Tag: bieganie

Podcast #8 BIEGANIE ZIMĄ – jak się ubrać, w co zainwestować?

PODCAST

Podcast #8 BIEGANIE ZIMĄ – jak się ubrać, w co zainwestować?

Cześć!

Zapraszam Was dzisiaj do kolejnego odcinka podcastu „Kobieta w Sporcie #LIVCOMMITTED” którego patronem jest marka Liv Polska .

Dzisiejszy odcinek jest poświęcony bieganiu.

Pogoda zimą i jesienią jest częstym czynnikiem dla którego kończymy naszą przygodę z bieganie. 

W dzisiejszym odcinku poruszamy temat ubioru, sprzętu i odzieży, ale też korzyści jakie możecie czerpać z biegania zimą. Powiemy Wam o tym w co warto zainwestować, a co jest zbędnym wydatkiem. Powiemy czym się różnią ubrania biegowe zimowe od tych letnich. Powiemy Wam jakich technologi uzywaja producenci by było nam łatwiej biegać zimą. Poruszymy temat ile warstw założyć jakie akcesoria są nie zbędne, jakie problemy możecie mieć ze złego ubioru. 

Stare polskie przysłowie mówi „Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani ludzie”.
Dlatego wysłuchajcie audycje i śmigajcie na biegowe ścieżki!
Zapraszamy !

Listen to „Kobieta w Sporcie – #LivCommitted” on Spreaker.

Krzysztof i Ola.

Kobieta w Sporcie – #5 Krzysztof Szwedzik, specjlaista od butów biegowych prosto ze Sklepu Biegacza.

PODCAST

Kobieta w Sporcie – #5 Krzysztof Szwedzik, specjlaista od butów biegowych prosto ze Sklepu Biegacza.

W dzisiejszym odcinku rozmawiam z Krzystofem Szwedzikiem, ze Sklepu Biegacza w Warszawie na Powiślu. Osobą o niesamowitej wiedzy, niesamowitym doświadczeniu nie tylko w bieganiu ale i w doradztwie butów biegowych. Krzysztof od ponad 10 lat pracuje dla Sklepu Biegacza, zna praktycznie wszystkie modele butów biegowych na rynku i w dzisiejszym odcinku zechciał podzielić się swoją wiedzą na ich temat.

  • Rozmawiamy o tym jak ważny jest dobór odpowiednich butów biegowych do naszych umiejętności, stopy i przeznaczenia.
  • Krzysztof opowie Wam czym kierują się kobiety kupując buty biegowe.
  • Porozmawiamy o tym dlaczego niektóre modele są takie drogie.
  • Rozwiejemy wątpliwości FENOMENU płytki karbonowej w najnowszych modelach butów i zaprosimy Was do kolejnych wspólnych audycji!

Życzę Wam miłego słuchania !

Listen to „Kobieta w Sporcie – #LivCommitted” on Spreaker.

Zapraszam Was serdecznie do poprzednich odcinków i do tych wszystkich które juz niebawem się ukarzą !

Ola Korulczyk

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

BIEGANIE POLECANE TESTY TRIATHLON

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

Tym razem to Rafał testował buty. Od zawsze chciałam żeby od czasu do czasu pojawiały się tu też tematy męskie, lub bardziej uniwersalne i tym razem się udało.

Na tapetę wjechały biegowe buty marki Brooks, model Launch 7. Model który szczyci się tym, że jest lekki i dynamiczny, a przy tym posiada dobrą amortyzację. Co w przypadku faceta o wzroście 191 cm i wadze 80 kilo, do długich treningów jest niezbędne.

Brooks Launch 7 treningówka czy startówka?

Przygotowując się w tym sezonie do długiego dystansu w triathlonie poszukiwałem butów które będą umożliwiały mi zrealizowanie długich wybiegań z mocniejszymi akcentami. Przede wszystkim w komforcie dla moich stóp. Marka Brooks poleciła mi właśnie ten model do tego typu treningów.  Z opisów i recenzji w internecie można przeczytać, że to but dynamiczny, lekki a więc szybki, ale z dobrą amortyzacją potrzebną na długich wybieganiach. I wszystko okazało się prawdą…ale

nie od pierwszego biegania.

OPIS BUTA:
Cholewka Brooks Launch 7 w porównaniu do poprzednich modeli wykonana jest z jednowarstwowej siateczki, która daje doskonałą cyrkulację powietrza.

Poza tym model ten posiada stabilny zapiętek wewnętrzny wykończony miękkim kołnierzem z pianki, który ma za zadanie podnieść komfort noszenia. 

Powierzchnia Brooks Launch 7 składa się z najlżejszych materiałów. 
Podeszwa środkowa wykonana z BioMoGo DNA, daje sprężystą długotrwałą amortyzację, zwiększona w śródstopiu została zaprojektowana tak, aby zapewnić techniczne wsparcie, bez obciążania wagi buta. 

Podeszwa zewnętrzna posiada specjalne strefy zgięcia, umożliwiające płynne przetaczanie, stworzona na twarde nawierzchnie. 

Brooks Launch 7 jest lekki, waży tylko 255 gram. 

Przeznaczony jest dla osób ze stopą neutralną. Posiada 10 mm drop.

Marka Brooks udostępniłam mi ten model w czasie kwarantanny, dlatego nie mogłem przetestować go od razu na dworze. Pierwsze bieganie w Launch-ach zrobiłem, właśnie ze względu na kwarantannę, na bieżni mechanicznej w domu. Matka natura obdarzyła mnie dużą stopą, nie zawsze zatem udaje mi się dobrać buty bez mierzenia, pomimo że zawsze kupuje je z wkładką o tej samej długości. Z tym modelem było podobnie, po założeniu pierwsze moje odczucie to „Przydałby się większy rozmiar.” Po przeanalizowaniu jednak długości wkładki do stopy i miejscu jakie wbrew pozorom miałem na przedzie buta, zdecydowałem się zatrzymać ten model. Jak się okazało był to dobry wybór.

miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, a stopa po prostu potrzebowała czasu na ułożenie się w bucie. Po pierwszym treningu [prawie 20 kilometrów z zadaniami] odczuwałem lekkie odparzenia na stopach [używałem tych samych co zawsze, sprawdzonych skarpet], jednak przy kolejnych treningach już tego nie było. Tak jakby but, a z nim materiał i wkładka się ułożyły i dyskomfort znikł. Myślę, że pierwsze odczucia mogły być związane z tym, że but był nowy lub kwestia tego że wykonałem w nich pierwszy mocny treningu i w dodatku na bieżni mechanicznej.

BIEGANIE NA DWORZE W MODELU BRooks Launch 7.

Co innego wydarzyło się kiedy po raz pierwszy wyszedłem na dwór. Pierwsze treningi na zewnątrz utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będą super buty do dłuższych wybiegań. Dzięki bezszwowej konstrukcji nie doświadczyłem żadnego dyskomfortu, oprócz wspomnianego pierwszego treningu, żadnego otarcia, szczególnie w przedniej części buta.  Jest to ważne, ponieważ sporo treningów wykonuję w pofałdowanym terenie, a w czasie zbiegów w innych butach, odczuwałem dyskomfort stopy po dłuższych jednostkach.

Zapiętek jest wysoki i dość sztywny, na pierwszy rzut oka wydaje się nawet za sztywny, z dużą ilością gąbki. Na początku, zanim but się nie ułożył, wydawało mi się, że może przez niego zrobić się jakieś otarcie, ale po dłuższym użytkowaniu stwierdzam, ze to duży plus. Dobrze trzyma stopę, nawet w trudnym, nierównym terenie w którym często biegam.

Czy BROOKS LAUNCH 7 to STARTÓWKA CZY TRENINGÓWKA ?

Jestem przyzwyczajony do biegania na zawodach w twardych sztywnych modelach. Biegam ze śródstopia zatem amortyzacja podczas zawodów nie jest najważniejszym aspektem, w porównaniu do dynamiki. Brooks Launch 7 to idealny model na długie treningi z zadaniami. Jest lekki, ma dobrą amortyzację i jest dynamiczny. Nie jest to natomiast model który pasował by mi na starty. Zdecydowanie super się biega w nim treningowo. Zreszta jest to nowy model moich starych treningowych butów. Zatem do Brooks-ów jako marki nie od teraz jestem przekonany. Brooks Launch 7 to but z przyzwoitą amortyzacją, nie jest jednak ciężkim, topornym butem z wysoką amortyzacją, który sprawdzi się tylko i wyłącznie na długich luźnych wybieganiach.  Można by powiedzieć, że to taki but dla biegaczy którzy lubią czuć dynamikę, ale w tyle głowy chcieliby też zadbać o trochę większy komfort stóp podczas długich treningów. Ponieważ moje obecne treningi, są dosyć duże objętościowo ten model bardzo dobrze się sprawdza do tego typu treningów. Biegam również w terenie zalesionym, czy po szutrze i wbrew pozorom kiedy jest sucho buty całkiem dobrze radzą sobie nawet i tam. W szczególności przypasował mi sztywny zapiętek, który dobrze trzyma stopę podczas zbiegów.

WIZUALNIE.

