Tag: BOB

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

Zaczynam pewnie troszkę od tyłu, bo najpierw powinien ukazać się post merytoryczny, ale nie wiecie jednej rzeczy o blogowaniu, a mianowicie tego że posty merytoryczne zajmują na prawdę dużo czasu. Jedno to są moje odczucia doświadczenie, a drugie to wrzucić Wam porządną dawkę konstruktywnych informacji na temat przyczepek i wózków.

Dlatego zacznę od odpowiedzi na Wasze pytania, bo nie ma co ukrywać to Was interesuje najbardziej. Co więcej mi łatwiej jest na nie odpowiadać. Rozgośćcie się i wysłuchajcie co Was dręczy, nurtuje i jakie macie oczekiwania jeśli chodzi o bieganie z wózkiem i przyczepką.

DSC_0176 2

 

1. Ciekawa jestem jak się biega z przyczepką, jakie plusy i minusy vs wózek.

Tutaj można na prawdę dużo napisać. Nie umiem stwierdzić co jest minusem a co plusem bo każda różnica ma swoje za i przeciw, dlatego pozostawiam Wam decyzję co uważacie za pozytywną różnicę a co za negatywną. Ja Wam opiszę różnice w najbardziej obiektywny sposób jaki potrafię.

Pierwsza różnica to wielkość, przyczepka jest prawie dwa razy szersza, oczywiście pisze o modelu 2-osobowym bo taki mamy. Są przyczepki jednoosobowe, które gabarytami jeśli chodzi o szerokość nieznacznie się różnią od wózków biegowych. Szerokość podwójnej przyczepki utrudnia trochę bieganie w terenie, bo nie zawsze mieści się na ścieżkach. Z drugiej strony mieści dwójkę dzieci, więc jakby nie patrzeć coś za coś!

edf

Nie ma amortyzacji, tzn nasz model nie ma. Oczywiście na rynku większośc nowych modeli ma już całkiem fajną amortyzację, ale za tym idzie cena. Brak amortyzacji sprawia, że dzieciaki trochę bardziej mogą odczuwać nierówności  w terenie niż w standardowym biegowym wózku. My się tego baliśmy najbardziej bo nie ma co ukrywać mieszkamy na wsi i dużo na wsiach przebywamy. Po roku używania stwierdzam, że nie jest ona konieczna. Pewnie, że jadąc rowerem po leśnych ścieżkach musicie trochę zwolnić, ale uwierzcie mi że jadąc z przyczepką i tak i tak będziecie zwalniać. w przypadku prędkości jakie osiąga się przy bieganiu z przyczepką, amortyzacja jest zbędna. Maluchami w środku telepie co najwyżej tak jak w samochodzie a wyboistej drodze. Mówię tutaj oczywiście o dzieciach które siedzą w przyczepce. Dziecko które jest w hamaku przeznaczonym dla niemowlaka (my woziliśmy naszego Stasia od około 2-3 miesiąca życia, był duży i dlatego się zdecydowaliśmy) nie odczuwa żadnych wstrząsów, bo hamak działa lepiej niż mechaniczna amortyzacja.

26757762_1550936821685581_438273795724040954_o

Nie ma pozycji leżącej. I tu znowu wrócę do naszego modelu. Nasz model nie ma opcji leżenia, oczywiście na rynku są takie modele co mają wszystko ale niestety kosztują też wszystkie oszczędności, dlatego my zdecydowaliśmy się na coś dobrej firmy, ale nie do końca najlepszy model, który kosztuje dużo więcej. Pomimo że nie mam opcji leżenia, plecki dziecka układają się tak czy siak pod kątem (no chyba że zapakujecie kieszeń z tyłu na podręczne bagaże do pełna, wtedy wszystko co jest pod ich pleckami może wypychać ich do przodu zmieniając pozycję na bardziej pionową). Przy paru bambetlach w kieszeni kąt nachylenia ciała dziecka jest taki, że nawet gdy zasną nie opada im główka jak na przykład w niektórych fotelikach samochodowych.

Przyczepka jest cięższa, pchamy więc więcej kilogramów, ale ma środek ciężkości osadzony dużo niżej niż wózek i UWAGA !!! Mi osobiście z przyczepką biega się lżej! Tak nie myślałam że kiedykolwiek to powiem czy napiszę, ale nawet jak biegam sama ze Stasiem, to pakuje go do przyczepki a nie do wózka. Nie do mojego IRONAMANA 🙁 Nie odpowiem Wam na pytanie jak to się ma przy większych prędkościach, bo myślę że do biegania szybkiego nadal zostałabym przy IRONMANIE. Przyczepka jest ekstra, ale do moich codziennych treningów.

edf

Kolejny plus na rzecz przyczepki to tylna oś która jest ruchoma. I tutaj nie wiem czy potocznym językiem Wam to wytłumaczę, ale w przypadku naszego modelu Chariot Chetah Thule, tylna oś przyczepki wraz z kołami może pochylać się w prawo lub lewo, co sprawia że przyczepki dobrze trzymają się podłoża przy dużych prędkościach na rowerze, a w przypadku biegania bardzo ułatwia skręcanie. Łatwiej się nią manewruje, ponieważ pochylenie tylnej osi w jedną lub drugą stronę pomaga skręcanie w przeciwnym kierunku.

Osłonki, to wielki plus wszystko w naszym Thule jest pod ręka, integralnie zmontowane do korpusu przyczepki. Używasz tego czego potrzebujesz w danej chwili, a w przypadku biegania w wietrze, jeśli zamontujesz moskitierę i osłonkę przeciwdeszczową biegnie się znaczniej luźniej, a dziecku wiatr nie wieje w twarz.

 

2. Ja chętnie zasięgnę wszelkich informacji o bieganiu z przyczepką! 🙂 Aktualnie, tymczasowo biegam z czteromiesięczną córka prawie biegowym Britaxem. A jak wiadomo prawie robi wielką różnicę 😉 Z racji tego, że ja biegam, tatuś jeździ na rowerze, a wspólnie uwielbiamy dalekie i bliskie wyprawy rowerowe, nosimy się z zamiarem kupna na wiosnę przyczepki rowerowej z funkcją wózka biegowego. Myśleliśmy o Thule lub Nordic CAB-ie. O ile na dalsze, wielodniowe wyprawy przyczepka będzie z pewnością niezastąpiona, o tyle zastanawiam się jak sprawa się ma z codziennymi przebieżkami w realiach miejskich. Czy jest jakaś duża różnica w bieganiu z wózkiem, a z przyczepką? Co lepsze na miejskich ścieżkach? Czym łatwiej manewrować? Co ma znaczenie w wyborze dobrego sprzętu? Jakieś inne rady?

Co do realiów miejskich to wszystko zależy od szerokości twoich biegowych ścieżek. Pytanie tez czy kupujecie przyczepkę 1 osobową, czy dwu ?? Jeżeli jedną to myślę, że jest podobnej wielkości do wszystkich wózków biegowych, a tka jka pisałam wyżej łatwiej się nią manewruje. Oczywiście nie polecam przyczepki jako jedyny wózek. Ponieważ wejście z nią do restauracji, czy innych obiektów użytku publicznego jest raczej niemożliwe :p

Co do różnic odpowiedziałam na nie wszystkie w pytaniu powyżej, czym łatwiej manewrować też patrz wyżej 🙂 ↑

Co lepsze na miejskie ścieżki?? Myślę, że nie odczujesz dużej różnicy w przypadków wózka, czy przyczepki jeśli chodzi o gabaryty, a przyczepka jest zdecydowanie bardziej funkcjonalna. Więcej pomieści, więcej można zabrać ze sobą, wszystko jest pod ręką itp.

