Kategoria: PORADY

SUPLEMENTACJA – przy pandemii

DIETA POLECANE PORADY

SUPLEMENTACJA – przy pandemii

Nie będę się tutaj za bardzo rozwodzić, rzucę konkrety co, dlaczego i w jakim celu.

Mogę Wam też podrzucić marki i produkty z których ja korzystam. Ale chciałabym zaoszczędzić sobie komentarzy, że coś promuję lub że wpisy są sponsorowane. Nie, wpis ten nie jest sponsorowany, to jest czysta moja wiedza i ułatwienie Wam szukania w necie tego co dobre.

No dobra, zacznijmy od tego dlaczego w ogóle jest sens coś suplementować podczas obecnej pandemii. Otóż są niektóre składniki diety, które jest ciężej nam dostarczyć w większych ilościach z pożywienia jeśli nie jest ono idealnie zbilansowane. Ponadto suplementacja to łatwiejszy i szybszy sposób na dostarczenie tego co niezbędne, a w czasach KORONAWIRUSA to chyba ważny aspekt. Nie mamy teraz dostępu do wszystkich produktów jakie byśmy sobie zażyczyli, tym bardziej warto sięgnąć po suplementację.

Ok zacznijmy od tego czym w ogóle jest odporność organizmu?

Odporność to nic innego jak zdolność naszego organizmu do identyfikacji i sprawnej obrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (takimi jak wirusy, grzyby, bakterie, pasożyty) lub wewnętrznymi (np. nowotwór) które mogą wniknąć do anszego organizmu. Im lepiej funkcjonujący układ odpornościowy tym łatwiej jest naszemu organizmowi poradzić sobie z atakującym go patogenem.

 

  1. Wiatmina D – Wszystko juz o niej chyba zostało napisane, ale spróbuje Wam streścić dlaczego właśnie teraz i ile. Witamina D występuje w produktach pochodzenia zwierzęcego (głównie ryby i jaja) oraz w wyniku promieniowania UVB syntezowana jest przez skórę. Poza udokumentowanym pozytywnym wpływem na układ mięśniowo-szkieletowy witamina D ma działania tak zwane plejotropowe, czyli wpływa korzystnie na wiele czynników pozornie nie powiązanych ze sobą. Czynnikami tymi jest przede wszystkim poprawa i wsparcie układu immunologicznego (czyli naszej szeroko pojętej odporności) w szczególności obniżenie zakażeń górnych dróg oddechowych, które koronawirus właśnie atakuje. Dlaczego ją suplementujemy ? Przede wszystkim dlatego, że i tak pewnie większość z nas ma niedobory tej witaminy (przegląd badań opublikowany w 2014 r pokazał że kryteria niedoboru witaminy D spełnia aż 88% populacji światowej), w naszej szerokości geograficznej syntezowanie witaminy D w okresie zimowy jest zminimalizowane, a nasza dieta nie potrafi dostarczyć nam odpowiednich jej ilości. Ile ? Ja proponuje 1000-4000 IU, lub według zaleceń lekarza. Jeśli nie znacie poziomu waszej witaminy D to trzymałabym się raczej niższych wartości 1000-2000 IU, jeśli wiecie że jest on niski (około <20 ng/ml (OH)D) spokojnie możecie sięgnąć po wyższe dawki. UWAGA WITAMINĘ D MOŻNA PRZEDAWKOWAĆ. Więc lepiej zacząć od mniejszych dawek, chyba, że mamy przed sobą wyniki badań i jesteśmy pewni, że większe nam nie zaszkodzą. Witamina D jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach więc najlepiej przyjomwac ja z posiłkiem zawierającym tłuszcz.
  2. Witamina C – przede wszystkim to niesamowity antyoksydantem. Jej właściwości antyoksydacyjne chronią komórki immunologiczne przez  stresem oksydacyjnym wynikającym z aktywności bakteriobójczych makrofagów i neutrofili. Ponadto udowodniono że Witamina C w dawkach 250-1000mg dziennie wykazuje umiarkowaną 50% efektywność w redukcji ryzyka URTI (Cochrane Database -> www.cochranelibrary.com) , z angielskiego „Upper Respiratory Tract Infection„, czyli wszelkie zakażenia górnych dróg oddechowych, które jak wcześniej wspomniałam atakuje nieszczęsny koronawirus. Witaminy C nie można przedawkować, ponieważ jest to witamina rozpuszczalna w wodzie, a jej nadmiar będzie wydalany z naszego organizmu. Witamina C z uwagi na to że jest rozpuszczalna w wodzie może być przyjmowana o każdej porze dnia. Dla osób zdrowych dawka dla dzieci 500 mg /dziennie (np pastylki do ssania), dla dorosłych 1000mg /dziennie. <UWAGA dla sportowców, są badania że które dowodzą, że witamina C w dawkach >1000 mg dziennie może negatywnie wpływać na adaptacje do wysiłku treningowego. >
  3. Kwasy DHA i EPA – niezbędne wielonienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny n-3. Poza tym, że biorą udział w budowie neurotransmiterów i wiążą się z prawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego, to mają niesamowite właściwości immunostymulujące, przeciwzapalne, a także przeciw alergiczne i przeciwdepresyjne. DHA i EPA są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Minimalna dawka DHA która powinna być przyjmowana z dietą  to 250 mg dziennie. W suplementach warto zwrócić uwagę na dokładną ilość DHA I EPA zawartą w kapsułce, gdyż producencie często informują o zawartości wszystkich kwasów tłuszczowych w kapsułce razem z nośnikiem EPA i DHA tym samym podnosząc wartość, kwasów tłuszczowych na których nam zależy.
  4. PROBIOTYKI – To jest niestety temat rzeka. I tutaj można by nim poświecić osobny wpis, by dokładnie opisać działanie flory bakteryjnej jelit i jej zadania w systemie immunologicznym naszego organizmu. Największe znaczenie dla naszej odporności na GALT (Gut Associated Lymphoid Tissue) czyli tkanka immunologiczna stanowiąca element bariery jelitowej – bezpośrednio związana z błoną śluzową układu pokarmowego. Najważniejszym składnikiem GALT jest mikrobiota jelitowa, która to właśnie decyduje co wniknie do układu krążenia a co zostanie na zewnątrz, pełniąc kluczową rolę w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego. Dysbioza jelitowa- czyli załamanie równowagi bateryjnej, zwiększenie patogenów, a zmniejszenie korzystnych bakterii dla zdrowia – przyczynia się do obniżenia odporności naszego organizmu. Dlatego kluczowe jest zadbanie o nasze jelita i mikroflorę jelitową, zawsze, ale w szczególności w okresach wzmożonego zachorowania. Ilość probiotyków jakie możemy przyjmować na naszym rynku jest masa. Od bardzo drogich suplementów, zawierających wieloszczepowe często zamknięte w innowacyjnych kapsułkach które mają na celu dostarczyć, probiotyki do jelita grubego w którym to właśnie zlokalizowana jest większa część mikrobiomu jelitowego. Po tanie i słabej jakości probiotyki jednoszczepowe, których większa ilość zostanie strawiona w górnych odcinkach przewodu pokarmowego, a co za tym idzie będzie po prostu nieskuteczna. Kuracje probiotykami powinno się robić najlepiej co najmniej 3 miesięczne w przypadku osób zdrowych bez większych zaburzeń mikroflory jelitowej, a w przypadku osób z problemami wedle zaleceń lekarza. Poniżej podrzucę Wam kilka propozycji, skutecznych i na każdą kieszeń. PROBIOTYKI spożywamy najlepiej podczas posiłku, z tym że nie używamy dwóch odmiennych produktów w tym samym czasie. Ja preferuję stosowanie probiotyków wieczorami, tak aby po nich już nic nie jeść. Ponadto warto pamiętać, że aby nasze probiotyki dobrze nakarmić musimy jeść produkty zawierające błonnik pokarmowy, czy warzywa i owoce, oraz produkty zbożowe pełnoziarniste.
CIEKAWOSTKA : 70-80% wszystkich naszych komórek immunokompetentnych całego naszego organizmu znajduje się w jelitach

 

MOJE PROPOZYCJE:

 

Witamina D – nie sposób jest być na czasie z wszystkimi suplementami jeśli nie pracuje się w tej branży. Ja korzystam z marki Swanson, jeśli chodzi o witaminę D, dlatego że produkty te są dosyć czyste w składzie i nie dosyć tanie jak na naturalne suplementy przystało.

Wiatmina C – dla dzieci kupuję wiatminę C w pastylkach do ssania marki Solgar 500 mg. Dla nas marki Swanson witaminę C w kapsułkach 1000 mg z dziką różą, która ma wspomóc wchłanialność witaminy C przez dodatek dzikiej róży (naturalnych bioflawonaidów)

Kwasy DHA i EPA – ciężko znaleźć suplement który zawiera duże dawki tych kwasów i nie odczuje się tego w kieszeni. Ostatnimi czasy korzystamy z marki JARROWS – ma stosunkowo wysoki stężenie kwasów tłuszczowych DHA i EPA w jednej kapsułce, ma naturalny skład bez zbędnych składników, a jest w przyzwoitej cenie. Dla dzieci stosuję markę NOW kwasy DHA i EPA lub Solgar mądre rybki (ale te cieżko dostać).

PROBIOTYKI – Tak jak pisałam wyżej jest masa probiotyków na naszym rynku. Podeślę Wam te podobno bardzo dobrej jakości które posiadają wiele szczepów bakterii w ogromnych ilościach. Jednak sama z nich nie korzystałam, bo cenowo na rodzinę byłyby po prostu za drogie.

Lactichoc – zawiera 40 mld bakterii. Podobno jest rozważany by być używany zamiast przeszczepu mikroflory jelitowej. Kuracja jest tylko 10 dniowa

-N1 Probiotic Lab One – jest synbiotykiem, więc oprócz bakterii zawiera też inulinę która jest pożywieniem dla bakterii. Bakterie zawarte w kapsułce podobno są w stanie dotrzeć prawie w całość do jelita grubego przez unikatowy sposób kapsułkowania.