Ja co prawda nie kupuję butów, tym bardziej biegowych oczami. Raczej jestem pragmatyczny i szukam takich modeli, które spełniają moje oczekiwania w kwestiach technicznych, a ich wizualny aspekt nie jest dla mnie kluczowy. Brooks jako marka ceni sobie prostotę i taki właśnie jest ten model – bardzo uniwersalny. Mój model to model grafitowy/czarny, czyli można by powiedzieć taki klasyk. Klasyk ten jednak jest przełamany fajnym jaskrawym logiem, dzięki czemu buty są też lepiej widoczne. Ciemne modele zdecydowanie przemawiają do mnie, kiedy chodzi o bieganie w terenie. Poza tym Brooks nie jest marką, która posiada w swojej ofercie wymyślone kosmiczne modele. Raczej jest to marka gdzie króluje prostota i klasyka i taki właśnie jest ten model. Dla tych co preferują kolorowe buty Model Launch 7 jest dostępny także w kolorze czerwonym z niebieskim logiem.

Podsumowując…

Plusy:

  • Bezszwowa konstrukcja sprawia, że jest na prawdę wygodny
  • Nieprzesadzona amortyzacja
  • Fajna dynamika
  • Poprawnie radzi sobie w terenie

MINUSY:

  • Nieagresywny bieżnik sprawia, że słabo sobie radzi w terenie gdy jest mokro

Czy polecam ? 

Jeśli ktoś tak jak ja potrzebuje buta, który jest takim idealnym kompromisem pomiędzy amortyzacją, a dynamiką, to to jest właśnie ten model. Zdecydowanie zakwalifikowałbym go do butów treningowych, wiem jednak że sporo jest biegaczy którzy potrzebują większego komfortu nawet na zawodach i używaliby go również tam. Jest to też przede wszystkim model w przystępnej cenie, jak na swoje technologiczne zaawansowanie. Klasyczny,  Jest to uniwersalny model, który poniekąd dostosuje się do Waszych potrzeb i umiejętności.

Rafał i Ola.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach i postaramy się na nie odpowiedzieć jak najszybciej.

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

BIEGANIE POLECANE TESTY

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

Sport w czasach PANDEMII, chyba raczej tak powinnam zatytuować ten wpis. Wiem, że ostatnio bieżnia mechaniczna to temat tabu u sportowców amatorów i pro, chociaż Ci drudzy w większości od dawna są już jej posiadaczami.

Skoro obostrzenia brzmią coraz bardziej niejasno i coraz bardziej restrykcyjnie. Nie wiemy czy biegać, czy nie. Czy wychylać nosa, dokąd najdalej możemy i na ile faktycznie jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia ( mówię tu o możliwości zarażenia się wirusem podczas treningu ). Są Ci którzy mimo wszystko będą tupać nogą i próbować do końca postawić na swoje. Są tez tacy którzy akceptują sytuację i szukają z niej jakiegoś wyjścia i Ci piszą do mnie w wiadomościach pytania o bieżnię.

Bieżnia u nas była na tapecie od 2 lat. Głównie chcieliśmy ją zakupić, bo w zimę bardzo cieżko u nas z treningami biegowymi, taką mamy sezonową prace i zima to szczyt naszego sezonu. Możemy biegać albo o świcie albo bardzo późno wieczorem, co w moim przypadku jest niemożliwe bo nie biegam nocą po lasach 🙁 Jednak zawsze podchodziliśmy troszkę sceptycznie do treningów na niej, no i jak u wszystkich zawsze były „lepsze” wydatki. Kiedy zamknęli granice, a my wracaliśmy do kraju ostatnim rejsowym samolotem, prawie uciekając z Cypru zanim PANDEMIA zacznie się na dobre. Wiedzieliśmy, że będziemy na obowiązkowej 14 dniowej kwarantannie. Wracając po ponad 2 tygodniach mocnych treningów na Cyprze na obozach, głównie rowerowych, było nam bardzo szkoda formy i pracy, żeby zaprzestać bieganiu zupełnie na 2 tygodnie. Zaczęły się rozmowy o bieżni, takie na poważnie.

NO I STAŁO SIĘ… Przylecieliśmy w weekend a w środę bieżnia była już u nas w domu. Niemniej jednak zanim trafiła do nas, mój Rafał przeczytał chyba wszystkie dostępne artykuły dotyczące jej wyboru, rozmawiał z każdym kto jest w posiadaniu bieżni i to jemu możecie podziękować za powstanie tego tekstu. Ja tylko korzystam on ma wiedzę i chce się z Wami nią podzielić.

Szczególne podziękowania tu dla dwójki krasnoludków, którzy tą bieżnię przywieźli nam pod drzwi prosto z Warszawy wiedząc, że nawet nie napiją się z nami kawy i nie wejdą na minutkę do środka. Jak się okazuje bieżnie chociażby te z decathlonu, są dostarczane przez kuriera, ale niestety kurierzy tych produktów nie dostarczają do drzwi tylko trzeba odbierać je z magazynów ( są za ciężkie). Trzeba więc po nie podjechać autem nie do sklepu, ale do magazynu regionalnego dla kurierów, pomimo, że na stronie napisane jest dostawa kurierem.
Naszych dwóch krasnalów odebrało dla nas tą bieżnię i przywiozło do domu. 
Tacy prawdziwi pomocnicy ludzi w potrzebie, trenujący oczywiście i czujący klimat <3
DZIĘKUJEMY ! ! !

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGE PRZY WYBOŻE BIEŻNI: 

  • Przede wszystkim na dużą moc silnika. Zakładam, że większa ilość osób które to czytają to aktywni biegacze lub triathloniści, zatem nie jesteście osobami które uprawiają jogging, a chcecie bieżnie wykorzystać do wykonywania wszystkich jednostek treningowych. My mamy  moc 2 KM, która jest wystarczająca dla większości amatorów, szybko zmienia tempo i nachylenie.
  • Prędkość powyżej 20 km/h. Jeżeli chcecie robić treningi interwałowe i móc robić na nich przebieżki to większość z Was pewnie osiąga taką prędkość podczas interwałów. Ważne jest żeby bieżnia miała prędkość troszkę większą niż wasze planowane tempo interwałów. Żeby nie zajechać bieżni, nie powinniśmy biegać z maksymalna prędkością długich odcinków, musi być spory zapas.
  • Duży pas po którym biegamy.  Tak na prawdę im dłuższy pas, tym bardziej komfortowo się biega. Przy moim wzroście, lub kobiecych gabarytach może to nie być aż tak istotne, ale przy wzroście mojego Rafała 192 cm, już tak. Na mniejszym pasie, możecie mieć wrażenie, że zaraz Wam się pas skończy i spadniecie, przez co będziecie czuli dyskomfort przy bieganiu. Nasz pas jest długości 150 cm i ma szerokość 51 cm, jest to raczej jeden z większych pasów dostępnych na rynku, równocześnie daje duży komfortowy biegu. Nawet mój Rafał z noga o długości ponad metra biega w komforcie.
  • Czy bieżnia ma ograniczenia godzinowe jeśli chodzi o jej pracę. Niektóre bieżnie na prywatne potrzeby mają napisane w opisie że nie powinny być używane więcej niż np 8h/tygodniowo. Warto na to zwrócić uwagę gdyż przy ewentualnych defektach, lub chęci skorzystania z gwarancji, możecie jej nie mieć po prostu uznanej, lub bieżnia szybko się zużyje.

NASZA BIEŻNIA:

Nasza bieżnia to bieżnia z DECATHLONU, marki DOMYOS INTENSE RUN  —-> PODRZUCAM WAM LINKA DO NIEJ JEŚLI CHCECIE ZOBACZYĆ WSZYSTKIE JEJ SPECYFIKACJE.

 

Poniżej jednak skrócę jej zalety i wymienię ewentualne wady: 

DOMYOS INTENSE RUN ZALETY:

