Kategoria: AKTYWNA MAMA

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

Zaczynam pewnie troszkę od tyłu, bo najpierw powinien ukazać się post merytoryczny, ale nie wiecie jednej rzeczy o blogowaniu, a mianowicie tego że posty merytoryczne zajmują na prawdę dużo czasu. Jedno to są moje odczucia doświadczenie, a drugie to wrzucić Wam porządną dawkę konstruktywnych informacji na temat przyczepek i wózków.

Dlatego zacznę od odpowiedzi na Wasze pytania, bo nie ma co ukrywać to Was interesuje najbardziej. Co więcej mi łatwiej jest na nie odpowiadać. Rozgośćcie się i wysłuchajcie co Was dręczy, nurtuje i jakie macie oczekiwania jeśli chodzi o bieganie z wózkiem i przyczepką.

DSC_0176 2

 

1. Ciekawa jestem jak się biega z przyczepką, jakie plusy i minusy vs wózek.

Tutaj można na prawdę dużo napisać. Nie umiem stwierdzić co jest minusem a co plusem bo każda różnica ma swoje za i przeciw, dlatego pozostawiam Wam decyzję co uważacie za pozytywną różnicę a co za negatywną. Ja Wam opiszę różnice w najbardziej obiektywny sposób jaki potrafię.

Pierwsza różnica to wielkość, przyczepka jest prawie dwa razy szersza, oczywiście pisze o modelu 2-osobowym bo taki mamy. Są przyczepki jednoosobowe, które gabarytami jeśli chodzi o szerokość nieznacznie się różnią od wózków biegowych. Szerokość podwójnej przyczepki utrudnia trochę bieganie w terenie, bo nie zawsze mieści się na ścieżkach. Z drugiej strony mieści dwójkę dzieci, więc jakby nie patrzeć coś za coś!

edf

Nie ma amortyzacji, tzn nasz model nie ma. Oczywiście na rynku większośc nowych modeli ma już całkiem fajną amortyzację, ale za tym idzie cena. Brak amortyzacji sprawia, że dzieciaki trochę bardziej mogą odczuwać nierówności  w terenie niż w standardowym biegowym wózku. My się tego baliśmy najbardziej bo nie ma co ukrywać mieszkamy na wsi i dużo na wsiach przebywamy. Po roku używania stwierdzam, że nie jest ona konieczna. Pewnie, że jadąc rowerem po leśnych ścieżkach musicie trochę zwolnić, ale uwierzcie mi że jadąc z przyczepką i tak i tak będziecie zwalniać. w przypadku prędkości jakie osiąga się przy bieganiu z przyczepką, amortyzacja jest zbędna. Maluchami w środku telepie co najwyżej tak jak w samochodzie a wyboistej drodze. Mówię tutaj oczywiście o dzieciach które siedzą w przyczepce. Dziecko które jest w hamaku przeznaczonym dla niemowlaka (my woziliśmy naszego Stasia od około 2-3 miesiąca życia, był duży i dlatego się zdecydowaliśmy) nie odczuwa żadnych wstrząsów, bo hamak działa lepiej niż mechaniczna amortyzacja.

26757762_1550936821685581_438273795724040954_o

Nie ma pozycji leżącej. I tu znowu wrócę do naszego modelu. Nasz model nie ma opcji leżenia, oczywiście na rynku są takie modele co mają wszystko ale niestety kosztują też wszystkie oszczędności, dlatego my zdecydowaliśmy się na coś dobrej firmy, ale nie do końca najlepszy model, który kosztuje dużo więcej. Pomimo że nie mam opcji leżenia, plecki dziecka układają się tak czy siak pod kątem (no chyba że zapakujecie kieszeń z tyłu na podręczne bagaże do pełna, wtedy wszystko co jest pod ich pleckami może wypychać ich do przodu zmieniając pozycję na bardziej pionową). Przy paru bambetlach w kieszeni kąt nachylenia ciała dziecka jest taki, że nawet gdy zasną nie opada im główka jak na przykład w niektórych fotelikach samochodowych.

Przyczepka jest cięższa, pchamy więc więcej kilogramów, ale ma środek ciężkości osadzony dużo niżej niż wózek i UWAGA !!! Mi osobiście z przyczepką biega się lżej! Tak nie myślałam że kiedykolwiek to powiem czy napiszę, ale nawet jak biegam sama ze Stasiem, to pakuje go do przyczepki a nie do wózka. Nie do mojego IRONAMANA 🙁 Nie odpowiem Wam na pytanie jak to się ma przy większych prędkościach, bo myślę że do biegania szybkiego nadal zostałabym przy IRONMANIE. Przyczepka jest ekstra, ale do moich codziennych treningów.

edf

Kolejny plus na rzecz przyczepki to tylna oś która jest ruchoma. I tutaj nie wiem czy potocznym językiem Wam to wytłumaczę, ale w przypadku naszego modelu Chariot Chetah Thule, tylna oś przyczepki wraz z kołami może pochylać się w prawo lub lewo, co sprawia że przyczepki dobrze trzymają się podłoża przy dużych prędkościach na rowerze, a w przypadku biegania bardzo ułatwia skręcanie. Łatwiej się nią manewruje, ponieważ pochylenie tylnej osi w jedną lub drugą stronę pomaga skręcanie w przeciwnym kierunku.

Osłonki, to wielki plus wszystko w naszym Thule jest pod ręka, integralnie zmontowane do korpusu przyczepki. Używasz tego czego potrzebujesz w danej chwili, a w przypadku biegania w wietrze, jeśli zamontujesz moskitierę i osłonkę przeciwdeszczową biegnie się znaczniej luźniej, a dziecku wiatr nie wieje w twarz.

 

2. Ja chętnie zasięgnę wszelkich informacji o bieganiu z przyczepką! 🙂 Aktualnie, tymczasowo biegam z czteromiesięczną córka prawie biegowym Britaxem. A jak wiadomo prawie robi wielką różnicę 😉 Z racji tego, że ja biegam, tatuś jeździ na rowerze, a wspólnie uwielbiamy dalekie i bliskie wyprawy rowerowe, nosimy się z zamiarem kupna na wiosnę przyczepki rowerowej z funkcją wózka biegowego. Myśleliśmy o Thule lub Nordic CAB-ie. O ile na dalsze, wielodniowe wyprawy przyczepka będzie z pewnością niezastąpiona, o tyle zastanawiam się jak sprawa się ma z codziennymi przebieżkami w realiach miejskich. Czy jest jakaś duża różnica w bieganiu z wózkiem, a z przyczepką? Co lepsze na miejskich ścieżkach? Czym łatwiej manewrować? Co ma znaczenie w wyborze dobrego sprzętu? Jakieś inne rady?

Co do realiów miejskich to wszystko zależy od szerokości twoich biegowych ścieżek. Pytanie tez czy kupujecie przyczepkę 1 osobową, czy dwu ?? Jeżeli jedną to myślę, że jest podobnej wielkości do wszystkich wózków biegowych, a tka jka pisałam wyżej łatwiej się nią manewruje. Oczywiście nie polecam przyczepki jako jedyny wózek. Ponieważ wejście z nią do restauracji, czy innych obiektów użytku publicznego jest raczej niemożliwe :p

Co do różnic odpowiedziałam na nie wszystkie w pytaniu powyżej, czym łatwiej manewrować też patrz wyżej 🙂 ↑

Co lepsze na miejskie ścieżki?? Myślę, że nie odczujesz dużej różnicy w przypadków wózka, czy przyczepki jeśli chodzi o gabaryty, a przyczepka jest zdecydowanie bardziej funkcjonalna. Więcej pomieści, więcej można zabrać ze sobą, wszystko jest pod ręką itp.

Myślę, że firma robi duża różnicę. Oglądaliśmy rożne przyczepki na targach rowerowych w Kielcach. Thule mam wrażenie, że jest na prawdę przemyślana w każdym detalu. Używając tej przyczepki przez rok, a podkreślam że nasz model to dosyć stary model, a teraz są jeszcze dużo ciekawsze i ulepszone modele, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. NAPRAWDĘ, a ja ZAWSZE mam jakieś zastrzeżenia. CO do wyboru sprzętu to jeżeli macie budżet taki żeby wybrać przyczepkę z rozkładanym siedziskiem to skusiłabym się na to i na amortyzację, ale tą w drugiej kolejności. Wtedy na prawdę dzieciaki będą mogły spędzać w przyczepce całe dnie 🙂

Przemyślcie dobrze zakup. Może lepiej kupić wyższy model ale używany, niż oszczędzić na dodatkowych akcesoriach, funkcjach a mieć nówkę sztukę?! My kupiliśmy swoją przyczepkę w MAŁYGULIWER.PL, przyczepka była używana, ale tak zadbana że miałam wrażenie jak do nas przyszła, że jest nowa :)

edf

3. jak to zrobić, żeby dzieciaki przez JAKAŚ godzinę chciały tam siedzieć? I czy nadaje się tylko do jazdy po w miarę równej nawierzchni?

