Kategoria: POLECANE

Castle Triathlon Malbork 2020 – zdobyłam zamek!

POLECANE SPORT TRIATHLON

Castle Triathlon Malbork 2020 – zdobyłam zamek!

Nie wiem czy uda mi się przelać te emocje na papier, ale postaram się.

Malbork, co prawda do samego końca nie wierzyłam, że się odbędzie. Przez te wszystkie restrykcje COVID-owe, myślałam że, za duża impreza, za dużo ludzi zapisanych. A tu LABOSPORT, Mistrzowie tegorocznego ogarniania zawodów z COVID-em na plecach, jak zwykle sobie poradzili.

Musze przyznać, że należą im się ogromne gratulację za organizację imprez w tak trudnym czasie. Nie tylko w ogóle to robili, ale też robili to z głową, zachowując, SERIO, wszystkie ważne obostrzenia, wychodząc na przeciw nowej rzeczywistości. ( no dobra dali tylko ciała z tym pływaniem bez pianek w zimnym Olsztynie 😉 hahah)

Malbork nie wiem czy miał być moim numer 1 startem. Nigdy nie patrze się ta na swoje starty według tej kategorii. Zawsze robie kalendarz gdzie startujemy i każdy jest dla mnie prawie równie ważny. Tym razem Malbork miał być miejscem, gdzie się odkuję po okropnym sezonie, który od początku szedł nie tak. Na pierwszych zawodach KOLKA i brak mocy na rowerze, drugie zawody to szlif i wypadek, 3-ie to ulatniające się powietrze ze mnie na każdym kroku. A przecież wiedziałam, że fizycznie jestem dobrze przygotowana, ba nawet lepiej niż kiedykolwiek w życiu, ale coś nie grało. Zawsze było coś nie tak. W głównej mierze razem z trenerem doszliśmy do wniosku, że to głowa płata mi figle.

Jest to pewnie temat na kolejny post ale tak na szybko analizując. Od zawsze byłam ambitna, czasami za bardzo może, ale też dokładnie wiem gdzie jest moje miejsce w szeregu i nie próbuje gór przenosić czy łamać czasów które nie są w zasięgu mojej ręki. Mam jednak taką przypadłość, że obciążam się, obarczam jakimś niewiadomo skąd ciężarem ( może z instagrama :p, pól żartem pól serio) że coś muszę. Że jeśli nie czas to miejsce muszę takie mieć, że nie może mi pójść źle, bo cóż ja Wam napiszę ?! I choć teraz pisząc to, wydaje mi się to głupie, błache i bezsensowne to jest coś, jakaś presja która nakładam na siebie przed każdymi zawodami.

Na szczęście wpadłam w dobre ręce trenerskie, które znają takie przypadki jak ja, które umieją poradzić sobie z takim przypadkiem jak ja i które wiedza co powiedzieć, jak i gdzie, żeby taki przypadek jak ja był opieprzony kiedy trzeba, a pogłaskany kiedy potrzebuje. Oprócz merytorycznego przygotowania, ma niesamowite podejście psychologiczne. Takim trenerem jest Marcin Fabiszewski – mój trener, założyciel klubu TRIWAWA.

Jeśli chcielibyście z nim podjąć współpracę to teraz jest dobry moment by się do niego odezwać. Możecie się powołać na mnie :) 
Marcina znajdziecie na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE.
Nagralismy też wspólnie podcast który możecie odsłuchać TUTAJ.
Marcin prowadzi tez grupowe zajęcia na basenie w Wilanowie w Warszawie ;) 

I to właśnie chyba jego esej-wiadomość w przed dzień startu rozluzowała to wszystko, co na mnie siedziało. Jego słowa pozwoliły cieszyć się tym startem. Pozwoliły wejść bez presji do wody, wyjść z niej z jeszcze większą radością i emanować nią na rowerze i biegu. Jeśli to czytasz – DZIĘKUJĘ !

Castle Triathlon Malbrork 2020 – start życia.

Skoro już wiecie co się ze mną działo przed to zaoszczędze Wam historii dotyczącej wprowadzania roweru do strefy zmian, szykowania się i innych tego typu historii które już pewnie nie raz słyszeliście, czy o nich u mnie czytaliście. Wszystko poszło płynnie bez większych problemów. Ponieważ byliśmy dosyć wcześnie przed startem, udało się też porządnie rozgrzać. Fajnie też, że Zosia pojechała z nami. Uwielbiam jak dzieciaki są na naszych startach. Zawsze robi mi się tak cieplutko i przyjemnie w serduchu.

STRATUJEMY – Castle triathlon Malbork 2020 <3

Ustawiamy się na starcie. Na szczęście Rafał zdobył mi butelkę zimnej wody żeby przelać sobie buzie, bo byłabym lekko zdziwiona wpadając do tej lodowatej wody w Nogacie. Startuję z Moniką Chodyną i Karolną Jahnz, obydwie dziewczyny dobrze znam wiem na jakim są poziomie i szczerze mówiąc raczej czuję się wolniejsza od nich więc grzecznie staję chwilkę za nimi na pływaniu. Z Karoliną pływamy podobnie, Monika odstaje w wodzie. Jednak nie po to tu przyjechałam, cały czas magluje wiadomość od trenera z dnia przed, w mojej głowie. WDZIĘCZNOŚĆ, RADOŚĆ. I z takim nastawieniem wpadam do wody chwilkę za najlepszymi.

Płynie mi się super. Przełomowy trening odbyłam dwa dni przed startem. Nie ukrywam, że pływanie w piance miałam mocno spaczone moją wcześniejszą pianką. Długo nie mogłam się przestawić, że w piance mogę mieć nieograniczone ruchy, że pianka może być miękka i przyjemna.

OBECNIE PŁYWAM W PIANCE TYR POLSKA - HURRICANE C5. Po za tym dla wszystkich którzy mnie obserwują, słuchają czy czytają mam też kod rabatowy na wszystko w TYRze ----> KOD: BIOMAMA15 do zrealizowania na www.tyrpolska.pl

Dwa dni przed zawodami w jeziorze z Rafałem coś kliknęło. Zamiast się męczyć jak zwykle, pomyślałam sobie: „HEJ pomyśl ze jesteś w basenie i płyń dokładnie tak jak to robisz tam”. I nagle kliknęło, zaczęłam odpływać od Rafał, tak nagle, bez wkładania jakiejkolwiek większej siły. To samo mówiłam do siebie w wodzie, płynąc w Malborku. Poszło. Płynęło mi się jak w basenie, wygodnie, swobodnie, szybko i z uśmiechem na buzi. Cieszyłam się promieniami słońca, które odbijały się na wodzie, cieszyłam się widokiem zamku Krzyżackiego i tak bujając w obłokach przepływam obok ostatniej bojki i widzę już wyjście z wody !

Co ? Z taką swobodą? EKSTRA LECIMY DALEJ Z TYM MALBORKIEM!

Wychodząc z wody zobaczyłam Karolinę chwileczkę przede mną biegnącą do strefy. Strefy mam szybkie to się nie zmienia. Łapie kask, rower (tego cudownego LIV-a z którym jeszcze nie udało mi się zrobić tego o czym marzyłam, czyli rozwalić system) biegnę do belki…. jak fajnie jest być na zawodach na których wiesz gdzie co jest. Gdzie jest belka, jak mniej więcej biegnie trasa rowerowa itp. Wsiadam na LIV-ka i jazda.

No może nie tak od początku jazda, bo mam nowe buty rowerowe w których nigdy nie startowałam, wiec motam się żeby je założyć. Kibicki obok puszczają żarciki do mnie (na prawdę mnie rozbawiły dziewczyny) i „w końcu się udaje” 😉 Nogi w butach, można jechać. O dziwo, dzięki temu że tak motałam się z butami tętno jest już normalne, co prawda nie mam HR-u, ale czuję jak nie jest przyspieszone, więc zaczynam rozpędzać maszynę.

Tego dnia mocno wiało, nie liczyłam więc na jakieś kosmiczne cyferki na rowerze, marzyło mi się jechać na luźnej nodze, poczuć siłę i moc i wtedy nie ważna jest cała reszta. Jestem w ścisłej czołówce, 2 dziewczyny przede mną czekam na tych facetów za mną, aż zaczną wyprzedzać.

ALE…… ALE ……

Pędzę ! Jakie ja mam silne nogi ! Same jadą, są luźne i jest po prostu bosko ! Patrzę na Garmina, no SERIO pędzę, cały czas licznik pokazuje ponad 42 km/h. Myślę „ok jest z wiatrem”, czyli tak jak rok temu z powrotem będę zdychać. Ale nogi jadą, zasuwają nie bolą, nie ciągną, są takie o jakich marzyłam cały sezon. No to nie oszczędzam się tylko pędzę ile wlezie, żeby na powrocie móc w razie co trochę odpuścić. Jade ciesząc się jak dziecko, emocje wybuchają co chwilę we mnie i aż mini łezki chcą lecieć. TO SIĘ NIE DZIEJE!!!! TYLE CZASU CZEKAŁAM NA TO UCZUCIE ! TYLE TRENINGÓW WYPRACOWANYCH TYLE GODZIN NA ROWERZE I W KOŃCU TO SIE DZIEJE !!!!

Powiem Wam, że gdyby nie żele, ( na zawodach zabrakło mi żeli UNIT-a, które jako jedyne bardzo szybko potrafię zjeść i są na prawdę ekstra. mam natomiast Agisko, które okej dają kopa ale zaklejają okropnie) to myślę, że jeszcze dużo równiej i szybciej bym pojechała. No ale co tu mówić, na drodze powrotnej faktycznie zaczyna mocno wiać, ale skupiam się na pozycji na aerodynamice i LECĘ DALEJ !!!! Karolina jest w zasięgu wzroku i wcale się nie oddala na co liczyłam, tylko przybliża! Żaden facet mnie jeszcze nie wyprzedził! O CO CHODZI ??!!?? Monia też na nawrotce nie jest kosmicznie daleko ode mnie. ALE CZAD! znowu wybuch emocji, radość i uśmiech. Z powrotem lecimy pod mocny wiatr, miota mną pomiędzy drzewami na lewo głównie, bo wiatr mamy w twarz i z boku. Ja na wysokim stożku z przodu, czyli mocno reaguje na wiatr, jest ciężko ale nie jest źle. Patrzę na prędkość, ale ta nie spada ani razu poniżej 32 km/h, a głównie utrzymuję się w okolicach 35 km/h. CO ??? POD WIATR ?

W tym roku rower ma 2 kółka, zamiast jednego więc lecimy 2 razy tą samą pętlę. W sumie dobrze bo fajnie wszystkich widać i widać odległości między nami. W końcu też wiadomo że każdy dystans nawraca w tym samym miejscu !

Jedziemy drugie kółko, a ja praktycznie jestem już na Karoliny plecach. Nie wierzę, nie wiem co się stało. Zastanawiam się czy wyprzedzać, bo przecież jest mocniejsza ode mnie, ale ewidentnie musze się hamować za nią, więc odpalam rakietę i lecę dalej. W zasięgu wzroku pokazuje się juz Monika. Przecież Monia ma mega mocny rower, nie chce mi się wierzyć ale nogi same jadą SERIO !!!

Gdy tylko zaczęły mi wchodzić do głowy pomysły że może coś muszę, to wróciłam głową do wiadomości trenera. RADOCHA! WDZIĘCZNOŚĆ!

I TAK NA TOTALNEJ EUFORII, RADOŚCI i Z MEGA MOCNĄ NOGą PRZELECIAŁAM CAŁY ROWER. Zeszłam dosłownie chwilkę za Monią, wyprzedziłam Karolinę na tyle mocno że nie widziałam jej już w strefie zmian. Ponadto na całej trasie wyprzedziło mnie na rowerze TYLKO 2 FACETÓW, a przecież była ich tam cała masa !!!! NIE WIEM DO DZIŚ CO TAM SIĘ WYDARZYŁO NA TYM ROWERZE. Pojechałam go ze średnią ponad 37 km/h !!!!! poprawiłam życiówkę z roweru o ponad 3 minuty !!!! Wpadłam do strefy zmian i …..

