Kategoria: CIĄŻA

Hej! Pewnie, że możesz być gruba po ciąży!

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CIĄŻA

Hej! Pewnie, że możesz być gruba po ciąży!

Mocno brzmi, ale właśnie tak ma. Nie chce nikogo urazić, nie chce nikomu ubliżyć, ale chce nazwać rzeczy po imieniu.

Halo dziewczyny!!! Bo ten post kieruję tak naprawdę tylko i wyłącznie do was. Ten blog ma być dla was motywacją. Chcę Wam pokazać że jeżeli chcecie zadbać o siebie i znaleźć trochę czasu dla siebie to wszystko się da. Jest to kwestia waszej chęci i woli, ustawienia swoich priorytetów i przeorganizowania życia nie zawsze udaje się od razu, ale systematyczność i uparte dążenie do celu naprawdę zaprowadzi Was tam gdzie chcecie być!

Nie chciałabym jednak żebyście odbierały to miejsce jako wyrocznie, że tak powinno być że jeżeli mi się udało to wam też musi, bo tak nie jest. Każda z nas jest inna, każda ma inne potrzeby, każda inaczej przechodzi przez różne sytuacje w swoim życiu.
Dlatego chcę wam napisać:

„Hej Pewnie że możesz być gruba po ciąży!”

Jakkolwiek dosadnie i nieprzyzwoicie to brzmi taka jest prawda. Jedne z nas potrafią zapanować nad swoimi zachciankami inne nie. Jednych celem jest nie przytycie w ciąży, inne luzują sobie pasa i czują że to jedyny okres kiedy mogą. Jedne przytyją więcej, drugie mniej. Jedne podczas karmienia chudną, drugie tyją! Nie ważne ! Nie ważne w jaki sposób dotarłaś do tego miejsca, które reprezentuje powyższe zdanie. Jednak jesteś tu i…
Teraz Wszystko leży w twoich rękach. Możesz coś z tym zrobić, lub nie. Część z was zaakceptuję ten fakt podda się i nie będzie chciało ruszyć tyłka z kanapy, reszta tupnie nogą i powie: ” O nie to nie moje miejsce na dłuższą metę!” Według mnie podstawą do jakiejkolwiek przemiany są wasze chęci. Nie ważne jaką presję będzie wywierało na tobie twoje otoczenie, dopóki ty tego tak naprawdę nie będziesz chciała, nic się w twoim życiu nie zmieni.

3 miesiące po urodzeniu Zosi
3 miesiące po urodzeniu Zosi

 

4 miesiące po urodzeniu Stasia
4 miesiące po urodzeniu Stasia

 

 

I przytoczę tu myśli wielu psychologów, którzy twierdzą, że podstawą do jakiejkolwiek zmiany jest zaakceptowanie danej sytuacji. Jeżeli staniesz przed lustrem i powiesz sobie:

„Jestem tu i teraz. Doprowadziłam się do tego stanu sama (ok może trochę za pomocą tego małego ssaka co przez 9 miesięcy był w środku mnie i zrobił ze mnie i mojego ciała totalny armagedon 😉 ) i nie ważne co było tego przyczyną chce to naprawić! „

Uwierz mi, że kamień spadnie Ci z serca i poczujesz, że masz na nowo czystą kartkę. Nie warto zwalać nadprogramowych kilogramów na ciąże, geny itp. Nie warto też tego roztrząsać co jest przyczyną, stało się ,jest jak jest, jedyne co teraz możesz zrobić to wziąć się za siebie.

JAK ?

  1. CHCIEJ ! Żeby coś w sobie zmienić musisz na prawdę tego chcieć! Tak ty, nie on, ona czy Bo ustawa tak przewiduje. Tylko TY !
  2. DZIAŁAJ ! Zacznij od małych zmian, Wyeliminuj najpierw przetworzone jedzenie, nie kupuj sklepowych słodyczy, poczutaj o zdrowym odżywianiu, zainwestuj w dietetyka ( np. diety ani lewandowskiej, przystępna cena i na prawdę przemyślana rzecz) . Zacznij wracać do formy, wzmocnij swoje ciało treningiem funkcjonalnym, w domu z CIĘŻAREM własnego ciała. Jest MNÓSTWO trenerek, do których macie dostęp online i za darmo. Potem zacznij biegać, pływać, jeździć na rowerze, chodzić na jogę! Znajdź swój sport!
  3. DAJ SOBIE CZAS! Nie bój się, że efekty nie przyjdą od razu! Nigdy tak się nie dzieję, a tym bardziej jeśli chodzi o zrzucanie wagi. Bądź cierpliwa, rób to nie tylko dla kilogramów, ale dla lepszego samopoczucia, dla zdrowszej i lepszej wersji siebie i….
  4. POKochaj to ! Poczuj z tego prawdziwą przyjemność, czas dla siebie, czas na przewietrzenie głowy! Efekty przyjdą same !!!!

DSC_0535
Ja jestem tu po to by ci udowodnić że można być mamą nawet dwójki dzieci, a znam też takie przypadki gdzie jest ich trójka, czy nawet czwórka i też dziewczyny dają sobie radę. Można być aktywnym zawodowo a przy tym wszystkim znaleźć czas na treningi i zdrowe jedzenie.
Ostatnio moja kumpela od lat rzuciła mi takim tekstem przez telefon: „….ale nie wypada mi się z tobą spotykać z takim wielkim tyłkiem po ciąży.” Dało mi to do myślenia.
Czy traktujecie mnie jako motywację, czy jako „perfekcyjną panią domu” która Was drażni. Mi też nie wszystko wychodzi, też chciałabym trenować więcej, być bardziej ogarnięta, zorganizowana (choć na prawdę próbuję) , nie biec przez życie tylko się nim częściej cieszyć, ale nie umiem. Czasami płaczę, krzyczę i się denerwuję, łapie kilogramy i je zrzucam, ale mam cel, mam marzenia i zamierzam je dalej realizować. Bycie mamą dwójki, nauczyło mnie jednak że nie wszystko muszę zrobić tu i teraz. Że czasami warto usiąść i odpuścić coś względem czegoś, czasami sprzątanie na rzecz treningu, a czasami trening na rzecz firmy, czy bloga bo w tym momencie czuję że to właśnie chcę/powinnam zrobić.

Dlatego proszę Was traktujcie to miejsce jako porządnego kopniaka ! Porządną dawkę motywacji. Jako miejsce gdzie możecie zobaczyć, że sport rodzina i życie z pasją ma sens, sprawia radość i buduję cudowne relacje. Z mężem, dziećmi, rodziną i przyjaciółmi. Sport dodaje skrzydeł, pozwala się zorganizować, daje motywację do życia, stwarza nowe sytuację w życiu, pozwala podróżować częściej i z celem, otwieracie się na ludzi, nowe miejsca i możliwości.

Życzę Wam żebyście w nowym roku znalazły chęci i siłę na to by zadbać o siebie. Bo będąc lżejszą szczuplejsza i zdrowsza wersja siebie zobaczyć jak promienieje od was radość energia i siła do działania. !

POWODZENIA !

 

DSC_0140

BBM.

2017 … moje wzloty i upadki

Bez kategorii CIĄŻA CODZIENNOŚĆ POLECANE

2017 … moje wzloty i upadki

Halo gdzie ty znowu uciekłeś ?? Czy wy też macie wrażenie że co roku ten czas coraz szybciej mija ? Czy to efekt tego pędu ? Czy po prostu staramy robić się za dużo w za krótkim czasie ?

DSC_0176 2

Nie sprzedam Wam dzisiaj nowych kreacji sylwestrowych. Nie zamierzam też motywować do działania z dniem pierwszego stycznia kolejnego roku.

2017 :

Rok dla mnie przełomowy, pełen wzlotów i upadków. Pełen skrajnych emocji i to wcale nie tych ciążowych. Rok w którym kilka razy chciałam zrezygnować z siebie, bloga, męża, czy triathlonu, rok w którym nie raz dostałam po tyłku. Rok w którym zrozumiałam wiele, wiele doświadczyłam, wiele musiałam się nauczyć i do wielu rzeczy przywyknąć.