DRUGA Z WAS: I mnie naprawdę nurtuje jak te dzieciaki się tam mieszczą i nie pozabijają

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ!!!! i jeszcze raz SYSTEMATYCZNOŚĆ. Do wszystkiego można dzieci przyzwyczaić, potrzeba na to czasu i systematyczności. Pewnie że im starsze tym trudniej żeby usiedziało, ale my nawet ostatnio z 3 letnią Zosią i z małym Staśkiem poszliśmy biegać na dobrą godzinę. Było milion pytań kiedy będziemy w domku, ale dało się ją przegadać i zainteresować czymś. Na pewno trzeba zacząć powoli, czyli od krótszych dystansów. Tak żeby dzieciaki nie kojarzyły tego z katorgą. Fajnie też to połączyć z rożnymi wypadami, dla nich przyjemnymi, na plac zabaw itp. Tak żeby się przyzwyczajały do przyczepki. Jeżeli dzieciaki są w takim samym/przybliżonym wieku można ogarnąć im jakąś grę do środka która będą mogli się zająć, wszystko to co działa na Wasze dzieciaki w podróży w samochodzie!

27788701_1571268559652407_4760765145870695612_o

Ja zawsze zabieram całą masę smakołyków dla nich. Owoce pokrojone w małe plasterki, tak żeby dłuuuugo jadły 🙂 Albo suszone owoce które też zajmują dużo czasu. Rodzynki, żurawina, czasami daktyle, ale te są na duże i za szybko je konsumują. Coś co jest małe i potrzeba czasu żeby to jeść. Mój Rafał wziął kiedyś przenośny głośnik i puszczał Zosi rożne piosenki w środku tak żeby się nie nudziła.

Czy tylko po asfalcie ?? Pewnie że NIE. Aczkolwiek jest łatwiej, bo przyczepka jeździ lżej po asfalcie. My biegamy i tu i tu. Mieszkamy na wsi więc bardzo dużo spędzamy czasu na leśnych ścieżkach. Duże pompowane koła to zaleta przyczepek, bez problemowo pcha się je na twardych piaszczystych ścieżkach. Ja biegałam też dosyć dużo po śniegu. W przypadku zasp nie ma co ukrywać było ciężko pchać, nie dało się biegać ale na ścieżkach gdzie śnieg jest utwardzony biegało się bez problemu. W błocie też się da! Wiadomo, że im bardziej grząski teren tym trudniej, ale dzięki dużym kołom zarówno wózki biegowe jak i przyczepki na prawdę radzą sobie w super w każdym terenie.

edf

 

4. Nie wiem czy planujesz omawiać konkretne modele np. Thule, ale jakbyś się odniosła do rozpiętości cenowej ( od 1,5k do 6k!), choćby z czego to wynika?

 

Amortyzacja, rozkładane siedzisko i dodatkowe akcesoria. Często te najdroższe modele różnią się tylko tym np. że mają więcej akcesoriów w cenie, czyli zestaw do biegania, roweru i spacerowy z małymi kółkami na przykład.

Największa różnica cenowa jest w przypadku modeli z amortyzacją i bez. Co do plusów i minusów, spójrzcie na odpowiedzi przy pierwszym pytaniu i sami zdecydujcie co wolicie.

Druga opcja to rozkładane siedzisko, dla mnie na prawdę fajna sprawa. Dzieci śpią sobie wygodnie, a niema co ukrywać większość maluchów przy takim kołysaniu zawsze zasypia!

Kolejna sprawa to akcesoria typu blendy, moskitiery, osłonki przeciwdeszczowe, zintegrowane bagażniki (jak na przykład w przypadku nowych Thule Cross i SPORT) no i detale typu wielkość, waga i materiały użyte. Ale o tym musicie czytać bo nie znam specyfikacji każdego modelu. Co do firmy Thule szczerze polecam, mają na prawdę przemyślany każdy detal. Inne firmy pewnie tez ale nie testowałam więc nie podpowiem co i jak.

selfp

 

Jedna z Was pisze: "Jak bylam w ciazy marzyl mi sie BOB Ironman. Teraz mam wspaniala przyczepke Chariota i jest super 🙂 wozek wlasciwy mam 'prawiebiegowy' (Mountain Buggy Jungle) i tak sobie mysle ze nawet jakby byl udoskonalony to nie chcialabym chyba biegac z tym z dzieckiem. Ale to tylko moje odczucia. Jakos nie zal mi BoBa przy przyczepce."

 

Wiem, że to nie wszystkie Wasze pytania, ale po kolei. Nie chciałabym aby ten tekst był za długi, plus część z nich się powtarza i to co zawarłam w ym tekście powinno na prawdę Wam pomóc przy podejmowaniu decyzji!

Znajdziecie tu na prawdę sporo informacji, nie tylko praktycznych ale też merytorycznych.

IMG_20180323_235205_499

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TO CO KTO SPĘDZI DZISIEJSZY WIECZÓR WERTUJĄC OFERTY SKLEPÓW Z PRZYCZEPKAMI ??

Biegająca Bio Mama.

BIEGAM Z WÓZKIEM – POSTAWA. 3 lata biegania – nie jestem fizjoterapeutą ale coś Wam na ten temat powiem.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

BIEGAM Z WÓZKIEM – POSTAWA. 3 lata biegania – nie jestem fizjoterapeutą ale coś Wam na ten temat powiem.

DSC_0176 2

3 lata. Szybciej, wolniej, z wózkiem, z przyczepką. We dwoje, a nawet we troje. Totalnie na luzie, albo robiąc konkretną jednostkę treningową. Dla przyjemności, startując w zawodach. Tak od 3 lat biegam z wózkiem i nie zapowiada się abym miała z tym dosyć szybko skończyć.

 

Każdy trening był inny, na każdym kilometrze czułam się inaczej. Były dni euforii, kiedy biegało mi się cudownie, lekko i w pełni sił, bywały też dni kiedy chciałam rzucić to wszystko,  kupić sobie tabliczkę czekolady i spacerować z kawą i wózkiem, zamiast lecieć w śniegu pod wiatr jak ta nienormalna MATKA. Niemniej jednak trzy lata biegania pchając trzy kołowca pozwala mi powiedzieć Wam co nieco na ten temat. Tak na luzie z mojego doświadczenia, nie z punktu widzenia fizjoterapeuty, lekarza itp. Mówię Wam jako JA, matka biegająca z wózkiem, która na podstawie swojego doświadczenia i swojej wiedzy o treningu, anatomii i fizjologii wysiłku ma ochotę zdradzić Wam parę ciekawych ”trików, triczków” jesli chodzi o bieganie z maluchami.

foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

JAK ZACZĄĆ ??

  1. Po pierwsze, NA SPOKOJNIE. Nie tylko wy musicie się przyzwyczaić do biegania z wózkiem, czy przyczepką (obciążenie dla Waszego organizmu, zaczynają pracować inne mięśnie), ale też wasze maluchy. Z jednymi od razu będziecie mogli siekać kilometry, z innymi zajmie Wam chwilę żeby je do tego przyzwyczaić.
  2. SYSTEMATYCZNOŚĆ I KONSEKWENCJA. Tak jak w wychowaniu te dwie kwestie są najważniejsze, tak samo ma się to do biegania. I TAK nawet te najbardziej oporne dzieciaki mozecie przyzwyczaic do biegania w wózku. Jakkolwiek problematyczne są nasze dzieci, uwieżcie mi że da się je ustawić do nas. Wystarczy konsekwencja, NASZA CIERPLIWOŚĆ i systematyczność. Moja Zosia była wózkowym „anty-talenciem”, nie mogła usiedzieć zapięta w pasy dłużej niż 5 minut. A jednak udało się i zrobiłyśmy wspólnie wieleeeee kilometrów. Zaczęłyśmy od  biegania gdy zbliżał się czas jej drzemki, odjeżdżała w wózku i spała przez większość treningu, a ja w końcu nie wyglądałam jak ta sfrustrowana matka która musi telepać wózkiem jakbyśmy jechały po kocich łbach. Ten sposób jest najbezpieczniejszy jeśli chodzi o początki biegania. Jeżeli Wasze maluchy nie lubią biegać, bo się np boją, za bardzo nimi telepie, wieje, czy coś innego. Zacznijcie tak jak zaczynają biegacze, czyli od MARSZOBIEGÓW. Trochę spacerujcie trochę biegajcie, zacznijcie od jednego treningu w tygodniu a potem przejdźcie do 2-3. Po jakimś czasie będziecie mogli wydłużać kilometraż, a co za tym idzie czas. Po jakimś czasie Wasze dzieciaki będą nawet współpracować przy treningach tych nie w porze drzemki, aczkolwiek mam wrażenie że prędzej czy później i tak w końcu to bieganie ich uśpi 🙂
  3. Bądźcie przygotowani na RÓŻNE SCENARIUSZE. Warto mieć ze sobą kocyk,zabawki, jedzenie i picie. U nas sprawdziły się wyciskane owocki HIPPA (dla zabieganych, ale kończą się baaaardzo szybko), owoce suszone (rodzynki, żurawina i daktyle, im mniejsze tym dłużej nasze dziecko będzie w stanie się nimi „zająć”) lub świeże owoce w woreczku pokrojone (tutaj uwaga woreczek musi być tak podany żeby nie było co chwile afery że nie może wyciągnąć owoców, a pokrojone dlatego ze dłużej schodzi ze zjedzeniem banana, czy jabłka) i woda ( z której często ja korzystałam). Ulubione zabawki zawsze były zapakowane na dnie wózka, czasami nosidło jak zapowiadało się na AFERĘ, a nie trening i zawsze coś cieplejszego dla mnie do ubrania chyba że biegałyśmy w lecie. Czasami maluchy tez mają gorszy dzień i odmówią Wam posłuszeństwa, miejcie wtedy kurtkę do zarzucenia gdybyście musieli wracać spacerkiem. Ja w swojej trzy letniej karierze miałam takich treningów dosłownie kilka, mogłabym je zliczyć na palcach jednej ręki. Więc na prawdę wszystko leży w waszych rękach by na swój sposób przekabacić Waszego malca do współpracy.

