Kategoria: SPORT

Triathlon SOKOŁA 2020- czyli ścigamy się po pandemii.

SPORT TRIATHLON

Triathlon SOKOŁA 2020- czyli ścigamy się po pandemii.

Ta strona ostatnimi czasy nabrała trochę innej odsłony. Więcej jest tu dla Was informacji niż informacji o mnie, bo ileż można czytać o kimś, co nie ? W związku z tym zastanawiałam się czy takie relacje z zawodów Was interesują? Czy interesują Was moje zmagania, czy wolicie słuchać o imprezie, jej organizacji, trasach i o miejscu na przykład gdzie się zatrzymaliśmy na noc jadąc na taki triathlon ? Jeśli podzielicie się ze mną tym co Was interesuje w komentarzu będzie mi się o wiele łatwiej pisało kolejne relacje, o ile w ogóle chcecie

Tymczasem napiszę Wam troszkę o wszystkim 🙂

Triathlon Sokoła 2020

Triathlon SOKOŁA – ściganie po padnemii – ORGANIZACJA

Zawsze zadziwiają mnie te małe imprezy. Nie dość, że zazwyczaj są na prawdę dobrze zorganizowane, mają bogatsze pakiety startowe, wartościowe nagrody, w których skład często wchodzą też małe upominki od lokalnych firm, to jeszcze każdy z obsługi i organizatorów jest miły, uśmiechniety i pomocny. Takie odczucia zawsze mielismy po triathlonie w Okunince „Żelazny Triathlon”, takie odczucia mamy zawsze po Kraśniku „Triathlon Kraśnik”, takie mamy też właśnie po tym.

Nie wiedzieliśmy o jego istnieniu, nie znaliśmy tam nikogo, tras i tego kto to organizuje. Ale szybko poznaliśmy bo PROSWIM Team pięknie oznaczony klubowymi koszulkami od razu dał się poznać. Każdy wiedział do kogo zgłosić się z pytaniem, wszyscy przemili i uprzejmi, z chęcią tez pożartowali z nami. Małe imprezy mają też tą cudowną aurę bez zadęcia, której ja osobiście w triathlonie bardzo nie lubię. Tam tak nie było, było rodzinie, wesoło i na prawdę organizacyjnie dopięte na ostatni guzik.

Bardzo podobał mi się fakt, jak organizatorzy zareagowali na mały mankament strefy zmian. W sobotę widać było że zawodnicy wbiegając do strefy zmian muszą przenieść rower przez krawężnik, co nie dla każdego w tym amoku było łatwe i widoczne, niektórym rower nawet upadł bo nie zauważyli krawężnika. W niedzielę, na krawężniku leżała już mata i jakieś podkładki tak że rower spokojnie po nim przejeżdżał. 

Jak to się stało że Triathlon Sokoła trwał 2 dni ?? Ano po prostu dlatego, że na sobotnia imprezę pakiety rozeszły się jak świeże bułeczki, organizatorzy szybciutko podjęli decyzję, że skoro jest takie zainteresowanie robimy też imprezę 2-giego dnia, czyli w niedzielę ! 🙂

Nam udało się zapisać na niedzielę. Pierwotnie Rafał miał startować w sobotę, ale nie było juz pakietów i tu od samego początku super kontakt z organizatorami którzy starali się pomóc zorganizować nam jakiś pakiet startowy od zawodników którzy jednak nie dotrą na zawody. Znaleźliśmy jednak opiekę do dzieciaków na niedzielę, bo ciocia zgodziła się na wspólny wypad z nami, więc na szczęście nie musieliśmy korzystać z serdeczności tylko oboje wystartowaliśmy w niedzielę.

PAKIETY ekstra. Bogate. Były w nich standardowo koszulki, izo i baton, fajny czepek, ale dostaliśmy też ręczniki szybkoschnące z logiem triathlonu i miód z lokalnej pasieki. Jak dla mnie bomba, w szczególności że start kosztował tylko 160 zł !

Nagrody były rzeczowe, tematyczne bo za pierwsze 3 miejsca open były BONY do decathlonu, mi się udało wygrać BON o wartości 250 zł. Poza tym ja za 2 miejsce dostałam jeszcze SMARTBAND-a, ekstra upominek od lokalnej firmy LAVARE, produkującej różne kobiece niesamowitości z lawendy. Nagrody lepsze, większe i fajniejsze niż na niektórych dużych cyklach imprez. Nie wspomnę już o pucharze i fajnych medalach 🙂

Organizacyjnie wszystko dopięte. Pływanie mega, start falowy, puszczali co 5 sek pojedynczo (myślę, że to kwestia ograniczeń), bojki duże dobrze widoczne trasa domierzona. Woda brudna ale kto patrzy na kolor wody podczas startu ;p ? Strefa zmian najszybsza w jakiej kiedykolwiek byłam, co nie oznacza że my bylismy szybcy <ha ha>. Ledwo co wybiegając z wody było się juz przy rowerze więc ani czasu na zdjęcie czepka nie było, ani na rozpięcie pianki. Wszyscy nieźle zamotani że tak szybko trzeba się rozbierać, widać to było kiedy kibicowaliśmy w sobotę. Fajna strefa kibica z leżaczkami, lodami dla dzieciaków, jedzonkiem i piwkiem dla spragnionych. Na rowerze trasa mega dobrze oznaczona, co prawda jechałam nią dzień wcześniej ale tam każde skrzyżowanie zakręt zmiana przebiegu trasy obstawiona nie jednym człowiekiem a kilkoma. NAwrotka trudna technicznie, ale dobrze oznaczona. Już na 200m metrów przed duże znaki na palikach były przy drodze. Pan z flagą w szachownicę przed belką do strefy zmian, czyli z daleka było widać że czas wypiąć buty. Bieganie trudne technicznie, aczkolwiek spodziewałam się jeszcze trudniejszego, ale bardzo dobrze oznaczone. Bieg po leśnych drogach w 2 miejscach na 5 km woda, na każdym zakręcie kilka osób z obsługi. Nie dało się zgubić. Meta na dobitkę bo ostatnie 15 metrów po piachu, ale przy tych emocjach już nie przeszkadzało 🙂 Strefa finiszera z wodą owocami i ciepłym jedzonkiem, jak to na tych lokalnych mniejszych imprezach zazwyczaj bywa.

Ja daje 5+ i na pewno wracamy tam za rok !

Triathlon Sokoła 2020 – objazd trasy

Triathlon Sokoła – ściganie po pandemii, czyli moje zmagania .

Nie mam za wiele tu do powiedzenia. Odnosze wrażenie, że każdy z nas tak czeka na te starty po pandemii. Widać że większość ludzi solidnie przepracowała okres LOCK DOWN-u w Polsce i cały świat triathlonowy poszedł mocno do przodu. Widać to u facetów, u mojego Rafała w kategorii, gdzie czasy i tempa niegdyś na podium open dzisiaj dają miejsce w pierwszej 10-tce w kategorii, widać to też u kobiet. No poza mną, nie za wiele pokazałam z mojego przepracowania. Niemniej jednak jesteśmy spragnieni startów. A co za tym idzie u mnie to stres. Od kąd stałam sie osobą obserwowaną ( nawet w tak małym stopniu w jakim ja jestem) to nakładam na siebie nie potrzebną presję. POnadto nałożyłam ją teraz na siebie podwójnie, chcąc dać z siebie serio wszystko. Bo przecież cyferki na treningach ruszyły, bieganie jest szybsze rower kreci w końcu większe WATT-y. A tu proszę przyszedł Pan stres i zjadł wszystko to co wypracowałam i dodał jeszcze niedosyt i trochę wściekłości na siebie. Poza tym, że były to pierwsze zawody po rocznej przerwie, to jeszcze były to zawody na których stawiałam się po raz pierwszy w nowych barwach od stóp do głów. Nowy trener, nowy rower, nowa pianka, nowe buty, nowe izotoniki i żele, nowe wszystko poza strojem który jeszcze NOWY do mnie nie dotarł. Myślę, że to dorzuciło mi potrójną presję i stres którego nie umiałam już ogarnąć.

Triathlon Sokoła – przed startem

Woda o dziwo!, jej się bałam najbardziej, bo skoro czułam stres to zazwyczaj pokutuje za niego w wodzie. Tym razem było inaczej. Może to też efekt PIANKI która po prostu jest tak boska i tak cudownie się w niej pływa i która podbudowała mnie mega setkami w tempie na 1:23, bez pływania mocno w basenie, że po prostu poleciałam na haju. Pływanie najszybsze w życiu. Popłynęłam 11 minut z małym hakiem, co jak na domierzoną trasę jest ekstra !

ROWER, ah ten rower. Z moim nowym LIV-kiem mamy trudną miłość, bo wymagam od niego bardzo dużo, zresztą tak jak od mojej nogi która nagle nie zmieniła swojej objętości mięśniowej ( o ile można tak coś nazwać :p) Rower pojechałam w 33 minuty, czyli średnia około 36 km/h, ale …. no co chciałam lepiej i tutaj zaczyna się praca z głową. Myślę, że tak szczerze pisząc stres i ogromne oczekiwania zburzyły mi cały FUN. Zamiast się cieszyc, że mam taką piekną maszynę i pedąłować ile sił to cały czas było, no kurna nie dajesz rady takich WATTów jechać? Ostatnio na trenigu kręciłaś większe… i tak przez 20 km. No dobra może przez 10, bo druga połowę trasy jechało mi się fajnie, tętno stresowe było zbite, oddech normalny i spokojny i pedałowałam w końcu tak jak chciałam. No ale szybko się skończyło. Wpadłam z gracja baletnicy do strefy szybciutko, ząłożyłam butki i wyleciałam na trasę biegową.

Trasa rowerowa szybka, ale wymagająca, cały czas góra dól. Kilka mocnych zakrętów. Nie łatwa, nie prosta, ale za to ciekawa. Nawrotka trudna technicznie, bo bardzo wąsko, zaraz po zjeździe, ale wystarczyło dobrze się zrzucić na biegach, wyhamować i mieć taki rower jak mój żeby poszło gładko. Na LIV-ie, pomimo mocniejszej pozycji dużo łatwiej mi robie nawrotki 180. Zaraz po nawrotce podjazd dość długi jak na taką szybką trasę, trzymał aż się sama zdziwiłam. Powrót dla mnie przyjemniejszy, szybszy, ale to bardzo subiektywna opinia. Trasa dobrze oznaczona.  

Tutaj największą zagwostką były buty, TRAILOWE, czy STARTOWE ? Skończyło się na startowych, bo trener tak doradził. Jak się okazało słusznie, gdyż większość trasy i tak było po utwardzonych leśnych ścieżkach i Vaporfly-ie leciały na nich bez problemu. Przynajmniej w tym tempie co biegłam, a nie było ono zawrotne. Tak na prawdę tylko jeden kilometr byl na prawdę trudny, góra dół, pełno piachu i wąska ścieżka, ale minął mi tak szybko, że nawet go nie pamiętam. Z biegiem niestety od samego prawie początku było nie tak jak powinno. Kolka odezwała się juz na pierwszej prostej, ale miałam nadzieję, że to tylko taki mały psikus który zaraz przejdzie. Niestety nie przechodził, a na 3 kilometrze brzuch zamienił się w taki kamień, że nie było jak biec i przeszłam na chwilę do marszu. Szybko jednak zawalczyłam z głową i wróciłam do truchtu. I tak od tego momentu z tętnem jak na wybieganiu, luźnym oddechem, luźnymi nogami i brzuchem jak kamień truchtałam sobie do mety. Z jednej strony wściekła z drugiej sama nie wiem co. Cieszyłam się jednak, że jestem chociaż pierwsza.

Pierwsze 2 km to utwardzona leśna ścieżka. Szeroka, szutr, trochę kamieni. Na samym początku bufet z wodą.  Na 3 kilometrze ostra nawijka i wbiegamy pod górkę w głęboki las wąska leśną ścieżką. Potem droga przez kilometr wiedzie góra dół, po piachu i wąskich singlach, aż na około 4 kilometrze wylatujemy znowu na dużą leśną utwardzoną drogę. Po której biegniemy z powrotem do zbiornika Turza, gdzie pływaliśmy i prosto na metę. Przed samym balonem mety, mamy na dobitkę trochę piachu, ale jeśli nie musicie się ścigać ze swoim rywalem to w ogóle nie przeszkadza. 

KOLKA to chyba najbardziej nie zbadane zagadnienie sportowe. Nie wiadomo tak na prawdę skąd się bierze i jaka jest jej przyczyna. Jest masa domniemań i pomysłów na jej pochodzenie. Ja stawiam na stres, który sprawił, że mój brzuch przepona i inne mięśnie nie były w takiej relaksacji w jakiej powinny od samego rana. Już na rozgrzewce czułam jak sztywnieje mi brzuch i zamiast gamoń rozgrzać się lepiej, to wolałam przestać.

Jak się czuję po Triathlonie Sokoła, moim pierwszym ściganiu po pandemii?

Mam ogromny niedosyt i takie poczucie, że przecież tak fajnie mi szło na treningach, tak fajnie przepracowałam ten ostatni czas, nigdy tak solidnie nie trenowałam i MASZ BABO PLACEK ! 🙂 Za bardzo się spięłam, za dużo od siebie wymagałam i za dużo oczekiwałam i zamiast polecieć na nieświadomce i w radości jak to zazwyczaj robię to leciałam jak przejechana przez walec :p Wisienką na trocie było, gdy wchodząc na podium dowiedziałam się, że jestem ….. DRUGA. A na wynikach jeszcze kilkanaście minut po przybiegnięciu drugiej dziewczyny na metę cały czas widniałam online jako pierwsza 🙁

Także podium dorzuciło trochę ognia do pieca i SPALIŁ SIĘ TEN PLACEK.