Myślę, że firma robi duża różnicę. Oglądaliśmy rożne przyczepki na targach rowerowych w Kielcach. Thule mam wrażenie, że jest na prawdę przemyślana w każdym detalu. Używając tej przyczepki przez rok, a podkreślam że nasz model to dosyć stary model, a teraz są jeszcze dużo ciekawsze i ulepszone modele, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. NAPRAWDĘ, a ja ZAWSZE mam jakieś zastrzeżenia. CO do wyboru sprzętu to jeżeli macie budżet taki żeby wybrać przyczepkę z rozkładanym siedziskiem to skusiłabym się na to i na amortyzację, ale tą w drugiej kolejności. Wtedy na prawdę dzieciaki będą mogły spędzać w przyczepce całe dnie 🙂

Przemyślcie dobrze zakup. Może lepiej kupić wyższy model ale używany, niż oszczędzić na dodatkowych akcesoriach, funkcjach a mieć nówkę sztukę?! My kupiliśmy swoją przyczepkę w MAŁYGULIWER.PL, przyczepka była używana, ale tak zadbana że miałam wrażenie jak do nas przyszła, że jest nowa :)

edf

3. jak to zrobić, żeby dzieciaki przez JAKAŚ godzinę chciały tam siedzieć? I czy nadaje się tylko do jazdy po w miarę równej nawierzchni?

DRUGA Z WAS: I mnie naprawdę nurtuje jak te dzieciaki się tam mieszczą i nie pozabijają

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ!!!! i jeszcze raz SYSTEMATYCZNOŚĆ. Do wszystkiego można dzieci przyzwyczaić, potrzeba na to czasu i systematyczności. Pewnie że im starsze tym trudniej żeby usiedziało, ale my nawet ostatnio z 3 letnią Zosią i z małym Staśkiem poszliśmy biegać na dobrą godzinę. Było milion pytań kiedy będziemy w domku, ale dało się ją przegadać i zainteresować czymś. Na pewno trzeba zacząć powoli, czyli od krótszych dystansów. Tak żeby dzieciaki nie kojarzyły tego z katorgą. Fajnie też to połączyć z rożnymi wypadami, dla nich przyjemnymi, na plac zabaw itp. Tak żeby się przyzwyczajały do przyczepki. Jeżeli dzieciaki są w takim samym/przybliżonym wieku można ogarnąć im jakąś grę do środka która będą mogli się zająć, wszystko to co działa na Wasze dzieciaki w podróży w samochodzie!

27788701_1571268559652407_4760765145870695612_o

Ja zawsze zabieram całą masę smakołyków dla nich. Owoce pokrojone w małe plasterki, tak żeby dłuuuugo jadły 🙂 Albo suszone owoce które też zajmują dużo czasu. Rodzynki, żurawina, czasami daktyle, ale te są na duże i za szybko je konsumują. Coś co jest małe i potrzeba czasu żeby to jeść. Mój Rafał wziął kiedyś przenośny głośnik i puszczał Zosi rożne piosenki w środku tak żeby się nie nudziła.

Czy tylko po asfalcie ?? Pewnie że NIE. Aczkolwiek jest łatwiej, bo przyczepka jeździ lżej po asfalcie. My biegamy i tu i tu. Mieszkamy na wsi więc bardzo dużo spędzamy czasu na leśnych ścieżkach. Duże pompowane koła to zaleta przyczepek, bez problemowo pcha się je na twardych piaszczystych ścieżkach. Ja biegałam też dosyć dużo po śniegu. W przypadku zasp nie ma co ukrywać było ciężko pchać, nie dało się biegać ale na ścieżkach gdzie śnieg jest utwardzony biegało się bez problemu. W błocie też się da! Wiadomo, że im bardziej grząski teren tym trudniej, ale dzięki dużym kołom zarówno wózki biegowe jak i przyczepki na prawdę radzą sobie w super w każdym terenie.

edf

 

4. Nie wiem czy planujesz omawiać konkretne modele np. Thule, ale jakbyś się odniosła do rozpiętości cenowej ( od 1,5k do 6k!), choćby z czego to wynika?

 

Amortyzacja, rozkładane siedzisko i dodatkowe akcesoria. Często te najdroższe modele różnią się tylko tym np. że mają więcej akcesoriów w cenie, czyli zestaw do biegania, roweru i spacerowy z małymi kółkami na przykład.

Największa różnica cenowa jest w przypadku modeli z amortyzacją i bez. Co do plusów i minusów, spójrzcie na odpowiedzi przy pierwszym pytaniu i sami zdecydujcie co wolicie.

Druga opcja to rozkładane siedzisko, dla mnie na prawdę fajna sprawa. Dzieci śpią sobie wygodnie, a niema co ukrywać większość maluchów przy takim kołysaniu zawsze zasypia!

Kolejna sprawa to akcesoria typu blendy, moskitiery, osłonki przeciwdeszczowe, zintegrowane bagażniki (jak na przykład w przypadku nowych Thule Cross i SPORT) no i detale typu wielkość, waga i materiały użyte. Ale o tym musicie czytać bo nie znam specyfikacji każdego modelu. Co do firmy Thule szczerze polecam, mają na prawdę przemyślany każdy detal. Inne firmy pewnie tez ale nie testowałam więc nie podpowiem co i jak.

selfp

 

Jedna z Was pisze: "Jak bylam w ciazy marzyl mi sie BOB Ironman. Teraz mam wspaniala przyczepke Chariota i jest super 🙂 wozek wlasciwy mam 'prawiebiegowy' (Mountain Buggy Jungle) i tak sobie mysle ze nawet jakby byl udoskonalony to nie chcialabym chyba biegac z tym z dzieckiem. Ale to tylko moje odczucia. Jakos nie zal mi BoBa przy przyczepce."

 

Wiem, że to nie wszystkie Wasze pytania, ale po kolei. Nie chciałabym aby ten tekst był za długi, plus część z nich się powtarza i to co zawarłam w ym tekście powinno na prawdę Wam pomóc przy podejmowaniu decyzji!

Znajdziecie tu na prawdę sporo informacji, nie tylko praktycznych ale też merytorycznych.

IMG_20180323_235205_499

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TO CO KTO SPĘDZI DZISIEJSZY WIECZÓR WERTUJĄC OFERTY SKLEPÓW Z PRZYCZEPKAMI ??

Biegająca Bio Mama.

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

Tata na medal? Pewnie wszyscy myślicie że będziemy pisać o naszym tacie. Niestety nie tym razem. I pomimo, że sam też zasługuje na medal, za życiową organizację i pomoc to nie jemu poświecę dzisiejszy post.

Blog jest przesiąknięty informacją o mamie triathlonistce, o bieganiu z wózkiem w żeńskiej wersji i o masie rodzicielskich emocji, ale znowu od strony mamy. Czas najwyższy zajrzeć na Marsa i spytać się Panów jak oni to wszystko widzą. Jak to jest być aktywnym tatą i jak tacy tatusiowie organizują swoje treningi. Praca, pomoc w domu, dziecko i sport to ich życie o którym często my mamy zapominamy, skupiając się na naszych „mamowych” problemach. A przecież im też należy się trochę uwagi, dlatego posłuchajmy jak to widzi Mateusz, z którym od roku planuje przeprowadzić wywiad 🙂

562cc0d3b9957_p

Mateusz – niegdyś chłopak zaczepiony przeze mnie na półmaratonie w Gdańsku, teraz dobry kolega z którym wspólnie nie jedną kawę wypiliśmy i niejedne kilometry wózkowe zrobiliśmy. To dzięki niemu jestem szczęśliwą posiadaczką naszego IRONMANA, to on zachęcił mnie do biegania z wózkiem, pomógł i doradził kiedy o to poprosiłam. Mógł zrobić inaczej, bo byłam zwykłą dziewczyną która zaczepiła go gdzieś w sieci żeby podpytać o wózek.

12874424_920811271364809_139701063_o

To dzięki niemu też odwiedziliśmy największe trójmiejskie zakamarki biegowe, to on wziął nas w trójmiejskie lasy na górskie wózkowe przełaje, to dzięki niemu tez odkryliśmy prawdziwy świat kawy i zabawy.

SKOK w BOK: 
1. "Wielkanocna życiówka, czyli Trójmiejskie Bieszczady."
2. "Idziemy na kawę…."