DSC_0209 (1)

DSC_0478

JAK I GDZIE  BIEGAĆ?

O pozycji i fizjologi wysiłku podczas biegania z wózkiem stworzyłam osobnego posta z zaprzyjaźnionym nam fizjoterapeutom Konradem Sulikiem. Posta znajdziecie tu <BIEGAM Z WÓZKIEM - jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.>

DSC_0860 (1)

Na co zwrócić uwagę z mojego punktu widzenia? Zaczynajmy:

  1. Biegajcie jak NAJBLIŻEJ wózka. Pracują wtedy dodatkowo mięśnie brzucha i nie obciążacie tak kręgosłupa gdy pchając wózek jesteście daleko od niego. Im bliżej wózka biegamy tym lżej się biega. Mamy naturalną sylwetkę biegową, nie „wisimy na wózku”.
  2. Fajny gadżetem, który może wydawać się nawet niezbędny jest przybornik który zapina się na rzepy na rączkę. Jest to taka mini TORBA, która ma miejsce na dwie butelki wody – dla ciebie i malca w środku.Oraz zamykaną kieszonkę, do której zmieścisz, ewentualne chusteczki, kluczyki do auta, telefon i jakiegoś smakołyka. Dzięki temu najważniejsze rzeczy są pod ręką i możecie je podrzucać dzieciakom w czasie biegu, bez zbędnego zatrzymywania się.
  3. Jeżeli Wasze maluchy lubią mieć, smoka lub wodę przy sobie koniecznie znajdźcie jakiś patent żeby te rzeczy do nich w jakikolwiek sposób przyczepić 🙂 Na krótszym czy dłuższym „sznurku” ale zaoszczędzi Wam to zbędnego schylania się co jakiś czas podczas biegu. To samo z zabawkami! Koniecznie takie które da się przyczepić. No chyba że Wasze maluchy są już na tyle duże, że rozumieją słowo NIE 🙂 Ja osobiście nie używałam tacki do wózka, ale podobno jest też całkiem pozytywnym gadżetem, jednak według mnie to gadżet nie do końca „niezbędny”.
  4. Wysoka kadencja sprzyja bieganiu z wózkiem, biegnie się lżej i „słodki ciężar” który pchamy przed sobą wydaje nam się choć ciut-kę lżejszy.
  5. Gdzie biegamy ? WSZĘDZIE!!! Nasze dzieciaki biegały z nami po całkiem sporych górkach (tam weźcie najlepiej męską stronę rodziny, niech ONI PCHAJĄ! ), lasach, ścieżkach, asfalcie i każdej nawierzchni jaką napotkaliśmy. Śnieg, lód nie jest przeszkodą. Ba, nawet jesteście bezpieczniejsi biegającą z wózkiem po śliskiej nawierzchni bo… cały czas trzymacie się całkiem stabilnego trzykołowca. Jedyne co może przeszkadzać przy bieganiu z wózkiem to BŁOTO, koła wpadają do środka, zakopują się i biega się na prawdę ciężko. Podobnie jest z wiatrem, zdecydowanie polecam bieganie w bezwietrzne dni lub z … wiatrem 🙂 Nasz Ironman ze swoim daszkiem zachowuje się jak cąłkiem spory żagiel, z którego nie ma jak uciec powietrze. Łapiemy więc je do środka i walczymy z nim przez cały bieg. W wietrzne nie upalne dni sprawdza się osłonka przeciwdeszczowa, jednak ja tą używałam tylko w zimę.

20160118_112346

20160118_113833

I pewnie mogłabym tak przez parę dni mieć ten post otwarty i dopisywać co rusz coś co mi się przypomni, jednak chcę być bardziej systematyczna w blogowej sferze więc wrzucam go takim jaki jest. A jak macie pytania, nawet te najbardziej błahe, dotyczące biegania z trzykołowcem piszcie w komentarzach. Stworzymy kolejny post, albo zrobimy za jakiś czas mały EDIT.

 

TO CO, GOTOWI ??? 🙂

 

20151230_165009

Biegająca Bio Mama.

Hej! Pewnie, że możesz być gruba po ciąży!

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CIĄŻA

Hej! Pewnie, że możesz być gruba po ciąży!

Mocno brzmi, ale właśnie tak ma. Nie chce nikogo urazić, nie chce nikomu ubliżyć, ale chce nazwać rzeczy po imieniu.

Halo dziewczyny!!! Bo ten post kieruję tak naprawdę tylko i wyłącznie do was. Ten blog ma być dla was motywacją. Chcę Wam pokazać że jeżeli chcecie zadbać o siebie i znaleźć trochę czasu dla siebie to wszystko się da. Jest to kwestia waszej chęci i woli, ustawienia swoich priorytetów i przeorganizowania życia nie zawsze udaje się od razu, ale systematyczność i uparte dążenie do celu naprawdę zaprowadzi Was tam gdzie chcecie być!

Nie chciałabym jednak żebyście odbierały to miejsce jako wyrocznie, że tak powinno być że jeżeli mi się udało to wam też musi, bo tak nie jest. Każda z nas jest inna, każda ma inne potrzeby, każda inaczej przechodzi przez różne sytuacje w swoim życiu.
Dlatego chcę wam napisać:

„Hej Pewnie że możesz być gruba po ciąży!”

Jakkolwiek dosadnie i nieprzyzwoicie to brzmi taka jest prawda. Jedne z nas potrafią zapanować nad swoimi zachciankami inne nie. Jednych celem jest nie przytycie w ciąży, inne luzują sobie pasa i czują że to jedyny okres kiedy mogą. Jedne przytyją więcej, drugie mniej. Jedne podczas karmienia chudną, drugie tyją! Nie ważne ! Nie ważne w jaki sposób dotarłaś do tego miejsca, które reprezentuje powyższe zdanie. Jednak jesteś tu i…
Teraz Wszystko leży w twoich rękach. Możesz coś z tym zrobić, lub nie. Część z was zaakceptuję ten fakt podda się i nie będzie chciało ruszyć tyłka z kanapy, reszta tupnie nogą i powie: ” O nie to nie moje miejsce na dłuższą metę!” Według mnie podstawą do jakiejkolwiek przemiany są wasze chęci. Nie ważne jaką presję będzie wywierało na tobie twoje otoczenie, dopóki ty tego tak naprawdę nie będziesz chciała, nic się w twoim życiu nie zmieni.

3 miesiące po urodzeniu Zosi
3 miesiące po urodzeniu Zosi

 

4 miesiące po urodzeniu Stasia
4 miesiące po urodzeniu Stasia

 

 

I przytoczę tu myśli wielu psychologów, którzy twierdzą, że podstawą do jakiejkolwiek zmiany jest zaakceptowanie danej sytuacji. Jeżeli staniesz przed lustrem i powiesz sobie:

„Jestem tu i teraz. Doprowadziłam się do tego stanu sama (ok może trochę za pomocą tego małego ssaka co przez 9 miesięcy był w środku mnie i zrobił ze mnie i mojego ciała totalny armagedon 😉 ) i nie ważne co było tego przyczyną chce to naprawić! „

Uwierz mi, że kamień spadnie Ci z serca i poczujesz, że masz na nowo czystą kartkę. Nie warto zwalać nadprogramowych kilogramów na ciąże, geny itp. Nie warto też tego roztrząsać co jest przyczyną, stało się ,jest jak jest, jedyne co teraz możesz zrobić to wziąć się za siebie.

JAK ?

  1. CHCIEJ ! Żeby coś w sobie zmienić musisz na prawdę tego chcieć! Tak ty, nie on, ona czy Bo ustawa tak przewiduje. Tylko TY !
  2. DZIAŁAJ ! Zacznij od małych zmian, Wyeliminuj najpierw przetworzone jedzenie, nie kupuj sklepowych słodyczy, poczutaj o zdrowym odżywianiu, zainwestuj w dietetyka ( np. diety ani lewandowskiej, przystępna cena i na prawdę przemyślana rzecz) . Zacznij wracać do formy, wzmocnij swoje ciało treningiem funkcjonalnym, w domu z CIĘŻAREM własnego ciała. Jest MNÓSTWO trenerek, do których macie dostęp online i za darmo. Potem zacznij biegać, pływać, jeździć na rowerze, chodzić na jogę! Znajdź swój sport!
  3. DAJ SOBIE CZAS! Nie bój się, że efekty nie przyjdą od razu! Nigdy tak się nie dzieję, a tym bardziej jeśli chodzi o zrzucanie wagi. Bądź cierpliwa, rób to nie tylko dla kilogramów, ale dla lepszego samopoczucia, dla zdrowszej i lepszej wersji siebie i….
  4. POKochaj to ! Poczuj z tego prawdziwą przyjemność, czas dla siebie, czas na przewietrzenie głowy! Efekty przyjdą same !!!!

