Tag: aktywna w ciąży

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

PODCAST

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

Co to jest dno miednicy? Jak sport wpływa na ciało kobiety? Jakie są zalety trenowania ? Czy możemy sobie zaszkodzić zbyt dużą aktywnością fizyczną? Jaki sport wybrać ? Aktywność kobiety w ciąży – Co można, czego nie wolno? Jakie są skutki bycia aktywną w ciąży? Jaki sport jest dobry dla przyszłych mam? Czy można biegać, pływać i jeździć na rowerze w ciąży ?

Na wszystkie te i wiele innych pytań odpowiadamy w dzisiejszym odcinku. Moim gościem jest Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna i aktywna mama. Gosia od ponad 10 lat pomaga kobietom zadbać o własne ciało, wspiera je w powrocie do formy po porodzie. Poza tym jest pasjonatką gór, aktywną mamą i instruktorką jogi. Cztery razy w roku, o każdej porze roku, organizuje event dla mam z dziećmi „mamy w góry” gdzie zachęca kobiety do aktywnego spędzania czasu z dziećmi na świeżym powietrzu, a już niebawem będziecie mogli kupić książkę Gosi książkę „Wdech-wydech” – przedsprzedaż będzie ogłoszona na jej profilach 🙂

Niesamowita wiedza, niesamowite doświadczenie, a to wszystko otoczone ciepłym głosem, masą wyrozumiałości i empatii. Poznajcie Gosię.

Listen to „Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna, wpływ sportu na ciało, aktywność w ciąży!” on Spreaker.

Gosia w sieci

Gosię znajdziecie na facebooku i instagramie jako „Górska Mama”

Poza tym Gosia jest obecna na profilach FEMME MEDICA na instagramie i facebooku, oraz w gabinecie Vitall Clinic w Bielsko-Białej.

Miłego słuchania!

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

BIEGANIE CIĄŻA

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

IMG_20170514_173153_713

Dawno nie przebiegłam piątki w tak żółwim tempie, która sprawiłaby mi tyle radochy !

Druga ciąża termin na 26.05, wszyscy mówią że z drugą ciążą pójdzie szybciej. Mały w brzuchu też wydaje się mniej cierpliwy niż była Zosia. Nastawiam się więc na wcześniejszy poród. Jednak jak to życie lubi mi pokazać, moje dzieci ewidentnie lubią moją aktywność fizyczną w ciąży, a ja ewidentnie muszę lubić rodzić po terminie!

Coraz bliżej wielkiego dnia a tu żadnych oznak, żeby waćpan kwapił się do wyjścia, dlatego coraz częściej zaczęłam spoglądać na naszą ulubiona lokalną imprezę. MOSiR Gutwin Run, 14.05.2017, wydawało mi się nierealne, ale im bliżej było daty tym bardziej czułam że ten bieg będzie mój. Gdy tylko nie szwendamy się po świecie zawsze tu startujemy. Biegi są cykliczne, coś w stylu wielkomiejskich parkrun-ów, przełajowe i składają się z kilku edycji. Jest to jedna z naszych ulubionych imprez biegowych. Tętniąca przyjazną, rodzinną atmosferą. Biegamy tutaj od wielu wielu lat. Mam ogromny sentyment do tej imprezy, to chyba właśnie na Gutwinie był mój pierwszy bieg „uliczny” w którym startowałam. Od tamtej pory biegałam tu w szczycie formy, dla zabawy, jako peace-maker innych, z wózkiem, w ciąży jak i zaraz po. Każdy bieg był inny, ale zawsze z tak samo wielkim uśmiechem wbiegałam na metę.

 

18518228_1467348943335379_8087814192937742200_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

18451431_1467371003333173_8731153013813678771_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Nasz Gutwin Run to bieganie z bliskimi nam osobami, wśród wielu, wielu znajomych twarzy. Każdy się zna, z każdym chętnie się porozmawia. To też idealne miejsce dla dzieciaków, które oczywiście nie zapomina o najmłodszych i od kilku lat prowadzi też biegi dla nich! Dlacze więc miałaby mnie ominąć ta impreza pomyślałam. Przecież na ostatnich treningach nie raz zbliżałam się do „piątki”. W dodatku moja Pani doktor żartobliwie mówiła, że w terminie mogę biegać i po 15 kilometrów byle blisko szpitala 🙂

IMG_20170514_174628_028

Padła więc decyzja że nie ma co wymyślać i biegnę ciążową piątkę. Nie powiem, że nie miałam mini stresa. Owszem miałam. I to nie związanego jak zwykle z czasem, czy wynikiem, ale tym razem bałam się że po prostu moje ciało powie nie, bo przecież ma do tego prawo dźwigając ponad 3 kilogramowego chłopaka w środku. I w odróżnieniu od treningów, nie mogłam sobie po prostu stanąć i zawrócić, bo impreza jest w środku lasu, który nie do końca znam, więc wolałam mieć kogoś ze sobą. Tak w razie co.