CIEKAWOSTKA: Po zawodach, bo na nich nie spojrzałam się ani razu na WATT-y na zegarku, jak wracaliśmy do domu czyli jakieś 12 h po starcie, weszłam z ciekawości na Garmina żeby zobaczyć jakie WATTY pojechałam na rowerze. Szczerze miałam nadzieję, że fajne bo w sumie tam mocno dobrze jechało mi się rower. Szczerze ? spadłam z krzesła prawie !!! Pojechałam całość na średnich wattach 204, co jest ponad 10 więcej watt niż moje NIBY FTP !!!!! Takie czegoś nigdy nie odwaliłam !

TEN BIEG>>>>>>> co to będzie ??

Mówiłam Wam że mam szybkie strefy ? No mam, bo dzięki strefie zmian na wybiegu byłam już tylko 50 metrów za Moniką Chodyną. Łzy chciały mi same lecieć, czułam się dobrze, nie zajechana po takim cudownym rowerze.

W między czasie, Rafik z moim trenerem stali gdzieś na biegu dyskutując. Mój biedny mąż denerwował się że po takim rowerze już nic nie nabiegam, ale Fabisz powiedział "Spokojnie, pobiegnie" i tak właśnie się stało.

Monika biega podobnie jak ja. I przepraszam jeśli to czytasz Monia, ale miałam nikczemny plan na Ciebie. Monikę poznałam, tzn zobaczyłam ją po raz pierwszy, 2 lata temu w Bełchatowie na zawodach Triathlon Energy. Wydała mi się taka PRO, tak daleko miałam do niej. Pamietam jak jechała na dysku, na mega pieknym rowerze czasowym, z PRO kaskiem, wyglądając jak mega PROS-ka! Zrobiła wtedy czas ode mnie o 10 minut lepszy i była, przytoczę tu angielskie stwierdzenie, taka „out of my league” 🙂 Więc biec za Monią, kilkadziesiąt metrów było mega napędzające. Monia biega podobnie ja ja. Mamy ta samo przypadłość bycia nie-biegaczkami, względem pływania. Zaplanowałam sobie, że jeśli zabraknie mi sił na biegu to obiecałam sobie że umrę jej na plecach, ale dolecę na jej plecach do mety. A że wystartowałam chwilę za nią w starcie falowym to na mecie, może się okazać że jednak będę przed nią. MONIA SORRY, ale to wiesz jak dobiec, czy wygrać z taką idolka z młodzieńczych lat 🙂 ha ha ha

Biegnę więc za Monia, biegniemy dobrze koło 4:30, ale boje się że za szybko więc nie przyspieszam. Wpadamy do parku i tak sobie wspólnie lecimy, ale mój dystans do niej cały czas się zbliża. Trochę nie chcę wyprzedzać bo jak spuchnę to bez sensu wyprzedzać, ale biegnie mi się dobrze wiec nie ma co się oszczędzać to tylko 10 km !!! Za nawrotką w parku, na podbiegu, wyprzedzam Monikę. Próbuję spojrzeć gdzie jest Karolina, ale jej nie widać. Karolina bardzo mocno biega, wiem że mnie dojdzie, to tylko kwestia czasu. Biegniemy pierwszą piątkę mocnym tempem całość koło 4:35 wyszła. Fajnie że jest taka rywalizacja między nami. Czuję Monie na plecach i to że musze lecieć przynajmniej tak mocno żeby utrzymać pozycję. Za punktem odżywczym słyszę TRIWAWĘ wiem, że tam na mnie czekają. Zbiegamy do fosy, Karoliny nadal nie widzę, więc wiem że jestem pierwsza i wiem że BĘDĄ SZALEĆ JAK TO ZOBACZĄ, bo do tamtąd utrzymam ta pozycję.

Ale fajnie było zbiegać z powrotem do parku przy swoich kibicach drących się JAK DZIKCY, cudownie było zobaczyć Zośkę, krzyczącą mama, Rafała który serio był zajarany moja dyspozycją, Fabisza dumnego że tak lecę, Ewel która klepała po tyłeczku i emanowała radością! Oczywiście (sorry za słowo) miałam się KURWA cieszyć tym startem to się tak cieszyłam że kolejne łzy poleciały mi i EMOCJE WYSTRZELIŁY ! 🙂 Nie wiem ile razy na trasie wybuchłam płaczem ze szczęścia! Nie liczyłam, ale było to cudowne!

I tak takim mocny tempem doleciałam praktycznie do końca. Trochę odpuściłam na 6 kilometrze, kiedy zobaczyłam, że nie mam nikogo na plecach, że Monia się oddala zamiast przybliżać. Jednak ni stąd ni z owąd, zaatakowała mnie Karolina. Jej tempo nie pozwoliło, żebym chciała się z nią ścigać, wiedziałam że nie dam po prostu rady, ale cieszyłam się jak głupia, że wyprzedza mnie dopiero tak późno, w połowie drugiego kółka, co znaczy, że serio daje CZADU DZISIAJ !!!

Karolina zmotywowała mnie by znowu troszkę jednak przyspieszyć. Pomyślałam sobie, że muszę lecieć tyle ile sił w nogach, bo przecież jest jeszcze druga fala, gdzie nie wiadomo ile lasek startuje i jak mocne są i czy nie złoją mi tyłka! W fosie znowu ryczałam, ale to już prze-milknę, bo przecież moi kibice tak świrowali, że nie wiedziałam jak opanować radość.

I jest BRAMA do ZAMKU!!! WPADAM PRZEZ NIĄ, umieram na szybko na ostatnim zakręcie, bo myślałam że meta jest tuż za bramą, a tu psikus niestety nie 🙂 Jeszcze mała nawrotka i dopiero ……

META!

ZDOBYWAM ZAMEK W TAKIEJ EUFORII I RADOŚCI, TAK ZAJARNA, ŻE NIE UMIE WAM TEGO OPISAĆ!

ODWRACAM SIĘ NA ZEGAR A TAM DO TEGO jeszcze jakiś kosmiczny czas, którego w ogóle nie byłam świadoma!! 2:20 !!!!!!

To był start życia, serio. Zwieńczenie każdej minuty spędzonej na treningu. Start w gazie, takim o którym marzyłam od marca. Start w takiej radości i euforii której nigdy nie przeżyłam. I nawet pisząc to wszystko teraz, radość przepływa przeze mnie takimi mocnymi uderzeniami, że znowu oczy robią się szklane.

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM KTÓRZY MNIE WPSIARAJĄ, którzy do mnie tamtego dnia krzyknęli dawaj ! którzy pomyśleli sobie o mnie w domu, w pracy, na spacerze z dziećmi, którzy szczerze mi życzą sukcesów!

Tych najważniejszych nie muszę tu wymieniać, bo oni sami wiedzą jak ważni są i powiedziałam im to osobiście !

Dziękuję niezmiennie markom które za mną stoją i pozwalają cieszyć się tym sportem:

ZDOBYŁAM ZAMEK, tak jak zawsze marzyłam!

Mam nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu udzieliły się Wam te emocje!

Ola Korulczyk – Biegajaca Bio Mama

Wegańskie lody truskawkowe – tylko 3 składniki

DIETA POLECANE PRZEPISY

Wegańskie lody truskawkowe – tylko 3 składniki

Wiem, że już wieczór i tego przepisu od razu nie skosztujecie, ale wierząc na moje słowo i moich łakomczuchów są PYCHA !

Jestem lodożercą i choć pewnie wielu z Was nie uwierzy, to tak, uwielbiam zajadać się lodami. Jest to jedna z niewielu słodyczy które kupuje na mieście, jednak rzadko kiedy sięgam po lody z zamrażalki w sklepach spożywczych (aczkolwiek policzyłabym na placach jednej reki ile razy w te wakacje mi się to zdażyło). Jednak nie ma to jak lody w wafelku, najlepiej rzemieślnicze nakładane łopatką a nie łyżką do lodów, zrobione tylko z naturalnych składników.

Skoro cała moja rodzina wie, że uwielbiam lody i sama bardzo często robie je w domu. Zazwyczaj idę na łatwiznę i robie lody na bazie mrożonych bananów, ale te „śmietanowe” zawsze wygrają. Odkąd dostaliśmy od moich rodziców, na jakąś świąteczno-urodzinową okazję, maszynę do lodów, to zaczęła się produkcja też i takich. A ponieważ ograniczamy nabiał, krowi przede wszystkim, w naszej diecie to szukałam nie raz nie dwa razy alternatywy na tą zwykła słodką śmietankę.

I chyba w końcu znalazłam <3

Chcecie przepis ? 🙂

LODY WEGAŃSKIE TRUSKAWKOWE – 3 proste składniki.

Składniki:

  • świeże truskawki (to zależy od Was jak bardzo truskawkowe chcecie lody, my daliśmy 2 garście)
  • erytrol 3-4 łyżki ( jak posmakujecie na surowo powinno być fajnie słodkie, kiedy lody się zamrożą to będą mniej słodkie)
  • mleczko kokosowe pełnotłuste z puszki – 1 szt
  • kilka kropel ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)

Erytrol, można zamienić na ksylitol ( będzie bardziej kaloryczne ale równie zdrowe) miksujemy z truskawkami w blenderze przez niecałą minutę tak aby wszystko dobrze się zmiksowało. Dodajemy mleczko kokosowe i wanilię (opcjonalnie). Wszystko wlewamy do maszyny do lodów. My używamy ZULE, ale nie wiem czy ją polecam szczerze mówiąc. Najwięszkym plusem jest jej kolor -> JEST RÓŻOWA <3

Największym jej minusem jest wielkość. Lody robią się około 2-3h ale starcza ich na po 1 gałce na 4 domowników. Więc jeśli jest Was więcej to szukajcie czegoś większego.

Jak serwujemy takie wegańskie lody truskawkowe, z 3 prostych składników ?

Ja uwielbiam WAFLE do lodów, ale te rzadko kiedy można znaleźć z dobrym składem. Dlatego taka wersja rzadko u nas ma miejsce. Zazwyczaj serwujemy je w miseczkach posypane np wiórkami kokosowymi. Ja uwielbiam. Ale nie ma co ukrywać lody najlepiej smakują w wafelku kiedy rozpuszczone spływają po ręce, kiedy brudzimy nos, przekręcając głowę, by oblizać roztopione boki, kiedy wafelek zaczyna się rozmiękczać pod wpływem delikatnie roztopionych lodów.

CZY NIE MAM RACJI ?

Poza tym nie radość dzieciaków na widok LODA w WAFELKU jest znacznie większa, niż na widok miseczki więc raz na jakiś czas polecam takie właśnie lody. Z niezdrowym waflem z LIDL-a <3

Koniecznie dajcie znać jak smakuje Was wegańska wersja lodów truskawkowych. I czy te 3 składniki są wystarczające ? Przyjmę też polecone firmy z waflami z dobrym składem.

Tymczasem polecam Wam tą poezję smaków pod postacią zimnej lekko tłustej słodkiej truskawki.

SMACZNEGO !

Ola – Bio Mama

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

Bezglutenowe ciasto marchewkowe – najlepsze na świecie!

DIETA POLECANE PRZEPISY

Bezglutenowe ciasto marchewkowe – najlepsze na świecie!

Bezglutenowe marchewkowe z kremem <3

Nie wiem czy wy tez tak lubicie marchewkowe ciasto, ale ja je uwielbiam. Przepis który tu wrzucę będzie na bezglutenową wersję tego ciasta, ale spokojnie jeśli akurat nie macie takich mąk w domu każda mąka z glutenem tez będzie ok. Wybierzcie jednak może te pełnoziarniste, orkiszowe zamiast zwykłej jasnej białej mąki.

Ta wersja ciasta marchewkowego jest z kremem, ale to ciasto smakuje równie dobrze bez tego kremu i takie je właściwie zawsze jemy.

Ciasto marchewkowe zawiera dużo beta karotenu, który jest prowitamina witaminy A. Ciasto które zawiera warzywa jest mokre, zdrowsze, bo dzieki temu że zawiera warzywa nie trzeba dodawać tyle mąki i przede wszystkim marchewkowe kochają DZIECI !!!

Muszę Was jeszcze namawiać ??? 🙂

Żeby marchewkowe bezglutenowe było najlepsze na świecie !

Kluczowym składnikiem w tym cieście jest skórka z pomarańczy. Może nie ma jej tu zbyt wiele ale to ona właśnie daje ten niesamowity posmak. Oczywiście jeśli nie lubicie skórki z pomarańczy to zrozumiem i zróbcie je wtedy bez, ale mój Rafał nie jest fanem skórki z cytrusów. Jednak w tym marchewkowym w ogóle mu ona nie przeszkadza, ba nawet odważyłam by się napisac smakuje!

