Autor: Biegajaca Bio Mama

Wegańskie lody truskawkowe – tylko 3 składniki

DIETA POLECANE PRZEPISY

Wegańskie lody truskawkowe – tylko 3 składniki

Wiem, że już wieczór i tego przepisu od razu nie skosztujecie, ale wierząc na moje słowo i moich łakomczuchów są PYCHA !

Jestem lodożercą i choć pewnie wielu z Was nie uwierzy, to tak, uwielbiam zajadać się lodami. Jest to jedna z niewielu słodyczy które kupuje na mieście, jednak rzadko kiedy sięgam po lody z zamrażalki w sklepach spożywczych (aczkolwiek policzyłabym na placach jednej reki ile razy w te wakacje mi się to zdażyło). Jednak nie ma to jak lody w wafelku, najlepiej rzemieślnicze nakładane łopatką a nie łyżką do lodów, zrobione tylko z naturalnych składników.

Skoro cała moja rodzina wie, że uwielbiam lody i sama bardzo często robie je w domu. Zazwyczaj idę na łatwiznę i robie lody na bazie mrożonych bananów, ale te „śmietanowe” zawsze wygrają. Odkąd dostaliśmy od moich rodziców, na jakąś świąteczno-urodzinową okazję, maszynę do lodów, to zaczęła się produkcja też i takich. A ponieważ ograniczamy nabiał, krowi przede wszystkim, w naszej diecie to szukałam nie raz nie dwa razy alternatywy na tą zwykła słodką śmietankę.

I chyba w końcu znalazłam <3

Chcecie przepis ? 🙂

LODY WEGAŃSKIE TRUSKAWKOWE – 3 proste składniki.

Składniki:

  • świeże truskawki (to zależy od Was jak bardzo truskawkowe chcecie lody, my daliśmy 2 garście)
  • erytrol 3-4 łyżki ( jak posmakujecie na surowo powinno być fajnie słodkie, kiedy lody się zamrożą to będą mniej słodkie)
  • mleczko kokosowe pełnotłuste z puszki – 1 szt
  • kilka kropel ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)

Erytrol, można zamienić na ksylitol ( będzie bardziej kaloryczne ale równie zdrowe) miksujemy z truskawkami w blenderze przez niecałą minutę tak aby wszystko dobrze się zmiksowało. Dodajemy mleczko kokosowe i wanilię (opcjonalnie). Wszystko wlewamy do maszyny do lodów. My używamy ZULE, ale nie wiem czy ją polecam szczerze mówiąc. Najwięszkym plusem jest jej kolor -> JEST RÓŻOWA <3

Największym jej minusem jest wielkość. Lody robią się około 2-3h ale starcza ich na po 1 gałce na 4 domowników. Więc jeśli jest Was więcej to szukajcie czegoś większego.

Jak serwujemy takie wegańskie lody truskawkowe, z 3 prostych składników ?

Ja uwielbiam WAFLE do lodów, ale te rzadko kiedy można znaleźć z dobrym składem. Dlatego taka wersja rzadko u nas ma miejsce. Zazwyczaj serwujemy je w miseczkach posypane np wiórkami kokosowymi. Ja uwielbiam. Ale nie ma co ukrywać lody najlepiej smakują w wafelku kiedy rozpuszczone spływają po ręce, kiedy brudzimy nos, przekręcając głowę, by oblizać roztopione boki, kiedy wafelek zaczyna się rozmiękczać pod wpływem delikatnie roztopionych lodów.

CZY NIE MAM RACJI ?

Poza tym nie radość dzieciaków na widok LODA w WAFELKU jest znacznie większa, niż na widok miseczki więc raz na jakiś czas polecam takie właśnie lody. Z niezdrowym waflem z LIDL-a <3

Koniecznie dajcie znać jak smakuje Was wegańska wersja lodów truskawkowych. I czy te 3 składniki są wystarczające ? Przyjmę też polecone firmy z waflami z dobrym składem.

Tymczasem polecam Wam tą poezję smaków pod postacią zimnej lekko tłustej słodkiej truskawki.

SMACZNEGO !

Ola – Bio Mama

Zderzenie z kolarstwem.

SPORT TRIATHLON

Zderzenie z kolarstwem.

Powiedziałabym w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie będę przedłużać napisze krótko.

Gran Prix Amatorów na Szosie. Zaczęło się fajnie. Pojechaliśmy, wyjątkowo bez dzieci, bo długo i daleko, bez możliwości kibicowania. Dziwnie… nie trzeba było, najpierw zakładać pianki żeby się zmęczyć. Nie wiadomo było jak się rozgrzewać, czy w ogóle czy peleton się rozgrzeje na trasie i na początku będzie spokojnie.


Nigdy nie startowałam w tego typu wyścigach. Nie jednoznacznie powiedziane reguły jeśli chodzi o start w danych grupach, ale za namową koleżanki która juz tam startowała i trenera. Wystartowałam w pierwszej grupie z samymi facetami. Poza tym wyścig organizowany przez „Rajdy dla Frajdy” więc wydawało mi się że tylko z przodu będzie ‚kolarsko, będzie ściganie, a ja właśnie to chciałam poczuć na własnej skórze’


No i można by pytać czy dobrze zrobiłam, czy nie za mocna grupa, czy nie za duże ambicje i zamiary. Nie będę się jednak zadręczać. Wystartowałam z mocnymi facetami. Plan był żeby dojechać nimi do bufetu i ew dołączyć do drugiej grupy, jak będzie za mocno.