Teraz już z uśmiechem na twarzy to wszystko piszę, zresztą cały czas był uśmiech bo jak się nie uśmiechać jak dzieciaki stoją na mecie, cieszą się jak mama wchodzi na podium i jedzą ze mną arbuzy w strefie finiszera. Ale gdzieś tam głęboko w środku był wielki niedosyt i takie dziwne uczucie które długo nie chciało się ze mną rozstać.

Czas trochę przekierować głowę, nie nakładać na siebie presji na wynik, na cele, na podium. Czas czerpać radość, a jak wyniki przyjdą same to będzie ekstra.

Tylko ……. dlaczego mam się tyle męczyć na treningach żeby czerpać tylko radość ???????? 🙂

Do Sokołowa Małopolskiego na pewno wrócimy, bo impreza była mega fajnie zorganizowana, niedaleko domu, fajna trasa rowerowa i biegowa wbrew pozorom

Triathlon Sokoła od podszewki – ściganie po pandemii.

NA triathlon pojechalismy juz w Sobotę. Co prawda mamy tylko 200 km niecałe do Sokołowa, ale jadąc z dzieciakami i kiedy oboje startujemy łatwiej i lżej psychicznie jest kiedy pojedzie się na taką imprezę dzień wcześniej. Jedyna agroturystyka jaką znalazłam obok. Spaliśmy u „Wakacje u Babci Krysi” przemiła Pani, ciekawy design, jak to mój Rafał mówił wczesne roco-coco, ale mega szyściutko, pachnąco i miło. Ugotowaliśmy sobie sami jedzonko, bo restauracji jako tako nie wyszukałam żadnych ciekawych. Wypad jak zwykle udany. Nie wiele do zoabczenia w okolicahc, bo do samego Sokołowa w sumie nie wjeżdżaliśmy a dookoła tylko okoliczne wioski i domy przy dordze, ale nic nam nie brakowało. Dzieciaki miały huśtawkę, hamak i konia do dyspozycji. Wszędzie pachniało słomą i sianem, takie typowe wiejskie wakacje.

Jeśli ktoś lubi takie klimaty to polecamy. Jedyne co to łóżka były raczej na mniejsze osoby mój Rafał 191 cm wzrostu niestety się na swoim nie mieścił 🙂 Ale dużo śmiechu przez to było!

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca, było o wszystkim o czym chcieliście przeczytać. Na Triathlon Sokoła na pewno wrócimy za rok !

Do przeczytania !

Ola – Biegająca Bio Mama

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

BIEGANIE POLECANE TESTY TRIATHLON

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

Tym razem to Rafał testował buty. Od zawsze chciałam żeby od czasu do czasu pojawiały się tu też tematy męskie, lub bardziej uniwersalne i tym razem się udało.

Na tapetę wjechały biegowe buty marki Brooks, model Launch 7. Model który szczyci się tym, że jest lekki i dynamiczny, a przy tym posiada dobrą amortyzację. Co w przypadku faceta o wzroście 191 cm i wadze 80 kilo, do długich treningów jest niezbędne.

Brooks Launch 7 treningówka czy startówka?

Przygotowując się w tym sezonie do długiego dystansu w triathlonie poszukiwałem butów które będą umożliwiały mi zrealizowanie długich wybiegań z mocniejszymi akcentami. Przede wszystkim w komforcie dla moich stóp. Marka Brooks poleciła mi właśnie ten model do tego typu treningów.  Z opisów i recenzji w internecie można przeczytać, że to but dynamiczny, lekki a więc szybki, ale z dobrą amortyzacją potrzebną na długich wybieganiach. I wszystko okazało się prawdą…ale

nie od pierwszego biegania.

OPIS BUTA:
Cholewka Brooks Launch 7 w porównaniu do poprzednich modeli wykonana jest z jednowarstwowej siateczki, która daje doskonałą cyrkulację powietrza.

Poza tym model ten posiada stabilny zapiętek wewnętrzny wykończony miękkim kołnierzem z pianki, który ma za zadanie podnieść komfort noszenia. 

Powierzchnia Brooks Launch 7 składa się z najlżejszych materiałów. 
Podeszwa środkowa wykonana z BioMoGo DNA, daje sprężystą długotrwałą amortyzację, zwiększona w śródstopiu została zaprojektowana tak, aby zapewnić techniczne wsparcie, bez obciążania wagi buta. 

Podeszwa zewnętrzna posiada specjalne strefy zgięcia, umożliwiające płynne przetaczanie, stworzona na twarde nawierzchnie. 

Brooks Launch 7 jest lekki, waży tylko 255 gram. 

Przeznaczony jest dla osób ze stopą neutralną. Posiada 10 mm drop.

Marka Brooks udostępniłam mi ten model w czasie kwarantanny, dlatego nie mogłem przetestować go od razu na dworze. Pierwsze bieganie w Launch-ach zrobiłem, właśnie ze względu na kwarantannę, na bieżni mechanicznej w domu. Matka natura obdarzyła mnie dużą stopą, nie zawsze zatem udaje mi się dobrać buty bez mierzenia, pomimo że zawsze kupuje je z wkładką o tej samej długości. Z tym modelem było podobnie, po założeniu pierwsze moje odczucie to „Przydałby się większy rozmiar.” Po przeanalizowaniu jednak długości wkładki do stopy i miejscu jakie wbrew pozorom miałem na przedzie buta, zdecydowałem się zatrzymać ten model. Jak się okazało był to dobry wybór.

miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, a stopa po prostu potrzebowała czasu na ułożenie się w bucie. Po pierwszym treningu [prawie 20 kilometrów z zadaniami] odczuwałem lekkie odparzenia na stopach [używałem tych samych co zawsze, sprawdzonych skarpet], jednak przy kolejnych treningach już tego nie było. Tak jakby but, a z nim materiał i wkładka się ułożyły i dyskomfort znikł. Myślę, że pierwsze odczucia mogły być związane z tym, że but był nowy lub kwestia tego że wykonałem w nich pierwszy mocny treningu i w dodatku na bieżni mechanicznej.

BIEGANIE NA DWORZE W MODELU BRooks Launch 7.

Co innego wydarzyło się kiedy po raz pierwszy wyszedłem na dwór. Pierwsze treningi na zewnątrz utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będą super buty do dłuższych wybiegań. Dzięki bezszwowej konstrukcji nie doświadczyłem żadnego dyskomfortu, oprócz wspomnianego pierwszego treningu, żadnego otarcia, szczególnie w przedniej części buta.  Jest to ważne, ponieważ sporo treningów wykonuję w pofałdowanym terenie, a w czasie zbiegów w innych butach, odczuwałem dyskomfort stopy po dłuższych jednostkach.

Zapiętek jest wysoki i dość sztywny, na pierwszy rzut oka wydaje się nawet za sztywny, z dużą ilością gąbki. Na początku, zanim but się nie ułożył, wydawało mi się, że może przez niego zrobić się jakieś otarcie, ale po dłuższym użytkowaniu stwierdzam, ze to duży plus. Dobrze trzyma stopę, nawet w trudnym, nierównym terenie w którym często biegam.

Czy BROOKS LAUNCH 7 to STARTÓWKA CZY TRENINGÓWKA ?

Jestem przyzwyczajony do biegania na zawodach w twardych sztywnych modelach. Biegam ze śródstopia zatem amortyzacja podczas zawodów nie jest najważniejszym aspektem, w porównaniu do dynamiki. Brooks Launch 7 to idealny model na długie treningi z zadaniami. Jest lekki, ma dobrą amortyzację i jest dynamiczny. Nie jest to natomiast model który pasował by mi na starty. Zdecydowanie super się biega w nim treningowo. Zreszta jest to nowy model moich starych treningowych butów. Zatem do Brooks-ów jako marki nie od teraz jestem przekonany. Brooks Launch 7 to but z przyzwoitą amortyzacją, nie jest jednak ciężkim, topornym butem z wysoką amortyzacją, który sprawdzi się tylko i wyłącznie na długich luźnych wybieganiach.  Można by powiedzieć, że to taki but dla biegaczy którzy lubią czuć dynamikę, ale w tyle głowy chcieliby też zadbać o trochę większy komfort stóp podczas długich treningów. Ponieważ moje obecne treningi, są dosyć duże objętościowo ten model bardzo dobrze się sprawdza do tego typu treningów. Biegam również w terenie zalesionym, czy po szutrze i wbrew pozorom kiedy jest sucho buty całkiem dobrze radzą sobie nawet i tam. W szczególności przypasował mi sztywny zapiętek, który dobrze trzyma stopę podczas zbiegów.

WIZUALNIE.

Ja co prawda nie kupuję butów, tym bardziej biegowych oczami. Raczej jestem pragmatyczny i szukam takich modeli, które spełniają moje oczekiwania w kwestiach technicznych, a ich wizualny aspekt nie jest dla mnie kluczowy. Brooks jako marka ceni sobie prostotę i taki właśnie jest ten model – bardzo uniwersalny. Mój model to model grafitowy/czarny, czyli można by powiedzieć taki klasyk. Klasyk ten jednak jest przełamany fajnym jaskrawym logiem, dzięki czemu buty są też lepiej widoczne. Ciemne modele zdecydowanie przemawiają do mnie, kiedy chodzi o bieganie w terenie. Poza tym Brooks nie jest marką, która posiada w swojej ofercie wymyślone kosmiczne modele. Raczej jest to marka gdzie króluje prostota i klasyka i taki właśnie jest ten model. Dla tych co preferują kolorowe buty Model Launch 7 jest dostępny także w kolorze czerwonym z niebieskim logiem.

Podsumowując…

Plusy:

  • Bezszwowa konstrukcja sprawia, że jest na prawdę wygodny
  • Nieprzesadzona amortyzacja
  • Fajna dynamika
  • Poprawnie radzi sobie w terenie

MINUSY:

  • Nieagresywny bieżnik sprawia, że słabo sobie radzi w terenie gdy jest mokro

Czy polecam ? 

Jeśli ktoś tak jak ja potrzebuje buta, który jest takim idealnym kompromisem pomiędzy amortyzacją, a dynamiką, to to jest właśnie ten model. Zdecydowanie zakwalifikowałbym go do butów treningowych, wiem jednak że sporo jest biegaczy którzy potrzebują większego komfortu nawet na zawodach i używaliby go również tam. Jest to też przede wszystkim model w przystępnej cenie, jak na swoje technologiczne zaawansowanie. Klasyczny,  Jest to uniwersalny model, który poniekąd dostosuje się do Waszych potrzeb i umiejętności.

Rafał i Ola.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach i postaramy się na nie odpowiedzieć jak najszybciej.

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

BIEGANIE POLECANE SPORT TESTY TRIATHLON

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

Nie raz pewnie widzieliście stoisko na ulicznych biegach gdzie biegacze siedzieli na wygodnych fotelach z nogami wsadzonymi w kosmicznie wielkie czarne skarpety. Część z Was zastanawiała się pewnie co to jest, część spróbowała, a część obeszła to dużym łukiem, wnioskując pod nosem że pewnie to kolejny wymysł producentów na sportowe gadżety.

Kiedy marka NORMATEC odezwała się do mnie czy nie chciałabym tego przetestować, byłam zarazem zaskoczona i podekscytowana, bo w sumie nigdy nie miałam tego na nogach.

Chcę aby ten artykuł był dla Was wartościowy, nie tylko pod kątem jak z tego korzystać, ale też do czego to w ogóle służy i w jaki sposób merytorycznie pisząc może to nas wspomóc. Nie bez przyczyny korzystają z tego typu urządzeń ekipy kolarskie na tourach. No ale moja wiedza w tym temacie była jednak znikoma, ograniczała się tylko do tego że wiedziałam, że takie coś istnieje. Dlatego poprosiłam o pomoc specjalistkę Ewelinę Wołos, przede wszystkim fizjoterapeutkę, ale też trenerkę specjalizującą się w treningu motorycznym i aktywną wybitna polską triathlonistkę, aby wsparła mnie swoją wiedzą odnośnie kosmicznych skarpet.

NORMATEC, bo dane nam było testować produkty tej marki, to nic innego jak mechaniczny drenaż limfatyczny, który wykonywany jest za pomocą aparatu do kompresji pneumatycznej. Inaczej mówiąc jest to urządzenie które zawiera specjalne mankiety podzielone na komory, w których umieszcza się kończyny. Urządzenie, wtłaczając powietrze w kolejne sektory, wytwarza podciśnienie stymulujące układ limfatyczny do pracy. Ponadto NORMATEC jest urządzeniem akumulatorowym i przenośnym, naładowany możecie stosować wszędzie. Jest też specjalna aplikacja do niego dzięki której możecie sterować urządzeniem, ustalając czas i intensywność pracy. Zadaniem takiego aparatu jest regeneracja układu limfatycznego, usuwanie zbędnych metabolitów i pomoc w usuwaniu ewentualnych obrzęków (jeżeli ktoś ma do tego na przykład predyspozycje). I to właśnie o jego zastosowaniu, celach i ewentualnych problemach będę z Eweliną rozmawiać.

Wrzucam Wam naszą rozmowę w postaci wywiadu, bo taki też wywiad przeprowadziłam. <3

1. JA: Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co to jest ten układ limfatyczny? Jak działa?

Odp Eweliny: Układ limfatyczny to sieć naczyń chłonnych, które z tkanek śródmiąższowych zbierają białka i płyn tkankowy, następnie za pomocą limfy dalej transportują go do węzłów chłonnych (np. w pachwinie), produkowane tam limfocyty oczyszczają go z substancji toksycznych. Dalej transport limfy biegnie naczyniami limfatycznymi (pniami) w kierunku przewodu piersiowego, gdzie łącząc się z układem krążenia następuje wymiana substancji odżywczych i zbędnych produktów metabolizmu z żył.

 

2. JA: Jak wiadomo maszyna nigdy nie zastąpi człowieka, ale może są jakieś specyficzne elementy które odróżniają mechaniczny drenaż od dotyku człowieka?