  • Gwarancja i bezsporne korzystanie z tej gwarancji
  • Bieżnia jest składana więc po każdy treningu można ją złożyć i zajmuje połowę miejsca.
  • Duży PAS biegowy, dobry silnik i duża prędkość do 22 km/h (tempo 3.00 min/km to 20 km/h) Przyjmuje się, że biegiem ciągłym można biec około 2 km/h mniej niż prędkość maksymalna. Zatem nasza bieżnia posłuży każdemu kto chce biegać nawet biegiem ciągłym na 3:00 min/km .
  • Łatwy w obsłudze panel, duże widoczne cyfry i wszystko to co powinno być na widoku: czas, dystans, prędkość, spalone kcal.
  • Bieżnia jest na stronie Decathlonu z kategoryzowana jako do intensywnego użytkowania.
  • Można ją dosyć łatwo przesuwać dzięki rolkom zamontowanym na dole.
  • Posiada pasek piersiowy do HR.
  • Decathlon mówi że bieżnia jest cicha. My niestety nie mamy porównania do innych bieżni. Mieszkamy w domu i na dole bieżni w ogóle nie słychać. Ale to są bardzo subiektywne opinie.
  • Wentylator całkiem fajnie działający, ma 3 stopniową regulację i na najmocniejszej na prawdę fajnie działa, chłodzi. Powietrze jest zimne, ale wieję troszkę na klatkę i gardło i czasami robi się nawet za zimno.
  • Wbudowane głośniki które dedykowanym kablem możecie podłączyć do telefonu lub tabletu. Macie też dedykowany stojak na tablet telefon na pulpice co jest fajnym gadżetem.
  • Dwa miejsca na bidon i ewentualne żele i inne przybory.
  • Komunikację BLUETOOTH, ale tylko do dedykowanej aplikacji DOMYOS. Jeśli jednak ściągniecie sobie ta aplikację to możecie kontrolować prędkość i nachylenie przez nią. Ponadto jest dużo fajnych programów treningowych dla początkujących.
  • Bezprzewodowy PILOT na bluetootha, który pozwala regulować prędkość (co 1 km/h) i nachylenie ( co 1%) ułatwiając szybką zmianę prędkości i nachylenia podczas interwałówbez dotykania wyświetlacza. WIELKI PLUS I POMOCNIK.
  • Szybka zmiana tempa, bez problemu można wykonać np 15-20 sekundowe przyspieszenia, ze zmianą prędkości o nawet 10 km/h .
  • Jest stabilna, ale jest też dość lekką bieżnią. W porównaniu do komercyjnych bieżni w klubach, jest mniej stabilna, ale tamte ważą ponad 200 kilo i bardzo ciężko jest je złożyć samemu w domu. Przy wysokich prędkościach, wadze i gabarytach Rafała bieżnia troszkę się rusza. Przy moich gabarytach i prędkościach z jakich ja korzystam bieżnia wydaje się bardzo stabilna.

WADY:

  • Nie stwierdzono 🙂 Pewnie jesteśmy tak szczęśliwi że możemy robić treningi biegowe będąc zamknięci w domu, więc wady wyjdą dopiero po zakończonej pandemii.

 

Ok no dobra, skoro temat jest mocno na topie to może napiszemy też jakie są w ogóle plusy biegania na bieżni mechanicznej. Bo skoro nie możemy teraz biegać na dworze to trzeba znaleźć plusy biegania w środku.

 

Zalety biegania na bieżni mechanicznej :

  • Bieganie w każdą pogodę! Nie ma wymówek „wieczorem, psy, gwałciciele, dzikie zwierzęta ” jak to mój Rafał napisał, czy inne dziwadła.
  • Dokładna kontrola tempa oraz kadencji (bieżnie pokazują km/h i musimy się nauczyć przeliczać jakim tempem biegamy. Zwift (darmowy dla biegaczy) pokazuje tempo, prędkość w km/h, tętno, dystans, kadencję, więc można biegać ze zwiftem włączony na tablecie lub komputerze obok, tak aby monitorować chociażby tempo biegu.
  • Łatwiej wykonać zakładki-szybciej przechodzimy z roweru na bieg. Możemy łatwo wykonywać treningi zakładkowe łączone: rower-bieg-rower lub bieg-rower itd
  • Nauka jedzenia i picia w czasie treningu (łatwiej jest pić i jeść w czasie treningów na bieżni, przyzwyczajać układ trawienia na długie dystanse (Rafał nie byłem przyzwyczajony do picia i jedzenia w czasie treningów biegowych, zresztą ja też, i teraz wykorzystujemy bieżnię do tego i czuje ze z treningu na trening lepiej mi się biega z pełnym żołądkiem)

MINUSY:

  • Ja nie mam czujnika biegania na buta i niestety zegarek bardzo przekłamuje mi dane tempa biegu. Mam jednak tabelkę z przeliczeniem prędkości na tempo i wszystkie treningi rozpisuję sobie w zakresach km/h wtedy wiem jakich wartości się trzymać.
  • Nie wychodzimy z domu, nie dotleniamy się. Jednak w obecnych czasach pandemii nie wiadomo czy to minus czy plus 😉

TRICKI I TRICZKI ŻEBY WAM SIĘ DOBRZE BIEGAŁO:

  • Trzeba pamiętać o otwieraniu okien, żeby zmniejszyć do minimum stężenie dwutlenku węgla w pokoju i pamiętać o wentylatorze. My mamy na pilota duży wentylator i możemy go włączać po rozgrzewce i wyłączać przy schłodzeniu na koniec treningu żeby się nie wychładzać.
  • Bez problemu, co ciekawe, można wykonać treningi typu podbiegi i przebieżki. Zanim wykonamy mocne, szybkie treningi koniecznie zrób kilka łatwych biegów żeby zobaczyć jak reaguje bieżnia oraz twój błędnik. Zakończ każdy trening wolnym biegiem i marszem. Po zejściu z bieżni z wysokiej prędkości błędnik czasami wariuje.
  • W czasie treningu mocniej się pocimy—> wygodnym sposobem jest buff na czoło albo w pogotowiu ręcznik.
  • Na bieżni biega się trochę łatwiej ( nie mi 😉 ) niż na zewnątrz, aby wyrównać te różnice ustawiamy nachylenie pasa bieżni na 1%. Większość bieżni mechanicznych ma bardzo dobra amortyzację-przez to mniej kontuzji.
  • Zwift w wersji biegowej —> Co potrzebne ? Komputer lub tablet z zainstalowana aplikacją zwift, RunPod czyli czujnik kadencji zakładany na buta (decathlon, garmin, adidac itp) czujnik tętna, i czujnik ANT+ do komputera. Wersja biegowa Zwift jest narazie bezpłatna, nie ma potrzeby podpinam karty kredytowej. W aplikacji oprócz naszego awatara który gdzieś sobie biegnie wśród innych biegaczy oraz kolarzy widzimy dokładnie wszystkie parametry (tempo, prędkość, tętno, kadencję, czas treningu, dystans) są w aplikacji gotowe plany treningowe z których możemy kozystac. Jest sporo tras do wyboru:watopia,richmond,londyn czy Nowy Jork która po synchronizacji aplikacji ze strava i garminem umożliwia przesłanie aktywności do tych platform.
  • Ponadto jak można sobie umilić fajnie czas biegając. Po pierwsze filmy na tablecie, netflix-ie podpiętym bezpośrednio pod głośniki z bieżni, lub podcasty.
  • Fajnie tez ustawić sobie bieżnie z widokiem na ….. coś co lubicie 🙂 my mamy ustawioną ją pod oknem skierowaną centralnie na nasz przydomowy lasek, czyli biegamy prawie jak na dworze ! 🙂
  • My ten model sami wnieśliśmy na piętro u ans w domu, nie wspomnę, że prawie zginęłam przy tym śmiercią tragiczna, a bieżnie rozwaliłaby schody, ale udało nam się. Waży ponad 100 kilo więc warto mieć dwie w miarę silne ( albo jedną bardzo silną i jedną przeciętną jak u nas ;p ) osoby żeby taką bieżnię złożyć. Polecam nie rozśmieszanie osób noszących bieżnie po schodach 🙂
  • Bieżnie oczywiście trzeba złożyć samemu w domu nam to zajęło niecałą godzinkę, instrukcja była czytelna, może nie IKEA, ale wszystko było jasne.

Tak ogólnie pisząc czy warto. Każda moja myśl mówi TAK !

Jestem zwolenniczką biegania na dworze, biegam w każdych temperaturach, uwielbiam mróz, gorzej znoszę ciepło. Nienawidzę trenowania w domu, ale są dni, momenty w życiu kiedy po prostu wyjście na dwór jest niemożliwe. Np trening z dzieckiem w domu, bieganie późnym wieczorem u nas na wsi, lub pandemia która zamyka nas w domach na kilka tygodni, a może nawet i miesięcy.

Bieżnia jest super sposobem na trenowanie zawsze i bez wymówek, nie wiem na ile będziemy ją używać kiedy życie wróci do normy, ale wiem że nie będzie już szukania wymówek żeby na trening biegowy nie wyjść.

W obecnej sytuacji jak nie musimy nie wychodzimy i praktycznie od 3 tygodni biegamy tylko na bieżni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej którą kupiliśmy i nie przeszło mi ani razu przez myśl żeby zrezygnować z treningu biegowego w tym czasie, pod pretekstem że bieżnia jest „nudna”.

 

POLECAMY KAŻDEMU.

DZIECIAKI TEŻ JĄ UWIELBIAJĄ <3

Wielkie podziękowania dla mojego Rafała, bez którego wiedzy ten tekst by nie powstał ! Dziękuje ! <3
On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH

BIEGANIE POLECANE TESTY

On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH <3 <3

Co prawda w powietrzy wisi dla Was kolejna realcja z tri, ale do tego postu zabieram się od miesięcy. Podróże, wyjazdy, starty, dzieci ( ha ha ha) nie pomagają w byciu konsekwentnym i systematycznym. Ale skoro juz usiadłam i jestem chce się z Wami podzielić moim bieganiem w chmurach, czyli butach marki On Running, z którą nie rozstaje się od zeszłego roku.

 

Z góry powiem, że wszystkie dane co do butów, oczywiście ściągnęłam z ich strony. Ponadto nie jestem podążającą za nowymi trendami buto-holiczką, więc nie powiem Wam co siedzi w trawie u konkurencji i czy można te buty porównać do modeli innych firm. Wiem natomiast, że kilka lat przebiegałam w butach różnych firm, zaczynając standardowo od New Balance-ów, przez triathlonowe Asics-y TRI NOOSA, kończąc na On-ach właśnie, do których czuję bezgraniczną miłość.

