Kategoria: TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

BIEGANIE POLECANE TESTY TRIATHLON

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

Tym razem to Rafał testował buty. Od zawsze chciałam żeby od czasu do czasu pojawiały się tu też tematy męskie, lub bardziej uniwersalne i tym razem się udało.

Na tapetę wjechały biegowe buty marki Brooks, model Launch 7. Model który szczyci się tym, że jest lekki i dynamiczny, a przy tym posiada dobrą amortyzację. Co w przypadku faceta o wzroście 191 cm i wadze 80 kilo, do długich treningów jest niezbędne.

Brooks Launch 7 treningówka czy startówka?

Przygotowując się w tym sezonie do długiego dystansu w triathlonie poszukiwałem butów które będą umożliwiały mi zrealizowanie długich wybiegań z mocniejszymi akcentami. Przede wszystkim w komforcie dla moich stóp. Marka Brooks poleciła mi właśnie ten model do tego typu treningów.  Z opisów i recenzji w internecie można przeczytać, że to but dynamiczny, lekki a więc szybki, ale z dobrą amortyzacją potrzebną na długich wybieganiach. I wszystko okazało się prawdą…ale

nie od pierwszego biegania.

OPIS BUTA:
Cholewka Brooks Launch 7 w porównaniu do poprzednich modeli wykonana jest z jednowarstwowej siateczki, która daje doskonałą cyrkulację powietrza.

Poza tym model ten posiada stabilny zapiętek wewnętrzny wykończony miękkim kołnierzem z pianki, który ma za zadanie podnieść komfort noszenia. 

Powierzchnia Brooks Launch 7 składa się z najlżejszych materiałów. 
Podeszwa środkowa wykonana z BioMoGo DNA, daje sprężystą długotrwałą amortyzację, zwiększona w śródstopiu została zaprojektowana tak, aby zapewnić techniczne wsparcie, bez obciążania wagi buta. 

Podeszwa zewnętrzna posiada specjalne strefy zgięcia, umożliwiające płynne przetaczanie, stworzona na twarde nawierzchnie. 

Brooks Launch 7 jest lekki, waży tylko 255 gram. 

Przeznaczony jest dla osób ze stopą neutralną. Posiada 10 mm drop.

Marka Brooks udostępniłam mi ten model w czasie kwarantanny, dlatego nie mogłem przetestować go od razu na dworze. Pierwsze bieganie w Launch-ach zrobiłem, właśnie ze względu na kwarantannę, na bieżni mechanicznej w domu. Matka natura obdarzyła mnie dużą stopą, nie zawsze zatem udaje mi się dobrać buty bez mierzenia, pomimo że zawsze kupuje je z wkładką o tej samej długości. Z tym modelem było podobnie, po założeniu pierwsze moje odczucie to „Przydałby się większy rozmiar.” Po przeanalizowaniu jednak długości wkładki do stopy i miejscu jakie wbrew pozorom miałem na przedzie buta, zdecydowałem się zatrzymać ten model. Jak się okazało był to dobry wybór.

miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, a stopa po prostu potrzebowała czasu na ułożenie się w bucie. Po pierwszym treningu [prawie 20 kilometrów z zadaniami] odczuwałem lekkie odparzenia na stopach [używałem tych samych co zawsze, sprawdzonych skarpet], jednak przy kolejnych treningach już tego nie było. Tak jakby but, a z nim materiał i wkładka się ułożyły i dyskomfort znikł. Myślę, że pierwsze odczucia mogły być związane z tym, że but był nowy lub kwestia tego że wykonałem w nich pierwszy mocny treningu i w dodatku na bieżni mechanicznej.

BIEGANIE NA DWORZE W MODELU BRooks Launch 7.

Co innego wydarzyło się kiedy po raz pierwszy wyszedłem na dwór. Pierwsze treningi na zewnątrz utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będą super buty do dłuższych wybiegań. Dzięki bezszwowej konstrukcji nie doświadczyłem żadnego dyskomfortu, oprócz wspomnianego pierwszego treningu, żadnego otarcia, szczególnie w przedniej części buta.  Jest to ważne, ponieważ sporo treningów wykonuję w pofałdowanym terenie, a w czasie zbiegów w innych butach, odczuwałem dyskomfort stopy po dłuższych jednostkach.

Zapiętek jest wysoki i dość sztywny, na pierwszy rzut oka wydaje się nawet za sztywny, z dużą ilością gąbki. Na początku, zanim but się nie ułożył, wydawało mi się, że może przez niego zrobić się jakieś otarcie, ale po dłuższym użytkowaniu stwierdzam, ze to duży plus. Dobrze trzyma stopę, nawet w trudnym, nierównym terenie w którym często biegam.

Czy BROOKS LAUNCH 7 to STARTÓWKA CZY TRENINGÓWKA ?

Jestem przyzwyczajony do biegania na zawodach w twardych sztywnych modelach. Biegam ze śródstopia zatem amortyzacja podczas zawodów nie jest najważniejszym aspektem, w porównaniu do dynamiki. Brooks Launch 7 to idealny model na długie treningi z zadaniami. Jest lekki, ma dobrą amortyzację i jest dynamiczny. Nie jest to natomiast model który pasował by mi na starty. Zdecydowanie super się biega w nim treningowo. Zreszta jest to nowy model moich starych treningowych butów. Zatem do Brooks-ów jako marki nie od teraz jestem przekonany. Brooks Launch 7 to but z przyzwoitą amortyzacją, nie jest jednak ciężkim, topornym butem z wysoką amortyzacją, który sprawdzi się tylko i wyłącznie na długich luźnych wybieganiach.  Można by powiedzieć, że to taki but dla biegaczy którzy lubią czuć dynamikę, ale w tyle głowy chcieliby też zadbać o trochę większy komfort stóp podczas długich treningów. Ponieważ moje obecne treningi, są dosyć duże objętościowo ten model bardzo dobrze się sprawdza do tego typu treningów. Biegam również w terenie zalesionym, czy po szutrze i wbrew pozorom kiedy jest sucho buty całkiem dobrze radzą sobie nawet i tam. W szczególności przypasował mi sztywny zapiętek, który dobrze trzyma stopę podczas zbiegów.

WIZUALNIE.

Ja co prawda nie kupuję butów, tym bardziej biegowych oczami. Raczej jestem pragmatyczny i szukam takich modeli, które spełniają moje oczekiwania w kwestiach technicznych, a ich wizualny aspekt nie jest dla mnie kluczowy. Brooks jako marka ceni sobie prostotę i taki właśnie jest ten model – bardzo uniwersalny. Mój model to model grafitowy/czarny, czyli można by powiedzieć taki klasyk. Klasyk ten jednak jest przełamany fajnym jaskrawym logiem, dzięki czemu buty są też lepiej widoczne. Ciemne modele zdecydowanie przemawiają do mnie, kiedy chodzi o bieganie w terenie. Poza tym Brooks nie jest marką, która posiada w swojej ofercie wymyślone kosmiczne modele. Raczej jest to marka gdzie króluje prostota i klasyka i taki właśnie jest ten model. Dla tych co preferują kolorowe buty Model Launch 7 jest dostępny także w kolorze czerwonym z niebieskim logiem.

Podsumowując…

Plusy:

  • Bezszwowa konstrukcja sprawia, że jest na prawdę wygodny
  • Nieprzesadzona amortyzacja
  • Fajna dynamika
  • Poprawnie radzi sobie w terenie

MINUSY:

  • Nieagresywny bieżnik sprawia, że słabo sobie radzi w terenie gdy jest mokro

Czy polecam ? 

Jeśli ktoś tak jak ja potrzebuje buta, który jest takim idealnym kompromisem pomiędzy amortyzacją, a dynamiką, to to jest właśnie ten model. Zdecydowanie zakwalifikowałbym go do butów treningowych, wiem jednak że sporo jest biegaczy którzy potrzebują większego komfortu nawet na zawodach i używaliby go również tam. Jest to też przede wszystkim model w przystępnej cenie, jak na swoje technologiczne zaawansowanie. Klasyczny,  Jest to uniwersalny model, który poniekąd dostosuje się do Waszych potrzeb i umiejętności.

Rafał i Ola.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach i postaramy się na nie odpowiedzieć jak najszybciej.

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

BIEGANIE POLECANE SPORT TESTY TRIATHLON

Regeneracja z NORMATEC Polska, jak to działa ?

Nie raz pewnie widzieliście stoisko na ulicznych biegach gdzie biegacze siedzieli na wygodnych fotelach z nogami wsadzonymi w kosmicznie wielkie czarne skarpety. Część z Was zastanawiała się pewnie co to jest, część spróbowała, a część obeszła to dużym łukiem, wnioskując pod nosem że pewnie to kolejny wymysł producentów na sportowe gadżety.

Kiedy marka NORMATEC odezwała się do mnie czy nie chciałabym tego przetestować, byłam zarazem zaskoczona i podekscytowana, bo w sumie nigdy nie miałam tego na nogach.