Początkej jechało sie świetnie. Mocno rwane, przyspieszenia i watty jakich nigdy nie kręciłam, ale spodziewałam się mocniej i jeszcze bardziej rwanej jazdy więc się mile zaskoczyłam. Jechało sie cudownie przez 40 minut, trzymałam się z tyłu grupy w komforcie. Po którejś chopce chciałam dopompować na stojąco do panów (wcale cholera jasna nie zostając w tyle) i ……
Niestety za niska przerzutka, za szybko, z górki, a ja podniosłam dupę z siodła i……


Walnęłam, jak to na Garminie sprawdziłam przy 44 km/h z impetem o asfalt. Jechałam tak sobie na nim kilka dobrych metrów chroniąc to co mogę chronić, wyginając się tak żeby jak najmniej skóry było do wymiany. Upadłam bardzo świadomie, bo zanim trzasnęłam o asfalt rower wił węża przez kilka dobrych chwil.
Telefon do organizatorów, cisza, ale jechał samochód z fotografem i ogranizatorem. Zatrzymałam ich, starali się pomóc. Chciałam sie jakoś zaopatrzyć ale w aucie nic nie było. Myślałam, że rower totalnie do wymiany, że tylna przerzutka zgięta, wybiło ja zupełnie do tyłu. Mechanik ze mnie żaden więc rower chwile później już lądował na dachu samochodu, ale nie moglismy go zapiąc więc poszarpaliśmy się z łańcuchem przerzutka wskoczyła na miejsca i hasło: „Rower działa” . SERIO ?


I co teraz, miało byc 110 km fajnego mocnego treningu, a ma się skończy po 20? Głowa paliła mi się od myśli, pytam czy na bufecie mnie opatrzą ? Słyszę, że tak wsiadam na rower i próbuje gonić 3 grupę która chwilę temu koło mnie przejechała. Dogoniłam, wyprzedziłam, poprowadziłam. Zaczęły się górki peleton się cały rozjechał. Na którejś kolejnej górce słysze jak mi coś odpada od roweru, odwracam się widzę lampkę. No dobra po lampkę może bym się nie wróciła, ale odwracając się zwiało mi okulary z twarzy. Zawracam się, kolejny raz musze gonić część grupy, kolejny raz dochodzę do nich. Proszę żeby ktoś z GPS em jechał koło mnie bo nie wiem gdzie jechać, gdzie bufet i ile jeszcze zostało. Garmin został chyba w aucie organizatora. Mam już dość rany bolą mnie jak cholera, w szczególności że wieje na nie wiatr, spływa pot i słońce praży. Ale słyszę że za 5 km będzie bufet. Jedziemy.


Dojechałam zamiast złapać coś do jedzenia, próbowałam się sama opatrzeć. Wody utlenionej brak, czegokolwiek do odkarzenia brak, tylko plaster i bandaż. Został ze mną Konrad, kumpel z którym startowaliśmy <dziekuję> Zawiązał bandaż, pomógł ze wszystkim. Ruszyliśmy razem kilkanaście minut za wszystkich próbowaliśmy gonić. Po kilkudziesięciu kilometrach doszliśmy znowu ta samą grupę, którą wyprzedzałam już 2 razy.

Zaczeły się górki, a ja nic nie jedząc praktycznie przez pierwsze 1,5 h złapałam bombę. Wciągnełam 2 żele na zapas. GAMOŃ. I wten sposób ani z bomby nie wyszłam, a jeszcze brzuch mi się zakleił i dalej nic nie przyjmował.

Od 80 kilometra walczyłam, żeby nie stanąć. Wszystko mnie bolało, siły nie było żadnej, zaczęli do mnie dojeżdżczać ludzie których wyprzedziłam juz kilka razy. Na szczęście dojechał empatyczny facet, z którym sobie pogadaliśmy po współczół, powiedziałam, że limit na złe rzeczy już wyczerpałam i mam zasuwać. Trochę odpoczęłam z 10 kilometrów wlokłam się jak ślimak, ale na ostatnich 10 kilometrach gdzie pokazały się krótkie mega sztywne podjazdy odzyskałam siły, brzuch się troszkę uspokoił i zaczął przyjmować chociaż izo.

Ostatecznie dojechałam jako 4 dziewczyna. Liczyłam, ze jeszcze może dogonie jepo drodze, ale na koniec Konrad powiedział mi że wystartowaliśmy za ich peletonem ponad 15 minut więc nie było szans.

Z jednej strony jestem dumna że nie wsiadłam do auta i dojechałam, robiąc mocny trening. Z drugiej strony, smutna, dojechana pod każdym względem, obolała i sama nie wiem co….

  • Wściekła na siebie za nadgorliwość?
  • Że za bardzo chciałam?
  • Że pierwszy taki start i zamiast z pokorą to z jakimiś ambicjami poleciałam na start z facetami ?

Wczoraj cały dzień zwijałam się z bólu, nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała. Dzisiaj zaczynam funkcjonować, rany sa zaklejone wszelkimi pomocami o których mi dobre duszki powiedziały. DZIEKUJĘ.

Szkoda stroju, szkoda roweru, szkoda zdrowia. TO NIE BYŁO TEGO WARTE. Biodro, przedramię, bark i kolano do wymiany.