 

1. On Running – model CLOUDFLOW

( czyli moja pierwsza styczność z chmurami 🙂

 

Te buty wpadły po raz pierwszy w moje ręce podczas expo, na starcie w Super League Triathlon Poznań. Pamiętam jak pierwsze myśli przykuła cena która nie należy do najniższych, sceptycznie podeszłam więc do butów. Na szczęście tylko do momentu, kiedy znalazły się one na moich nogach.

Pierwsze wrażenie ? WOW tych butów się w ogólne nie czuje, miałam wrażenie jakbym miała tylko skarpetkę na sobie. Były mega wygodne, kolorowe i to wystarczyło żebym się zakochała. Ponadto co Szwajcarzy robią źle, zaryzykowałam, że buty wypróbuję. Wtedy obowiązywała promocja, że możesz testować buty przez 14 dni i jeżeli jesteś niezadowolony z nich to możesz testowany model odesłać.

BIORE !

Pan który owe buty zachwalał, nawet namawiał mnie do startu w nich następnego dnia, argumentując że są tak wygodne i tak boskie, że nie będę narzekać. Pana nie posłuchałam,potruchtałam tylko podczas rozgrzewki w nowych butach, ale jak tylko po zawodach wróciłam do domu marzyłam o treningu biegowym.

DYNAMIKA, LEKKOŚĆ, WYGODA to chyba 3 cechy których nie da się odebrać temu modelowi. Jest on dynamiczny, ale jeszcze dosyć miękki, jak na but startowy, startowo-treningowy. Bardzo ładnie oddaje podczas biegu, ale nie męczy stopy twardością. Nadaje się idealnie jako jedyny but do triathlonu. Ponadto but jest tak wygodny, że nie męczy w żadnych ale to żadnym miejscu stopy. W środku materiał jest niesamowicie delikatny, można by go porównać do satynowej sukienki albo kaszmirowego sweterka, Panie wiedzą o co chodzi, a Panowie mogą taką sukienkę, albo sweterek na chwilę od Pań pożyczyć ;p No albo kupić ON-y i sprawdzić jakie to uczucie 🙂

Taki materiał daje niesamowity komfort jeśli chodzi o bieganie, but wykończony w środku jest bezszwowo, albo tych szwów po prostu w ogóle nie czuć. Ponadto jest niesamowicie lekki, a co za tym ponownie idzie to komfort biegu.

Przy moich gabarytach 175 cm i 57 kilo żywej wagi, buty nadają się jako buty treningowe i startowe. Podeszwa nie jest jakoś u mnie nadmiernie zniszczona po roku używania. W przypadku większych, cięższych i wyższych osób but może być stosunkowo za delikatny jako but treningowy. Mojemu Rafałowi model się nie sprawdził jako but treningowy, bo zużywał się zbyt szybko ( chłopak ma tylko 191 cm, i waży 84 kilo) i zamienił go na model CLOUDSWIFT, który jest bardziej wytrzymały z większą amortyzacją i przy jego wadze sprawdza się idealnie treningowo. Ponadto startuje w nich więc też, nadaje się na buta startowego na dłuższe dystanse typu 1/2 IM.

 

PARAMETRY: 
*lekki but treningowy na dystanse do maratonu
*profil biegacza: jako but treningowy - waga do 75 kg, jako but startowy - waga powyżej 75 kg, krok neutralny
*płynne i dynamiczne przetoczenie, dynamiczna amortyzacja
*drop: 6 mm
*waga: W 190 g – M 230 g

 

Cloudflow mają jeden malutki minus. Przez ich delikatność i niesamowicie wygodny materiał, dosyć szybko ścierają się zapiętki wewnątrz buta. Jest to mankament wizualny, który nie przeszkadza w żaden sposób w ich użytkowaniu.

Ah i zapomniałabym przez innowacyjną podeszwę, zdarza się, że w lesie wpadnie Wam i zaklinuje się kamyk, albo szyszka między poduszki powietrzne. Nie uszkadza to w żaden sposób butów, po prostu trzeba się schylić i to wyciągnąć, albo biec dalej jak są to zawody 😉

Ja od roku biegam tylko w tych butach, biegam w nich na zawodach, na wszystkich treningach. Buty nawet radziły sobie jako tako w zimowych warunkach i górach. Biegam w nich na szutrze, leśnych ścieżkach, ale głównie po asfalcie. Są dynamiczne, szybkie, bardzo ładnie oddają i przede wszystkim lekkie i wygodne !

SZCZERZE POLECAM !

2. CLoUDVENTURE – czyli coś dla górskich biegaczy. 

 

Cloudventure, to trailowo-treningowy model marki On Running.

Ten model testowałam zimą, głównie w terenie. Niewiele w nim biegałam, bo odkąd go mam zima szybko się skończyła, a na wyjazdy nie miałam możliwości zawsze brać kilku par butów.

Cenie w nim lekkość, którą ma każdy but marki On Running. ten model ma też inna podeszwę, dzięki czemu problemu z cloudflow, typu wchodzące szyszki i kamyczki nie mają tu miejsca.

But sprawdzał się bardzo dobrze w zimowych warunkach, gdzie całe ścieżki były pokryte śniegiem, a gdzie nie gdzie nawet lodem. Miał zaskakująco dobra przyczepność w takich warunkach, tylko kilka razy podczas długiego wybiegania straciłam przyczepność, a warunki w Pieninach były iście zimowe. Ma on tez więcej miejsca w środku mniej przylega do stopy, ale nie sprawia, że stopa rusza się w środku.

Cloudventure wzięłam też ze soba w Alpy, tam w górskim terenie na luźnych ścieżkach but trzymał się równie fajnie podłoża. Dobiegi po asfalcie do trailowych ścieżek też nie były dla niego problemem, czy dyskomfortem dla mnie. Jest on nadal bardzo wygodny, lekki, tym bardziej jeśli mówimy tu o bucie górskim. Nie jest na GORE-tex-ie jak słynne Salomony, ale mi na trasach do 15 kilometrów nie przemókł ani razy na śniegu. Jest dosyć cienki więc w zimę, warto zainwestować w grubszą, cieplejszą skarpetkę.

Ponownie materiał jest niesamowicie wygodny, a but niesamowicie lekki jak na but trailowy.

 

PARAMETRY: 
*komfortowy, świetnie amortyzowany, idealny na długie dystanse
*ochronę przed ostrymi elementami podłoża
*nowatorska podeszwa Missiongrip - doskonała przyczepność na zbiegach i podbiegach oraz na każdej nawierzchni - utwardzonej, luźnej oraz zmrożonej
*duża przestrzeń wewnątrz dla lepszego komfortu na długich dystansach, również dla osób o szerszych stopach
*drop: 6 mm
*waga: W 235 g - M 295 g

 

 

3. On Running Cloud Woman – czyli BOSKOŚĆ dla kobiet 🙂

 

Ten model kupiłam w dzień kobiet 🙂

Nie jestem zwolenniczką chodzenia w butach biegowych, ba nawet tego nie lubię. Owszem uwielbiam trampki i inne sportowe obuwie, ale nie lubię chodzi w butach biegowych. Do dnia kobiet tego roku. Korzystając z promocji, gdy kupowaliśmy buty dla Rafała, moim oczom pokazał się ten model. Nie jest to sekretem, że róż pod każdą postacią szybko mętli mi w głowie, a wygoda jaką uwielbiam w Cloudflowach, sprawiła, że chciałam mieć On-y takie po prostu do chodzenia.

Ja, osoba nie lubiąca chodzić w butach biegowych ! ! !

Ten model idealnie łączy, wygodę i lekkość On-ów, z designem i wykończeniem nie do końca biegowym. Są po prostu pięknę, wygodne, można w nich też pobiegać czy poćwiczyć, ale przede wszystkim chodzić na co dzień. Nie rażą w oczy, tak jak inne biegówki, są elegantsze, wygodniejsze, delikatniejsze i na maksa kobiece.

To taki model do wszystkiego, taki model z którym nigdy nie będziecie chcieli się rozstać. To taki but który zastępuje trampki i buty sportowe, a przy tym jest jeszcze po prostu ładny.

W zestawie przychodzi z dwoma parami sznurowadeł. Gumki, które pierwotnie zamontowane są do buta ułatwiają użytkowanie go na co dzień. Łatwiej się buty zakłada i ściąga. Gumki nie pokrywają całego buty tylko górną część, dzięki czemu jest turbo wygodnie. Ja w tym modelu tylko chodzę, ewentualnie ćwiczę jakiś fitness, lub robię rozgrzewki przed zawodami. Dlatego jeszcze nie korzystałam z dodatkowej pary sznurowadeł, która jest dla tych co chcą używać tego modelu do bardziej sportowych zadań. Druga para sznurowadeł, to zwykłe sznurowadła, które wkładamy do każdej dziurki na to przeznaczonej, dzięki czemu stopa jest bardziej stabilna w środku buta, dokładnie tak jak w biegowych modelach.