Chcę aby ten artykuł był dla Was wartościowy, nie tylko pod kątem jak z tego korzystać, ale też do czego to w ogóle służy i w jaki sposób merytorycznie pisząc może to nas wspomóc. Nie bez przyczyny korzystają z tego typu urządzeń ekipy kolarskie na tourach. No ale moja wiedza w tym temacie była jednak znikoma, ograniczała się tylko do tego że wiedziałam, że takie coś istnieje. Dlatego poprosiłam o pomoc specjalistkę Ewelinę Wołos, przede wszystkim fizjoterapeutkę, ale też trenerkę specjalizującą się w treningu motorycznym i aktywną wybitna polską triathlonistkę, aby wsparła mnie swoją wiedzą odnośnie kosmicznych skarpet.

NORMATEC, bo dane nam było testować produkty tej marki, to nic innego jak mechaniczny drenaż limfatyczny, który wykonywany jest za pomocą aparatu do kompresji pneumatycznej. Inaczej mówiąc jest to urządzenie które zawiera specjalne mankiety podzielone na komory, w których umieszcza się kończyny. Urządzenie, wtłaczając powietrze w kolejne sektory, wytwarza podciśnienie stymulujące układ limfatyczny do pracy. Ponadto NORMATEC jest urządzeniem akumulatorowym i przenośnym, naładowany możecie stosować wszędzie. Jest też specjalna aplikacja do niego dzięki której możecie sterować urządzeniem, ustalając czas i intensywność pracy. Zadaniem takiego aparatu jest regeneracja układu limfatycznego, usuwanie zbędnych metabolitów i pomoc w usuwaniu ewentualnych obrzęków (jeżeli ktoś ma do tego na przykład predyspozycje). I to właśnie o jego zastosowaniu, celach i ewentualnych problemach będę z Eweliną rozmawiać.

Wrzucam Wam naszą rozmowę w postaci wywiadu, bo taki też wywiad przeprowadziłam. <3

1. JA: Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co to jest ten układ limfatyczny? Jak działa?

Odp Eweliny: Układ limfatyczny to sieć naczyń chłonnych, które z tkanek śródmiąższowych zbierają białka i płyn tkankowy, następnie za pomocą limfy dalej transportują go do węzłów chłonnych (np. w pachwinie), produkowane tam limfocyty oczyszczają go z substancji toksycznych. Dalej transport limfy biegnie naczyniami limfatycznymi (pniami) w kierunku przewodu piersiowego, gdzie łącząc się z układem krążenia następuje wymiana substancji odżywczych i zbędnych produktów metabolizmu z żył.

 

2. JA: Jak wiadomo maszyna nigdy nie zastąpi człowieka, ale może są jakieś specyficzne elementy które odróżniają mechaniczny drenaż od dotyku człowieka?

Odp Eweliny: Przede wszystkim warto podkreślić, że manualny drenaż limfatyczny musi być wykonywany przez wyspecjalizowanych terapeutów bądź masażystów. 

Celem drenażu jest przyspieszenie przepuszczalności większej ilości zgromadzonego płynu. Stymulacja pulsacji ścian naczyń limfatycznych przyspiesza drenaż do dobrze funkcjonujących naczyń limfatycznych. Masaż uaktywnia proliferację limfatyczną tkanek, czyli reakcję immunologiczną.

Musimy zauważyć, że obrzęk zbierający się np. na kostce, nie będzie leczony masażem tylko i wyłącznie na regionie kostki. A terapeuci wręcz przeciwnie zaczną terapie odlegle, udrażniając np. naczynia limfatyczne w obrębie pachwiny. To tak jak z korkiem z powodu wypadku, aby się samochody ruszyły, nie działamy od tyłu napierając na korek a usuwamy zalegające auto ☺ 

Terapia przez człowieka będzie nakierowana na problem, terapeuta za pomocą dotyku i czucia jest w stanie ocenić stan tkanki, jej sztywność, napięcie, temperaturę. Jakość, wielkość węzłów chłonnych, ich przesuwalność itd.

Musimy pamiętać, że naczynia limfatyczne leżą w tkance powierzchownej. W powięzi, która organizuje nam strukturę tkanki podskórnej.  Membrana, którą ma każdy człowiek jest włóknisto-elastyczną siatką jest zbudowana z ok. 2/3 wody, a w niej zawieszone są właśnie naczynia limfatyczne czy nerwy. 

Zaburzenia w obrębie powięzi tj. zaburzenia nawodnienia, urazy, stres, nadmierny wysiłek przewlekłe zmęczenie będzie wpływało na funkcjonowanie naczyń limfatycznych.  Mechaniczny nacisk na powieź działa na zasadzie docisku cieczy, dociera do obciążonych obszarów i wyciąga z nich wodę, dla wyobrażenia sobie pomyślmy o ściskanej gąbce.

Kompresoterapia, a więc masaż w kosmicznych skarpetach- pomaga na zasadzie ucisku wywieranego na tkanki aby utrzymać w nich właściwe ciśnienie śródtkankowe. 

Przepływ płynów będzie tutaj działał na zasadzie gradientu ciśnienia, od wysokiego do niskiego. Aby przeciwdziałać nagromadzeniu płynów w tkance, stymulujemy ją poprzez ucisk, aby powrót płynu z zawartymi substancjami do naczyń krwionośnych i żył był szybszy. 

Jako ciekawostka. Według marki NORMATEC, urządzenie mechaniczne ma przewagę nad drenażem manualnym wykonywanym przez wyspecjalizowanego terapeutę, przede wszystkim przez możliwość osiągnięcia wyższego ciśnienia.

3. JA: Jak może nas wspomóc taka forma regeneracji ?

Odp Eweliny: Zarówno specjalistyczna terapia jak i podejrzewam terapia mechaniczna ma na celu zwiększenie przepływu limfy, normalizację ilości tlenu w tkankach i zmniejszenie reakcji prozapalnych w skórze limfatycznej. 

Zatem => Szybsze usuwanie zalegającego płynu i szybsze pozbywanie się zbędnych produktów metabolicznych, które odpowiadają za tworzenie stanu zapalnego.

Czyli nasz organizm dzięki drenażowi limfatycznemu jest w stanie usuwać dużo szybciej wszelkie zbędne produkty metaboliczne które powstały podczas intensywnego treningu, zatem wspomaga nasza regenerację po wysiłkową.

 

4. JA: Rozmawiałyśmy o cisnieniu jakie może wytwarzać takie urządzenie. Nasz model ma zakres 30-110 mmHg i 10 leveli. Możemy sobie więc mniej więcej obliczyć jakie ciśnienie jest przy każdym z leveli. Wiem, że nie każdy level będzie na nas działał tak samo. Czy jest jakaś magiczna granica, od której takie urządzenie faktycznie działa, a które przed tą granicą jest np formą placebo ?

Odp Eweliny: Stopień ucisku będzie zależny od obrzęku, u pacjentów chorych z dużym obrzękiem, stosujemy większe ciśnienie. Zatem jeśli ktoś jest zdrowy lekkie ciśnienie będzie stymulowało szybszy przepływ. 

Jako ciekawstka w wersji podstawowej NORMATEC-a jaką ja miałam, ucisk jest na poziomie do 110 mmHg i jest stały w każdej komorze. Natomiast marka NORMATEC posiada również sterownik Pro, który ma możliwość indywidualnego ustalenia poziomu ucisku w każdej komorze. Co za tym idzie urządzenie PRO może być stosowane do medycznych zastosowań przez fizjoterapeutów, na przykład przy urazach takich jak zmiażdżenie ręki po wypadku.

5. Przejdę teraz trochę do konkretów, które pewnie będą interesowały przeciętnego „Kowalskiego”, czyli takie know/how użytkowania. 

JA: Kiedy stosować, przed czy po treningu ? 

Odp Eweliny: Zdecydowanie po treningu.

JA:Jeśli po to czy trzeba odczekać jakiś czas, czy można bezpośrednio po.?

Odp Eweliny: Myśle żę po treningu będzie to najwłaściwsze, to tak jak z oknem na jedzenie i kąpiel bezpośrednio po treningu (do godziny).

JA: Jak długo trzeba taki masaż wykonywać, żeby były efekty?

Odp Eweliny: Tutaj nie mam zdania ile najmniej,  ale sesja od 20 min do 1h wydawałaby mi się właściwa, patrząc na jakim obszarze pracujemy.

Według marki NORMATEC sesje powinny być dostosowane do poziomu zmęczenie mięśni. Zatem jeśli jesteście po bardzo mocnej jednostce treningowej to warto korzystać z urządzenia dłużej. Jeśli ma to być delikatna forma regeneracji wystarczy 20 min.
JA: Ile razy w tygodniu powinno się stosować ? jakie jest optimum ? 

Odp Eweliny: Stosowanie po intensywnym wysiłku będzie najlepsze, po jednostkach kiedy czujemy ze nasze nogi są na prawdę zmęczone. Jeśli zmęczenie jest ciągłe to nie zaszkodzi przez kilka dni włożyć nogi w gacie kosmiczne nawet i 2x dziennie.

