń i teraz z perspektywy czasu nie wiem czy odpuściłam go sobie najpierw w głowie, czy w nogach 🙂 ?! Ale na drugim kółku szczerze rozważałam zejście z trasy kolarskiej, wydawało mi się że nie jest to gra warta świeczki, że zdrowie ważniejsze i że może czas wiedzieć kiedy jest lepiej się wycofać niż zapłacić za to później większą cenę. Jednak dusza sportowca, nie chciała tak szybko odpuścić  i zdecydowałam że polecę jeszcze jedno kółko. Na 3-cim kółku było mi już szkoda że tyle marzłam, więc stwierdziłam że dotrwam do czwartego, a co będzie na biegu się okaże. Raczej powinnam się rozgrzać… RACZEJ.

4 pętle rowerowe oznaczały 12 nawrotek, na każdej z pętli mieliśmy 3 nawrotki. Może przy ładnej pogodzie i suchym asfalcie nie kosztowało by mnie to tyle emocji, ale kiedy po raz drugi widziałam leżącego na ziemi mężczyznę który na nawrotce się wyłożył, zdecydowałam nawet kilka razy wypiąć nogę z pedałów i zawrócić jak totalny leszcz i laik rowerowy. Miałam wrażenie że mój organizm przepiął się na tryb PRZETRWANIE i już nie ważne było jak, ważne było żeby dotrwać do T2. Sił w nogach było dużo, ale strach i jakieś totalne nieogarnięcie przy tej temperaturze nie pozwoliło ich wykorzystać.42612078_171565430436622_947253422225096704_n

T2 zrobiłam w tak ślimaczym tempie że chyba pobiłam swoją życiówkę, oczywiście w tą drugą stronę! NIGDY TAK WOLNO NIE WYBIEGŁAM Z T2 !!! Zejście z roweru przypominało raczej osobę która, po raz pierwszy ma do czynienia z zejściem z roweru na belce. Zamiast zeskoczyć płynnie i zacząć biec w strefie, po raz pierwszy zatrzymałam rower tak po prostu jak robię to pod domem, po zakończonym treningu. Zsiadłam jak starsza Pani, bojąca się że zaraz jej coś strzyknie w kręgosłupie i zaczęłam przebierać nogami. Każda część mojego ciała trzęsła się. Ręce miałam skostniałe jak lód. Nogi zdrętwiałe, a chłód przeszywał moje ciało tak mocno że nie byłam w stanie skupic sie na niczym innym niż walka o przetrwanie. Dobiegłam do wieszaka, jakoś odwiesiłam rower i zaczęła się mała komedia. Kilka razy próbowałam odpiąć kask, zamrożonymi palcami, ale niestety nie funkcjonowały one tak jak powinny i nie były w stanie nacisnąć dwóch guziczków na raz. Próbowałam jedną ręką, dwoma, nawet podeszłam do jakiejś kobiety stojącej w strefie i poprosiłam o pomoc. Okazało się, że jest sędziną i nie może mi pomóc. Zostałam sama z kaskiem. Po wielorazowych próbach, za którymś razem w końcu klamra kliknęła i kask się rozpiął. Przyszedł czas na skarpetki, lewą zakładałam chyba na siedem razy. Już przeszło mi przez myśl żeby biec bez, ale wiem jakie pęcherze robią mi te buty po kilku kilometrach bez skarpetek, zresztą każde buty robią moim kościstym stopą gromadę pęcherzy. Wiedziałam jak to się może skończyć więc cierpliwie nakładałam skarpetki na nadal mokre nogi. Moje ręce nie były w stanie nałożyć ich jednym ruchem. Skostniałe palce dały radę naciągnąć ją najpierw tylko na palce, potem na śródstopie, aż wreszcie dwa palce wskazujące przypominające haki Kapitana Haka, naciągnęły je na piętę. Z prawą nogą poszło ciut lepiej. Po ponad dwóch i pół minutach, w końcu ogarnięta na trasę biegową wybiegłam ze strefy zmian. Pomimo dużo krótszego dobiegu z rowerem do stojaków, niż po wybiegu z wody i bez ściągania pianki, T2 zrobiłam o ponad dobrą minutę dłużej niż T1. Kiedy wbiegłam na trasę biegową wiedziałam że zostało mi już tylko najlepsze. I piszę to ja anty-biegowa triathlonistka.

42666096_339929313218540_1136558125885685760_n
ZAMARŹNIĘTA MATKA, ZOBACZYŁA SWOJĄ DZIELNĄ CÓRKĘ KIBICUJĄCĄ W DESZCZU :) NAJLEPRZY DOPING NA ŚWIECIE, TO ONA DODAŁA MI SIŁ !

3. ZAMIANA RÓL, BIEGANIE.

Tutaj pogoda miała najmniejsze znaczenie, widziałam że mój organizm w końcu się rozgrzeje, czekałam tylko na to kiedy. Przez pierwsze 2 kilometry nie czułam nóg, miałam wrażenie że biegnę czymś co nie do końca należy do mojego ciała. Potem zaczęłam czuć mrowienie i nogi odzyskały czucie. Zaczął odzywać się jednak żołądek, a z tym wiedziałam że nie zdziałam cudów jak totalnie odmówi posłuszeństwa. Już na rowerze czułam jak mój żołądek nie jest w stanie przyjąć drugiego żela, ale na siłę próbowałam go zjeść, bo start o 12, zimno, a śniadanie było dobrze przed 8-mą. Wiedziałam, że energia może się skończyć. I tak po 2 kilometrach kiedy zaczęłam czuć nogi, zaczął odzywać się też mój brzuch.