Ale do dzieła, co potrzeba na ciasto

Składniki na bezglutenowe marchewkowe – najlepsze na świecie!

Składniki:

  • 3 duże jajka
  • 3 duże marchewki
  • 80 g erytrytolu/ksylitolu/ lub cukru np kokosowego (ja osobiście nie lubię za posmak)
  • 80 ml oleju rzepakowego ( najlepiej EKO z pierwszego tłoczenia)
  • 150 g mąki owsianej bezglutenowej (możecie zmielić płatki na mąkę)
  • 50 g maki ryżowej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • łyżeczka cynamonu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • garść orzechów ( jakie lubicie, ja daje włoskie lub nasiona słonecznika/pestki dynii)
  • garść suszonej żurawiny lub rodzynek
Zwróćcie uwagę, że żurawina często jest dosładzana i dodawany do niej jest olej. Dlatego warto szukać takiej która będzie zawierała jak najmniej cukru i oleju, lub w ogóle, bo takie też są ! 
bezglutenowe marchewkowe z kremem <3

Przygotowanie bezglutenowego marchewkowego, najlepszego na świecie oczywiście !

Jeśli używacie blendera to obraną ze skórki marchewkę wrzucamy do kielicha i mielimy na drobno. Dodajemy mąkę, olej, przyprawy, sodę i skórkę z pomarańczy – miksujemy. Osobno ubijamy jajka z erytrytolem, lub ksylitolem. Ubite jajka dodajemy do masy i miksujemy. Na koniec dodajemy garść żurawiny, lub rodzynek i posiekanych orzechów. Mieszamy najlepiej juz łyżką lub blenderem na niskich obrotach.

Jeżeli nie używacie blendera lub urządzenia typu thermomix, możecie marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach i dodać do miski zanim dodacie jajka. 

Blachę wykładamy papierem do pieczenia, ja używam okrągłej blachy. Pieczemy w temperaturze 180 st C, na thermoobiegu przez około 40 min. Gdy ciasto wystygnie możemy położyć na nie krem.

Krem do bezglutenowego marchewkowego.

Ponieważ w cieście są jajka, to nie jest to wegańska wersja stąd w składnikach kremu mascarpone. Jednak jesli chcecie wersję wegańską, zastąpcie mascarpone ubitą śmietanką kokosową (jak ją zrobić możecie zobaczyć w przepisie na ——> BANOFFEE )

Skladniki na krem:

  • 125 g, pół opakowania mascarpone
  • 3 kostki czekolady
  • łyżeczka oleju kokosowego
  • łyżka mleka ryżowego

Mleko, olej i czekoladę rozpuszczamy na bardzo małym ogniu w rondelku tak aby wszystkie składniki dokładnie się roztopiły i połączyły. Można użyć kapieli wodnej, jeśli boicie się że się przypali. Schładzamy, po czym dodajemy mascarpone. Całą masę warto schłodzić w lodówce zanim położycie ją na ciasto. Warto więc zrobić krem jak tylko wstawicie ciasto do piekarnika. Żeby krem się nie roztopił trzeba położyć je na już zimne ciasto. Dlatego jak tylko lekko ostygnie, warto je wyciągnąć z blachy i wstawić do lodówki na kilka chwil.

Obiecuję, że to bezglutenowe ciasto marchewkowe będzie waszym ulubionym! W końcu jest najlepsze na świecie <3

Bezglutenowe marchewkowe z kremem – najlepsze na świecie !

SMACZNEGO !

Ola – Bio Mama.

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

BIEGANIE POLECANE TESTY TRIATHLON

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

Tym razem to Rafał testował buty. Od zawsze chciałam żeby od czasu do czasu pojawiały się tu też tematy męskie, lub bardziej uniwersalne i tym razem się udało.

Na tapetę wjechały biegowe buty marki Brooks, model Launch 7. Model który szczyci się tym, że jest lekki i dynamiczny, a przy tym posiada dobrą amortyzację. Co w przypadku faceta o wzroście 191 cm i wadze 80 kilo, do długich treningów jest niezbędne.

Brooks Launch 7 treningówka czy startówka?

Przygotowując się w tym sezonie do długiego dystansu w triathlonie poszukiwałem butów które będą umożliwiały mi zrealizowanie długich wybiegań z mocniejszymi akcentami. Przede wszystkim w komforcie dla moich stóp. Marka Brooks poleciła mi właśnie ten model do tego typu treningów.  Z opisów i recenzji w internecie można przeczytać, że to but dynamiczny, lekki a więc szybki, ale z dobrą amortyzacją potrzebną na długich wybieganiach. I wszystko okazało się prawdą…ale

nie od pierwszego biegania.

OPIS BUTA:
Cholewka Brooks Launch 7 w porównaniu do poprzednich modeli wykonana jest z jednowarstwowej siateczki, która daje doskonałą cyrkulację powietrza.

Poza tym model ten posiada stabilny zapiętek wewnętrzny wykończony miękkim kołnierzem z pianki, który ma za zadanie podnieść komfort noszenia. 

Powierzchnia Brooks Launch 7 składa się z najlżejszych materiałów. 
Podeszwa środkowa wykonana z BioMoGo DNA, daje sprężystą długotrwałą amortyzację, zwiększona w śródstopiu została zaprojektowana tak, aby zapewnić techniczne wsparcie, bez obciążania wagi buta. 

Podeszwa zewnętrzna posiada specjalne strefy zgięcia, umożliwiające płynne przetaczanie, stworzona na twarde nawierzchnie. 

Brooks Launch 7 jest lekki, waży tylko 255 gram. 

Przeznaczony jest dla osób ze stopą neutralną. Posiada 10 mm drop.

Marka Brooks udostępniłam mi ten model w czasie kwarantanny, dlatego nie mogłem przetestować go od razu na dworze. Pierwsze bieganie w Launch-ach zrobiłem, właśnie ze względu na kwarantannę, na bieżni mechanicznej w domu. Matka natura obdarzyła mnie dużą stopą, nie zawsze zatem udaje mi się dobrać buty bez mierzenia, pomimo że zawsze kupuje je z wkładką o tej samej długości. Z tym modelem było podobnie, po założeniu pierwsze moje odczucie to „Przydałby się większy rozmiar.” Po przeanalizowaniu jednak długości wkładki do stopy i miejscu jakie wbrew pozorom miałem na przedzie buta, zdecydowałem się zatrzymać ten model. Jak się okazało był to dobry wybór.

miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, a stopa po prostu potrzebowała czasu na ułożenie się w bucie. Po pierwszym treningu [prawie 20 kilometrów z zadaniami] odczuwałem lekkie odparzenia na stopach [używałem tych samych co zawsze, sprawdzonych skarpet], jednak przy kolejnych treningach już tego nie było. Tak jakby but, a z nim materiał i wkładka się ułożyły i dyskomfort znikł. Myślę, że pierwsze odczucia mogły być związane z tym, że but był nowy lub kwestia tego że wykonałem w nich pierwszy mocny treningu i w dodatku na bieżni mechanicznej.

BIEGANIE NA DWORZE W MODELU BRooks Launch 7.

Co innego wydarzyło się kiedy po raz pierwszy wyszedłem na dwór. Pierwsze treningi na zewnątrz utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będą super buty do dłuższych wybiegań. Dzięki bezszwowej konstrukcji nie doświadczyłem żadnego dyskomfortu, oprócz wspomnianego pierwszego treningu, żadnego otarcia, szczególnie w przedniej części buta.  Jest to ważne, ponieważ sporo treningów wykonuję w pofałdowanym terenie, a w czasie zbiegów w innych butach, odczuwałem dyskomfort stopy po dłuższych jednostkach.

Zapiętek jest wysoki i dość sztywny, na pierwszy rzut oka wydaje się nawet za sztywny, z dużą ilością gąbki. Na początku, zanim but się nie ułożył, wydawało mi się, że może przez niego zrobić się jakieś otarcie, ale po dłuższym użytkowaniu stwierdzam, ze to duży plus. Dobrze trzyma stopę, nawet w trudnym, nierównym terenie w którym często biegam.

Czy BROOKS LAUNCH 7 to STARTÓWKA CZY TRENINGÓWKA ?

Jestem przyzwyczajony do biegania na zawodach w twardych sztywnych modelach. Biegam ze śródstopia zatem amortyzacja podczas zawodów nie jest najważniejszym aspektem, w porównaniu do dynamiki. Brooks Launch 7 to idealny model na długie treningi z zadaniami. Jest lekki, ma dobrą amortyzację i jest dynamiczny. Nie jest to natomiast model który pasował by mi na starty. Zdecydowanie super się biega w nim treningowo. Zreszta jest to nowy model moich starych treningowych butów. Zatem do Brooks-ów jako marki nie od teraz jestem przekonany. Brooks Launch 7 to but z przyzwoitą amortyzacją, nie jest jednak ciężkim, topornym butem z wysoką amortyzacją, który sprawdzi się tylko i wyłącznie na długich luźnych wybieganiach.  Można by powiedzieć, że to taki but dla biegaczy którzy lubią czuć dynamikę, ale w tyle głowy chcieliby też zadbać o trochę większy komfort stóp podczas długich treningów. Ponieważ moje obecne treningi, są dosyć duże objętościowo ten model bardzo dobrze się sprawdza do tego typu treningów. Biegam również w terenie zalesionym, czy po szutrze i wbrew pozorom kiedy jest sucho buty całkiem dobrze radzą sobie nawet i tam. W szczególności przypasował mi sztywny zapiętek, który dobrze trzyma stopę podczas zbiegów.

WIZUALNIE.

Ja co prawda nie kupuję butów, tym bardziej biegowych oczami. Raczej jestem pragmatyczny i szukam takich modeli, które spełniają moje oczekiwania w kwestiach technicznych, a ich wizualny aspekt nie jest dla mnie kluczowy. Brooks jako marka ceni sobie prostotę i taki właśnie jest ten model – bardzo uniwersalny. Mój model to model grafitowy/czarny, czyli można by powiedzieć taki klasyk. Klasyk ten jednak jest przełamany fajnym jaskrawym logiem, dzięki czemu buty są też lepiej widoczne. Ciemne modele zdecydowanie przemawiają do mnie, kiedy chodzi o bieganie w terenie. Poza tym Brooks nie jest marką, która posiada w swojej ofercie wymyślone kosmiczne modele. Raczej jest to marka gdzie króluje prostota i klasyka i taki właśnie jest ten model. Dla tych co preferują kolorowe buty Model Launch 7 jest dostępny także w kolorze czerwonym z niebieskim logiem.

Podsumowując…

Plusy:

  • Bezszwowa konstrukcja sprawia, że jest na prawdę wygodny
  • Nieprzesadzona amortyzacja
  • Fajna dynamika
  • Poprawnie radzi sobie w terenie

MINUSY:

  • Nieagresywny bieżnik sprawia, że słabo sobie radzi w terenie gdy jest mokro

Czy polecam ? 

Jeśli ktoś tak jak ja potrzebuje buta, który jest takim idealnym kompromisem pomiędzy amortyzacją, a dynamiką, to to jest właśnie ten model. Zdecydowanie zakwalifikowałbym go do butów treningowych, wiem jednak że sporo jest biegaczy którzy potrzebują większego komfortu nawet na zawodach i używaliby go również tam. Jest to też przede wszystkim model w przystępnej cenie, jak na swoje technologiczne zaawansowanie. Klasyczny,  Jest to uniwersalny model, który poniekąd dostosuje się do Waszych potrzeb i umiejętności.

Rafał i Ola.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach i postaramy się na nie odpowiedzieć jak najszybciej.

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

BIEGANIE POLECANE SPORT TESTY TRIATHLON

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

Nie raz pewnie widzieliście stoisko na ulicznych biegach gdzie biegacze siedzieli na wygodnych fotelach z nogami wsadzonymi w kosmicznie wielkie czarne skarpety. Część z Was zastanawiała się pewnie co to jest, część spróbowała, a część obeszła to dużym łukiem, wnioskując pod nosem że pewnie to kolejny wymysł producentów na sportowe gadżety.

Kiedy marka NORMATEC odezwała się do mnie czy nie chciałabym tego przetestować, byłam zarazem zaskoczona i podekscytowana, bo w sumie nigdy nie miałam tego na nogach.