Mycobiotic – polski produkt, zawiera takie szczepy bakterii które zwalczają patogeny gronkowca, bakterii Escherichia coli i Salmonelli, oraz drożdżaki Candida, których eliminacja jest niezbędna do odbudowania mikrobioty.

Probiotyki, które my używamy to SANPROBI. Są to bardzo dobre probiotyki na naszym rynku, jedno lub wieloszczepowe zależy od produktu który wybierzemy. Mają duże stężenie bakterii, są przystepne cenowo i mają dobre Kuracja, którą my stosowaliśmy wyglądała tak:

SANPROBI IBS – 1 msc

SANPROBI Super Formula – 1 msc

SANPROBI Barrier – 1 msc

Podawane w takiej konfiguracji zaszczepiają po kolei bakterie znajdujące się w naszej mirkoflorze jelitowej, a w związku z tym kuracja taka odbudowuje mikrobiotę jelit.

Kolejny probiotyk jednoszczepowy warty uwagi w teraźniejszym okresie to Entero Acidolac (Saccharomyces boulardii) oraz krople dla dzieci Acidolac (LGG). Posiadają one takie szczepy bakterii które stymulują wytwarzanie przeciwciał, przez co aktywują układ odpornościowy. Nie są w stanie odbudować mikrobioty jelitowej, ale w teraźniejszym okresie mogą pomóc pod kątem stymulacji układu odpornościowego.

 

SKLEPY Z KTÓRYCH KORZYSTAM:

www.plantamed.pl —> maja rabaty dla klientów wracających

www.witaminyswanson.pl  —> w czasach korona-wirusa bardzo szybka dostawa i realizacja zamówienia.  ( nie ma marki Solgar)

lub apteki online (jest zdecydowanie taniej) jeśli chodzi o SANPROBI.

Pamiętajcie, że wszystkie moje rady są radami ogólnymi dla osób zdrowych. Jeśli macie jakieś dolegliwości, problemy zdrowotne skonsultujcie się najpierw z lekarzem, lub dietetykiem w celu ustalenia zbilansowanej diety i odpowiedniej dla Was indywidualnej suplementacji.

 

Dbajcie o siebie i swoich najbliższych.

Ola.

 

 

Bibliografia:

  1. Barbara Frączek, Jarosław Krzywański, Hubert Krysztofiak. „Dietetyka Sportowa”. 2019: 254-296; 826-840; 355-359.
  2. Cukrowska B. Czarnowska E. Wpływ probiotyków na układ immunologiczny. Zakażenia 2006; 6: 2–6.
  3. Borchers A.T., Selmi C., Meyers F., Keen C.L., Gershwin M.E. Probiotics and immunity. J. Gastroenterol., 2009; 44, 26–46
  4. www.cochranelibrary.com
  5. www.healthyplanbyann.pl 
od CHOACHA do DIETETYKA

CODZIENNOŚĆ DIETA POLECANE PORADY

od CHOACHA do DIETETYKA

Coaching to ostatnimi czasy bardzo popularne słowo, często nie rozumiane przez zwykłego szarego nie-korporacyjnego człowieka, który nie do końca nadąża za obecnymi trendami. Coaching jest kluczem do sukcesu w wielkich korporacjach w kręgach menedżerskich, jest tam popularny i wszechobecny. Jednak etiologia tego słowa zazwyczaj nie jest znana zwykłemu Kowalskiemu, takiemu chociażby ja ja, a co za tym idzie nikt tak naprawdę nie wie kim on jest czym się zajmuje i na czym ten coaching polega.

Sama długo nie mogłam pojąć jak ktoś może potrzebować coacha i co on może wnieść do naszego życia. Takiego zwykłego, zazwyczaj mającego swoją mała firmę, działającego na własną rękę, albo chodzącego do normalnej pracy, nie wielkomiejskiego człowieka muszącego stawiać czoła korporacyjnym wyzwaniom.

ANO wbrew pozorom bardzo dużo. Dobry coach to nie tylko osoba która pomaga nam znaleźć drogę ale to też mentor, psycholog i motywator. A sam coaching to nic innego jak forma edukacji nas samych. Narzędzie dzięki któremu możemy znaleźć swoją drogę.

Coaching działa troszkę jak sitko do którego wpuszczamy wszystkie nasze chaotyczne myśli i dzięki jego narzędziom, ćwiczeniom i rozmowie z tego sita wypływają tylko konkretne, sprecyzowane idee.

Jak ja wpadłam w ręce coacha?

Krótko mówiąc kiedy energia jest rozproszona na wiele różnych czynności czujemy że stoimy w miejscu i nie posuwamy się w żadnym kierunku. W sumie nie tylko myślimy, że tak jest ale tak faktycznie jest.  Pomimo że wydaje nam się że tak dużo działamy, tak było w moim przypadku, to nie czujemy zupełnie żadnego postępu.

Najpierw własna firma, potem pomaganie w męża w firmie, do tego odrzuciliśmy triathlon. Pierwsze ciąża, założenie bloga, druga ciąża i początki współpracy około triathlonowych. Niby robiłam tak wiele, a wydawało mi się że nie robię tak na prawdę nic konkretnego. Permanentnie byłam załata, robiłam wiele rzeczy na raz i zupełnie nie ogarniałam mojego eko systemu.  Dużo tematów napoczętych ale w żadnym z nich zero konkretów, zero planu działania i ciągłe przerzucanie energii z jednego miejsca na drugie.

Wtedy wpadła w moje ręce Lucy. Pani psycholog, zajmująca się szeroko pojętym coachingiem. Namówiłam ją do indywidualnej współpracy. Potrzebowałam mentora, ale też motywatora który przy regularnej pracy wywoła u mnie porządek i systematyczność. Kogoś kto nie koniecznie powie mi co mam robić, ale da narzędzia i pokieruje tak żebym umiała sama podjąć na czym mi zależy, jak chce działać i co tak an prawdę jest dla mnie ważne.

Chciałam dowiedzieć się jak znaleźć swoją drogę. Współpracę rozpoczęłyśmy na początku lata. Dwie mamy, każda pracująca na swój sposób i trenująca. Lucyna była tez na etapie ogromnych zmian w życiu, ja w totalnym chaosie naszych wakacyjnych startów rozjazdów i cięgle poza domem. Nie zawsze więc ta współpraca idealnie nam się układała w czasie ( głównie z mojego powodu 🙂 ), ale coś się zaczęło i był to niesamowicie ogromny bodziec dla mnie.

Narzędzia jakie od niej otrzymałam zaczynały powoli przesiewać chaotyczne myśli i natłok pomysłów, a zamieniały się w coraz to węższe bardziej specyficzne i konkretne cele. Zobaczyłam światełko w tunelu, zobaczyłam że po raz pierwszy chcę zrobić coś od A do Z, chciałam coś w końcu zaplanować a nie działać na chybił trafił. Zobaczyłam jak bardzo pomaga mi wypisywanie rzeczy na kartce i o ile łatwiej jest sobie wtedy wizualizować plusy i minusy danego pomysłu, projektu, przedsięwzięcia.

DOGA DO CELU.

 

Pracowałyśmy nad moimi planami, pomysłami praktycznie przez całe lato. Wiadomo, że nie ofd początku byłam ukierunkowana, nawet przez dłuższy czas brnęłam nie w ta stronę co tak na prawdę chciałam, ale przy któryś ćwiczeniach, pyknęło. Nagle wszystko zaczęło być totalnie klarowne, przejrzyste. Serce napełniło się ogromną siłą i wtedy wiedziałam gdzie to wszystko zmierza. Nawet zaczęłam rozszerzać na własną rękę ćwiczenia zadane przez Lucy. Wszystko nabrało sensu, było świeże, moje i pełne nadziei i rozwoju.

Nie napiszę Wam tutaj jak takie spotkania mają wyglądać ile mają trwać. Jak długo trzeba z coachem pracować, bo to wszyto jest indywidualne.

W moim przypadku wszystko było trochę na opak, nasza współpraca była w gorących momentach naszego życia, ja zawalałam terminy, przeciągałam przerwy pomiędzy sesjami, ale pomimo tego wszystkiego dosłownie kilka spotkań, zadań i ćwiczeń totalnie otworzyło mnie na nowe systemy organizacji. Na nowe sposoby myślenia, na przejrzyste deklarowanie swoich celów, ale przede wszystkim na usystematyzowanie swojej pracy.

 

CZEGO COACH CI NIE DA ?

 

Przede wszystkim gotowego rozwiązania. Jeżeli szukasz czegoś takiego to nie to miejsce. Coach nie jest, nawet powiedziałabym nie powinien być, twoim business plenerem. Nie ma Cię też ukierunkowywać.

Ma natomiast dać Ci narzędzia dzięki którym, przy swojej pracy zrozumiesz co jest dla Ciebie ważne, a co nie do końca jest twoje. Nauczy Cię podejmowania właściwych wyborów, pozwoli przeanalizować twoje plany i cele. Będzie motywacją do działania, mentorem który wskaże jak znaleźć swoją drogę. Jednak nie zrobi tego za Ciebie. To ty własną pracą nad swoim życiem, czy biznesem znajdzie prawidłowe rozwiązanie. Takie które będzie Ciebie satysfakcjonować na płaszczyźnie emocjonalnej, ale tez taki które będzie dawał Ci korzyści materialne, czy też inne korzyści nad którymi właśnie pracujesz.

 

I tak oto, przechodząc do meritum. Od tego roku będę tu dla Was mam nadzieję z fachem w ręku. Będę się nie tylko dzielić moimi triathlonowymi postępami, lub ich brakiem ;). Będę też dzieliła się kawłkiem dietetycznej wiedzy z Wami.