Gumki to opcja casualowa, dodatkowy plus za to że dzięki nim but nie wygląda na typowo biegowe obuwie.

Cóż więcej mam napisać, chodzę w nich w skarpetce, bez, jeżdżę na rowerze z dzieciakami, używam na co dzień w szczególności gdy chce czuć super komfort przez cały dzień. Używam go przed zawodami do rozgrzewek, ale myślę też że spokojnie nadał by się na lekkie i nie długie treningi biegowe.

 

PARAMETRY: 
*Przeznaczone do aktywności: fitness, casual, trening
*Cholewka wykonana z oddychającej i antybakteryjnej siateczki o anatomicznym kształcie
*Model CLOUD został zaprojektowany tak, by ujarzmić wstrząsy podczas lądowania, jednocześnie oddając zgromadzoną podczas wybicia energię.
*Waga: 183 g

 

A żeby Was zachęcić to teraz macie PROMO, dzięki któremu możecie testować buty przez 14 dni i jeśli Wam nie spasują zwrócić je do sklepu 🙂 

——-> On Running 14 DNI TESTY – Sportofino

 

To co które Wy wybieracie ? 🙂

 

Biegająca Bio Mama. <3

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

Zaczynam pewnie troszkę od tyłu, bo najpierw powinien ukazać się post merytoryczny, ale nie wiecie jednej rzeczy o blogowaniu, a mianowicie tego że posty merytoryczne zajmują na prawdę dużo czasu. Jedno to są moje odczucia doświadczenie, a drugie to wrzucić Wam porządną dawkę konstruktywnych informacji na temat przyczepek i wózków.

Dlatego zacznę od odpowiedzi na Wasze pytania, bo nie ma co ukrywać to Was interesuje najbardziej. Co więcej mi łatwiej jest na nie odpowiadać. Rozgośćcie się i wysłuchajcie co Was dręczy, nurtuje i jakie macie oczekiwania jeśli chodzi o bieganie z wózkiem i przyczepką.

DSC_0176 2

 

1. Ciekawa jestem jak się biega z przyczepką, jakie plusy i minusy vs wózek.

Tutaj można na prawdę dużo napisać. Nie umiem stwierdzić co jest minusem a co plusem bo każda różnica ma swoje za i przeciw, dlatego pozostawiam Wam decyzję co uważacie za pozytywną różnicę a co za negatywną. Ja Wam opiszę różnice w najbardziej obiektywny sposób jaki potrafię.

Pierwsza różnica to wielkość, przyczepka jest prawie dwa razy szersza, oczywiście pisze o modelu 2-osobowym bo taki mamy. Są przyczepki jednoosobowe, które gabarytami jeśli chodzi o szerokość nieznacznie się różnią od wózków biegowych. Szerokość podwójnej przyczepki utrudnia trochę bieganie w terenie, bo nie zawsze mieści się na ścieżkach. Z drugiej strony mieści dwójkę dzieci, więc jakby nie patrzeć coś za coś!

edf

Nie ma amortyzacji, tzn nasz model nie ma. Oczywiście na rynku większośc nowych modeli ma już całkiem fajną amortyzację, ale za tym idzie cena. Brak amortyzacji sprawia, że dzieciaki trochę bardziej mogą odczuwać nierówności  w terenie niż w standardowym biegowym wózku. My się tego baliśmy najbardziej bo nie ma co ukrywać mieszkamy na wsi i dużo na wsiach przebywamy. Po roku używania stwierdzam, że nie jest ona konieczna. Pewnie, że jadąc rowerem po leśnych ścieżkach musicie trochę zwolnić, ale uwierzcie mi że jadąc z przyczepką i tak i tak będziecie zwalniać. w przypadku prędkości jakie osiąga się przy bieganiu z przyczepką, amortyzacja jest zbędna. Maluchami w środku telepie co najwyżej tak jak w samochodzie a wyboistej drodze. Mówię tutaj oczywiście o dzieciach które siedzą w przyczepce. Dziecko które jest w hamaku przeznaczonym dla niemowlaka (my woziliśmy naszego Stasia od około 2-3 miesiąca życia, był duży i dlatego się zdecydowaliśmy) nie odczuwa żadnych wstrząsów, bo hamak działa lepiej niż mechaniczna amortyzacja.

26757762_1550936821685581_438273795724040954_o

Nie ma pozycji leżącej. I tu znowu wrócę do naszego modelu. Nasz model nie ma opcji leżenia, oczywiście na rynku są takie modele co mają wszystko ale niestety kosztują też wszystkie oszczędności, dlatego my zdecydowaliśmy się na coś dobrej firmy, ale nie do końca najlepszy model, który kosztuje dużo więcej. Pomimo że nie mam opcji leżenia, plecki dziecka układają się tak czy siak pod kątem (no chyba że zapakujecie kieszeń z tyłu na podręczne bagaże do pełna, wtedy wszystko co jest pod ich pleckami może wypychać ich do przodu zmieniając pozycję na bardziej pionową). Przy paru bambetlach w kieszeni kąt nachylenia ciała dziecka jest taki, że nawet gdy zasną nie opada im główka jak na przykład w niektórych fotelikach samochodowych.

Przyczepka jest cięższa, pchamy więc więcej kilogramów, ale ma środek ciężkości osadzony dużo niżej niż wózek i UWAGA !!! Mi osobiście z przyczepką biega się lżej! Tak nie myślałam że kiedykolwiek to powiem czy napiszę, ale nawet jak biegam sama ze Stasiem, to pakuje go do przyczepki a nie do wózka. Nie do mojego IRONAMANA 🙁 Nie odpowiem Wam na pytanie jak to się ma przy większych prędkościach, bo myślę że do biegania szybkiego nadal zostałabym przy IRONMANIE. Przyczepka jest ekstra, ale do moich codziennych treningów.

edf

Kolejny plus na rzecz przyczepki to tylna oś która jest ruchoma. I tutaj nie wiem czy potocznym językiem Wam to wytłumaczę, ale w przypadku naszego modelu Chariot Chetah Thule, tylna oś przyczepki wraz z kołami może pochylać się w prawo lub lewo, co sprawia że przyczepki dobrze trzymają się podłoża przy dużych prędkościach na rowerze, a w przypadku biegania bardzo ułatwia skręcanie. Łatwiej się nią manewruje, ponieważ pochylenie tylnej osi w jedną lub drugą stronę pomaga skręcanie w przeciwnym kierunku.

Osłonki, to wielki plus wszystko w naszym Thule jest pod ręka, integralnie zmontowane do korpusu przyczepki. Używasz tego czego potrzebujesz w danej chwili, a w przypadku biegania w wietrze, jeśli zamontujesz moskitierę i osłonkę przeciwdeszczową biegnie się znaczniej luźniej, a dziecku wiatr nie wieje w twarz.

 

2. Ja chętnie zasięgnę wszelkich informacji o bieganiu z przyczepką! 🙂 Aktualnie, tymczasowo biegam z czteromiesięczną córka prawie biegowym Britaxem. A jak wiadomo prawie robi wielką różnicę 😉 Z racji tego, że ja biegam, tatuś jeździ na rowerze, a wspólnie uwielbiamy dalekie i bliskie wyprawy rowerowe, nosimy się z zamiarem kupna na wiosnę przyczepki rowerowej z funkcją wózka biegowego. Myśleliśmy o Thule lub Nordic CAB-ie. O ile na dalsze, wielodniowe wyprawy przyczepka będzie z pewnością niezastąpiona, o tyle zastanawiam się jak sprawa się ma z codziennymi przebieżkami w realiach miejskich. Czy jest jakaś duża różnica w bieganiu z wózkiem, a z przyczepką? Co lepsze na miejskich ścieżkach? Czym łatwiej manewrować? Co ma znaczenie w wyborze dobrego sprzętu? Jakieś inne rady?

Co do realiów miejskich to wszystko zależy od szerokości twoich biegowych ścieżek. Pytanie tez czy kupujecie przyczepkę 1 osobową, czy dwu ?? Jeżeli jedną to myślę, że jest podobnej wielkości do wszystkich wózków biegowych, a tka jka pisałam wyżej łatwiej się nią manewruje. Oczywiście nie polecam przyczepki jako jedyny wózek. Ponieważ wejście z nią do restauracji, czy innych obiektów użytku publicznego jest raczej niemożliwe :p

Co do różnic odpowiedziałam na nie wszystkie w pytaniu powyżej, czym łatwiej manewrować też patrz wyżej 🙂 ↑

Co lepsze na miejskie ścieżki?? Myślę, że nie odczujesz dużej różnicy w przypadków wózka, czy przyczepki jeśli chodzi o gabaryty, a przyczepka jest zdecydowanie bardziej funkcjonalna. Więcej pomieści, więcej można zabrać ze sobą, wszystko jest pod ręką itp.