Gdybym jednak zajrzała do galerii w moim telefonie emanuje on uśmiechem, nowym życiem, totalnym rozgardiaszem i „multi-taskingiem” w wersji PRO. Robienie wszystkiego na raz było ewidentnie tematem przewodnim tego roku. Dlatego wyjątkowo mam ochotę usiąść i rozkminić co dalej, którędy iść i po co ?

 

UPADŁAŚ ?? POWSTAŃ

Większość tematów koniec końców mogłabym wrzucić do wzlotów. Bo nie jeden mój upadek pozwalał wyciągnąć wnioski, podnieść się i pójść do przodu. Ale w końcu nie od tego się zaczęło więc ??

1. ZGUBIŁAM SIĘ.

W każdej dziedzinie życia. W sporcie, związku, rodzicielstwie. Bywało rożnie, czasem ciężko, czasem wesoło, ale zawsze okropnie emocjonalnie. Chaos jaki ogarnął moje życie przez przeprowadzkę, nowe dziecko a przy tym wszystkim cały czas prace zawodową, totalnie wpuścił mnie w maliny. I nie wiedziałam czy ogarniam to życie, czy już chyba nie. Nie wiedziałam, co jest dla mnie ważne, co ważniejsze, na czym mi zależy najbardziej, a na czym mniej. Co dopuścić na rzecz czego. I pomimo, że nie do końca jeszcze wiem co i jak to wiem, że bez balansu nie dam rady. Ot takie małe światełko w tunelu, które mam nadzieję pomoże stworzyć noworoczną hierarchię.

 

2. PRZESTAŁAM SPRZĄTAĆ.

To chyba mój najgorszy upadek tego roku. Zaczęło się niewinnie, małe mieszkanie, dwójka dzieci i świadomość że zaraz będziemy na swoim, trochę większym nie motywowała do sprzątania. Rośliśmy w stercie rzeczy z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Za chwilę mieliśmy wrzucać wszytko do kartonów, jednak to za chwile przeciągało się. Pomiędzy milion wyjazdów z dwójką maluchów, psem, rowerami, wózkiem, przyczepka do rowerów itp. Zawsze było coś, zawsze trzeba było gdzieś biec i tak wszystko dookoła nas rosło i rosło. Powoli się odgruzowujemy, ale trwało to długo i zabrało nam mnóstwo nocy i nerwów kiedy dzieci spały.

 

3. ZBYT SZYBKIE TEMPO.

I pomimo, że nie jedna osoba zwaliła by winę na ciągły pęd życia narzucony gdzieś odgórnie. Ja czuję że to ewidentnie moja wina i brak mojej organizacji. W końcu to kobieta jest szyją w związku, a mężczyzna głową. Więc brakiem organizacji obarczam siebie. Gdyby szyja nie miała „kręczu karku”, głowa lepiej by współpracowała i łatwiej by jej było iść wspólnym torem.

 

4. KSIĄŻKI, KSIĄŻKI, KSIĄŻKI.

Miał być Stachu, miały być spacery, wolne poranne kawki i czytanie podczas drzemek młodego. W zamian jest: „Kiedy ja będę miała czas na Was – KSIĄŻKI ??”

 

5. ZANIEDBAŁAM BLOGA.

To chyba upadek, który sprawia mi najwięcej przykrości. Przykrości bo kocham to miejsce. Jednak z czegoś musiałam zrezygnować, by mieć dzisiaj to co mam. Najłatwiej było z bloga, bo z dzieci nie mogłam 🙂 Bez treningów o czym bym ja Wam pisała? A z pracy nie mogłam bo nie miałabym na czym jeździć i w czym biegać :p

Ale to miejsce w sieci dużo dla mnie znaczy, tak samo jak Wy! I dziękuję Wam za to że tu jesteście pomimo, że mnie ostatnio nie ma.

I czasami tak z sentymentu, wertuję przez menu i posty. Wracam do przeszłości, a jest ona tu nie powiem, pięknie udokumentowana 🙂

 

WZLOTY

 

1. Jakoś się udało – JESTEŚMY NA SWOIM.

Tutaj wrzucam cały życiowy chaos, który doprowadził mnie do miejsca w którym jestem teraz. Do bycia mamą po raz drugi, do swoich czterech ścian, które zjadły nam pół życia zanim przenieśliśmy kartony ze starego mieszkania. Do bycia aktywną zawodowo nawet kiedy mały się rodził, urodził i teraz kiedy na dobre jest już z nami.

2. ZOSTAŁAM MAMĄ PO RAZ DRUGI.

Nie mogłabym wrzucić tego tylko do jednego wora z resztą życiowego udało się. Bycie mamą bywa okropnie wyzywające, ale jest równie satysfakcjonujące. Ciąża, poród i mama dwójki, to zdecydowanie jeden z najciekawszych WZLOTÓW TEGO ROKU. W szczególności jeśli za syna trafia Ci się taki chłopak jak nasz Staś.

IMG-20180102-WA0004

3. TRI LOVE.

Tak jest. Kocham TRIATHLON. I chyba już nie przestanę. Były kryzysy, były nawet wahania czy nie zrezygnować na ten rok, czy nie za dużo biorę na swoje barki. Jednak każdy start w tym roku, pierwszy już po 2.5 miesiącach po porodzie, dał takiego kopniaka, że myśli o rezygnacji chciałam zgnieść, rozdeptać i strzelić sobie w tył głowy że nawet przeszło mi przez myśl, żeby zrezygnować.

 

4. WYGRAŁAM TRIATHLON!

Niespodziewanie, nie wiadomo kiedy, bez spinki i na totalnym luzie wbiegłam na metę jako pierwsza kobieta OPEN! Takie cuda też się zdarzają, nawet podwójnym matkom i chwilę po porodzie. Cypr jak zwykle był dla mnie łaskawy. Pokazał, że warto marzyć, bo marzenia są po to by je spełniać !

17_B9517

5. DOLECIAŁAM do mety w 38 tygodniu ciąży !

W terminie porodu wzięłam udział w biegu ulicznym, spakowana w torbę do szpitala, która grzała się w samochodzie, a my rodzinnie lecieliśmy 5-tkę po lesie. Był to na prawdę przepiękny bieg. Pomimo, że moje człapiące tempo dało mi w kość jak nie jedna połówka, gęba cieszyła mi się jeszcze przez tydzień po samoistnie, a do dziś na zawołanie, gdy przywrócę wspomnienia.

IMG_20170514_173153_713

6. NAPISAŁAM ArTYKUŁ DO magazynu szosa <3 <3 <3

Cudowne było to uczucie, kiedy otworzyłam najnowszą szosę i obaczyłam swój artykuł jej stronach. SZOSA zawsze wydawała mi się taka prestiżowa, poza zasięgiem moich słów i mojego pisania. A tu nagle BACH udało się ! 🙂 Czyli po raz kolejny warto marzyć i spełniać te marzenia.

DSC_0176 2

7. UCZĘ SIĘ SIEBIE OD NOWA.

A co najpiękniejsze dobrze o tym wiem. Dojrzałam, jestem świadoma swoich decyzji, celów, pragnień. Chce pracować nad sobą a nie nad innymi i mam nadzieję że kolejny rok mi na to pozwoli!

 

 

DLATEGO ŻYCZĘ WAM CUUUUUDOWNEGO NOWEGO ROKU !

PEŁNEGO SPOKOJU ŻYCIA, BEZ PĘDU I DLA SIEBIE, WYPEŁNIONEGO MIŁOŚCIĄ I SZCZĘŚCIEM.

PEŁNEGO NOWYCH WYZWAŃ, MARZEŃ I CELÓW, ORAZ MOTYWACJI I ZDROWIA DO ICH REALIZACJI.

 

GOTOWI DO DZIAŁANIA ? 🙂

IMG_20171214_203529_476#1

 

O.