Odp Eweliny: Przede wszystkim warto podkreślić, że manualny drenaż limfatyczny musi być wykonywany przez wyspecjalizowanych terapeutów bądź masażystów. 

Celem drenażu jest przyspieszenie przepuszczalności większej ilości zgromadzonego płynu. Stymulacja pulsacji ścian naczyń limfatycznych przyspiesza drenaż do dobrze funkcjonujących naczyń limfatycznych. Masaż uaktywnia proliferację limfatyczną tkanek, czyli reakcję immunologiczną.

Musimy zauważyć, że obrzęk zbierający się np. na kostce, nie będzie leczony masażem tylko i wyłącznie na regionie kostki. A terapeuci wręcz przeciwnie zaczną terapie odlegle, udrażniając np. naczynia limfatyczne w obrębie pachwiny. To tak jak z korkiem z powodu wypadku, aby się samochody ruszyły, nie działamy od tyłu napierając na korek a usuwamy zalegające auto ☺ 

Terapia przez człowieka będzie nakierowana na problem, terapeuta za pomocą dotyku i czucia jest w stanie ocenić stan tkanki, jej sztywność, napięcie, temperaturę. Jakość, wielkość węzłów chłonnych, ich przesuwalność itd.

Musimy pamiętać, że naczynia limfatyczne leżą w tkance powierzchownej. W powięzi, która organizuje nam strukturę tkanki podskórnej.  Membrana, którą ma każdy człowiek jest włóknisto-elastyczną siatką jest zbudowana z ok. 2/3 wody, a w niej zawieszone są właśnie naczynia limfatyczne czy nerwy. 

Zaburzenia w obrębie powięzi tj. zaburzenia nawodnienia, urazy, stres, nadmierny wysiłek przewlekłe zmęczenie będzie wpływało na funkcjonowanie naczyń limfatycznych.  Mechaniczny nacisk na powieź działa na zasadzie docisku cieczy, dociera do obciążonych obszarów i wyciąga z nich wodę, dla wyobrażenia sobie pomyślmy o ściskanej gąbce.

Kompresoterapia, a więc masaż w kosmicznych skarpetach- pomaga na zasadzie ucisku wywieranego na tkanki aby utrzymać w nich właściwe ciśnienie śródtkankowe. 

Przepływ płynów będzie tutaj działał na zasadzie gradientu ciśnienia, od wysokiego do niskiego. Aby przeciwdziałać nagromadzeniu płynów w tkance, stymulujemy ją poprzez ucisk, aby powrót płynu z zawartymi substancjami do naczyń krwionośnych i żył był szybszy. 

Jako ciekawostka. Według marki NORMATEC, urządzenie mechaniczne ma przewagę nad drenażem manualnym wykonywanym przez wyspecjalizowanego terapeutę, przede wszystkim przez możliwość osiągnięcia wyższego ciśnienia.

3. JA: Jak może nas wspomóc taka forma regeneracji ?

Odp Eweliny: Zarówno specjalistyczna terapia jak i podejrzewam terapia mechaniczna ma na celu zwiększenie przepływu limfy, normalizację ilości tlenu w tkankach i zmniejszenie reakcji prozapalnych w skórze limfatycznej. 

Zatem => Szybsze usuwanie zalegającego płynu i szybsze pozbywanie się zbędnych produktów metabolicznych, które odpowiadają za tworzenie stanu zapalnego.

Czyli nasz organizm dzięki drenażowi limfatycznemu jest w stanie usuwać dużo szybciej wszelkie zbędne produkty metaboliczne które powstały podczas intensywnego treningu, zatem wspomaga nasza regenerację po wysiłkową.

 

4. JA: Rozmawiałyśmy o cisnieniu jakie może wytwarzać takie urządzenie. Nasz model ma zakres 30-110 mmHg i 10 leveli. Możemy sobie więc mniej więcej obliczyć jakie ciśnienie jest przy każdym z leveli. Wiem, że nie każdy level będzie na nas działał tak samo. Czy jest jakaś magiczna granica, od której takie urządzenie faktycznie działa, a które przed tą granicą jest np formą placebo ?

Odp Eweliny: Stopień ucisku będzie zależny od obrzęku, u pacjentów chorych z dużym obrzękiem, stosujemy większe ciśnienie. Zatem jeśli ktoś jest zdrowy lekkie ciśnienie będzie stymulowało szybszy przepływ. 

Jako ciekawstka w wersji podstawowej NORMATEC-a jaką ja miałam, ucisk jest na poziomie do 110 mmHg i jest stały w każdej komorze. Natomiast marka NORMATEC posiada również sterownik Pro, który ma możliwość indywidualnego ustalenia poziomu ucisku w każdej komorze. Co za tym idzie urządzenie PRO może być stosowane do medycznych zastosowań przez fizjoterapeutów, na przykład przy urazach takich jak zmiażdżenie ręki po wypadku.

5. Przejdę teraz trochę do konkretów, które pewnie będą interesowały przeciętnego „Kowalskiego”, czyli takie know/how użytkowania. 

JA: Kiedy stosować, przed czy po treningu ? 

Odp Eweliny: Zdecydowanie po treningu.

JA:Jeśli po to czy trzeba odczekać jakiś czas, czy można bezpośrednio po.?

Odp Eweliny: Myśle żę po treningu będzie to najwłaściwsze, to tak jak z oknem na jedzenie i kąpiel bezpośrednio po treningu (do godziny).

JA: Jak długo trzeba taki masaż wykonywać, żeby były efekty?

Odp Eweliny: Tutaj nie mam zdania ile najmniej,  ale sesja od 20 min do 1h wydawałaby mi się właściwa, patrząc na jakim obszarze pracujemy.

Według marki NORMATEC sesje powinny być dostosowane do poziomu zmęczenie mięśni. Zatem jeśli jesteście po bardzo mocnej jednostce treningowej to warto korzystać z urządzenia dłużej. Jeśli ma to być delikatna forma regeneracji wystarczy 20 min.
JA: Ile razy w tygodniu powinno się stosować ? jakie jest optimum ? 

Odp Eweliny: Stosowanie po intensywnym wysiłku będzie najlepsze, po jednostkach kiedy czujemy ze nasze nogi są na prawdę zmęczone. Jeśli zmęczenie jest ciągłe to nie zaszkodzi przez kilka dni włożyć nogi w gacie kosmiczne nawet i 2x dziennie.

Jeśli ktoś ma tendencje do obrzęków to będzie to pewnie super sposób do profilaktyki następstw jakie niesie za sobą obrzęk pierwotny. 

JA: Czy możemy zrobić sobie krzywdę używając tego za często ? Ile to jest za często ? 

Odp Eweliny: Jeśli jesteśmy zdrowi dajmy szanse żeby nasz organizm radził sobie sam z trudnościami, przecież jest bardzo mądry i stosujmy te magiczne pomoce po intensywnych sesjach.

Według marki NORMATEC, długotrwałe i kilkugodzinne stosowanie dziennie na maksymalnym ucisku może przynieść ujemne korzyści dla zdrowia. Dlatego tak jak ze wszystkim, tak samo z magicznymi kosmicznymi skarpetami trzeba podejść do tego z głową.

Dziękuję serdecznie Ewelinie, za poświęcony czas i rozwianie chyba podstawowych pytań jakie każdy może mieć widząc to urządzenie po raz pierwszy.

———————————————————————————————————

Ewelinę możecie znaleźć na jej profilu na facebooku —-> EWELSPORT 
Ponadto w czasach pandemii Ewelina prowadzi treningi online we wtorki i piątki o godzinie 20, trening funkcjonalny pod kątem triathlonu. Jeśli chcecei dołaczyć wystarczy odezwać się do niej na facebooku lub napisać maila na: ewelsport@wp.pl .
Ewelinę na codzień możecie też znaleźć w gabinecie w Warszawie. Kontaktujcie się równeiż mailowo by umówić się na wizytę.

———————————————————————————————————

W mojej subiektywnej opinii, ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Są według mnie dwie główne zalety tego urządzenia:

  • REGENERACJA

    –  przez okres ponad 2 tygodni w jakim mieliśmy to urządzenie w domu, tylko przez dwa dni nie korzystałam z niego, żeby sprawdzić czy jest jakakolwiek różnica podczas korzystania i nie korzystania. Muszę przyznać z pełną szczerością, że treningi wykonywane po zastosowaniu NORMATECA mogłam od samego początku wykonywać na pełnych obrotach. Nogi zawsze były świeże i lekkie, a trening od pierwszych minut „wchodził”. W przypadku kilku dni w których nie wsadziłam nóg w kosmiczne skarpety, potrzebowałam conajmniej kilkunastu minut aby moje nogi się rozkręciły na obroty które wymagał trening. W szczególności mogłam to odczuć na rowerze, kiedy lekki nogi kręciły same, lub kiedy nogi były ciężki i bardzo długo zajmowało mi rozkręcenie ich żeby zaczęły jechać na pożądanych wattach.

  • RELAKS

    – kiedy siadasz a kawą podpięta do urządzenia, nagle świat się zatrzymuje. I choć dzieci biegają obok, a ty pijesz kawę, to nie możesz wstać do nich więc SERIO odpoczywasz przez cały ten czas stosowania urządzenia. Myślę, że to fajny taki przymusowy lock-down w skarpetach z którego nikt Cię nie jest w stanie wyciągnąć, przez czas twojej „regeneracji”. Mi to się bardzo przydało, przede wszystkim otworzyłam oczy co to znaczy na prawdę odpoczywać po treningu. Nawet dzieci są jakieś bardziej wyrozumiałe, widząc Cię zapakowaną w ten strój. To był dla mnie fenomen że przez 2 tygodnie codziennie mogłam sobie poszperać na telefonie w internetach, poczytać ksiązkę, wypić kawę w spokoju lub obejrzeć z mężem DOM Z PAPIERU na Netlfixie 🙂

Ja jestem na TAK, a Rafał ?

On odczuł też dużą pomoc w regeneracji. Mówił, że nie tylko czuł, że ma lekkie nogi ale czuł też fizycznie jak szybciej mu się regenerują i jest w stanie wykonywać jednostki na większej intensywności w krótszych odstępach czasu. Ponadto regenerację nóg można było też odczuć podczas normalnego funkcjonowania w domu, czyli wchodzenia po schodach po mocnych treningach i prace w ogrodzie, gdzie nogi były w takim stanie jakby tej ciężkiej jednostki nie było.

PODSUMOWUJEMY CZY NORMATEC działa? 

Według nas TAK. Używanie go na codzień przez dwa tygodnie, dało nam odczuć jak szybko nogi potrafią się zregenerować. Myślę, że każdy kto będzie miał do czynienia z tym sprzętem będzie czuł dużą poprawę w regeneracji po treningu. Pytanie tylko czy nie rozleniwimy naszego organizmu przez zbyt częste użytkowanie? Niestety na ten temat nie ma żadnych badań, ale zastosowałabym się do rady Eweliny, aby tego typu sprzętu używać przy dużej intensywności treningów, np na obozach sportowych, lub po intensywnych jednostkach treningowych i zawodach.

A Wy macie swoje zdanie na temat drenażu limfatycznego ?
Stosowaliście?
Podzielcie się w komentarzach Waszą opinią, JESTEM ciekawa waszego doświadczenia.
ola.

 

 

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

BIEGANIE POLECANE TESTY

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

Sport w czasach PANDEMII, chyba raczej tak powinnam zatytuować ten wpis. Wiem, że ostatnio bieżnia mechaniczna to temat tabu u sportowców amatorów i pro, chociaż Ci drudzy w większości od dawna są już jej posiadaczami.

Skoro obostrzenia brzmią coraz bardziej niejasno i coraz bardziej restrykcyjnie. Nie wiemy czy biegać, czy nie. Czy wychylać nosa, dokąd najdalej możemy i na ile faktycznie jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia ( mówię tu o możliwości zarażenia się wirusem podczas treningu ). Są Ci którzy mimo wszystko będą tupać nogą i próbować do końca postawić na swoje. Są tez tacy którzy akceptują sytuację i szukają z niej jakiegoś wyjścia i Ci piszą do mnie w wiadomościach pytania o bieżnię.

Bieżnia u nas była na tapecie od 2 lat. Głównie chcieliśmy ją zakupić, bo w zimę bardzo cieżko u nas z treningami biegowymi, taką mamy sezonową prace i zima to szczyt naszego sezonu. Możemy biegać albo o świcie albo bardzo późno wieczorem, co w moim przypadku jest niemożliwe bo nie biegam nocą po lasach 🙁 Jednak zawsze podchodziliśmy troszkę sceptycznie do treningów na niej, no i jak u wszystkich zawsze były „lepsze” wydatki. Kiedy zamknęli granice, a my wracaliśmy do kraju ostatnim rejsowym samolotem, prawie uciekając z Cypru zanim PANDEMIA zacznie się na dobre. Wiedzieliśmy, że będziemy na obowiązkowej 14 dniowej kwarantannie. Wracając po ponad 2 tygodniach mocnych treningów na Cyprze na obozach, głównie rowerowych, było nam bardzo szkoda formy i pracy, żeby zaprzestać bieganiu zupełnie na 2 tygodnie. Zaczęły się rozmowy o bieżni, takie na poważnie.

NO I STAŁO SIĘ… Przylecieliśmy w weekend a w środę bieżnia była już u nas w domu. Niemniej jednak zanim trafiła do nas, mój Rafał przeczytał chyba wszystkie dostępne artykuły dotyczące jej wyboru, rozmawiał z każdym kto jest w posiadaniu bieżni i to jemu możecie podziękować za powstanie tego tekstu. Ja tylko korzystam on ma wiedzę i chce się z Wami nią podzielić.