Mój R na szczęście bardzo szybko podłapał temat, chyba wolał sam kontrolować mnie, moje tempo i cały ten bieg, decyzja padła więc, że lecimy rodzinnie. We 4-rkę ! On z Zosią w wózku (zdarza się to bardzo rzadko) i ja z młodym w brzuchu. Już na samą myśl serducho mi się uśmiechało.

IMG_20170514_165635_506

 

W którymś momencie na trasie dołączył do nas kolega, dla którego ta piątka miała być rozgrzewką do późniejszej dychy. Młoda dawała czadu krzycząc do wujka: „Dawaj, wujek, dawaj!”, chłopaki przegadali całą trasę, a ja nie mogłam przestać się śmiać widząc jak Kola (który się rozgrzewał), dla którego moje żółwie tempo było na tyle wole, że przeleciał chyba pól trasy krokiem dostawnym, albo robiąc sobie skipy, podskoki i inne tego typu ćwiczenia.

Nie był to bieg łatwy dla mnie i mojego ciążowego organizmu, ale była to taka wisienka na torcie na koniec tej całej ciążowo-treningowej przygody. Pomimo, że nie biegło mi się super, nogi grzęzły w sypkim piachu i nawet małe leśne podbiegi dały mi się we znaki to było wesoło, rodzinnie, na luzie i z uśmiechem na buzi.

Nie wiem czy Wam polecam tego typu akcje. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne podejście do życia i różnych sytuacji. Ja osobiście miałam z tego ogromną frajdę. Znam swój organizm na tyle  dobrze że nie obawiałam się jakiś przygód, a biorąc pod uwagę, że biegłam już w terminie porodu miałam cichą nadzieję, że weźmie mnie na rozwiązanie zaraz po 🙂  Te z Was które czują, jak zachowują się wasze ciała podczas biegania z brzuszkiem, będą wiedziały czy mogą startować w dwu-paku. Znam osoby, które robią o wiele więcej kilometrów niż ja w ciąży, znam takie co startują w dużo dłuższych biegach w równie zaawansowanej ciąży. I tak jak wydawało mi się, że robienie półmaratonu w 36 tygodniu ciąży to przesada, tak z perspektywy czasu, myślę sobie, czym to się różni od moich wybryków. Dlaczego nie? Jeśli właśnie ta mama biega tyle na treningach i czuje, że jej organizm bez problemu sobie poradzi z takim kilometrażem, to to jest Twoja decyzja i trzymam za Ciebie mocno kciuki.

18558865_1467472349989705_1746488314566074281_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Dziękuję organizatorom, że się nie przestraszyli i pozwolili mi wystartować w tak zaawansowanej ciąży i przepraszam wszystkich ratowników, którym narobiłam stracha, że będą musieli karetką mnie zwozić z trasy prosto do szpitala. Minął tydzień od startu, a ja nadal w dwupaku 🙂

 

18449308_1467333933336880_2540321893179504542_o

IMG_20170514_172701_238

I choć miałam cichą nadzieję, że zakończe je na porodówce to niestety dobiegłam do końca, mam się dobrze i dawno się tak fajnie nie bawiłam na biegu.

Kocham trenażer.

CIĄŻA POLECANE TRIATHLON

Kocham trenażer.

Kocham trenażer ?! Czy to na prawdę wychodzi z moich ust ?

IMG_20170307_210339_951

Ja – totalny „anty-trenażerowiec”, nagle przeprosiłam się z czterema ścianami, pedałowaniem w miejscu i gapieniem się przed siebie przez tyle czasu. Nie możliwe??

A jednak. 

Jak to kiedyś ktoś mądry powiedział: „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. I teraz kiedy wiem, że latanie po drogach asfaltowych na moim różowym rumaku w butach spd, nie byłoby najrozsądniejszą rzeczą na świecie, nagle ten trenażer z dobrym filmem na desce do prasowania okazuję się nową miłością. Te godziny spędzone w sposób „zwierzęcy” bym powiedziała, tak siedzę jak ten chomik w kołowrotku i pedałuje nogami w miejscu, wydają się wyjątkowo piękne.