Czas oczekiwania.

CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Czas oczekiwania.

No i czekamy.

Nie spodziewałabym się takiego zakończenia sprawy. Mały w brzuchu od samego początku wydawał się sporo aktywniejszy, a co za tym szło, moje przekonanie, że równie aktywniej i szybciej będzie próbował wydostać się na świat.

Niestety….

Nauka cierpliwości w moim przypadku przed porodami sięga zenitu. Nie tylko muszę opanować swój strach, który przy drugim porodzie myślę, że jest nieunikniony ponieważ mniej więcej wiemy co nas czeka. Ale i frustrację spowodowaną tęsknotą za rodziną i domem. Ciężej się leży w szpitalu, kiedy ma się chodzące 2.5 roczne szczęście na zewnątrz. I nie martwię się o to czy mój mąż sobie z nią poradzi, bo wiem że bez żadnego problemu razem im będzie równie fajnie. Jednak jest mi smutno że nie mogę być z nimi, tęsknie, tak zwyczajnie po ludzku tęsknie.

IMG_20170529_122143_339

Minęły już 3 dni odkąd zamieniłam domową sypialnie na szpitalne łóżko, no i w końcu zaakceptowałam chyba moje bycie tu. Jestem prawie tydzień po terminie więc, chcą mieć mnie pod obserwacją i pomimo że mogłam walczyć o wyjście choć jeszcze na chwilę, bo wywołanie porodu mam ustalone na piątek. Chcę zaoszczędzić mojej małej tej lawiny emocji jakie nią tak czy siak targają. Jej mała główka wie, że mamusia jest w szpitalu z Panią doktor która pomoże wyjść Stasiowi na świat. Moje bycie w szpitalu i wychodzenie bez malucha, a potem ponowne pójście do szpitala mogło by ją trochę rozerwać emocjonalnie, dlatego zdecydowałam się tu być, hmmmm jakby to powiedzieć w ciągłości 🙂

Dzień narzekania, dzień tęsknoty i w końcu mam chęci i siłę pisać i kontaktować się ze światem 🙂 Moja głowa co prawda potrzebowała chwili, żeby to przetrawić, że znowu jest tak samo i w końcu zaakceptowała fakt, że teraz jest czas …. oczekiwania. Trzeba być cierpliwym, a czy umilę sobie ten czas pozytywnym myśleniem czy go sobie popsuję to już zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Z porodem jest trochę jak z zawodami, trenujesz, układasz całe życie pod wielki finał, a na koniec i tak okazuje się, że pomimo tego że jesteś w życiowej formie to są rzeczy niezależne od Ciebie (jak an przykład kapeć w rowerze, wywrotka, rozwalone okularki, albo po prostu nie twój dzień) które albo możesz przyjąć na klatę takimi jakie są, albo możesz zapłakany i sfrustrowany zejść z trasy i narzekać na wszystko co się wydarzyło przez następne kilka dni, czy tygodni.

 

Bycie w szpitalu trzeba sobie umilać. A z moimi nawykami żywieniowymi byłaby to jeszcze większa katorga, dlatgeo zawsze i wszędzie, na wszystkich wyjazdach i wypadach, mam ze sobą mały woreczek mojej śniadaniowej mieszanki.
Bycie w szpitalu trzeba sobie umilać. A z moimi nawykami żywieniowymi byłaby to jeszcze większa katorga, dlatgeo zawsze i wszędzie, na wszystkich wyjazdach i wypadach, mam ze sobą mały woreczek mojej śniadaniowej mieszanki.

Dlatego podniosłam głowę do góry i z „cierpliwą” niecierpliwością 🙂 czekam na te małe rączki i stópki które w końcu będę mogła wycałować.

Jestem nie tylko bardziej świadoma tego co mnie czeka, ale też tego co noszę w sobie. Łatwiej jest mi wyobrazić sobie te kręcące nóżki które co chwile obijają moje żebra, tą główkę, która od czasu do czasu tak mocno pcha się na świat. Łatwiej mi jest zobaczyć Moje dziecko na monitorze aparatu USG, którego buźka śpi sobie w najlepsze.

 

 

 

 

 

Trzymajcie kciuki i do napisania ! Może być nas już więcej 🙂

O.

P.S. A tak na marginesie, mam wrażenie, że moja głowa w żadnym wypadku nie umie dopuścić do siebie tego że poród może zacząć się naturalnie, że jakby się to faktycznie zaczęło dziać to zamiast skupiać się na bólu i skurczach byłaby w niebo wzięta i skakała z radości 🙂

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

BIEGANIE CIĄŻA

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

IMG_20170514_173153_713

Dawno nie przebiegłam piątki w tak żółwim tempie, która sprawiłaby mi tyle radochy !

Druga ciąża termin na 26.05, wszyscy mówią że z drugą ciążą pójdzie szybciej. Mały w brzuchu też wydaje się mniej cierpliwy niż była Zosia. Nastawiam się więc na wcześniejszy poród. Jednak jak to życie lubi mi pokazać, moje dzieci ewidentnie lubią moją aktywność fizyczną w ciąży, a ja ewidentnie muszę lubić rodzić po terminie!

Coraz bliżej wielkiego dnia a tu żadnych oznak, żeby waćpan kwapił się do wyjścia, dlatego coraz częściej zaczęłam spoglądać na naszą ulubiona lokalną imprezę. MOSiR Gutwin Run, 14.05.2017, wydawało mi się nierealne, ale im bliżej było daty tym bardziej czułam że ten bieg będzie mój. Gdy tylko nie szwendamy się po świecie zawsze tu startujemy. Biegi są cykliczne, coś w stylu wielkomiejskich parkrun-ów, przełajowe i składają się z kilku edycji. Jest to jedna z naszych ulubionych imprez biegowych. Tętniąca przyjazną, rodzinną atmosferą. Biegamy tutaj od wielu wielu lat. Mam ogromny sentyment do tej imprezy, to chyba właśnie na Gutwinie był mój pierwszy bieg „uliczny” w którym startowałam. Od tamtej pory biegałam tu w szczycie formy, dla zabawy, jako peace-maker innych, z wózkiem, w ciąży jak i zaraz po. Każdy bieg był inny, ale zawsze z tak samo wielkim uśmiechem wbiegałam na metę.

 

18518228_1467348943335379_8087814192937742200_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

18451431_1467371003333173_8731153013813678771_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Nasz Gutwin Run to bieganie z bliskimi nam osobami, wśród wielu, wielu znajomych twarzy. Każdy się zna, z każdym chętnie się porozmawia. To też idealne miejsce dla dzieciaków, które oczywiście nie zapomina o najmłodszych i od kilku lat prowadzi też biegi dla nich! Dlacze więc miałaby mnie ominąć ta impreza pomyślałam. Przecież na ostatnich treningach nie raz zbliżałam się do „piątki”. W dodatku moja Pani doktor żartobliwie mówiła, że w terminie mogę biegać i po 15 kilometrów byle blisko szpitala 🙂

IMG_20170514_174628_028

Padła więc decyzja że nie ma co wymyślać i biegnę ciążową piątkę. Nie powiem, że nie miałam mini stresa. Owszem miałam. I to nie związanego jak zwykle z czasem, czy wynikiem, ale tym razem bałam się że po prostu moje ciało powie nie, bo przecież ma do tego prawo dźwigając ponad 3 kilogramowego chłopaka w środku. I w odróżnieniu od treningów, nie mogłam sobie po prostu stanąć i zawrócić, bo impreza jest w środku lasu, który nie do końca znam, więc wolałam mieć kogoś ze sobą. Tak w razie co.

Mój R na szczęście bardzo szybko podłapał temat, chyba wolał sam kontrolować mnie, moje tempo i cały ten bieg, decyzja padła więc, że lecimy rodzinnie. We 4-rkę ! On z Zosią w wózku (zdarza się to bardzo rzadko) i ja z młodym w brzuchu. Już na samą myśl serducho mi się uśmiechało.