Jeśli ktoś ma tendencje do obrzęków to będzie to pewnie super sposób do profilaktyki następstw jakie niesie za sobą obrzęk pierwotny. 

JA: Czy możemy zrobić sobie krzywdę używając tego za często ? Ile to jest za często ? 

Odp Eweliny: Jeśli jesteśmy zdrowi dajmy szanse żeby nasz organizm radził sobie sam z trudnościami, przecież jest bardzo mądry i stosujmy te magiczne pomoce po intensywnych sesjach.

Według marki NORMATEC, długotrwałe i kilkugodzinne stosowanie dziennie na maksymalnym ucisku może przynieść ujemne korzyści dla zdrowia. Dlatego tak jak ze wszystkim, tak samo z magicznymi kosmicznymi skarpetami trzeba podejść do tego z głową.

Dziękuję serdecznie Ewelinie, za poświęcony czas i rozwianie chyba podstawowych pytań jakie każdy może mieć widząc to urządzenie po raz pierwszy.

———————————————————————————————————

Ewelinę możecie znaleźć na jej profilu na facebooku —-> EWELSPORT 
Ponadto w czasach pandemii Ewelina prowadzi treningi online we wtorki i piątki o godzinie 20, trening funkcjonalny pod kątem triathlonu. Jeśli chcecei dołaczyć wystarczy odezwać się do niej na facebooku lub napisać maila na: ewelsport@wp.pl .
Ewelinę na codzień możecie też znaleźć w gabinecie w Warszawie. Kontaktujcie się równeiż mailowo by umówić się na wizytę.

———————————————————————————————————

W mojej subiektywnej opinii, ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Są według mnie dwie główne zalety tego urządzenia:

  • REGENERACJA

    –  przez okres ponad 2 tygodni w jakim mieliśmy to urządzenie w domu, tylko przez dwa dni nie korzystałam z niego, żeby sprawdzić czy jest jakakolwiek różnica podczas korzystania i nie korzystania. Muszę przyznać z pełną szczerością, że treningi wykonywane po zastosowaniu NORMATECA mogłam od samego początku wykonywać na pełnych obrotach. Nogi zawsze były świeże i lekkie, a trening od pierwszych minut „wchodził”. W przypadku kilku dni w których nie wsadziłam nóg w kosmiczne skarpety, potrzebowałam conajmniej kilkunastu minut aby moje nogi się rozkręciły na obroty które wymagał trening. W szczególności mogłam to odczuć na rowerze, kiedy lekki nogi kręciły same, lub kiedy nogi były ciężki i bardzo długo zajmowało mi rozkręcenie ich żeby zaczęły jechać na pożądanych wattach.

  • RELAKS

    – kiedy siadasz a kawą podpięta do urządzenia, nagle świat się zatrzymuje. I choć dzieci biegają obok, a ty pijesz kawę, to nie możesz wstać do nich więc SERIO odpoczywasz przez cały ten czas stosowania urządzenia. Myślę, że to fajny taki przymusowy lock-down w skarpetach z którego nikt Cię nie jest w stanie wyciągnąć, przez czas twojej „regeneracji”. Mi to się bardzo przydało, przede wszystkim otworzyłam oczy co to znaczy na prawdę odpoczywać po treningu. Nawet dzieci są jakieś bardziej wyrozumiałe, widząc Cię zapakowaną w ten strój. To był dla mnie fenomen że przez 2 tygodnie codziennie mogłam sobie poszperać na telefonie w internetach, poczytać ksiązkę, wypić kawę w spokoju lub obejrzeć z mężem DOM Z PAPIERU na Netlfixie 🙂

Ja jestem na TAK, a Rafał ?

On odczuł też dużą pomoc w regeneracji. Mówił, że nie tylko czuł, że ma lekkie nogi ale czuł też fizycznie jak szybciej mu się regenerują i jest w stanie wykonywać jednostki na większej intensywności w krótszych odstępach czasu. Ponadto regenerację nóg można było też odczuć podczas normalnego funkcjonowania w domu, czyli wchodzenia po schodach po mocnych treningach i prace w ogrodzie, gdzie nogi były w takim stanie jakby tej ciężkiej jednostki nie było.

PODSUMOWUJEMY CZY NORMATEC działa? 

Według nas TAK. Używanie go na codzień przez dwa tygodnie, dało nam odczuć jak szybko nogi potrafią się zregenerować. Myślę, że każdy kto będzie miał do czynienia z tym sprzętem będzie czuł dużą poprawę w regeneracji po treningu. Pytanie tylko czy nie rozleniwimy naszego organizmu przez zbyt częste użytkowanie? Niestety na ten temat nie ma żadnych badań, ale zastosowałabym się do rady Eweliny, aby tego typu sprzętu używać przy dużej intensywności treningów, np na obozach sportowych, lub po intensywnych jednostkach treningowych i zawodach.

A Wy macie swoje zdanie na temat drenażu limfatycznego ?
Stosowaliście?
Podzielcie się w komentarzach Waszą opinią, JESTEM ciekawa waszego doświadczenia.
ola.

 

 

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

BIEGANIE POLECANE TESTY

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

Sport w czasach PANDEMII, chyba raczej tak powinnam zatytuować ten wpis. Wiem, że ostatnio bieżnia mechaniczna to temat tabu u sportowców amatorów i pro, chociaż Ci drudzy w większości od dawna są już jej posiadaczami.

Skoro obostrzenia brzmią coraz bardziej niejasno i coraz bardziej restrykcyjnie. Nie wiemy czy biegać, czy nie. Czy wychylać nosa, dokąd najdalej możemy i na ile faktycznie jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia ( mówię tu o możliwości zarażenia się wirusem podczas treningu ). Są Ci którzy mimo wszystko będą tupać nogą i próbować do końca postawić na swoje. Są tez tacy którzy akceptują sytuację i szukają z niej jakiegoś wyjścia i Ci piszą do mnie w wiadomościach pytania o bieżnię.

Bieżnia u nas była na tapecie od 2 lat. Głównie chcieliśmy ją zakupić, bo w zimę bardzo cieżko u nas z treningami biegowymi, taką mamy sezonową prace i zima to szczyt naszego sezonu. Możemy biegać albo o świcie albo bardzo późno wieczorem, co w moim przypadku jest niemożliwe bo nie biegam nocą po lasach 🙁 Jednak zawsze podchodziliśmy troszkę sceptycznie do treningów na niej, no i jak u wszystkich zawsze były „lepsze” wydatki. Kiedy zamknęli granice, a my wracaliśmy do kraju ostatnim rejsowym samolotem, prawie uciekając z Cypru zanim PANDEMIA zacznie się na dobre. Wiedzieliśmy, że będziemy na obowiązkowej 14 dniowej kwarantannie. Wracając po ponad 2 tygodniach mocnych treningów na Cyprze na obozach, głównie rowerowych, było nam bardzo szkoda formy i pracy, żeby zaprzestać bieganiu zupełnie na 2 tygodnie. Zaczęły się rozmowy o bieżni, takie na poważnie.

NO I STAŁO SIĘ… Przylecieliśmy w weekend a w środę bieżnia była już u nas w domu. Niemniej jednak zanim trafiła do nas, mój Rafał przeczytał chyba wszystkie dostępne artykuły dotyczące jej wyboru, rozmawiał z każdym kto jest w posiadaniu bieżni i to jemu możecie podziękować za powstanie tego tekstu. Ja tylko korzystam on ma wiedzę i chce się z Wami nią podzielić.

Szczególne podziękowania tu dla dwójki krasnoludków, którzy tą bieżnię przywieźli nam pod drzwi prosto z Warszawy wiedząc, że nawet nie napiją się z nami kawy i nie wejdą na minutkę do środka. Jak się okazuje bieżnie chociażby te z decathlonu, są dostarczane przez kuriera, ale niestety kurierzy tych produktów nie dostarczają do drzwi tylko trzeba odbierać je z magazynów ( są za ciężkie). Trzeba więc po nie podjechać autem nie do sklepu, ale do magazynu regionalnego dla kurierów, pomimo, że na stronie napisane jest dostawa kurierem.
Naszych dwóch krasnalów odebrało dla nas tą bieżnię i przywiozło do domu. 
Tacy prawdziwi pomocnicy ludzi w potrzebie, trenujący oczywiście i czujący klimat <3
DZIĘKUJEMY ! ! !