Mateusz biega z Laurą odkąd ich znam, zaczął jak każdy, kiedy mała miała około 6 miesięcy. Teraz Laura ma ponad 2 lata, a oni dalej szaleją wspólnie na biegowych ścieżkach. Ostatnim ich przedsięwzięciem był Gdyński Półmaraton, na którym Mateusz nie tylko wykręcił swoją życiówkę na 21 kilometrów, ale zrobił to w dodatku w towarzystwie Laury! Półmaraton Gdynia ukończyli w czasie 1:29:43 co dla niejednego biegacza jest sporym wyzwaniem w wersji SOLO. Mateusz i Laura mają na swoim koncie już 6 półmaratonów. Oprócz tego kręcą go biegi górskie na które od czasu do czasu rodzinnie wybierają się na południe Polski. W tych dziewczyny kibicują z boku.

 

14699513_1855886794635124_1579672441_o(1)

Nie znamy się długo ale jako tata zasługuje na medal! Ten złoty, bo cóż mu po srebrze ! Za swoją organizację, za swoje podejście i pomoc w życiu rodzinnym.

Jak to się zaczęło, kto wpadł na ten genialny pomysł i czy warty jest on świeczki zapytałam samego bohatera dzisiejszego tekstu Mateusza. Miłej lektury.

1. Jak to się zaczęło ? Kto wpadł na pomysł zakupu wózka biegowego Ty czy Gosia no i dlaczego, przecież niejeden facet wykorzystał by treningi jako wymówkę do wyjścia z domu. Ty zrobiłeś na odwrót. 

Mateusz (M): Zacznę od tego, że sport w moim życiu jest od zawsze. Od 2 klasy liceum, to jest od roku 1996, startowałem w imprezach MTB Cross Country . Potem przyszła era maratonów MTB, następnie wyścigi etapowe MTB w Polsce i za granicą i tak to jakoś szło do roku 2014☺ kiedy to Laura przyszła na świat. Jeszcze w okresie Gosi macierzyńskiego mogłem sobie pozwolić na treningi kolarskie i starty w imprezach, ale po tym jak wróciła do pracy a Laura poszła do żłobka, trzeba było zmienić dyscyplinę i dopasować się do nowej sytuacji. Bieganie zawsze przewijało się w treningu kolarskim, głównie zimą, to wybór padł na bieganie. Trening biegowy jest krótszy od kolarskiego, zajmuje mniej czasu. I tak zaczęły się poszukiwania wózka biegowego, szukaliśmy razem, choć Gosię musiałem długo przekonywać do tego. W sumie tą decyzję podjęliśmy razem. Przez to, że nie mamy w Trójmieście nikogo do pomocy przy opiece nad Laurą, a Gosia pracuje zmianowo, więc stwierdziłem, że skoro mam biegać to będę biegać z Laurą. Wybór padł na BOB IRONMAN. Trasy w TPK(Trójmiejskim Parku Krajobrazowym) są dość dobrej jakości, spokojnie można pobiegać w terenie. Więc trenując spędzam czas córką, cóż może być piękniejszego 🙂

1836883_10201698616176296_1431451506_o

2. Co najbardziej lubisz w bieganiu z wózkiem ??

M: Lubię to, że możemy razem spędzać wspólny czas, bo to taki który już się nie powtórzy.

3. A co najmniej ??

M: Może dwie rzeczy, ciężko się biega pod wiatr i robi treningi szybkościowe.

 

4. Nam mamom wydaje się, że tylko my umiemy przewidzieć każdą sytuację i tylko my umiałybysmy się tak zorganizować, żeby przewidzieć różne sytuacje jakie mogą napotkać Cię na trasie/treningu. Jak to było u Was? Gosia pomagała, czy sam na podstawie prób i błędów doszedłeś do tego co trzeba ze sobą zabrać, a może to u Was ty jesteś tym „zorganizowanym” ??

M: Tu była praca zespołowa i metoda prób i błędów. Jak Laura była młodsza czyli zaczynaliśmy przygodę biegania w wózku, wyzwaniem było jak ją ubierać. Kupiliśmy specjalny śpiwór do wózka na zimę, ale bywało, że była za ciepło ubrana ☺. Potem problem z tym co zabrać, ze sobą, ile picia, pieluch  czy brać chrupki i wyciskane deserki. Ale z czasem doszliśmy do perfekcji. Wyzwaniem było, jak Laura była odpieluchowywana,  nieraz po kilka postojów podczas treningu.

Teraz jest już super, mały plecaczek z ciuchami na przebranie, chrupki, picie(woda) w bidonie z  którego sam korzystam, łopatka, grabki, jakaś zabawka.

DSC03528

5. Nie wiem jak ty, ale ja biegając z wózkiem stworzyłam ogromną więź ze swoją córką. To był taki „nasz czas” w którym byłyśmy zawsze tylko my dwie, nikt nam nie przeszkadzał. O którym nikt niewiele wiedział, bo to co się działo na treningu zostawało na treningu. To były nasze chwile, ciężko mi to ubrać w słowa, ale bardzo za nimi tęsknie. Czy Ty masz podobnie ?

M: Wiesz co Ola, to jest tak, że faktycznie to jest czas tylko dla nas.  To na pewno są super chwile, czegoś takiego uprawiając kolarstwo bym nie miał Na pewno będę za tym tęsknił, już się zastanawiam, co to będzie jak przestaniemy razem biegać.

6. Czego nauczyło Cię bieganie z wózkiem ??

M: Cierpliwości do córki ☺

13575846_10207060897669982_3200488453556946256_o

 

7. A teraz tak bardziej treningowo. Czy bieganie z wózkiem zmieniło Cię jako biegacza ?? Stałeś się np. mocniejszy, szybszy, masz inne cele ??

M: Ciężko powiedzieć czy zmieniło mnie jako biegacza, bo cała przygoda z bieganiem póki co trwa biegając z wózkiem, czyli niecałe 3 lata. Na pewno bieg z wózkiem jest biegiem ciężkim bo to dodatkowe obciążenie szczególnie na trójmiejskich „górkach”, czyli siła jest wyćwiczona. Treningi szybkościowe staram się robić samodzielnie. Ale większość wybiegań robię z wózkiem.

 

8. Ostatnio przebiegłeś półmaraton z wózkiem w czasie 1:29:43, dla niejednej osoby taki wynik solo to już wyczyn. Czy długo się do tego przygotowywałeś? Jakie są kolejne cele/marzenia ?

M: Nie ukrywam, że założenie było takie, ze mamy złamać 1:30h. Ale bieg nie był łatwy, gdyż dosyć mocno wiało. Przygotowania trwały od stycznia. Wyglądało  to tak, że rano zawoziłem autem Laurę do żłobka, praca, po pracy bieg z wózkiem po Laurę i bieg do domu z powrotem . W weekendy dłuższe biegi. Ale mogę powiedzieć, ze złamanie 1:30h to zasługa tez Laury, która od 10km chciała koniecznie zabrać balonik pace markera 1:30h , i w końcu go dostała na mecie jak go przegoniliśmy ☺

18033573_10209447373410384_1081051189716676492_n

9. Laura jest już duża, ma 2.5 roku, a do tego jest pełna energii i nie umie usiedzieć na miejscu. Jakie masz sposoby na bieganie z nią w takim wieku, dużo dzieci odmawia siedzenia w wózku?

M: Z nią jest tak, że od początku szybko zasypiała w wózku. Na początku przesypiała nawet 25km. Teraz śpi między 40min a 1h. Potem sobie ogląda co się dzieje dookoła. Jak kończymy trening to musi sobie sama pobiegać ☺. Wyzwanie jest na zawodach. W zeszły roku na półmaratonie w Gdańsku była nieznośną przez pierwsze 10km(tata siku, tata chrupkę, chce do mamy itd.)potem padła. W tym roku w Gdyni zasnęła jeszcze w sektorze startowym i spała do 10km potem obserwowała kibiców.