IMG_20170514_165635_506

 

W którymś momencie na trasie dołączył do nas kolega, dla którego ta piątka miała być rozgrzewką do późniejszej dychy. Młoda dawała czadu krzycząc do wujka: „Dawaj, wujek, dawaj!”, chłopaki przegadali całą trasę, a ja nie mogłam przestać się śmiać widząc jak Kola (który się rozgrzewał), dla którego moje żółwie tempo było na tyle wole, że przeleciał chyba pól trasy krokiem dostawnym, albo robiąc sobie skipy, podskoki i inne tego typu ćwiczenia.

Nie był to bieg łatwy dla mnie i mojego ciążowego organizmu, ale była to taka wisienka na torcie na koniec tej całej ciążowo-treningowej przygody. Pomimo, że nie biegło mi się super, nogi grzęzły w sypkim piachu i nawet małe leśne podbiegi dały mi się we znaki to było wesoło, rodzinnie, na luzie i z uśmiechem na buzi.

Nie wiem czy Wam polecam tego typu akcje. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne podejście do życia i różnych sytuacji. Ja osobiście miałam z tego ogromną frajdę. Znam swój organizm na tyle  dobrze że nie obawiałam się jakiś przygód, a biorąc pod uwagę, że biegłam już w terminie porodu miałam cichą nadzieję, że weźmie mnie na rozwiązanie zaraz po 🙂  Te z Was które czują, jak zachowują się wasze ciała podczas biegania z brzuszkiem, będą wiedziały czy mogą startować w dwu-paku. Znam osoby, które robią o wiele więcej kilometrów niż ja w ciąży, znam takie co startują w dużo dłuższych biegach w równie zaawansowanej ciąży. I tak jak wydawało mi się, że robienie półmaratonu w 36 tygodniu ciąży to przesada, tak z perspektywy czasu, myślę sobie, czym to się różni od moich wybryków. Dlaczego nie? Jeśli właśnie ta mama biega tyle na treningach i czuje, że jej organizm bez problemu sobie poradzi z takim kilometrażem, to to jest Twoja decyzja i trzymam za Ciebie mocno kciuki.

18558865_1467472349989705_1746488314566074281_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Dziękuję organizatorom, że się nie przestraszyli i pozwolili mi wystartować w tak zaawansowanej ciąży i przepraszam wszystkich ratowników, którym narobiłam stracha, że będą musieli karetką mnie zwozić z trasy prosto do szpitala. Minął tydzień od startu, a ja nadal w dwupaku 🙂

 

18449308_1467333933336880_2540321893179504542_o

IMG_20170514_172701_238

I choć miałam cichą nadzieję, że zakończe je na porodówce to niestety dobiegłam do końca, mam się dobrze i dawno się tak fajnie nie bawiłam na biegu.

Mama TRIATHLONISTKA – cześć 2

CIĄŻA TRIATHLON

Mama TRIATHLONISTKA – cześć 2

IMG_20170328_182052_892

 

Już kiedyś pisałam o byciu mamą i triathlonistką w jednym. Pisałam o zgrzytaniu zębami przed startem, o logistycznych dylematach mamy triathlonistki i o najpiękniejszych chwilach które dzieli się ze swoim maluchem.

<SKOK W BOK: Mama Triathlonistka >

Dzisiaj będzie trochę bardziej na wesoło, będzie nie o jednej mamie, a dwóch. Będzie o treningach, które można wspólnie wykonywać w towarzystwie gromady dzieci. Kiedy zobaczyłam zdjęcie, które cyknęłyśmy sobie podczas naszego już treningowego „cool down-u” zaśmiałam się w głos i naszło mnie jedno bardzo ważne pytanie 🙂

Co dwie o zdrowym rozsądku mamy (chciałabym zaznaczyć że jedna w 8-mym miesiącu ciąży :p) mogą robić w piątek wieczór?

Normalna odpowiedź brzmiałaby: „Pić wino i plotkować.”

Normalna odpowiedź by tak brzmiała, jednak kiedy jest się mamą triathlonistką, piątek wieczór wygląda zupełnie inaczej. Zamiast siedzieć przy butelce wina i plotkach, dwie równie normalne mamy umawiają się na wspólne kręcenie. Wsiadają na dwa rowery podpięte do dwóch trenażerów, które stoją na środku salonu, a co najpiękniejsze wydaje im się, że jest to całkowicie NORMALNE. Nie jest dla nas problemem fakt że 4-rka dzieci biega koło nas. Każde wie gdzie nie może podchodzić. Nie jest dla nas problemem, że nasi mężowie sączą sobie zimne piwko przy stole, do którego mamy w planach oczywiście później dołączyć. Mamy z tego równie ogromną frajdę i to jest właśnie w tym najpiękniejsze.

Lubimy spędzać tak czas, lubimy razem trenować, a jeżeli życie pisze nam taki scenariusz że musimy to robić w piątek wieczór w domu to dla nas jest to jak najbardziej OK !

IMG_20170324_235314_136

Mama triathlonistka potrafi zdalnie obsłużyć dziecko na nocniku, potrafi powiedzieć 11-latce jak zrobić mus do tiramisu truskawkowego, potrafi zdalnie obsłużyć kolejnych gości wchodzących do domu 🙂 Mama triathlonistka potrafi trenować i dbać o wszystkich dookoła. Mama triathlonistka nie jest też postrzegana jako niepoczytalna, kiedy spędza swój piątkowy wieczór właśnie w taki sposób 🙂

Nie wiem czy to tylko ja, jestem taką szczęściarą, ale otaczam się ludźmi przy których mogę być w stu procentach sobą. Nasi znajomi nie są zaskoczeni kiedy w domu dwie matki robią godzinny trening przy innych domownikach. Nie wstydzimy się czerwonych buzi, braku makijażu, czy też nawet paradowania z brzuchem wielkości arbuza w staniku sportowym. Wśród „naszych ludzi” tego typu akcje wydają się zupełnie normalne. Nikogo nie dziwi mój ciążowy brzuch pedałujący na trenażerze. Wypady na rower, basen czy bieganie, organizacja wyjazdów, dzieci i całego tri majdanu to dla nas chleb powszedni. Mama triathlonistka ma to wszystko ogarnięte do perfekcji, bo to dzięki tej właśnie organizacji potrafimy trenować, dbać o dom, rodzinę i czerpać z tego OGROMNĄ przyjemność.

 

Życzę Wam takich chwil, takich treningów, takiego podejścia. To Wasz punkt widzenia , może sprawić że ten zwykły piątek wieczór stanie się niezwykła tak jak ten nasz!

 

IMG_20170324_234305_260

 

O.

 

Kocham trenażer.

CIĄŻA POLECANE TRIATHLON

Kocham trenażer.

Kocham trenażer ?! Czy to na prawdę wychodzi z moich ust ?

IMG_20170307_210339_951

Ja – totalny „anty-trenażerowiec”, nagle przeprosiłam się z czterema ścianami, pedałowaniem w miejscu i gapieniem się przed siebie przez tyle czasu. Nie możliwe??

A jednak. 

Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. I teraz kiedy wiem, że latanie po drogach asfaltowych na moim różowym rumaku w butach spd, nie byłoby najrozsądniejszą rzeczą na świecie, nagle ten trenażer z dobrym filmem na desce do prasowania okazuję się nową miłością. Te godziny spędzone w sposób „zwierzęcy” bym powiedziała, tak siedzę jak ten chomik w kołowrotku i pedałuje nogami w miejscu, wydają się wyjątkowo piękne.