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGE PRZY WYBOŻE BIEŻNI: 

  • Przede wszystkim na dużą moc silnika. Zakładam, że większa ilość osób które to czytają to aktywni biegacze lub triathloniści, zatem nie jesteście osobami które uprawiają jogging, a chcecie bieżnie wykorzystać do wykonywania wszystkich jednostek treningowych. My mamy  moc 2 KM, która jest wystarczająca dla większości amatorów, szybko zmienia tempo i nachylenie.
  • Prędkość powyżej 20 km/h. Jeżeli chcecie robić treningi interwałowe i móc robić na nich przebieżki to większość z Was pewnie osiąga taką prędkość podczas interwałów. Ważne jest żeby bieżnia miała prędkość troszkę większą niż wasze planowane tempo interwałów. Żeby nie zajechać bieżni, nie powinniśmy biegać z maksymalna prędkością długich odcinków, musi być spory zapas.
  • Duży pas po którym biegamy.  Tak na prawdę im dłuższy pas, tym bardziej komfortowo się biega. Przy moim wzroście, lub kobiecych gabarytach może to nie być aż tak istotne, ale przy wzroście mojego Rafała 192 cm, już tak. Na mniejszym pasie, możecie mieć wrażenie, że zaraz Wam się pas skończy i spadniecie, przez co będziecie czuli dyskomfort przy bieganiu. Nasz pas jest długości 150 cm i ma szerokość 51 cm, jest to raczej jeden z większych pasów dostępnych na rynku, równocześnie daje duży komfortowy biegu. Nawet mój Rafał z noga o długości ponad metra biega w komforcie.
  • Czy bieżnia ma ograniczenia godzinowe jeśli chodzi o jej pracę. Niektóre bieżnie na prywatne potrzeby mają napisane w opisie że nie powinny być używane więcej niż np 8h/tygodniowo. Warto na to zwrócić uwagę gdyż przy ewentualnych defektach, lub chęci skorzystania z gwarancji, możecie jej nie mieć po prostu uznanej, lub bieżnia szybko się zużyje.

NASZA BIEŻNIA:

Nasza bieżnia to bieżnia z DECATHLONU, marki DOMYOS INTENSE RUN  —-> PODRZUCAM WAM LINKA DO NIEJ JEŚLI CHCECIE ZOBACZYĆ WSZYSTKIE JEJ SPECYFIKACJE.

 

Poniżej jednak skrócę jej zalety i wymienię ewentualne wady: 

DOMYOS INTENSE RUN ZALETY:

  • Gwarancja i bezsporne korzystanie z tej gwarancji
  • Bieżnia jest składana więc po każdy treningu można ją złożyć i zajmuje połowę miejsca.
  • Duży PAS biegowy, dobry silnik i duża prędkość do 22 km/h (tempo 3.00 min/km to 20 km/h) Przyjmuje się, że biegiem ciągłym można biec około 2 km/h mniej niż prędkość maksymalna. Zatem nasza bieżnia posłuży każdemu kto chce biegać nawet biegiem ciągłym na 3:00 min/km .
  • Łatwy w obsłudze panel, duże widoczne cyfry i wszystko to co powinno być na widoku: czas, dystans, prędkość, spalone kcal.
  • Bieżnia jest na stronie Decathlonu z kategoryzowana jako do intensywnego użytkowania.
  • Można ją dosyć łatwo przesuwać dzięki rolkom zamontowanym na dole.
  • Posiada pasek piersiowy do HR.
  • Decathlon mówi że bieżnia jest cicha. My niestety nie mamy porównania do innych bieżni. Mieszkamy w domu i na dole bieżni w ogóle nie słychać. Ale to są bardzo subiektywne opinie.
  • Wentylator całkiem fajnie działający, ma 3 stopniową regulację i na najmocniejszej na prawdę fajnie działa, chłodzi. Powietrze jest zimne, ale wieję troszkę na klatkę i gardło i czasami robi się nawet za zimno.
  • Wbudowane głośniki które dedykowanym kablem możecie podłączyć do telefonu lub tabletu. Macie też dedykowany stojak na tablet telefon na pulpice co jest fajnym gadżetem.
  • Dwa miejsca na bidon i ewentualne żele i inne przybory.
  • Komunikację BLUETOOTH, ale tylko do dedykowanej aplikacji DOMYOS. Jeśli jednak ściągniecie sobie ta aplikację to możecie kontrolować prędkość i nachylenie przez nią. Ponadto jest dużo fajnych programów treningowych dla początkujących.
  • Bezprzewodowy PILOT na bluetootha, który pozwala regulować prędkość (co 1 km/h) i nachylenie ( co 1%) ułatwiając szybką zmianę prędkości i nachylenia podczas interwałówbez dotykania wyświetlacza. WIELKI PLUS I POMOCNIK.
  • Szybka zmiana tempa, bez problemu można wykonać np 15-20 sekundowe przyspieszenia, ze zmianą prędkości o nawet 10 km/h .
  • Jest stabilna, ale jest też dość lekką bieżnią. W porównaniu do komercyjnych bieżni w klubach, jest mniej stabilna, ale tamte ważą ponad 200 kilo i bardzo ciężko jest je złożyć samemu w domu. Przy wysokich prędkościach, wadze i gabarytach Rafała bieżnia troszkę się rusza. Przy moich gabarytach i prędkościach z jakich ja korzystam bieżnia wydaje się bardzo stabilna.

WADY:

  • Nie stwierdzono 🙂 Pewnie jesteśmy tak szczęśliwi że możemy robić treningi biegowe będąc zamknięci w domu, więc wady wyjdą dopiero po zakończonej pandemii.

 

Ok no dobra, skoro temat jest mocno na topie to może napiszemy też jakie są w ogóle plusy biegania na bieżni mechanicznej. Bo skoro nie możemy teraz biegać na dworze to trzeba znaleźć plusy biegania w środku.

 

Zalety biegania na bieżni mechanicznej :

  • Bieganie w każdą pogodę! Nie ma wymówek „wieczorem, psy, gwałciciele, dzikie zwierzęta ” jak to mój Rafał napisał, czy inne dziwadła.
  • Dokładna kontrola tempa oraz kadencji (bieżnie pokazują km/h i musimy się nauczyć przeliczać jakim tempem biegamy. Zwift (darmowy dla biegaczy) pokazuje tempo, prędkość w km/h, tętno, dystans, kadencję, więc można biegać ze zwiftem włączony na tablecie lub komputerze obok, tak aby monitorować chociażby tempo biegu.
  • Łatwiej wykonać zakładki-szybciej przechodzimy z roweru na bieg. Możemy łatwo wykonywać treningi zakładkowe łączone: rower-bieg-rower lub bieg-rower itd
  • Nauka jedzenia i picia w czasie treningu (łatwiej jest pić i jeść w czasie treningów na bieżni, przyzwyczajać układ trawienia na długie dystanse (Rafał nie byłem przyzwyczajony do picia i jedzenia w czasie treningów biegowych, zresztą ja też, i teraz wykorzystujemy bieżnię do tego i czuje ze z treningu na trening lepiej mi się biega z pełnym żołądkiem)

MINUSY:

  • Ja nie mam czujnika biegania na buta i niestety zegarek bardzo przekłamuje mi dane tempa biegu. Mam jednak tabelkę z przeliczeniem prędkości na tempo i wszystkie treningi rozpisuję sobie w zakresach km/h wtedy wiem jakich wartości się trzymać.
  • Nie wychodzimy z domu, nie dotleniamy się. Jednak w obecnych czasach pandemii nie wiadomo czy to minus czy plus 😉

TRICKI I TRICZKI ŻEBY WAM SIĘ DOBRZE BIEGAŁO:

  • Trzeba pamiętać o otwieraniu okien, żeby zmniejszyć do minimum stężenie dwutlenku węgla w pokoju i pamiętać o wentylatorze. My mamy na pilota duży wentylator i możemy go włączać po rozgrzewce i wyłączać przy schłodzeniu na koniec treningu żeby się nie wychładzać.
  • Bez problemu, co ciekawe, można wykonać treningi typu podbiegi i przebieżki. Zanim wykonamy mocne, szybkie treningi koniecznie zrób kilka łatwych biegów żeby zobaczyć jak reaguje bieżnia oraz twój błędnik. Zakończ każdy trening wolnym biegiem i marszem. Po zejściu z bieżni z wysokiej prędkości błędnik czasami wariuje.
  • W czasie treningu mocniej się pocimy—> wygodnym sposobem jest buff na czoło albo w pogotowiu ręcznik.
  • Na bieżni biega się trochę łatwiej ( nie mi 😉 ) niż na zewnątrz, aby wyrównać te różnice ustawiamy nachylenie pasa bieżni na 1%. Większość bieżni mechanicznych ma bardzo dobra amortyzację-przez to mniej kontuzji.
  • Zwift w wersji biegowej —> Co potrzebne ? Komputer lub tablet z zainstalowana aplikacją zwift, RunPod czyli czujnik kadencji zakładany na buta (decathlon, garmin, adidac itp) czujnik tętna, i czujnik ANT+ do komputera. Wersja biegowa Zwift jest narazie bezpłatna, nie ma potrzeby podpinam karty kredytowej. W aplikacji oprócz naszego awatara który gdzieś sobie biegnie wśród innych biegaczy oraz kolarzy widzimy dokładnie wszystkie parametry (tempo, prędkość, tętno, kadencję, czas treningu, dystans) są w aplikacji gotowe plany treningowe z których możemy kozystac. Jest sporo tras do wyboru:watopia,richmond,londyn czy Nowy Jork która po synchronizacji aplikacji ze strava i garminem umożliwia przesłanie aktywności do tych platform.
  • Ponadto jak można sobie umilić fajnie czas biegając. Po pierwsze filmy na tablecie, netflix-ie podpiętym bezpośrednio pod głośniki z bieżni, lub podcasty.
  • Fajnie tez ustawić sobie bieżnie z widokiem na ….. coś co lubicie 🙂 my mamy ustawioną ją pod oknem skierowaną centralnie na nasz przydomowy lasek, czyli biegamy prawie jak na dworze ! 🙂
  • My ten model sami wnieśliśmy na piętro u ans w domu, nie wspomnę, że prawie zginęłam przy tym śmiercią tragiczna, a bieżnie rozwaliłaby schody, ale udało nam się. Waży ponad 100 kilo więc warto mieć dwie w miarę silne ( albo jedną bardzo silną i jedną przeciętną jak u nas ;p ) osoby żeby taką bieżnię złożyć. Polecam nie rozśmieszanie osób noszących bieżnie po schodach 🙂
  • Bieżnie oczywiście trzeba złożyć samemu w domu nam to zajęło niecałą godzinkę, instrukcja była czytelna, może nie IKEA, ale wszystko było jasne.