DSC_0535
Ja jestem tu po to by ci udowodnić że można być mamą nawet dwójki dzieci, a znam też takie przypadki gdzie jest ich trójka, czy nawet czwórka i też dziewczyny dają sobie radę. Można być aktywnym zawodowo a przy tym wszystkim znaleźć czas na treningi i zdrowe jedzenie.
Ostatnio moja kumpela od lat rzuciła mi takim tekstem przez telefon: „….ale nie wypada mi się z tobą spotykać z takim wielkim tyłkiem po ciąży.” Dało mi to do myślenia.
Czy traktujecie mnie jako motywację, czy jako „perfekcyjną panią domu” która Was drażni. Mi też nie wszystko wychodzi, też chciałabym trenować więcej, być bardziej ogarnięta, zorganizowana (choć na prawdę próbuję) , nie biec przez życie tylko się nim częściej cieszyć, ale nie umiem. Czasami płaczę, krzyczę i się denerwuję, łapie kilogramy i je zrzucam, ale mam cel, mam marzenia i zamierzam je dalej realizować. Bycie mamą dwójki, nauczyło mnie jednak że nie wszystko muszę zrobić tu i teraz. Że czasami warto usiąść i odpuścić coś względem czegoś, czasami sprzątanie na rzecz treningu, a czasami trening na rzecz firmy, czy bloga bo w tym momencie czuję że to właśnie chcę/powinnam zrobić.

Dlatego proszę Was traktujcie to miejsce jako porządnego kopniaka ! Porządną dawkę motywacji. Jako miejsce gdzie możecie zobaczyć, że sport rodzina i życie z pasją ma sens, sprawia radość i buduję cudowne relacje. Z mężem, dziećmi, rodziną i przyjaciółmi. Sport dodaje skrzydeł, pozwala się zorganizować, daje motywację do życia, stwarza nowe sytuację w życiu, pozwala podróżować częściej i z celem, otwieracie się na ludzi, nowe miejsca i możliwości.

Życzę Wam żebyście w nowym roku znalazły chęci i siłę na to by zadbać o siebie. Bo będąc lżejszą szczuplejsza i zdrowsza wersja siebie zobaczyć jak promienieje od was radość energia i siła do działania. !

POWODZENIA !

 

DSC_0140

BBM.

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

Tata na medal? Pewnie wszyscy myślicie że będziemy pisać o naszym tacie. Niestety nie tym razem. I pomimo, że sam też zasługuje na medal, za życiową organizację i pomoc to nie jemu poświecę dzisiejszy post.

Blog jest przesiąknięty informacją o mamie triathlonistce, o bieganiu z wózkiem w żeńskiej wersji i o masie rodzicielskich emocji, ale znowu od strony mamy. Czas najwyższy zajrzeć na Marsa i spytać się Panów jak oni to wszystko widzą. Jak to jest być aktywnym tatą i jak tacy tatusiowie organizują swoje treningi. Praca, pomoc w domu, dziecko i sport to ich życie o którym często my mamy zapominamy, skupiając się na naszych „mamowych” problemach. A przecież im też należy się trochę uwagi, dlatego posłuchajmy jak to widzi Mateusz, z którym od roku planuje przeprowadzić wywiad 🙂

562cc0d3b9957_p

Mateusz – niegdyś chłopak zaczepiony przeze mnie na półmaratonie w Gdańsku, teraz dobry kolega z którym wspólnie nie jedną kawę wypiliśmy i niejedne kilometry wózkowe zrobiliśmy. To dzięki niemu jestem szczęśliwą posiadaczką naszego IRONMANA, to on zachęcił mnie do biegania z wózkiem, pomógł i doradził kiedy o to poprosiłam. Mógł zrobić inaczej, bo byłam zwykłą dziewczyną która zaczepiła go gdzieś w sieci żeby podpytać o wózek.

12874424_920811271364809_139701063_o

To dzięki niemu też odwiedziliśmy największe trójmiejskie zakamarki biegowe, to on wziął nas w trójmiejskie lasy na górskie wózkowe przełaje, to dzięki niemu tez odkryliśmy prawdziwy świat kawy i zabawy.

SKOK w BOK: 
1. "Wielkanocna życiówka, czyli Trójmiejskie Bieszczady."
2. "Idziemy na kawę…."

Mateusz biega z Laurą odkąd ich znam, zaczął jak każdy, kiedy mała miała około 6 miesięcy. Teraz Laura ma ponad 2 lata, a oni dalej szaleją wspólnie na biegowych ścieżkach. Ostatnim ich przedsięwzięciem był Gdyński Półmaraton, na którym Mateusz nie tylko wykręcił swoją życiówkę na 21 kilometrów, ale zrobił to w dodatku w towarzystwie Laury! Półmaraton Gdynia ukończyli w czasie 1:29:43 co dla niejednego biegacza jest sporym wyzwaniem w wersji SOLO. Mateusz i Laura mają na swoim koncie już 6 półmaratonów. Oprócz tego kręcą go biegi górskie na które od czasu do czasu rodzinnie wybierają się na południe Polski. W tych dziewczyny kibicują z boku.

 

14699513_1855886794635124_1579672441_o(1)

Nie znamy się długo ale jako tata zasługuje na medal! Ten złoty, bo cóż mu po srebrze ! Za swoją organizację, za swoje podejście i pomoc w życiu rodzinnym.

Jak to się zaczęło, kto wpadł na ten genialny pomysł i czy warty jest on świeczki zapytałam samego bohatera dzisiejszego tekstu Mateusza. Miłej lektury.

1. Jak to się zaczęło ? Kto wpadł na pomysł zakupu wózka biegowego Ty czy Gosia no i dlaczego, przecież niejeden facet wykorzystał by treningi jako wymówkę do wyjścia z domu. Ty zrobiłeś na odwrót. 

Mateusz (M): Zacznę od tego, że sport w moim życiu jest od zawsze. Od 2 klasy liceum, to jest od roku 1996, startowałem w imprezach MTB Cross Country . Potem przyszła era maratonów MTB, następnie wyścigi etapowe MTB w Polsce i za granicą i tak to jakoś szło do roku 2014☺ kiedy to Laura przyszła na świat. Jeszcze w okresie Gosi macierzyńskiego mogłem sobie pozwolić na treningi kolarskie i starty w imprezach, ale po tym jak wróciła do pracy a Laura poszła do żłobka, trzeba było zmienić dyscyplinę i dopasować się do nowej sytuacji. Bieganie zawsze przewijało się w treningu kolarskim, głównie zimą, to wybór padł na bieganie. Trening biegowy jest krótszy od kolarskiego, zajmuje mniej czasu. I tak zaczęły się poszukiwania wózka biegowego, szukaliśmy razem, choć Gosię musiałem długo przekonywać do tego. W sumie tą decyzję podjęliśmy razem. Przez to, że nie mamy w Trójmieście nikogo do pomocy przy opiece nad Laurą, a Gosia pracuje zmianowo, więc stwierdziłem, że skoro mam biegać to będę biegać z Laurą. Wybór padł na BOB IRONMAN. Trasy w TPK(Trójmiejskim Parku Krajobrazowym) są dość dobrej jakości, spokojnie można pobiegać w terenie. Więc trenując spędzam czas córką, cóż może być piękniejszego 🙂

1836883_10201698616176296_1431451506_o

2. Co najbardziej lubisz w bieganiu z wózkiem ??

M: Lubię to, że możemy razem spędzać wspólny czas, bo to taki który już się nie powtórzy.

3. A co najmniej ??

M: Może dwie rzeczy, ciężko się biega pod wiatr i robi treningi szybkościowe.

 

4. Nam mamom wydaje się, że tylko my umiemy przewidzieć każdą sytuację i tylko my umiałybysmy się tak zorganizować, żeby przewidzieć różne sytuacje jakie mogą napotkać Cię na trasie/treningu. Jak to było u Was? Gosia pomagała, czy sam na podstawie prób i błędów doszedłeś do tego co trzeba ze sobą zabrać, a może to u Was ty jesteś tym „zorganizowanym” ??

M: Tu była praca zespołowa i metoda prób i błędów. Jak Laura była młodsza czyli zaczynaliśmy przygodę biegania w wózku, wyzwaniem było jak ją ubierać. Kupiliśmy specjalny śpiwór do wózka na zimę, ale bywało, że była za ciepło ubrana ☺. Potem problem z tym co zabrać, ze sobą, ile picia, pieluch  czy brać chrupki i wyciskane deserki. Ale z czasem doszliśmy do perfekcji. Wyzwaniem było, jak Laura była odpieluchowywana,  nieraz po kilka postojów podczas treningu.

Teraz jest już super, mały plecaczek z ciuchami na przebranie, chrupki, picie(woda) w bidonie z  którego sam korzystam, łopatka, grabki, jakaś zabawka.

DSC03528

5. Nie wiem jak ty, ale ja biegając z wózkiem stworzyłam ogromną więź ze swoją córką. To był taki „nasz czas” w którym byłyśmy zawsze tylko my dwie, nikt nam nie przeszkadzał. O którym nikt niewiele wiedział, bo to co się działo na treningu zostawało na treningu. To były nasze chwile, ciężko mi to ubrać w słowa, ale bardzo za nimi tęsknie. Czy Ty masz podobnie ?

M: Wiesz co Ola, to jest tak, że faktycznie to jest czas tylko dla nas.  To na pewno są super chwile, czegoś takiego uprawiając kolarstwo bym nie miał Na pewno będę za tym tęsknił, już się zastanawiam, co to będzie jak przestaniemy razem biegać.