IMG_20170224_141220_311

Plusy trenażera? O dziwo tak owe też istnieją 🙂

  1. Masz znikome szanse się wywrócić. Bardzo ważny element jeśli chodzi o trening w ciąży 🙂 Myślę, że na prawdę trzeba by się nieźle postarać żeby położyć się razem z całym tym żelastwem na ziemię. Oczywiście nie śmiem twierdzić, że jest to niemożliwe, bo różne rzeczy człowiek potrafi zrobić, ale jest to wyjątkowo trudne zadanie.
  2. Trening to dobry powód na dobry film. Pomimo, że mój R ma ograniczoną ilość filmów na swoim komputerze a ja tak owych w ogólne nie posiadam, to i tak zawsze znalazłam coś co mnie zainteresowało wystarczająco, aby spędzić dobrą godzinę w siodle. Jeżeli macie ten przywilej, że Wasz partner ściągnie dla Was specjalnie jakiś film (oczywiście nie popieram piractwa 🙂 ), który wciągnie Was na dobre, nawet w ciąży będziecie w stanie popedałować o wiele dłużej niż Wam się wydaje 🙂 Z drugiej strony fajnie jest też zaliczyć dwie rzeczy na raz. Czyli obejrzeć film na który ostatnio w naszym życiu w ogólne nie ma czasu i zrobić trening. To takie małe przyjemne z przyjemno-porzytecznym :p ha ha ha.
  3. Trening trwa faktycznie tyle ile jeździmy. Jeżeli chodzi o treningi rowerowe na dworze nigdy nie zdarzyło mi że trwały one tyle ile chciałam pojeździć, czyli na przykład 1.5 h. Do treningów rowerowych na dworze trzeba doliczyć co najmniej 20-30 minut na całe przygotowanie. I nie mówię tu tylko o ubraniu się, które wbrew pozorom i tak zajmuje więcej czasu niż na trening domowy bo przecież nie tylko trzeba założyć więcej warstw, ale trzeba też wziąć kask, okulary, ewentualnie rękawki, klucze do domu. Zrobić bidony, wziąć coś do jedzenie jeżeli planujemy dłuższy trening. Wyjść z domu w jednych butach i przebrać je w garażu na spd ( ja po jednej wywrotce w swoich blokach nie chodzę już po schodach w spd). Zapomniałabym, trzeba ten rower też znieść, albo wyciągnąć z garażu czy piwnicy. Dodatkowo trzeba napompować koła, bo pomimo tego że ostatnio pompowaliśmy na szosę zawsze chcemy je mieć dopompowane na cacy. Często sąsiad nas zagada w tym że ważnym momencie i już dodajemy plus 10 minut do treningu. Kolejna rzecz to jeżeli nam się fajnie jeździ rzadko kiedy kończymy na tylu kilometrach ile sobie zaplanowaliśmy. No chyba że czas albo plan ułożony przez trenera, nas trzyma. A trenażer ? Hmmmm, błaha sprawa. Wyciągam żelastwo z za szafy i rozkładam je na spokojnie w jakąś dobrą minutę. Ściągam rower ze ściany i wpinam go w to całe żelastwo przez jakąś kolejną dobrą minutę. Zakładam gatki rowerowe, nie fatyguje się z koszulkami i innymi warstwami i tak je za chwilę ściągnę co trwa kolejną minutę. Rozkładam deskę do prasowania stawiam na niej kompa i butelkę wody i wpinam się w bloki. 3 minuty później pedałuje już uśmiechnięta leżąc na lemondce i wybierając mój dzisiejszy repertuar filmowy. PROSTE ? 🙂
  4. POGODA nie ma znaczenia !  A co lepsze im gorsza tym fajniej się jeździ w domu 🙂 Raz, że przy otwartych oknach czuć przyjemny powiew zimnego powietrza, a dwa że nie żałujesz że pedałujesz w miejscu a nie na dworze.
  5. Można go zrobić kiedy dziecko śpi w drugim pokoju! Kolejny ogromny plus trenażerowania 🙂 Dosyć często zdarzało mi się wskakiwać na rower kiedy Zosia smacznie spała w pokoju obok. Raz nawet udało nam się zrobic trening razem. ona bawiła się Play-Doh obok mnie a ja pedałowałam oglądając film i co chwilę otwierając kolejne pudełka z ciastoliną. Albo lepiąc kulki, kostki. Nie spodziewałam się że takie rzeczy są możliwe. Po raz kolejny mówię: A jednak !

IMG_20170227_103539_876#2

<iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/XnPLwyjwvn4″ frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

Jeżeli ktoś mi w życiu powie że nasz pogląd na niektóre rzeczy nie jest zależny od tego w jakim miejscu i czasie w danym momencie się znajdujemy to już NIGDY NIE UWIERZĘ !