Chcę aby ten artykuł był dla Was wartościowy, nie tylko pod kątem jak z tego korzystać, ale też do czego to w ogóle służy i w jaki sposób merytorycznie pisząc może to nas wspomóc. Nie bez przyczyny korzystają z tego typu urządzeń ekipy kolarskie na tourach. No ale moja wiedza w tym temacie była jednak znikoma, ograniczała się tylko do tego że wiedziałam, że takie coś istnieje. Dlatego poprosiłam o pomoc specjalistkę Ewelinę Wołos, przede wszystkim fizjoterapeutkę, ale też trenerkę specjalizującą się w treningu motorycznym i aktywną wybitna polską triathlonistkę, aby wsparła mnie swoją wiedzą odnośnie kosmicznych skarpet.

NORMATEC, bo dane nam było testować produkty tej marki, to nic innego jak mechaniczny drenaż limfatyczny, który wykonywany jest za pomocą aparatu do kompresji pneumatycznej. Inaczej mówiąc jest to urządzenie które zawiera specjalne mankiety podzielone na komory, w których umieszcza się kończyny. Urządzenie, wtłaczając powietrze w kolejne sektory, wytwarza podciśnienie stymulujące układ limfatyczny do pracy. Ponadto NORMATEC jest urządzeniem akumulatorowym i przenośnym, naładowany możecie stosować wszędzie. Jest też specjalna aplikacja do niego dzięki której możecie sterować urządzeniem, ustalając czas i intensywność pracy. Zadaniem takiego aparatu jest regeneracja układu limfatycznego, usuwanie zbędnych metabolitów i pomoc w usuwaniu ewentualnych obrzęków (jeżeli ktoś ma do tego na przykład predyspozycje). I to właśnie o jego zastosowaniu, celach i ewentualnych problemach będę z Eweliną rozmawiać.

Wrzucam Wam naszą rozmowę w postaci wywiadu, bo taki też wywiad przeprowadziłam. <3

1. JA: Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co to jest ten układ limfatyczny? Jak działa?

Odp Eweliny: Układ limfatyczny to sieć naczyń chłonnych, które z tkanek śródmiąższowych zbierają białka i płyn tkankowy, następnie za pomocą limfy dalej transportują go do węzłów chłonnych (np. w pachwinie), produkowane tam limfocyty oczyszczają go z substancji toksycznych. Dalej transport limfy biegnie naczyniami limfatycznymi (pniami) w kierunku przewodu piersiowego, gdzie łącząc się z układem krążenia następuje wymiana substancji odżywczych i zbędnych produktów metabolizmu z żył.

 

2. JA: Jak wiadomo maszyna nigdy nie zastąpi człowieka, ale może są jakieś specyficzne elementy które odróżniają mechaniczny drenaż od dotyku człowieka?

Odp Eweliny: Przede wszystkim warto podkreślić, że manualny drenaż limfatyczny musi być wykonywany przez wyspecjalizowanych terapeutów bądź masażystów. 

Celem drenażu jest przyspieszenie przepuszczalności większej ilości zgromadzonego płynu. Stymulacja pulsacji ścian naczyń limfatycznych przyspiesza drenaż do dobrze funkcjonujących naczyń limfatycznych. Masaż uaktywnia proliferację limfatyczną tkanek, czyli reakcję immunologiczną.

Musimy zauważyć, że obrzęk zbierający się np. na kostce, nie będzie leczony masażem tylko i wyłącznie na regionie kostki. A terapeuci wręcz przeciwnie zaczną terapie odlegle, udrażniając np. naczynia limfatyczne w obrębie pachwiny. To tak jak z korkiem z powodu wypadku, aby się samochody ruszyły, nie działamy od tyłu napierając na korek a usuwamy zalegające auto ☺ 

Terapia przez człowieka będzie nakierowana na problem, terapeuta za pomocą dotyku i czucia jest w stanie ocenić stan tkanki, jej sztywność, napięcie, temperaturę. Jakość, wielkość węzłów chłonnych, ich przesuwalność itd.

Musimy pamiętać, że naczynia limfatyczne leżą w tkance powierzchownej. W powięzi, która organizuje nam strukturę tkanki podskórnej.  Membrana, którą ma każdy człowiek jest włóknisto-elastyczną siatką jest zbudowana z ok. 2/3 wody, a w niej zawieszone są właśnie naczynia limfatyczne czy nerwy. 

Zaburzenia w obrębie powięzi tj. zaburzenia nawodnienia, urazy, stres, nadmierny wysiłek przewlekłe zmęczenie będzie wpływało na funkcjonowanie naczyń limfatycznych.  Mechaniczny nacisk na powieź działa na zasadzie docisku cieczy, dociera do obciążonych obszarów i wyciąga z nich wodę, dla wyobrażenia sobie pomyślmy o ściskanej gąbce.

Kompresoterapia, a więc masaż w kosmicznych skarpetach- pomaga na zasadzie ucisku wywieranego na tkanki aby utrzymać w nich właściwe ciśnienie śródtkankowe. 

Przepływ płynów będzie tutaj działał na zasadzie gradientu ciśnienia, od wysokiego do niskiego. Aby przeciwdziałać nagromadzeniu płynów w tkance, stymulujemy ją poprzez ucisk, aby powrót płynu z zawartymi substancjami do naczyń krwionośnych i żył był szybszy. 

Jako ciekawostka. Według marki NORMATEC, urządzenie mechaniczne ma przewagę nad drenażem manualnym wykonywanym przez wyspecjalizowanego terapeutę, przede wszystkim przez możliwość osiągnięcia wyższego ciśnienia.

3. JA: Jak może nas wspomóc taka forma regeneracji ?

Odp Eweliny: Zarówno specjalistyczna terapia jak i podejrzewam terapia mechaniczna ma na celu zwiększenie przepływu limfy, normalizację ilości tlenu w tkankach i zmniejszenie reakcji prozapalnych w skórze limfatycznej. 

Zatem => Szybsze usuwanie zalegającego płynu i szybsze pozbywanie się zbędnych produktów metabolicznych, które odpowiadają za tworzenie stanu zapalnego.

Czyli nasz organizm dzięki drenażowi limfatycznemu jest w stanie usuwać dużo szybciej wszelkie zbędne produkty metaboliczne które powstały podczas intensywnego treningu, zatem wspomaga nasza regenerację po wysiłkową.

 

4. JA: Rozmawiałyśmy o cisnieniu jakie może wytwarzać takie urządzenie. Nasz model ma zakres 30-110 mmHg i 10 leveli. Możemy sobie więc mniej więcej obliczyć jakie ciśnienie jest przy każdym z leveli. Wiem, że nie każdy level będzie na nas działał tak samo. Czy jest jakaś magiczna granica, od której takie urządzenie faktycznie działa, a które przed tą granicą jest np formą placebo ?

Odp Eweliny: Stopień ucisku będzie zależny od obrzęku, u pacjentów chorych z dużym obrzękiem, stosujemy większe ciśnienie. Zatem jeśli ktoś jest zdrowy lekkie ciśnienie będzie stymulowało szybszy przepływ. 

Jako ciekawstka w wersji podstawowej NORMATEC-a jaką ja miałam, ucisk jest na poziomie do 110 mmHg i jest stały w każdej komorze. Natomiast marka NORMATEC posiada również sterownik Pro, który ma możliwość indywidualnego ustalenia poziomu ucisku w każdej komorze. Co za tym idzie urządzenie PRO może być stosowane do medycznych zastosowań przez fizjoterapeutów, na przykład przy urazach takich jak zmiażdżenie ręki po wypadku.

5. Przejdę teraz trochę do konkretów, które pewnie będą interesowały przeciętnego „Kowalskiego”, czyli takie know/how użytkowania. 

JA: Kiedy stosować, przed czy po treningu ? 

Odp Eweliny: Zdecydowanie po treningu.

JA:Jeśli po to czy trzeba odczekać jakiś czas, czy można bezpośrednio po.?

Odp Eweliny: Myśle żę po treningu będzie to najwłaściwsze, to tak jak z oknem na jedzenie i kąpiel bezpośrednio po treningu (do godziny).

JA: Jak długo trzeba taki masaż wykonywać, żeby były efekty?

Odp Eweliny: Tutaj nie mam zdania ile najmniej,  ale sesja od 20 min do 1h wydawałaby mi się właściwa, patrząc na jakim obszarze pracujemy.

Według marki NORMATEC sesje powinny być dostosowane do poziomu zmęczenie mięśni. Zatem jeśli jesteście po bardzo mocnej jednostce treningowej to warto korzystać z urządzenia dłużej. Jeśli ma to być delikatna forma regeneracji wystarczy 20 min.
JA: Ile razy w tygodniu powinno się stosować ? jakie jest optimum ? 

Odp Eweliny: Stosowanie po intensywnym wysiłku będzie najlepsze, po jednostkach kiedy czujemy ze nasze nogi są na prawdę zmęczone. Jeśli zmęczenie jest ciągłe to nie zaszkodzi przez kilka dni włożyć nogi w gacie kosmiczne nawet i 2x dziennie.

Jeśli ktoś ma tendencje do obrzęków to będzie to pewnie super sposób do profilaktyki następstw jakie niesie za sobą obrzęk pierwotny. 

JA: Czy możemy zrobić sobie krzywdę używając tego za często ? Ile to jest za często ? 

Odp Eweliny: Jeśli jesteśmy zdrowi dajmy szanse żeby nasz organizm radził sobie sam z trudnościami, przecież jest bardzo mądry i stosujmy te magiczne pomoce po intensywnych sesjach.

Według marki NORMATEC, długotrwałe i kilkugodzinne stosowanie dziennie na maksymalnym ucisku może przynieść ujemne korzyści dla zdrowia. Dlatego tak jak ze wszystkim, tak samo z magicznymi kosmicznymi skarpetami trzeba podejść do tego z głową.

Dziękuję serdecznie Ewelinie, za poświęcony czas i rozwianie chyba podstawowych pytań jakie każdy może mieć widząc to urządzenie po raz pierwszy.

———————————————————————————————————

Ewelinę możecie znaleźć na jej profilu na facebooku —-> EWELSPORT 
Ponadto w czasach pandemii Ewelina prowadzi treningi online we wtorki i piątki o godzinie 20, trening funkcjonalny pod kątem triathlonu. Jeśli chcecei dołaczyć wystarczy odezwać się do niej na facebooku lub napisać maila na: ewelsport@wp.pl .
Ewelinę na codzień możecie też znaleźć w gabinecie w Warszawie. Kontaktujcie się równeiż mailowo by umówić się na wizytę.

———————————————————————————————————

W mojej subiektywnej opinii, ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Są według mnie dwie główne zalety tego urządzenia:

  • REGENERACJA

    –  przez okres ponad 2 tygodni w jakim mieliśmy to urządzenie w domu, tylko przez dwa dni nie korzystałam z niego, żeby sprawdzić czy jest jakakolwiek różnica podczas korzystania i nie korzystania. Muszę przyznać z pełną szczerością, że treningi wykonywane po zastosowaniu NORMATECA mogłam od samego początku wykonywać na pełnych obrotach. Nogi zawsze były świeże i lekkie, a trening od pierwszych minut „wchodził”. W przypadku kilku dni w których nie wsadziłam nóg w kosmiczne skarpety, potrzebowałam conajmniej kilkunastu minut aby moje nogi się rozkręciły na obroty które wymagał trening. W szczególności mogłam to odczuć na rowerze, kiedy lekki nogi kręciły same, lub kiedy nogi były ciężki i bardzo długo zajmowało mi rozkręcenie ich żeby zaczęły jechać na pożądanych wattach.

  • RELAKS

    – kiedy siadasz a kawą podpięta do urządzenia, nagle świat się zatrzymuje. I choć dzieci biegają obok, a ty pijesz kawę, to nie możesz wstać do nich więc SERIO odpoczywasz przez cały ten czas stosowania urządzenia. Myślę, że to fajny taki przymusowy lock-down w skarpetach z którego nikt Cię nie jest w stanie wyciągnąć, przez czas twojej „regeneracji”. Mi to się bardzo przydało, przede wszystkim otworzyłam oczy co to znaczy na prawdę odpoczywać po treningu. Nawet dzieci są jakieś bardziej wyrozumiałe, widząc Cię zapakowaną w ten strój. To był dla mnie fenomen że przez 2 tygodnie codziennie mogłam sobie poszperać na telefonie w internetach, poczytać ksiązkę, wypić kawę w spokoju lub obejrzeć z mężem DOM Z PAPIERU na Netlfixie 🙂

Ja jestem na TAK, a Rafał ?