42592236_739410269736083_1184838110958059520_n

Z brzuchem w Kraśniku miał problemu mój Rafał. Dał temu miejscu dwa razy szanse i raz prawie zszedł z trasy przez skurcze ( efekt uboczny draftingu we wcześniejszych latach), drugi raz żołądek odmówił mu posłuszeństwa. Przez te historie w zeszłym roku z miłą chęcią odpuścił start, żeby zająć się dwójką dzieci, w tym naszym małym noworodkiem, a ja żebym mogła spokojna wystartować i poczuć triathlonowy klimat niecałe 3 miesiące po porodzie. W tym roku jak usłyszał, że Kraśnik jest bez draftu, jako jeden z niewielu ucieszył się i zapisał na zawody.

W tym roku też to ja wyglądałam jak wrak na biegu. Brzuch miałam zupełnie ścięty, czułam jakby w środku mnie ktoś ściskał z całej siły wszystko co mi bozia dała. Pare razy nawet mnie tak ruszyło, że myślałam że zaraz będę pochylać się nad krzaczkami i oddawać to co w dniu dzisiejszym przyjęłam.

 

4. DETERMINACJA.

Leciałam jednak skupiona na sto procent, próbując zwalczyć głową to co się działo w środku mnie. Biegłam tak od kilometra do kilometra, skupiając się na tym by pokonać chociaż jeszcze jeden. Biegłam zadając sobie malutkie cele. Nie skupiałam się na całości, wiedziałam że to mnie może zabić już na starcie. Nie raz gdy spojrzałam się na zegarek wartości pokazywały tempo nawet powyżej 5:00. Plan był inny, ale biegłam już teraz tylko po miejsce. V-te miejsce open bo o takie wydawało mi się, że walczyłam. Determinacja i moje zacięcie nie pozwoliło mi się poddać, leciałam tak każdy kolejny kilometr. Na 7-mym kilometrze odżyłam, brzuch puścił, ciało całe się rozgrzało i w końcu zaczęłam biec. Uśmiech na twarz powrócił. I leciałam do mety po to, po co tu przyjechałam. I pomimo że to uczucie trwało tylko ostatnie 2,5 kilometra biegu to i tak było warto. I choć dziś gdy patrzę na zegarek widać jak moje tempo, wywalczone chyba tylko i wyłącznie DETERMINACJĄ, było nadzwyczaj równe jak na to co czułam. Dyszkę przeleciałam w 48 minut, ze średnim tempem około 4:50.

42564401_2075969702436473_1700373833044721664_n

5. MISTRZYNI POLSKI W AGE GROUP NA DYSTANSIE OLIMPIJSKIM.

I choć nie po to tu jechałam, jechałam po jak najwyższe miejsce na podium OPEN, to i tak ten tytuł nawet, że jest mocno zawyżony brzmi miło i tuli serducho. Wywalczyłam go całą sobą. I pomimo, że  pływało mi się okropnie, a przecież to olimpijka gdzie pływanie miało być ekstra. Dodatkowo w basenie odkąd trenuje triathlon nigdy nie pływało mi się tak dobrze. W Kraśniku jednak fale, dużo ludzi, jakiś totalny chaos w wodzie, nie pozwolił rozwinąć skrzydeł. Bojki uciekały z pola widzenia, nie umiałam dobrze nawigować. Popłynęłam w 26 minut, czyli tak jak na Cyprze na początku sezonu, trenując pływanie zaledwie na miesiąc przed startem. Pomimo, że rower był okropny, ciężki psychiczni i fizycznie, sporo poniżej założeń, a bieganie walką o czucie, to i tak start był bardzo udany.

2:31, nie cieszy tak jak Poznańskie, czy Malborskie 2:27, ale przy tej pogodzie nie jest źle. 4 miejsce OPEN, i Mistrzostwo Polski w swojej kategorii, plus 900 + na koncie. Takie straty naprawdę dają dużego kopniaka do dalszej pracy.

Mam wrażenie, że Triathlon Kraśnik i ja jesteśmy już jak stare dobre małżeństwo. Najpierw była miłość od pierwszego wejrzenia. Potem dalej go uwielbiałam, ale już z innym podejściem i nastawieniem. Teraz jesteśmy jak małżeństwo po przejściach i choć pogoda i start nie były moim najlepszym występem w sezonie to nadal kocham to miejsce, tych ludzi, ta atmosferę.

42617433_2200599863544744_8071526099433029632_n

Pomimo wysokiej rangi zawodów, zawodników zjeżdżających z całej Polski, nie raczej lokalnych tak jak w poprzednich sezonach. Triathlon Kraśnik zachował to coś, co miał zawsze. Zachował to cudowną atmosferę, ba nawet mam wrażenie, że biorąc pod uwagę taką pogodę i trudne warunki, czułam się tam nawet jeszcze lepiej niż w poprzednich latach. Było nadal domowo, ale na wysokim poziomie. Czyli tak jak lubię najbardziej.

Mam nadzieję, że ten armagedon to tylko mały zwrot akcji który musiał kiedyś nastąpić, a za rok wracamy wszyscy do Kraśnika, po może już nie Mistrzostwo Polski w Age Grupach, ale po słońce i piękny ostatni weekend wakacji.

42752049_1979452475513656_5167770337777025024_n

 

 

Biegająca Bio Mama, a może już bardziej Triathlonowa Mama 😉

 

I Pomyśleć by, że 3 dni przed startem jeszcze tak wyglądała pogoda :)
42696564_2149355685330644_6500070588860596224_n

 

Leave a Comment