To jak Laura dzielnie znosi biegi można zobaczyć na filmach. Wszystkie nasze wyczyny można zobaczyć na YouTube.

SKOK W BOK: Mateusza kanał na YOUTUBE.

 

10. Mogłoby się wydawać że bieganie z wózkiem odbieram Wam Panom męskości. Nie dość, że biegacie w obcisłych „gaciach” to jeszcze z wózkiem. Jak Wy to widzicie ??

M: Nigdy tego tak nie odbierałem, choć stereotyp jest taki, że to kobieta pcha wózek. Ja od początku inaczej do tego podchodziłem. Rzadko spotykam biegających z wózkami w Trójmieście. Zawsze patrzą na mnie jak na kosmitę jak biegnę. Teraz zacząłem jeździć na rolkach z wózkiem… tez patrzą jak na kosmitę ☺

Ale chyba takiego pozytywnego kosmitę, co nie ??

M: Tak ogólnie jest to bardzo fajnie odbierane.

Mam nadzieję, że zainspiruję innych tatusiów.

 

c_DSC_0994

11. Jak byś zachęcił innych panów do tego co robisz, co jest w tym fajnego, dlaczego warto ? Wydaje mi się, że każda mama byłaby zachwycona gdyby tatusiowie umieli połączyć swoją pasję do sportu z opieką nad dzieckiem.

M: Bieganie z wózkiem na pewno zbliża rodzica do dziecka. Dziecko poznaję pasję rodzica od podszewki. Nie ma nic fajniejszego jak wspólne uprawianie sportu razem z dzieckiem. Tatusiowie dajcie odpocząć mamom ☺

Panowie nie bać się !!!

12113277_965116953548572_8896900987542808104_o

12. Chciałbyś coś dodać od siebie ??

M: Ważną kwestia biegania z wózkiem jest wiek dziecka. Powinno ono już samodzielnie siadać. Ja zacząłem biegać z Laurą jak skończyła 6 miesięcy. Na pewno trzeba wybrać specjalny wózek biegowy. Dobrze by miał hamulec ręczny (szczególnie jak chcemy jeździć na rolkach). Hamulec przydaje się też na zbiegach.

Nie bójcie się pogody, jeśli mamy dobrze ubrane dziecko to można biegać w każdych warunkach (zdjęcia z zimy). Ważne jest też to, jak my się ubieramy. Czasami trzeba zrobić przerwę w biegu, bo dziecię będzie chciało wyjść z wózka, trzeba o tym pamiętać. Warto mieć jakiś dodatkowy ciuch ze sobą.

WP_20160121_003

DSC02809

Nie na każdej imprezie biegowej pozwalają biec z wózkiem. My biegamy półmaratony (mamy ich już 6 na koncie).

Od tego sezonu śmigamy tez na rolkach z wózkiem, mega frajda.. Jeśli Panowie będzie mieć jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

 

Dziękuję Ci Mateusz za rozmowę, myślę że częściej będę Cię prosiła o gościnę na blogu. 

Kto ma ochotę zadać jemu parę pytań osobiście to zapraszam na profil Mateusza na FACEBOOKU 🙂

 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach wózkarze!

 

O.

Jesteście moją inspiracją.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Jesteście moją inspiracją.

IMG_20160402_132302.jpg

Miałam napisać dawno temu tą relację, bo była to moja pierwsza akacją pod hasłem „Biegająca Bio Mama wśród ludzi”, ale nigdy nie było czasu. Emocje opadły, wszystko odeszło trochę w otchłań więc i moje chęci też gdzieś odłożyłam na małą półeczkę „do zrobienia kiedyś”, ale to Wy mnie zainspirowaliście i to dzięki Wam dziś to piszę.

INSPIRACJA.

Kolejna wiadomość pokazała mi się w skrzynce dzisiaj na FACEBOOKU : „Po spotkaniu z Wami wzięliśmy sobie na tydzień wózek do testów. Wszyscy zadowoleni… Marian po pracy biega z Marysią, ja mam dzięki temu trochę wolnego, dla mnie spacery z wózkiem są o wiele przyjemniejsze i nawet moja mama była nim zachwycona 🙂 Ostatecznie zdecydowaliśmy się na zakup.” I to już druga taka wiadomość! 🙂

Pierwsza była parę dni po testach kiedy to kolejna mama zdecydowała się na zrobienie tych pierwszych kilometrów ze swoim synkiem w takim samym IRONMAN-ie jak nasz! 🙂

TESTY.

DSC_0417

Szybka akcja, jestem w trójmieście, rzucam hasło: „Czy ktoś chciał by przetestować wózki biegowe? ” Był odzew, dziewczyny zaczęły pisać i się pytać co i jak, ponowie też wykazali zainteresowanie, więc zabrałam się do organizacji. Z wózkami myślałam, że pójdzie dużo łatwiej, że będzie ich kilka, ale akurat były w innych rękach więc długo musiałam się naprosić żeby udało się coś wykombinować. Na szczęście Pani Donata z „AKPOL-u” spisała się na medal i zorganizowała dla nas nowiutkiego BOB Revolution SE. Mieliście do dyspozycji wersje SE z osobistą wkładką (czyt. z własnym dzieckiem) lub IRONMANA z naszą wkładką, w postaci mojej Zosi.

Testy jak testy, każdy spróbował, przebiegł się, poczuł jak to jest. Jednak najbardziej cieszyłam się z tego że mogę Wam rozwiać wszelkie wątpliwości co do masy pytań, które każdy początkujący biegacz z wózkiem ma. Słuchając Was, słyszałam samą siebie jeszcze parę miesięcy temu, atakująca kilku biegających Panów przez internet.

Blog jest dla Was, ale nie ma co się oszukiwać to tylko słowa. I niestety nie każde słowa mobilizują do akcji. Niektóre słowa sprawiają, że zamiast działać bujamy w obłokach, marząc i często na tym się kończy.

Ja osobiście jestem człowiekiem akcji, działania. Moje życie to masa różnych wątków przeplatających się non stop ze sobą i nakręcających się na wzajem do działania. Dlatego postanowiłam stworzyć coś dla Was co zmobilizowało by Was do zrobienia tego pierwszego kroku. Tego najtrudniejszego kroku.

DSC_0481

DSC_0433

Stąd pomysł na testy wózków biegowych. Jak inaczej mogłabym zachęcić Was do tego niż pokazać Wam na waszej skórze jak to jest. Oprócz kilku przebieżek, które każde z Was zaliczyło, mogliśmy na spokojnie porozmawiać, wymienić się doświadczeniem nie tylko biegowym 🙂  i po prostu poznać się osobiście.

I pomimo, że była Was garstka, to jestem bardzo zadowolona z tego jak to wszystko wypadło. Nie chciałam robić testów na kilkadziesiąt osób, chciałam po prostu pomóc Wam moim czytelnikom spróbować tego, czym Was tak stale maltretuję 🙂

I po Waszym odzewie widzę, że na prawdę WARTO BYŁO !

DSC_0532

DLACZEGO?

Testy wózków biegowych – myślę że to nie był to tylko fajny pretekst na spotkanie, porozmawianie i zainspirowanie Was. Nie skończyło się na pokazaniu Wam, że to wcale nie jest takie trudne, że to wcale nie jest filozofia, i że da się to wszystko bez problemu zorganizować.

Mam wrażenie, że to było podanie Wam klucza do drzwi które wydawało się, że jeszcze chwilę temu stały przed Wami zamknięte.

Ciężko jest zrobić ten pierwszy krok, jeszcze ciężej w pojedynkę. Cieszę się, że mogłam Wam pomóc zrobić ten malutki kroczek do spełnienia kolejnych biegowych marzeń. Ciesze się, że mogłam Was zarazić moją pasją, która przyszła na świat wraz z moim dzieckiem. Mam nadzieję, że będziecie tak samo jak ja cieszyć się tymi chwilami. Że znajdziecie swoje sposoby na Wasze maluchy i zaczniecie dzielić swoją pasję ze swoimi dziećmi!