On odczuł też dużą pomoc w regeneracji. Mówił, że nie tylko czuł, że ma lekkie nogi ale czuł też fizycznie jak szybciej mu się regenerują i jest w stanie wykonywać jednostki na większej intensywności w krótszych odstępach czasu. Ponadto regenerację nóg można było też odczuć podczas normalnego funkcjonowania w domu, czyli wchodzenia po schodach po mocnych treningach i prace w ogrodzie, gdzie nogi były w takim stanie jakby tej ciężkiej jednostki nie było.

PODSUMOWUJEMY CZY NORMATEC działa? 

Według nas TAK. Używanie go na codzień przez dwa tygodnie, dało nam odczuć jak szybko nogi potrafią się zregenerować. Myślę, że każdy kto będzie miał do czynienia z tym sprzętem będzie czuł dużą poprawę w regeneracji po treningu. Pytanie tylko czy nie rozleniwimy naszego organizmu przez zbyt częste użytkowanie? Niestety na ten temat nie ma żadnych badań, ale zastosowałabym się do rady Eweliny, aby tego typu sprzętu używać przy dużej intensywności treningów, np na obozach sportowych, lub po intensywnych jednostkach treningowych i zawodach.

A Wy macie swoje zdanie na temat drenażu limfatycznego ?
Stosowaliście?
Podzielcie się w komentarzach Waszą opinią, JESTEM ciekawa waszego doświadczenia.
ola.

 

 

PIZZA TIME – czyli dobra domowa pizza

DIETA POLECANE PRZEPISY

PIZZA TIME – czyli dobra domowa pizza

Chyba nie ma osoby na świecie która by pizzy nie lubiła.

Co prawda długo uczyliśmy nasze dzieci, żeby pizze jadły (tak na odwrót niż inni ) i choć do dziś nie wejdzie im żadna na grubym cieście z keczupem. To tą pizzę uwielbiają, a w szczególności ją robić.

Dobra pizza, to taka która nie będzie ociekać tłuszczem z sera, będzie pełna świeżych warzyw, na chrupiącym delikatnym cieście  i polana oczywiście OLIWĄ z OLIWEK. 

Ta pizza to nie grzech. SERIO. Można jej zjeść TONY ( tonach może być już znacznie kaloryczna) i nie przesadzam, bo jest lekka i większość tłuszczu jaki zawiera to oliwa z oliwek którą ją polejemy.

Mój sposób na małą ilość tłuszczu na pizzy to delikatnie posypana szarpaną mozarellą, taka białą, nie serem mozzarella startym na tarce. Na każdy placek daję około 4-5 plastrów mozzarelli białej i to na prawdę wystarcza! Nie trzeba pizzy przykrywać nieskończoną ilością sera. Ta jest bardziej włoska, delikatna i dla każdego!

Ciasta na pizze robiłam przeróżne, nawet ryżowe i gryczane, jednak białe pszenne jest tym które jest najsmaczniejsze. Tak twierdzi mój mąż, który najchętniej jadł by wszystko z podwójną porcją glutenu 🙂 Niemniej jednak musze się z tym zgodzić, za białym ciastem przepadam też i ja, ponadto jest ono najlżejsze, więc może coś w tym jest ??

Pizze teraz robimy różne, czasami na białej pszennej mące BIO, lub na orkiszowych białych lub pełnoziarnistych. Ta ostatnia jest najmniej uwielbiana, chyba tylko z założenia, ale równie przepyszna. Szczerze mówiąc, ostatnio zrobiłam na białej mące ale towarzystwo nie uwierzyło, wiec może wcale nie czuć tego tak bardzo :p

Wybór należy do Was, co lubicie lub preferujecie, ja polecam zawsze, ale to zawsze używać mąki ekologicznej. Zboża są najbardziej pryskanymi roślinami przez naszych rolników. Dlatego warto wybierać mniejsze zło.

 

Jak piec pizzę ?

 

Pieczenie – my pieczemy pizze w piekarniku lub na grillu gazowym w lato, bo tam możemy utrzymać też bardzo wysoką temperaturę. Nasz piekarnik na termoobiegu rozgrzewa się do 300 °C. W tej temperaturze zawsze robimy pizze. Ma byc on krótko ale w bardzo wysokiej temperaturze pieczona, wtedy jest najsmaczniejsza. My używamy tez kamienia do pizzy, jest on robiony z kamienia szamotowego i utrzymuje dużą temperaturę. My mamy z LIDL-a za 35 zł 🙂 Podobno wkrótce ma być dostępny więc polecam sobie kupić. Testowaliśmy inne ale nam popękały, ten trzyma się 2 lata. Jest lekki i wytrzymały.

Kamień niestety ciężko się myję więc trzeba uważać żeby za dużo nie spływało na niego z rantów pizzy ( np ser czy inne składniki które na kamieniu się przypalają)

Do kamienia zawsze dostajecie taką deseczkę na której będziecie robić pizzę, a potem z której bardzo łatwo tą pizzę zsunąć na kamień. Warunek mąka pod spodem tak aby się nie przyklejało ciasto do deski. Dokładnie tak jak robią to w restauracjach !

DOBRA DO RZECZY !

Przepis na ciasto (na około 4 małe pizze – 25 cm średnica): 

  • 2 szklanki mąki ( białej, pełnoziarnistej, pszennej lub orkiszowej)
  • 1 szklanka ciepłej wody
  • około 1 cm3 świeżych drożdży. Nie wiem jak Wam to najlepiej opisać, czyli dosłownie tyle co końcówka waszego dużego palca u rąk. Czyli taka malutka kostka 1 cm x 1 cm x1 cm 🙂 Jeśli używacie suszone to ok. 1/3 paczki.
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
To są proporcje, które możecie powielać jeśli spodziewacie się gości. my takie 4 małe pizze jemy sami. 3 ja z Rafałem i 1 dzieci. (wydało się, ja oczywiście tylko 2 kawałki :p )

Ja swoje ciasto zagniatam w thermomix-ie, na opcji interwał przez około 6 minut. Ci co robią to ręcznie, powinni poświecić chwilkę żeby ciasto zagnieść. Zagniatamy ręcznie przez dobre kilka minut, tak żeby składniki wszystkie się idealnie połączyły. Ciasto odstawiamy pod ściereczką na jakieś 30 minut i przygotowujemy farsz.

SOS POMIDOROWY:

  • puszka pomidorów pokrojonych lub całych
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki suszonego oregano, można też dodać garść świeżej bazylii
  • super się sprawdza kawałek parmezanu. (Taka kostka ok 2 cm x 1 cm x 1 cm)

Wszystkie składniki wrzucam razem do blendera, miksuje na gładką masę.

Pizza to takie danie które możecie skomponować według swojego ulubionego zestawu. Polecam na prawdę kombinować, dla mnie pizza bez rukoli nie istnieje, więc to jest najważniejszy składnik. Zamiast rukoli, może być roszponka czy szpinak. Wszystko co zielone smakuje tak samo cudownie.

TRICKI TRICZKI FARSZ, ciasto i pieczenie:

  • pieczarki czy boczniaki, czy inne grzyby najlepiej troszkę podsmażyć na patelni. Ja daje minimalną ilość tłuszczu czyli około 1/2 łyżeczki. Chodzi o to aby woda z nich wyparowała zanim wylądują na cieście. Gdy położycie surowe grzyby na ciasto, ciasto będzie się gotować zamiast piec.
  • wszystkie warzywa kroimy bardzo cienko, podobna zasada jak wcześniej chodzi o to aby puszczały jak najmniej wody. Pomidory i cukinię kroję na milimetrowe plastry.
  • nie nakładam kilograma farszu na ciasto. Znowu pizza zamiast chrupiąca będzie miękka i bardziej ugotowana niż upieczona. Każdy składnika nakładam na jeden placek tak aby było w odstępach od siebie o kilka centymetrów. Czyli na jeden placek nakładam na przykład 4-5 plastrów pomidora, 6-7 plastrów cukinii, kilka takich garstek pieczarek czy boczniaków.
  • ciasto rozwałkowuję na bardzo cieniutki okrągły placek. Około milimetra grubości i około 25 cm średnicy

 

MOJE DWIE ULUBIONE WERSJE na farsz:

  1. Pierwsza to taki klasyk. Czyli na ciasto ląduje najpierw sos pomidorowy, na 1 placek około 2-3 łyżek sosu. Potem wrzucam bardzo cieniutko skrojone pomidory, około 4-5 plastrów, pieczarki/boczniaki kilka takich garstek, na to idzie cukinia 6-7 plasterków, potem kładę kilka porwanych plastrów mozzarelli. (na 4 pizze używamy około 2 mozzarelli z czego połowę wszyscy podjadają pewnie po drodze ) Kładę ja w takich odstępach, że kiedy się roztopi w piekarniku to przykryje mniej więcej całą pizzę. Jeśli lubiecie, mój Rafał uwielbia to dorzucam szynkę parmeńską surową ( nie gotowaną), czyli prosciutto crudo ! Wkładam do nagrzanego! piekarnika na kamień. Piekę około 5-7 minut. Wyjmuję ciasto na okrągła deskę, daję kilka „pacek” serka do smarowania koziego lub (mascarpone) kroje i posypuję rukolą. Na koniec skrapiam sosem Crema de Balsamico <3 Podaję z oliwą z oliwek. Każdy sobie skrapia na talerzu oliwę wedle uznania.
  2. Druga wersja, to nowość która ostatnio robiliśmy. Czyli pizza z boczniakami i zielonym pesto. Na rozwałkowane ciasto, nakładam sos ( 2-3 łyżki), potem pomidory, większą ilość boczniaków, opcjonalnie cukinię, mozarellę (ok 5 plastrów), na górę daję w 5 miejscach  kilka niepełnych łyżeczek pesto. Wstawiam do piekarnika. Wyciągam po 5-7 minutach. Kroję nożem do pizzy i posypuję szpinakiem.

SKŁADNIKI NA FARSZ POWYŻEJ:

  • mozzarella 2 sztuki
  • pomidory duże 2 sztuki
  • cukinia średniej wielkości 1 szt
  • około 150 g pieczarek, lub boczniaków (polecam te drugie)
  • rukola szpinak do posypania
  • oliwa z oliwek
  • ser kozi do smarowania kilka łyżeczek ( może być tez jakikolwiek inny ser kozi, jeśli jakiś śmierdziuch to połóżcie go na pizzę przed pieczeniem)
  • pesto zielone kilka łyżeczek
  • crema di balsamico do skropienia
  • szynka parmeńska surowa/ prosciutto crudo (OPCJONALNIE)

Obydwie wersją są PYCHA.

Wybierzcie, którą chcecie spróbować, lub wymyślcie swoją własną i podzielcie się w komentarzu!

Smacznego !!!

 

Ola

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

BIEGANIE POLECANE TESTY

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

Sport w czasach PANDEMII, chyba raczej tak powinnam zatytuować ten wpis. Wiem, że ostatnio bieżnia mechaniczna to temat tabu u sportowców amatorów i pro, chociaż Ci drudzy w większości od dawna są już jej posiadaczami.

Skoro obostrzenia brzmią coraz bardziej niejasno i coraz bardziej restrykcyjnie. Nie wiemy czy biegać, czy nie. Czy wychylać nosa, dokąd najdalej możemy i na ile faktycznie jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia ( mówię tu o możliwości zarażenia się wirusem podczas treningu ). Są Ci którzy mimo wszystko będą tupać nogą i próbować do końca postawić na swoje. Są tez tacy którzy akceptują sytuację i szukają z niej jakiegoś wyjścia i Ci piszą do mnie w wiadomościach pytania o bieżnię.