Jak na ta prędkość, jak na ten upadek to serio walnęłam chyba jak baletnica, bo mogło się to skończyć na prawdę tragicznie ! Przy czym start był w otwartym ruchu więc tym bardziej tragicznie 🙁

NIE bierzcie ze mnie przykładu, startujcie z pokorą i niech moja lekcja będzie tez lekcją dla Was 🙂

Najsmutniejsze jest to, że mój domowy KOŃ —–> czyli mój mąż @rafał korulczyk zamiast celebrować 3 MIEJSCE wśród na prawdę wyżyłowanych fajnych kolarzy, martwił się o pocharataną żonę 🙁

<3 DLATEGO POGRATULUJCIE MU CHOCIAŻ WY. <3

Do mnie trafia nagroda specjalna za CHART DUCHA i dojechanie do Mety w tym stanie !

Rowerek od Liv Polska nie jest skasowany, dojechał do mety i spisał się na medal.

Dziękuje reszcie co mnie wspierają nawet w takich głupich poczynaniach jak te !

Liv Polska <> Sklep BIegacza <> NIKE <> CEP Polska <> TYR Polska <> Eko Farma Świetokrzyska <> i trener „Fabisz” Marcina z TRIWAWA <3

CZAS LECZY RANY

#wyścig #kolarstwo #szlif #biomama #dietetyk #kobietawsporcie

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

PODCAST

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

Co to jest dno miednicy? Jak sport wpływa na ciało kobiety? Jakie są zalety trenowania ? Czy możemy sobie zaszkodzić zbyt dużą aktywnością fizyczną? Jaki sport wybrać ? Aktywność kobiety w ciąży – Co można, czego nie wolno? Jakie są skutki bycia aktywną w ciąży? Jaki sport jest dobry dla przyszłych mam? Czy można biegać, pływać i jeździć na rowerze w ciąży ?

Na wszystkie te i wiele innych pytań odpowiadamy w dzisiejszym odcinku. Moim gościem jest Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna i aktywna mama. Gosia od ponad 10 lat pomaga kobietom zadbać o własne ciało, wspiera je w powrocie do formy po porodzie. Poza tym jest pasjonatką gór, aktywną mamą i instruktorką jogi. Cztery razy w roku, o każdej porze roku, organizuje event dla mam z dziećmi „mamy w góry” gdzie zachęca kobiety do aktywnego spędzania czasu z dziećmi na świeżym powietrzu, a już niebawem będziecie mogli kupić książkę Gosi książkę „Wdech-wydech” – przedsprzedaż będzie ogłoszona na jej profilach 🙂

Niesamowita wiedza, niesamowite doświadczenie, a to wszystko otoczone ciepłym głosem, masą wyrozumiałości i empatii. Poznajcie Gosię.

Listen to „Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna, wpływ sportu na ciało, aktywność w ciąży!” on Spreaker.

Gosia w sieci

Gosię znajdziecie na facebooku i instagramie jako „Górska Mama”

Poza tym Gosia jest obecna na profilach FEMME MEDICA na instagramie i facebooku, oraz w gabinecie Vitall Clinic w Bielsko-Białej.

Miłego słuchania!

Triathlon SOKOŁA 2020- czyli ścigamy się po pandemii.

SPORT TRIATHLON

Triathlon SOKOŁA 2020- czyli ścigamy się po pandemii.

Ta strona ostatnimi czasy nabrała trochę innej odsłony. Więcej jest tu dla Was informacji niż informacji o mnie, bo ileż można czytać o kimś, co nie ? W związku z tym zastanawiałam się czy takie relacje z zawodów Was interesują? Czy interesują Was moje zmagania, czy wolicie słuchać o imprezie, jej organizacji, trasach i o miejscu na przykład gdzie się zatrzymaliśmy na noc jadąc na taki triathlon ? Jeśli podzielicie się ze mną tym co Was interesuje w komentarzu będzie mi się o wiele łatwiej pisało kolejne relacje, o ile w ogóle chcecie

Tymczasem napiszę Wam troszkę o wszystkim 🙂

Triathlon Sokoła 2020

Triathlon SOKOŁA – ściganie po padnemii – ORGANIZACJA

Zawsze zadziwiają mnie te małe imprezy. Nie dość, że zazwyczaj są na prawdę dobrze zorganizowane, mają bogatsze pakiety startowe, wartościowe nagrody, w których skład często wchodzą też małe upominki od lokalnych firm, to jeszcze każdy z obsługi i organizatorów jest miły, uśmiechniety i pomocny. Takie odczucia zawsze mielismy po triathlonie w Okunince „Żelazny Triathlon”, takie odczucia mamy zawsze po Kraśniku „Triathlon Kraśnik”, takie mamy też właśnie po tym.

Nie wiedzieliśmy o jego istnieniu, nie znaliśmy tam nikogo, tras i tego kto to organizuje. Ale szybko poznaliśmy bo PROSWIM Team pięknie oznaczony klubowymi koszulkami od razu dał się poznać. Każdy wiedział do kogo zgłosić się z pytaniem, wszyscy przemili i uprzejmi, z chęcią tez pożartowali z nami. Małe imprezy mają też tą cudowną aurę bez zadęcia, której ja osobiście w triathlonie bardzo nie lubię. Tam tak nie było, było rodzinie, wesoło i na prawdę organizacyjnie dopięte na ostatni guzik.

Bardzo podobał mi się fakt, jak organizatorzy zareagowali na mały mankament strefy zmian. W sobotę widać było że zawodnicy wbiegając do strefy zmian muszą przenieść rower przez krawężnik, co nie dla każdego w tym amoku było łatwe i widoczne, niektórym rower nawet upadł bo nie zauważyli krawężnika. W niedzielę, na krawężniku leżała już mata i jakieś podkładki tak że rower spokojnie po nim przejeżdżał. 