6. Czego nauczyło Cię bieganie z wózkiem ??

M: Cierpliwości do córki ☺

13575846_10207060897669982_3200488453556946256_o

 

7. A teraz tak bardziej treningowo. Czy bieganie z wózkiem zmieniło Cię jako biegacza ?? Stałeś się np. mocniejszy, szybszy, masz inne cele ??

M: Ciężko powiedzieć czy zmieniło mnie jako biegacza, bo cała przygoda z bieganiem póki co trwa biegając z wózkiem, czyli niecałe 3 lata. Na pewno bieg z wózkiem jest biegiem ciężkim bo to dodatkowe obciążenie szczególnie na trójmiejskich „górkach”, czyli siła jest wyćwiczona. Treningi szybkościowe staram się robić samodzielnie. Ale większość wybiegań robię z wózkiem.

 

8. Ostatnio przebiegłeś półmaraton z wózkiem w czasie 1:29:43, dla niejednej osoby taki wynik solo to już wyczyn. Czy długo się do tego przygotowywałeś? Jakie są kolejne cele/marzenia ?

M: Nie ukrywam, że założenie było takie, ze mamy złamać 1:30h. Ale bieg nie był łatwy, gdyż dosyć mocno wiało. Przygotowania trwały od stycznia. Wyglądało  to tak, że rano zawoziłem autem Laurę do żłobka, praca, po pracy bieg z wózkiem po Laurę i bieg do domu z powrotem . W weekendy dłuższe biegi. Ale mogę powiedzieć, ze złamanie 1:30h to zasługa tez Laury, która od 10km chciała koniecznie zabrać balonik pace markera 1:30h , i w końcu go dostała na mecie jak go przegoniliśmy ☺

18033573_10209447373410384_1081051189716676492_n

9. Laura jest już duża, ma 2.5 roku, a do tego jest pełna energii i nie umie usiedzieć na miejscu. Jakie masz sposoby na bieganie z nią w takim wieku, dużo dzieci odmawia siedzenia w wózku?

M: Z nią jest tak, że od początku szybko zasypiała w wózku. Na początku przesypiała nawet 25km. Teraz śpi między 40min a 1h. Potem sobie ogląda co się dzieje dookoła. Jak kończymy trening to musi sobie sama pobiegać ☺. Wyzwanie jest na zawodach. W zeszły roku na półmaratonie w Gdańsku była nieznośną przez pierwsze 10km(tata siku, tata chrupkę, chce do mamy itd.)potem padła. W tym roku w Gdyni zasnęła jeszcze w sektorze startowym i spała do 10km potem obserwowała kibiców.

To jak Laura dzielnie znosi biegi można zobaczyć na filmach. Wszystkie nasze wyczyny można zobaczyć na YouTube.

SKOK W BOK: Mateusza kanał na YOUTUBE.

 

10. Mogłoby się wydawać że bieganie z wózkiem odbieram Wam Panom męskości. Nie dość, że biegacie w obcisłych „gaciach” to jeszcze z wózkiem. Jak Wy to widzicie ??

M: Nigdy tego tak nie odbierałem, choć stereotyp jest taki, że to kobieta pcha wózek. Ja od początku inaczej do tego podchodziłem. Rzadko spotykam biegających z wózkami w Trójmieście. Zawsze patrzą na mnie jak na kosmitę jak biegnę. Teraz zacząłem jeździć na rolkach z wózkiem… tez patrzą jak na kosmitę ☺

Ale chyba takiego pozytywnego kosmitę, co nie ??

M: Tak ogólnie jest to bardzo fajnie odbierane.

Mam nadzieję, że zainspiruję innych tatusiów.

 

c_DSC_0994

11. Jak byś zachęcił innych panów do tego co robisz, co jest w tym fajnego, dlaczego warto ? Wydaje mi się, że każda mama byłaby zachwycona gdyby tatusiowie umieli połączyć swoją pasję do sportu z opieką nad dzieckiem.

M: Bieganie z wózkiem na pewno zbliża rodzica do dziecka. Dziecko poznaję pasję rodzica od podszewki. Nie ma nic fajniejszego jak wspólne uprawianie sportu razem z dzieckiem. Tatusiowie dajcie odpocząć mamom ☺

Panowie nie bać się !!!

12113277_965116953548572_8896900987542808104_o

12. Chciałbyś coś dodać od siebie ??

M: Ważną kwestia biegania z wózkiem jest wiek dziecka. Powinno ono już samodzielnie siadać. Ja zacząłem biegać z Laurą jak skończyła 6 miesięcy. Na pewno trzeba wybrać specjalny wózek biegowy. Dobrze by miał hamulec ręczny (szczególnie jak chcemy jeździć na rolkach). Hamulec przydaje się też na zbiegach.

Nie bójcie się pogody, jeśli mamy dobrze ubrane dziecko to można biegać w każdych warunkach (zdjęcia z zimy). Ważne jest też to, jak my się ubieramy. Czasami trzeba zrobić przerwę w biegu, bo dziecię będzie chciało wyjść z wózka, trzeba o tym pamiętać. Warto mieć jakiś dodatkowy ciuch ze sobą.

WP_20160121_003

DSC02809

Nie na każdej imprezie biegowej pozwalają biec z wózkiem. My biegamy półmaratony (mamy ich już 6 na koncie).

Od tego sezonu śmigamy tez na rolkach z wózkiem, mega frajda.. Jeśli Panowie będzie mieć jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

 

Dziękuję Ci Mateusz za rozmowę, myślę że częściej będę Cię prosiła o gościnę na blogu. 

Kto ma ochotę zadać jemu parę pytań osobiście to zapraszam na profil Mateusza na FACEBOOKU 🙂

 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach wózkarze!

 

O.

Ta sama ja, a inna – fotorelacja.

AKTYWNA MAMA POLECANE

Ta sama ja, a inna – fotorelacja.

Ponad dwa lata temu, właśnie w tym samym okresie ciąży napisałam pierwsze słowa do Was. I niby jestem w tym samym miejscu, ale z zupełnie innym bagażem doświadczeń.

Moja mała skończyła właśnie dwa lata. Ja mam za sobą dwa mocno triathlonowe sezony, dwu letnie doświadczenie w byciu mamą i milion niezapomnianych chwil i przeżyć z tego właśnie tytułu. Milion nieprzespanych nocy, jeszcze więcej logistycznych problemów związanych z treningami, ale też ogromne ilości radości jaką wnosi ten mały człowieczek do mojego życia. Wiele startów i wiele met na które wbiegałyśmy razem i które będą tylko nasze, ale też parę w wykonaniu solo. Wiele wspólnych kilometrów z wózkiem, ale jeszcze więcej samotnych, bo przecież dwoje rodziców na jednym treningu zdarzało się bardzo rzadko.

Niby ta sama ja, ale inna. Dojrzalsza, pewniejsza siebie, mniej wybuchowa. Z innym podejściem do życia, z innym zaangażowaniem. Z przewartościowanymi priorytetami, z nowymi marzeniami i planami. Tak różna, a tak podobna.

Przez ostatnie trzy tygodnie tworzyłam chyba najważniejszą książkę w moim życiu. Fotoksiążkę naszego ostatniego roku. Była przepełniona uśmiechem, triathlonem i milionem różnorodnych miejsc. Nie chciało mi się wierzyć, że dwójka dorosłych ludzi z małym dzieckiem i całym triathlonowym majdanem, może być w tak wielu miejscach w ciągu niecałego roku ! Nie chciało mi się wierzyć jak wiele zobaczyliśmy, w jak wielu miejscach byliśmy, biegaliśmy, jak wiele chwil spędziliśmy razem. I choć ostatnie miesiące to jeden wielki chaos w moim życiu. To nigdy nie kończąca się praca, brak czasu, ciągły pęd, wiem że wraz z wzrastająca temperaturą i słonecznymi dniami czeka nas kolejny wybuchowy rok. Pewnie najtrudniejszy w naszym życiu, ale mam nadzieję że pełen równie pozytywnych emocji. Pełen miłości i chyba również zrozumienia jeżeli to wszystko udało nam się wcisnąć w ten rok!

IMG_20170203_131620

IMG_20161031_151631

foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

20160930_143024-01

dsc_0310

dsc_7697

dsc_7496

IMG_20160430_143121

IMG_20160503_221205

20160812_142335(0)-01#1

IMG_20160611_224337

IMG_20160419_224619

IMG_20160724_152557

IMG_20160728_225154

IMG_20160512_201707

IMG_20160629_234025

IMG_20160815_000136

IMG_20170201_110746

IMG_20170203_131620#1

IMG_20161009_223940

IMG_20170208_205315

Nie raz musieliśmy lecieć samolotem, nie jedną noc spędziliśmy w samochodzie. Niektóre kilometry zrobiliśmy na rowerze, by wcisnąć trening i podróż w jedno. Niekiedy biegaliśmy po zmroku, niekiedy z samego rana, niekiedy we dwoje. Wymienialiśmy się wózkiem w drodze na basen, zabieraliśmy rowery na dach jadąc w odwiedziny na rodzinny obiad. Było na prawdę ciekawie, było intensywnie, ale było cudownie. I nie zamieniła bym za nic w świecie tych moich dwóch lat. A dzięki wam i temu miejscu dużo z nich mam uwiecznione „na papierze” 🙂

 

Dobranoc życiu ONLINE!

O.

 

P.S. Cieżko mi wrócić do pisania. Mam wrażenie że nikogo już tu nie ma. Ja cały czas o Was myślę i powoli tworze listę miliona postów które wiszę Wam od dawien dawna! Bądźcie cierpliwi i dajcie znać że jesteście!