Bo jak widać DA SIĘ, wszystko SIĘ DA ! 🙂

DSC_0520

Chciałabym kiedyś spotkać się z Wami wszystkimi na starcie któregoś biegu. Jako jedna drużyna, z wózkami oczywiście! Szkoda tylko, że te nasze dzieciaki rosną tak szybko i zanim się obejrzymy to nie będą chciały siedzieć w wózku tylko biegać z nami!

 

Życzę Wszystkim spełnienia marzeń, od tak bez święta !

DSC_0469.jpg

P.S. Zosi jak widać też chyba podoba się to całe zamieszanie koło biegania z wózkiem 😉

 

O.

Wielkanocna życiówka, czyli trójmiejskie Bieszczady.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE PODRÓŻE

Wielkanocna życiówka, czyli trójmiejskie Bieszczady.

Słowo życiówka ostatnio głównie oznacza nowy rekord życiowy, pobity czas, czy też pierwszy start. Dla mnie życiówka to nie tylko cyfry, ale i emocje. Nowe trasy, nowe zadania, nowe treningi, każde możemy zaliczyć do życiówki. I tak oto w dniu, kiedy wszyscy biegali po sklepach dokupując kolejne produkty na świąteczny stół, my wybiliśmy się z tłumu i zamiast do sklepu, polecieliśmy na spotkanie…

Spotkanie z drugim IRONMAN-em.

20160326_103623

Takiego biegu się nie planuje, takiego biegu nie da się zaplanować 😉

Zapowiadało się zwyczajnie, luźne hasło od Mateusza: „To co może zabiorę Was na moją pętelkę?”. I tak oto w sobotę rano dwa IRONMANy się spotkały, załadowane dwoma IRONKIDS, pchane przez dwóch IRONMANów, w towarzystwie jednej IRONWOMAN.

Myślę że była to jedna z fajniejszych życiówek jakie udało nam się zrobić. Pomimo że było ich w naszym życiu wiele, pierwsze biegi, pierwszy wspólny bieg, pierwsze biegi za granicą, pierwsze w górach, pierwsze z wózkiem, to ta zasługuje zdecydowanie na małą relację.

 

20160326_111206

Trasa na medal, zero ludzi, tylko las i masa leżących liści na ziemi. Pomimo, że jestem Sopocianką, Mateusz zabrał nas w takie zakamarki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zamiast standardowego biegu wzdłuż morza po trójmiejskich alejkach, my mieliśmy górski bieg nad morzem. Wbiegaliśmy na górki, zbiegaliśmy po stromych zboczach, biegaliśmy po leśnych ścieżkach, po asfalcie, wzdłuż obwodnicy, w środku lasu, cały czas zakopani w stosie liści i innych jesiennych pozostałości. Przebiegliśmy z Sopotu przez Gdynię, do górnego Sopotu i z powrotem. Cały czas delektując się widokami. Czułam się jakbyśmy byli na końcu świata pośród pasm górskich. Szerokie podbiegi, i długie zbiegi kręcące się dookoła zboczy. Tak przyjemnych 19 kilometrów nie miałam okazji jeszcze zrobić. Miało być dłuższe wybieganie, a wyszło długie wybieganie. Nadmorskie Bieszczady spisały się na medal.

20160326_103621.jpg

20160326_112335

 

20160326_112630.jpg

Oczywiście nie mówię już o widoku na który nie mogłam się napatrzeć. Dwóch silnych wizualnie tatusiów, pchało swoje dwa małe szczęścia dumnie przez cały czas do przodu. Zaglądali kiedy małe kwiczały, podawali wodę, chrupki, zabawki kiedy obudzone gwiazdy zaczynały fikać w wózku. Dla biegającej mamy, która wie jak trzeba być zaangażowanym żeby to wszystko ogarnąć, widok był wzruszający.

20160326_112810

I takie rzeczy u nas nad morzem 🙂

Dzisiaj to ja byłam towarzyszką. Kto ma ochotę temu podrzucam trasę TU. Mała alternatywa dla tych którzy lubią czasem zboczyć z nadmorskich alejek i udać się w bardziej „dzikie” tereny. Podziwiajcie swoje okolice w innej rzeczywistości.

I nie ma wymówek, bo nasze młode dały rade, nasi Panowie bez problemu poradzili sobie z terenem i nasze wózki też bez zarzutu przejechały całą trasę!

Zrzut ekranu 2016-04-07 o 21.43.24.png

Do zobaczenia na ścieżkach !

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

O.

 

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

TEST wózków i spotkanie z Biegającą Bio Mamą.

Jest piątek wieczór, dosyć późno pokazuje się ta informacja na blogu, ale może komuś jeszcze się przyda!

JUTRO SOBOTA 02.04 O GODZINIE 10.00, SPOTYKAMY SIĘ PO LEWEJ STRONIE OD WEJŚCIA PRZY ZATOCE SZTUKI! MAM DLA WAS NOWIUTKĄ SZTUKĘ BOB REVOLUTION SE, KTÓRA BĘDZIE DO WASZEJ DYSPOZYCJI PRZE KILKA GODZIN !!!

 

Kiedy ja zaczynałam przygodę z bieganiem z wózkiem marzyłam o tym żeby porozmawiać z kimś już w tym temacie doświadczonym, a już nie mówię o wypróbowaniu takiego wózka!

Dlatego chciałabym wam dać to czego ja potrzebowałam, gdy chciałam zacząć swoją przygodę biegania z wózkiem!

Zapraszam wszystkie Mamy, przyszłe Mamy i wszystkich Tatusiów, lub przyszłych Tatusiów na testy, spotkanie i pogawędkę w Sopocie!

Zdobyłam dla Was niestety tylko jeden, ale też i aż jeden wózek! Będziecie mogli przetestować nowiutkiego BOB Revolution SE, wózek marki która uznawana jest za najlepszą na świecie markę produkującą joggery! BOB Revolution SE to podstawowa wersja wózka biegowego, w którym ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia!

Oczywiście na miejscu będzie też mój wózek wraz z wkładką w postaci mojej córki, jeżeli śpiącej, to mogę użyczyć też mojego wózka do porównania wraz z towarzyszącym mężem 🙂

Ponieważ jest to spontaniczna akcja i mamy tylko jeden wózek do dyspozycji to propnuję tym wszystkim którzy są zainteresowani testowaniem, napisać w komentrzu godzinę jaka by Wam odpowiadała w przedziale 10-13, w odstepie czasu 15 minutowym. Czyli np 10.15.

W ten sposób nie będzicie musieli czekać długo na swoją kolej !

Jeżeli zbierze nas się kilkunastosobowa grupka 🙂 To zabieramy ze sobą stolik, kawę w termosie i smakołyki Biegającej Bio Mamy żeby umilić Wam czas 🙂 !

Miejsce:
Po lewej stronie od wejścia do Zatoki Sztuki w Sopocie. 

P.S. Więcej info o BOB-ach możecie znaleźć na blogu http://biegajacabiomama.pl/2015/12/07/rodzina-b-o-b-britax-czyli-testy-wozkow-biegowych/

Jeżeli macie jakieś uwagi, pomysły, to śmiało piszcie !
To jest dla Was więc ja się dostosuję ! 🙂

 

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BIEGAM Z WÓZKIEM – jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.

Wróciłam z treningu zmęczona jakbym przebiegła co najmniej maraton, dodałabym i to z wózkiem, bo oczywiście wróciłam z treningu biegając z wózkiem. Nie wiedziałam czemu, przecież był mróz, moje ulubione warunki do biegania, miałam motywację, ale brakowało sił. Z każdym kilometrem zamiast nabierać sił i ładować się endorfinami, biegło mi się coraz ciężej, coraz gorzej. Miałam ochotę się zatrzymać, zostawić ten wózek i poprosić Rafała żeby po nas przyjechał bo ja MAM DOŚĆ. Oczywiście Rafał był na stoku, a ja w środku wsi, więc zmusiłam się i dobiegłam do domu, ale dało mi to do myślenia.