Bieżnia u nas była na tapecie od 2 lat. Głównie chcieliśmy ją zakupić, bo w zimę bardzo cieżko u nas z treningami biegowymi, taką mamy sezonową prace i zima to szczyt naszego sezonu. Możemy biegać albo o świcie albo bardzo późno wieczorem, co w moim przypadku jest niemożliwe bo nie biegam nocą po lasach 🙁 Jednak zawsze podchodziliśmy troszkę sceptycznie do treningów na niej, no i jak u wszystkich zawsze były „lepsze” wydatki. Kiedy zamknęli granice, a my wracaliśmy do kraju ostatnim rejsowym samolotem, prawie uciekając z Cypru zanim PANDEMIA zacznie się na dobre. Wiedzieliśmy, że będziemy na obowiązkowej 14 dniowej kwarantannie. Wracając po ponad 2 tygodniach mocnych treningów na Cyprze na obozach, głównie rowerowych, było nam bardzo szkoda formy i pracy, żeby zaprzestać bieganiu zupełnie na 2 tygodnie. Zaczęły się rozmowy o bieżni, takie na poważnie.

NO I STAŁO SIĘ… Przylecieliśmy w weekend a w środę bieżnia była już u nas w domu. Niemniej jednak zanim trafiła do nas, mój Rafał przeczytał chyba wszystkie dostępne artykuły dotyczące jej wyboru, rozmawiał z każdym kto jest w posiadaniu bieżni i to jemu możecie podziękować za powstanie tego tekstu. Ja tylko korzystam on ma wiedzę i chce się z Wami nią podzielić.

Szczególne podziękowania tu dla dwójki krasnoludków, którzy tą bieżnię przywieźli nam pod drzwi prosto z Warszawy wiedząc, że nawet nie napiją się z nami kawy i nie wejdą na minutkę do środka. Jak się okazuje bieżnie chociażby te z decathlonu, są dostarczane przez kuriera, ale niestety kurierzy tych produktów nie dostarczają do drzwi tylko trzeba odbierać je z magazynów ( są za ciężkie). Trzeba więc po nie podjechać autem nie do sklepu, ale do magazynu regionalnego dla kurierów, pomimo, że na stronie napisane jest dostawa kurierem.
Naszych dwóch krasnalów odebrało dla nas tą bieżnię i przywiozło do domu. 
Tacy prawdziwi pomocnicy ludzi w potrzebie, trenujący oczywiście i czujący klimat <3
DZIĘKUJEMY ! ! !

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGE PRZY WYBOŻE BIEŻNI: 

  • Przede wszystkim na dużą moc silnika. Zakładam, że większa ilość osób które to czytają to aktywni biegacze lub triathloniści, zatem nie jesteście osobami które uprawiają jogging, a chcecie bieżnie wykorzystać do wykonywania wszystkich jednostek treningowych. My mamy  moc 2 KM, która jest wystarczająca dla większości amatorów, szybko zmienia tempo i nachylenie.
  • Prędkość powyżej 20 km/h. Jeżeli chcecie robić treningi interwałowe i móc robić na nich przebieżki to większość z Was pewnie osiąga taką prędkość podczas interwałów. Ważne jest żeby bieżnia miała prędkość troszkę większą niż wasze planowane tempo interwałów. Żeby nie zajechać bieżni, nie powinniśmy biegać z maksymalna prędkością długich odcinków, musi być spory zapas.
  • Duży pas po którym biegamy.  Tak na prawdę im dłuższy pas, tym bardziej komfortowo się biega. Przy moim wzroście, lub kobiecych gabarytach może to nie być aż tak istotne, ale przy wzroście mojego Rafała 192 cm, już tak. Na mniejszym pasie, możecie mieć wrażenie, że zaraz Wam się pas skończy i spadniecie, przez co będziecie czuli dyskomfort przy bieganiu. Nasz pas jest długości 150 cm i ma szerokość 51 cm, jest to raczej jeden z większych pasów dostępnych na rynku, równocześnie daje duży komfortowy biegu. Nawet mój Rafał z noga o długości ponad metra biega w komforcie.
  • Czy bieżnia ma ograniczenia godzinowe jeśli chodzi o jej pracę. Niektóre bieżnie na prywatne potrzeby mają napisane w opisie że nie powinny być używane więcej niż np 8h/tygodniowo. Warto na to zwrócić uwagę gdyż przy ewentualnych defektach, lub chęci skorzystania z gwarancji, możecie jej nie mieć po prostu uznanej, lub bieżnia szybko się zużyje.

NASZA BIEŻNIA:

Nasza bieżnia to bieżnia z DECATHLONU, marki DOMYOS INTENSE RUN  —-> PODRZUCAM WAM LINKA DO NIEJ JEŚLI CHCECIE ZOBACZYĆ WSZYSTKIE JEJ SPECYFIKACJE.

 

Poniżej jednak skrócę jej zalety i wymienię ewentualne wady: 

DOMYOS INTENSE RUN ZALETY:

  • Gwarancja i bezsporne korzystanie z tej gwarancji
  • Bieżnia jest składana więc po każdy treningu można ją złożyć i zajmuje połowę miejsca.
  • Duży PAS biegowy, dobry silnik i duża prędkość do 22 km/h (tempo 3.00 min/km to 20 km/h) Przyjmuje się, że biegiem ciągłym można biec około 2 km/h mniej niż prędkość maksymalna. Zatem nasza bieżnia posłuży każdemu kto chce biegać nawet biegiem ciągłym na 3:00 min/km .
  • Łatwy w obsłudze panel, duże widoczne cyfry i wszystko to co powinno być na widoku: czas, dystans, prędkość, spalone kcal.
  • Bieżnia jest na stronie Decathlonu z kategoryzowana jako do intensywnego użytkowania.
  • Można ją dosyć łatwo przesuwać dzięki rolkom zamontowanym na dole.
  • Posiada pasek piersiowy do HR.
  • Decathlon mówi że bieżnia jest cicha. My niestety nie mamy porównania do innych bieżni. Mieszkamy w domu i na dole bieżni w ogóle nie słychać. Ale to są bardzo subiektywne opinie.
  • Wentylator całkiem fajnie działający, ma 3 stopniową regulację i na najmocniejszej na prawdę fajnie działa, chłodzi. Powietrze jest zimne, ale wieję troszkę na klatkę i gardło i czasami robi się nawet za zimno.
  • Wbudowane głośniki które dedykowanym kablem możecie podłączyć do telefonu lub tabletu. Macie też dedykowany stojak na tablet telefon na pulpice co jest fajnym gadżetem.
  • Dwa miejsca na bidon i ewentualne żele i inne przybory.
  • Komunikację BLUETOOTH, ale tylko do dedykowanej aplikacji DOMYOS. Jeśli jednak ściągniecie sobie ta aplikację to możecie kontrolować prędkość i nachylenie przez nią. Ponadto jest dużo fajnych programów treningowych dla początkujących.
  • Bezprzewodowy PILOT na bluetootha, który pozwala regulować prędkość (co 1 km/h) i nachylenie ( co 1%) ułatwiając szybką zmianę prędkości i nachylenia podczas interwałówbez dotykania wyświetlacza. WIELKI PLUS I POMOCNIK.
  • Szybka zmiana tempa, bez problemu można wykonać np 15-20 sekundowe przyspieszenia, ze zmianą prędkości o nawet 10 km/h .
  • Jest stabilna, ale jest też dość lekką bieżnią. W porównaniu do komercyjnych bieżni w klubach, jest mniej stabilna, ale tamte ważą ponad 200 kilo i bardzo ciężko jest je złożyć samemu w domu. Przy wysokich prędkościach, wadze i gabarytach Rafała bieżnia troszkę się rusza. Przy moich gabarytach i prędkościach z jakich ja korzystam bieżnia wydaje się bardzo stabilna.

WADY:

  • Nie stwierdzono 🙂 Pewnie jesteśmy tak szczęśliwi że możemy robić treningi biegowe będąc zamknięci w domu, więc wady wyjdą dopiero po zakończonej pandemii.

 

Ok no dobra, skoro temat jest mocno na topie to może napiszemy też jakie są w ogóle plusy biegania na bieżni mechanicznej. Bo skoro nie możemy teraz biegać na dworze to trzeba znaleźć plusy biegania w środku.

 

Zalety biegania na bieżni mechanicznej :

  • Bieganie w każdą pogodę! Nie ma wymówek „wieczorem, psy, gwałciciele, dzikie zwierzęta ” jak to mój Rafał napisał, czy inne dziwadła.
  • Dokładna kontrola tempa oraz kadencji (bieżnie pokazują km/h i musimy się nauczyć przeliczać jakim tempem biegamy. Zwift (darmowy dla biegaczy) pokazuje tempo, prędkość w km/h, tętno, dystans, kadencję, więc można biegać ze zwiftem włączony na tablecie lub komputerze obok, tak aby monitorować chociażby tempo biegu.
  • Łatwiej wykonać zakładki-szybciej przechodzimy z roweru na bieg. Możemy łatwo wykonywać treningi zakładkowe łączone: rower-bieg-rower lub bieg-rower itd
  • Nauka jedzenia i picia w czasie treningu (łatwiej jest pić i jeść w czasie treningów na bieżni, przyzwyczajać układ trawienia na długie dystanse (Rafał nie byłem przyzwyczajony do picia i jedzenia w czasie treningów biegowych, zresztą ja też, i teraz wykorzystujemy bieżnię do tego i czuje ze z treningu na trening lepiej mi się biega z pełnym żołądkiem)

MINUSY:

  • Ja nie mam czujnika biegania na buta i niestety zegarek bardzo przekłamuje mi dane tempa biegu. Mam jednak tabelkę z przeliczeniem prędkości na tempo i wszystkie treningi rozpisuję sobie w zakresach km/h wtedy wiem jakich wartości się trzymać.
  • Nie wychodzimy z domu, nie dotleniamy się. Jednak w obecnych czasach pandemii nie wiadomo czy to minus czy plus 😉

TRICKI I TRICZKI ŻEBY WAM SIĘ DOBRZE BIEGAŁO:

  • Trzeba pamiętać o otwieraniu okien, żeby zmniejszyć do minimum stężenie dwutlenku węgla w pokoju i pamiętać o wentylatorze. My mamy na pilota duży wentylator i możemy go włączać po rozgrzewce i wyłączać przy schłodzeniu na koniec treningu żeby się nie wychładzać.
  • Bez problemu, co ciekawe, można wykonać treningi typu podbiegi i przebieżki. Zanim wykonamy mocne, szybkie treningi koniecznie zrób kilka łatwych biegów żeby zobaczyć jak reaguje bieżnia oraz twój błędnik. Zakończ każdy trening wolnym biegiem i marszem. Po zejściu z bieżni z wysokiej prędkości błędnik czasami wariuje.
  • W czasie treningu mocniej się pocimy—> wygodnym sposobem jest buff na czoło albo w pogotowiu ręcznik.
  • Na bieżni biega się trochę łatwiej ( nie mi 😉 ) niż na zewnątrz, aby wyrównać te różnice ustawiamy nachylenie pasa bieżni na 1%. Większość bieżni mechanicznych ma bardzo dobra amortyzację-przez to mniej kontuzji.
  • Zwift w wersji biegowej —> Co potrzebne ? Komputer lub tablet z zainstalowana aplikacją zwift, RunPod czyli czujnik kadencji zakładany na buta (decathlon, garmin, adidac itp) czujnik tętna, i czujnik ANT+ do komputera. Wersja biegowa Zwift jest narazie bezpłatna, nie ma potrzeby podpinam karty kredytowej. W aplikacji oprócz naszego awatara który gdzieś sobie biegnie wśród innych biegaczy oraz kolarzy widzimy dokładnie wszystkie parametry (tempo, prędkość, tętno, kadencję, czas treningu, dystans) są w aplikacji gotowe plany treningowe z których możemy kozystac. Jest sporo tras do wyboru:watopia,richmond,londyn czy Nowy Jork która po synchronizacji aplikacji ze strava i garminem umożliwia przesłanie aktywności do tych platform.
  • Ponadto jak można sobie umilić fajnie czas biegając. Po pierwsze filmy na tablecie, netflix-ie podpiętym bezpośrednio pod głośniki z bieżni, lub podcasty.
  • Fajnie tez ustawić sobie bieżnie z widokiem na ….. coś co lubicie 🙂 my mamy ustawioną ją pod oknem skierowaną centralnie na nasz przydomowy lasek, czyli biegamy prawie jak na dworze ! 🙂
  • My ten model sami wnieśliśmy na piętro u ans w domu, nie wspomnę, że prawie zginęłam przy tym śmiercią tragiczna, a bieżnie rozwaliłaby schody, ale udało nam się. Waży ponad 100 kilo więc warto mieć dwie w miarę silne ( albo jedną bardzo silną i jedną przeciętną jak u nas ;p ) osoby żeby taką bieżnię złożyć. Polecam nie rozśmieszanie osób noszących bieżnie po schodach 🙂
  • Bieżnie oczywiście trzeba złożyć samemu w domu nam to zajęło niecałą godzinkę, instrukcja była czytelna, może nie IKEA, ale wszystko było jasne.