Od lat jestem BIO, skupiam się na zdrowym odżywianiu i życiu w zgodzie ze sobą. Rozwijam się, szkolę, jeżdżę na szkolenia, rozmawiam z profesjonalistami. Teraz natomiast jest taki czas kiedy to ja chce się rozwijać tak na poważnie. Po wakacyjnej pracy z Lucyną, jestem obecnie na studiach „Dietetyki Sportowej” , a dokładnie na kierunku wspomaganie dietetyczne w Sporcie. I pomimo, że chwilowo z Lucyną nie pracujemy, bo nawał obowiązków w moim życiu mnie przytłoczył i nie znalazłabym siły i energii na merytoryczną pracę, to zamierzam wrócić do naszych spotkań i wspólnego działania jak tylko trochę się wszystko u mnie uspokoi 🙂

CZY WARTO ?

Dla tych którzy się jeszcze zastanawiają, czy warto. Odpowiem zdecydowanie TAK !

Sama byłam dosyć sceptycznie nastawiona do temu coachingu, wydawało mi się to czymś zbędnym, wymyślonym przez naszą teraźniejszą rzeczywistość. Teraz już nie tylko widzę, ale WIEM, że coacha tak jak psychoterapeutę powinien mieć każdy z nas.

Ciężko jest się odnaleźć w dzisiejszych zabieganych czasach. Coraz ciężej jest nam znaleźć balans i to co dla nas jest na prawdę ważne. Ciągłe wybieranie pomiędzy mniejszym złem, posprzątanym domem czy zrobionym treningiem, czasem z dziećmi czy pieniędzmi na kolejne wakacje, randką z mężem czy chwilą dla siebie, jest przytłaczające.

Współpraca z coachem, pozwala nam:

  • pozostać zmotywowanym
  • zdeterminować nasze cele
  • przesiać chaos w głowie na konstruktywne plany i dążenia
  • korzystać z narzędzi które ułatwiają pracę
  • usystematyzować nasze działania
  • i pewnie masa innych rzeczy które w tym momencie nie przychodzą mi do głowy

Szczerze Wam polecam korzystać z pomocy innych kiedy sami nie do końca wiecie co, gdzie i jak. Nie musimy być samowystarczalni, nie musimy nakładać na siebie jeszcze tej presji. Mamy ich wystarczającą z teraźniejszego otoczenia. Pozwólmy tym którzy się w tym szkolą nam pomóc. Dajmy sobie przestrzeń na pomoc, na korzystanie z wiedzy innych w celu polepszenia swojej jakość życia i pracy.

TO JEST OK !

Na prawdę !

Świat się nie zawali ! 🙂

Ciesze się, że mogłam doświadczyć tego i serdecznie Was do takiej współpracy zachęcam.

GDZIE ZNALEŹĆ MOJEGO COACHA ?

Lucyna jest biznes coachem. Obecnie prowadzi własną działalność, wspólpracuje z dużymi firmami dla których prowadzi szkolenia. Wiem jednak, że jest otwarta na indywidualne współprace, więc jeśli macie ochotę zobaczyć kim jest i co robi zapraszam Was na

 

Wasza Biegająca Bio Mama…… <3

P.S. A tymczasem śledźcie mojego bloga, Facebooka i instagrama po dawkę świeżej dietetycznej wiedzy, która mam nadzieję już niebawem zacznie systematycznie gościć na moim PROFILU :)

Oczyszczanie, dieta Dr Dąbrowskiej – podstawy

DIETA PORADY

Oczyszczanie, dieta Dr Dąbrowskiej – podstawy

To zagadnienie zasługuje na kilka dobrych stron A4, ale żeby nie było zbyt nudno i żebym nie zarzuciła Was masą wiedzy która nie każdy ma ochotę zgłębiać to będzie raczej, rzeczowo, pokrótce i na temat. A Ci co będą mieli ochotę na więcej niech się odezwą i temat będziemy ciągnąc dalej.

cof

PO CO 

To jest chyba pierwsze pytanie które od razu nasuwa się kiedy myślimy o takim czymś jak oczyszczanie. Po co właściwie to robić, co nam ma to oczyścić i czy faktycznie to robi ?!

Post dr Dąbrowskiej bo nie lubię pisać o tym dieta, gdyż to słowo kojarzy mi się z dziwnymi trendami w odżywianiu.  Dieta to tak naprawdę sposób w jaki się odżywiamy, nasze codzienne posiłki, ale ostatnimi czasy to słowo jest nadużywane do określania różnych modnych dziwactw w sposobie jedzenia, raczej niż do określenia zbilansowanej i zdrowej diety.

Dlatego pozwólcie że będę to nazywać postem Dr Dąbrowskiej, a nie dietą. Podczas kuracji warzywno-owocowej, nasz organizm ma przejść w stan odżywiania tak zwanego „wewnętrznego”. Ma uruchomić procesy samouzdrawiania, czyli kolokwialnie pisząc zjeść wszystkie nasze stare, zniszczone komórki, na których miejsce powstaną nowe, zdrowe. Podczas odżywiania endogennego organizm jest w stanie usunąć wszelkie toksyny, odtłuścić nasze narządy wewnętrzne i zredukować tkankę tłuszczową w organizmie. A co najważniejsze zredukować albo cofnąć zmiany które powstały w naszym organizmie poprzez dotychczasowy tryb życia, czyli przez produkty które jemy, stosujemy do pielęgnacji ciała i wykorzystujemy w gospodarstwie domowym. Krótko mówiąc ma na celu przywrócić witalność naszego organizmu, dodać energię, wyrównać gospodarkę hormonalną i sprawić że na nowo będziemy się czuć dobrze we własnym ciele. Po kuracji mamy czuć się lekko, zdrowo i świeżo. Będziemy mieć werwę do życia i emanować pozytywną energią.  Taki post jest idealnym sposobem na przywrócenie witalności, tym którzy są ociężali, czują się zmęczeni , a stresujące życie sprawia że w ich organizmach zachodzą różne nie potrzebne procesy osłabiające i wycieńczające nasz organizm.

Nie będę pisać już o tym że docelowym zadaniem kuracji oczyszczającej jest wyleczenie z chronicznych stanów zapalnych, wyleczenie z chorób immunologicznych, w tym wszelkich chorób hormonalnych, oraz zapobieganiu nowotworom, bo są to przypadki specjalistyczne, potrzebujące indywidualnego podejścia.

DLACZEGO JA ZDECYDOWAŁAM SIĘ JUŻ NA DRUGĄ KURACJĘ OCZYSZCZAJĄCĄ ? 

Ja osobiście robiłam ten post po raz drugi. Chciałam ponownie poczuć tą lekko, chciałam poczuć ten spokój, i przypływ pozytywnej energii. Po długim sezonie sportowym, po wakacjach nad morzem, gdzie jedliśmy dużo poza domem, nie miałam ochoty ani smaku na nic. Czułamsię objedzona, zmęczona. Penwie nie tylko nie zawsze takim jedzeniem jakie bym chciała przyjmować, pomimo że jadamy poza domem to wybieramy raz restauracje które mają to lepsze jedzenie w ofercie, po drugie wybieramy te najlepsze opcje z dziennego menu, ale to nadal nie jest to samo. Ciężki sezon startowy też dorzucił swoje do pieca. Chciałam obudzić swój organizm, dać mu nowe życie. Odrodzić po intensywnym czasie podróży i treningów, oczyścić z tego co zjadł przez ostatni czas i poczuć lekkości, nie tylko tą w brzuchu.

CO JEMY, TAK PO KRÓTCE.i-dieta-warzywno-owocowa-i-co-dalej-beata-anna-dabrowska

Oczywiście wszyscy zainteresowani, lepiej żeby zgłębili sobie ten temat, do czego polecam książkę Dr Dąbrowskiej np „, lub nowe opracowania Pani Beaty Anny Dąbrowskiej. W szczególności książkę „i co dalej.„. Wcale nie dla samego procesu wyjścia, bo tu są dwa nurty bardzo kontrowersyjne, o których też napiszę, ale dla samej bardzo konstruktywnej wiedzy jaką może wchłonąć czytając te dwieście stron. Książka na pewno otworzy Wam oczy na to co jeść i jak jeść. Bo „co” nie zawsze wystarcza.

cof

WARZYWA
OWOCE
Korzeniowe: marchew, seler, pietruszka, chrzan, burak, rzodkiew, rzepa

Liściaste: sałata, seler naciowy, zielona pietruszka, jarmuż, rzeżucha, koper, zioła

Cebulowe: cebula, por, papryka

Psiankowate: papryka, pomidor

Kapustne: kapusta biała i czerwona, włoska, pekińska, kalafior, kalarepa

Dyniowate: dynia, kabaczek, cukinia, ogórek
Jabłka

cytryny

grapefruity

MOŻEMY JEŚĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE TE SKŁADNIKI W TABELCE.

POZA TYM MOŻEMY STOSOWAĆ SÓL, NAJLEPIEJ HIMALAJSKĄ, LUB KAMIENNA Z DOBRYCH ŹRÓDEŁ, ORAZ ZIOŁA.