Szczególne podziękowania tu dla dwójki krasnoludków, którzy tą bieżnię przywieźli nam pod drzwi prosto z Warszawy wiedząc, że nawet nie napiją się z nami kawy i nie wejdą na minutkę do środka. Jak się okazuje bieżnie chociażby te z decathlonu, są dostarczane przez kuriera, ale niestety kurierzy tych produktów nie dostarczają do drzwi tylko trzeba odbierać je z magazynów ( są za ciężkie). Trzeba więc po nie podjechać autem nie do sklepu, ale do magazynu regionalnego dla kurierów, pomimo, że na stronie napisane jest dostawa kurierem.
Naszych dwóch krasnalów odebrało dla nas tą bieżnię i przywiozło do domu. 
Tacy prawdziwi pomocnicy ludzi w potrzebie, trenujący oczywiście i czujący klimat <3
DZIĘKUJEMY ! ! !

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGE PRZY WYBOŻE BIEŻNI: 

  • Przede wszystkim na dużą moc silnika. Zakładam, że większa ilość osób które to czytają to aktywni biegacze lub triathloniści, zatem nie jesteście osobami które uprawiają jogging, a chcecie bieżnie wykorzystać do wykonywania wszystkich jednostek treningowych. My mamy  moc 2 KM, która jest wystarczająca dla większości amatorów, szybko zmienia tempo i nachylenie.
  • Prędkość powyżej 20 km/h. Jeżeli chcecie robić treningi interwałowe i móc robić na nich przebieżki to większość z Was pewnie osiąga taką prędkość podczas interwałów. Ważne jest żeby bieżnia miała prędkość troszkę większą niż wasze planowane tempo interwałów. Żeby nie zajechać bieżni, nie powinniśmy biegać z maksymalna prędkością długich odcinków, musi być spory zapas.
  • Duży pas po którym biegamy.  Tak na prawdę im dłuższy pas, tym bardziej komfortowo się biega. Przy moim wzroście, lub kobiecych gabarytach może to nie być aż tak istotne, ale przy wzroście mojego Rafała 192 cm, już tak. Na mniejszym pasie, możecie mieć wrażenie, że zaraz Wam się pas skończy i spadniecie, przez co będziecie czuli dyskomfort przy bieganiu. Nasz pas jest długości 150 cm i ma szerokość 51 cm, jest to raczej jeden z większych pasów dostępnych na rynku, równocześnie daje duży komfortowy biegu. Nawet mój Rafał z noga o długości ponad metra biega w komforcie.
  • Czy bieżnia ma ograniczenia godzinowe jeśli chodzi o jej pracę. Niektóre bieżnie na prywatne potrzeby mają napisane w opisie że nie powinny być używane więcej niż np 8h/tygodniowo. Warto na to zwrócić uwagę gdyż przy ewentualnych defektach, lub chęci skorzystania z gwarancji, możecie jej nie mieć po prostu uznanej, lub bieżnia szybko się zużyje.

NASZA BIEŻNIA:

Nasza bieżnia to bieżnia z DECATHLONU, marki DOMYOS INTENSE RUN  —-> PODRZUCAM WAM LINKA DO NIEJ JEŚLI CHCECIE ZOBACZYĆ WSZYSTKIE JEJ SPECYFIKACJE.

 

Poniżej jednak skrócę jej zalety i wymienię ewentualne wady: 

DOMYOS INTENSE RUN ZALETY:

  • Gwarancja i bezsporne korzystanie z tej gwarancji
  • Bieżnia jest składana więc po każdy treningu można ją złożyć i zajmuje połowę miejsca.
  • Duży PAS biegowy, dobry silnik i duża prędkość do 22 km/h (tempo 3.00 min/km to 20 km/h) Przyjmuje się, że biegiem ciągłym można biec około 2 km/h mniej niż prędkość maksymalna. Zatem nasza bieżnia posłuży każdemu kto chce biegać nawet biegiem ciągłym na 3:00 min/km .
  • Łatwy w obsłudze panel, duże widoczne cyfry i wszystko to co powinno być na widoku: czas, dystans, prędkość, spalone kcal.
  • Bieżnia jest na stronie Decathlonu z kategoryzowana jako do intensywnego użytkowania.
  • Można ją dosyć łatwo przesuwać dzięki rolkom zamontowanym na dole.
  • Posiada pasek piersiowy do HR.
  • Decathlon mówi że bieżnia jest cicha. My niestety nie mamy porównania do innych bieżni. Mieszkamy w domu i na dole bieżni w ogóle nie słychać. Ale to są bardzo subiektywne opinie.
  • Wentylator całkiem fajnie działający, ma 3 stopniową regulację i na najmocniejszej na prawdę fajnie działa, chłodzi. Powietrze jest zimne, ale wieję troszkę na klatkę i gardło i czasami robi się nawet za zimno.
  • Wbudowane głośniki które dedykowanym kablem możecie podłączyć do telefonu lub tabletu. Macie też dedykowany stojak na tablet telefon na pulpice co jest fajnym gadżetem.
  • Dwa miejsca na bidon i ewentualne żele i inne przybory.
  • Komunikację BLUETOOTH, ale tylko do dedykowanej aplikacji DOMYOS. Jeśli jednak ściągniecie sobie ta aplikację to możecie kontrolować prędkość i nachylenie przez nią. Ponadto jest dużo fajnych programów treningowych dla początkujących.
  • Bezprzewodowy PILOT na bluetootha, który pozwala regulować prędkość (co 1 km/h) i nachylenie ( co 1%) ułatwiając szybką zmianę prędkości i nachylenia podczas interwałówbez dotykania wyświetlacza. WIELKI PLUS I POMOCNIK.
  • Szybka zmiana tempa, bez problemu można wykonać np 15-20 sekundowe przyspieszenia, ze zmianą prędkości o nawet 10 km/h .
  • Jest stabilna, ale jest też dość lekką bieżnią. W porównaniu do komercyjnych bieżni w klubach, jest mniej stabilna, ale tamte ważą ponad 200 kilo i bardzo ciężko jest je złożyć samemu w domu. Przy wysokich prędkościach, wadze i gabarytach Rafała bieżnia troszkę się rusza. Przy moich gabarytach i prędkościach z jakich ja korzystam bieżnia wydaje się bardzo stabilna.

WADY:

  • Nie stwierdzono 🙂 Pewnie jesteśmy tak szczęśliwi że możemy robić treningi biegowe będąc zamknięci w domu, więc wady wyjdą dopiero po zakończonej pandemii.

 

Ok no dobra, skoro temat jest mocno na topie to może napiszemy też jakie są w ogóle plusy biegania na bieżni mechanicznej. Bo skoro nie możemy teraz biegać na dworze to trzeba znaleźć plusy biegania w środku.

 

Zalety biegania na bieżni mechanicznej :

  • Bieganie w każdą pogodę! Nie ma wymówek „wieczorem, psy, gwałciciele, dzikie zwierzęta ” jak to mój Rafał napisał, czy inne dziwadła.
  • Dokładna kontrola tempa oraz kadencji (bieżnie pokazują km/h i musimy się nauczyć przeliczać jakim tempem biegamy. Zwift (darmowy dla biegaczy) pokazuje tempo, prędkość w km/h, tętno, dystans, kadencję, więc można biegać ze zwiftem włączony na tablecie lub komputerze obok, tak aby monitorować chociażby tempo biegu.
  • Łatwiej wykonać zakładki-szybciej przechodzimy z roweru na bieg. Możemy łatwo wykonywać treningi zakładkowe łączone: rower-bieg-rower lub bieg-rower itd
  • Nauka jedzenia i picia w czasie treningu (łatwiej jest pić i jeść w czasie treningów na bieżni, przyzwyczajać układ trawienia na długie dystanse (Rafał nie byłem przyzwyczajony do picia i jedzenia w czasie treningów biegowych, zresztą ja też, i teraz wykorzystujemy bieżnię do tego i czuje ze z treningu na trening lepiej mi się biega z pełnym żołądkiem)

MINUSY:

  • Ja nie mam czujnika biegania na buta i niestety zegarek bardzo przekłamuje mi dane tempa biegu. Mam jednak tabelkę z przeliczeniem prędkości na tempo i wszystkie treningi rozpisuję sobie w zakresach km/h wtedy wiem jakich wartości się trzymać.
  • Nie wychodzimy z domu, nie dotleniamy się. Jednak w obecnych czasach pandemii nie wiadomo czy to minus czy plus 😉

TRICKI I TRICZKI ŻEBY WAM SIĘ DOBRZE BIEGAŁO:

  • Trzeba pamiętać o otwieraniu okien, żeby zmniejszyć do minimum stężenie dwutlenku węgla w pokoju i pamiętać o wentylatorze. My mamy na pilota duży wentylator i możemy go włączać po rozgrzewce i wyłączać przy schłodzeniu na koniec treningu żeby się nie wychładzać.
  • Bez problemu, co ciekawe, można wykonać treningi typu podbiegi i przebieżki. Zanim wykonamy mocne, szybkie treningi koniecznie zrób kilka łatwych biegów żeby zobaczyć jak reaguje bieżnia oraz twój błędnik. Zakończ każdy trening wolnym biegiem i marszem. Po zejściu z bieżni z wysokiej prędkości błędnik czasami wariuje.
  • W czasie treningu mocniej się pocimy—> wygodnym sposobem jest buff na czoło albo w pogotowiu ręcznik.
  • Na bieżni biega się trochę łatwiej ( nie mi 😉 ) niż na zewnątrz, aby wyrównać te różnice ustawiamy nachylenie pasa bieżni na 1%. Większość bieżni mechanicznych ma bardzo dobra amortyzację-przez to mniej kontuzji.
  • Zwift w wersji biegowej —> Co potrzebne ? Komputer lub tablet z zainstalowana aplikacją zwift, RunPod czyli czujnik kadencji zakładany na buta (decathlon, garmin, adidac itp) czujnik tętna, i czujnik ANT+ do komputera. Wersja biegowa Zwift jest narazie bezpłatna, nie ma potrzeby podpinam karty kredytowej. W aplikacji oprócz naszego awatara który gdzieś sobie biegnie wśród innych biegaczy oraz kolarzy widzimy dokładnie wszystkie parametry (tempo, prędkość, tętno, kadencję, czas treningu, dystans) są w aplikacji gotowe plany treningowe z których możemy kozystac. Jest sporo tras do wyboru:watopia,richmond,londyn czy Nowy Jork która po synchronizacji aplikacji ze strava i garminem umożliwia przesłanie aktywności do tych platform.
  • Ponadto jak można sobie umilić fajnie czas biegając. Po pierwsze filmy na tablecie, netflix-ie podpiętym bezpośrednio pod głośniki z bieżni, lub podcasty.
  • Fajnie tez ustawić sobie bieżnie z widokiem na ….. coś co lubicie 🙂 my mamy ustawioną ją pod oknem skierowaną centralnie na nasz przydomowy lasek, czyli biegamy prawie jak na dworze ! 🙂
  • My ten model sami wnieśliśmy na piętro u ans w domu, nie wspomnę, że prawie zginęłam przy tym śmiercią tragiczna, a bieżnie rozwaliłaby schody, ale udało nam się. Waży ponad 100 kilo więc warto mieć dwie w miarę silne ( albo jedną bardzo silną i jedną przeciętną jak u nas ;p ) osoby żeby taką bieżnię złożyć. Polecam nie rozśmieszanie osób noszących bieżnie po schodach 🙂
  • Bieżnie oczywiście trzeba złożyć samemu w domu nam to zajęło niecałą godzinkę, instrukcja była czytelna, może nie IKEA, ale wszystko było jasne.

Tak ogólnie pisząc czy warto. Każda moja myśl mówi TAK !

Jestem zwolenniczką biegania na dworze, biegam w każdych temperaturach, uwielbiam mróz, gorzej znoszę ciepło. Nienawidzę trenowania w domu, ale są dni, momenty w życiu kiedy po prostu wyjście na dwór jest niemożliwe. Np trening z dzieckiem w domu, bieganie późnym wieczorem u nas na wsi, lub pandemia która zamyka nas w domach na kilka tygodni, a może nawet i miesięcy.

Bieżnia jest super sposobem na trenowanie zawsze i bez wymówek, nie wiem na ile będziemy ją używać kiedy życie wróci do normy, ale wiem że nie będzie już szukania wymówek żeby na trening biegowy nie wyjść.

W obecnej sytuacji jak nie musimy nie wychodzimy i praktycznie od 3 tygodni biegamy tylko na bieżni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej którą kupiliśmy i nie przeszło mi ani razu przez myśl żeby zrezygnować z treningu biegowego w tym czasie, pod pretekstem że bieżnia jest „nudna”.

 

POLECAMY KAŻDEMU.

DZIECIAKI TEŻ JĄ UWIELBIAJĄ <3

Wielkie podziękowania dla mojego Rafała, bez którego wiedzy ten tekst by nie powstał ! Dziękuje ! <3
Pocztówki z Wakacji.

PODRÓŻE SPORT WYJAZDY

Pocztówki z Wakacji.

To nie jest post w którym będę dużo pisać i Wam opowiadać.

W zamian zabiorę WAS na Cypr. Bo skoro zorganizowaliśmy tam kilka turnusów obozów kolarskich i triathlonowych, to wypada Wam trochę pokazać jak to wyglądało od podszewki 🙂

I pomimo, że nasz ostatni obóz wspólnie z marką i-Sport w który byliśmy zaangażowani organizacyjnie musiał zostać przełożony, to dwa turnusy się kolarskie się odbyły i jeszcze długo będziemy je wspominać.

Na Cyprze mieliśmy zostać praktycznie do połowy kwietnia, niestety sytuacja na świecie zmusiła nas żeby wrócić do domu. Kilka dni nerwówki, podejmowania trudnych decyzji. Nie tylko tych związanych z powrotem, ale też z przełożeniem czy nie kolejnego obozu dały nam trochę do wiwatu.