Tak jak bieganie solo nie wymaga większej wiedzy na temat prawidłowej postawy, tak przy bieganiu z wózkiem jest inaczej. Podczas samodzielnego biegu nie powinniśmy wymuszać nienaturalnej postawy, natomiast przy bieganiu z wózkiem musimy korygować i kontrolować naszą sylwetkę. 

Dlaczego ? 

Niby prosta odpowiedź, bo biegniemy z wózkiem. Pchamy duży ciężar, robimy coś nienaturalnego jeżeli chodzi o bieganie. Dlatego kontrola sylwetki i postawy jest niezbędna tak, aby bieganie z wózkiem nie spowodowało żądnych kontuzji, przykurczy i po prostu nie odebrało nam przyjemności z samego biegu.

20151106_122740 (1)

 

Po raz kolejny zasięgnęłam wiedzy u źródła i to właśnie dla tego tekstu spotkałam się z fizjoterapeutą, biegaczem i triathlonistą Konradem Sulikiem, który swoje życie poświęca nie tylko pasjom sportowym, ale głównie dba o zdrowie swoich pacjentów, w gabinecie Medical Sport Rehabilitacja w Ostrowcu Świętokrzyskim

Wraz z Konradem przeanalizowaliśmy sylwetkę podczas biegu z wózkiem, zastanowiliśmy się nad jej konsekwencjami i wspólnie stworzyliśmy ten właśnie post. Kilka rad, kilka przestróg, kilka ćwiczeń rozciągających, które mają na celu pomóc Wam biegać z wózkiem bez kontuzji, nie męcząc się i czerpiąc z tego największą przyjemność jaką się da!

Ja w tym poście będę doświadczeniem, natomiast Konrad specjalistą. Kilkugodzinna burza mózgów pozwoliła nam dojść do paru podsumowań.

 

1. Dlaczego nasza pozycja jest tak ważna podczas biegania z wózkiem ?

Tak jak zawsze w sporcie złe, czy nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń wiąże się z kontuzjami, tak samo bieganie z wózkiem bez prawidłowego przygotowania i bez prawidłowej techniki biegu może skończyć się kontuzją. Oprócz standardowych przeciążeń, przy bieganiu z wózkiem możemy nabawić się przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego. Podczas biegu, pchanie ciężaru jakim jest wózek może doprowadzić do nienaturalnej sylwetki i garbienia się. Podczas długiego jednostajnego biegu taka lekko zgięta pozycja może doprowadzić właśnie do przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego, który już po samej ciąży jest mocno obciążony i mało rozciągnięty.

DSC_0012

2. Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę kiedy zaczynamy myśleć o bieganiu z wózkiem.

  1. Najważniejsze jest nasze przygotowanie. Żeby zacząć świadomie biegać z wózkiem i bez kontuzji musimy przygotować najpierw do tego nasze ciało, a co za tym idzie wzmocnienie mięśni głębokich, czyli cała masa ćwiczeń CORE STABILITY. Podczas biegu z wózkiem, górne partie ciała są bardziej obciążone niż podczas biegu solo, dlatego tak ważne jest wzmocnienie tych partii ciała zanim zaczniemy „biegać we dwoje„. Wzmocnienie mięśni głębokich pozwoli utrzymać nam prawidłową sylwetkę podczas biegu i nie spowoduję dużych obciążeń.
  2. Dla kobiet, według Konrada taki optymalny czas po ciąży po jakim możemy zaczynać swoją wózkową przygodę to około 6 miesięcy. Długo ?  Tylko tak się wydaję. Dziecko tak na prawdę dopiero po tym okresie jest przygotowane do biegania w wózku. Producenci wózków biegowych zalecają, że dziecko powinno stabilnie siedzieć zanim zaczniemy wozić je w spacerówce. Moja Zosia dosyć późno siedziała, raczkowała dużo wcześniej niż siedziała. Oczywiście wózki biegowe mają ruchome podparcie, tak że możemy wozić swoje dzieci w pozycji półleżącej, więc myślę, że wybór kiedy zaczynamy wozić swoją pociechę w wózku biegowym to indywidualna decyzja rodzica. Dodatkowo, dla tatusiów istnieje opcja dokupienia przejściówki tak żeby można było wsadzać fotelik samochodowy do naszego joggera. Wtedy bieganie z wózkiem staje się możliwe jeszcze wcześniej.
  3. Panie, które chcą zacząć biegać ze swoimi maluchami, przy powrocie do biegania powinny udać się na badanie funkcjonalne, o którym pisałam już wcześniej i na jego podstawie dowiedzą się kiedy i jak zacząć wracać do formy. Dla nas najważniejsze jest wzmocnienie mięśni, które są osłabione po ciąży i po porodzie. Podejmując decyzję kiedy zaczynamy biegać z wózkiem musimy wziąć pod uwagę to jak przebiegała nasza ciąża i na ile aktywne w niej byłyśmy. Ja swoją przygodę w bieganiu z wózkiem zaczęłam dosyć późno, Zosia miała wtedy 8 miesięcy. Jednak teraz z perspektywy czasu, gdybym miała zielone światło od fizjoterapeuty żeby biegać z małą, zaczęłabym dużo wcześniej! 🙂DSC_0049 (1)
  4. Kolejna ważna rzecz to wózek. Niestety tu nie napiszę, że można biegać z każdym. Już nie mówię tu o przyjemności jaką zwykła spacerówka mogłaby odebrać nam z biegu, ale chodzi też o bezpieczeństwo dziecka i nasze zdrowie. Wózki biegowe są przystosowane do biegania poprzez 3 kołowy stelaż, co daje większą stabilność wózka niż zwykły czterokołowiec, mają możliwość zablokowania przedniego koła na czas biegu, w taki sposób wózek podczas biegu przy jakichkolwiek nierównościach nie ucieknie nam i nie przewróci się. Większość wózków ma wzmocnioną amortyzację, co daje lepszy komfort jazdy dla dziecka podczas biegu, no i ręczny hamulec który już jest praktycznie standardowym wyposażeniem w każdym biegowym trzykołowcu. Jeżeli chodzi o dobór wózka do nas, musimy wziąć po uwagę nasz wzrost. Rączka wózka powinna być mniej więcej na wysokości naszych bioder/pasa, tak aby czuć się komfortowo podczas biegu. Nie możemy kupować zbyt niskiego wózka, tak abyśmy nie garbili się podczas biegu. Ręką prowadząca powinna być na tej samej wysokości mniej więcej na której jest kiedy biegniemy bez wózka. Nie bójcie się jednak, że wózek musi mieć koniecznie regulowaną rączkę! Nasz IRONMAN pasuje zarówno do mnie (174 cm wzrostu) jak i do mojego Rafała ( który ma dobre 191 cm), a podczas wyboru też martwiliśmy się to jak R. będzie się z nim biegało.20160326_101123
  5. Kolejnym ważnym elementem podczas biegania z wózkiem jest częsta zmiana rąk i w miarę możliwości równomierna praca rąk. Zależy nam na tym, aby zarówno prawa jak i lewa ręka prowadziła wózek przez tyle samo czasu podczas biegu. Wydawało by się, że jest to rzecz oczywista, ale każdy z nas ma jedną rękę mocniejsza i uwierzcie mi na początku Waszej „wózkowej przygody” będziecie chcieli pchać wózek właśnie tą ręką. Dlatego na początku musimy zwracać uwagę na częstą zmianę rąk tak aby obydwie ręce pracowały równomiernie. Wraz z doświadczeniem, ręce same zaczną zmieniać się bardzo często i pracować równomiernie. Dłoń powinna swobodnie leżeć na rączce, najlepiej na jej środku, uważamy na mocne zaciskanie rączki !
  6. Nie skracamy kroku! To kolejny element który jest częstym błędem początkujących biegaczy z wózkiem. Mając przed sobą wózek boimy się biec naturalnie długim krokiem, gdyż boimy się że będziemy uderzać nogami o ramę wózka. Nic bardziej mylnego, nawet mój małżonek, którego Bozia obdarzyła tylko 191 cm wzrostu, nie haczy o ramę wózka podczas biegu! Skracany krok to wynik bardziej działającej naszej podświadomości i głowy niż faktycznie element spowodowany konstrukcją wózka. Dlatego nie bójmy się wydłużyć krok i biec tak samo jakbyśmy biegli nie mając wózka przed sobą.DSC_0218
  7. Różne tempo! Podczas wolnego biegania z wózkiem jesteśmy najbardziej narażeni na masę błędów i złą sylwetkę podczas biegu. Podczas wolnego biegu jesteśmy rozluźnieni, krok jest automatycznie krótszy i „człapiemy” z przygarbionymi plecami. Gdy prędkość się zwiększa, nagle nie umiemy się nie prostować, krok samoistnie się wydłuża i sylwetka zaczyna być prawidłowa. Dlatego wszystkim początkującym biegaczom proponuję zrobić parę szybkich przebieżek z wózkiem i przeanalizować swoją pozycję podczas szybkiego biegu. Nagle zauważycie, że da się biec wyprostowanym, szybko zmieniając ręce i nie skracając kroku!
  8. Ambitni biegacze muszą zacząć biegać na tętno, a nie tempo. Nasze tempo przy bieganiu z wózkiem, w zależności od naszej formy i siły może różnić się znacznie albo tylko trochę. W szczególności jeśli dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Dlatego nie martwcie się o wasze tempo biegu tylko zacznijcie spoglądać na monitor pracy serca i trzymajcie się w strefach. W zimę, podczas moich wybiegań na polach, w dni w które wiał wiatr tempo biegu czasami różniło się o 1 min/km podczas biegu z wózkiem pod wiatr i z wiatrem. Biegnąc na 6.30 min/km pod wiatr pulsometr czasami pokazywał o kilka uderzeń wyższe tętno, niż biegnąc na 5.20 min/km z wiatrem. Nie ma co ukrywać wózek jest obciążeniem, ale jakim słodkim 🙂