NIE MOŻEMY JEŚĆ ŻADNYCH TŁUSZCZY, WIĘC WSZELKIE SAŁATKI ZA STARYCH NIE KURACYJNYCH CZASÓW ODPADAJĄ. SURÓWKI MOŻEMY DOPRAWIAĆ, SOKIEM Z CYTRYNY, WODĄ Z OGÓRKÓW KISZONYCH ITP

KILKA NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD:

  •  Każdy dzień warto zaczynać z sokiem
  • Co najmniej raz dziennie zjadamy sporą porcję kiszonek. Najlepiej między posiłkami lub po którymś z posiłków.
  • Ważne jest aby każdy nasz posiłek zawierał chociaż jedną małą porcję surowych warzyw, warzywa gotowane nie mają takich samych właściwości. Jeżeli nie lubicie surówek lub zjadania warzyw na surowo, może zastąpią Wam je chociaż częściowo właśnie soki.
  • Najlepszym momentem aby zrobić takie oczyszczanie jest wiosna. Ja niestety swoje posty robiłam zawsze jesienią, ponieważ jest to okres roztrenowania, czyli jedyny okres w roku kiedy mam najmniejsze obciążenie treningowe.
  • Podstawą jest spożywanie dużej ilości wody, Zresztą organizm sam wam powie. Aby zminimalizować złe samopoczucie lub spadki energii musimy pić co najmniej 2-2.5 litra, a ja zalecałabym nawet jeszcze więcej wody w ciągu dnia.
WERSJE DIETY:

Najcenniejsze są warzywa i owoce w postaci surowej, gdyż posiadają aktywne enzymy i biokatalizatory, a wśród nich około 10 tysięcy antyoksydantów, między innymi polifenole, likopen, witaminę C oraz E, beta karoten, chlorofil, mikroelementy i błonnik, dlatego wysoce skuteczną leczniczo okazała się wersja surowa diety warzywno-owocowej, ale także nie mniej jest skuteczna i najczęściej stosowana  wersja klasyczna diety, która zawiera warzywa i owoce głównie surowe, z dodatkiem gotowanych  w proporcji np. 3/4 roślin surowych i 1/4 gotowanych.

Bywają przypadki, gdy dieta warzywno-owocowa jest źle tolerowana. W przypadku pojawienia się bólów brzucha, uporczywych wzdęć lub niechęci do diety zaleca się przez kilka dni jej wersję sokową (soki warzywne i owocowe, woda, herbaty owocowe, ziołowe, wywary warzywne) lub wersję gotowaną (warzywa gotowane, zupy warzywne, jabłka gotowane), zwłaszcza na początku  kuracji, w przypadku pacjentów, którzy źle tolerują surowizny (pacjenci gastryczni). Dłuższe okresy wersji gotowanej  nie dają korzystnych efektów.

Istnieją też wersje eliminacyjne diety warzywno-owocowej, które wykluczają pewne pokarmy, a zwłaszcza sól i ogórki kiszone  u chorych z nadciśnieniem, a także z obrzękami, gdyż sól zatrzymuje wodę,  zwiększa ciśnienie krwi i nasila obrzęki, albo wersja diety z wykluczeniem gotowanych warzyw i owoców: np. marchwi, dyni, buraków, także musu z jabłek oraz soku z marchwi,  głównie u chorych z cukrzycą i otyłością, gdyż warzywa gotowane mają wyższe indeksy glikemiczne, niż surowe i dlatego mogą zwiększać poziom cukru we krwi.

Wersja diety eliminująca nietolerancje pokarmowe,  czyli   pokarmy  przeciw którym organizm skierował atak przy pomocy przeciwciał  klasy IgG, te pokarmy  można wykryć  np. testem Food Detective. Praktyka wykazała, że dzięki takiej personalizacji  diety, jej efektywność lecznicza jest bardzo wysoka, zwłaszcza w chorobach z autoagresji.

CZYM MOŻEMY WESPRZEĆ OCZYSZCZANIE? 

  • olejek z oregano– stosuje się go, jeden do trzech, razy dziennie po dwie krople, mówie tutaj o olejku z wysoką zawartością karwakrolu ( ja stosuje ten olejek —> FINCLUB – olejek z oregano ) Pije go zawsze na łyżeczce z sokiem. Nie można go stosować samodzielnie bo dosłownie wypala buzie. Taki olejek wspomaga oczyszczanie ponieważ sam w sobie ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i przeciwgrzybicze. Zabije wszelkie pleśnie i grzyby, tak jak np candida. Stosujemy go rano na czczo i wieczorem najlepiej po kolacji przed samym snem. Ważne jest aby stosować przy tym bardzo dużą ilość probiotyków i jeść kiszonki ponieważ olejek jest tak mocny, że zabija także te dobre bakterie które są nam potrzebne w jelitach.
  • Ekstrakt z pestek grapefruita – wersja bio, tak zwany Citrosept znajdziecie w większości aptek. Ma działania oczyszczające, przeciwgrzybiczne, przeciw pasożytniczo i antybiotycznie
  • Probiotyki – pomimo że podczas postu powinniśmy jeść co najmniej raz, a najlepiej kilka razy dziennie kiszonki, to nie zawsze jesteśmy w stanie uzupełnić wszystkie bakterie jedzeniem. Warto podczas oczyszczania wprowadzić suplementację probiotykami, w szczególności gdy planujemy wspomóc oczyszczanie olejkiem z oregano. Probiotyki spożywamy zawsze po jedzeniu.
  • Chlorella jest kolejną substancją która wspomaga oczyszczanie. Można ją suplement-ować podczas postu, jej głównym zadaniem jest usuwanie, odtruwanie z metali ciężkich. Odbudowuje florę bakteryjną w jelitach i wzmacnia układ odpornościowy.
  • Fajnie działają też wszelkie naturalne peelingi, maseczki na twarz i skórę, które wspomagają oczyszczanie naszej skóry.

cof

DLACZEGO TO ROBIĘ ?

Takie tygodniowe lub dwutygodniowe oczyszczanie jest idealnym sposobem na przywrócenie sił i witalności. Zazwyczaj robi się je właśnie wiosną, gdy po zimie jesteśmy zmęczeni, troszkę ospali/ Jemy cięższe rzeczy, a na wiosnę nasze ciała same chciałaby by poczuć to lekkość. Nawiązuje się też to dawnych czasów i  zajada jemy więcej a co za tym idzie też nie zawsze dobrze i zdrowo. U mnie oczyszczanie zazwyczaj wypada na jesień też mam swoje powody dlaczego robię to akurat w tym momencie. Po pierwsze jest to okres roztrenowania kiedy moje obciążenia treningowe są minimalne. Po drugie podczas sezonu startowego nawet jeżeli chce to robić w minimalnych ilościach to spożywam takie rzeczy jak żele, izotoniki, które według mnie nie są dobre dla nas. Nie piję szejków po-treningowych, oczywiście mówię o sproszkowanych odżywkach białkowo-węglowodanowych i innych suplementach tego typu. Pewnie dlatego też progres jest u mnie bardziej powolny. Niemniej jednak oczyszczanie właśnie w tym okresie jest dla mnie super sposobem na nowy start w jesień zimę, okres kiedy zaczynamy ciężko pracować. Okres kiedy mój organizm potrzebuje świeżego umysłu, świeżej energii, okres kiedy zamykam jeden sezon a zaczynam kolejny. Ponadto w lato dużo podróżujemy, a co za tym idzie jedzenie na mieście. I choćbym nie wiem jak mocno starała się wybierać te najlepsze, najzdrowsze opcje zaczynając od miejsca w którym mamy coś zjeść, a kończąc na najlepszym daniu z menu, to i tak nie jest to jedzenie gotowane przeze mnie w domu.

Takie oczyszczanie na koniec sezonu, czyli jesienią, w moim przypadku to ogromny zastrzyk pozytywnej energii, motywacji do działania i świeżego umysłu. Jest fajnym wzmocnieniem roztrenowania, które ma sprawić że moje ciało i głowa będzie chciało ponownie wrócić do treningu.

TAKI SOLIDNY KOPNIAK W TYŁEK, KTÓRY NIE BOLI, ALE Z KTÓRYM TRZEBA WYTRWAĆ 🙂

 

 

CZY WARTO SIĘ RUSZAĆ PODCZAS OCZYSZCZANIA?

edf

Ruch jest bardzo ważny. Kiedy przeprowadzamy taki post doktor Dąbrowskiej, ruch wspomaga wydalanie wszystkich toksyn. Pozwala organizmowi pracować wydajniej i lepiej.  Jeżeli nie czujecie się na siłach żeby biegać, jeździć na rowerze, czy pływać to proponuję Wam chociaż dużą dawkę spacerów. Warto poświęcić nawet około godziny dziennie na ruch, najlepiej na świeżym powietrzu. Wbrew pozorom jak to mój trener powiedział, bieganie najlepiej nas dotlenia więc nie warto rezygnować z niego. Można odczekać pierwsze kilka dni, kiedy nasze ciało najbardziej się buntuje i mamy kryzysy ozdrowieńcze, ale jeżeli na codzień biegacie to warto to bieganie też wpleść w trakcie postu. Ja podczas oczyszczania robię sobie delikatnie jednostki treningowe, spokojne rozruchy, czyli spokojny rozjazd na rowerze, bieganie w bardzo wolnym tempie i pływanie bez mocnych akcentów.

Aktywność fizyczna pomaga nam dotlenić organizm, wspomaga oczyszczanie, wzmagając usuwanie toksyn i złogów. Ponadto pozwala endorfinom zawładnąć naszym ciałem, dzięki czemu czujemy się też lepiej.

Pamiętać jednak trzeba o spożywaniu dużej ilości wody, w szczególności gdy utrzymujemy aktywność fizyczną. Przyjmowanie wody jest jednym z ważniejszych elementów tej kuracji.

KRYZYSY OZDROWIEŃCZE ? 

Są. Istnieją. Występują. W szczególności gdy Wasze przygotowanie do diety będzie krótki, a Wy przejdziecie z mocno fastfoodowego- jedzenia na kurację. Im bardziej drastyczna zmiana żywieniowa, tym bardziej drastyczne kryzysy. Zdarzają się mdłości, a nawet wymioty, biegunki, bóle głowy, ospałość, złe samopoczucie i totalne zmęczenie materiału.

Ja zawsze w okolicach 1-2 dnia, mam zjazd, ból głowy i złe samopoczucie. Często kończę w łóżku koło 18/19 godziny i przesypiam ciągiem do rana ( oczywiście jeśli dzieciaki pozwolą ha ha ha) Kryzys jest u mnie krótki. Sen, najlepsze lekarstwo sprawdza się tu jak ulał.

ILE TO TRWA?