Jak to się stało że Triathlon Sokoła trwał 2 dni ?? Ano po prostu dlatego, że na sobotnia imprezę pakiety rozeszły się jak świeże bułeczki, organizatorzy szybciutko podjęli decyzję, że skoro jest takie zainteresowanie robimy też imprezę 2-giego dnia, czyli w niedzielę ! 🙂

Nam udało się zapisać na niedzielę. Pierwotnie Rafał miał startować w sobotę, ale nie było juz pakietów i tu od samego początku super kontakt z organizatorami którzy starali się pomóc zorganizować nam jakiś pakiet startowy od zawodników którzy jednak nie dotrą na zawody. Znaleźliśmy jednak opiekę do dzieciaków na niedzielę, bo ciocia zgodziła się na wspólny wypad z nami, więc na szczęście nie musieliśmy korzystać z serdeczności tylko oboje wystartowaliśmy w niedzielę.

PAKIETY ekstra. Bogate. Były w nich standardowo koszulki, izo i baton, fajny czepek, ale dostaliśmy też ręczniki szybkoschnące z logiem triathlonu i miód z lokalnej pasieki. Jak dla mnie bomba, w szczególności że start kosztował tylko 160 zł !

Nagrody były rzeczowe, tematyczne bo za pierwsze 3 miejsca open były BONY do decathlonu, mi się udało wygrać BON o wartości 250 zł. Poza tym ja za 2 miejsce dostałam jeszcze SMARTBAND-a, ekstra upominek od lokalnej firmy LAVARE, produkującej różne kobiece niesamowitości z lawendy. Nagrody lepsze, większe i fajniejsze niż na niektórych dużych cyklach imprez. Nie wspomnę już o pucharze i fajnych medalach 🙂

Organizacyjnie wszystko dopięte. Pływanie mega, start falowy, puszczali co 5 sek pojedynczo (myślę, że to kwestia ograniczeń), bojki duże dobrze widoczne trasa domierzona. Woda brudna ale kto patrzy na kolor wody podczas startu ;p ? Strefa zmian najszybsza w jakiej kiedykolwiek byłam, co nie oznacza że my bylismy szybcy <ha ha>. Ledwo co wybiegając z wody było się juz przy rowerze więc ani czasu na zdjęcie czepka nie było, ani na rozpięcie pianki. Wszyscy nieźle zamotani że tak szybko trzeba się rozbierać, widać to było kiedy kibicowaliśmy w sobotę. Fajna strefa kibica z leżaczkami, lodami dla dzieciaków, jedzonkiem i piwkiem dla spragnionych. Na rowerze trasa mega dobrze oznaczona, co prawda jechałam nią dzień wcześniej ale tam każde skrzyżowanie zakręt zmiana przebiegu trasy obstawiona nie jednym człowiekiem a kilkoma. NAwrotka trudna technicznie, ale dobrze oznaczona. Już na 200m metrów przed duże znaki na palikach były przy drodze. Pan z flagą w szachownicę przed belką do strefy zmian, czyli z daleka było widać że czas wypiąć buty. Bieganie trudne technicznie, aczkolwiek spodziewałam się jeszcze trudniejszego, ale bardzo dobrze oznaczone. Bieg po leśnych drogach w 2 miejscach na 5 km woda, na każdym zakręcie kilka osób z obsługi. Nie dało się zgubić. Meta na dobitkę bo ostatnie 15 metrów po piachu, ale przy tych emocjach już nie przeszkadzało 🙂 Strefa finiszera z wodą owocami i ciepłym jedzonkiem, jak to na tych lokalnych mniejszych imprezach zazwyczaj bywa.

Ja daje 5+ i na pewno wracamy tam za rok !

Triathlon Sokoła 2020 – objazd trasy

Triathlon Sokoła – ściganie po pandemii, czyli moje zmagania .

Nie mam za wiele tu do powiedzenia. Odnosze wrażenie, że każdy z nas tak czeka na te starty po pandemii. Widać że większość ludzi solidnie przepracowała okres LOCK DOWN-u w Polsce i cały świat triathlonowy poszedł mocno do przodu. Widać to u facetów, u mojego Rafała w kategorii, gdzie czasy i tempa niegdyś na podium open dzisiaj dają miejsce w pierwszej 10-tce w kategorii, widać to też u kobiet. No poza mną, nie za wiele pokazałam z mojego przepracowania. Niemniej jednak jesteśmy spragnieni startów. A co za tym idzie u mnie to stres. Od kąd stałam sie osobą obserwowaną ( nawet w tak małym stopniu w jakim ja jestem) to nakładam na siebie nie potrzebną presję. POnadto nałożyłam ją teraz na siebie podwójnie, chcąc dać z siebie serio wszystko. Bo przecież cyferki na treningach ruszyły, bieganie jest szybsze rower kreci w końcu większe WATT-y. A tu proszę przyszedł Pan stres i zjadł wszystko to co wypracowałam i dodał jeszcze niedosyt i trochę wściekłości na siebie. Poza tym, że były to pierwsze zawody po rocznej przerwie, to jeszcze były to zawody na których stawiałam się po raz pierwszy w nowych barwach od stóp do głów. Nowy trener, nowy rower, nowa pianka, nowe buty, nowe izotoniki i żele, nowe wszystko poza strojem który jeszcze NOWY do mnie nie dotarł. Myślę, że to dorzuciło mi potrójną presję i stres którego nie umiałam już ogarnąć.