Kiedyś znienawidzony przeze mnie trenażer jest teraz jedna z fajniejszych form treningu. Nogi czują wycisk, nie obciążam stawów, a do tego mieszczę się w zakresach tętna dla ciężarnych. Mam nadzieję, że uda mi się naskrobać jeszcze parę bardziej merytorycznych słów o treningu rowerowym w ciąży wraz z fajną Panią Doktor, triathlonistką i mamą. Ale o tym niebawem.

IMG_20170320_121035_035 IMG_20170307_130519_965

 

 

 

 

 

 

 

 

IMG_20170224_122526_933

Do przeczytania!

O.

Kiedy nie biegam, pływam.

CIĄŻA POLECANE

Kiedy nie biegam, pływam.

Pierwszy trymestr za mną, idę na połówkowe badanie po letnich Cypryjskich wakacjach. Było biegowo, rodzinnie i radośnie. Ciąża, pomimo okropnych dolegliwości żołądkowych, które w dużym stopniu zabiły moje marzenia o codziennych wyżerkach typu sea-food, w pierwszym trymestrze nie dawała się we znaki. Biegaliśmy, pływaliśmy, brzucha jeszcze nie było. Najgorsza rzecz jaką mogłam usłyszeć wychodząc z gabinetu to: koniec z bieganiem i aktywnością. Moje łożysko miało dla mnie inny plan na resztę, a przynajmniej na jakiś czas, tej ciąży.

Nie byłabym sobą jednak gdybym nie wyciągnęła informacji o innych możliwościach. Ponieważ TRI, to trzy dyscypliny, a basen był jedną z niewielu dyscyplin na którą nie dostałam bana, postawiłam więc na kostium, czepek i okularki.

20161117_181404-01

20161115_220041-01

Kiedy nie biegam pływam. 

Nie myślałam, że tak łatwo będzie mi rozstać się z bieganiem. Mój świat na chwilę się zawalił, kiedy usłyszałam że po raz pierwszy w życiu nie mogę realizować się w sporcie, tak jak bym chciała. Nawet z anemią nie czułam tego co teraz. Wtedy wiedziałam że nie zrobię sobie krzywdy, tym razem wiedziałam że nie mogę igrać z ogniem bo jest jeszcze coś ważniejszego od mojej pasji – kolejne życie które nosze w sobie. I pomimo, że umiem zaakceptować fakt że jestem w ciąży, że trzeba zwolnić, że nie ta intensywność to moje zdrowie psychiczne dosyć mocno ucierpiało kiedy usłyszałam STOP, NIE WOLNO, MUSISZ SIĘ OSZCZĘDZAĆ! Teraz były ku temu prawdziwe powody.

Separacja z bieganiem okazała się nie taka straszna jak się spodziewałam. Dosyć płynnie zamieniłam biegowe buty na klapki. Legginsy na kostium kąpielowy, a opaskę i okulary przeciwsłoneczne na czepek i okularki. Robiłam co najmniej 3 treningi tygodniowo na basenie i czułam się na prawdę dobrze. Po jakimś czasie włączyłam też dosyć statyczne ćwiczenia w domu. Moje łożysko zachodziło na ujście macicy, każdy wstrząs był więc niewskazany. Większość ćwiczeń wykonywałam w dolnych pozycjach, dużo się rozciągałam. Nie wolno mi było nosić, biegać, kicać. Jeżeli zaniedbałabym się w tym okresie mogłoby dojść do łożyska przodującego, z którym wiąże się dosyć dużo komplikacji. Jednak z tygodnia na tydzień, coraz bardziej przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, coraz bardziej czułam że to tylko chwilowa fizjologia i wiedziałam że wszystko jest ok.

Ciało.

Wydawało by się, że nie tylko moja głowa na tym ucierpi, ale też moje ciało. Miałam wrażenie, że kilogramy dużo szybciej zaczną przybywać, a sam basen nie zaspokoi mojego sportowego ducha.

Myliłam się.

Nie tylko czułam się świetnie nie biegając, a pływając 3-4 razy w tygodniu, ale i moje ciało wyglądało świetnie. Waga bardzo topornie zaczynała ruszać w górę, co nie ma co ukrywać bardzo mnie cieszyło, a do tego czułam się na prawdę fajnie w swojej skórze. Brzuszek był wręcz niewidoczny, a ja wyżywałam się w wodzie. Wydaje mi się że intensywność treningów była też zdecydowanie większa niż ta, na którą pozwoliłabym sobie podczas biegania. Pływanie w łapkach, czy delikatne interwały w wodzie, nie wydają się nie na miejscu, nawet w ciąży. Ciało jest odciążone, nie ma wstrząsów, ciężej jest coś nadwyrężyć i naciągnąć, w szczególności gdy za młodu spędziło się w wodzie dobrych kilka lat życia.