Najlepiej aby taka kuracja trwała co najmniej tydzień. Jeżeli czujecie potrzebę, macie jakieś dolegliwości, albo robicie ją po raz pierwszy warto przedłużyć ja do 2-3 tygodni. Ja za pierwszym razem kurację robiłam 2 tygodniową, teraz chciałam tylko odświeżyć się i swoje samopoczucie więc robiłam ja 10 dni.

JAK PRZETRWAĆ?

cof

Po pierwsze trzeba nastawić się mentalnie na to. Warto też pierwsze 2 dni żeby wypadały w weekend tak abyście w razie gorszych chwil mogli się po prostu położyć i odpocząć. U mnie Rafał w tym czasie gotuje sobie sam. Dla dzieci kombinowałam z gotowaniem, ale nie mogę niczego smakować więc nie do końca wiedziałam czy wszystko jest doprawione tak jak trzeba. Korzystałam z pomocy thermomixa, gotowych przepisów i z tych standardowych domowych które robię już z automatu.

Warto też nie myśleć o tym jako o jakimś okropnym wyrzeczeniu. Robicie to dla siebie i dla Waszego ciała. To ma Wam pomóc w czuciu się dobrze, NA PRAWDĘ WARTO!

TO TYLKO 10, 14, 21 DNI !!!!

JEŻELI SPOJRZYCIE SIĘ NA TO Z PERSPEKTYWY CZASU W CIĄGU ROKU TO PRZEZ POZOSTAŁE 355, 351, LUB 344 DNI W ROKU MOŻECIE JEŚĆ TO CO WAM SIĘ PODOBA ! TO NAPRAWDĘ NIEWIELE !!! TO TYLKO 10, 14, CZY 21 DNI.

Oczywiście polecam wdrożenie się w zdrowe odzywanie i stosowne komponowanie składników, wtedy takie posty będą miały potrójne działanie, a czuć bosko będziecie się przez cały rok. Nie będziecie mieli zjazdów emocjonalnych, wahań hormonalnych i całej masy innych rzeczy które widzę po osobach.

cof

JAK TO U MNIE WYGLĄDAŁO?

Za pierwszym razem kurację Dr dąbrowskiej robiłam, aby pozbyć się helikobacter z żołądka. Dwa lata temu w wakacje nabawiłam się okropnej anemii, która nie chciała pod żadnym pozorem mnie opuścić. Mając raczej holistyczne podejście do zdrowia, nie jestem typem który chce wyleczyć objawy a który szuka przyczyny. I w ten sposób przez kilka miesięcy obalałam tezy wszystkich lekarzy, próbując doszukać się o co tu tak na prawdę chodzi. W badaniu pod kątem celiakii, gastroskopia z pobieranymi wycinkami z jelita, lekarz stwierdził helicobakter w żołądku. Jak się okazało po, bardzo powszechna dolegliwość, a w moim przypadku winowajca anemii. Helikobacter zaburza wchłanianie żelaza w naszym organizmie, a co za tym idzie nawet jeśli będziecie je suplement-ować naturalnymi, czy chemicznymi substytutami, ono nie będzie się wchłaniać. Oczywiście dostałam listę antybiotyków, bo z tego co pamiętam był ich tam 3 sztuki które miałam brać na raz, żeby to coś wyleczyć !!!

Antybiotyków nie brałam. Przewertowałam książki i internet żeby wynaleźć co może na to pomóc. W skrócie pisząc, zdecydowałam się na post po to aby dieta wspomogła zlikwidowanie tej bakterii. Jak wiecie bakterie żywią się cukrem, rozmnażają się w kosmicznym tempie jeśli w naszym żołądku jest jego dużo. Na chłopski rozum, jeśli wyeliminuje cukier to bakterie nie będą miały w jaki sposób się rozmnażać, będę mogła skupić się więc tylko na wyeliminowaniu jej. Jako podstawę zaczęłam stosować olejek z oregano ( piszę o nim wyżej) 3 razy dziennie, z czego nocna dawka była z miętą pieprzową, która wspomaga pracę żołądka, odbudowuje śluzówkę. Poza tym stosowałam jeszcze gamę innych suplementów w tym między innymi wyciąg z korzenia lukrecji, który ma niesamowite działania przeciwzapalne i przeciwbakteryjne, ale też posiada właściwości łagodzące i antyoksydacyjne. Lukrecja działa łagodząco na śluzówkę, żołądka która zarówno przez bakterie jak i przez olejek z oregano jest mocno podrażniona. 3 tygodnie po zakończonym poście i mocnej suplementacji jak to inni się śmiali „ziółkami” robię badania a tu ani widu, ani świtu po okropnej bakterii.

Czyli da się, wystarczy tylko trochę zawzięcia, determinacji i chwilowego wyrzeczenia.

Za drugim razem zdecydowałam się na post 10 dniowy. Taki oto relaks dla brzucha, chciałam poczuć ta energię kiedy o poranku wstaję bez najmniejszego problemu. Chciałam poczuć tą lekkość w brzuchu i chciałam w końcu mieć ochotę na coś do jedzenia, bo ostatnimi czasy nawet nic mnie nie ruszało. A jedzenie miałam wrażenie smakowało tak samo. Smak awokado po takich 10 dniach jest niezastąpiony 🙂

Czy warto ? OJ TAK. Naprawdę dostaję się nowe życie pod każdym względem. Ja w tym roku zamiast dłuższego kryzysu ozdrowieńczego, miałam 4 dni okropny ból gardła, dokładnie taki sam jak przy anginie. Zimą zeszłego roku nabawiłam się mocnej anginy ropnej która trzymała mnie bardzo długo. (oczywiście leczona tylko „ziółkami”)widocznie nie była do końca wyleczona i coś tam w środku jeszcze pozostało, co się pokazało właśnie podczas postu. Takie historie mówią mi że to na prawdę działa. Ja teraz śpię mniej, a rano wstaję bez najmniejszego problemu. Od kilku tygodni nie mam w ogóle żadnych zjazdów emocjonalnych w ciągu dnia. Tzn, nie czuję zmęczenia, nie potrzebuję kawy, oczywiście pije ją ale dlatego że ją lubię a nie że mam potrzebę, nie muszę odpocząć po obiedzie, czy innym posiłku. Moja energia jest na stałym poziomie przez cały dzień, do momentu kiedy zrobi się ciemno i jest pora spania.

POLECAM TEN POST KAŻDEMU, MŁODYM, STARYM, KOBIETOM I MĘŻCZYZNOM, SPORTOWCOM I KANAPOWCOM. 

A W SZCZEGÓLNOŚCI KOBIETOM KTÓRE PLANUJĄ MIEĆ DZIECI !

Oczyśćcie się dziewczyny z tego co jest w Waszych ciałach, tak aby te maluszki w Was rosnące miały czystą kartę. Tak aby po urodzeniu nie było żadnych alergii, żadnych skaz, żadnych atopowych zapaleń skóry, bo to nie geny za to odpowiadają tylko zanieczyszczone ciała.

POSTU NIE MOŻNA PRZEPROWADZAĆ W CZASIE CIĄŻY ! 
KURACJI NIE POWINNO SIĘ PRZECHODZIĆ RÓWNIEŻ PODCZAS KARMIENIA PIERSIĄ

 

DSC_1100

 

 

 

 

 

 

Jeżeli chcecie pociągnąć temat i chcecie żeby podesłała kilka fajnych sprawdzonych przepisów na dietę to piszcie, komentujcie i będę tworzyć kolejne posty.  U mnie królowała DYNIA 🙂

 

 

Wasza Bio Mama.

Wzmacnianie odporności – NATURALNE METODY

DIETA PORADY

Wzmacnianie odporności – NATURALNE METODY

Pozostając w temacie dzieciowo-żłobkowym. Pociągnę go przez jeszcze chwilę i odpowiadając na Wasze pytania, sprzedam Wam nasze patenty. Patenty, które wzmocniły Zosi odporność na tyle, że sama potrafi dzielnie walczyć z wszystkim tym co lata w żłobkowych salach. Nie mówię, że moje dziecko nie ma nawet katarka, ale każda wizyta u pediatry, w momencie gdy myślimy że jest już na prawdę chora, kończy się słowami: „Bardzo ładnie sama walczy z tymi wirusami, nie ma objawów choroby. Proszę tylko obserwować czy się nie pogarsza.” I do dzisiaj nie pogarszało się, dlatego myślę że ponad półtora roku faszerowania ją moimi naturalnymi specyfikami się opłaciło.

Pamiętajcie jednak, że nie jestem lekarzem i pomimo, że konsultowałam wszystko to co Zosia przyjmuje z wieloma pediatrami i naturopatami, to Wasze dziecko może być inne i warto zapytać się Waszego lekarza pierwszego kontaktu czy Wasz maluch może przyjmować tego typu suplementy.

 

Jak już niejednokrotnie pisałam, nie jestem zwolenniczką współczesnej medycyny, która zamiast leczyć przyczyny naszych schorzeń leczy objawy, zatajając to co nam naprawdę dolega. Dlatego będąc mądrzejsza już o to wiedzę, która teraz posiadam zadbałam o to aby moje dziecko, które przyszło na świat z czystą kartką od początku dostawało to co najlepsze. Od pożywienia poczynając na suplementach kończąc. I tak oto od 6 tygodnia życia, moje dziecko codziennie dostawało solidną dawkę tego, co uważałam dla niej za najlepsze.