IMG_20170224_141220_311

Plusy trenażera? O dziwo tak owe też istnieją 🙂

  1. Masz znikome szanse się wywrócić. Bardzo ważny element jeśli chodzi o trening w ciąży 🙂 Myślę, że na prawdę trzeba by się nieźle postarać żeby położyć się razem z całym tym żelastwem na ziemię. Oczywiście nie śmiem twierdzić, że jest to niemożliwe, bo różne rzeczy człowiek potrafi zrobić, ale jest to wyjątkowo trudne zadanie.
  2. Trening to dobry powód na dobry film. Pomimo, że mój R ma ograniczoną ilość filmów na swoim komputerze a ja tak owych w ogólne nie posiadam, to i tak zawsze znalazłam coś co mnie zainteresowało wystarczająco, aby spędzić dobrą godzinę w siodle. Jeżeli macie ten przywilej, że Wasz partner ściągnie dla Was specjalnie jakiś film (oczywiście nie popieram piractwa 🙂 ), który wciągnie Was na dobre, nawet w ciąży będziecie w stanie popedałować o wiele dłużej niż Wam się wydaje 🙂 Z drugiej strony fajnie jest też zaliczyć dwie rzeczy na raz. Czyli obejrzeć film na który ostatnio w naszym życiu w ogólne nie ma czasu i zrobić trening. To takie małe przyjemne z przyjemno-porzytecznym :p ha ha ha.
  3. Trening trwa faktycznie tyle ile jeździmy. Jeżeli chodzi o treningi rowerowe na dworze nigdy nie zdarzyło mi że trwały one tyle ile chciałam pojeździć, czyli na przykład 1.5 h. Do treningów rowerowych na dworze trzeba doliczyć co najmniej 20-30 minut na całe przygotowanie. I nie mówię tu tylko o ubraniu się, które wbrew pozorom i tak zajmuje więcej czasu niż na trening domowy bo przecież nie tylko trzeba założyć więcej warstw, ale trzeba też wziąć kask, okulary, ewentualnie rękawki, klucze do domu. Zrobić bidony, wziąć coś do jedzenie jeżeli planujemy dłuższy trening. Wyjść z domu w jednych butach i przebrać je w garażu na spd ( ja po jednej wywrotce w swoich blokach nie chodzę już po schodach w spd). Zapomniałabym, trzeba ten rower też znieść, albo wyciągnąć z garażu czy piwnicy. Dodatkowo trzeba napompować koła, bo pomimo tego że ostatnio pompowaliśmy na szosę zawsze chcemy je mieć dopompowane na cacy. Często sąsiad nas zagada w tym że ważnym momencie i już dodajemy plus 10 minut do treningu. Kolejna rzecz to jeżeli nam się fajnie jeździ rzadko kiedy kończymy na tylu kilometrach ile sobie zaplanowaliśmy. No chyba że czas albo plan ułożony przez trenera, nas trzyma. A trenażer ? Hmmmm, błaha sprawa. Wyciągam żelastwo z za szafy i rozkładam je na spokojnie w jakąś dobrą minutę. Ściągam rower ze ściany i wpinam go w to całe żelastwo przez jakąś kolejną dobrą minutę. Zakładam gatki rowerowe, nie fatyguje się z koszulkami i innymi warstwami i tak je za chwilę ściągnę co trwa kolejną minutę. Rozkładam deskę do prasowania stawiam na niej kompa i butelkę wody i wpinam się w bloki. 3 minuty później pedałuje już uśmiechnięta leżąc na lemondce i wybierając mój dzisiejszy repertuar filmowy. PROSTE ? 🙂
  4. POGODA nie ma znaczenia !  A co lepsze im gorsza tym fajniej się jeździ w domu 🙂 Raz, że przy otwartych oknach czuć przyjemny powiew zimnego powietrza, a dwa że nie żałujesz że pedałujesz w miejscu a nie na dworze.
  5. Można go zrobić kiedy dziecko śpi w drugim pokoju! Kolejny ogromny plus trenażerowania 🙂 Dosyć często zdarzało mi się wskakiwać na rower kiedy Zosia smacznie spała w pokoju obok. Raz nawet udało nam się zrobic trening razem. ona bawiła się Play-Doh obok mnie a ja pedałowałam oglądając film i co chwilę otwierając kolejne pudełka z ciastoliną. Albo lepiąc kulki, kostki. Nie spodziewałam się że takie rzeczy są możliwe. Po raz kolejny mówię: A jednak !

IMG_20170227_103539_876#2

<iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/XnPLwyjwvn4″ frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

Jeżeli ktoś mi w życiu powie że nasz pogląd na niektóre rzeczy nie jest zależny od tego w jakim miejscu i czasie w danym momencie się znajdujemy to już NIGDY NIE UWIERZĘ !

Kiedyś znienawidzony przeze mnie trenażer jest teraz jedna z fajniejszych form treningu. Nogi czują wycisk, nie obciążam stawów, a do tego mieszczę się w zakresach tętna dla ciężarnych. Mam nadzieję, że uda mi się naskrobać jeszcze parę bardziej merytorycznych słów o treningu rowerowym w ciąży wraz z fajną Panią Doktor, triathlonistką i mamą. Ale o tym niebawem.

IMG_20170320_121035_035 IMG_20170307_130519_965

 

 

 

 

 

 

 

 

IMG_20170224_122526_933

Do przeczytania!

O.

Kiedy nie biegam, pływam.

CIĄŻA POLECANE

Kiedy nie biegam, pływam.

Pierwszy trymestr za mną, idę na połówkowe badanie po letnich Cypryjskich wakacjach. Było biegowo, rodzinnie i radośnie. Ciąża, pomimo okropnych dolegliwości żołądkowych, które w dużym stopniu zabiły moje marzenia o codziennych wyżerkach typu sea-food, w pierwszym trymestrze nie dawała się we znaki. Biegaliśmy, pływaliśmy, brzucha jeszcze nie było. Najgorsza rzecz jaką mogłam usłyszeć wychodząc z gabinetu to: koniec z bieganiem i aktywnością. Moje łożysko miało dla mnie inny plan na resztę, a przynajmniej na jakiś czas, tej ciąży.

Nie byłabym sobą jednak gdybym nie wyciągnęła informacji o innych możliwościach. Ponieważ TRI, to trzy dyscypliny, a basen był jedną z niewielu dyscyplin na którą nie dostałam bana, postawiłam więc na kostium, czepek i okularki.

20161117_181404-01

20161115_220041-01

Kiedy nie biegam pływam. 

Nie myślałam, że tak łatwo będzie mi rozstać się z bieganiem. Mój świat na chwilę się zawalił, kiedy usłyszałam że po raz pierwszy w życiu nie mogę realizować się w sporcie, tak jak bym chciała. Nawet z anemią nie czułam tego co teraz. Wtedy wiedziałam że nie zrobię sobie krzywdy, tym razem wiedziałam że nie mogę igrać z ogniem bo jest jeszcze coś ważniejszego od mojej pasji – kolejne życie które nosze w sobie. I pomimo, że umiem zaakceptować fakt że jestem w ciąży, że trzeba zwolnić, że nie ta intensywność to moje zdrowie psychiczne dosyć mocno ucierpiało kiedy usłyszałam STOP, NIE WOLNO, MUSISZ SIĘ OSZCZĘDZAĆ! Teraz były ku temu prawdziwe powody.

Separacja z bieganiem okazała się nie taka straszna jak się spodziewałam. Dosyć płynnie zamieniłam biegowe buty na klapki. Legginsy na kostium kąpielowy, a opaskę i okulary przeciwsłoneczne na czepek i okularki. Robiłam co najmniej 3 treningi tygodniowo na basenie i czułam się na prawdę dobrze. Po jakimś czasie włączyłam też dosyć statyczne ćwiczenia w domu. Moje łożysko zachodziło na ujście macicy, każdy wstrząs był więc niewskazany. Większość ćwiczeń wykonywałam w dolnych pozycjach, dużo się rozciągałam. Nie wolno mi było nosić, biegać, kicać. Jeżeli zaniedbałabym się w tym okresie mogłoby dojść do łożyska przodującego, z którym wiąże się dosyć dużo komplikacji. Jednak z tygodnia na tydzień, coraz bardziej przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, coraz bardziej czułam że to tylko chwilowa fizjologia i wiedziałam że wszystko jest ok.

Ciało.