Do końca nie byliśmy pewni czy ruchy które wykonujemy, są dobre. Teraz z perspektywy czasu wszystko nie mogło się potoczyć lepiej, to co wydawało się trudne i ciężkie okazało się bezpiecznymi rozwiązaniami dla nas i dla naszych zawodników.

Teraz siedząc na obowiązkowej kwarantannie (wróciliśmy do kraju po zamknięciu granic, więc zostaliśmy na nią skierowani automatycznie, nie z powodu choroby czy kontaktu z osobami chorymi) żyjemy wspomnieniami. A ja od kilku wieczorów siedzie na komputerze i przewijam zdjęcia, obrabiam i wysyłam do naszych zawodników w pierwszych turnusów.

JAK NAM MINĄŁ KRÓTKI, ALE INTENSYWNY CZAS NA CYPRZE ?

Mieliśmy być półtora miesiąca na wyspie wróciliśmy po ponad 2 tygodniach. 2 turnusy ponad 40 osób które wspólnie z nami i chłopakami z Na Osi-kolarska przestrzeń przemierzali wyspę wzdłuż i w szerz.  Jaka była nasza rola ? Byliśmy przewodnikami, pomagaliśmy w organizacji czasu całej ekipie na miejscu, rysowaliśmy traski, opiekowaliśmy się grupami rowerowymi i dbaliśmy żeby każdemu było dobrze na mojej rodzinnej wyspie.

Czy się udało?

Mam nie tylko nadzieję, ale też poczucie że faktycznie tak było. Komentarze zarówno trenerów i dietetyka z Na Osi, oraz ich wszystkich zawodników, dają nam do zrozumienia, że to były na prawdę fajne 2 tygodnie. I jeszcze nie raz spotkamy się wspólnie na wyspie !

<3 STAY TUNED <3

A teraz po-skrolujcie na dól, udostępnijcie na Facebooku i pokażcie światu jaki piękny jest Cypr i jak zacną ekipą jest drużyna Na Osi – kolarska przestrzeń.

 

 

 

SEE YOU NEXT TIME ! <3 <3 <3

Bio Mama.

Obóz triathlonowy z i-Sport na Cyprze

PODRÓŻE POLECANE TRIATHLON WYJAZDY

Obóz triathlonowy z i-Sport na Cyprze

Bardzo się cieszę, że w końcu mogę się z Wami tym podzielić.

Obóz triathlonowy dla Was na Cyprze to moje marzenie od wielu lat, ale zawsze było coś ważniejszego. Dzieci, ciąże, praca… Tym razem wymówki odkładamy na bok i kilka tygodni przygotowań pozwoliło, że w końcu mogę napisać.

NA NASZ PIERWSZY ZAGRANICZNY OBÓZ TRIATHLONOWY, Zabieramy was na cypr !

ZAPISY:https://forms.gle/Bo7SMvqG9Ju3r7v79. Pamiętajcie, że liczba miejsc jest ograniczona do 20 osób i obowiązuje kolejność zgłoszeń.

W razie pytań organizacyjnych piszcie proszę na adres ola.korulczyk@i-sport.pl lub bezpośrednio pod numerem tel 507 713 998.

Dlaczego Cypr ? 

W wieku 12 lat wyprowadziłam się wraz z rodzicami na Cypr. Mieszkałam tam, chodziłam do szkoły, potem pracowałam w przerwach pomiędzy semestrami na studiach, a teraz od ponad 5 lat wraz z mężem jeździmy tam 2 razy do roku w celach treningowych. Znamy tą wyspę wzdłuż i wszerz, a co za tym idzie możemy pokazać ją Wam od iście lokalnej strony !

Nasz pierwszy zagraniczny obóz triathlonowy odbędzie w mieście Limassol, które leży u podnóża gór Troodos (najwyższy szczyt Olimp 1952 m. n.p.m.). Dzięki temu jest idealnym miejscem wypadowym na rower. Zaledwie 5 kilometrów od naszego hotelu zaczynają się malownicze, nieuczęszczane wielokilometrowe podjazdy. Teren wokół Limassol jest zróżnicowany, dzięki czemu trasy rowerowe łatwo jest dostosować do potrzeb naszych zawodników. Tuż obok naszego hotelu mamy do dyspozycji odkryty, podgrzewany basen 50 metrowy i łatwy dostęp do akwenu na treningi open water. Ponadto hotel mieście się w publicznym parku z dostępem do alejek i promenady do biegania.

Obóz jest dla KAŻDEGO, niezależnie od Waszego zaawansowania treningowego. Jedziemy w małej kameralnej grupie liczącej maksymalnie 20 osób. Zadania treningowe będą dostosowywane do zawodników, tak samo jak grupy rowerowe i biegowe.

Poza głównym trenerem – Adamem Ogłoblinem, który będzie odpowiadał za część sportową wyjazdu, uczestnicy będą pod opieką moją i mojego męża. Odkąd zamieszkałam w Polsce na stałe, dwa razy do roku wraz z Rafałem wyjeżdżajmy w celach treningowych właśnie na Cypr. Wyspę w siodle rowerowym przejechaliśmy w szerz i wzdłuż i to właśnie pod naszym okiem będą planowane trasy rowerowe. Dzięki naszemu doświadczeniu i znajomości sieci dróg, będziecie mogli dotrzeć w takie zakamarki Cypru w jakie inni Was nie zabiorą. Trasy będą mało uczęszczane przez samochody, a widoki zapierające dech w piersiach. Napijecie się Cypryjskiej kawy w klimatycznych wioskach i poznacie Cypr od lokalnej strony, będziecie mieli też okazję poznać wyjątkowe smaki nie zawsze dostępne dla masowego turysty. W sytuacjach awaryjnych nasza pomoc również może okazać się niezastąpiona.

Dla kogo jest ten wyjazd?

Dla każdego!

Na obóz zapraszamy wszystkich chętnych triathlonistów, nie tylko zawodników i-Sport, niezależnie od Waszego poziomu zaawansowania. Przewidujemy kameralna grupę do 20 osób, dzięki czemu łatwiej będzie spersonalizować zadania treningowe.

Cel zgrupowania?

Ze względu na rewelacyjne warunki kolarskie, będziemy kładli nacisk na treningi rowerowe. Będzie dużo jazdy po górach, ale nie zabraknie też luźnych treningów typu „coffee ride”. Nauczymy się zasad poruszania w peletonie, techniki zjazdu i efektywnego pokonywania podjazdów. Będą mocne akcenty w treningach biegowych i biegowe zwiedzanie miasta. Przewidujemy co najmniej 2 treningi pływackie na basenie 50 m i 2 treningi open water. Celem są duże objętości treningowe, odpoczynek od szarej rzeczywistości i sprzyjająca atmosfera która pomoże Wam wspiąć się na kolejny poziom trenowania.

Każdy z uczestników będzie miał również okazję wziąć udział w 2 wykładach, jeden o tematyce triathlonowej, jeden o tematyce dietetycznej. Podczas zajęć uzupełniających przedstawimy Wam podstawy rollowania i stretchingu, tak abyście dbali również o Waszą regenerację.

Ponadto wiemy jak fajnie jest przywieźć do domu nie tylko wspomnienia, ale też fajne zdjęcia. Dlatego przewidujemy jeden "dzień z fotografem" który, uchwyci Wasze zmęczone ale szczęśliwe twarze, a Wy zabierzecie wysokiej rozdzielczości zdjęcia ze sobą do kraju.

Gdzie będziemy mieszkali?

W Park Beach Hotel***. Hotel usytuowany jest w parku, zaledwie kilka metrów od brzegu morza i piaszczystej plaży. Z hotelu jest łatwy dostęp do sklepów i restauracji. Oddalony jest około 4 kilometry od starego miasta i „Limassol Promenade”. Do naszej dyspozycji jest siłownia, sauna i basen hotelowy z ogrodem, oraz restauracja i bar. Ponadto hotel dysponuje bezpiecznym miejscem do przechowywania rowerów.

Koszty obejmują:

  • Zakwaterowanie w Hotelu Park Beach ***
  • Wyżywienie w formie HB, śniadania oraz obiadokolacja w formie bufetu (pokoje 2-osobowe)
  • Opiekę trenerską i przewodnika
  • Plan treningowy
  • 2 wejścia treningowe na otwarty basen 50 metrowy
  • Transfer grupowy lotnisko – hotel – lotnisko (wraz z rowerem)
  • Wyjątkowy upominek od organizatora
  • Pakiet zdjęć z treningów
  • Wykład dietetyczny, wykład o tematyce triathlonowej
  • Wstęp na siłownię, basen i saunę na terenie hotelu
  • Obowiązkowe ubezpieczenie sportowe (szczegóły: https://cutt.ly/QeV0idK)

Koszty nie obejmują:

  • Biletu lotniczego (cena około 730 zł z bagażem rejestrowanym/lub rowerem)
  • Transferu w innym terminie niż podany (cena do uzgodnienia)

Inne:

  • Możliwość wypożyczenia roweru na miejscu (od 20 EUR/dzień), wymagana wcześniejszą rezerwacja
  • Dopłata do pokoju 1 – osobowego (ok 20 EUR/dzień)
  • Możliwość przyjazdu z osobami towarzyszącymi oraz dziećmi (cena ustalana indywidualnie)

Transfer grupowy oraz noclegi organizujemy pod kątem lotów liniami LOT z Warszawy. 

LOT oferuje nam doskonałe połączenie, abyśmy mogli mieć 9 dni treningowych przy tylko 5 dniach Waszego cennego urlopu. Ponadto w liniach lotniczych LOT istnieje opcja zamiany bagażu rejestrowanego na rower bez dodatkowej opłaty, jeżeli ten nie przekracza 23 kg.

Terminy

10 DNI 

WYLOT 13.03.2020 – POWRÓT 23.03.2020
Warszawa Chopin – Larnaca – wylot piątek 13.03.2020 o 22.35 – przylot 14.03.2020 o 03.05
Larnaca – Warszawa Chopin – wylot pon 23.03.2020 o 03.50 – przylot 23.03.2020 o 06.25

7 DNI 

WYLOT 13.03.2020 – POWRÓT 20.03.2020
Warszawa Chopin – Larnaca – wylot piątek 13.03.2020 22.35 – przylot 14.03.2020 o 03.05
Larnaca – Warszawa Chopin – wylot piątek 20.03.2020 03.50 – przylot 20.03.2020 o 06.25

Cena:

REZERWACJA DO 15.12.2019:

7 dni (6 dni treningowych) – 2599 PLN
10 dni (9 dni treningowych) – 3049 PLN

REZERWACJA PO 15.12.2019:

7 dni (6 dni treningowych) – 2799 PLN
10 dni (9 dni treningowych) –  3349 PLN

CZEKAMY Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA WAS!

Taki obóz to nie tylko ciężka praca, ale masa zabawy, odpoczynku od szarej zimowej rzeczywistości, nowych znajomości i niezastąpionego kontaktu 1 na 1 z trenerem ! 
To też wiadro motywacji, które wznosi każdego nawet najmniej zmotywowanego na kolejny poziom trenowania ! 

BO W GRUPIE ŁATWIEJ !!!

ZAPISY:https://forms.gle/Bo7SMvqG9Ju3r7v79. Pamiętajcie, że liczba miejsc jest ograniczona do 20 osób i obowiązuje kolejność zgłoszeń.

W razie pytań organizacyjnych piszcie proszę na adres

ola.korulczyk@i-sport.pl lub

bezpośrednio pod numerem tel 507 713 998.

<3 <3 <3 Dołączcie do nas w marcu <3 <3 <3

Wtórpol Triathlon, Triathlon Kraśnik i Castle Triathlon Malbork –

Bez kategorii TRIATHLON

Wtórpol Triathlon, Triathlon Kraśnik i Castle Triathlon Malbork –

ZAWSZE W NIEDOCZASIE.

 

Nie wiem czy z niecierpliwością po każdym starcie czekacie na relację, czy w ogólne Was one nie interesują. Wiem jednak, że coraz ciężej mi się je pisze, bo przecież ileż można pisać o tym jak mi poszło, jakie były moje odczucia, przeczucia. Po co tam jechałam, dla fun-u i zabawy, czy po pierwsze miejsce.

Tym cieżej mi się pisze kiedy to cały czas jesteśmy w rozjazdach, spędzamy czas z dzieciakami, albo wracamy do domu na chwilę, głównie po to żeby podlać kwiatki i się przepakować. To lato było na prawdę intensywne, jak nie starty i wyjazdy, to cały czas był ktoś u nas. Myślę, że zrobiliśmy więcej kilometrów niż kamperowcy, a wszystko to z dzieciakami pod pachą. Stąd moje zagubienie w sferze bloga.

Na prawdę ciągnąc kilka srok za ogon totalnie nie umiem sobie z priorytezować pisania. Mam momenty wahania czy w ogóle ktoś tu jeszcze jest. Potem wiem że jesteście, ale czy chcecie o tym akurat słyszeć. I tak w kółko czasu brak, a zaległości robią się tak duże, że po miesiącu czasami nie warto w ogóle wracać do tych chwil i przemyśleń. Bo przecież świat idzie dalej, a moje teksty zaczynają się i nigdy nie mają czasu się skończyć.

TRIATHLONY – STARTY

Każdy z tych startów był inny, towarzyszyły mu inne emocje, była inna pogoda, kto iny je organizował. Może, więc nie wypada wsadzać ich do jednego wora, ale chce o nich napisać, inaczej niż zwykle i zaoszczędzić Wam zbędnego czytania, bo pewnie tez zawsze jesteście w NIEDOCZASIE.

WTÓRPOL TRIATHLON – Skarżysko-Kamienna

 

 

To był jeden z niewielu triathlonów na który jechałam po coś konkretnego, po konkretne miejsce, po pierwszą trójkę i fajną nagrodę pieniężną.