Tak ogólnie pisząc czy warto. Każda moja myśl mówi TAK !

Jestem zwolenniczką biegania na dworze, biegam w każdych temperaturach, uwielbiam mróz, gorzej znoszę ciepło. Nienawidzę trenowania w domu, ale są dni, momenty w życiu kiedy po prostu wyjście na dwór jest niemożliwe. Np trening z dzieckiem w domu, bieganie późnym wieczorem u nas na wsi, lub pandemia która zamyka nas w domach na kilka tygodni, a może nawet i miesięcy.

Bieżnia jest super sposobem na trenowanie zawsze i bez wymówek, nie wiem na ile będziemy ją używać kiedy życie wróci do normy, ale wiem że nie będzie już szukania wymówek żeby na trening biegowy nie wyjść.

W obecnej sytuacji jak nie musimy nie wychodzimy i praktycznie od 3 tygodni biegamy tylko na bieżni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej którą kupiliśmy i nie przeszło mi ani razu przez myśl żeby zrezygnować z treningu biegowego w tym czasie, pod pretekstem że bieżnia jest „nudna”.

 

POLECAMY KAŻDEMU.

DZIECIAKI TEŻ JĄ UWIELBIAJĄ <3

Wielkie podziękowania dla mojego Rafała, bez którego wiedzy ten tekst by nie powstał ! Dziękuje ! <3
On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH

BIEGANIE POLECANE TESTY

On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH <3 <3

Co prawda w powietrzy wisi dla Was kolejna realcja z tri, ale do tego postu zabieram się od miesięcy. Podróże, wyjazdy, starty, dzieci ( ha ha ha) nie pomagają w byciu konsekwentnym i systematycznym. Ale skoro juz usiadłam i jestem chce się z Wami podzielić moim bieganiem w chmurach, czyli butach marki On Running, z którą nie rozstaje się od zeszłego roku.

 

Z góry powiem, że wszystkie dane co do butów, oczywiście ściągnęłam z ich strony. Ponadto nie jestem podążającą za nowymi trendami buto-holiczką, więc nie powiem Wam co siedzi w trawie u konkurencji i czy można te buty porównać do modeli innych firm. Wiem natomiast, że kilka lat przebiegałam w butach różnych firm, zaczynając standardowo od New Balance-ów, przez triathlonowe Asics-y TRI NOOSA, kończąc na On-ach właśnie, do których czuję bezgraniczną miłość.

 

1. On Running – model CLOUDFLOW

( czyli moja pierwsza styczność z chmurami 🙂

 

Te buty wpadły po raz pierwszy w moje ręce podczas expo, na starcie w Super League Triathlon Poznań. Pamiętam jak pierwsze myśli przykuła cena która nie należy do najniższych, sceptycznie podeszłam więc do butów. Na szczęście tylko do momentu, kiedy znalazły się one na moich nogach.

Pierwsze wrażenie ? WOW tych butów się w ogólne nie czuje, miałam wrażenie jakbym miała tylko skarpetkę na sobie. Były mega wygodne, kolorowe i to wystarczyło żebym się zakochała. Ponadto co Szwajcarzy robią źle, zaryzykowałam, że buty wypróbuję. Wtedy obowiązywała promocja, że możesz testować buty przez 14 dni i jeżeli jesteś niezadowolony z nich to możesz testowany model odesłać.

BIORE !

Pan który owe buty zachwalał, nawet namawiał mnie do startu w nich następnego dnia, argumentując że są tak wygodne i tak boskie, że nie będę narzekać. Pana nie posłuchałam,potruchtałam tylko podczas rozgrzewki w nowych butach, ale jak tylko po zawodach wróciłam do domu marzyłam o treningu biegowym.

DYNAMIKA, LEKKOŚĆ, WYGODA to chyba 3 cechy których nie da się odebrać temu modelowi. Jest on dynamiczny, ale jeszcze dosyć miękki, jak na but startowy, startowo-treningowy. Bardzo ładnie oddaje podczas biegu, ale nie męczy stopy twardością. Nadaje się idealnie jako jedyny but do triathlonu. Ponadto but jest tak wygodny, że nie męczy w żadnych ale to żadnym miejscu stopy. W środku materiał jest niesamowicie delikatny, można by go porównać do satynowej sukienki albo kaszmirowego sweterka, Panie wiedzą o co chodzi, a Panowie mogą taką sukienkę, albo sweterek na chwilę od Pań pożyczyć ;p No albo kupić ON-y i sprawdzić jakie to uczucie 🙂

Taki materiał daje niesamowity komfort jeśli chodzi o bieganie, but wykończony w środku jest bezszwowo, albo tych szwów po prostu w ogóle nie czuć. Ponadto jest niesamowicie lekki, a co za tym ponownie idzie to komfort biegu.

Przy moich gabarytach 175 cm i 57 kilo żywej wagi, buty nadają się jako buty treningowe i startowe. Podeszwa nie jest jakoś u mnie nadmiernie zniszczona po roku używania. W przypadku większych, cięższych i wyższych osób but może być stosunkowo za delikatny jako but treningowy. Mojemu Rafałowi model się nie sprawdził jako but treningowy, bo zużywał się zbyt szybko ( chłopak ma tylko 191 cm, i waży 84 kilo) i zamienił go na model CLOUDSWIFT, który jest bardziej wytrzymały z większą amortyzacją i przy jego wadze sprawdza się idealnie treningowo. Ponadto startuje w nich więc też, nadaje się na buta startowego na dłuższe dystanse typu 1/2 IM.

 

PARAMETRY: 
*lekki but treningowy na dystanse do maratonu
*profil biegacza: jako but treningowy - waga do 75 kg, jako but startowy - waga powyżej 75 kg, krok neutralny
*płynne i dynamiczne przetoczenie, dynamiczna amortyzacja
*drop: 6 mm
*waga: W 190 g – M 230 g

 

Cloudflow mają jeden malutki minus. Przez ich delikatność i niesamowicie wygodny materiał, dosyć szybko ścierają się zapiętki wewnątrz buta. Jest to mankament wizualny, który nie przeszkadza w żaden sposób w ich użytkowaniu.

Ah i zapomniałabym przez innowacyjną podeszwę, zdarza się, że w lesie wpadnie Wam i zaklinuje się kamyk, albo szyszka między poduszki powietrzne. Nie uszkadza to w żaden sposób butów, po prostu trzeba się schylić i to wyciągnąć, albo biec dalej jak są to zawody 😉

Ja od roku biegam tylko w tych butach, biegam w nich na zawodach, na wszystkich treningach. Buty nawet radziły sobie jako tako w zimowych warunkach i górach. Biegam w nich na szutrze, leśnych ścieżkach, ale głównie po asfalcie. Są dynamiczne, szybkie, bardzo ładnie oddają i przede wszystkim lekkie i wygodne !

SZCZERZE POLECAM !

2. CLoUDVENTURE – czyli coś dla górskich biegaczy. 

 

Cloudventure, to trailowo-treningowy model marki On Running.

Ten model testowałam zimą, głównie w terenie. Niewiele w nim biegałam, bo odkąd go mam zima szybko się skończyła, a na wyjazdy nie miałam możliwości zawsze brać kilku par butów.

Cenie w nim lekkość, którą ma każdy but marki On Running. ten model ma też inna podeszwę, dzięki czemu problemu z cloudflow, typu wchodzące szyszki i kamyczki nie mają tu miejsca.

But sprawdzał się bardzo dobrze w zimowych warunkach, gdzie całe ścieżki były pokryte śniegiem, a gdzie nie gdzie nawet lodem. Miał zaskakująco dobra przyczepność w takich warunkach, tylko kilka razy podczas długiego wybiegania straciłam przyczepność, a warunki w Pieninach były iście zimowe. Ma on tez więcej miejsca w środku mniej przylega do stopy, ale nie sprawia, że stopa rusza się w środku.