1. Synbiotyk – Children’s Powder firmy VIRIDIAN 

synbiotyk-dla-dzieci-suplement-diety-viridianViridian to jedna z moich ulubionych firm jeśli chodzi o suplementy. Nie są one tanie, z resztą jak wszystkie firmy które bazują na naturlanych produktach, ale ma bardzo fajne pozycje, jest od wielu wielu lat na rynku i w innych krajach cieszy się takim uznaniem jak Solgar. Synbiotyk to w skrócie dobre bakterie, czyli probiotyki i cukry dzięki którym te bakterie się rozmnażają czyli prebiotyki. Synbiotyk jest w formie proszku, więc łatwo można go podawać dziecku w każdym wieku. Wzmacnia odporność i odbudowuję prawidłową florę bakteryjną jelit. Dzięki temu właśnie dziecko wchłania wszystko co dobre z pożywienia. Moja Zosia stosuje go od około 6 miesiąca życia. Wczesniej podawalismy jej probiotyki tylko, ponieważ nie wiedzielismy o istnieniu tej wersji synbiotyku dla dzieci. Synbiotyk jest bardzo wydajny starcza na kilka miesięcy przy dawkach 1g dziennie.

 

2. Mądre rybki Solgara, czyli kwasy DHA.

89c15c38065e6700cf0f9f9847c38e5cKwasy w mądrych rybkach pozyskiwane są z tuńczyków łowionych w czystych wodach Ocenu Indyjskiego. Nie są to tuńczyki hodowlane, czy łowione w zanieczyszczonych morzach blisko Europy. Wszystkie substancje pomocnicze są naturalne, słodzony naturalnym cukrem brzozowym – ksylitolem ( przyjaznym dla zębów, grzybobójczym) i aromatyzowane owocami.  Kwas DHA wzmacnia mózg, wzrok i odporność oraz zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji górnych dróg oddechowych, dlatego powinien być suplementowany od samego początku. Dzieci są wtedy mniej skłonne do alergii i chorób górnych dróg oddechowych np. astmy. Nasza Zosia przyjmuje go od 6 tygodnia życia. Mądre rybki Solgara to żelki które dziecko w starszym wieku może żuć i zjadać w całości. Natomiast tym maluszkom nie gryzącym jeszcze, bez problemu można wycisnąć zawartość rybki do ust i tak tez robiliśmy przez długi czas. W słoiku jest 90 rybek, co starcza na 3 miesiące przy dawkach 1 dziennie.

 

3. Witamina D dla dzieci VIRIDIKID, Viridian. pol_pl_viridian-ekologiczna-witamina-d-w-kropelkach-dla-dzieci-30-ml-3019_1

Witaminę D, pewnie więszkość z Was suplementowała maluchom, gdy były na prawdę małe. Jednak duża część ludzi szybko ją odstawia, niepotrzebnie. Witamina ta ma bardzo korzystny wpływ na zdrowie, zapewnia prawidłowy wzrost i rozwój układu kostnego, zapobiegając krzywicy oraz wzmacniając naturalną odporność naszych maluchów. Wybrałam firmę Viridian, ponieważ ich produkty nie zawierają powszechnie używanych substancji wypełniających i przeciwzbrylających. W większości produkowane są na bazie spiruliny, alfalfa i borówki co dodatkowo wzbogaca ich skład.

 

4. Krople z propolisem BIO30, miód manuka ( bez alkoholu). db3d70bf98992fe1eed7020b0c6acda2

Większość propolisów na naszym rynku jest konserwowana alkoholem, dlatego ciężko znaleźć coś naturalnego i bez alkoholu. Pomimo ogromnych pozytywnych właściwości propolisu, do tego specyfiku byłam najmniej przekonana, pewnie ze względu na jego okropną cenę. Propolis zaczęliśmy stosować u Zosi w okresie przedszkolnym i dopiero teraz kiedy widzę poprawę w katarkach i innych wirusowych objawach, zdecydowanie go Wam polecam. Jest bardzo wydajny. My stosujemy go już od kilku miesięcy i cały czas mamy go w buteleczce.

Ten właśnie propolis poleciła nam nasza lekarka, lekarz medycyny naturalnej (kiedyś pediatra), która kazała dawać go Zosi w dawkach 2 kropli, 3 razy dziennie, na miesiąc przed tym jak zaczęła chodzić do żłobka i przez pierwszy miesiąc w żłobku. Stosowaliśmy go właśnie w tych dawkach w lato i obyło się bez żadnych żłobkowych chorób. Do dziś jednak dajemy go w tej właśnie dawce zawsze kiedy mała zaczyna mieć żłobkowy katar i zazwyczaj na tym katarku się kończy.

Dlaczego propolis? Ponieważ jest środkiem który ma silne działania bakteriobójcze, zabija wirusy i grzyby oraz wzmacnia odporność. Poleca się jego stosowanie przy wszelkich przeziębieniach i grypie. Możecie go stosować zarówno Wy, jak i Wasze dzieci.

 

5. Witamina C – kanguwity, Solgar.

edb0ee80686097b7a30c7a077c1ad801Powiem szczerze, że do dziś nie jestem w 100% przekonana do substancji pomocniczych zawartych w tym produkcie. Jak na Solgar ma on dosyć słaby skład, ale nie znalazłam lepszego zamiennika na naszym rynku dla dzieci, dlatego stosujemy właśnie kanguwity. Gdy się skończą dodajemy małej zwykłą witaminę C lewoskrętna do soku, czyli czysty do analizy kwas L-askorbinowy. Jednak wolę Solgar-ową formę witaminy C, dlatego cały czas z nich korzystam. Pamiętajcie że gdy stosujecie kwas L-askorbinowy to nie powinno używać się żądnych metalowych przedmiotów do jego podawania, ponieważ utleniają one witaminę C. Witaminkę C stosujemy codziennie gdy małą jest nie wyraźna, ma katarek albo co jakiś czas robię jej taki tygodniowe kuracje.

 

 

6. Syrop na kaszel PUKKA. syrop-elderberry-dla-ukladu-oddechowego-bio-100ml-pukka

Ostatni, ale nie najmniej ważny mój niedawno wynaleziony specyfik. Syrop na kaszel firmy PUKKA. Od tygodnia jest w użyciu, ponieważ mała jednego dnia wróciła z kaszlem do domu. Zaczęłam go stosować jak tylko usłyszałam pierwsze objawy kaszlu i od tamtej pory kaszel bardzo ładnie się odrywa. Nawet ostatnio na wizycie u pediatry, Pani Doktor powiedziała, że skład faktycznie jest bardzo „ziołowy”, ale bardzo fajny i na pewno będzie pomagał. To jest fajna alternatywa dla tych, który tak jak ja nie chcę wlewać w nasze maluchy syropów konwencjonalnych firm farmaceutycznych, które pomimo że są ziołowe, mają mnóstwo substancji pomocniczych i przeciw zbrylających które są chemiczne.

 

Synbiotyk, witamina D, kwasy DHA i okresowo Witamina C to jest to co Zosia dostaje na odporność od właściwie pierwszych tygodni życia codziennie. Synbiotyk warto dawać ze śniadaniem, w szczególności dobrze przyjmuje się z owsianka i kaszami.

Propolis stosujemy profilaktycznie w okresie żłobkowym ( kiedy chcemy posłać dziecko do żłobka) lub kiedy na horyzoncie pojawiają się katarki i przeziębienia. Syrop na kaszel, jak sama nazwa wskazuje stosujemy wtedy kiedy pojawia się kaszel.

Wielu z Was moga odrzucić ceny produktów, ale wiedzcie, że są one w 100% naturalne, oraz pozyskiwane z najlepszych składników. Nie posiadają żadnych chemicznych substancji zbrylających, konserwujących, są słodzone naturalnymi cukrami, aromatyzowane owocami. DHA Solagara ma się nijak to innych kwasów DHA, tranu które pozyskiwane są z ryb pływających w zanieczyszczonych morzach. Dlaczego warto zastanowić się czy lepiej wydać mniej na coś co nie do końca będzie działać, czy wydać więcej na coś co na prawdę działa i pomimo kosmicznej ceny jest naturalne i wiemy że dajemy naszym pociechom to co najlepsze.

 

Decyzję zostawiam w Waszych rękach 🙂

O.

 

 

 

 

 

 

DETOKS – czyli moje dwa tygodnie wyrzeczeń.

CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

DETOKS – czyli moje dwa tygodnie wyrzeczeń.

Od jakiegoś czasu mierzyłam się z zamiarem zrobienia detoksu. Straciłam apetyt na życie. Chodziłam notorycznie zmęczona, nic mi się nie chciało. Tylko treningi ratowały mnie z opresji i dodawały energii, niestety tylko na krótką chwilę. Anemia dolała oliwy do ognia i tak oto już na początku wakacji wiedziałam, że pierwsze co zrobię po zakończonym sezonie triathlonowym to 2 tygodniowy DETOKS.

Continue reading

Detoks czy filozofia życia ?

CODZIENNOŚĆ PORADY

Detoks czy filozofia życia ?

Moj detoks ewidentnie nie sprzyja mojemu pisaniu.
Jakoś ten zanieczyszczony organizm miał o wiele więcej do powiedzenia. Od kilku dni ogarnął mnie totalny spokój, wszystko wydaje się do wykonania, a czas płynie powoli. Nawet to samo mieszkanie, które nieposprzątane potrafiło doprowadzić mnie do białej gorączki, nie irytuje mnie tak bardzo. Treningi zamieniły się w „po prostu w bieganie” i „po prostu jeżdżenie”. Dawno nie czułam takiego spokoju w środku.

Continue reading

Idziemy na KAWĘ, czyli czego mi brakuje gdzie teraz jestem.

CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Idziemy na KAWĘ, czyli czego mi brakuje gdzie teraz jestem.

IMG_20160719_212739

Zabrakło mi tego w domu. To znaczy w teraźniejszym domu, tym gdzie jest dużo lasów, łąk i pól. Tym gdzie zwierzęta są na każdym kroku, kwiaty i drzewa, pachnące maliny, a kawałek dalej znajdziesz i jagody. Tym świecie gdzie niby tyle można z dzieckiem robić.

A jednak!