Tak ogólnie pisząc czy warto. Każda moja myśl mówi TAK !

Jestem zwolenniczką biegania na dworze, biegam w każdych temperaturach, uwielbiam mróz, gorzej znoszę ciepło. Nienawidzę trenowania w domu, ale są dni, momenty w życiu kiedy po prostu wyjście na dwór jest niemożliwe. Np trening z dzieckiem w domu, bieganie późnym wieczorem u nas na wsi, lub pandemia która zamyka nas w domach na kilka tygodni, a może nawet i miesięcy.

Bieżnia jest super sposobem na trenowanie zawsze i bez wymówek, nie wiem na ile będziemy ją używać kiedy życie wróci do normy, ale wiem że nie będzie już szukania wymówek żeby na trening biegowy nie wyjść.

W obecnej sytuacji jak nie musimy nie wychodzimy i praktycznie od 3 tygodni biegamy tylko na bieżni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej którą kupiliśmy i nie przeszło mi ani razu przez myśl żeby zrezygnować z treningu biegowego w tym czasie, pod pretekstem że bieżnia jest „nudna”.

 

POLECAMY KAŻDEMU.

DZIECIAKI TEŻ JĄ UWIELBIAJĄ <3

Wielkie podziękowania dla mojego Rafała, bez którego wiedzy ten tekst by nie powstał ! Dziękuje ! <3
SUPLEMENTACJA – przy pandemii

DIETA POLECANE PORADY

SUPLEMENTACJA – przy pandemii

Nie będę się tutaj za bardzo rozwodzić, rzucę konkrety co, dlaczego i w jakim celu.

Mogę Wam też podrzucić marki i produkty z których ja korzystam. Ale chciałabym zaoszczędzić sobie komentarzy, że coś promuję lub że wpisy są sponsorowane. Nie, wpis ten nie jest sponsorowany, to jest czysta moja wiedza i ułatwienie Wam szukania w necie tego co dobre.

No dobra, zacznijmy od tego dlaczego w ogóle jest sens coś suplementować podczas obecnej pandemii. Otóż są niektóre składniki diety, które jest ciężej nam dostarczyć w większych ilościach z pożywienia jeśli nie jest ono idealnie zbilansowane. Ponadto suplementacja to łatwiejszy i szybszy sposób na dostarczenie tego co niezbędne, a w czasach KORONAWIRUSA to chyba ważny aspekt. Nie mamy teraz dostępu do wszystkich produktów jakie byśmy sobie zażyczyli, tym bardziej warto sięgnąć po suplementację.

Ok zacznijmy od tego czym w ogóle jest odporność organizmu?

Odporność to nic innego jak zdolność naszego organizmu do identyfikacji i sprawnej obrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (takimi jak wirusy, grzyby, bakterie, pasożyty) lub wewnętrznymi (np. nowotwór) które mogą wniknąć do anszego organizmu. Im lepiej funkcjonujący układ odpornościowy tym łatwiej jest naszemu organizmowi poradzić sobie z atakującym go patogenem.

 

  1. Wiatmina D – Wszystko juz o niej chyba zostało napisane, ale spróbuje Wam streścić dlaczego właśnie teraz i ile. Witamina D występuje w produktach pochodzenia zwierzęcego (głównie ryby i jaja) oraz w wyniku promieniowania UVB syntezowana jest przez skórę. Poza udokumentowanym pozytywnym wpływem na układ mięśniowo-szkieletowy witamina D ma działania tak zwane plejotropowe, czyli wpływa korzystnie na wiele czynników pozornie nie powiązanych ze sobą. Czynnikami tymi jest przede wszystkim poprawa i wsparcie układu immunologicznego (czyli naszej szeroko pojętej odporności) w szczególności obniżenie zakażeń górnych dróg oddechowych, które koronawirus właśnie atakuje. Dlaczego ją suplementujemy ? Przede wszystkim dlatego, że i tak pewnie większość z nas ma niedobory tej witaminy (przegląd badań opublikowany w 2014 r pokazał że kryteria niedoboru witaminy D spełnia aż 88% populacji światowej), w naszej szerokości geograficznej syntezowanie witaminy D w okresie zimowy jest zminimalizowane, a nasza dieta nie potrafi dostarczyć nam odpowiednich jej ilości. Ile ? Ja proponuje 1000-4000 IU, lub według zaleceń lekarza. Jeśli nie znacie poziomu waszej witaminy D to trzymałabym się raczej niższych wartości 1000-2000 IU, jeśli wiecie że jest on niski (około <20 ng/ml (OH)D) spokojnie możecie sięgnąć po wyższe dawki. UWAGA WITAMINĘ D MOŻNA PRZEDAWKOWAĆ. Więc lepiej zacząć od mniejszych dawek, chyba, że mamy przed sobą wyniki badań i jesteśmy pewni, że większe nam nie zaszkodzą. Witamina D jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach więc najlepiej przyjomwac ja z posiłkiem zawierającym tłuszcz.
  2. Witamina C – przede wszystkim to niesamowity antyoksydantem. Jej właściwości antyoksydacyjne chronią komórki immunologiczne przez  stresem oksydacyjnym wynikającym z aktywności bakteriobójczych makrofagów i neutrofili. Ponadto udowodniono że Witamina C w dawkach 250-1000mg dziennie wykazuje umiarkowaną 50% efektywność w redukcji ryzyka URTI (Cochrane Database -> www.cochranelibrary.com) , z angielskiego „Upper Respiratory Tract Infection„, czyli wszelkie zakażenia górnych dróg oddechowych, które jak wcześniej wspomniałam atakuje nieszczęsny koronawirus. Witaminy C nie można przedawkować, ponieważ jest to witamina rozpuszczalna w wodzie, a jej nadmiar będzie wydalany z naszego organizmu. Witamina C z uwagi na to że jest rozpuszczalna w wodzie może być przyjmowana o każdej porze dnia. Dla osób zdrowych dawka dla dzieci 500 mg /dziennie (np pastylki do ssania), dla dorosłych 1000mg /dziennie. <UWAGA dla sportowców, są badania że które dowodzą, że witamina C w dawkach >1000 mg dziennie może negatywnie wpływać na adaptacje do wysiłku treningowego. >
  3. Kwasy DHA i EPA – niezbędne wielonienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny n-3. Poza tym, że biorą udział w budowie neurotransmiterów i wiążą się z prawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego, to mają niesamowite właściwości immunostymulujące, przeciwzapalne, a także przeciw alergiczne i przeciwdepresyjne. DHA i EPA są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Minimalna dawka DHA która powinna być przyjmowana z dietą  to 250 mg dziennie. W suplementach warto zwrócić uwagę na dokładną ilość DHA I EPA zawartą w kapsułce, gdyż producencie często informują o zawartości wszystkich kwasów tłuszczowych w kapsułce razem z nośnikiem EPA i DHA tym samym podnosząc wartość, kwasów tłuszczowych na których nam zależy.
  4. PROBIOTYKI – To jest niestety temat rzeka. I tutaj można by nim poświecić osobny wpis, by dokładnie opisać działanie flory bakteryjnej jelit i jej zadania w systemie immunologicznym naszego organizmu. Największe znaczenie dla naszej odporności na GALT (Gut Associated Lymphoid Tissue) czyli tkanka immunologiczna stanowiąca element bariery jelitowej – bezpośrednio związana z błoną śluzową układu pokarmowego. Najważniejszym składnikiem GALT jest mikrobiota jelitowa, która to właśnie decyduje co wniknie do układu krążenia a co zostanie na zewnątrz, pełniąc kluczową rolę w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego. Dysbioza jelitowa- czyli załamanie równowagi bateryjnej, zwiększenie patogenów, a zmniejszenie korzystnych bakterii dla zdrowia – przyczynia się do obniżenia odporności naszego organizmu. Dlatego kluczowe jest zadbanie o nasze jelita i mikroflorę jelitową, zawsze, ale w szczególności w okresach wzmożonego zachorowania. Ilość probiotyków jakie możemy przyjmować na naszym rynku jest masa. Od bardzo drogich suplementów, zawierających wieloszczepowe często zamknięte w innowacyjnych kapsułkach które mają na celu dostarczyć, probiotyki do jelita grubego w którym to właśnie zlokalizowana jest większa część mikrobiomu jelitowego. Po tanie i słabej jakości probiotyki jednoszczepowe, których większa ilość zostanie strawiona w górnych odcinkach przewodu pokarmowego, a co za tym idzie będzie po prostu nieskuteczna. Kuracje probiotykami powinno się robić najlepiej co najmniej 3 miesięczne w przypadku osób zdrowych bez większych zaburzeń mikroflory jelitowej, a w przypadku osób z problemami wedle zaleceń lekarza. Poniżej podrzucę Wam kilka propozycji, skutecznych i na każdą kieszeń. PROBIOTYKI spożywamy najlepiej podczas posiłku, z tym że nie używamy dwóch odmiennych produktów w tym samym czasie. Ja preferuję stosowanie probiotyków wieczorami, tak aby po nich już nic nie jeść. Ponadto warto pamiętać, że aby nasze probiotyki dobrze nakarmić musimy jeść produkty zawierające błonnik pokarmowy, czy warzywa i owoce, oraz produkty zbożowe pełnoziarniste.
CIEKAWOSTKA : 70-80% wszystkich naszych komórek immunokompetentnych całego naszego organizmu znajduje się w jelitach

 

MOJE PROPOZYCJE:

 

Witamina D – nie sposób jest być na czasie z wszystkimi suplementami jeśli nie pracuje się w tej branży. Ja korzystam z marki Swanson, jeśli chodzi o witaminę D, dlatego że produkty te są dosyć czyste w składzie i nie dosyć tanie jak na naturalne suplementy przystało.

Wiatmina C – dla dzieci kupuję wiatminę C w pastylkach do ssania marki Solgar 500 mg. Dla nas marki Swanson witaminę C w kapsułkach 1000 mg z dziką różą, która ma wspomóc wchłanialność witaminy C przez dodatek dzikiej róży (naturalnych bioflawonaidów)

Kwasy DHA i EPA – ciężko znaleźć suplement który zawiera duże dawki tych kwasów i nie odczuje się tego w kieszeni. Ostatnimi czasy korzystamy z marki JARROWS – ma stosunkowo wysoki stężenie kwasów tłuszczowych DHA i EPA w jednej kapsułce, ma naturalny skład bez zbędnych składników, a jest w przyzwoitej cenie. Dla dzieci stosuję markę NOW kwasy DHA i EPA lub Solgar mądre rybki (ale te cieżko dostać).

PROBIOTYKI – Tak jak pisałam wyżej jest masa probiotyków na naszym rynku. Podeślę Wam te podobno bardzo dobrej jakości które posiadają wiele szczepów bakterii w ogromnych ilościach. Jednak sama z nich nie korzystałam, bo cenowo na rodzinę byłyby po prostu za drogie.

Lactichoc – zawiera 40 mld bakterii. Podobno jest rozważany by być używany zamiast przeszczepu mikroflory jelitowej. Kuracja jest tylko 10 dniowa

-N1 Probiotic Lab One – jest synbiotykiem, więc oprócz bakterii zawiera też inulinę która jest pożywieniem dla bakterii. Bakterie zawarte w kapsułce podobno są w stanie dotrzeć prawie w całość do jelita grubego przez unikatowy sposób kapsułkowania.

Mycobiotic – polski produkt, zawiera takie szczepy bakterii które zwalczają patogeny gronkowca, bakterii Escherichia coli i Salmonelli, oraz drożdżaki Candida, których eliminacja jest niezbędna do odbudowania mikrobioty.