Start był tydzień po Super League Triathlon w Poznaniu. Tydzień po jednym z najważniejszych startów w sezonie, nie liczyłam więc na jakiś magiczny wzrost formy, w szczególności, że w Poznaniu padła życiówka. Skarżyska w ogólne nie brałam pod uwagę planując sezon. Tym bardziej, że mój Rafik miał w planach start, a jak on startuje to ja pilnuje dzieci.

Tym razem było jednak inaczej. Zapisałam się 3 dni przed startem, uprzednio sprawdzając listy startowe. Maria Cześnik, nasz była olimpijka, i Petters Klaudia bodajże, nasza PRO-ska. Poza nimi jedna kobieta na podobnym poziomie co ja. Trochę wysiłku i jestem 3-cia, a co za tym idzie fajna kasa w kieszeni. W czwartek przed zawodami niestety na instagramie Monika Chodyna wrzuciła post, że zmierza na spontaniczny start. Moje przeczucia były prawidłowe, wiedziałam, że zobaczymy się na starcie, pewnie tak samo jak ja jechała po nagrodę, szkoda tylko, że zapisała się chwilę po mnie ! Ha ha.

Cały misterny plan legł w gruzach. Ostatecznie w ogólne nie chciało mi się startować. Aura nie pomagała, poranny deszcz, zimno, wróciły wspomnienia z Kraśnika z Mistrzostw Polski sprzed roku. Skoro jednak powiedziałam A, to powiem też B i C i D … Wystartowałam. Nie miałam szczęścia do pływania w tym roku, a to w Skarzysku tylko potwierdziło moją passę. Woda była przerażająca, po raz pierwszy zostałam wciągnieta pod wodę. Jakieś dziewczyna złapała mnie za ramię i ściągnęła za siebie. Najgorsze było to, że Ci ludzie wcale szybko nie płynęli, poniewierali mną, wpływali na mnie i łapali za każdą kończynę. A kiedy ja zaczęłam machać rękoma wyprzedzałam ich o długość ciała.

Uratował mnie Kola, nasz przyajciel, który dosłownie zatrzymał siebie i wszystkich za sobą i pozwolił mi zacząć normalnie płynąć. Po tych przeżyciach uciekłam zupełnie na prawą stronę trzymając dystans około 10 metrów od wszystkich pływaków. Byłam wściekła, rozumiałam te wszytskie osoby które łapią traumy w wodzie podczas startów. Nikomu nie życzę takich doświadczeń. Potem było juz z górki. Rower pojechałam zajebiście, 2-gi czas wśród kobiet, zaraz za Marią Cześnik. Wyprzedziłam Klaudię Petters, i zrobiłam lepszy czas niż Monika. Pomimo, że lał deszcz i wiał niemiłosiernie wiatr, rower bardzo mi się podobał. Były podjazdy zjazdy, cały czas się coś działo. Była też chwila grozy, kiedy straciłam panowanie nad rowerem. Podczas mocnego podmuchu na śliskiej jezdni rower zaczął mi myszkować,  a ja zobaczyłam siebie na pobliskim płocie, ale na szczęście wyciągnęłam się z tego i dotarłam prawie szczęśliwe do strefy. Prawie, bo na belce spadłam z roweru.  Przeceniłam swoją prędkość w tych warunkach i niestety rower został na belce a ja poleciałam do przodu. Nic się jednak nie stało, szybko wróciłam po rower i poleciałam dalej. Bieganie było wyjątkowe. Po pierwsze super mi się biegło. Przez pierwsze 5 kilometrów biegłam w niesamowitym komforcie, w całkiem dobrym tempie przez las. Po drugie na drugim kółku wyszłam totalnie poza swoją strefę komfortu, lecąc ostatnie 3 kilometry na 4:30 min/km, uciekając przed kobietą którą miałam na plecach. Najpierw oczywiście musiałam stoczyć walkę ze swoim mózgiem, ale po kilku mocnych słowach i przekleństwach w jego kierunku, nogi w bólu z każdym metrem przyspieszały.

Czy warto było ? JASNE ostatecznie byłam 1-wsza w swojej kategorii, wygrałam tylko i aż 600 zł, nie dostałam się na mocno obstawione podium OPEN, ale start był bardzo udany. Cóż więcej można chcieć niż dać z siebie wszystko i zgarnąć chociaż te kilka stówek 🙂

Strefa finiszera w Skarżysku, to był raj dla zmęczonego ciała i .... brzucha :) Nigdy nie widziałam tak pysznie i obficie obsadzonej strefy. Było wszystko to co wszędzie w nieograniczonej ilości, ale była też lemoniada naturalna, tort, ciasta, jagodzianki. Była kawa, dobre jedzenie, na które wyjątkowo mieliśmy ochotę. Było też słońce które ogrzewało nas podczas ceremonii wręczania nagród. Taka najsmaczniejsza z możliwych wisienka na torcie.
Ponadto wszystkie zdjęcia FREE, wszystkie dostępne z DATASPORT w dużej rozdzielczości. Fajne są takie małe gesty które, za które wiemy że płacimy <3

 

TRIATHLON KRAŚNIK 2019

 

To kolejny spontaniczny start. to też start do którego mam chyba największy sentyment. To mój pierwszy start w Polsce, mój pierwszy start po urodzeniu Zosi i Stasia. To super, rodzinna impreza, cudowna atmosfera i sami swoi. Jesteśmy tam co roku od 5 lat. I aż zal było mi pomysleć, że w tym roku mogłoby mnie nie być.

W tym roku było inaczej. Kraśnik słynie z tego, że zawody są rozgrywane w konwencji z draftem. W zeszłym roku były tam Mistrzostwa Polski na dystansie olimpijskim i rozgorzałe rozmowy doprowadziły do tego, że dozwolone były czasówki, ale zabroniony był drafting. W tym roku organizatorzy chcieli wrócić do korzeni, czyli rozegrać zawody w takiej konwencji w jakiej olimpijka powinna być rozgrywana, czyli z draftem. Internet jednak jest okrutny i polemiki jakie powstały wokół organizatorów, sprawiły, że została podjęta decyzja: „Zawody z draftem, ale bez czasówek”.

Tutaj zaczął się problem dla mnie. Moja szosa grzeje się od kilku lat na Cyprze. W Polsce mam tylko ARGONA, czyli czasówkę. Nie chciałam pożyczać roweru od bliskich mi osób, bo na zawodach nie dbam o sprzęt. Nie myślę o tym czy go porysuję, czy mi upadnie, ma być szybko i tyle. Start był coraz bliżej, moje chęci na udział w nim coraz większe więc zaczęłam działać.

Najpierw przeprowadziłam rozmowy z organizatorem czy ewentualnie im uda się cos dla mnie ogarnąć. Maja kilka zaprzyjaźnionych sklepów. W między czasie jednak napisałam do LIV Polska. Nie powiem, że taki LiV-ek nie byłby spełnieniem marzeń. Od wielu lat patrze się na te rowerki z zachwytem. Oczywiście żeby nie było za łatwo, osoba za to odpowiedzialna była na wakacjach. Rowerku żadnego testowego nie było. Ale rozmowy szybo przeistoczyły się w czyny. I w sumie z niecały tydzień doleciał do mnie nowiuteńki LIV, czarny, elegancki i zupełnie inny niż moje wszystkie rowery. Zakochałam się.

Czasu na jego ustawienie i złożenie nie mieliśmy za dużo. Na szczęście z pomącą przyszedł, mój mąż i nasz rowerowy kumpel Mati. Chłopaki spędzili pół nocy żeby rozgryźć jak złożyć przerzutki, ponaciągać linki, ustawić je tak żeby chodziły cichuteńko, szybko i idealnie. Na 2 dni przed startem zrobiłam sobie króciutki rozjazd, żeby jako tako ustawić rower. Nie powiem, że nie było to ciężkie zadanie, jeżdżąc przez ostatnie 4 miesiące tylko na czasówce, nie mogłam się oprzeć żeby wymusić w sobie pozycję jak najbardziej zbliżoną do tej jaką mam na rowerze czasowym.

Start sam w sobie był IDEALNY. Płynęło mi się niesamowicie, po prawie całym sezonie niekończącej się walki w wodzie, w Kraśniku wszystko to odpuściło. Najszybsza grupa odpłynęła, ja zostałam kawałek za nią i tam przez 1500 metrów płynęłam zupełnie sama, w swoim tempie, na luzie, z luźną głową. To było to. Rower, jak to na LIV-a przystało poszedł znakomicie. Wiało dość mocno, co na szosie można było bardzo mocno odczuć jadąc samej, na szczęście zawody były w konwencji z draftem, a co za tym idzie współpraca i pociągi. Pierwsze kółko zrobiłam praktycznie sama, tak to jest cholera jak się za szybko z wody wychodzi. Na drugim doleciała do mnie pociąg, chyba najszybszy pociąg na tych zawodach, z moim mężem na czele.

Chłopaki pozwolili się dołączyć i tak przez kolejne dwa kółka pędziłam razem z nimi. Ich tempo, zrywy po nawrotkach na prawdę były przeze mnie prawie nie osiągalne, a jednak trzymałam się i nie chciałam odpuścić. Zmusili mnie do pedałowania czasami nawet ponad 300 WATT, a średnie Watt-y jakie mi wyszły z całego startu dochodziły prawie pod 200, czyli były sporo wyższe niż kiedykolwiek na innych zawodach. Dostałam w dupę, ale tak pozytywnie, wyprzedziłam wszystkie możliwe kobiety, choć była tam tylko jedna szybsza pływaczka. Ostatnie kółko niestety intercity odjechało, moje nogi fizycznie były totalnie zajechane i nie dały rady utrzymać rwanego ostatniego kółka. I tak bardzo im dziękuję za mega współpracę, a satysfakcja, że wiekszą część wyścigu jechałam z mężem który zazwyczaj wyprzedza mnie jak pendolino, zostanie w e mnie na długo.

Biegani trzeba było utrzymać. Trzeba było więc utrzymałam. Nie było tam żadnych przypływów nadprzyrodzonych sił, raczej na 8-mym kilometrze totalnie mnie odcinało i chyba mocny rower dawał się we znaki, ale satysfakcja pozwoliło dobiec na metę mniej więcej tak jakie były założenia.

Kraśnik po enty był NIEZWYKŁY. Po raz drugi też stanęłam na pierwszym stopniu podium OPEN. Po raz drugi w swoim życiu, na mecie złapałam ta szarfę i podniosłam ja nad głowę. Te emocje są na prawdę warte każdej przepracowanej godziny na treningu. Oby więcej takich!

Muszę też niezmiernie podziękować firmie LIV Polska, bo bez nich ten start byłby NIEMOŻLIWY <3 Rower spisał się jak marzenie !

CASTLE TRIATHLON MALBORK 2019

 

Malbork był trochę jak takie wiadro zimnej wody. Ten sezon serio brałam z przymkniętymi oczami. Treningi były totalnie rozklepane, raz w totalnym reżimie, raz w totalnym chaosie. Oczywiście nie przez trenera, ale przez samą siebie. Tym bardziej dziękuję, że Adam z <platforma treningowa i-Sport> się nie poddał i nie kopnął mnie w tyłek. Taki miałam sezon takie podejście. Potrzebowałam tego luzu, nie chciałam wpadać w reżim treningowy, ale ambicje miałam.

Najszybciej pisząc i tak wystarczająco długo prześlizgiwałam się z fajnymi wynikami przez ten sezon. Co prawda padła tylko jedna życiówka, ale właśnie wtedy kiedy najbardziej jej chciałam. Dlatego Malbork pomimo udanego startu, prze cudownej atmosfery, bo jak wiecie starty w towarzystwie są zdecydowanie fajniejsze niż te solo, to dostałam w dupę psychicznie. Trochę, bo długo to nie trwało, ale szczęście na mecie musiałam sobie sama wcisnąć do głowy.

Start ogólnie bardzo pozytywny, mocna obsada, Gosia Otworowska i Ola z GVT, czyli nasze Polskie konie. Ponadto startowała też kolejna mocna zawodniczka, z którą nie raz spotkałam się w zeszłym roku. Wiedziałam, że na miejsce OPEN nie mam szans, a jednak ambicje miałam żeby zorbić to szybciej, mocniej niż w zesżłym roku. Woda fajna, szkoda że start falowy nie był do końca falowy tylko zrobione było wąskie gardło, bo przy wejściu do wody dostawało się łokciami od innych nadgorliwych zawodników. W wodzie jednak to wszystko sie rozmyło i płynęło się przyjemnie. Zresztą tak jak zawsze w Malborku. Wdech ZAMEK, wdech ZAMEK, takich widoków raczej nie znajdziecie nigdzie indziej!

Rower bajka, ale tylko w jedną stronę. Czułam taki GAZ, taką siłę, a Watty i prędkość tylko to potwierdzały. Niestety w policzek dostałam po nawrotce. Piękna średnia powyżej 37 km/h cały czas powolutku malała. Dostaliśmy wiatr w twarz i pomimo że przed startem wydawało się, że wiatru nie ma. Czaił się skubany gdzieś na trasie. Pomimo to, rower jak zwykle, 36km/h utrzymane, świeżość zachowana, ale mały niesmak że z powrotem tak ciężko i tak sporo wolniej niż w tamtą stronę. SERIO miałam wrażenie, że w końcu utrzymam tą prędkość powyżej 37. Ale jeszcze nie tym razem.

Bieganie, też niby było spoko. Pobiegłam szybciej niż w zeszłym roku, rower też pojechałam trochę mocniej. Pływanie było tylko wolniejsze ale to o pare sekund. Końcowy wynik jednak był wolniejszy o minutę. I weź tu teraz wytłumacz swojej głowie, że strefy zmian były sporo dłuższe, bo praktycznie 2 minuty więcej tam spędziłam. Że wcale nie było tak źle. Niestety w momencie przekraczania mety nie da się. Przynajmniej nie u mnie.