Wydawało by się, że nie tylko moja głowa na tym ucierpi, ale też moje ciało. Miałam wrażenie, że kilogramy dużo szybciej zaczną przybywać, a sam basen nie zaspokoi mojego sportowego ducha.

Myliłam się.

Nie tylko czułam się świetnie nie biegając, a pływając 3-4 razy w tygodniu, ale i moje ciało wyglądało świetnie. Waga bardzo topornie zaczynała ruszać w górę, co nie ma co ukrywać bardzo mnie cieszyło, a do tego czułam się na prawdę fajnie w swojej skórze. Brzuszek był wręcz niewidoczny, a ja wyżywałam się w wodzie. Wydaje mi się że intensywność treningów była też zdecydowanie większa niż ta, na którą pozwoliłabym sobie podczas biegania. Pływanie w łapkach, czy delikatne interwały w wodzie, nie wydają się nie na miejscu, nawet w ciąży. Ciało jest odciążone, nie ma wstrząsów, ciężej jest coś nadwyrężyć i naciągnąć, w szczególności gdy za młodu spędziło się w wodzie dobrych kilka lat życia.

IMG_20170312_090825-01

 

 

 

Pływanie było moja odskocznią, moją chwilą dla siebie i pomimo, że nie na świeżym powietrzu to dało mi zdecydowanie to co bieganie. Moje ciało było wzmocnione, rozciągnięte i pełne energii. Basen zazwyczaj wypadał rano, wtedy kiedy na bieganie zwlec z brzuchem się nigdy nie chciało. Dawał mi kopa na cały dzień, albo dwa. Rozbudzał, pomimo że nienawidzę wchodzić do tej zimnej wody z rana, motywował.

Dlatego serdecznie zachęcam wszystkie brzuchy aby zdecydowały się na tą formę aktywności fizycznej w ciąży. Wybierzcie ten basen który jest najczystszy w opiniach, może warto poszukać tego z ozonowaną wodą, jeśli macie dostęp do takiego. Chodźcie na basen rano, kiedy woda jest porządnie przefiltrowana po nocy. Nie bójcie się infekcji, badajcie się częściej w tym kierunku, stosujcie probiotyki ginekologiczne, które zapobiegają tego typu dolegliwością. Myślę że płynie z niego dużo więcej korzyści, niż potencjalne ryzyko zakażenia.

5 powodów dla których warto pływać w ciąży:

-> W ciąży fizjologicznie rozciągają się mięśnie grzbietu, pływanie wzmocni Wam te mięśnie niwelując ból pleców który spotyka większość z nas.

-> Dzięki pływaniu rozciągnięcie klatkę piersiową, która w ciąży jest przykurczona. Dosyć często jest ona również powodem bólu pleców w okolicy piersiowej.

-> Pływanie wzmocni całe wasze ciało. Tak jak każda aktywność fizyczna pomoże Wam utrzymać formę, wolniej będziecie przybierać na wadze, ale też poprawi Wasze krążenie, zwiększy wydolność dzięki czemu płód będzie lepiej dotleniony. Bezpłatnym bonusem są endorfiny, które polepszą samopoczucie przyszłej mamy.

-> Pływanie wzmacnia spojenie łonowe, dzięki czemu zapobiega jego rozchodzeniu się.

-> W odróżnieniu od innych sportów, pływanie nie obciąża stawów. Nasze nadprogramowe kilogramy w wodzie zanikają, co daje nam poczucie lekkości, o której część z nas może zapomnieć w końcowych miesiącach.

 

Podczas moich pływackich kilku miesięcy zaliczyłam też swoje pierwsze zawody od niepamiętnych czasów. Były cudownym przeżyciem, dla mnie starej wyjadaczki basenowej. Fajnie było na nowo poczuć tą adrenalinę w parnej hali basenowej. Fajnie było poczuć, że rezygnacja z czegoś nie zawsze wiąże się z zupełną rezygnacją. Trzeba tylko być elastycznym i znaleźć sobie nowy sposób na realizację siebie, czy tego co chcemy.

<skok w bok : „Powrót do przeszłości. Po ponad 15 latach staję ponownie na słupku” >

Nie ma co się zastanawiać:

 

BRZUSZKI NA BASEN !

 

Oczywiście PAMIĘTACIE, aby skonsultować każdą formę aktywności fizycznej z Waszym lekarzem prowadzącym. On MUSI wyrazić na nią ZGODĘ !!!

 

 

O.

CIĄŻA – Jesteś tym… na ile sobie pozwolisz.

CIĄŻA

CIĄŻA – Jesteś tym… na ile sobie pozwolisz.

Może nie powinnam zaczynać po przerwie od takiego mocnego tekstu, ale chodzi za mną jego napisanie od dawien dawna. Sama zresztą na własnej skórze przekonałam się o tym. 3 tygodnie bez sportu z nie do końca trzymaną dietą, jedzeniem na mieście i w pośpiechu bo tyle do zrobienia dały się we znaki. Nie tylko w kilogramach na wadze, ale i w ogólnym samopoczuciu.

Czyli moje drogie Pani, bo to głównie do Was kieruję dzisiaj ten tekst. Ciąża obalamy mity i nie bójmy się stwierdzić : Jesteśmy tym, na ile sobie pozwoliłyśmy. I choć nie brzmi to zdanie poprawnie, mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. Mam też nadzieję, że zainspiruję Was do działania, do dbania o Siebie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek przedtem, a niżeli zdenerwuję i rozzłoszczę.

Niestety większość z nas zwala winę na bycie w ciąży. Nie zdrowe jedzenie, nasze smakowe zachcianki realizujemy zwalając winę na hormony. Rzucamy się w ten wir fastfoodów, tłuszczu i słodko-słonych przysmaków, które niestety są przyjemnością tylko przez chwilę.  Rośniemy twierdząc, że przecież jesteśmy w ciąży i wszystko w środku tyle waży, kiedy prawdą jest że po prostu najzwyczajniej w świecie rośniemy w tłuszczyk dookoła. Moje dwie ciąże są nadzwyczaj różne. W drugiej czuję się znaczniej gorzej niż w pierwszej, ale walczę równie dzielnie ze swoimi słabościami, hormonami, zachciankami i nastrojami. Ba powiedziałabym, że muszę walczyć dużo mocniej niż z Zosią w brzuchu. Zarówno w pierwszej ciąży jaki drugiej, moje zdrowe smakołyki, obiadki i kuchenne rewolucje znacznie są ograniczone. Nie chce mi się nic zdrowego, najchętniej jadłabym chleb z masłem, albo inne mączne byle jakie rzeczy. Nie wiem czemu, nie wnikam, tak mam. Ale nie poddaje się i dzielnie trzymam się swoich „poza ciążowych” nawyków.

Nie jest mi obce łaknienie na fast-food, frytki i na byle jakie ciasta. Ciężej jest zdrowo się odżywiać, ale po moim burzliwo-chorobwym zakończeniu roku i równie burzliwo-chorobowym rozpoczęciu kolejnego roku wiem, że na prawdę WARTO DBAĆ O SIEBIE. A kiedy mówimy o ciąży, dbając o siebie dbacie również o maluszka którego nosicie w brzuszku. I pomimo, że brzmię tu nadzwyczaj niezdrowo, to moja dieta niewiele odbiega od standardów żywieniowych. Nadal nie jem nabiału krowiego, aczkolwiek zdecydowanie bardziej mi się go chce. Nadal nie używam w ogóle cukru i mąki pszennej, nadal ograniczam glutem, jem niewiele mięsa i próbuję wyszukiwać tylko dobre zródła z rybami. Jednak gdzie nie gdzie, od czasu do czasu pochłonęłam talerz pierogów, zjadłam ogromnego hamburgera ( nie mylcie tu z totalnym fastfoodem typu McDonald, bo tego bym nie zjadła 🙂 ) i znacznie częściej robiłam sobie mały cheat-day.