Myślę, że firma robi duża różnicę. Oglądaliśmy rożne przyczepki na targach rowerowych w Kielcach. Thule mam wrażenie, że jest na prawdę przemyślana w każdym detalu. Używając tej przyczepki przez rok, a podkreślam że nasz model to dosyć stary model, a teraz są jeszcze dużo ciekawsze i ulepszone modele, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. NAPRAWDĘ, a ja ZAWSZE mam jakieś zastrzeżenia. CO do wyboru sprzętu to jeżeli macie budżet taki żeby wybrać przyczepkę z rozkładanym siedziskiem to skusiłabym się na to i na amortyzację, ale tą w drugiej kolejności. Wtedy na prawdę dzieciaki będą mogły spędzać w przyczepce całe dnie 🙂

Przemyślcie dobrze zakup. Może lepiej kupić wyższy model ale używany, niż oszczędzić na dodatkowych akcesoriach, funkcjach a mieć nówkę sztukę?! My kupiliśmy swoją przyczepkę w MAŁYGULIWER.PL, przyczepka była używana, ale tak zadbana że miałam wrażenie jak do nas przyszła, że jest nowa :)

edf

3. jak to zrobić, żeby dzieciaki przez JAKAŚ godzinę chciały tam siedzieć? I czy nadaje się tylko do jazdy po w miarę równej nawierzchni?

DRUGA Z WAS: I mnie naprawdę nurtuje jak te dzieciaki się tam mieszczą i nie pozabijają

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ!!!! i jeszcze raz SYSTEMATYCZNOŚĆ. Do wszystkiego można dzieci przyzwyczaić, potrzeba na to czasu i systematyczności. Pewnie że im starsze tym trudniej żeby usiedziało, ale my nawet ostatnio z 3 letnią Zosią i z małym Staśkiem poszliśmy biegać na dobrą godzinę. Było milion pytań kiedy będziemy w domku, ale dało się ją przegadać i zainteresować czymś. Na pewno trzeba zacząć powoli, czyli od krótszych dystansów. Tak żeby dzieciaki nie kojarzyły tego z katorgą. Fajnie też to połączyć z rożnymi wypadami, dla nich przyjemnymi, na plac zabaw itp. Tak żeby się przyzwyczajały do przyczepki. Jeżeli dzieciaki są w takim samym/przybliżonym wieku można ogarnąć im jakąś grę do środka która będą mogli się zająć, wszystko to co działa na Wasze dzieciaki w podróży w samochodzie!

27788701_1571268559652407_4760765145870695612_o

Ja zawsze zabieram całą masę smakołyków dla nich. Owoce pokrojone w małe plasterki, tak żeby dłuuuugo jadły 🙂 Albo suszone owoce które też zajmują dużo czasu. Rodzynki, żurawina, czasami daktyle, ale te są na duże i za szybko je konsumują. Coś co jest małe i potrzeba czasu żeby to jeść. Mój Rafał wziął kiedyś przenośny głośnik i puszczał Zosi rożne piosenki w środku tak żeby się nie nudziła.

Czy tylko po asfalcie ?? Pewnie że NIE. Aczkolwiek jest łatwiej, bo przyczepka jeździ lżej po asfalcie. My biegamy i tu i tu. Mieszkamy na wsi więc bardzo dużo spędzamy czasu na leśnych ścieżkach. Duże pompowane koła to zaleta przyczepek, bez problemowo pcha się je na twardych piaszczystych ścieżkach. Ja biegałam też dosyć dużo po śniegu. W przypadku zasp nie ma co ukrywać było ciężko pchać, nie dało się biegać ale na ścieżkach gdzie śnieg jest utwardzony biegało się bez problemu. W błocie też się da! Wiadomo, że im bardziej grząski teren tym trudniej, ale dzięki dużym kołom zarówno wózki biegowe jak i przyczepki na prawdę radzą sobie w super w każdym terenie.

edf

 

4. Nie wiem czy planujesz omawiać konkretne modele np. Thule, ale jakbyś się odniosła do rozpiętości cenowej ( od 1,5k do 6k!), choćby z czego to wynika?

 

Amortyzacja, rozkładane siedzisko i dodatkowe akcesoria. Często te najdroższe modele różnią się tylko tym np. że mają więcej akcesoriów w cenie, czyli zestaw do biegania, roweru i spacerowy z małymi kółkami na przykład.

Największa różnica cenowa jest w przypadku modeli z amortyzacją i bez. Co do plusów i minusów, spójrzcie na odpowiedzi przy pierwszym pytaniu i sami zdecydujcie co wolicie.

Druga opcja to rozkładane siedzisko, dla mnie na prawdę fajna sprawa. Dzieci śpią sobie wygodnie, a niema co ukrywać większość maluchów przy takim kołysaniu zawsze zasypia!

Kolejna sprawa to akcesoria typu blendy, moskitiery, osłonki przeciwdeszczowe, zintegrowane bagażniki (jak na przykład w przypadku nowych Thule Cross i SPORT) no i detale typu wielkość, waga i materiały użyte. Ale o tym musicie czytać bo nie znam specyfikacji każdego modelu. Co do firmy Thule szczerze polecam, mają na prawdę przemyślany każdy detal. Inne firmy pewnie tez ale nie testowałam więc nie podpowiem co i jak.

selfp

 

Jedna z Was pisze: "Jak bylam w ciazy marzyl mi sie BOB Ironman. Teraz mam wspaniala przyczepke Chariota i jest super 🙂 wozek wlasciwy mam 'prawiebiegowy' (Mountain Buggy Jungle) i tak sobie mysle ze nawet jakby byl udoskonalony to nie chcialabym chyba biegac z tym z dzieckiem. Ale to tylko moje odczucia. Jakos nie zal mi BoBa przy przyczepce."

 

Wiem, że to nie wszystkie Wasze pytania, ale po kolei. Nie chciałabym aby ten tekst był za długi, plus część z nich się powtarza i to co zawarłam w ym tekście powinno na prawdę Wam pomóc przy podejmowaniu decyzji!

Znajdziecie tu na prawdę sporo informacji, nie tylko praktycznych ale też merytorycznych.

IMG_20180323_235205_499

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TO CO KTO SPĘDZI DZISIEJSZY WIECZÓR WERTUJĄC OFERTY SKLEPÓW Z PRZYCZEPKAMI ??

Biegająca Bio Mama.

BIEGAM Z WÓZKIEM – POSTAWA. 3 lata biegania – nie jestem fizjoterapeutą ale coś Wam na ten temat powiem.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

BIEGAM Z WÓZKIEM – POSTAWA. 3 lata biegania – nie jestem fizjoterapeutą ale coś Wam na ten temat powiem.

DSC_0176 2

3 lata. Szybciej, wolniej, z wózkiem, z przyczepką. We dwoje, a nawet we troje. Totalnie na luzie, albo robiąc konkretną jednostkę treningową. Dla przyjemności, startując w zawodach. Tak od 3 lat biegam z wózkiem i nie zapowiada się abym miała z tym dosyć szybko skończyć.

 

Każdy trening był inny, na każdym kilometrze czułam się inaczej. Były dni euforii, kiedy biegało mi się cudownie, lekko i w pełni sił, bywały też dni kiedy chciałam rzucić to wszystko,  kupić sobie tabliczkę czekolady i spacerować z kawą i wózkiem, zamiast lecieć w śniegu pod wiatr jak ta nienormalna MATKA. Niemniej jednak trzy lata biegania pchając trzy kołowca pozwala mi powiedzieć Wam co nieco na ten temat. Tak na luzie z mojego doświadczenia, nie z punktu widzenia fizjoterapeuty, lekarza itp. Mówię Wam jako JA, matka biegająca z wózkiem, która na podstawie swojego doświadczenia i swojej wiedzy o treningu, anatomii i fizjologii wysiłku ma ochotę zdradzić Wam parę ciekawych ”trików, triczków” jesli chodzi o bieganie z maluchami.

foto-bnos16_01_mta_20161111_135520_4-01

JAK ZACZĄĆ ??