Probiotyki, które my używamy to SANPROBI. Są to bardzo dobre probiotyki na naszym rynku, jedno lub wieloszczepowe zależy od produktu który wybierzemy. Mają duże stężenie bakterii, są przystepne cenowo i mają dobre Kuracja, którą my stosowaliśmy wyglądała tak:

SANPROBI IBS – 1 msc

SANPROBI Super Formula – 1 msc

SANPROBI Barrier – 1 msc

Podawane w takiej konfiguracji zaszczepiają po kolei bakterie znajdujące się w naszej mirkoflorze jelitowej, a w związku z tym kuracja taka odbudowuje mikrobiotę jelit.

Kolejny probiotyk jednoszczepowy warty uwagi w teraźniejszym okresie to Entero Acidolac (Saccharomyces boulardii) oraz krople dla dzieci Acidolac (LGG). Posiadają one takie szczepy bakterii które stymulują wytwarzanie przeciwciał, przez co aktywują układ odpornościowy. Nie są w stanie odbudować mikrobioty jelitowej, ale w teraźniejszym okresie mogą pomóc pod kątem stymulacji układu odpornościowego.

 

SKLEPY Z KTÓRYCH KORZYSTAM:

www.plantamed.pl —> maja rabaty dla klientów wracających

www.witaminyswanson.pl  —> w czasach korona-wirusa bardzo szybka dostawa i realizacja zamówienia.  ( nie ma marki Solgar)

lub apteki online (jest zdecydowanie taniej) jeśli chodzi o SANPROBI.

Pamiętajcie, że wszystkie moje rady są radami ogólnymi dla osób zdrowych. Jeśli macie jakieś dolegliwości, problemy zdrowotne skonsultujcie się najpierw z lekarzem, lub dietetykiem w celu ustalenia zbilansowanej diety i odpowiedniej dla Was indywidualnej suplementacji.

 

Dbajcie o siebie i swoich najbliższych.

Ola.

 

 

Bibliografia:

  1. Barbara Frączek, Jarosław Krzywański, Hubert Krysztofiak. „Dietetyka Sportowa”. 2019: 254-296; 826-840; 355-359.
  2. Cukrowska B. Czarnowska E. Wpływ probiotyków na układ immunologiczny. Zakażenia 2006; 6: 2–6.
  3. Borchers A.T., Selmi C., Meyers F., Keen C.L., Gershwin M.E. Probiotics and immunity. J. Gastroenterol., 2009; 44, 26–46
  4. www.cochranelibrary.com
  5. www.healthyplanbyann.pl 
od CHOACHA do DIETETYKA

CODZIENNOŚĆ DIETA POLECANE PORADY

od CHOACHA do DIETETYKA

Coaching to ostatnimi czasy bardzo popularne słowo, często nie rozumiane przez zwykłego szarego nie-korporacyjnego człowieka, który nie do końca nadąża za obecnymi trendami. Coaching jest kluczem do sukcesu w wielkich korporacjach w kręgach menedżerskich, jest tam popularny i wszechobecny. Jednak etiologia tego słowa zazwyczaj nie jest znana zwykłemu Kowalskiemu, takiemu chociażby ja ja, a co za tym idzie nikt tak naprawdę nie wie kim on jest czym się zajmuje i na czym ten coaching polega.

Sama długo nie mogłam pojąć jak ktoś może potrzebować coacha i co on może wnieść do naszego życia. Takiego zwykłego, zazwyczaj mającego swoją mała firmę, działającego na własną rękę, albo chodzącego do normalnej pracy, nie wielkomiejskiego człowieka muszącego stawiać czoła korporacyjnym wyzwaniom.

ANO wbrew pozorom bardzo dużo. Dobry coach to nie tylko osoba która pomaga nam znaleźć drogę ale to też mentor, psycholog i motywator. A sam coaching to nic innego jak forma edukacji nas samych. Narzędzie dzięki któremu możemy znaleźć swoją drogę.

Coaching działa troszkę jak sitko do którego wpuszczamy wszystkie nasze chaotyczne myśli i dzięki jego narzędziom, ćwiczeniom i rozmowie z tego sita wypływają tylko konkretne, sprecyzowane idee.

Jak ja wpadłam w ręce coacha?

Krótko mówiąc kiedy energia jest rozproszona na wiele różnych czynności czujemy że stoimy w miejscu i nie posuwamy się w żadnym kierunku. W sumie nie tylko myślimy, że tak jest ale tak faktycznie jest.  Pomimo że wydaje nam się że tak dużo działamy, tak było w moim przypadku, to nie czujemy zupełnie żadnego postępu.

Najpierw własna firma, potem pomaganie w męża w firmie, do tego odrzuciliśmy triathlon. Pierwsze ciąża, założenie bloga, druga ciąża i początki współpracy około triathlonowych. Niby robiłam tak wiele, a wydawało mi się że nie robię tak na prawdę nic konkretnego. Permanentnie byłam załata, robiłam wiele rzeczy na raz i zupełnie nie ogarniałam mojego eko systemu.  Dużo tematów napoczętych ale w żadnym z nich zero konkretów, zero planu działania i ciągłe przerzucanie energii z jednego miejsca na drugie.

Wtedy wpadła w moje ręce Lucy. Pani psycholog, zajmująca się szeroko pojętym coachingiem. Namówiłam ją do indywidualnej współpracy. Potrzebowałam mentora, ale też motywatora który przy regularnej pracy wywoła u mnie porządek i systematyczność. Kogoś kto nie koniecznie powie mi co mam robić, ale da narzędzia i pokieruje tak żebym umiała sama podjąć na czym mi zależy, jak chce działać i co tak an prawdę jest dla mnie ważne.

Chciałam dowiedzieć się jak znaleźć swoją drogę. Współpracę rozpoczęłyśmy na początku lata. Dwie mamy, każda pracująca na swój sposób i trenująca. Lucyna była tez na etapie ogromnych zmian w życiu, ja w totalnym chaosie naszych wakacyjnych startów rozjazdów i cięgle poza domem. Nie zawsze więc ta współpraca idealnie nam się układała w czasie ( głównie z mojego powodu 🙂 ), ale coś się zaczęło i był to niesamowicie ogromny bodziec dla mnie.

Narzędzia jakie od niej otrzymałam zaczynały powoli przesiewać chaotyczne myśli i natłok pomysłów, a zamieniały się w coraz to węższe bardziej specyficzne i konkretne cele. Zobaczyłam światełko w tunelu, zobaczyłam że po raz pierwszy chcę zrobić coś od A do Z, chciałam coś w końcu zaplanować a nie działać na chybił trafił. Zobaczyłam jak bardzo pomaga mi wypisywanie rzeczy na kartce i o ile łatwiej jest sobie wtedy wizualizować plusy i minusy danego pomysłu, projektu, przedsięwzięcia.

DOGA DO CELU.

 

Pracowałyśmy nad moimi planami, pomysłami praktycznie przez całe lato. Wiadomo, że nie ofd początku byłam ukierunkowana, nawet przez dłuższy czas brnęłam nie w ta stronę co tak na prawdę chciałam, ale przy któryś ćwiczeniach, pyknęło. Nagle wszystko zaczęło być totalnie klarowne, przejrzyste. Serce napełniło się ogromną siłą i wtedy wiedziałam gdzie to wszystko zmierza. Nawet zaczęłam rozszerzać na własną rękę ćwiczenia zadane przez Lucy. Wszystko nabrało sensu, było świeże, moje i pełne nadziei i rozwoju.

Nie napiszę Wam tutaj jak takie spotkania mają wyglądać ile mają trwać. Jak długo trzeba z coachem pracować, bo to wszyto jest indywidualne.

W moim przypadku wszystko było trochę na opak, nasza współpraca była w gorących momentach naszego życia, ja zawalałam terminy, przeciągałam przerwy pomiędzy sesjami, ale pomimo tego wszystkiego dosłownie kilka spotkań, zadań i ćwiczeń totalnie otworzyło mnie na nowe systemy organizacji. Na nowe sposoby myślenia, na przejrzyste deklarowanie swoich celów, ale przede wszystkim na usystematyzowanie swojej pracy.

 

CZEGO COACH CI NIE DA ?

 

Przede wszystkim gotowego rozwiązania. Jeżeli szukasz czegoś takiego to nie to miejsce. Coach nie jest, nawet powiedziałabym nie powinien być, twoim business plenerem. Nie ma Cię też ukierunkowywać.

Ma natomiast dać Ci narzędzia dzięki którym, przy swojej pracy zrozumiesz co jest dla Ciebie ważne, a co nie do końca jest twoje. Nauczy Cię podejmowania właściwych wyborów, pozwoli przeanalizować twoje plany i cele. Będzie motywacją do działania, mentorem który wskaże jak znaleźć swoją drogę. Jednak nie zrobi tego za Ciebie. To ty własną pracą nad swoim życiem, czy biznesem znajdzie prawidłowe rozwiązanie. Takie które będzie Ciebie satysfakcjonować na płaszczyźnie emocjonalnej, ale tez taki które będzie dawał Ci korzyści materialne, czy też inne korzyści nad którymi właśnie pracujesz.

 

I tak oto, przechodząc do meritum. Od tego roku będę tu dla Was mam nadzieję z fachem w ręku. Będę się nie tylko dzielić moimi triathlonowymi postępami, lub ich brakiem ;). Będę też dzieliła się kawłkiem dietetycznej wiedzy z Wami.

Od lat jestem BIO, skupiam się na zdrowym odżywianiu i życiu w zgodzie ze sobą. Rozwijam się, szkolę, jeżdżę na szkolenia, rozmawiam z profesjonalistami. Teraz natomiast jest taki czas kiedy to ja chce się rozwijać tak na poważnie. Po wakacyjnej pracy z Lucyną, jestem obecnie na studiach „Dietetyki Sportowej” , a dokładnie na kierunku wspomaganie dietetyczne w Sporcie. I pomimo, że chwilowo z Lucyną nie pracujemy, bo nawał obowiązków w moim życiu mnie przytłoczył i nie znalazłabym siły i energii na merytoryczną pracę, to zamierzam wrócić do naszych spotkań i wspólnego działania jak tylko trochę się wszystko u mnie uspokoi 🙂

CZY WARTO ?

Dla tych którzy się jeszcze zastanawiają, czy warto. Odpowiem zdecydowanie TAK !

Sama byłam dosyć sceptycznie nastawiona do temu coachingu, wydawało mi się to czymś zbędnym, wymyślonym przez naszą teraźniejszą rzeczywistość. Teraz już nie tylko widzę, ale WIEM, że coacha tak jak psychoterapeutę powinien mieć każdy z nas.

Ciężko jest się odnaleźć w dzisiejszych zabieganych czasach. Coraz ciężej jest nam znaleźć balans i to co dla nas jest na prawdę ważne. Ciągłe wybieranie pomiędzy mniejszym złem, posprzątanym domem czy zrobionym treningiem, czasem z dziećmi czy pieniędzmi na kolejne wakacje, randką z mężem czy chwilą dla siebie, jest przytłaczające.

Współpraca z coachem, pozwala nam:

  • pozostać zmotywowanym
  • zdeterminować nasze cele
  • przesiać chaos w głowie na konstruktywne plany i dążenia
  • korzystać z narzędzi które ułatwiają pracę
  • usystematyzować nasze działania
  • i pewnie masa innych rzeczy które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy

Szczerze Wam polecam korzystać z pomocy innych kiedy sami nie do końca wiecie co, gdzie i jak. Nie musimy być samowystarczalni, nie musimy nakładać na siebie jeszcze tej presji. Mamy ich wystarczającą z teraźniejszego otoczenia. Pozwólmy tym którzy się w tym szkolą nam pomóc. Dajmy sobie przestrzeń na pomoc, na korzystanie z wiedzy innych w celu polepszenia swojej jakość życia i pracy.

TO JEST OK !

Na prawdę !

Świat się nie zawali ! 🙂

Ciesze się, że mogłam doświadczyć tego i serdecznie Was do takiej współpracy zachęcam.

GDZIE ZNALEŹĆ MOJEGO COACHA ?

Lucyna jest biznes coachem. Obecnie prowadzi własną działalność, wspólpracuje z dużymi firmami dla których prowadzi szkolenia. Wiem jednak, że jest otwarta na indywidualne współprace, więc jeśli macie ochotę zobaczyć kim jest i co robi zapraszam Was na

 

Wasza Biegająca Bio Mama…… <3

P.S. A tymczasem śledźcie mojego bloga, Facebooka i instagrama po dawkę świeżej dietetycznej wiedzy, która mam nadzieję już niebawem zacznie systematycznie gościć na moim PROFILU :)