Cloudventure wzięłam też ze soba w Alpy, tam w górskim terenie na luźnych ścieżkach but trzymał się równie fajnie podłoża. Dobiegi po asfalcie do trailowych ścieżek też nie były dla niego problemem, czy dyskomfortem dla mnie. Jest on nadal bardzo wygodny, lekki, tym bardziej jeśli mówimy tu o bucie górskim. Nie jest na GORE-tex-ie jak słynne Salomony, ale mi na trasach do 15 kilometrów nie przemókł ani razy na śniegu. Jest dosyć cienki więc w zimę, warto zainwestować w grubszą, cieplejszą skarpetkę.

Ponownie materiał jest niesamowicie wygodny, a but niesamowicie lekki jak na but trailowy.

 

PARAMETRY: 
*komfortowy, świetnie amortyzowany, idealny na długie dystanse
*ochronę przed ostrymi elementami podłoża
*nowatorska podeszwa Missiongrip - doskonała przyczepność na zbiegach i podbiegach oraz na każdej nawierzchni - utwardzonej, luźnej oraz zmrożonej
*duża przestrzeń wewnątrz dla lepszego komfortu na długich dystansach, również dla osób o szerszych stopach
*drop: 6 mm
*waga: W 235 g - M 295 g

 

 

3. On Running Cloud Woman – czyli BOSKOŚĆ dla kobiet 🙂

 

Ten model kupiłam w dzień kobiet 🙂

Nie jestem zwolenniczką chodzenia w butach biegowych, ba nawet tego nie lubię. Owszem uwielbiam trampki i inne sportowe obuwie, ale nie lubię chodzi w butach biegowych. Do dnia kobiet tego roku. Korzystając z promocji, gdy kupowaliśmy buty dla Rafała, moim oczom pokazał się ten model. Nie jest to sekretem, że róż pod każdą postacią szybko mętli mi w głowie, a wygoda jaką uwielbiam w Cloudflowach, sprawiła, że chciałam mieć On-y takie po prostu do chodzenia.

Ja, osoba nie lubiąca chodzić w butach biegowych ! ! !

Ten model idealnie łączy, wygodę i lekkość On-ów, z designem i wykończeniem nie do końca biegowym. Są po prostu pięknę, wygodne, można w nich też pobiegać czy poćwiczyć, ale przede wszystkim chodzić na co dzień. Nie rażą w oczy, tak jak inne biegówki, są elegantsze, wygodniejsze, delikatniejsze i na maksa kobiece.

To taki model do wszystkiego, taki model z którym nigdy nie będziecie chcieli się rozstać. To taki but który zastępuje trampki i buty sportowe, a przy tym jest jeszcze po prostu ładny.

W zestawie przychodzi z dwoma parami sznurowadeł. Gumki, które pierwotnie zamontowane są do buta ułatwiają użytkowanie go na co dzień. Łatwiej się buty zakłada i ściąga. Gumki nie pokrywają całego buty tylko górną część, dzięki czemu jest turbo wygodnie. Ja w tym modelu tylko chodzę, ewentualnie ćwiczę jakiś fitness, lub robię rozgrzewki przed zawodami. Dlatego jeszcze nie korzystałam z dodatkowej pary sznurowadeł, która jest dla tych co chcą używać tego modelu do bardziej sportowych zadań. Druga para sznurowadeł, to zwykłe sznurowadła, które wkładamy do każdej dziurki na to przeznaczonej, dzięki czemu stopa jest bardziej stabilna w środku buta, dokładnie tak jak w biegowych modelach.

Gumki to opcja casualowa, dodatkowy plus za to że dzięki nim but nie wygląda na typowo biegowe obuwie.

Cóż więcej mam napisać, chodzę w nich w skarpetce, bez, jeżdżę na rowerze z dzieciakami, używam na co dzień w szczególności gdy chce czuć super komfort przez cały dzień. Używam go przed zawodami do rozgrzewek, ale myślę też że spokojnie nadał by się na lekkie i nie długie treningi biegowe.

 

PARAMETRY: 
*Przeznaczone do aktywności: fitness, casual, trening
*Cholewka wykonana z oddychającej i antybakteryjnej siateczki o anatomicznym kształcie
*Model CLOUD został zaprojektowany tak, by ujarzmić wstrząsy podczas lądowania, jednocześnie oddając zgromadzoną podczas wybicia energię.
*Waga: 183 g

 

A żeby Was zachęcić to teraz macie PROMO, dzięki któremu możecie testować buty przez 14 dni i jeśli Wam nie spasują zwrócić je do sklepu 🙂 

——-> On Running 14 DNI TESTY – Sportofino

 

To co które Wy wybieracie ? 🙂

 

Biegająca Bio Mama. <3

Testowania ciąg dalszy, czyli druga, długa odsłona Dare2b !

POLECANE TESTY

Testowania ciąg dalszy, czyli druga, długa odsłona Dare2b !

Z początkiem tygodnia trochę bardziej merytorycznie. Próbuję nadrobić blogowe zaległości, ale marnie mi to idzie. Jednak nie ma co się użalać nad sobą i powoli robić to co powinno być zrobione dawno dawno temu….

Tym razem Dare2b, czyli testujemy dalej. Długi rękaw, długa nogawka.

Mieliście już okazję przetestować ze mną koszulkę i spodenki na lato z nowej kolekcji Dare2b. Teraz przyszła kolej na dłuższe wersje równie fajnych ciuchów.

<Skok w bok : LINK>

Continue reading

Czasówka – HIT czy KIT ??

POLECANE TESTY TRIATHLON

Czasówka – HIT czy KIT ??

Niedawno, gdzieś na facebooku, przewinęło mi się to hasło: Czy czasówka to HIT czy KIT ?

No właśnie ile prawdy jest w tej pozycji aero, ile prawdy w tych extra WATT-ach w nogach, ile prawdy w tej prędkości?

Wyjeżdżając ze Sklepu Wertykal w Zabierzowie, sama byłam ciekawa co mnie czeka. Czy to coś co kryje się pod nazwą „czasówka” może na prawdę pozwolić mi uzyskiwać lepsze wyniki? Czy na prawdę sprzęt może dać mi kilka km/h więcej,  gdy ta sama noga pedałuje?

Nie chciałam wierzyć, nie wiedziałam co mnie czeka.… Continue reading

Bike-fitting – wymysł, czy potrzeba ?

TESTY TRIATHLON

Bike-fitting – wymysł, czy potrzeba ?

 

13340152_1092311220842615_5477271782931535182_o.jpg

 

Jakiś czas temu myślałam, że bike-fitting to wymysł i kiedy mój R o nim trajkotał większość informacji wpływało mi jednym uchem a wypływało drugim. Wszystko się zmieniło po wykładzie Pana Krystyna Lipiarskiego, polskiego mistrza w bike-fittingu, organizowanym w zimie tego roku przez F3 Team Trójmiasto.

 

Wykład ten otworzył mi oczy na to jak ważna jest nasza pozycja na rowerze, a wykładowca zaserwował nam dużą dawkę bardzo detalicznej wiedzy na temat „Świetnej Pozycji”. Moje poporodowe problemy z bólem w pachwinach, nagle znalazły wytłumaczenie w złej pozycji na rowerze i słowa że my też przed sezonem startowym zrobimy „bike-fitting” nie były rzucone na wiatr.

Już wtedy miałam ochotę napisać parę słów na ten temat, ale dopiero po moim bike-fittingu i szczegółowym wywiadzie z cyklu: „Dlaczego?, po co ?, a czemu?, jak?, i w jakim celu?” chcę przekazać parę ważnych rzeczy dalej.

Po co ?

Zacznijmy od chyba najczęściej zadawanego pytania: „Po co nam ten bike-fitting?”

Tak jak wszystko w sporcie, kiedy robione jest bezmyślnie zazwyczaj sprowadza się do kontuzji i przeciążeń organizmu, tak samo jest z jazdą na rowerze i pozycją na nim. Najważniejszy element jaki chcemy wykluczyć poprzez bike-fitting jest zniwelowanie kontuzji. Nie mówię tu o zwykłym bólu podczas jazdy, który też zostanie tylko wspomnieniem po bike-fittingu, ale o przeciążeniach które się nawarstwiają i prowadzą do poważnych, przewlekłych urazów.

Ja jestem tego idealnym przykładem, ale pewnie wielu z Was ma za sobą taką samą historię.

Rower kupiony przez internet, ustawiony na oko, tak jak nam się wydawało jest ok. Oczywiście co do ustawienia i doboru ramy posiłkowałam się informacjami w sieci, ale teoria to jedno a praktyka to drugie, o czym przekonałam się właśnie podczas bike-fittingu. Pierwszy sezon triathlonowy za mną, zimą tylko biegam, zaczęłam też biegać z wózkiem. Po jakimś czasie głównie na treningach biegowych z wózkiem zaczęły odzywać się moje pachwiny (wcześniej miewałam ból podczas zginania się tylko) i okropny ból, który bałam się że jest spowodowany właśnie zbyt szybkim powrotem do formy. W zimę, podczas wykładu na temat „Świetnej Pozycji”, nagle zrozumiałam, że mój problem leży w złej pozycji na rowerze. Tak też było, źle ustawiony rower spowodował przeciążenie, które przez długi czas dawało o sobie znać.