12719630_1126619634023180_8941014666572033376_o

 

Jak ma wyglądać nasza sylwetka i postawa podczas biegania z wózkiem?

DSC_0207

Poniżej najważniejsze elementy których musicie pilnować podczas BIEGU Z WÓZKIEM:

  • naturalna postawa – próbujemy utrzymać jak najbardziej naturalną sylwetkę;
  • wyprostowana sylwetka – skupiamy się na tym aby nasze plecy były wyprostowane, abyśmy się nie grabili i aby nasza klatka piersiowa była wypchnięta delikatnie do przodu
  • zmiana rąk –  czyli panujemy nad rękoma! Koncentrujemy się na tym aby obydwie ręce były zmieniane często i w miarę możliwości na tyle samo czasu.
  • długi naturalny krok – nie skracamy kroku! Utrzymujemy taki sam krok jak podczas biegania solo.
  • naturalna obszerna praca ramion –  niestety już tylko jedna ręka może nam pomagać, dlatego warto wykorzystać ją jak najlepiej, pracując nią dosyć obszernie i szybko tak aby pomagała nam utrzymać wysoką kadencję, a co za tym idzie lepsze tempo.

 

 

3. Czy można biegać tylko z wózkiem czy warto przeplatać treningi bieganiami solo.

bieg11

Zarówno Konrad jak i my ( czyt. ja i Rafał ) mamy to samo podejście do tego tematu. Ze zdrowotnego punktu widzenia, bieganie z wózkiem jeżeli jest rekreacyjne (czyli niska intensywność) nie musi być przeplatane treningami solo. W przypadku, gdy intensywność naszych treningów wzrasta, warto poprzeplatać jednostki treningowe „we dwoje” tymi w pojedynkę. Co prawda z wózkiem możemy wykonać każdy trening, od długich wybiegań, przez interwały do podbiegów. Jednak te intensywniejsze z obciążeniem, mogą być naprawdę obciążające dla organizmu. Mogą one być porównywane do treningów siły biegowej. Będą one też odbiegały tempem od tych solo. Dlatego podczas biegania z wózkiem zapomnijcie o tempie, a skupcie się na tętnie, które pokaże Wam na ile możecie pozwolić sobie na danym treningu by nie wyjść z Waszej założonej strefy.

Z mojego doświadczenia po kilku mocnych treningach z wózkiem, chce mi się pobiec solo. Chcę poczuć tą lekkość, brak ciężaru i swobodę. Kocham biegać z Zosią, ale kocham robić to też w pojedynkę, dlatego oprócz zdrowotnych korzyści warto urozmaicić sobie trening i w miarę możliwość wyjść pobiegać również samemu. Oczywiście w zimę kiedy praca u nas wre, przez 2-3 miesiące moje treningi było tylko w towarzystwie malej. Jednak pierwszy trening po długim czasie w pojedynkę był rajem i przez najbliższe kilka dni to tata dostawał wózek i buty biegowe w rękę, a ja delektowałam się lekkością jakiej mi brakowało przez zimę.

4. SIŁA

Jednak nie ma tego złego… zimowe wybiegania z wózkiem, wzmocniły mnie jako biegacza. Nawet te rekreacyjne treningi spokojnym tempem, na dłuższą metę budują wytrzymałość i siłę. Teraz nie tylko biegam szybciej, ale i czuję się silniejsza. Podczas biegu z wózkiem, nasze górne partie ciała pracują mocniej niż podczas biegu solo, wzmacniamy więc nasze brzuchy i szybciej osiągamy ten płaski wymarzony efekt po ciąży. Bieganie z wózkiem rozwija nas jako biegaczy i nadaje się dla każdego. Dla tych co zaczynają swoją przygodę z bieganiem i dla tych co chcą ją kontynuować po prostu w towarzystwie 🙂

5. W kolejnym poście znajdziecie kilka ćwiczeń, które pomogą Wam rozciągnąć najbardziej obciążone mięśnie podczas biegania z wózkiem. Przygotowane przez Konrada specjalnie dla Was!

12671678_1126508797367597_591852002318932930_o.jpg

A tak podsumowując…

Bieganie z wózkiem to niesamowite przeżycia, to czas na spędzeni czasu z dzieckiem i czas na realizację swoich pasji. Nie zawsze jednak jest łatwo, czasami treningi są obciążające, czasami maluch odmawia posłuszeństwa. Ja nie żałuję żadnej minuty spędzonej z Zosią w lesie, na polach, nad morzem, na alejkach, biegając po chodnikach i po ścieżkach rowerowych, po szutrze i po asfalcie, czasami ze łzami w oczach bo wiatr mnie zatrzymywał i nie miałam zupełnie siły pchać tego „cholerstwa”, a czasami pochłonięta w totalnej euforii i przepełniona szczęściem, że mogę robić to co kocham i to w towarzystwie własnej córki. Bieganie z wózkiem zbliża rodzica i dziecko, daje poczucie spełnienia, niezależności i swobody w treningach.

Dlatego gdyby ktoś się mnie kiedykolwiek spytał „Czy warto?”, nie zawahałabym się przez ani sekundę z odpowiedzią „Pewnie, że TAK !”

 

 

O.

PZU Półmaraton Gdynia – rodzinny bieg, nasza życiówka i kolejny dowód że z dzieckiem też się da !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ POLECANE

PZU Półmaraton Gdynia – rodzinny bieg, nasza życiówka i kolejny dowód że z dzieckiem też się da !

 

Kolejny półmaraton, jednak zupełnie inne emocje, zupełnie inna moc i zupełnie inna atmosfera.

Kocham biegi w Polsce, kocham biegi uliczne, dają one taką energię, że nawet kiedy nie ma szczytu formy to jest coś w powietrzu, co niesie Cię przez kolejne kilometry do mety.