Przychodzi taki dzień, gdzie pomiędzy odbiorem dziecka ze żłobka do basenu masz 3 godziny. Szwendasz się bezczynnie po mieście, bo do domu co prawda blisko (15 km), a zarazem tak daleko. Każdy najedzony, więc do restauracji nie ma co iść. Zreszto ostatnio coraz mniej mi się chce. Sprawdzasz jeden plac zabaw, sprawdzasz drugi. Bawcie się.… Continue reading

Parę słów o … mydle.

DIETA PORADY

Parę słów o … mydle.

Bycie Bio, to nie tylko zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna. To filozofia życia w zgodzie z nami, z naturą. Nie zwariowałam zupełnie w tym temacie, jak wielu z Was może sobie myśleć, ale wybieram świadomie. Cały czas się doszkalam. Zwracam uwagę nie tylko na etykiety produktów spożywczych, ale i tych które mam zamiar nałożyć na swoje i mojej małej Zosi ciało. Sprawdzam które kosmetyki mogę śmiało używać, a które lepiej omijać szerokim łukiem. Używam dezodorantu bez aluminium, stosuje raczej „naturalne” kosmetyki, pasty do zębów, balsamy i kremy.

Dlatego chciałabym zabrać Was dzisiaj w świat … mydła. Tak! Takiej zwykłej kostki mydła, które wbrew pozorom może nam bardzo pomóc lub zaszkodzić.

Ola Krakowiak, bohaterka dzisiejszego wpisu od niedawna zajmuje się produkcją mydła – „Manufaktura Mydła”. I to właśnie jej kosmetyki, od jakiegoś czasu, stosuję osobiście. Poświęciła mi chwilę i napisała parę wartościowych zdań o kosmetykach naturalnych, czyli takich które powstają tylko i wyłącznie z naturalnych komponentów. Miłej lektury.

12304318_1652797388295069_5290163244419810870_o-2

 

Parę słów o kosmetykach naturalnych…

Kolorowy zawrót głowy. Lecz czy zdrowy? 

Wszyscy, którzy starają się żyć zdrowo i aktywnie na pewno zetknęli się już z produktami spożywczymi i  kosmetykami naturalnymi. W ekosklepach półki uginają się od różnych preparatów sygnowanych bio, eko czy organic. Lecz czy tak na prawdę te  produkty zawierają tylko substancje naturalne i są pozbawione konserwantów i sztucznych dodatków? Warto pamiętać, że substancje odżywcze trafiają do naszego organizmu również przez skórę, co może stanowić doskonałą metodę suplementacji – niestety często zapominaną i pomijaną.

Przez skórę do….serca 

Wchłanianie substancji odżywczych przez skórę jest procesem złożonym a na przebieg i szybkość tego procesu wpływają właściwości i budowa skóry.  Poza kondycją skóry znaczenie ma jej wiek, wielkość warstwy zrogowaciałej oraz uwodnienie naskórka. Substancje odżywcze w pierwszej kolejności pokonują warstwę naskórka, aby następnie dotrzeć do głębszych i bardziej unaczynionych warstw skóry. W efekcie tego pożądane związki dostają się do krążenia ogólnego i wykazują działanie ogólnoustrojowe. I tylko od nas zależy, czym będziemy „karmić” nasz organizm.

12771937_1679394472302027_8527306292007036545_o.jpg

 

Mądry Polak przed szkodą

Bardzo ważne jest, aby wybierać kosmetyki mądrze i nie zatruwać nimi naszego ciała, które i tak w dzisiejszych czasach, jak chyba nigdy wcześniej, jest narażone na różne zewnętrzne, szkodliwe czynniki. Głównym celem stosowania kosmetyków jest mycie, odżywianie i poprawianie wyglądu, kojenie podrażnień. Niestety wiele popularnych preparatów tylko maskuje podrażnienia naszej cery. Dzięki syntetycznym składnikom nasza skóra i włosy mogą wyglądać na bardzo zadbane lecz w istocie tak nie jest. Poza tym sztuczne substancje są źródłem alergii i niepotrzebnie obciążają organizm trudno przyswajalnymi  cząsteczkami. Wiele złego w kosmetykach robią substancję konserwujące. Koncerny chemiczne produkujące ogromne ilości wyrobów nie mogą pozwolić sobie na względnie krótki termin przydatności (przydatność mojego mydła wynosi rok, więc wcale nie tak krótko, prawda?) co powoduje zwiększanie w recepturach ilości składników poprawiających wygląd i trwałość produktu – bo jak wiadomo „kupujemy oczami”.

Niestety – także pośród kosmetyków naturalnych znajdziemy wiele takich, które tylko naturalne udają (witaj marketingu i wysokobudżetowa reklamo! ) lub są wytworzone w nieprawidłowy sposób. Mówiąc o tych ostatnich mam na myśli te „ukręcone” przez różnej maści domorosłych „szamanów” posiadających znikomą wiedzę, przy użyciu surowców niskiej wartości, bo do tych lepszych nie mają oni po prostu dostępu lub są dla nich zbyt drogie. Przestrzegam was przed tym szczególnie bo możecie wyrządzić sobie i swoim najbliższym wiele krzywdy. Kosmetyki to chemia (naturalna lub nie) a chemia potrafi leczyć, ale też i szkodzić.

12771471_1679394382302036_6353550901705534279_o

Nauka w służbie natury! 

Z wykształcenia jestem biotechnologiem, ukończyłam także studia podyplomowe z zakresu  ziołolecznictwa a aktualnie doktoryzuję się w dziedzinie botaniki farmaceutycznej. Z każdym kolejnym stopniem „naukowego wtajemniczenia” pojawia się u mnie coraz więcej wątpliwości i wrażenie ciągle niedostatecznej wiedzy dlatego też cały czas zgłębiam kolejne tajniki i wykonuje własne eksperymenty. Właśnie dzięki nim zrodziła się u mnie koncepcja wytwarzania własnych, naturalnych i zdrowych kosmetyków. Dlatego od niedawna moje życie poświęcam tej właśnie pasji, dzięki której powstała „Manufaktura Mydła”.

Zaczęłam od mydła sodowego czyli mydła w kostce. Po wielu próbach, dziesiątkach godzin spędzonych nad recepturami i niekończącym się rozmyślaniom –  mogę stwierdzić, że udało się! Ostatnio dostałam też  zastrzyk mega pozytywnej motywacji – mama pewnego szkraba, cierpiącego na łuszczycę zapytała mnie czy nie mam może mojego delikatnego, bezzapachowego, szaroburego mydła z kozim mlekiem, bo koi ono podrażnienia małego jak żaden produkt z apteki. Oczywiście, że mam. Dla takich chwil to robię!

Dla Biegającej Bio Mamy pracuję nad preparatem do ciała, który odżywia po intensywnym treningu i likwiduje ewentualnie powstałe zakwasy. Jak widać – nie tylko pokonuję wyzwania, lecz wręcz sama je sobie stawiam!

Na zdjęciu świeża kostka mydła z kozim mlekiem, która teraz ma przed sobą  6 tygodni leżakowania aby uzyskała wymagane pH. Świeża masa mydlana czy nieodpowiednio przygotowane i sezonowane mydło ma właściwości żrące!

12787621_1300501483308852_2031665852_o

Zdrowe jedzenie, a zdrowe odżywianie.

CIĄŻA CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Zdrowe jedzenie, a zdrowe odżywianie.

Już chyba każdy kto choć trochę wgłębił się w sport, zainteresował się też dietą i zdrowym jedzeniem. Jednak niewielu z nas ma świadomość, że istnieje ogromna różnica pomiędzy zdrowym odżywianiem, a zdrowym jedzeniem.

Zdrowe jedzenie to komponowanie sobie posiłków ze składników które według nas są zdrowe. Jednak nie zawsze połączenie kilku nawet bardzo zdrowych składników można zaliczyć do zdrowego odżywiania. Dlaczego ?

Mianowicie chodzi tu o kwasy żołądkowe i nasze trawienie. Nie wszystkie produkty możemy łączyć. A nawet dodałabym że powinniśmy spożywać posiłki w pewnej kolejności tak żeby nasz żołądek lepiej trawił to co przyjmuje. Ważne jest kilka zasad, bez których się nie obejdzie i które spróbuję Wam tutaj przedstawić.

Zacznijmy od tego, że każdy jakoś zaczyna, więc powoli małymi kroczkami spróbujcie znaleźć swój sposób na to by poprzestawiać Wasze nawyki żywieniowe. Nie rzucajcie się z motyką na słońce, robiąc drastyczne zmiany. Zacznijcie od jednego posiłku, potem dorzućcie kolejny, dotąd aż stanie się to Waszym nawykiem, Waszym życiem. Poczytajcie, przestawcie swoje myślenie bo wszystko zaczyna się i kończy, w naszej głowie. Pamiętajcie, że żywność to nasze paliwo. Szanujmy więc nasze ciało i nie zatruwajmy go zbędnymi substancjami.