Triathlon Sokoła – przed startem

Woda o dziwo!, jej się bałam najbardziej, bo skoro czułam stres to zazwyczaj pokutuje za niego w wodzie. Tym razem było inaczej. Może to też efekt PIANKI która po prostu jest tak boska i tak cudownie się w niej pływa i która podbudowała mnie mega setkami w tempie na 1:23, bez pływania mocno w basenie, że po prostu poleciałam na haju. Pływanie najszybsze w życiu. Popłynęłam 11 minut z małym hakiem, co jak na domierzoną trasę jest ekstra !

ROWER, ah ten rower. Z moim nowym LIV-kiem mamy trudną miłość, bo wymagam od niego bardzo dużo, zresztą tak jak od mojej nogi która nagle nie zmieniła swojej objętości mięśniowej ( o ile można tak coś nazwać :p) Rower pojechałam w 33 minuty, czyli średnia około 36 km/h, ale …. no co chciałam lepiej i tutaj zaczyna się praca z głową. Myślę, że tak szczerze pisząc stres i ogromne oczekiwania zburzyły mi cały FUN. Zamiast się cieszyc, że mam taką piekną maszynę i pedąłować ile sił to cały czas było, no kurna nie dajesz rady takich WATTów jechać? Ostatnio na trenigu kręciłaś większe… i tak przez 20 km. No dobra może przez 10, bo druga połowę trasy jechało mi się fajnie, tętno stresowe było zbite, oddech normalny i spokojny i pedałowałam w końcu tak jak chciałam. No ale szybko się skończyło. Wpadłam z gracja baletnicy do strefy szybciutko, ząłożyłam butki i wyleciałam na trasę biegową.

Trasa rowerowa szybka, ale wymagająca, cały czas góra dól. Kilka mocnych zakrętów. Nie łatwa, nie prosta, ale za to ciekawa. Nawrotka trudna technicznie, bo bardzo wąsko, zaraz po zjeździe, ale wystarczyło dobrze się zrzucić na biegach, wyhamować i mieć taki rower jak mój żeby poszło gładko. Na LIV-ie, pomimo mocniejszej pozycji dużo łatwiej mi robie nawrotki 180. Zaraz po nawrotce podjazd dość długi jak na taką szybką trasę, trzymał aż się sama zdziwiłam. Powrót dla mnie przyjemniejszy, szybszy, ale to bardzo subiektywna opinia. Trasa dobrze oznaczona.  

Tutaj największą zagwostką były buty, TRAILOWE, czy STARTOWE ? Skończyło się na startowych, bo trener tak doradził. Jak się okazało słusznie, gdyż większość trasy i tak było po utwardzonych leśnych ścieżkach i Vaporfly-ie leciały na nich bez problemu. Przynajmniej w tym tempie co biegłam, a nie było ono zawrotne. Tak na prawdę tylko jeden kilometr byl na prawdę trudny, góra dół, pełno piachu i wąska ścieżka, ale minął mi tak szybko, że nawet go nie pamiętam. Z biegiem niestety od samego prawie początku było nie tak jak powinno. Kolka odezwała się juz na pierwszej prostej, ale miałam nadzieję, że to tylko taki mały psikus który zaraz przejdzie. Niestety nie przechodził, a na 3 kilometrze brzuch zamienił się w taki kamień, że nie było jak biec i przeszłam na chwilę do marszu. Szybko jednak zawalczyłam z głową i wróciłam do truchtu. I tak od tego momentu z tętnem jak na wybieganiu, luźnym oddechem, luźnymi nogami i brzuchem jak kamień truchtałam sobie do mety. Z jednej strony wściekła z drugiej sama nie wiem co. Cieszyłam się jednak, że jestem chociaż pierwsza.

Pierwsze 2 km to utwardzona leśna ścieżka. Szeroka, szutr, trochę kamieni. Na samym początku bufet z wodą.  Na 3 kilometrze ostra nawijka i wbiegamy pod górkę w głęboki las wąska leśną ścieżką. Potem droga przez kilometr wiedzie góra dół, po piachu i wąskich singlach, aż na około 4 kilometrze wylatujemy znowu na dużą leśną utwardzoną drogę. Po której biegniemy z powrotem do zbiornika Turza, gdzie pływaliśmy i prosto na metę. Przed samym balonem mety, mamy na dobitkę trochę piachu, ale jeśli nie musicie się ścigać ze swoim rywalem to w ogóle nie przeszkadza. 

KOLKA to chyba najbardziej nie zbadane zagadnienie sportowe. Nie wiadomo tak na prawdę skąd się bierze i jaka jest jej przyczyna. Jest masa domniemań i pomysłów na jej pochodzenie. Ja stawiam na stres, który sprawił, że mój brzuch przepona i inne mięśnie nie były w takiej relaksacji w jakiej powinny od samego rana. Już na rozgrzewce czułam jak sztywnieje mi brzuch i zamiast gamoń rozgrzać się lepiej, to wolałam przestać.

Jak się czuję po Triathlonie Sokoła, moim pierwszym ściganiu po pandemii?

Mam ogromny niedosyt i takie poczucie, że przecież tak fajnie mi szło na treningach, tak fajnie przepracowałam ten ostatni czas, nigdy tak solidnie nie trenowałam i MASZ BABO PLACEK ! 🙂 Za bardzo się spięłam, za dużo od siebie wymagałam i za dużo oczekiwałam i zamiast polecieć na nieświadomce i w radości jak to zazwyczaj robię to leciałam jak przejechana przez walec :p Wisienką na trocie było, gdy wchodząc na podium dowiedziałam się, że jestem ….. DRUGA. A na wynikach jeszcze kilkanaście minut po przybiegnięciu drugiej dziewczyny na metę cały czas widniałam online jako pierwsza 🙁

Także podium dorzuciło trochę ognia do pieca i SPALIŁ SIĘ TEN PLACEK.