Teraz z perspektywy czasu, cieszę się, że takie wiadro zimnej wody wylało mi się na głowę. Cieszę się bo, choć emocji nie ma juz we mnie to wspomnienia o nich jak najbardziej TAK. A co za tym idzie, kiedy nie będzie mi się chciało, zrobic tych interwałów, tego treningu CORE przez zimę. Nie będzie mi się chciało siadać na ten trenażer, albo wychodzić na dwór pojeździć bo słaba pogoda. To wrócę sobie w mojej blond głowie do tego startu i jeszcze raz przemyślę i przewartościuję sobie to czego tak na prawdę chcę.

Jeżeli szukasz luzu, to daj go sobie też na mecie, a nie tylko na treningach. Jeżeli zależy ci jednak, na tych cyferkach, polepszaniu się i na kolejnych małych kroczkach w kierunku bycia silniejszym sportowcem to pokaż to też na treningach i nie odpuszczaj gdy jest ciężej, albo auro nie do końca sprzyja.

 

Teraz cieszę się, że nie przez cały sezon się tak łatwo prześlizgnęłam. Cieszę się, że były lepsze i gorsze momenty, bo to właśnie one dokładnie pokazały mi czego chcę, jakie mam wyniki przy danym zaangażowaniu i czy robie to wszystko wber sobie czy w zgodzie ze sobą.

Oby kolejny sezon był tak pozytywny jak ten.

Nie idealny.

Indywidualny, ale mój.

 

Bio Mama…..

P.S. Żeby nie było, pod koniec października startujemy jeszcze na Cyprze, ale tam SERIO SERIO muszę sobie głowę wyczyścić przed, bo ostatnio było mocno zdrowotnie w moim życiu, a nie treningowo :p

 

On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH

BIEGANIE POLECANE TESTY

On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH <3 <3

Co prawda w powietrzy wisi dla Was kolejna realcja z tri, ale do tego postu zabieram się od miesięcy. Podróże, wyjazdy, starty, dzieci ( ha ha ha) nie pomagają w byciu konsekwentnym i systematycznym. Ale skoro juz usiadłam i jestem chce się z Wami podzielić moim bieganiem w chmurach, czyli butach marki On Running, z którą nie rozstaje się od zeszłego roku.

 

Z góry powiem, że wszystkie dane co do butów, oczywiście ściągnęłam z ich strony. Ponadto nie jestem podążającą za nowymi trendami buto-holiczką, więc nie powiem Wam co siedzi w trawie u konkurencji i czy można te buty porównać do modeli innych firm. Wiem natomiast, że kilka lat przebiegałam w butach różnych firm, zaczynając standardowo od New Balance-ów, przez triathlonowe Asics-y TRI NOOSA, kończąc na On-ach właśnie, do których czuję bezgraniczną miłość.

 

1. On Running – model CLOUDFLOW

( czyli moja pierwsza styczność z chmurami 🙂

 

Te buty wpadły po raz pierwszy w moje ręce podczas expo, na starcie w Super League Triathlon Poznań. Pamiętam jak pierwsze myśli przykuła cena która nie należy do najniższych, sceptycznie podeszłam więc do butów. Na szczęście tylko do momentu, kiedy znalazły się one na moich nogach.

Pierwsze wrażenie ? WOW tych butów się w ogólne nie czuje, miałam wrażenie jakbym miała tylko skarpetkę na sobie. Były mega wygodne, kolorowe i to wystarczyło żebym się zakochała. Ponadto co Szwajcarzy robią źle, zaryzykowałam, że buty wypróbuję. Wtedy obowiązywała promocja, że możesz testować buty przez 14 dni i jeżeli jesteś niezadowolony z nich to możesz testowany model odesłać.

BIORE !

Pan który owe buty zachwalał, nawet namawiał mnie do startu w nich następnego dnia, argumentując że są tak wygodne i tak boskie, że nie będę narzekać. Pana nie posłuchałam,potruchtałam tylko podczas rozgrzewki w nowych butach, ale jak tylko po zawodach wróciłam do domu marzyłam o treningu biegowym.

DYNAMIKA, LEKKOŚĆ, WYGODA to chyba 3 cechy których nie da się odebrać temu modelowi. Jest on dynamiczny, ale jeszcze dosyć miękki, jak na but startowy, startowo-treningowy. Bardzo ładnie oddaje podczas biegu, ale nie męczy stopy twardością. Nadaje się idealnie jako jedyny but do triathlonu. Ponadto but jest tak wygodny, że nie męczy w żadnych ale to żadnym miejscu stopy. W środku materiał jest niesamowicie delikatny, można by go porównać do satynowej sukienki albo kaszmirowego sweterka, Panie wiedzą o co chodzi, a Panowie mogą taką sukienkę, albo sweterek na chwilę od Pań pożyczyć ;p No albo kupić ON-y i sprawdzić jakie to uczucie 🙂

Taki materiał daje niesamowity komfort jeśli chodzi o bieganie, but wykończony w środku jest bezszwowo, albo tych szwów po prostu w ogóle nie czuć. Ponadto jest niesamowicie lekki, a co za tym ponownie idzie to komfort biegu.

Przy moich gabarytach 175 cm i 57 kilo żywej wagi, buty nadają się jako buty treningowe i startowe. Podeszwa nie jest jakoś u mnie nadmiernie zniszczona po roku używania. W przypadku większych, cięższych i wyższych osób but może być stosunkowo za delikatny jako but treningowy. Mojemu Rafałowi model się nie sprawdził jako but treningowy, bo zużywał się zbyt szybko ( chłopak ma tylko 191 cm, i waży 84 kilo) i zamienił go na model CLOUDSWIFT, który jest bardziej wytrzymały z większą amortyzacją i przy jego wadze sprawdza się idealnie treningowo. Ponadto startuje w nich więc też, nadaje się na buta startowego na dłuższe dystanse typu 1/2 IM.

 

PARAMETRY: 
*lekki but treningowy na dystanse do maratonu
*profil biegacza: jako but treningowy - waga do 75 kg, jako but startowy - waga powyżej 75 kg, krok neutralny
*płynne i dynamiczne przetoczenie, dynamiczna amortyzacja
*drop: 6 mm
*waga: W 190 g – M 230 g

 

Cloudflow mają jeden malutki minus. Przez ich delikatność i niesamowicie wygodny materiał, dosyć szybko ścierają się zapiętki wewnątrz buta. Jest to mankament wizualny, który nie przeszkadza w żaden sposób w ich użytkowaniu.

Ah i zapomniałabym przez innowacyjną podeszwę, zdarza się, że w lesie wpadnie Wam i zaklinuje się kamyk, albo szyszka między poduszki powietrzne. Nie uszkadza to w żaden sposób butów, po prostu trzeba się schylić i to wyciągnąć, albo biec dalej jak są to zawody 😉

Ja od roku biegam tylko w tych butach, biegam w nich na zawodach, na wszystkich treningach. Buty nawet radziły sobie jako tako w zimowych warunkach i górach. Biegam w nich na szutrze, leśnych ścieżkach, ale głównie po asfalcie. Są dynamiczne, szybkie, bardzo ładnie oddają i przede wszystkim lekkie i wygodne !

SZCZERZE POLECAM !

2. CLoUDVENTURE – czyli coś dla górskich biegaczy. 

 

Cloudventure, to trailowo-treningowy model marki On Running.

Ten model testowałam zimą, głównie w terenie. Niewiele w nim biegałam, bo odkąd go mam zima szybko się skończyła, a na wyjazdy nie miałam możliwości zawsze brać kilku par butów.

Cenie w nim lekkość, którą ma każdy but marki On Running. ten model ma też inna podeszwę, dzięki czemu problemu z cloudflow, typu wchodzące szyszki i kamyczki nie mają tu miejsca.

But sprawdzał się bardzo dobrze w zimowych warunkach, gdzie całe ścieżki były pokryte śniegiem, a gdzie nie gdzie nawet lodem. Miał zaskakująco dobra przyczepność w takich warunkach, tylko kilka razy podczas długiego wybiegania straciłam przyczepność, a warunki w Pieninach były iście zimowe. Ma on tez więcej miejsca w środku mniej przylega do stopy, ale nie sprawia, że stopa rusza się w środku.

Cloudventure wzięłam też ze soba w Alpy, tam w górskim terenie na luźnych ścieżkach but trzymał się równie fajnie podłoża. Dobiegi po asfalcie do trailowych ścieżek też nie były dla niego problemem, czy dyskomfortem dla mnie. Jest on nadal bardzo wygodny, lekki, tym bardziej jeśli mówimy tu o bucie górskim. Nie jest na GORE-tex-ie jak słynne Salomony, ale mi na trasach do 15 kilometrów nie przemókł ani razy na śniegu. Jest dosyć cienki więc w zimę, warto zainwestować w grubszą, cieplejszą skarpetkę.

Ponownie materiał jest niesamowicie wygodny, a but niesamowicie lekki jak na but trailowy.

 

PARAMETRY: 
*komfortowy, świetnie amortyzowany, idealny na długie dystanse
*ochronę przed ostrymi elementami podłoża
*nowatorska podeszwa Missiongrip - doskonała przyczepność na zbiegach i podbiegach oraz na każdej nawierzchni - utwardzonej, luźnej oraz zmrożonej
*duża przestrzeń wewnątrz dla lepszego komfortu na długich dystansach, również dla osób o szerszych stopach
*drop: 6 mm
*waga: W 235 g - M 295 g

 

 

3. On Running Cloud Woman – czyli BOSKOŚĆ dla kobiet 🙂

 

Ten model kupiłam w dzień kobiet 🙂

Nie jestem zwolenniczką chodzenia w butach biegowych, ba nawet tego nie lubię. Owszem uwielbiam trampki i inne sportowe obuwie, ale nie lubię chodzi w butach biegowych. Do dnia kobiet tego roku. Korzystając z promocji, gdy kupowaliśmy buty dla Rafała, moim oczom pokazał się ten model. Nie jest to sekretem, że róż pod każdą postacią szybko mętli mi w głowie, a wygoda jaką uwielbiam w Cloudflowach, sprawiła, że chciałam mieć On-y takie po prostu do chodzenia.

Ja, osoba nie lubiąca chodzić w butach biegowych ! ! !

Ten model idealnie łączy, wygodę i lekkość On-ów, z designem i wykończeniem nie do końca biegowym. Są po prostu pięknę, wygodne, można w nich też pobiegać czy poćwiczyć, ale przede wszystkim chodzić na co dzień. Nie rażą w oczy, tak jak inne biegówki, są elegantsze, wygodniejsze, delikatniejsze i na maksa kobiece.

To taki model do wszystkiego, taki model z którym nigdy nie będziecie chcieli się rozstać. To taki but który zastępuje trampki i buty sportowe, a przy tym jest jeszcze po prostu ładny.

W zestawie przychodzi z dwoma parami sznurowadeł. Gumki, które pierwotnie zamontowane są do buta ułatwiają użytkowanie go na co dzień. Łatwiej się buty zakłada i ściąga. Gumki nie pokrywają całego buty tylko górną część, dzięki czemu jest turbo wygodnie. Ja w tym modelu tylko chodzę, ewentualnie ćwiczę jakiś fitness, lub robię rozgrzewki przed zawodami. Dlatego jeszcze nie korzystałam z dodatkowej pary sznurowadeł, która jest dla tych co chcą używać tego modelu do bardziej sportowych zadań. Druga para sznurowadeł, to zwykłe sznurowadła, które wkładamy do każdej dziurki na to przeznaczonej, dzięki czemu stopa jest bardziej stabilna w środku buta, dokładnie tak jak w biegowych modelach.

Gumki to opcja casualowa, dodatkowy plus za to że dzięki nim but nie wygląda na typowo biegowe obuwie.

Cóż więcej mam napisać, chodzę w nich w skarpetce, bez, jeżdżę na rowerze z dzieciakami, używam na co dzień w szczególności gdy chce czuć super komfort przez cały dzień. Używam go przed zawodami do rozgrzewek, ale myślę też że spokojnie nadał by się na lekkie i nie długie treningi biegowe.

 

PARAMETRY: 
*Przeznaczone do aktywności: fitness, casual, trening
*Cholewka wykonana z oddychającej i antybakteryjnej siateczki o anatomicznym kształcie
*Model CLOUD został zaprojektowany tak, by ujarzmić wstrząsy podczas lądowania, jednocześnie oddając zgromadzoną podczas wybicia energię.
*Waga: 183 g

 

A żeby Was zachęcić to teraz macie PROMO, dzięki któremu możecie testować buty przez 14 dni i jeśli Wam nie spasują zwrócić je do sklepu 🙂 

——-> On Running 14 DNI TESTY – Sportofino

 

To co które Wy wybieracie ? 🙂

 

Biegająca Bio Mama. <3

ZŁOTA FALA 2019 – Super League Triathlon Poznań i mój freedom.

TRIATHLON

ZŁOTA FALA 2019 – Super League Triathlon Poznań i mój freedom.

ZŁOTA FALA i weekend pełen emocji za mną, a właściwie za nami. Bo był to mocno kobiecy weekend. o samej idei złotej fali myślę, że powinnam skleić osobny post, ale przez to że mój start był pełen ZŁOTO FALOWYCH emocji to tu tez coś o niej usłyszycie.

Swoją przygodę z i-sport, Złotą falą i Super League Triathlonem w Poznaniu, zaczęłam rok temu, kiedy to byłam ambasadorką tej imprezy. Jeśli chcecie więcej poczytać i idei, moich początkach w byciu ambasadorką, czy starcie w zeszłym roku to zapraszam:

tu —–> ZŁOTA FALA -IDEA

——–> START W POZNANIU – ZŁOTA FALA

Ten rok był jednak inny. Inny, bo na starcie stawałam nie tylko jako kobieta wspierająca projekt, ambasadorka, ale też kobieta która zaangażowała się w ten projekt. Emocje były więc potrójne, spotkanie z naszymi ambasadorkami jeszcze bardziej ekscytujące i cała impreza podwójnie ważna.