IMG_20170312_090825-01

 

 

 

Pływanie było moja odskocznią, moją chwilą dla siebie i pomimo, że nie na świeżym powietrzu to dało mi zdecydowanie to co bieganie. Moje ciało było wzmocnione, rozciągnięte i pełne energii. Basen zazwyczaj wypadał rano, wtedy kiedy na bieganie zwlec z brzuchem się nigdy nie chciało. Dawał mi kopa na cały dzień, albo dwa. Rozbudzał, pomimo że nienawidzę wchodzić do tej zimnej wody z rana, motywował.

Dlatego serdecznie zachęcam wszystkie brzuchy aby zdecydowały się na tą formę aktywności fizycznej w ciąży. Wybierzcie ten basen który jest najczystszy w opiniach, może warto poszukać tego z ozonowaną wodą, jeśli macie dostęp do takiego. Chodźcie na basen rano, kiedy woda jest porządnie przefiltrowana po nocy. Nie bójcie się infekcji, badajcie się częściej w tym kierunku, stosujcie probiotyki ginekologiczne, które zapobiegają tego typu dolegliwością. Myślę że płynie z niego dużo więcej korzyści, niż potencjalne ryzyko zakażenia.

5 powodów dla których warto pływać w ciąży:

-> W ciąży fizjologicznie rozciągają się mięśnie grzbietu, pływanie wzmocni Wam te mięśnie niwelując ból pleców który spotyka większość z nas.

-> Dzięki pływaniu rozciągnięcie klatkę piersiową, która w ciąży jest przykurczona. Dosyć często jest ona również powodem bólu pleców w okolicy piersiowej.

-> Pływanie wzmocni całe wasze ciało. Tak jak każda aktywność fizyczna pomoże Wam utrzymać formę, wolniej będziecie przybierać na wadze, ale też poprawi Wasze krążenie, zwiększy wydolność dzięki czemu płód będzie lepiej dotleniony. Bezpłatnym bonusem są endorfiny, które polepszą samopoczucie przyszłej mamy.

-> Pływanie wzmacnia spojenie łonowe, dzięki czemu zapobiega jego rozchodzeniu się.

-> W odróżnieniu od innych sportów, pływanie nie obciąża stawów. Nasze nadprogramowe kilogramy w wodzie zanikają, co daje nam poczucie lekkości, o której część z nas może zapomnieć w końcowych miesiącach.

 

Podczas moich pływackich kilku miesięcy zaliczyłam też swoje pierwsze zawody od niepamiętnych czasów. Były cudownym przeżyciem, dla mnie starej wyjadaczki basenowej. Fajnie było na nowo poczuć tą adrenalinę w parnej hali basenowej. Fajnie było poczuć, że rezygnacja z czegoś nie zawsze wiąże się z zupełną rezygnacją. Trzeba tylko być elastycznym i znaleźć sobie nowy sposób na realizację siebie, czy tego co chcemy.

<skok w bok : „Powrót do przeszłości. Po ponad 15 latach staję ponownie na słupku” >

Nie ma co się zastanawiać:

 

BRZUSZKI NA BASEN !

 

Oczywiście PAMIĘTACIE, aby skonsultować każdą formę aktywności fizycznej z Waszym lekarzem prowadzącym. On MUSI wyrazić na nią ZGODĘ !!!

 

 

O.

CIĄŻA – Jesteś tym… na ile sobie pozwolisz.

CIĄŻA

CIĄŻA – Jesteś tym… na ile sobie pozwolisz.

Może nie powinnam zaczynać po przerwie od takiego mocnego tekstu, ale chodzi za mną jego napisanie od dawien dawna. Sama zresztą na własnej skórze przekonałam się o tym. 3 tygodnie bez sportu z nie do końca trzymaną dietą, jedzeniem na mieście i w pośpiechu bo tyle do zrobienia dały się we znaki. Nie tylko w kilogramach na wadze, ale i w ogólnym samopoczuciu.

Czyli moje drogie Pani, bo to głównie do Was kieruję dzisiaj ten tekst. Ciąża obalamy mity i nie bójmy się stwierdzić : Jesteśmy tym, na ile sobie pozwoliłyśmy. I choć nie brzmi to zdanie poprawnie, mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. Mam też nadzieję, że zainspiruję Was do działania, do dbania o Siebie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek przedtem, a niżeli zdenerwuję i rozzłoszczę.