IMG_20161227_110343_936          IMG_20161227_223434_333          IMG_20170130_185433_797

Trzy tygodnie bez treningów, w chorobie, okropnym rygorze pracy, w rozjazdach i jedzeniu wyjątkowo często w restauracji dało mi się we znaki. Pierwsze ciążowe symptomy się odezwały, brzuch zaczął szybko rosnąć, a ja zaczęłam czuć się coraz gorzej. Na szczęście było to chwilowe i powrót do moich nawyków szybko nastąpił. Moje bóle kręgosłupa uciekły kiedy na nowo zaczęłam pływać i hasać w salonie. Poczułam jak mój brzuch zaczyna „wracać do formy”, nie wydyma go byle co, mięśnie trzymają całość w ryzach i nie przeszkadza mi on stosunkowo wcześnie. Czuje się w pełni sił, mam energię i czuje witalność, którą 2016 zabrał mi na koniec roku.

Dbanie o własne ja mam we krwi, przynajmniej miałam do czasu kiedy test pokazał dwie kreski. Nie przychodziło mi to z trudem, było to po prostu częścią mnie. Teraz żeby trzymać się swoich nawyków muszę trochę więcej walczyć z własną głową, ale HEJ DZIEWCZYNY ! Czy nie warto??

IMG_20170202_232149_854#1

Przede mną 25 tydzień ciąży koniec 6 tego miesiąca, a ja biegam, pływam, ćwiczę intensywnie w domu. Pozwalam sobie nawet na małe wypady na narty ( NIE NIE BIERZCIE Z TEGO PRZYKŁADU !! JA MAM OGROMNE ZAPLECZE NARCIARSKIE I ZDECYDOWANIE NIE POLECAM TEGO OSOBOM KTÓRE NA NARTACH STAJĄ TYLKO NA TYDZIEŃ W SEZONIE!!)

IMG_20170203_131620

Pamiętajcie, że ciąża to nie choroba, to też nie stan w którym warto zwalać na hormony i samopoczucie. Uwieżcie mi że jeżeli zadbacie o siebie, Wasz poród będzie łatwiejszy, przyjemniejszy. Wasze 9 miesięcy będzie też fajną przygodą a nie prawie rokiem człapania jak pigwin. Nie wspomnę już o tym o ile łatwiej będzie Wam wrócić do formy po porodzie. Wiele symptomów ciążowych: otyłość i nadmierne kilogramy, puchnące nogi, skrócony oddech, wypchany brzuch uciekną jeżeli zadbacie o siebie, jeżeli będziecie trzymać się swoich nawyków żywieniowych, będziecie trzymać się zdrowej diety i będziecie regularnie ćwiczyć. I nie musicie brać ze mnie przykładu i porywać się od razu na bieganie, jeżeli nie czujecie się na siłach. Wystarczy poćwiczyć w domu, na macie, rozruszać mięśnie, przyspieszyć bicie serca i oddech. Przypalić trochę mięśnie podczas ćwiczeń i pozwolić im się zastać. Możecie popływać, pomaszerować, czy wybrać sobie taką aktywność która Wam odpowiada.

IMG_20161229_151208_682
Ciuszki: DARE2B

 

 

Każdy trymestr jest inny, ale w każdym trymestrze znajdziecie sposób na siebie. Przestańcie zwalać winę na Wasz obecny stan, o ile w nim jesteście, 🙂

To od Was i TYLKO od Was zależy to jak będziecie wyglądać, czuć się i jak Wasza ciąża będzie przebiegać !

DO DZIEŁA!!!

 

IMG_20161031_151631
Ciuchy : Dare2B
Powrót do przeszłości, po ponad 15 latach staje ponownie na słupku.

CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Powrót do przeszłości, po ponad 15 latach staje ponownie na słupku.

Basen to miejsce, w którym zawsze czuję się jak w domu. Nie ważne czy chodzi o ten w rodzinnym Sopocie, na którym spędziłam pół życia, czy ten w teraźniejszym mieście. Basen to podmuch gorąca gdy wchodzi się na halę, to uciekanie przed prysznicem przed pływaniem, to zamoczone klapki w brodziku i przechodzenie po murku z boku co by nie trzeba było moczyć nóg w tej zimnej wodzie. To od zawsze „bezsensowne machanie rękoma” przed wejściem do wody, ten krótki oddech kiedy czuje się pierwsze chluśnięcie wody na twarzy, te okularki wsadzone na pośladku za kostium, ten czepek i sposób w jaki się go zakłada. Basen to odciśnięty czepek na czole po treningu, to zanurzenie głowy bez czepka po pływaniu żeby zamoczyć włosy. Basen to pływanie od ściany do ściany w pogoni za szybszym oddechem, zmęczeniem i mocno bijącym sercem.

15591229_1261914667212142_7289569414342515554_o

Dla jednych basen to katorga, żmudne odbijanie się od ściany. Dla mnie basen to sentyment, powrót do przeszłości.

Od siódmego roku życia do 13, spędzałam w nim co najmniej 3 godziny dziennie przez większość część roku. Klepałam w najmocniejszych okresach po 10 kilometrów dziennie, z czego każdy trening skrupulatnie zapisywałam w zeszycie aby pamiętać co, kiedy i jak pływaliśmy. Teraz te zeszyty przydały by się nad życie, ale gdzie ich szukać ?? 🙂

Niemniej jednak, dzisiaj ścigam się w bieganiu, które kiedyś dla mnie było chyba najgorszym sportem na świecie. Ścigam się w triathlonie, które dziś jest dla mnie najfajniejszym sportem na świecie i choć ma w sobie część pływacką nie jest to samo co skok do basenu i mocne młucenie rękoma o wodę. Te zawody były moim małym marzeniem, chciałam poczuć jak to jest stawać na słupku po tylu latach, usłyszeć to „na miejsca”, poczuć ten dreszczyk przelatujący przez całe ciało i polecieć co sił w rękach te parę basenów (co prawda nie stałam na wysokim słupku tylko skakałam z posadzki prawie, bo ciąża, ale efekt był ten sam).

img_20161218_162730

img_20161218_140249

To było piękne uczucie. Powrócić na te parne basenowe hale, żeby postać w mokrej koszulce i czekać na swój start. Chlust wody na twarz przed startem, komenda na miejsca i poszli. 25 m dowolnym było na rozgrzewkę, nigdy nie byłam sprinterką i tego dnia też nią się nie czułam, ale 100 zmiennym, które popłynęłam w zeszłą niedzielę, było spełnieniem marzeń. Denerwowałam się czy nie będzie to dla mnie za ciężkie, 100 m zmiennym to nie 1500 m w piance i jeziorze, które płynie się w zupełnie innym tempie. Tutaj miał być ogień. Nie wiedziałam na ile mocno mogę popłynąć, przecież jestem w ciąży. Nie wiedziałam czy mi ręce nie spuchną na koniec tej mocnej setki. Delfin, grzbiet, żaba, kraul, wszystkie płynęło mi się tak samo cudownie. Czułam nieziemską moc, zapomniałam na 1,5 minuty że jestem w ciąży i poczułam się jak nastolatka szalejąca na basenowym torze. Czas był też ekstraśny jak na 5 miesiąc i 15 lat nie startowania 🙂 1:33 na 100 zmiennym, tego się nie spodziewałam.

img_20161219_124144

Cudownie było dopingować swoim najbliższym znajomym, cudownie było patrzeć jak zwykli ludzie sprawdzali swoich sił na basenie. Cudownie było też patrzeć na moje dziecko które przez ponad 4 godziny na basenie, cały czas było uśmiechnięte, krzyczało co sił w gardle i skakało z radości kibicując innym.

img_20161223_212227_161

Jednak najpiękniejsze było to, że ona też chciała. I to jest najcudowniejsze w tym całym naszym rodzinnym sportowym zamieszaniu, że ona też chce! Że wsiąka razem z nami w ten świat, że nie krzyczy nie, jak tłumacze jej, że zaraz będziemy się ścigać, a przecież już jest w tym wieku że umie tupnąć nóżką. Piękne jest to, że jest równie nakręcona, umie czekać na gwizdek i CHCE ZE MNĄ TAK SZALEĆ! Z uśmiechem na twarzy biega z innymi dziećmi, pływa koło starszaków, a może kiedyś i zaszaleje na jednym z tych KIDS TRIATHLON, kto wie ?? 🙂 Mam nadzieję, że te wszystkie starty z mamą u boku nauczą ją, że to jest zabawa, że trzeba się cieszyć z tego i próbować. Mam nadzieję, że to oswoi ją ze sportem, że pokaże jej jak fajnie jest żyć z pasją.

img_20161218_164156

 

img_20161218_163812

 

Nawet to podium jej jakoś strasznie nie onieśmieliło, zaprawiona w trzymaniu moich pucharów w sezonie traithonowym, z uśmiechem przyjęła swoją statuetkę i dyplom.

img_20161219_124012
Trzecia dziewczynka zwątpiła i nie weszła do wody, stąd to miejsce 😉

 

img_20161218_164635

 

Bawcie się sportem, zarażajcie nim swoje pociechy. Niech wiedzą, że istnieją ciekawsze rzeczy niż używki, komputer i telewizor.