13403820_1092311234175947_2027736730036453682_o

 

Ale wróćmy do tego dlaczego oprócz możliwych kontuzji robimy bike-fitting.

W teorii ma on nam pomóc nam ustalić idealną dla naszego ciała i naszego sprzętu pozycję. W praktyce jednak ustalamy najlepszą z możliwych pozycji dla naszego ciała, najlepszą z możliwych ponieważ każde z naszych ciał ma swoje fizyczne ograniczenia. Bike-fitting ma na celu ustalić taką pozycję, która będzie nie tylko wygodna i dzięki której długie godziny na rowerowym siodle nie sprawią nam bólu, ale też taką która jest stabilna i najbardziej wydajna. Taka która pozwoli uzyskać nam lepszy czas dzięki lepszej aerodynamice naszego ciała i taka która dowiezie nas na metę bez bólu i w pełnym komforcie.

Mój bike-fitting w skrócie.

Mój bike-fitting pozwolił mi ustawić 2 pozycje, czasową z przystawką czasową, zwana inaczej lemondką i szosową. Krystyn spędził nade mną dobre 5 godzin. Standardowy bike fitting trwa około 3 godzin, ale u mnie nastąpiła zmiana siodełka w czasie pracy. Pewnie jak wielu z Was, udało mi się kupić w super cenie siodło anatomiczne ISM na allegro. Siodło to oczywiście okazało się być okropną podróbą i pomimo, że wyglądało tak samo, siedziało się na nim tak samo wygodnie to jak się okazało podczas dokręcania go do sztycy wykrzywiało się w swoje wymyślne kierunki. Rurki, z którego to siodło było stworzone były beznadziejnej jakości i siodło które było pochylone w dół podczas ustawiania, w momencie dokręcania podnosiło się całe do góry, rurki metalowe krzywiły się w każda stronę. W ten sposób nie byliśmy w stanie ustawić siodła do pozycji czasowej tak aby było pochylone w dól i tak aby jego wąsy podczas dokręcania nie rozchodziły się. Koniec końców, zakupiłam nowe siodło ISM 1.0 w sklepie Wertykal i wyszło mnie ono dobre 100 zł więcej niż chińska podróbka znaleziona na allegro.pl.

DSC_0978.jpg

 

Nauczka dla Was, żeby nie kupować chińskich zamienników, bo pomimo że wyglądają tak samo i są tak samo wygodne nie da się ich ustawić. Dlatego proponuję odczekać chwilę dłużej dać 100 zł więcej za nowe siodło z cenionego sklepu i mieć spokój na lata. Najlepiej zostawicie wybór siodła na bike-fitting, gdzie będziecie mogli przymierzyć się do kilku modeli i wybrać ten „jedyny”.

Słowa, że bike-fitting jest drogi też parę razy wyszły z moich ust, ale teraz wiem, że jest warty swojej ceny. Nie dość, że Krystyn spędził z nami (fittował i mnie i Rafała) dobre 8 godzin ustawiając nam dwie pozycję, to energia i zaangażowanie jakie w nas włożył było bezcenne. Dawno nie miałam do czynienia z takim profesjonalistą, pomijając oczywiście mojego męża w swojej pracy 🙂 Zosia była równie mile widziana i pomimo że zrobiliśmy ze sklepu rowerowego niezły rodzinny piknik, to nikomu to nie przeszkadzało, a nawet powiedziałabym że wszyscy w tym czynnie uczestniczyli.

 

Ja podczas mojego bike-fittingu nie tylko ustawiłam rower, ale dowiedziałam się o dużo o swoim ciele i jak ono pracuje na rowerze. Gdzie i jak jestem przesunięta, jak muszę pracować nad swoją pozycją. Na koniec bike-fittingu otrzymuje się również raport z ustawień, na podstawie którego można dobrać, kupić a czasem nawet ustawić kolejny rower, oczywiście jeżeli jego parametry będą takie same.

Bike-fitting to bardzo złożony proces, dlatego trochę dokładniej pozwolę sobie napisać o nim w kolejnym poście, ale warto wiedzieć, że nie polega on tylko na przyjechaniu do sklepu, pojeżdżeniu na rowerze i ustawieniu pozycji. Krystyn aby zoptymalizować moją pozycję, sprawdził ruchomość i elastyczność moich stawów. Sprawdził jak się zachowuje moje ciało w różnych pozycjach i gdzie mogę mieć ograniczenia podczas jazdy na rowerze. Znając moją anatomię i gibkość był on w stanie ustawić bardziej optymalną, wygodną i eliminującą kontuzję pozycję, taką która pozwala mi teraz przejechać 90 kilometrów na rowerze bez najmniejszego dyskomfortu.

DSC_0017

Czyli czy warto ?

Moja odpowiedź brzmi TAK! 

Jeżeli macie możliwość zainwestować parę stówek w Waszą triathlonową przygodę to nie zastanawiałabym się przez ani sekundę nad tym na co je wydać. 

Komfort jaki otrzymujecie w zamian jest bezcenny jeśli chodzi o ilość godzin spędzonych na rowerze podczas triathlonowych treningów. Warto odpuścić sobie jeden start w sezonie i w zamian zafundować sobie takie coś jak bike-fitting. Nie dość, że Wasza pozycją będzie komfortowa, ergonomiczna i bezbolesna, to co najważniejsze pozwoli Wam uniknąć kontuzji, a w sporcie chyba to jest najważniejsze.

Miejsce gdzie ja wykonywałam swój bike fitting to:

SKLEP WERTYKAL

ul. Śląska 116

32-080 Zabierzów

Działania Krystyna możecie podglądać też na facebooku na profilu „Mam Świetną Pozycję” 

 

 

 

O.

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

CODZIENNOŚĆ TESTY

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

DSC_0126

 

Lubię otaczać się ładnymi rzeczami, pewnie jak każdy. Lubie skandynawskie drewniane zabawki, zamiast krzyczących plastikowych migawek. Ciekawe szmaciane zwierzaki, mięciutkie misie, czy też ręcznie robione pluszaki. Lubie tez niestandardowe gadżety, które od samego początku brzmią jak fajne rozwiązanie.

Pierwszą styczność z rowerkiem Spherovelo, brytyjskiej firmy Early Rider, mieliśmy na rowerowych targach Bike-EXPO Kilece, kiedy to Zosia miała niecałe osiem miesięcy. Był to pierwszy rowerek na jakim było dane jej siedzieć. Pierwszy i na razie jedyny.

Spherovelo w skrócie.

To nie do końca rowerek, lecz bardziej pierwsza rowerko-jeździko-podobna zabawka wyprodukowana przez firmę Early Rider. Specjalizującą się w świetnych rowerach dla dzieci, nie tylko biegowych. Ten model przeznaczony jest dla dzieci od 8-24 miesiąca życia, a z pomocą rodzica myślę, że nawet wcześniej. Zocha siedziała na nim stabilnie już w okolicach 9 miesiąca.

Spherovelo powstał by przyspieszyć rozwój motoryczno-sensoryczny maluchów. Pozwala na naukę balansu ciała, uczy nacisku i pchania nogami, oraz przez swój wygląd pozwala poznawać nowe kształty.  Jest kompromisem pomiędzy słabą stabilnością rowerka, a bezpieczeństwem, które jest zachowane podczas zabawy. Jak producent piszę, rowerek jest stabilny dla dzieci od 7 miesiąca życia, natomiast robi się coraz mniej stabilny dla dzieci starszych niż rok. Jego celem jest nauka stabilności i czucia własnego ciała względem zabawki. Zbudowany jest z dwóch dużych kół/kręgów, przykrytych plastikową obudową. Przednie koło porusza się tylko przód-tył, natomiast tylne koło obraca się w każdej płaszczyźnie, tak aby ogon rowerka obracał się w każdym kierunku bez większego wysiłku. Drewniana rączka, która zakończona jest gumowymi kulkami nie tylko jest bezpieczna dla maluchów podczas zabawy, ale też nie uszkadza zarówno się, jak i innych przedmiotów podczas zabawy czy upadków. Nadaje się do stosowania w domu jak i na dworze.

 

Długie testowanie.