Niestety większość z nas zwala winę na bycie w ciąży. Nie zdrowe jedzenie, nasze smakowe zachcianki realizujemy zwalając winę na hormony. Rzucamy się w ten wir fastfoodów, tłuszczu i słodko-słonych przysmaków, które niestety są przyjemnością tylko przez chwilę.  Rośniemy twierdząc, że przecież jesteśmy w ciąży i wszystko w środku tyle waży, kiedy prawdą jest że po prostu najzwyczajniej w świecie rośniemy w tłuszczyk dookoła. Moje dwie ciąże są nadzwyczaj różne. W drugiej czuję się znaczniej gorzej niż w pierwszej, ale walczę równie dzielnie ze swoimi słabościami, hormonami, zachciankami i nastrojami. Ba powiedziałabym, że muszę walczyć dużo mocniej niż z Zosią w brzuchu. Zarówno w pierwszej ciąży jaki drugiej, moje zdrowe smakołyki, obiadki i kuchenne rewolucje znacznie są ograniczone. Nie chce mi się nic zdrowego, najchętniej jadłabym chleb z masłem, albo inne mączne byle jakie rzeczy. Nie wiem czemu, nie wnikam, tak mam. Ale nie poddaje się i dzielnie trzymam się swoich „poza ciążowych” nawyków.

Nie jest mi obce łaknienie na fast-food, frytki i na byle jakie ciasta. Ciężej jest zdrowo się odżywiać, ale po moim burzliwo-chorobwym zakończeniu roku i równie burzliwo-chorobowym rozpoczęciu kolejnego roku wiem, że na prawdę WARTO DBAĆ O SIEBIE. A kiedy mówimy o ciąży, dbając o siebie dbacie również o maluszka którego nosicie w brzuszku. I pomimo, że brzmię tu nadzwyczaj niezdrowo, to moja dieta niewiele odbiega od standardów żywieniowych. Nadal nie jem nabiału krowiego, aczkolwiek zdecydowanie bardziej mi się go chce. Nadal nie używam w ogóle cukru i mąki pszennej, nadal ograniczam glutem, jem niewiele mięsa i próbuję wyszukiwać tylko dobre zródła z rybami. Jednak gdzie nie gdzie, od czasu do czasu pochłonęłam talerz pierogów, zjadłam ogromnego hamburgera ( nie mylcie tu z totalnym fastfoodem typu McDonald, bo tego bym nie zjadła 🙂 ) i znacznie częściej robiłam sobie mały cheat-day.

IMG_20161227_110343_936          IMG_20161227_223434_333          IMG_20170130_185433_797

Trzy tygodnie bez treningów, w chorobie, okropnym rygorze pracy, w rozjazdach i jedzeniu wyjątkowo często w restauracji dało mi się we znaki. Pierwsze ciążowe symptomy się odezwały, brzuch zaczął szybko rosnąć, a ja zaczęłam czuć się coraz gorzej. Na szczęście było to chwilowe i powrót do moich nawyków szybko nastąpił. Moje bóle kręgosłupa uciekły kiedy na nowo zaczęłam pływać i hasać w salonie. Poczułam jak mój brzuch zaczyna „wracać do formy”, nie wydyma go byle co, mięśnie trzymają całość w ryzach i nie przeszkadza mi on stosunkowo wcześnie. Czuje się w pełni sił, mam energię i czuje witalność, którą 2016 zabrał mi na koniec roku.

Dbanie o własne ja mam we krwi, przynajmniej miałam do czasu kiedy test pokazał dwie kreski. Nie przychodziło mi to z trudem, było to po prostu częścią mnie. Teraz żeby trzymać się swoich nawyków muszę trochę więcej walczyć z własną głową, ale HEJ DZIEWCZYNY ! Czy nie warto??

IMG_20170202_232149_854#1

Przede mną 25 tydzień ciąży koniec 6 tego miesiąca, a ja biegam, pływam, ćwiczę intensywnie w domu. Pozwalam sobie nawet na małe wypady na narty ( NIE NIE BIERZCIE Z TEGO PRZYKŁADU !! JA MAM OGROMNE ZAPLECZE NARCIARSKIE I ZDECYDOWANIE NIE POLECAM TEGO OSOBOM KTÓRE NA NARTACH STAJĄ TYLKO NA TYDZIEŃ W SEZONIE!!)