Sportowych Wesołych Świąt Życzę Wam wszystkim w tym roku ! 🙂

 

O.

Druga ciąża, to dlaczego boje się bardziej ?

CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Druga ciąża, to dlaczego boje się bardziej ?

Może taki niepokój pojawia się w człowieku kiedy uświadamia sobie że tak naprawdę ma wszystko czego zawsze pragnął. I zamiast cieszyć się kolejnymi dobrymi wieściami martwi się dlaczego mi się tak poszczęściło, a innym nie. I nie mówię tu tylko o sportowych wyczynach i macierzyństwie. Jest dużo rzeczy, które w moim życiu zadziały się właśnie wtedy kiedy miały się zadziać. Jedni powiedzą szczęście, drudzy że umie kierować swoim życie, trzeci że zaplanowała sobie wszystko. Tak na prawdę nie wiem które stwierdzenie jest prawdą, ale pewni po części wszystkie z nich złożyły się na taki plan działań. Spora część mojego życia jest właśnie taka jaka chce, ale dużo zmian zaszło w nim by stało się takie właśnie jakie chce.

Co prawda Wy znacie tylko ta raczej sportową stronę mnie. Znacie to macierzyństwo które łączy w sobie pasje do triathlonu, małą Zosie, męża triathloniste i zdrowe jedzenie. Dlatego wiele z was pisze do mnie jak ja to robię że godzę bycie mamą, obowiązki domowe, pracę ( o której i tak wiecie niewiele) i całe to trenowanie. Widzicie co prawda tylko tego urywek, ten ładny który warto pokazywać, ale dojście do tego stanu w którym jestem i w którym godzę to wszystko, było krętą drogą. Kosztowało mnie dużo. Kosztowało mnie nie jedną kłótnie z mężem, niejedno tupanie nogą i postawienie na swoim, niejedno trzaskanie drzwiami i wychodzenie z domu w wściekłości. Nieraz musiałam wrócić z treningu z powodu domowego alarmu, nie raz musiałam odpuścić swoje zachcianki i nie raz musiałam zrezygnować z wieczoru z kumpelą przy winie na rzecz treningu czy o godzinę dłuższego snu.

 

dsc_7496foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01 received_1241909135850738-01IMG_20160816_101957 DSC_0170

Jednak teraz przeglądając zdjęcia z tych wszystkich godzin wypoconych na rowerze, w biegu, czy na basenie, a potem zdjęcia z tych wszystkich triathlonów na których widać na mojej twarzy spełnienie i szczere szczęście, wiem że każde wyrzeczenie i każda walka o swoje, była tego warta. Ciężko pracuje na to aby moje marzenia się spełniały i każdy z Was może tak samo wziąć życie w swoje ręce i nie liczyć na przypadkowość zdarzeń. Nie ważne czy wasze marzenia to zakończony triathlon na pierwszym miejscu, czy po prostu zwykły spacer po górach, czas żeby w spokoju poczytać ulubioną książkę. A może marzycie o czymś bardziej przyziemnym, na przykład o powiększeniu rodziny, o nowym mieszkaniu czy samochodzie. To wszystko w dużym stopniu zależy od Was.

Nie ważne co jest waszym marzeniem Ważne że dążycie do jego realizacji. Nie zawsze droga bywa prosta i szybka, zazwyczaj jest bardzo kręta, pełna niespodziewanych zdarzeń. I pomimo, że  ciężko pracuję na to aby moje marzenia się spełniały to teraz kiedy mam dużą ich część w zasięgu ręki, by mieć tak naprawdę wszystko czego pragnę, ogarnia mnie jakiś niepokój.
Zamiast się cieszyć, się denerwuję. Nie umiem zaakceptować tego że to wszystko się naprawdę dzieje. I przyciągam do siebie wszystko co złe i odbija się tak naprawdę tylko na moim zdrowiu.

I tak oto przez 4 dni w Trójmieście sam na sam z Zosią które miały być fajnym czasem dla nas w którym miałyśmy sobie całe dnie spacerować szukać jesiennych liści, bawić się w zimnym piasku na plaży, czy jeździć na rowerze. Bez pomocy babci która była z nami nie dałabym sobie rady.

Nie wiem dlaczego ogarnął mnie taki stres dotyczący dzidzi, którą noszę w sobie. Może było to spowodowane to ogromną nagonką na aborcję i wypowiedziami wielu kobiet o tym co by zrobił gdyby, nie mając jakiego kolwiek doświadczenia w obcowaniu z chorymi dziećmi. Może fakt że wiele ludzi wokół bardzo chce mieć dzieci, a nie może. Może to wszystko stworzyło taką aurę której ja się poddałam będąc w stanie takim jakim jestem. Myślę że blog i niepokój przed dzieleniem się z Wami tym wszystkim, tak od początku też odegrał tu swoją rolę. Nie jestem blogerką z krwi i kości i cały czas uczę się jak dzielić się sobą i swoimi przeżyciami z Wami. Dużo łatwiej pisze się mi o sporcie, o startach, niż o życiu osobistym.

————————————————————————————————
Jestem już w drodze do domu i czuję jak z każdym kilometrem zostawiam moje obawy i niepokój za sobą. Dostałam niestety bana na bieganie żeby nie było do końca aż tak pięknie 😉 Moje łożysko zafundowała mi porządne roztrenowanie, i na razie muszę czekać na jego ruchy. Mam nadzieję że za miesiąc wszystko wróci do normy i powoli będę mogła zacząć na nowo truchtać. Teraz jest chyba dobry czas na zwolnienie trochę tępa bo nie ma co ukrywać jednak jestem w ciąży i pomimo że moja głowa bardzo nie chce w to uwierzyć, to jednak ciało daje znaki że trzeba uważać.

Druga ciąża niby wiemy z czym to się je, a jednak jesteśmy też bardziej świadomi tego co się może wydarzyć co może pójść nie tak i co czeka nas na samym końcu. Mamy też nadzieję że będzie tak samo jak w pierwszej i jeżeli widzimy że dzieje się inaczej zaczyna ogarniać na stres. Moja druga ciąża już jest inna a to dopiero 4 miesiąc. Moja druga ciążą jest dużo bardziej rewolucyjna żołądkowo. Potrzebuję częstszego wyciszenia i spokoju. Potrzebuję chwili dla siebie i nie te w której przemierzam kilometry, czy wypacam swoje złości na rowerze, albo skacząc przed telewizorem z Lewandowską. Potrzebują chwili dla siebie z książką, herbatą i nocną lampką palącą się nad moją głową przy zachmurzonym niebie. Potrzebuje czasu w którym wyciszę nie tylko swoje myśli ale i ciało, w którym będę robić nic, a to jest chyba dla mnie najtrudniejsze. Robienie NIC.

A wy jak mamy dwójek czy też miałyście większe obawy przy drugiej ciąży?

DSC_0071

O.