Teraz już z uśmiechem na twarzy to wszystko piszę, zresztą cały czas był uśmiech bo jak się nie uśmiechać jak dzieciaki stoją na mecie, cieszą się jak mama wchodzi na podium i jedzą ze mną arbuzy w strefie finiszera. Ale gdzieś tam głęboko w środku był wielki niedosyt i takie dziwne uczucie które długo nie chciało się ze mną rozstać.

Czas trochę przekierować głowę, nie nakładać na siebie presji na wynik, na cele, na podium. Czas czerpać radość, a jak wyniki przyjdą same to będzie ekstra.

Tylko ……. dlaczego mam się tyle męczyć na treningach żeby czerpać tylko radość ???????? 🙂

Do Sokołowa Małopolskiego na pewno wrócimy, bo impreza była mega fajnie zorganizowana, niedaleko domu, fajna trasa rowerowa i biegowa wbrew pozorom

Triathlon Sokoła od podszewki – ściganie po pandemii.

NA triathlon pojechalismy juz w Sobotę. Co prawda mamy tylko 200 km niecałe do Sokołowa, ale jadąc z dzieciakami i kiedy oboje startujemy łatwiej i lżej psychicznie jest kiedy pojedzie się na taką imprezę dzień wcześniej. Jedyna agroturystyka jaką znalazłam obok. Spaliśmy u „Wakacje u Babci Krysi” przemiła Pani, ciekawy design, jak to mój Rafał mówił wczesne roco-coco, ale mega szyściutko, pachnąco i miło. Ugotowaliśmy sobie sami jedzonko, bo restauracji jako tako nie wyszukałam żadnych ciekawych. Wypad jak zwykle udany. Nie wiele do zoabczenia w okolicahc, bo do samego Sokołowa w sumie nie wjeżdżaliśmy a dookoła tylko okoliczne wioski i domy przy dordze, ale nic nam nie brakowało. Dzieciaki miały huśtawkę, hamak i konia do dyspozycji. Wszędzie pachniało słomą i sianem, takie typowe wiejskie wakacje.

Jeśli ktoś lubi takie klimaty to polecamy. Jedyne co to łóżka były raczej na mniejsze osoby mój Rafał 191 cm wzrostu niestety się na swoim nie mieścił 🙂 Ale dużo śmiechu przez to było!

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca, było o wszystkim o czym chcieliście przeczytać. Na Triathlon Sokoła na pewno wrócimy za rok !

Do przeczytania !

Ola – Biegająca Bio Mama

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

PODCAST #2 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Ewelina Wołos, fizjoterapeutka, trenerka i triathlonistka.

PODCAST

PODCAST #2 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Ewelina Wołos, fizjoterapeutka, trenerka i triathlonistka.

W dzisiejszym odcinku moim gościem jest Ewelina Wołos – fizjoterapeutka, trenerka i aktywna triathlonistka.

Razem z Eweliną poruszymy podstawy dlaczego warto trenować? jak się za to zabrać i od czego zacząć aktywność fizyczną ? Co jest takiego fajnego w tym sporcie? Jakie super moce mają kobiety ? Jak łączyc trenowanie i prace jako fizjoterapeutka ? Poza tym Ewelina zabierze nas również na Hawaje na Mistrzostwa Świata w triathlonie na dystansie IRONMAN! 

Miłego słuchania !

Listen to „Kobieta w Sporcie – #LivCommitted” on Spreaker.
PODCAST Kobieta w Sporcie #LivCommitted – #1 Kim jestem? Co robię?

PODCAST

PODCAST Kobieta w Sporcie #LivCommitted – #1 Kim jestem? Co robię?

Cześć !

Stworzyłam dla Was podcast „Kobieta w Sporcie #LivCommitted”. Patronem mojego podcastu jest marka LIV, światowa marka produkująca rowery dedykowane tylko dla kobiet.

Jeżeli interesują Cię tematy związane z treningiem, dietetyką, fizjoterapią, psychologią sportu, wszelkie korzyści i ewentualne problemy z jakimi możemy borykać się, my kobiety podczas regularnej aktywności fizycznej, to ten podcast jest właśnie dla Ciebie! Poruszymy tu też tematy dotyczące doboru sprzętu dla kobiet i tego na co musimy zwrócić uwagę i z czym musimy się zmierzyć będąc sportowcami.

Listen to „Kobieta w Sporcie – #LivCommitted” on Spreaker.
Roślinne burgery z buraka – moje ulubione !

DIETA PRZEPISY

Roślinne burgery z buraka – moje ulubione !

Dzisiaj na kolację serwuję Wam burgery z buraka. Odkąd w Polsce narodziła się kuchnia slow i burgery nabrały zupełnie innego znaczenia niż za czasów mojego dzieciństwa, uwielbiam je. W bułce, bez bułki, w picie z sosem, solo, lub hummusem, z kaszą czy frytkami z batatów. Pod każdą postacią! Można je wziąć ze sobą na weekendowy wypad, idealnie pakują się do pudełka, na lunch do pracy, tak samo pyszne są na zimno i na ciepło.

Dzisiaj serwuje je Wam w wersji klasycznej, w postaci pysznego burgera w bułce, ale to właśnie ten buraczany kotlet jest kluczem do sukcesu!

