Bez kategorii

Ciężki początek sezonu.

Sezon zaczyna mi się z przygodami i to wcale nie triathlonowymi, ale bardziej zdrowotnymi. Płata mi figle w głowie i tak na prawdę sama nie wiem czy wolałabym czasem wrócić do zimy i mocniej przycisnąć się treningowo, czy żeby sezon był już w pełni i ze startu na start czułabym te cudowne emocje.

Zeszły sezon był czymś wyjątkowym, czymś nie do przebicia wydaje mi się na moim poziomie triathlonowym. Na każdych zawodach plasowałam się w pierwszej 3 OPEN, oprócz 2 imprez na których byłam 4 (Mistrzostwa Polski). Mimo to kategorię zawsze wygrywałam. Ciężko jest się nastawić na nowe. Chciałoby się co najmniej tak jak w zeszłym roku, abo lepiej, bo w końcu ja też trenuję i trzymam ten rygor, a z drugiej strony coś mówi, że było tak super że ponownie tak się nie da.

I tak bujam się myślami jak to będzie. Chcę cofnąć czas do zimy i wyciskać więcej na treningach, być bardziej dokładna w wattach, robić siłowni tyle co trener przykazał. Z drugiej strony wiem, że zazwyczaj robiłam tyle na ile miałam siły i czasu. Więc pewnie takie wracanie nie wiele by zmieniło ( no może lepiej trzymałabym te watty na rowerze na trenażerze 😉 no ale jak to zrobić na tym trenażerze ?!).

A jak nie cofać to może brnąć naprzód ? Wiem, że w bieganiu poszłam do przodu, na basenie pływało mi się cudownie, zanim wyjechaliśmy na Cypr, a rower hmmmm… to chyba będzie zagadka sezonu dla mnie. Wiem też, że facebook i instagram huczy od kosmicznych treningów i nowych życiówek, wiem że nie tylko ja trenuję, i mam wrażenie że każdy to robi mocniej, lepiej, więcej.

Niemniej jednak sezon zaczęłam jak pisałam z przygodami. Najpierw był Cypr na którym zawsze czułam pewność siebie. Kilka dni przed startem leżałam z gorączką 2 dni w łóżku i niby zrobiłam swoje minimum na starcie to jednak była tam mała gromadka triathlonistek z bazy angielskiej które w liczbie 3 przyleciały ( bo tak szybko to zrobiły) na metę jeszcze przed moim Rafałem, dały poczucie że jest tu sporo mocniejszych kobiet niż ja.

Z drugiej strony jestem ciutkę szybsza niż w zeszłym roku. Pojechałam tak jak miałam, pobiegłam prawie idealnie, popłynęłam nie wiem jak bo niby byłam szybka, a jednak Rafał był tak samo szybki jak ja co mi się jeszcze nie zdarzyło, więc ciężko mi się ustosunkować. I pomimo, że do cholery jasnej stałam na 1 miejscu podium w swojej kategorii, a na metę wpadłam 5 OPEN, to nie był to mój dzień konia. Nie był to też dla mnie triumf, a raczej przegrana. Fajnie, że chociaż w kategorii, ale w kategorii już mnie nie satysfakcjonuje ?

Z choroby powolutku się wykaraskałam, chociaż do dzisiaj kaszlę. Za chwilę pojawia się Sieraków, a ja znowu bez treningów w rozsypce zdrowotnej. Tym razem zapalenie, zakażenie cholera wie czego w pachwinie. I choć na prawdę chciałabym myśleć pozytywnie i raczej jestem pewna że jakoś wystartuję to taki ciężki start sezonu nie napawa mnie mocno optymizmem.

W głowie mam tylko żeby to się już rozkręciło na dobre i zamiast myśleć żeby się działo. Może nie będzie tak źle jak sobie wyimaginowałam ?!

Powodzenia wszystkim na startach, a kibicom wytrwałości przy ich połówkach, bo to czasem cięższa praca niż sam start!

Znam dwie strony więc jestem z Wami.

Leave a Comment