Po pierwsze trzeba powiedzieć, że babska rywalizacji jest na innym poziomie, jest czystsza, zawiera więcej uśmiechu i życzliwości i chociaż na prawdę się ścigamy, to robimy to z uśmiechem i słowem wsparcia.  Złota fala to start tylko dla kobiet, starujemy w fali przed facetami, co za tym idzie zero pralki w wodzie, same kobiety na linii startu, cisza i spokój w strefie i tak przez większość część trasy. Na bieganiu spotykamy się już z Panami, cześć kobiet spotyka się już na rowerze, ale myślę, że panowie na trasie rowerowej lub biegowej tylko mobilizują, sprawiają że więcej się dzieje i czas szybciej leci.

No ale złota fala to nie tylko start, przynajmniej nie dla nas. To tez spotkania z niesamowitymi kobietami, dziewczynami. To czas poznawania cudownych osób, to czas wspólnych piątek, rozmów i wsparcia. W zeszłym roku było nas kilkanaście, w tym roku podobnie, robi się więc nas coraz więcej. Tworzymy wspólnie swoją babską małą komitywę, w której jest dużo koloru, uśmiechu i wsparcia. Pisząc te zdania, nie da się w sumie opisać tych emocji. Jest ich dużo i są one przede wszystkim pozytywne. Weekend w poznaniu staje się weekendem po którym potrzeba sporego czasu żeby wrócić do normalnego funkcjonowania 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Wracając do mojego startu. Start był w sobotę w samo południe. Tzn o 11, ale przecież to prawie samo południe. Ciepło, totalna lampa, a ja z moja termoregulacją miałam największa rozkminę życia: Płynąć w piance, czy bez?

Wiem, że moje pływanie ostatnio słabo wypada i w sumie ma prawo bo od połowy kwietnia do tak na prawdę 2 tygodni przed poznaniem w wodzie byłam kilka razy. Sieraków, Okuninka, miesiąc od połowy maja miałam zawalone zatoki. Tym bardziej wiedziałam, że pianka na prawdę mi pomoże. Było jednak coś we mnie, co nie chciało jej założyć. Jakaś część mnie chciała poczuć luz, może to umieranie w Sierakowie, duszenie się w wodzie i ścisk sprawiło że nie chciałam jej zakładać. Co gorsza zarówno trener, jak i mądra głowa mąż nie chcieli słyszeć, ani zaakceptować opcji bez pianki. Z drugiej strony Fabisz namawiał do płynięcia bez. Nawet mieliśmy się zakładać, o jakieś głupoty, ale Fabisz długo nie chciał przystać na moje warunki. Dało mi to cudownego kopniaka jak wierzy w to że popłynę dobrze. Taka roztargniona stałam jeszcze i rozgrzewałam się w strefie startowej. Mózg mi już parował, bo wiedziałam że jaką decyzję bym nie podjęła, głowa będzie na nią narzekać. Jak popłynę w piance to będzie źle, bo za ciepło. Jak popłynę bez to będzie źle bo za wolno. Chwilę przed pomyślałam sobie, że jak Ula, faworytka dzisiejszego wyścigu popłynie bez to ja też. Co się wydarzyło? Ula przychodzi do strefy startowej bez pianki, a moja głowa już kipi nie wiedząc co robić.

Na 15 minut przed startem podjęłam decyzję, mądry trener wsparł i kazał wejść na chwilę do wody i się przepłynąć. Trach skok na główkę i przedzierałam się przez złote czepki i czarne pianki. Z wody wyskoczyłam już pewna swojej decyzji. To było to! Czułam luz w głowie i rękach, ciepłą wodę spływającą po ciele, ale nie gotowałam się, byłam wolna. Piankę szybciutko oddałam mężowi i poleciałam na linię startu. W zeszłym roku startowałam z pierwszej linii, w tym cofnęłam się o jedną, w końcu lecę bez pianki i nie w formie pływackiej.

 

START.

Kontrolowany, ale przede wszystkim z uśmiechem na buzi. Decyzja o zdjęciu pianki była chyba, najlepszą z możliwych tamtego dnia. Dało mi to jakiś niewyobrażalny luz psychiczny. Wskakujemy do wody, przez chwilkę zrobiło się gęsto dziewczyny pływają po sobie, ale w parę chwil wszystko się wyrównuje. Pewnie pierwsze 3-4 linie znalazły swoje miejsce i płyniemy juz każda swoim tempem. Oprócz pierwszych kilkudziesięciu- kilkuset metrów raczej nie byłam wyprzedzana, wszystko rozegrało się na początku. Wiedziałam, że płynę wolniej, płynęło mi się tez sporo ciężej niż w piance, to znaczy kosztowało mnie to więcej wysiłku, ciężej się nawigowało w szczególności że do pierwszej bojki płynęłyśmy pod falę. Niemniej jednak płynęło mi się cudownie, co prawda czas był o ponad 2 minuty gorszy z pływania niż w zeszłym roku. Ponadto z wody wyszłam jak na mnie wyjątkowo daleko, bo dopiero jako 7 kobieta, ale to jak bardzo się delektowałam tym pływaniem bez pianki i tą wolnością, było warte każdej straconej sekundy, czy minuty.

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

Wychodzę z wody, ktoś mi krzyczy jak zawsze która jestem, nie powiem, że się zdziwiłam ( oczywiście  myślałam że jednak jestem choć troszkę bliżej czołówki) Widzę moja rodzinkę i przyjaciół, leci wiec pierwszy potężny uśmiech. Szybciutko pędzę do strefy zmian, która cholera znowu jest pod górkę. Za mną bliziutko biegną dwie dziewczyny, jedna to niejaka Małgorzata, która wyprzedziła umierającą mnie na biegu, druga to Iga, wiem że mocno biega więc muszę uciekać.

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

Strefa bez pianki zajęła mi kilka sekund, czepek i okularki wrzuciłam do koszyka i w tej samej chwili założyłam kask i złapałam rower. Ze strefy wybiegam już piąta. Powiem szczerze, że byłam pewna że z wody byłam też piąta, ale sts-inaczej pokazuje, może to tylko czas 7-my a wyszłyśmy wszystkie przy sobie. Nie wiem, ciągnąc dalej wsiadam na rower i zaczynam jechać. Pomimo, że wiem że jest przede mną kilka dziewczyn jakoś się tym nie przejmuję. Jadę swoje i wiem, że będę je gonić.

fot.Mariusz Nasieniewski/Maratomania.pl

Dzień wcześniej zasypiając już w łóżku słuchałam Ewel i Rafała jak rozmawiali o przygodach na trasach na poprzednich startach. Było ich mnóstwo, opowiadali jak to gubili bidony, jak ktoś się wracał po numer startowy, jak ktoś po bidon, jak któreś źle pojechało albo źle wybiegło. Leżę sobie i myślę, jak to możliwe mieć tyle przygód, „Ja NIGDY takich nie miałam”. Moje przygody ograniczają się do tych z zegarkiem, no ale to zrozumiałe w moim wykonaniu, bo jest mi on chyba po prostu troszkę zbędny na zawodach. No ale zdanie to wypowiedziane w głowie, napędziło tą turbinę ze wszechświata która uruchomiła: mówisz, że nigdy to będziesz miała swój pierwszy raz. Nie wiem czy wy też tak macie, ale ja kiedy wymówię te słowa na głos, to dzieją się rzeczy dziwne i wszystko sprowadza się do tego żeby mi udowodnić, że to NIGDY właśnie się skończy.

W ten oto sposób mój rower był jedną wielką przygodą. Co prawdą zaczął się pięknie bo w tamta stronę moja predkość zały czas pokazywała ponad 40 km/h, nie chciało mi się wieżyć bo nogi nawet dobrze nie piekły, ale jechałam. Po jakiś pięciu kilometrach wielkie napisy na drodze, SLOW DOWN ! ! ! , NAWRÓT ! ! ! i jaskrawe strzałki pokazujące nawrotkę. No to hej przygodo,  nie widzę totalnie nikogo dookoła, śmierdzi mi to ale, jak byk jest napisane, że nawrotka, więc zawracam. Za chwilę po drugiej stronie ulicy wybiega do mnie jakiś strażak krzyczący nieprzyjemnie że co ja ******* robię ?!? Karze jechać prosto, kolejna nawrotka więc i wracam na trasę, kurna, zła jak osa jestem, mówiłaś że nie masz przygód, a tu proszę się zaczęło. W tym momencie wyprzedza mnie Ula, nawet nie byłam na to zła, bo wiedziałam, że na rowerze jest mocniejsza i i tak zrobiłaby to prędzej czy później. Pewnie, że wolałabym później, ale jest prędzej. Jadę dalej. Prawdziwa nawrotka była jeszcze ponad 5 kolejnych kilometrów dalej. Stało tam faktycznie sporo ludzi i chyba nawet jacyś sędziowie, a napisy najprawdopodobniej były pozostałością z trasy enduro, która startowała rano.

fot.Mariusz Nasieniewski/Maratomania.pl

Jadę dalej, na nawrotce widziałam, jak zbliżam się do dziewczyn z przodu. Były w sumie 4, więc teraz dopiero jestem 5-ta. Było widać też dziewczyny za mną, trzymały się dosyć blisko, a może po prostu przybliżyły się przez moje gapiostwo ?? Nie ważne, po nawrotce poczułam, dlaczego jechało mi się tak dobrze. Wiatr walnął w twarz i prędkość pod górkę spadała nawet czasem poniżej 30 km/h. Wiedziałam, że tu muszę wycisnąć z siebie więcej, tak żeby zrobić sobie przewagę. W końcu te za mną są lepsze biegaczki.

1-wsza dziewczynę przede mną dogoniłam stosunkowo szybko. Wyprzedziłam ją, na nawrotce na drugie kółko, gdzie trasa zrobiła się techniczna i nie było mowy o ściganiu, odcięłam się tez od Pań, które jechały za mną, a 3-cią dziewuchę miałam już w zasięgu wzroku. Wiedziałam, że to kwestia czasu. Ale żeby nie było nudno, zaczęło mnie okropnie mdlić, zjedzony żel był prawie spowrotem w gardle, wiedziałam, że tak się dzieje jak jeżdżę z HR-em, który wpijając mi się pod stanikiem w przeponę stymuluje żołądek. I tak w połowie drugiego kółka zaczęłam się motać z HR-em, Najpierw nie mogłam go zsunąć na brzuch, potem odpadł mi czujnik, w końcu rozpięłam cały strój, który mi się zablokował i nie mogłam go zasunąć z powrotem, zerwałam cały pasek, wypadł mi czujnik i jechałam świecąc cyckami przez resztę trasy.

Z tego powodu sporo dłużej zajęło mi dogonienie 3-ciej dziewczyny, ale dopadłam ją wyprzedziłam i do strefy wpadłam jako 3-cia kobieta. Karolina którą, wyprzedziłam na rowerze w zeszłym roku, nie biegała szybciej. W tym jednak mnie zaskoczyła i już na pierwszym kółku biegowy mnie dogoniła, wyprzedziła i mocno leciała przede mną. Próbowałam się trzymać, ale czułam że jest mocniejsza więc odpuściłam. Wiedziałam, że mam 2 biegaczki za sobą, które mogą jeszcze namieszać, a wolałam mieć siłę do końca niż wyrwać na początku a potem umierać.

Na nawrotce na pierwszej pętli, zobaczyłam jak owe biegaczki mają całkiem spory dystans do mnie, dzielił nas ponad kilometr, a co za tym idzie z 4 minuty różnicy w czasie. Takie endorfiny mnie dopadły, że przez kilometr leciałam na 4:30 🙂

Bieganie raczej było kontrolowane, z uśmiechem. podobno wyglądałam jakbym się w ogólne nie męczyła, ale co wycisnęłam z siebie to moje. Jeszcze dużo mi brakuje żeby nauczyć się biegać tak mocno jak to możliwe. Bieganie u mnie zawsze jest asekuracyjne i nigdy nie umiem doprowadzić się do sponiewierania. Nie umiem wycisnąć z siebie tego więcej, zawsze jestem w swoim komforcie. Jeszcze trochę czasu przede mną więc może kiedyś nauczę się tego.

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

Na metę wpadłam jako 4 OPEN, z czasem 2:24:57, najpierw myślałam, że urwałam minutkę od zeszłorocznego czasu, ale kiedy zorientowałam się że były to 3, świat stał się na prawdę piękny 🙂

Wpadłam szczęśliwa, że wybroniłam wysokie miejsce OPEN, że pomimo tych perypetii zdrowotnych na początku sezonu, wszystko się wyklarowało, czułam jakąkolwiek moc i siłę i brnęłam do przodu. Wpadłam szczęśliwa, przede wszystkim bo ten start sprawił mi na prawdę ogromną przyjemność, a o to mi najbardziej chodziło.

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/maratomania.pl

NOWA ŻYCIÓWKA, całkiem niezłe bieganie, MASA PRZYJACIÓŁ, ZNAJOMYCH, KIBICÓW na mecie i na trasie dodawała energii i radości.

 

To był na prawdę udany start. I kiedy tak na spokojnie po wszystkim usiadłam z mężem i gadaliśmy o zawodach, zapytał: ” I co nie żałujesz, że nie założyłaś pianki, pewnie byłabyś 3-cia, bo popłynęłabyś te 2 minuty szybciej?”

Na mecie nie przeszło mi to nawet przez myśl. A dziś zrobiłabym dokładnie to samo, jeśli te 2 minuty miały mi dać tyle radości i swobody jaką czułam, to były warte każdej straconej sekundy, czy minuty.

 

Do zobaczenia na kolejnych startach.

 

Bio Mama.