Składniki na „roślinne kotlety-burgery” z buraka, moje ulubione:

Składniki (na około 15 kotletów) :

  • 500 g ugotowanych buraków, ja korzystam z tych z Farmy Świętokrzyskiej
  • 1 cebula duża
  • 60 g podprażonego na suchej patelni słonecznika
  • 3 ząbki czosnku
  • puszka fasoli czerwonej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki sosu sojowego ( sprawdzajcie skład tych produktów, lubią zadziwiać – bierzemy ten który ma wodę, sól i soję)
  • duża garść świeżej kolendry
  • 100 g płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 1 jajko ( można pominąć dla vegan)
  • sól i pieprz do smaku

Płatki owsiane mielimy na mąkę w blenderze. Przesypujemy do innej miski. Warto w przypadku burgerów roślinnych korzystać z thermomixa, blendera lub podobnego robota kuchennego, ponieważ ułatwi wam on pracę i burgery zrobicie w kilka chwil. Zatem buraczki kroimy na duże kawałki wrzucamy do kielicha, dodajemy fasolę, podprażony słonecznik, czosnek przeciśnięty przez praskę, cebulę pokrojoną na duże kawałki, poszatkowaną kolendrę sos sojowy, oliwę. Blendujemy wszystko, przez krótki czas, na niskich obrotach, tak aby wszystko się poszatkowało, ale nie zrobiła się z tego ciapa. Na koniec dodajemy jajko i zmielone płatki owsiane, można użyć mąki owsianej w zamian. Doprawiamy solą i pieprzem. I jeszcze raz blendujemy, mieszamy przez krótka chwilę.

Kotlety smażymy na patelni na maśle klarowany, oleju kokosowym, oliwie z oliwek. Ja prawie w ogóle nie używam tłuszczu do smażenia, ale jesli chcecie by były bardziej chrupiące, lub nasączone tłuszczykiem to niech Was poniesie fantazja. Smażymy kilka minut (2-3 min), na średnim ogniu. Możecie mieć wrażenie że burgery będą się rozpadać, ale gdy odparuje z nich woda podczas smażenia, będą zachowywać się zupełnie jak zwykłe kotlety. Przekładamy delikatnie na druga stronę i smażymy kolejną minutke na drugiej stronie.

Moje ulubione dodatki do roślinnych burgerów z buraka.

Dodatki:

  • Bułka wasza ulubiona i tutaj można fantazjować <3 (Rafał uwielbiam wiejskie pszenne, ja zazwyczaj jem owsiane)
  • rukola
  • ser kozi (dla vegan można pominąć)
  • ogórki kiszone
  • świeży pomidor
  • sos bazyliowy

Sos bazyliowy:

  • 1 łyżka domowego majonezu ( ja robie na oliwie, lub bio oleju rzepakowym w domu)
  • 1 łyżka jogurtu (grecki, sojowy, czy inny jaki używacie)
  • 1 duży ząbek czosnku wyciśniętego przez praskę.
  • łyżka suszonej bazylii

Wszystkie składniki mieszam razem w miseczce, tak żeby powstał sos.

Przygotowanie moich ulubionych burgerów z buraka.

Przekrojone na pół bułki podpiekam z serem w piekarniku. Na jedną połówkę kładę rukolę, sos bazyliowy, kotleta, świeżego pomidora. Na druga cześć z serem kładę łyżkę sosu bazyliowego i ogórki kiszone pokrojone w plasterki. Składam wszystko razem, wbijam na środek wykałaczkę tak aby się nie rozpadały i serwuję. Jeżeli chcecie zrobić sobie super ucztę to proponuję do tego frytki z batatów <3

SMACZNEGO!

Dajcie oczywiście znać czy Wam smakowało i pokażcie fotki swoich potraw!!

Bio Mama – Ola.

Owsiane tartaletki z czekoladowym kremem i owocami

DIETA PRZEPISY

Owsiane tartaletki z czekoladowym kremem i owocami

Tartaletki owsiane z owocami i kremem.

To nie jest jede z tych totalnie bezmlecznych veege przepisów, których u mnie macie pełno. Ale jest to przepis na bezglutenowe tartaletki, pełne odżywczych składników, które wykonacie w parę chwil. Są na prawdę proste, zawsze wychodzą, są smaczne a do tego wyglądają obłędnie więc możecie serwować je gościom <3

Składniki na owsiane tartaletki z kremem i owocami:

Składniki na około 10 sztuk ( możecie zrobić z resztki też ciasteczka owsiane):

  • szklanka płatków owsianych zwykłych
  • 1 jajko
  • 1 łyżka miodu, lub 2 łyżki ksylitolu
  • 3 łyżki oleju kokosowego
  • 1 łyżka tahini
  • 1 łyżka masła orzechowego
  • 1 dojrzały banan
  • szczypta soli
  • kilka kropel ekstraktu z wanilii

Rozgrzewamy piekarnik do temp 180 st C. Banana rozgniatamy widelcem. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera i na niskich obrotach wszystko mieszamy, aż całość połączy się dokładnie. Ciasto przekładamy łyżką do natłuszczonych foremek i dociskamy palcami. Ja używam foremek do muffinek, których po prostu nie wypełniam po brzegi. Casta na dnie ma być około 1 cm. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy 15 minut.

Krem do owsianych tartaletek z owocami:

Składniki:

  • 3 kostki gorzkiej czekolady (min.70%) – 30g
  • 3 kopiaste łyżki serka mascarpone
  • 3 łyżki wody
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego

Połamana czekoladę rozpuszczamy w rondelku z 3 łyżkami zimnej wody i olejem kokosowym. Do miseczki wkładamy 3 łyżki serka mascarpone wlewamy rozpuszczoną czekoladę i łączymy składniki. Jeśli czekolada była gorąca to warto ostawić krem na chociaż 15 minut do lodówki lub kilka minut do zamrażalnika, aby stężniał i się schłodził.