  1. Po pierwsze, NA SPOKOJNIE. Nie tylko wy musicie się przyzwyczaić do biegania z wózkiem, czy przyczepką (obciążenie dla Waszego organizmu, zaczynają pracować inne mięśnie), ale też wasze maluchy. Z jednymi od razu będziecie mogli siekać kilometry, z innymi zajmie Wam chwilę żeby je do tego przyzwyczaić.
  2. SYSTEMATYCZNOŚĆ I KONSEKWENCJA. Tak jak w wychowaniu te dwie kwestie są najważniejsze, tak samo ma się to do biegania. I TAK nawet te najbardziej oporne dzieciaki mozecie przyzwyczaic do biegania w wózku. Jakkolwiek problematyczne są nasze dzieci, uwieżcie mi że da się je ustawić do nas. Wystarczy konsekwencja, NASZA CIERPLIWOŚĆ i systematyczność. Moja Zosia była wózkowym „anty-talenciem”, nie mogła usiedzieć zapięta w pasy dłużej niż 5 minut. A jednak udało się i zrobiłyśmy wspólnie wieleeeee kilometrów. Zaczęłyśmy od  biegania gdy zbliżał się czas jej drzemki, odjeżdżała w wózku i spała przez większość treningu, a ja w końcu nie wyglądałam jak ta sfrustrowana matka która musi telepać wózkiem jakbyśmy jechały po kocich łbach. Ten sposób jest najbezpieczniejszy jeśli chodzi o początki biegania. Jeżeli Wasze maluchy nie lubią biegać, bo się np boją, za bardzo nimi telepie, wieje, czy coś innego. Zacznijcie tak jak zaczynają biegacze, czyli od MARSZOBIEGÓW. Trochę spacerujcie trochę biegajcie, zacznijcie od jednego treningu w tygodniu a potem przejdźcie do 2-3. Po jakimś czasie będziecie mogli wydłużać kilometraż, a co za tym idzie czas. Po jakimś czasie Wasze dzieciaki będą nawet współpracować przy treningach tych nie w porze drzemki, aczkolwiek mam wrażenie że prędzej czy później i tak w końcu to bieganie ich uśpi 🙂
  3. Bądźcie przygotowani na RÓŻNE SCENARIUSZE. Warto mieć ze sobą kocyk,zabawki, jedzenie i picie. U nas sprawdziły się wyciskane owocki HIPPA (dla zabieganych, ale kończą się baaaardzo szybko), owoce suszone (rodzynki, żurawina i daktyle, im mniejsze tym dłużej nasze dziecko będzie w stanie się nimi „zająć”) lub świeże owoce w woreczku pokrojone (tutaj uwaga woreczek musi być tak podany żeby nie było co chwile afery że nie może wyciągnąć owoców, a pokrojone dlatego ze dłużej schodzi ze zjedzeniem banana, czy jabłka) i woda ( z której często ja korzystałam). Ulubione zabawki zawsze były zapakowane na dnie wózka, czasami nosidło jak zapowiadało się na AFERĘ, a nie trening i zawsze coś cieplejszego dla mnie do ubrania chyba że biegałyśmy w lecie. Czasami maluchy tez mają gorszy dzień i odmówią Wam posłuszeństwa, miejcie wtedy kurtkę do zarzucenia gdybyście musieli wracać spacerkiem. Ja w swojej trzy letniej karierze miałam takich treningów dosłownie kilka, mogłabym je zliczyć na palcach jednej ręki. Więc na prawdę wszystko leży w waszych rękach by na swój sposób przekabacić Waszego malca do współpracy.

DSC_0209 (1)

DSC_0478

JAK I GDZIE  BIEGAĆ?

O pozycji i fizjologi wysiłku podczas biegania z wózkiem stworzyłam osobnego posta z zaprzyjaźnionym nam fizjoterapeutom Konradem Sulikiem. Posta znajdziecie tu <BIEGAM Z WÓZKIEM - jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.>

DSC_0860 (1)

Na co zwrócić uwagę z mojego punktu widzenia? Zaczynajmy:

  1. Biegajcie jak NAJBLIŻEJ wózka. Pracują wtedy dodatkowo mięśnie brzucha i nie obciążacie tak kręgosłupa gdy pchając wózek jesteście daleko od niego. Im bliżej wózka biegamy tym lżej się biega. Mamy naturalną sylwetkę biegową, nie „wisimy na wózku”.
  2. Fajny gadżetem, który może wydawać się nawet niezbędny jest przybornik który zapina się na rzepy na rączkę. Jest to taka mini TORBA, która ma miejsce na dwie butelki wody – dla ciebie i malca w środku.Oraz zamykaną kieszonkę, do której zmieścisz, ewentualne chusteczki, kluczyki do auta, telefon i jakiegoś smakołyka. Dzięki temu najważniejsze rzeczy są pod ręką i możecie je podrzucać dzieciakom w czasie biegu, bez zbędnego zatrzymywania się.
  3. Jeżeli Wasze maluchy lubią mieć, smoka lub wodę przy sobie koniecznie znajdźcie jakiś patent żeby te rzeczy do nich w jakikolwiek sposób przyczepić 🙂 Na krótszym czy dłuższym „sznurku” ale zaoszczędzi Wam to zbędnego schylania się co jakiś czas podczas biegu. To samo z zabawkami! Koniecznie takie które da się przyczepić. No chyba że Wasze maluchy są już na tyle duże, że rozumieją słowo NIE 🙂 Ja osobiście nie używałam tacki do wózka, ale podobno jest też całkiem pozytywnym gadżetem, jednak według mnie to gadżet nie do końca „niezbędny”.
  4. Wysoka kadencja sprzyja bieganiu z wózkiem, biegnie się lżej i „słodki ciężar” który pchamy przed sobą wydaje nam się choć ciut-kę lżejszy.
  5. Gdzie biegamy ? WSZĘDZIE!!! Nasze dzieciaki biegały z nami po całkiem sporych górkach (tam weźcie najlepiej męską stronę rodziny, niech ONI PCHAJĄ! ), lasach, ścieżkach, asfalcie i każdej nawierzchni jaką napotkaliśmy. Śnieg, lód nie jest przeszkodą. Ba, nawet jesteście bezpieczniejsi biegającą z wózkiem po śliskiej nawierzchni bo… cały czas trzymacie się całkiem stabilnego trzykołowca. Jedyne co może przeszkadzać przy bieganiu z wózkiem to BŁOTO, koła wpadają do środka, zakopują się i biega się na prawdę ciężko. Podobnie jest z wiatrem, zdecydowanie polecam bieganie w bezwietrzne dni lub z … wiatrem 🙂 Nasz Ironman ze swoim daszkiem zachowuje się jak cąłkiem spory żagiel, z którego nie ma jak uciec powietrze. Łapiemy więc je do środka i walczymy z nim przez cały bieg. W wietrzne nie upalne dni sprawdza się osłonka przeciwdeszczowa, jednak ja tą używałam tylko w zimę.

20160118_112346

20160118_113833

I pewnie mogłabym tak przez parę dni mieć ten post otwarty i dopisywać co rusz coś co mi się przypomni, jednak chcę być bardziej systematyczna w blogowej sferze więc wrzucam go takim jaki jest. A jak macie pytania, nawet te najbardziej błahe, dotyczące biegania z trzykołowcem piszcie w komentarzach. Stworzymy kolejny post, albo zrobimy za jakiś czas mały EDIT.

 

TO CO, GOTOWI ??? 🙂

 

20151230_165009

Biegająca Bio Mama.

Kocham dzielić pasję z partnerem… Im starsze dziecko tym jest łatwiej.

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ POLECANE TRIATHLON

Kocham dzielić pasję z partnerem… Im starsze dziecko tym jest łatwiej.

Jakiś czas temu napisał mi się post o dzieleniu tego co się kocha z kimś kogo się kocha. Czyli o pasji, rodzinie i partnerstwie. Nie jest to słodki temat, prawdę mówiąc jest dosyć gorzki, pełny kompromisów, wyrzeczeń i zrozumienia.

DSC_0161

SKOK W BOK <Kocham dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe”>

Ale… warto napisać jego aktualniejszą wersję, bo im dziecko starsze tym łatwiej. NAPRAWDĘ !

Minęły ponad dwa lata odkąd Zosia jest z nami. Dwa lata treningów, pracy i ciągłego dbania o dom. Nowe projekty, nowe wyzwania życiowe i zmiany. Ogromne dla nas zmiany życiowe. A jednak dużo łatwiej jest teraz niż było jeszcze dwa lata temu.

IMG_20150410_140820Pamiętam czas kiedy przywieźliśmy to małe stworzenie do domu. Nie wiedzieliśmy co robić, kiedy, gdzie i jak. Uczyliśmy się tak na prawdę życia od nowa. Wspólnego i w pojedynkę. Musieliśmy nauczyć się siebie, tego jak chcemy funkcjonować gdy nie można już zawsze i wszędzie robić tego co nam się żywnie podoba. Musieliśmy nauczyć się tego malucha, jak z nim funkcjonować i jak wprowadzić go do naszego życia aby to nie zmieniło się drastycznie. Dwa lata zmian i dwa lata dostosowywania się, popłaciło. Teraz już wiemy jak to wszystko ogarnąć!

 

IMG_20150830_224446Wielu ludzi odkłada swoje pasje, marzenia na półkę „za jakiś czas” gdy tylko dziecko pokazuje się w ich życiu. Nie jest to dobry sposób na rodzicielstwo. Pewnie, że nie wszystkie rzeczy można i chce się realizować tak jak przed przyjściem na świat nowego członka rodziny. Ale nie warto odkładać siebie na drugi plan. Gwarantuje Wam, że nie tylko Wy będziecie dużo szczęśliwsi mogąc robić dalej to co kochacie, ale i Wasze dzieci na tym skorzystają, bo spełniony rodzic to i spełnione, szczęśliwe dziecko. Odkładając siebie na półkę, prędzej czy później doznacie frustracji, która tylko przekona Was jak ważna w życiu jest równowaga pomiędzy codziennością, a pasją.

 

Myślałam, że nigdy to nie nastąpi. Bycie mamą takiego maluszka daje do myślenia i trochę  transformuje twoje spojrzenie na świat. Bycie non stop z dzieckiem daje Ci poczucie, że będziesz tą „kurą domową” już do końca życia. A jednak 🙂 Nie jest tak źle bo im starsze dziecko tym wszystko jest łatwiejsze, w szczególności jeśli chodzi o organizację życia domowego, treningów i całej logistyki z tym związanej. Wspólne treningi, wspólne wyjeżdżenia wydawały mi się nie realne jeszcze rok temu. Dziś wiem, że ten stan hibernacji rodzinnej jest tylko przejściowy, a powrót do wspólnego dzielenia pasji jest szybszy niż nam się wydaje. Nawet będąc full time mamą, czy tatą.