Czas, żeby pobiegać we TROJE. Nasz tegoroczny Bieg Niepodległości.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CIĄŻA POLECANE

Czas, żeby pobiegać we TROJE. Nasz tegoroczny Bieg Niepodległości.

Tak, tak dobrze czytacie. Biegamy we troje i nie mam tu na myśli biegania z moim mężem czy psem. Od kilku miesięcy biegam ponownie w dwupaku, tym ciążowym. A, że mój już prawie dorosły dwupak nadal lubi ze mną biegać w wózku, a coraz mniej pozostało niebiegowych cioć, to od jakiegoś czasu zdarza mi się biegać we TROJE.

I tak oto w ten sam sposób nasz Bieg Niepodległości był moim pierwszym i pewnie ostatnim biegiem ulicznym we TROJE. No chyba, że któryś z fizjoterapeutów odważy się ze mną zgłębić temat biegania z wózkiem w ciąży. Już od jakiegoś czasu moje treningi bardziej przypominają trenowanie dla przyjemności i dla zdrowia niż dla wyników sportowych. Zaczęło się latem przez anemię, z która nie tylko walczyłam psychicznie, ale i fizycznie długo próbowałam oszukać swój organizm. Potem przyszedł czas roztrenowania, a zaraz po nim płynnie przeszłam do stanu brzemiennego, w którym pomimo, że trenuję to robię to ewidentnie dla przyjemności a nie dla wyników. Moja głowa przestawiła się też na luźne bieganie, na luźne podejście do sportu i cieszenie się kilometrami które jeszcze moje nogi potrafią i dają radę przemierzać.

foto-bnos16_01_mkd_20161111_144947_3-01

 

foto-bnos16_01_mkd_20161111_144950_2-01

 

Dlatego nie było to dla mnie nowością, że na starcie kolejnego biegu stanęłam na luzie, bez jakiegoś konkretnego planu na szaleńcze cyfry na końcu. Biegłam towarzysko, najpierw trzymając kroku mojej ulubionej triathlonistce Justynie a potem uciekając jej roztrenowanej formie i goniąc kolejnych znajomych. Dlatego bieg był ewidentnie Biegiem z Narastającą Prędkością, co okazało się całkiem niezłą jednostką treningową, ale biegło mi się tak dobrze, że nie umiałam się zbyt mocno hamować. Wystartowałam w tempie 5:45, a ostatni kilometr z górki, na którym wózek zachowywał się jak całkiem spory spinaker ciągnący łódkę na wietrze, więc poleciałam jak szalona na 4:45. Dostałam za to niezłe manto od mojej mądrej połówki na mecie, ale tłumaczyłam to coraz cięższą Zosią i wózkiem bez hamulca, którego mi ów małżonek nie wyregulował i który nie pozwalał mi biec wolniej 🙂

foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

Kolejny raz w naszym mieście w Święto Niepodległości na metę wleciałyśmy razem. Po raz pierwszy wpadłyśmy razem jeszcze kiedy Zosia była w brzuchu, drugi bieg Niepodległości „w domu” był moim debiutem z wózkiem, trzeci był w towarzystwie Zosi i kolejnej mojej fasolki, która musi znosić wyczyny swojej mamy. Cały bieg wracałam myślami do „tych ciężarnych” chwil śmiejąc się sama do siebie jak zupełnie inne podejście ma człowiek „doświadczony i zajęty”. Dwa lata temu, skrupulatnie patrzyłam na zegarek żeby nie przesadzić z tempem, na starcie głaskałam się po brzuszku, na mecie również. Rok temu pełna nerwów w tempie interwałowym przeleciałam swój pierwszy bieg z wózkiem. W tym roku na luzie stanęłam na starcie usypiając małą chwileczkę przed strzałem startera, tak aby kolorowe ciuchy biegnące przed nią nie dorzuciły jej masy energii, którą potem ciężko by było stłumić już podczas biegu. Śmiałam się z tego, że zamiast głaskać się po brzuszku, latałam za moją nieokrzesaną już prawie dwulatką i sprawdzałam czy aby na pewno wszystkie „w razie co” są w wózku.

Lubie nasze domowe Biegi, są bardzo rodzinne, wszyscy się znamy i jest na prawdę piękna atmosfera. Jeszcze bardziej lubię domowe biegi z wózkiem, gdzie jest to jednak cały czas nowością. To w nich dostaję zawsze na nawrotkach od całej czołówki garść uśmiechu i gratulacje za odwagę, to w nich zaczynam na samym końcu i wyprzedzam innych zamiast być wyprzedzana. To one dają mi często więcej radości niż te na czas, pełne wymarzonych cyferek. Kolejny Bieg Niepodległości za nami. Tym razem we troje, w szaleńczo rodzinnej atmosferze, z ciocią Kasią, która dostała „mendal” za swoją pierwszą dychę, z naszymi TRI Rodzinami lecącymi w dużym stopniu po życiówki.

foto-bnos16_01_mkd_20161111_154903-01

 

received_1321379014570416

Zosia ma już kolejny biegowy „mendal” za wspólne 10 kilometrów, dostała też swój własny, wywalczony dzielną walką przez całe 150 metrów ze starszakami. W rodzinnej atmosferze, zmarznięci jak cholera próbowaliśmy ogrzać się „pobiegową” grochówką, na którą nawet ja się skusiłam. Było radośnie, bez sportowych celów i towarzysko. Poczułam jak w drugiej ciąży nie ma już tej nostalgii, tego wyciszenia i tego oddania. Bieganie nie jest mi obce w tym stanie więc się go nie boję. Mam za sobą 9 miesięcy doświadczenia, dużo przebiegniętych kilometrów i całą masę wspomnień. Druga ciąża jest inna, ale ciekawi mnie tak samo bardzo jak pierwsza. W niej dzień jest jak co dzień, zalatany, poświęcony w dużym stopniu temu stworzeniu co już od jakiegoś czasu jest numerem jeden w naszym domu. Nie ma czasu na drzemki, na wieczorne czytanie książek i głaskanie się po brzuszku. Jest czas na malowanie rękoma z córką, przygotowywanie kolacji i codzienny rytuał mycia. Niemniej jednak nie brakuje mi tego i już rozumiem dlaczego druga ciąża jest czymś obok teraźniejszego domowego ogniska. Jest dopełnieniem całości, ale nie całością. Jest luźniejsza w głowie, a nawet powiedziałabym że tak luźna, że do dziś nie chce mi się wierzyć że to wszystko dzieje się na prawdę. I gdyby nie te ciążowe dolegliwości to w ogólne nie uwierzyłabym że zostanę mamą po raz drugi.

A po ? Pojechaliśmy najeść się dobrze do Warszawy i wpakowaliśmy się w samolot, który zabrał nas ponownie na ciepłą wyspę! Teraz odpoczywamy i ładujemy baterię, co by starczyło nam ich do pięknej zimy.

 

 

 

O.

 

 

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

20160928_144357-01

Jesień to czas, który zdecydowanie sprzyja bieganiu z wózkiem. To okres roztrenowania, zejścia z objętości i intensywności i czas fajnej pogody. W końcu robi się chłodniej, więc „spacer” dla malucha robi się też przyjemniejszy. Dla mnie to tez okres w którym nie mam aż tak napchanego grafiku treningami, więc jest to czas kiedy ewidentnie chce mi się biegać z wózkiem. Po wakacyjnej przerwie powiedziałabym nawet, że się za tym stęskniłam.

Niemniej jednak biegać z wózkiem można zawsze. Można też wykonać każdy trening poczynając od długich luźnych wybiegań, na interwałach i podbiegach kończąc. Podrzucam Wam moje sposoby na każdy trening. Pomogą, podrzucą cenna radę, albo po prostu otworzą oczy na to jak sobie ułatwić wyjście na bieganie we dwoje.

1. Długie wybiegania. 

20160915_141539-011

To chyba najprzyjemniejsza jednostka treningowa ze wszystkich. Długie wybiegania z wózkiem to sama przyjemność. Nie tylko dlatego, że intensywność pozwala nam na przemierzanie kilometrów po każdego typu nawierzchni, ale wózek może być na prawdę przydatny na tego typu treningach. Woda, żel, czy cokolwiek do przegryzienia nie jest dyndającym ciężarem na biodrach, czy w kieszeni. Mamy do tego specjalną kieszonkę w wózku, lub tak jak my z Zosią mamy specjalną Możemy wziąć ze sobą telefon, kluczyki i całkiem sporo innych gadżetów, które znajdą dużo miejsca w koszu po sidziskiem dziecka. Długie wybiegania możecie robić gdzie chcecie, w każdyn terenie i na każdej nawierzchni. Szuter, leśna ścieżka, czy górki nie będą przeszkadzać podczas tego typy treningów. Możecie zrobić sobie rodzinne wybieganie jeżeli Wasz partner/partnerka jest równie zakręcona na punkcie biegania. Są to na prawdę fajne chwile, które warto pielęgnować i warto z nich korzystać, bo nie będą trwały wiecznie.