Schłodzone tartaletki, wypełniamy kremem i ozdabiamy świeżymi owocami, borówkami, malinami, lub truskawkami.

SERWUJEMY i jemy ze smakiem <3

Koniecznie dajcie znać jak Wam smakowały !

Bezglutenowe ciasto marchewkowe – najlepsze na świecie!

DIETA POLECANE PRZEPISY

Bezglutenowe ciasto marchewkowe – najlepsze na świecie!

Bezglutenowe marchewkowe z kremem <3

Nie wiem czy wy tez tak lubicie marchewkowe ciasto, ale ja je uwielbiam. Przepis który tu wrzucę będzie na bezglutenową wersję tego ciasta, ale spokojnie jeśli akurat nie macie takich mąk w domu każda mąka z glutenem tez będzie ok. Wybierzcie jednak może te pełnoziarniste, orkiszowe zamiast zwykłej jasnej białej mąki.

Ta wersja ciasta marchewkowego jest z kremem, ale to ciasto smakuje równie dobrze bez tego kremu i takie je właściwie zawsze jemy.

Ciasto marchewkowe zawiera dużo beta karotenu, który jest prowitamina witaminy A. Ciasto które zawiera warzywa jest mokre, zdrowsze, bo dzieki temu że zawiera warzywa nie trzeba dodawać tyle mąki i przede wszystkim marchewkowe kochają DZIECI !!!

Muszę Was jeszcze namawiać ??? 🙂

Żeby marchewkowe bezglutenowe było najlepsze na świecie !

Kluczowym składnikiem w tym cieście jest skórka z pomarańczy. Może nie ma jej tu zbyt wiele ale to ona właśnie daje ten niesamowity posmak. Oczywiście jeśli nie lubicie skórki z pomarańczy to zrozumiem i zróbcie je wtedy bez, ale mój Rafał nie jest fanem skórki z cytrusów. Jednak w tym marchewkowym w ogóle mu ona nie przeszkadza, ba nawet odważyłam by się napisac smakuje!

Ale do dzieła, co potrzeba na ciasto

Składniki na bezglutenowe marchewkowe – najlepsze na świecie!

Składniki:

  • 3 duże jajka
  • 3 duże marchewki
  • 80 g erytrytolu/ksylitolu/ lub cukru np kokosowego (ja osobiście nie lubię za posmak)
  • 80 ml oleju rzepakowego ( najlepiej EKO z pierwszego tłoczenia)
  • 150 g mąki owsianej bezglutenowej (możecie zmielić płatki na mąkę)
  • 50 g maki ryżowej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • garść orzechów ( jakie lubicie, ja daje włoskie lub nasiona słonecznika/pestki dynii)
  • garść suszonej żurawiny lub rodzynek
Zwróćcie uwagę, że żurawina często jest dosładzana i dodawany do niej jest olej. Dlatego warto szukać takiej która będzie zawierała jak najmniej cukru i oleju, lub w ogóle, bo takie też są ! 
bezglutenowe marchewkowe z kremem <3

Przygotowanie bezglutenowego marchewkowego, najlepszego na świecie oczywiście !

Jeśli używacie blendera to obraną ze skórki marchewkę wrzucamy do kielicha i mielimy na drobno. Dodajemy mąkę, olej, przyprawy, sodę i skórkę z pomarańczy – miksujemy. Osobno ubijamy jajka z erytrytolem, lub ksylitolem. Ubite jajka dodajemy do masy i miksujemy. Na koniec dodajemy garść żurawiny, lub rodzynek i posiekanych orzechów. Mieszamy najlepiej juz łyżką lub blenderem na niskich obrotach.

Jeżeli nie używacie blendera lub urządzenia typu thermomix, możecie marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach i dodać do miski zanim dodacie jajka. 

Blachę wykładamy papierem do pieczenia, ja używam okrągłej blachy. Pieczemy w temperaturze 180 st C, na thermoobiegu przez około 40 min. Gdy ciasto wystygnie możemy położyć na nie krem.

Krem do bezglutenowego marchewkowego.

Ponieważ w cieście są jajka, to nie jest to wegańska wersja stąd w składnikach kremu mascarpone. Jednak jesli chcecie wersję wegańską, zastąpcie mascarpone ubitą śmietanką kokosową (jak ją zrobić możecie zobaczyć w przepisie na ——> BANOFFEE )

Skladniki na krem:

  • 125 g, pół opakowania mascarpone
  • 3 kostki czekolady
  • łyżeczka oleju kokosowego
  • łyżka mleka ryżowego

Mleko, olej i czekoladę rozpuszczamy na bardzo małym ogniu w rondelku tak aby wszystkie składniki dokładnie się roztopiły i połączyły. Można użyć kapieli wodnej, jeśli boicie się że się przypali. Schładzamy, po czym dodajemy mascarpone. Całą masę warto schłodzić w lodówce zanim położycie ją na ciasto. Warto więc zrobić krem jak tylko wstawicie ciasto do piekarnika. Żeby krem się nie roztopił trzeba położyć je na już zimne ciasto. Dlatego jak tylko lekko ostygnie, warto je wyciągnąć z blachy i wstawić do lodówki na kilka chwil.

Obiecuję, że to bezglutenowe ciasto marchewkowe będzie waszym ulubionym! W końcu jest najlepsze na świecie <3

Bezglutenowe marchewkowe z kremem – najlepsze na świecie !

SMACZNEGO !

Ola – Bio Mama.