IMG_20151019_002508

bieg11

Odkąd nasza mała poszła do żłobka, i nie chciałabym wdawać się tutaj w dyskusje dlaczego , po co, to najważniejszy okres w życiu dziecka. Poszła mając ponad półtora-roku i była to nasza świadoma, długo przemyślana decyzja. Od tego czasu nasz świat wrócił choć w małym stopniu do normy. Będąc rodzicami bez babć pod ręką, niani i innych wspomagaczy na prawdę pomaga zrozumieć na czym polega bycie rodzicem na pełen etat. Mała w żłobku równała się z tym, że nagle nie trzeba było pracować z dzieckiem na kolanach, pośród zabawek, robiąc w między czasie obiad czy pranie, albo po nocach. Można było najnormalniej w świecie oddać się jednemu zadaniu a potem drugiemu. Nagle wkomponowanie treningów w nasz zwykły dzień stało się proste. Ustawialiśmy kto zawozi małą, kto odbiera, kto ma czas w którym momencie dnia na jaki trening. Od czasu do czasu udało nam się wpleść małe perełki treningowe typu „robimy to we dwoje”, zupełnie sami, tak jak dawniej, zanim zostaliśmy rodzicami.  Dla nas tego typu wypady były lepsze od randek, to był nasz sposób na randkę i pomimo że od czasu do czasu lubimy pójść wspólnie do kina czy na kolację, to wolimy to wspólne dzielenie pasji. Te wspólne rowery, pływanie, czy chociaż chwilowe bieganie, bo tutaj niestety mamy dosyć spory rozrzut jeśli chodzi o tempo.

IMG_20160712_164452 IMG_20160721_234859 IMG_20160828_203949 20160904_134338-01

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niemniej jednak dzielenie pasji z partnerem nie zawsze bywa łatwe i nadal zdarzają się sytuacje, kiedy to jedno rezygnuje na rzecz drugiego z treningu czy startu bo nie ma z kim zostawić Zosi. Staramy się jednak ogarniać to w ten sposób, że obydwie strony były zadowolone. I pomimo, że nie zawsze jest łatwo, to na pewno jest dużo łatwiej niż było na początku naszej rodzicielskiej drogi.

DSC_0073

Hmmm…. No dobra a co teraz jak będzie dwójka ?

Nie wiem, ale wiem na pewno, że znajdziemy sposób i czas na nasze triathlonowe życie. Jest ono nieodłączną częścią nas tak samo jak są nimi nasze dzieci. Pewnie wrócimy do etapu fajnie jest dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe. Jednak wiem że ten okres jest chwilowy i po, czeka nas tylko łatwiej, łatwiej i łatwiej.

DSC_0087

 

O.

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

BIEGANIE CIĄŻA

Rodzinny bieg w terminie – z cyklu: „Biegam w ciąży”.

IMG_20170514_173153_713

Dawno nie przebiegłam piątki w tak żółwim tempie, która sprawiłaby mi tyle radochy !

Druga ciąża termin na 26.05, wszyscy mówią że z drugą ciążą pójdzie szybciej. Mały w brzuchu też wydaje się mniej cierpliwy niż była Zosia. Nastawiam się więc na wcześniejszy poród. Jednak jak to życie lubi mi pokazać, moje dzieci ewidentnie lubią moją aktywność fizyczną w ciąży, a ja ewidentnie muszę lubić rodzić po terminie!

Coraz bliżej wielkiego dnia a tu żadnych oznak, żeby waćpan kwapił się do wyjścia, dlatego coraz częściej zaczęłam spoglądać na naszą ulubiona lokalną imprezę. MOSiR Gutwin Run, 14.05.2017, wydawało mi się nierealne, ale im bliżej było daty tym bardziej czułam że ten bieg będzie mój. Gdy tylko nie szwendamy się po świecie zawsze tu startujemy. Biegi są cykliczne, coś w stylu wielkomiejskich parkrun-ów, przełajowe i składają się z kilku edycji. Jest to jedna z naszych ulubionych imprez biegowych. Tętniąca przyjazną, rodzinną atmosferą. Biegamy tutaj od wielu wielu lat. Mam ogromny sentyment do tej imprezy, to chyba właśnie na Gutwinie był mój pierwszy bieg „uliczny” w którym startowałam. Od tamtej pory biegałam tu w szczycie formy, dla zabawy, jako peace-maker innych, z wózkiem, w ciąży jak i zaraz po. Każdy bieg był inny, ale zawsze z tak samo wielkim uśmiechem wbiegałam na metę.

 

18518228_1467348943335379_8087814192937742200_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

18451431_1467371003333173_8731153013813678771_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Nasz Gutwin Run to bieganie z bliskimi nam osobami, wśród wielu, wielu znajomych twarzy. Każdy się zna, z każdym chętnie się porozmawia. To też idealne miejsce dla dzieciaków, które oczywiście nie zapomina o najmłodszych i od kilku lat prowadzi też biegi dla nich! Dlacze więc miałaby mnie ominąć ta impreza pomyślałam. Przecież na ostatnich treningach nie raz zbliżałam się do „piątki”. W dodatku moja Pani doktor żartobliwie mówiła, że w terminie mogę biegać i po 15 kilometrów byle blisko szpitala 🙂

IMG_20170514_174628_028

Padła więc decyzja że nie ma co wymyślać i biegnę ciążową piątkę. Nie powiem, że nie miałam mini stresa. Owszem miałam. I to nie związanego jak zwykle z czasem, czy wynikiem, ale tym razem bałam się że po prostu moje ciało powie nie, bo przecież ma do tego prawo dźwigając ponad 3 kilogramowego chłopaka w środku. I w odróżnieniu od treningów, nie mogłam sobie po prostu stanąć i zawrócić, bo impreza jest w środku lasu, który nie do końca znam, więc wolałam mieć kogoś ze sobą. Tak w razie co.

Mój R na szczęście bardzo szybko podłapał temat, chyba wolał sam kontrolować mnie, moje tempo i cały ten bieg, decyzja padła więc, że lecimy rodzinnie. We 4-rkę ! On z Zosią w wózku (zdarza się to bardzo rzadko) i ja z młodym w brzuchu. Już na samą myśl serducho mi się uśmiechało.

IMG_20170514_165635_506

 

W którymś momencie na trasie dołączył do nas kolega, dla którego ta piątka miała być rozgrzewką do późniejszej dychy. Młoda dawała czadu krzycząc do wujka: „Dawaj, wujek, dawaj!”, chłopaki przegadali całą trasę, a ja nie mogłam przestać się śmiać widząc jak Kola (który się rozgrzewał), dla którego moje żółwie tempo było na tyle wole, że przeleciał chyba pól trasy krokiem dostawnym, albo robiąc sobie skipy, podskoki i inne tego typu ćwiczenia.

Nie był to bieg łatwy dla mnie i mojego ciążowego organizmu, ale była to taka wisienka na torcie na koniec tej całej ciążowo-treningowej przygody. Pomimo, że nie biegło mi się super, nogi grzęzły w sypkim piachu i nawet małe leśne podbiegi dały mi się we znaki to było wesoło, rodzinnie, na luzie i z uśmiechem na buzi.

Nie wiem czy Wam polecam tego typu akcje. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne podejście do życia i różnych sytuacji. Ja osobiście miałam z tego ogromną frajdę. Znam swój organizm na tyle  dobrze że nie obawiałam się jakiś przygód, a biorąc pod uwagę, że biegłam już w terminie porodu miałam cichą nadzieję, że weźmie mnie na rozwiązanie zaraz po 🙂  Te z Was które czują, jak zachowują się wasze ciała podczas biegania z brzuszkiem, będą wiedziały czy mogą startować w dwu-paku. Znam osoby, które robią o wiele więcej kilometrów niż ja w ciąży, znam takie co startują w dużo dłuższych biegach w równie zaawansowanej ciąży. I tak jak wydawało mi się, że robienie półmaratonu w 36 tygodniu ciąży to przesada, tak z perspektywy czasu, myślę sobie, czym to się różni od moich wybryków. Dlaczego nie? Jeśli właśnie ta mama biega tyle na treningach i czuje, że jej organizm bez problemu sobie poradzi z takim kilometrażem, to to jest Twoja decyzja i trzymam za Ciebie mocno kciuki.

18558865_1467472349989705_1746488314566074281_o
Fot. MOSiR Gutwin Run

 

Dziękuję organizatorom, że się nie przestraszyli i pozwolili mi wystartować w tak zaawansowanej ciąży i przepraszam wszystkich ratowników, którym narobiłam stracha, że będą musieli karetką mnie zwozić z trasy prosto do szpitala. Minął tydzień od startu, a ja nadal w dwupaku 🙂

 

18449308_1467333933336880_2540321893179504542_o

IMG_20170514_172701_238

I choć miałam cichą nadzieję, że zakończe je na porodówce to niestety dobiegłam do końca, mam się dobrze i dawno się tak fajnie nie bawiłam na biegu.