 

 

2. BNP/BNI- czyli bieg z narastającą prędkością/intensywnością.

dsc_0574

Na tego typu treningi warto wybrać sobie fajną trasę, dobrze znaną, która najlepiej kończyć się będzie asfaltem. Wraz ze zwiększoną intensywnością i prędkością łatwiej będzie Wam się biegło z wózkiem po asfalcie. Pierwsze luźniejsze kilometry możecie przebyć po szutrze, a wraz ze wzrastającą intensywnością dobrze by było aby podłoże robiło się coraz twardsze, ułatwi Wam to bieganie i nie wytelepie Waszych maluchów. BNP jest fajnym treningiem z wózkiem, na pewno będzie bardziej obciążający, niż przy bieganiu solo, co pokaże Wam wasz pulsometr/zegarek. Wasze tętno może być zawyżone, czyli przy konkretnym tempie będzie wyższe niż gdy biegacie w pojedynkę.

 

3. Interwały.

dsc_7494

Wydawało by się, żę ciężko jest wykonać tego typu trening z wózkiem. Nic bardziej mylnego. Są dwie opcje na tego typu treningi i zależy to od naszego malucha, co robi ono podczas naszych treningów i od tego jaki dystans interwału mamy zaplanowany. Na szybkie interwały 30 sek i ”minutówki” nie potrzebujemy większej organizacji. Wystarczą dobre chęci, płaska utwardzona trasa i my. Na tego typu treningi wybierałam zawsze asfalt, lub kostkę brukową, alejki, które nie miały miliona zakrętów i zmian kierunku, po to aby i tak dosyć ciężki trening nie stał się też katorgą dla głowy. Podczas przygotowań do sezonu bywało, że robiłam nawet 20 interwałów z małą w wózku, ona odjeżdżała a ja w spokoju wyciskałam z siebie poty. Dla osób które mają do zrobienia 400 m interwały i dłuższe proponuje jakiś teren gdzie biega się po okręgu, lub jeżeli macie dostęp do bieżni to bieżnię. Tam kibicujące maluchy mogą kibicować na trawie, w wózku, lub na część interwałów kibicować z wózka nadbiegającym rodzicom. Po tartanie łatwiej też się biega z wózkiem, podłoże sprzyja a wózek sam jedzie. Żeby życie sobie ułatwiać pamiętajcie żeby zawsze wybierać sobie dogodne miejsce do biegania. Sprawdzone, gdzie znacie trasę, miejsca dogodne do interwałowego treningu. Miejsca gdzie przez te 30 sek/ minute czy kilkaset metrów będziecie mieli swobodę biegu.

4. Podbiegi.

Tak można wykonywać je z wózkiem, jednak są bardzo obciążające. Dlatego tego typu treningi oczywiście możecie wykonać w towarzystwie malucha, ale ja proponuję zostawić Wasze śpiące czy nie śpiące szkraby na dole górki. Co innego gdy robimy długie wybiegania przy stałym, luźnym tempie i kochamy biegać w leśnym terenie. Wtedy podbiegi są po prostu częścią całego treningu. Jeżeli jednak traktujemy je jako indywidualną jednostkę treningową, warto zrobić je tylko z własnym ciężarem.

Nasze podbiegi, choć była ich znikoma ilość właśnie tak wyglądały. Moja Zosia zazwyczaj śpi podczas biegania, specjalnie wybieram taki czas na bieganie z nią. Wiem wtedy, że mój trening będzie mniej nerwowy i nie będę musiała iść na milion kompromisów głośno oddychając. Dla nie śpiących maluchów kibicowanie z wózka i przeróżne zabawy jakie możecie wymyślić z dzieciakami podczas takiego treningu będą równie ekscytujące jak samo bieganie. A przecież kilka kilometrów przed i po zawsze będzie częścią treningu.

20160930_143024-01

Biegałam z wózkiem, można by powiedzieć, o każdej porze i wszędzie. I pomimo, że wyrobiłam sobie z Zosią rytm kiedy trenowałyśmy, trenujemy. Taki rytm, który pozwala i mi i jej czerpać maksimum z naszego wspólnego biegania. To wiem, że nie ważne jak trudne jest dziecko da się je do wspólnego biegania przyzwyczaić. Da się też wykonać z nim każdy trening, czasami wystarczy odrobina wyobraźni, dla starszaków kilka zabaw, czy w ostatecznych wypadkach paczka ulubionych chrupek. Jeżeli będziecie konsekwentni i wytrwali we wspólnych treningach to Wasze maluchy kiedyś pokażą na wózek i same powiedzą „Mamo, Tato idziemy biegać ?”

Dzieci kochają robić to co my, naśladują ans, chcą z nami robić nowe rzeczy, dziwne rzeczy, dlaczego więc miałyby nie chcieć biegać z nami po lasach, parkach i innych miejscach?

Moje dziecko odlatywało dopiero podczas biegania kiedy duża dawka dziur i trzęsienia robiła robotę. To samo dziecko też kiedyś nienawidziło jeździć w wózku, ale powoli i konsekwentnie wyrabiałam w niej ten nawyk. Robiłyśmy coraz to dłuższe dystanse o coraz to różniejszych porach. Do dziś jej ulubionym miejscem na drzemkę jest jej żółty IRONMAN, czy było 30 stopni czy – 15 stopni, biegałyśmy razem i mam nadzieję, że będziemy robić to jak najdłużej, bo to bieganie z wózkiem NA PRAWDĘ jest fajne!

 

dsc_0310

 

O.

No i stało się. ANEMIA.

AKTYWNA MAMA CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

No i stało się. ANEMIA.

 

IMG-20160625-WA0030.jpg

Tydzień po tygodniu. Lecimy według planu.9 treningów tygodniowo. Udaje się. 1 tydzień. Dwa. Kolejne. Pierwszy start, super forma. Wracam do treningów. Po kilku tygodniach mocnych rowerów, górzystego Cypru i wielu wielu interwałowych treningów zaczynam czuć zmęczenie. Głowa do góry, przecież cieżko trenujesz, masz prawo. Tak myślała moja głowa. Kolejne podróże, kolejny start. Białka Triathlon na przemęczeniu ale się udało. 2-gie miejsce motywuję więc cisnę dalej. Kolejny wyjazd, kolejne nieprzespane noce. Kopnehaga, 18 kilometrowy trening i mała kontuzja, ścięgna w prawym kolanie dają o sobie znać. Szybka rada u fizjoterapeuty, radzi odpocząć więc tak robię. Parę dni się obijam, jeżdżę na rowerze, zwiedzam Kopnehagę. Po powrocie do kraju wychodzę na bieganie, wracam szczęśliwa, jest lepiej nie boli. Na horyzoncie pojawia się 1/2, której bardzo się boję, czuję niedotrenowanie. Wskakuję więc na rower, pyk 90 kilometrów na wypoczęciu. Wydaję mi się, że wracam do żywych. WYDAJĘ.

Następnego dnia bieganie, ciężko jest utrzymać zawrotne tempo 6.00 min/km. ANALIZUJĘ. Nie wiem o co chodzi, już było dobrze. Start za parę dni, debiut na tym dystansie więc nie szaleję. Odpuszczam i czekam na start. Nic lepiej przygotowana nie będę.

Triathlon Energy w Strogardzie, debiut na tym dystansie, 1/2 IM zaczyna się poważny triathlon. Zabiło mnie bieganie. Podbiegi i temperatura nie pozwoliły dać z siebie wszystkiego na bieganiu. Trudno. 5:34, jak na debiut powinnam się cieszyć, a jednak jest niesmak wiem że mogłam mocniej, wiem że stać mnie na więcej.

Wracamy do treningów. Pierwsze wypadają interwały, czuję jeszcze nogi więc odpuszczam i w zamian robię wytrzymałość podstawową z przebieżkami. Następnego dnia rower, interwaly, dam radę wolę krócej ale mocniej. Po 3 interwale jest jeden wielki ryk. Łzy wypływają mi same z oczu, nie mam siły, nie mogę! Mam ochotę rzucić rower w las. Rozwalić go o te drzewa, wrzucić pod samochód! Niech ktoś po nim przejedzie przynajmniej będzie wymówka. Podjeżdża R mój Smentor (Mój mąż jest jak Marcin Konieczny dla swoich podopiecznych). Ma dwie minuty żeby mnie podbudować,  bo tyle czasu zostało do kolejnego interwału. Zaryczana krzyczę, że mam dość. On, że muszę spać i więcej jeść, żebym dotrwała do końca i będziemy działać po południu. Porozmawiamy z trenerami i spróbujemy coś zaradzić. 15 sekund… mówię no dobra zaciskam zęby i zaczynam pedałować tak mocno jak na interwał przystało.

 

Czy słusznie ? 

Pewnie nie, bo gdybym wiedziała to bym się już nie forsowała.

Po południu, mail do FABISZA (Trener triathlonowy, założyciel drużyny TRiWAWA, nasz znajomy, współorganizator triathlonowej majówki, prowadzi podcast 3XRADIO, który wszystkim tri zapaleńcom serdecznie polecam) z wielkim wyciem, POMOCY!

Pierwsze co każe to zrobić badania krwi. Potem analiza treningów. Następnego dnia jestem już w LABorAToriUM, pobierają krew wyniki popołudniu.

wychodzi….

 

ANEMIA !

 

Ale jak? Dlaczego? Od kiedy ? Skąd się to wzięło? Dlaczego właśnie teraz ?

Nie wiem dlaczego, nie wiem po co. Nie wiem skąd i dlaczego właśnie teraz. Nie wiem też, czym spowodowana, szukamy przyczyny. Niby żelazo w normie, ale wszystkie wyniki MCV, HCT, MHC itd wskazują na niedobory żelaza. Ferrytyna w normie, więc powinno się wchłaniać. B12 nie sprawdziłam, ale przy następny badaniu sprawdzę.