Kilka zasad zdrowego żywienia:

  1. Picie wody. Każdy z nas wie, że picie wody jest podstawą. Jednak nie zgodzę się, że woda z kranu, płynąca zanieczyszczonymi rurami, narażona na przeróżne zanieczyszczenia jest zdrową wodą. Sięgajmy po tę ze studni głębinowych a nie tą chemicznie oczyszczaną z ujęć wodnych doprowadzaną do miast. Wodę pijemy przez cały dzień po trochu, co najmniej 2 litry płynów dziennie. Wyjątkiem jest czas chwilę przed (około 30 min), w trakcie i godzinę po posiłku. Dlatego, że płyny przyjmowane razem z jedzeniem rozcieńczają sok żołądkowy i enzymy trawienne, który trawią spożywany pokarm. Zdrowiej jest unikać picia wody i innych płynów w trakcie jedzenia.
  2. Nie łączmy białka ( w szczególności zwierzęcego) z węglowodanami ! Białka i węglowodany są trawione w różnych środowiskach. Węglowodany w zasadowym, a białka w kwasowym, dlatego powinny być spożywane osobno. Łączenie ich w jednym posiłku sprawi, że procesy trawienne zostaną zaburzone, a co za tym idzie, ani jedno ani drugie nie zostanie dobrze strawione. Gdy pożywienie nie zostaje dobrze strawione, powstają procesy gnilne które zaburzają naturalną florę bakteryjną jelit i dewastują cały nasz organizm. Ponieważ to właśnie przez kosmki jelitowe całe dobro jest wchłaniane, a pracują one prawidłowo tylko wtedy kiedy zachowana jest prawidłowa flora bakteryjna jelita. Dodatkowo białko powinniśmy spożywać jednego rodzaju, czyli albo roślinne albo zwierzęce.
  3. Komponując posiłki myślmy o czasie, który potrzebujemy na strawienie danego pokarmu. Białka potrzebują około 4 godzin na strawienie, węglowodany 2. Łącząc te dwa składniki czas wydłuża nam się do np. 8 godzin. Gdy po obiedzie dodamy jeszcze deser, czyli cukry które normalnie strawili byśmy w krótkim czasie 15 min-2 godzin sprawiamy, że takie zestawienie będzie nam zalegać w jelitach przez wiele godzin, zacznie się fermentować i gnić, zaburzając naturalną florę bakteryjną jelita. Dlatego jedzmy te pokarmy oddzielnie.
  4. Warzywa do wszystkiego. Warzywa są elementem, który świetnie komponuje się w każdym posiłku. Dlatego ważne jest aby nasza dieta składała się głównie z tych właśnie składników. W przypadku jedzenia posiłków węglowodanowych, możemy poprzedzić je sałatką warzywną, ponieważ dostarczy nam ona błonnika i enzymów, które pomogą strawić skrobię. 
  5. Tłuszcze roślinne powinniśmy spożywać z warzywami, węglowodanami złożonymi ( ale tylko wtedy kiedy jest ich w posiłku nie więcej niż 20%) lub białkiem roślinnym. Nie łączymy ich z białkiem zwierzęcym, ponieważ spowalniają trawienie, i z owocami. Dlatego mięsa nie polewamy oliwą z oliwek, a warto pokropić je cytryną. Tłuszcze roślinne, poza olejem kokosowym, powinny byc spożywane tylko i wyłącznie na surowo! Smażymy tylko na oleju kokosowym lub maśle klarowanym. Kiedy używamy tłuszczy roślinnych np. oliwę z oliwek do smażenia, pod wpływem temperatury wytwarzane są te same tłuszcze trans które obecne są w szkodliwych dla zdrowia margarynach. Dlatego koniecznie pamiętajmy o smażeniu potraw tylko na dwóch wyżej wymienionych tłuszczach.
  6. Czytajmy etykiety produktów, wyeliminujmy produkty rafinowane i wysoko przetworzone. Wiele firm produkujących olej kokosowy bazuje teraz na jego popularności i sprzedaje jego tanią rafinowaną wersję, która nie zawiera tego co w oleju kokosowym jest najcenniejsze.
  7. Całkowicie pozbądźmy się białego cukru. Jest wiele zamienników rafinowanego cukru. Wartościowe słody to nasz polski miód, syropy z agawy, daktyli, czy też klonowy, stewia, ksylitol bądź erytrol.
  8. Ograniczmy nabiał krowi, który zawiera kazeinę. Jedzmy produkty owcze i kozie. Wapń, można znaleźć w warzywach, jajach, owocach, otrębach i orzechach. Dodatkowo w tych samych produktach znajdują się substancje, które wspomagają przyswajanie się wapnia.
  9. Najważniejsza jest jednak reakcja organizmu! Pamiętajcie, że najlepszą wskazówką czy ostatecznie dany posiłek nam służy czy nie jest reakcja naszego organizmu. Jeżeli po zjedzeniu, nie ważne jak smacznej i zdrowej potrawy, pojawią się wzdęcia, bóle brzucha, ciężkość na żołądku, senność czy złe samopoczucie, to znaczy że nie jest ona dla nas. Nasz organizm jest tak stworzony aby dawać nam oznaki kiedy dzieje się z nim coś niedobrego.

Dlatego dbajmy o siebie, słuchajmy swojego organizmu, nie tylko podczas ćwiczeń, ale i podczas jedzenia. Pamiętajmy że nasza dieta, i wszystko co spożywamy to nasze paliwo, które może nam tak samo mocno zaszkodzić jak pomóc! Nie podlali byśmy kwiatka Domestos-em, dlaczego więc mielibyśmy wlewać w siebie szkodliwe płyny, typu Coca-Cola, czy spożywać niezdrowe, źle dopasowane produkty ?

Bądźmy dla siebie wyrozumiali, przejdźmy na zdrową stronę życia i cieszmy się tym!

 

DSC_0593

 

O.

Idzie wiosna, czyścimy ciało i ducha!

CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Idzie wiosna, czyścimy ciało i ducha!

Jak to jest, że kiedy nie ma czasu pomysły na nowe posty same roją się w głowie, a i wena do ich napisania jest nadzwyczaj aktywna. Teraz kiedy mam chwilę, słońce pięknie świeci mi przez okno, a widok na ośnieżony biały stok zawiesza wszystkie moje myśli i chciałabym się tylko tym widokiem delektować, to pomysły też gdzieś uleciały.

Herbatka ciepła w kubku paruję, a ja mam niespożytą energię by wziąć się za pracę i zacząć porządne porządki. I nie mówię tu tylko o mieszkaniu, w którym powoli wyrzucam wszystko z półek żeby przewertować, przesegregować, przejrzeć co ma sens bytu a co musi ujrzeć ciemne cztery ściany śmietnika. Już chce mi się wyjść z całodobowej pracy, wysprzątać mieszkanie tak żeby błyszczało i nagle było pełno miejsca. Oczyścić ciało i ducha, głowę z firmowych  Od poniedziałku jestem też na diecie oczyszczającej, tak zwanym poście który oryginalnie pochodzi od Dr. Dąbrowskiej i który ma na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zanieczyszczeń, który ma odbudować moją naturalną florę bakteryjną w jelitach, ma odbudować kosmki jelitowe i odświeżyć mój organizm.

Żeby w pełni oczyścić swój organizm od wszystkich chorób cywilizacyjnych, post powinien od trwać 6 tygodni. Żeby oczyścić zdrowy organizm w pełni powinniśmy przejść na dietę warzywno-owocową na 2 tygodnie. Natomiast minimalna ilość dni, która jest wystarczająca żeby taki post miał sens to 3 dni i ja zdecydowałam się właśnie na tą wersję. Dlaczego ?? Dlatego, że nic mi nie dolega, odżywiamy się zdrowo, bez cukru, odstawiliśmy nabiał krowi w 100%, spożywamy sporadycznie nabiał kozi, gluten też raczej jest nieobecny w naszej diecie, a pszenica nie gościła w naszej kuchni już od dobrych paru lat. Głównie jemy warzywa, strączki, kasze i ziarna, od czasu do czasu ryby, a i większość produktów jakie używamy w kuchni jest ekologiczna. Dlatego wybrałam krótką wersję postu i muszę powiedzieć, że dziś mija 4 dzień na warzywach i czuję się świetnie. Potrzebowałam tego, ba nawet bym powiedziała, że w miarę jedzenia apetyt rośnie i z chęcią pociągnęła bym dłużej tą warzywno-owocową „katorgę’, z czystej ciekawości jak funkcjonował by mój organizm po 2 tygodniach.

Co jest w niej trudnego ??

Hmmm… Niby nic. Pomimo że na co dzień głównie nasza dieta opiera się na warzywach, ale warzywa w bardzo okrojonej wersji i bez tłuszczy są małą udręką. Bez dobrej warzywnej zupy, zapasów dyni i marchewki które upieczone tylko z przyprawami są pycha nie umiała bym przeżyć. Najtrudniej było mi znaleźć sposób na śniadania. Sałatka tylko z rukoli i pomidorków jest dobra, ale nie codziennie i nie by mieć energie na cały dzień. Dlatego dopiero warzywna zupa uratowała moje poranki.

Co jest w niej fajnego?

Post Dr. Dąbrowskiej sprawia, że czujemy się nie tylko odświeżeni wewnętrznie, ale i umysłowo. Przez pierwsze dwa dni, czułam się źle, brakowało mi energii i bolała mnie głowa. Trzeciego dnia nagle odżyłam, i tak do końca postu czułam się coraz lepiej. Energia zaczęła mnie rozpierać, uśmiech pojawił się na twarzy i do dziś czuję się o niebo lepiej. Lekka, odświeżona, pełna energii i chętna do działania.

Kilku dniowy post jest super motywacją też do codziennych świeżo wyciskanych soków, które według mnie są najlepszym element tej diety. To z nich byłam najbardziej dumna. Codziennie rano kolorowe wielkie kubki pełne wartościowych składników, rozpoczynały mój dzień. Poza dietą częściej sięgamy po kubek kawy po śniadaniu, niż przepyszną bombę witaminową na śniadanie. A szkoda, bo taki kubek soku nie tylko prawie zastępuje nam śniadanie, ale i dostarcza mnóstwa energii na cały dzień.

Dlaczego warto ?

Oprócz prozdrowotnych atutów takiego kilku dniowego postu, jest cała masa innych pozytywów. Ja po 4 dniach diety warzywno-owocowej, czułam się nowo-narodzona. Czułam się lżejsza, oczyszczona wewnętrznie, pełna energii. Miałam siłę przenosić góry, chciałam posprzątać całe swoje życie. Zmotywowana do działania zaczęłam wiosenne porządki w domu, wyrzucając stare graty i niepotrzebne rzeczy.

Taki post to zastrzyk dobrej energii, motywacja do działania. Nie wiem na jak długo, ale mnie cały czas trzyma ! 🙂 Polecam wszystkim zmęczonym zimą i chętnym zrobić coś dla siebie i swojego organizmu!

 

DSC_0254.JPG

 

O.