IMG_20170203_131620

Pamiętajcie, że ciąża to nie choroba, to też nie stan w którym warto zwalać na hormony i samopoczucie. Uwieżcie mi że jeżeli zadbacie o siebie, Wasz poród będzie łatwiejszy, przyjemniejszy. Wasze 9 miesięcy będzie też fajną przygodą a nie prawie rokiem człapania jak pigwin. Nie wspomnę już o tym o ile łatwiej będzie Wam wrócić do formy po porodzie. Wiele symptomów ciążowych: otyłość i nadmierne kilogramy, puchnące nogi, skrócony oddech, wypchany brzuch uciekną jeżeli zadbacie o siebie, jeżeli będziecie trzymać się swoich nawyków żywieniowych, będziecie trzymać się zdrowej diety i będziecie regularnie ćwiczyć. I nie musicie brać ze mnie przykładu i porywać się od razu na bieganie, jeżeli nie czujecie się na siłach. Wystarczy poćwiczyć w domu, na macie, rozruszać mięśnie, przyspieszyć bicie serca i oddech. Przypalić trochę mięśnie podczas ćwiczeń i pozwolić im się zastać. Możecie popływać, pomaszerować, czy wybrać sobie taką aktywność która Wam odpowiada.

IMG_20161229_151208_682
Ciuszki: DARE2B

 

 

Każdy trymestr jest inny, ale w każdym trymestrze znajdziecie sposób na siebie. Przestańcie zwalać winę na Wasz obecny stan, o ile w nim jesteście, 🙂

To od Was i TYLKO od Was zależy to jak będziecie wyglądać, czuć się i jak Wasza ciąża będzie przebiegać !

DO DZIEŁA!!!

 

IMG_20161031_151631
Ciuchy : Dare2B

CIĄŻA

Co jest z tą pogodą ???

IMG_20141212_180837

Pytanie które mnie nurtuje dzisiaj przez cały dzień to co jest z tą pogodą ??

Jeszcze 4 dni temu biegałam w zimie. Wszystko było oszronione, mróz za oknem, chciało się żyć. Dzisiaj chlapa, łąki rozmokłe czułam się jakby zima już dawno temu się skończyła a marzec zawitał na dobre. Jedyne co mnie uświadamiało, że to nie marzec to że brzuch był cały czas na miejscu 🙂 A przecież termin na połowę lutego, więc w marcu planujemy już być w trójkę 🙂

Co do biegania to parę słów o tym, że chyba ciąża mnie dopada powoli. Nie wiem czy spadek formy ma związek z napiętym grafikiem który z dnia na dzień się zmienił, czy z 31 tygodniem ciąży w którym jestem. Bieganie nie tyle co stało się mniej przyjemne, bo ja czerpie nadal ogromną przyjemność, ale biega mi się gorzej – ciężej no i przez dużą część biegu spina mi się brzuch. W poniedziałek był mój ostatni trening, który na szczęście był w doborowym towarzystwie bo inaczej mogłabym spasować. Dodatkowo energii i kopa dawało to, że pierwszy raz od kąd się przeprowadziłam na naszą piękną wieś, dokładnie pięć lat temu, biegałam z KOLEŻANKĄ 🙂 Nowe ekstra przeżycie. Dzisiaj kolejny trening w spięciu, przez dobre dwa pierwsze kilometry mała dawała o sobie znać. Charakter mój na szczęście pozwala mi biegać dalej, bo wiem że nic złego się nie dzieje. Po pierwsze mała rozwija się prawidłowo, po drugie spięcie odpuszcza pod koniec treningu a motywuje do lepszego skupienia na oddechu. Mam nadzieję, że to się przyda przy porodzie.

A teraz pare słów na temat moich przemyśleń związanym z hemoglobiną. Ja do 7 miesiąca nie brałam żadnych suplementów ani witamin, bo mój pierwszy lekarz prowadzący był zwolennikiem odchodzenia od suplementacji gdy jest niepotrzebna. Wyniki były cały czas dobre, ale delikatnie spadała hemoglobina i hematokryt, nie mniej jednak zawsze były w normie dla osób nie ciężarnych, a wysokie jak to Doktor mówił jak na ciężarną. Kiedy wróciliśmy do domu po wakacjach zmieniliśmy lekarza na kolegę doktora z trójmiasta, a on okazał się zwolennikiem przyjmowania witamin/ supplementów i zalecił, żebym sobie kupiła femibion – natal 2 i go brała bo mi nie zaszkodzi a może pomóc. Przez miesiąc czasu sceptycznie łykałam tabletki, co prawda parę razy o nich zapomniałam ale wiedziałam że nie są konieczne. Wiem, że tabletki te posiadają wiele dobrych składników, ale jestem przeciwniczką łykania idealnie różowych tabletek które opróćz tych niezbędnych składników i witamin mają w sobie tą całą chemię co sprawia, że są one właśnie tak piękne różowe. Dzisiaj jednak mogę z zupełnym spokojem powiedzieć, że coś tam dają moja hemoglobina zamiast spaść w okresie pomiędzy 26-30 tyg ciąży, wzrosła z 11,4 na 12,3. Nie wiem czy to zasługa tych pięknie różowych tabletek, czy też tego że w końcu po ślubnych voyagach byliśmy w domu i dieta nasza była ograniczona do produktów eko z farmy świętokrzyskiej, innych eko produktów, zdrowego ślubnego koszyka od Madzi i mojej wizji kulinarnej. Jednym słowem jedliśmy głównie w domu i zdrowo. Dodatkowo treningi były bardzo regularne, rzadko miałam więcej niż dwa dni przerwy w bieganiu, a zazwyczaj biegałam co drugi dzień. Według mnie to ten szereg zdarzeń przyczynił się do polepszenia morfologi a nie tylko te różowe tabletki.