Czemu o tym piszę?

Żebyście się zatrzymali, kiedy kolejny tydzień z rzędu nie macie siły. Kiedy kolejne tygodnie przemęczenia odzywają się w sporcie, na treningach, czy na zawodach. Piszę, żebyście myśleli o tym, że nie jesteśmy niezniszczalni i że też mamy swoje limity. Piszę, żebyście się badali. My amatorzy nie mamy kadrowych lekarzy nad sobą, trenerów i całej gamy osób do pomocy. Mamy siebie i swoje głowy, bądźmy więc na tyle mądrzy żeby sprawdzić, raz na jakiś czas, czy nasz organizm nadąża za nami i naszymi treningami. Słuchajcie swojego organizmu i tego co on do nas mówi.

13411968_668489636623703_5802299315811140363_o

Z jednej strony jestem zła, że mnie dopadła, z drugie czuję ulgę, że znam przyczynę ciągłego zmęczenia, braku chęci i motywacji. Bałam się, że się wypaliłam, że mi odebrało motywacje. Że moja głowa mnie oszukuje.

 

Teraz czytam. Że anemia to choroba, która lubi kobiety i sportowców. Zostało mi więc delektowanie się byciem mamą i spędzanie aktywnie czasu, we dwie, na spokojnie, bo sił na bieganie i rower na razie brak.

IMG_20160628_131741.jpg

 

 

O.

Mama triathlonistka.

AKTYWNA MAMA CODZIENNOŚĆ SPORT TRIATHLON

Mama triathlonistka.

Po raz któryś gdy pomyślę o dniu startu, cały brzuch mi się spina, czuje jakby motyle wielkości pięści latały mi w jelitach, a nogi robią się miękkie. Ktoś by powiedział, jak to taki stres to po co to robisz?

No właśnie dokładnie dla tych emocji!

Te motyle w brzuchu to oznaka stresu, ale takiego pozytywnego. Takiego kiedy ogarnia Cię ogromne podniecenie i ogromna niepewność. Jak to będzie? Czy będzie gorącą? Jak będę się czuła? Co jeśli woda naleje się do okularek? Co jeśli pianka będzie ciągnąć ? Czy będę pamiętać o tym żeby się posmarować żebym się nie poobcierała? Czy startować w CEPach, czy bez? Ile kółek będzie trzeba zrobić? Co jeśli za późno wyjedziemy? Co jeśli nie będę miała siły?

 

11975496_1060077520684014_840561921_o-1024x679

 

KOCHAM TRIATHLON to już wiadome ! Już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę układać wszystkie swoje rzeczy w strefie zmian, kiedy będę się zastanawiać jak położyć kask, żeby jak najszybciej można było go potem założyć na głowę. Uwielbiam to pełne skupienie przed startem, gdzie położyć wodę, gdzie takie żele na w razie co, gdzie skarpetki, buty. Uwielbiam też dzień przed kiedy pakujesz się i wizualizujesz cały wyścig, żeby tak na prawdę nie zapomnieć o niczym, kiedy torba pęka w szwach od rzeczy „w razie co”. Zdecydowanie też wolę być mamą triathlonistką rocznego dziecka, a nie 3 miesięcznego, które po powrocie do domu z plaży trzeba było nakarmić, milion razy przewinąć, ponosić parę godzin, uspakajać bo co chwilę coś było nie tak. Teraz czuję się jak mama triathlonistka na wakacjach, gdzie mała „w miarę potrafi” koło siebie ogarnąć. Zdecydowanie wolę, chodzić za nią po domu, po podwórku, podawać kolejną kredkę, szukać kotków, latać za ciągle znajdująca nowe rzeczy głową, serwować owoca na podwieczorek, umyć na szybko pod prysznicem, a nie nachylając się na wanienką przez pół godziny bo przecież ona taka malutka i trzeba ja dobrze wykąpać po plaży i zdecydowanie wolę być już mamą dziecka, które spożywa posiłki stałe 🙂

 

 

Pamiętam zeszły rok, kiedy to po kąpieli i karmieniu małej, dopiero mogłam się zacząć pakować, a potem jeszcze sama w kuchni do późnych godzin siedziałam i odciągałam pokarm, żeby dziadkowie mieli co dać jej z rana. Pamiętam, kiedy mała zaserwowała mi niezłą pobudkę o 3 w nocy na karmienie i woda i smoczek nie pomagały. Pamiętam jak pełna wątpliwości wstałam rano, nie wiedząc czy to ma sens jechać i startować czy lepiej sobie odpuścić.

Na zdjęciu: Ostatnie chwile przed triathlonem w Kraśniku, wyjątkowo przed startami zawsze karmiłam Zosię jak najdłużej 🙂 Żeby odciążyć swój bagaż na tyle na ile się da!

DSC_0928

Dzisiaj jest inaczej, zupełnie inaczej, jednak nie wiem czy stres nie jest większy. Mam do udowodnienia sobie, że jestem lepsza niż rok temu, że jestem silniejsza niż 3 miesiące po porodzie i mam do pobicia mój czas z zeszłego roku, który i tak uważam za bardzo dobry (2:44). Więc nie ma co ukrywać giry mi miękną, jak sobie o tym pomyślę 🙂

 

13138796_953193948126541_6842378736851748476_n

 

A co jeżeli się nie uda ? No cóż będę musiała pogodzić się z porażką, których bardzo nie lubię, ale myślę, że uczą lepiej niż niejedna wygrana.

Pomimo to i tak wolę pozytywny start, w pełni sił i z uśmiechem na twarzy. Dlatego takiego też sobie życzę i wszystkim innym startującym!

 

 

O.

Obóz treningowy na Cyprze – przyjemność z pożytecznym.

AKTYWNA MAMA CODZIENNOŚĆ PODRÓŻE SPORT TRIATHLON

Obóz treningowy na Cyprze – przyjemność z pożytecznym.

Zazwyczaj kiedy wiosna przychodzi do Polski wielkimi krokami, a majówka zazwyczaj dmucha zimnem i bardziej zimową niż letnią pogodą. My zawijamy manatki i lecimy na Cypr.

IMG_20160430_142842

 

Dla tych którzy nie wiedzą mamy prac sezonowe, więc wiosna i jesień jest naszym czasem wolnym, w którym załatwiamy wszystkie prywatne sprawy których w sezonie nie ma kiedy ogrnąć. Wiosną i jesienią też mamy czas dla siebie, czas na treningi i czas żeby podróżować dlatego co roku od paru dobrych lat śmigamy na Cypr. Dlaczego ? Bo to właśnie tu Zosi dziadkowie, którzy dawno temu wraz ze mną uciekli z Polski, teraz mieszkają.

Dlatego też zawsze kiedy lecimy na Cypr, mam wrażenie że w końcu będziemy mieli czas na wszystko. Że będzie czas na treningi, na zabawę, na spacery, na książki i na całą resztę, że blog będzie w końcu zapełniony nowymi postami, ale niestety. Jest tutaj za dużo bodźców, za dużo pięknych miejsc, za dużo knajpek, plaż i innych atrakcji i zawsze jest pełno rzeczy do roboty. A moje kilka stron w internecie świeci pustkami i czeka aż ja zarwę którąś noc i napiszę parę słów.

Dlatego dzisiaj kiedy grzejemy się nad basenem w przepięknym domu z widokiem na morze, a reszt rodzinki po porannym treningu i porannej pobudce poszła spać ja mam chwilę żeby usiąść w końcu z komputerem.

Nasz Cypr z którym jesteśmy mocno emocjonalnie związani, przeplata się co chwilę przez nasze życie. Od kilku lat został też naszym ulubionym miejscem do treningów.

Cypr to nie odkryta mekka dla triathlonistów. Są piękne piećdziesięcio-metrowe otwarte baseny, o morzu już nie wspomnę w którym aż chcę się robić treningi „open-water”. Promenady nadmorskie i inne ścieżki, których do biegania jest na prawdę dużo. No i najpiękniejsza rzecz, o jaką w wielu miejscach trudno, sieć niekończących się tras rowerowych. I to nie takich tam-i-spowrotem, płaskich i nijakich. Nie, tutaj jest po prostu masa przepięknych widokowo, pustych, górskich i na prawdę wymagających trasek. Mam wrażenie, że gdzie się nie pojedzie, ciut dalej od miasta, trasy się ciągną kilometrami. Można wspinać się na pobliskie wzgórza, i zrobić sobie krótki trening, a można pojechać na drugą stronę wyspy, lub eksplorować ja wzdłuż morza przez wiele wiele kilometrów. Cypr jest dosyć górzysta wyspą, nie mówię już o prawdziwych górach które sięgają tu do 2000 m, ale cała wyspa jest pofalowana. Tutaj aż chce się trenować, chce się spędzić pół dnia na rowerze, walcząc ze swoimi słabościami.

Dzisiaj jestem po mocnym treningu, miałam biegać, miałam pływać, ale dzisiaj mam wolne. Od jutra wrócę na treningowe ścieżki. Dzisiaj odpoczywam, pije wino z na wyspie pełnej wina i relaksuje się z moją księżniczką nad basenem. A jutro zapraszam Was na parę słów jak przebyć swoje pierwsze 120 km na szosie po górach !

Z pozdrowieniami z ciepłej wyspy,

O.