Spherovelo zawitał do naszej rodziny tuż przed świętami, Zosia nie miała wtedy jeszcze 10 miesięcy, jednak tak na prawdę dopiero od niedawna jest on w kręgu zainteresowania małej. Wybraliśmy najpierw kolor miętowy, bo wydawał mi się przepiękny. Jednak sklep nie miał go na stanie i musieliśmy się zdecydować na czerwone cudo. Czy żałuję ? Przenigdy, bo Zosia wygląda na nim tak samo jak jej mama no swoim rowerze szosowym, który jest w tej samej kolorystyce 🙂

Pierwsze jazdy były w 100% napędzane przez nas. Mała nie rozumiała co ma zrobić, żeby jechać do przodu. Ale się nie poddawaliśmy i od czasu do czasu, Zosia czynnie bawiła się swoją nową przejażdżką. Była na nią sadzana przez nas, natomiast zejście ze Spherovelo nie było dla niej kłopotem. Rowerek do roczku używany był sporadycznie. Stał sobie w pokoju i czekał aż mała sama zawiesi na nim oko. U nas w okresie 7-12 miesięcy był on raczej designerską ozdobą mieszkania, która częściej była używana jako pchacz niż jako taki rower, ale myślę że jest to kwestia indywidualna dziecka. Inne mogłoby być nim zaaferowane od samego początku. My podeszliśmy do tematu ostrożnie tak żeby mała nie zraziła się do niego i żeby sama zainicjowała zabawę.

 

 

Od jakiegoś miesiąca Zosia, do wcześniej stojącego w kącie czerwonego dwukołowca, podchodzi coraz częściej. Ba, nie tylko podchodzi ale i sama siada i potrafi się odpychać. Rowerek natomiast stał się dużo mniej stabilny dla niej niż na początku. Mała musi na prawdę być ostrożna i skupić się na zabawie, żeby nie upaść. Teraz kiedy ma już 13 miesięcy aktywnie korzysta z Spherovelo i potrafi się na nim odpychać, obracać i korzystać z tego do czego został stworzony. Większe mieszkanie i większy metraż podłogi bez przeszkód też sprawił, że rowerek został lepiej wykorzystany. No i nie mówię już o jego wyglądzie, który jest tak miły dla oka, że ja z chęcią sama bym na nim pojeździła.

 

 

 

Plusy i minusy.

Plusy:

  • największy plus to jego designerski wygląd, jest tak ciekawy, że nie da się jemu oprzeć
  • można używać od 7-8 miesięcy, ale czy będzie wykorzystany w tym czasie to kwestia dziecka
  • na początku jest stabilny, wraz z wzrostem dziecka staje bardziej wywrotny, ja na początku uważałam to za minus, ale to właśnie dzięki temu dziecko uczy się stabilności, o która chodzi producentom
  • pomaga w rozwoju motoryczno-sensorycznym dziecka
  • zbudowany z dobrej jakości materiałów
  • jest „cichą” zabawką, czyli nie wydaje niepotrzebnych dźwięków
  • wzbudza zainteresowanie w dziecku

 

DSC_0111

 

Minusy:

  • Tak na prawdę jedyny mankament o jakim mogę na tą chwilę napisać to pozycja, którą Zosia przyjmuje, dopiero teraz w wieku 13-14 miesięcy, siedząc na rowerku. Mam wrażenie, że dla takiego dużego już dziecka, miejsce na pupę jest osadzone trochę za blisko kierownicy. Przez to nogi są bardzo ugięte i utrudnia to odpychanie małej. Pozycja bardziej z tyłu wymuszała by pochylenie górnej części ciała małej do przodu, przez co automatycznie nogi poszłyby delikatnie do tyłu i według mnie łatwiej byłoby jej zrozumieć jak można się odpychać. Niestety nasza Zosia nie do końca rozumie, że można odpychać się tymi nogami trochę bardziej z tyłu ! 🙂

 

DSC_0104

 

Finalnie.

Niemniej jednak my szalejemy na Spherovelo. Czy to jest zabawa 5 minutowa, czy próby samodzielnego odpychania się które trwają dużo dłużej. Rowerek jest dosiadany samodzielnie, czasami nie obędzie się z upadkami, czasami podsuwany przez nas jako kolejna atrakcja w ciągu dnia. Jeżeli Zosia nie nauczy się na nim nawet odpychać to i tak jest to dla niej super przygoda i oswajanie się z nowymi przedmiotami. Uczy równowagi, koordynacji i jest po prostu fajną zabawą! Czymś nowym co warto spróbować.

Oczywiście nie ma tak, że nasz Spherovelo jest używany tylko do tego do czego był stworzony. O NIE ! 🙂 Na Spherovelo można zjeść na przykład podwieczorek, zawieźć tacie misia do kuchni, pobawić się szczeniaczkiem, no i oczywiście wykorzystać go jako pchacz, który rozpędza się wystarczająco do takich prędkości, które zrobią duży HUK gdy uderzy się nim na przykład w szafę ! I to jest chyba największa frajda 🙂

Ale nie ma co ukrywać Spherovelo bez zadraśnięć świetnie sobie z tym radzi! Jestem bardzo ciekawa kolejnych produktów firmy EARLY RIDER, które wydają się mieć niesamowicie przyjazne dla dzieci rozwiązania. Jest to firma która chyba warto polecać.

 

 

 

 

A czy Wasze maluchy jeżdżą na tego typu rowerkach?

Jakie rowerki polecacie na kolejny etap? Czyli rowerek biegowy ?

 

 

 

O.

Bo plan to podstawa.

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Bo plan to podstawa.

 

Mój GARMIN CONNECT (serwis na który zgrywane są moje wszystkie treningi z zegarka) świeci się od jednostek treningowych. Tworzą one mały kalejdoskop treningowy na czarnym ekranie. Świecą się jak krople potu w słońcu, które wypociłam na tych treningach, jak błysk w oku który mam po każdym dobrze wykonanym zadaniu. A najpiękniej rozświetlają moje życie od 6 dobrych tygodni! Widać, że zaczęłam trenować!

Gdyby nie PLAN już dawno temu zrezygnowałabym z tego co robię. Już nie raz bym sobie odpuściła i już nie raz siedziałabym na wygodnej kanapie pijąc kawę lub lampkę wina zamiast biegać, pływać czy też siedzieć na siodełku i intensywnie pedałować.

Mówią, że plany treningowe do triathlonu zaczynają mieć sens, dopiero wtedy kiedy wplecie się co najmniej 9 jednostek treningowych w tygodniu. Tak 9, po 3 na każdą dyscyplinę, a co najlepsze to jest minimum ! Każda dyscyplina powinna zawierać, jeden trening siłowy, jeden szybkościowy i jeden wytrzymałościowy, czyli robimy raz w tygodniu intensywność- na przykład interwały, raz w tygodniu, siłę biegową, czy podjazdy, albo siłę w basenie i raz w tygodniu długo ale wolno.

Wygląda na to że nasze wcześniejsze „plany” nie bardzo miały się kupy. Zazwyczaj wychodziłam na trening z założeniem, że idę pojeździć albo pobiegać. Basen był tylko chwilowy przed startem, nie przejmowałam się nim zbytnio jak to na starą pływaczkę przystało. Rower zazwyczaj robiłam równym tempem długi, rzadko były interwały a chyba tylko parę razy zrobiła na prawdę długie wyjeżdżenie powyżej 2 godzin.

Na szczęście jest PLAN, który pozwala tylko na małe odstępstwa. Dzięki niemu nadal brnę w moich założeniach. Nigdy od czasów podstawówki, kiedy to dwa treningi dziennie w basenie plus od czasu do czasu siłownia pomiędzy były normą, nie miałam tak wymagającego planu treningowego. Rygorystyczny i intensywny, ale jaki wdzięczny i dzięki któremu czuje się spełniona.

I pomimo że boli, że czasami nie jestem w stanie wyjść z domu, ubrać się w ciuchy treningowe, czy przemóc się do pierwszego interwały, podjazdu czy w ogóle treningu. To wiem że na końcu tej drogi czeka na mnie uśmiech. Jeżeli nie w postaci wyniku, bo będę przemęczona, czy nie do końca wpiszę się w start z moją formą to chociaż w postaci dobrze odwalonej roboty. Wychodzę na trening każdego dnia wiedząc, że pomimo że może zaboleć, że może nie będzie najbardziej efektywnym treningiem jaki mogłabym sobie wyobrazić, to czeka na mnie spełnienie i szczęście na końcu tej drogi.

PLAN pozwala na lepszą organizację, wiesz co masz do zrobienia i trzeba to wykonać. Nie istnieje wtedy hasło: „No to może jutro bo dzisiaj jakoś nie mam siły.”. Jak nie ma siły  w nogach czy rękach, to trzeba ją znaleźć w głowie. Dodatkowo łatwiej się dogadać z drugą połową w sprawie treningów. Wiemy co nas dzisiaj czeka, więc łatwiej jest nam się zorganizować życiowo-treningowo.

Moje intensywne 6 tygodni w skrócie. Dużo potu, ale tyle samo uśmiechu 🙂

 

Daję złoty medal, szczery i zasłużony, wygraną w przygotowaniach do triathlonu takiej błahostce jak „PLAN”. Plan treningowy, który zmotywuje najbardziej zmęczone nogi, najbardziej zdemotywowaną głowę i pozwoli na pełnię szczęścia, która czeka na zmęczonego triathlonistę, czy biegacza, na samym końcu tej katorżniczej drogi ! 🙂 

 

Do dzieła !

 

O.