Pomimo, że teraz zaczynam już wierzyć, że taki femibion może coś dać dobrego, to i tak od jakiegoś czasu mam swoje przemyślenia co do treningów i morfologi krwi, a dokładnie hemoglobiny która mi nie spadała tak gwałtownie jak innym dziewczynom. Otóż śmiem twierdzić, że jest to właśnie dzięki stałemu wysiłkowi fizycznemu. Dobrze wiemy, że bieganie zwiększa objętość serca i pojemność minutową serca, za tym idzie wzrost zawartości tlenu we krwi. A wiemy przecież, że tlen transportowany jest przez hemoglobinę w naszej krwi, dlatego na chłopski rozum jeżeli mam zwiększone zapotrzebowanie na tlen który jest transportowany przez hemoglobinę to automatycznie w takim biegającym organizmie tej hemoglobiny powinny być więcej. To by wyjaśniało dobre wyniki krwi bez suplementacji i jeszcze lepsze wyniki, mieszczące się w normach nie dla ciężarnych, z suplementacją. Nie umiem potwierdzić moich przemyśleń badaniami naukowymi, pomimo że pisząc ten post intensywnie szukałam informacji na ten temat. Przy okazji natomiast znalazłam fajny artykuł o biegaczkach biegających w ciąży.

O.

A tu ostatnie treningi, dzisiejszego jeszcze nie zdążyłam zrzucić na komputer 🙂

Zrzut ekranu 2014-12-12 o 18.06.49

Poniżej zestawienie grudniowe:

Zrzut ekranu 2014-12-12 o 18.11.11

BIEGANIE CIĄŻA

Pani w 7 miesiącu ciąży….

Robiąc to zdjęcie przed bieganiem, wierzyć się nie chciało, że to już 7 miesiąc.

20141118_133352

To była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć…

Od rana coś było nie tak. Czterodniowe zastanie dawało się we znaki, nawet moja ulubiona owsianka na śniadanie nie smakowała tak jak zawsze. Miałam dosyć siedzenia w domu ( przeleżałam wczoraj cały dzień w łóżku i to w zupełności wystarczyło). I jak to zwykle bywa kiedy nie wiem co zrobić pytam się JEGO. Dziś niestety moja decyzyjna strona nie pomogła. On mówił, że trochę za wcześnie żeby biegać, ja w sumie też tak uważałam, ale cały czas gdzieś z tyłu głowy myślałam sobie już 4 dzień nie będziesz biegać.

No i wyruszyłam. Zegarek oczywiście jak jest zimno nie chciał złapać GPS-a na czas wiec skakałam z nogi na nogę cały czas myśląc czy na pewno podjęłam dobrą decyzję, czy może okaże się że jutro znowu będę musiała przeleżeć cały dzień w łóżku. Ale…. „tiiiiit” zadzwonił zegarek, że GPS namierzony i teraz już nie ma odwrotu – trzeba BIEC.

Zimno wiało, więc na naszych pobliskich łąkach trochę mnie przedmuchało, ale dawno nie czułam takiej przyjemności z biegania. Z każdym krokiem wiedziałam, że to było to czego mi od paru dni brakowało. Twarz zmarznięta jak w niejeden zimowy dzień, ale uśmiech był tak ogromny że aż zęby bolały. Cała w skowronkach wróciłam do ciepłego domku gdzie parę asanów z jogi zakończyło to przyjemne popołudnie.

NAPRAWDĘ WARTO BIEGAĆ !

Trening:

5km / śr tempo 6:47 ( wolno ale dzisiaj nie miało być szybko )

Zrzut ekranu 2014-11-18 o 19.08.27