 

20160320_100259

Tym razem startowaliśmy trochę z marszu, prosto z reżimu treningowego. Półmaraton ten wpisał się w nasze wakacje nad morzem trochę przypadkiem, ale dorzucił masy nowych emocji i ekstra rodzinnej atmosfery do naszych zmagań sportowych. Nie przygotowywaliśmy się specjalnie do tej imprezy, miała być ona dodatkiem do naszych treningów, jakiś fajnym elementem sportowym w czasie korzystania z atrakcji pomorza. Ale jak to przystało na ex-sportowca wyczynowca nie można nie mieć choć małych ambicji na zawody. Chciałam złamać 2 godziny. Mój solo czas to około 1:52, jednak z wózkiem biega mi się ciężej i dystanse typu półmaraton dają mi trochę w kość, w szczególności że żadna ze mnie biegaczka. Ale przecież trzeba mieć marzenia i nowe cele 🙂 ?

 

20160320_100224.jpg

Bieganie z wózkiem.

Jak zwykle kiedy w moje biegowe imprezy wchodzi bieganie z Zosia, tak i teraz miałam treme na kilka dni przed. Niby przerabiałyśmy to już, niby mała coraz lepiej znosi coraz dłuższe bieganie i siedzenie w wózku, niby jest to w trakcie jej drzemki i niby jesteśmy przygotowane na wszystkie możliwe zachcianki i sytuacje podczas biegu, a jednak? Ogarnęło mnie przerażenie, że przecież będzie to jej pierwszy bieg w którym bierze udział 5.5 tysiąca osób! Nie wiedziałam, jak zareaguje na taki tłum. Może będzie przerażona, może nie będzie mogła zasnąć przy tym huku i masie ludzi. No i jak zwykle przy półmaratonach największa zagwozdką jest czy wytrzyma tyle w wózku jeżeli nie zaśnie. Oprócz oczywiście moich kilku bóli brzucha, milionie analiz w głowie i całej masy przemyśleń „co będzie jak…”, mała gdy trzeba współpracuje. I tak oto do 12 km smacznie sobie spała. Potem machała do mijających biegaczy,dopingowała swoimi dziwnymi okrzykami innych biegnących amatorów, a na koniec pochrupała sobie chrupki ryżowe i rodzynki i tylko tak na prawdę ostatnie metry zaczęły ją troszkę denerwować. Do mety było blisko i tempo żwawe więc chwila frustracji szybko minęła. Jednak kolejny medal na szyi spodobał się chyba nawet naszej małej gwieździe.

20160320_121359.jpg

Rodzinny bieg.

PZU Półmaraton Gdynia to też nasz pierwszy uliczny bieg, który był typowo rodzinny. Miałam najlepsze wsparcie mentalne na jakie można było liczyć. Do samego startu Rafał nie miał planu w jakim tempie przebędzie najbliższe 21 kilometrów. Na starcie ja obiecałam, że nie będę narzekać, a on że nie będzie pouczał, więc z uśmiechami na twarzy podjęliśmy decyzję, że robimy razem ten bieg. Przez 21 kilometrów nasze nogi tupały koło siebie nieustannie. Myślę, że tempo które udało mi się utrzymać, to duża zasługa towarzyszącego mi męża, naszych swobodnych konwersacji i nieustającego reportażu z trasy.

20160320_105431_002_01

Zaczęliśmy żwawo, tzn szybciej niż planowaliśmy, jednak przez wiele lat treningów w basenie, a potem na windsurfingu, nauczyłam się słuchać swojego ciała i wiedzieć w jakiej jest formie już na samym początku zawodów. Wiedziałam, że dam radę, dlatego pewnie biegliśmy do przodu. Bałam się profilu trasy który pokazywał pierwsze 5 km pod górę, a nie ma co ukrywać biegnąć z wózkiem, górki i wiatr to te zmienne których boje się najbardziej. Potrafią mnie zabić, zatrzymać do zera i doprowadzić do łez. Jednak 5 kilometrów pod górę z górą endorfin pływających po organizmie, nie jest takie straszne. Stromsze momenty spędziłam wlepiona w asfalt, albo buty poprzedzającej mnie osoby, czekając na hasło że już jest płasko 🙂

Półmaraton na treningu, a na zawodach? 

Nie ma co ukrywać jest ogromna różnica. Na zawodach nawet gdy się nie chce to się chce. Masa ludzi pędząca koło Ciebie nie dość, że nie pozwala Ci na chwile słabości to jeszcze pcha Cię do przodu zazwyczaj w szybszym tempie niż się planowało. Niestety jeżeli nie zna się swojego organizmu to trzeba uważać na ta adrenalinę buzująca i tłum ciągnący do przodu, bo kilka kilometrów po starcie można się nieźle zdziwić. Początkującym radzę zaczynać powoli i przyspieszać w miarę możliwości. A Ci co wiedza co w trawie piszczy mogą pewnie mi doradzać 🙂

20160320_121114

fot. Mocne tempo na finishu!

Półmaraton Gdynia w liczbach.

Wystartowaliśmy z 4122 pozycji, na 4125 zawodników. Tak na prawdę byliśmy prawie ostatni, tylko dwie osoby przekroczyły linie startu po nas. Bieg skończyłam na 2703 pozycji z czasem 1:56:58, czyli podczas 21 kilometrów, wyprzedziłam 1419 osób. Całkiem sporo jak na moje oczekiwania.

Byłam 360 na 979 Pań, a 119 w swojej kategorii wiekowej.

Minus dla organizatorów ?

Tak jest parę. Pomimo że starty falowe ogólnie rzecz biorąc są fajne, nie ma ścisku na zwężeniach itp. Jednak starty co 2 minuty to zdecydowanie za długi czas pomiędzy falami, albo 6 fali na trochę powyżej 4 tysięcy osób to za dużo. Zdążyliśmy 3 razy zmarznąć, zanim wystartowaliśmy. Nasz start był 12 minut po pierwszej fali, a tak zwani peace-makearzy nie sprawdzali się w ogóle dla tych którzy startowali w kolejnych falach. Nam udało się dogonić tylko tych na 2:20 i 2:10.  Osoby liczące na zajączków niestety musiały startować w pierwszej lini żeby z nich korzystać.

No i meta. Wbiegając na metę chcę się widzieć swój czas, albo chociaż prawie swój czas. Ja wbiegając na metę zobaczyłam czas o 16 minut wolniejszy niż mój czas netto, który podawany jest jako jedyny przez organizatora w oficjalnych wynikach. Ogromna różnica! A jak się pędzi przez 21 kilometrów żeby złamać dwie godziny, to nie fajnie wbiega się na metę widząc że zegar pokazuje dużo ponad dwie godziny. A już nie mówię o pięknym pamiątkowym zdjęciu z zegarem !

Dziękuję tym co mnie wspierają w moich sportowych zmaganiach zarówno mojej rodzinie jak i wszystkim firmom które wieżą we mnie i w mój plan poszerzania horyzontów w sporcie. Bez nich nie było by takiej motywacji i takiego pięknego pomocnego ekwipunku 😉

Dzięki !!

Shock Absorber Poland 

Cep Polska

Britax Romer, BOB Stroller i firma Akpol Baby

Eko Farma Świętokrzyska

IMG_20160321_215034

fot. Najpiękniejszy moment z półmaratonu to kiedy dwa IRONMANy się spotkały na starcie.

 

Naładowana endorfinami

O.

 

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

Poniedziałek rano budzę się niewyspana. Wczorajsze dwa kieliszki wina i integracja instruktorska nie dały się dobrze zregenerować. Wstaję więc od niechcenia bo życie mamy wzywa, wymyślając kolejne powody żeby tylko nie ubierać dzisiaj butów biegowych. Ale wiedziałam, że trening musi być więc na silę wcisnełam je na nogi, i wychodząc obiecywałam sobie chociaż te 8 km.

Pisałam już o tym jak się ubrać w zimie. POST

Pisałam też o najważniejszej rzeczy jaka się Wam przyda a mianowicie o porządnym śpiworku który ogrzeje Wasze maluchy kiedy minusy za drzwiami. POST

Dzisiaj moim przesłaniem jest Was zmotywować! Dzisiaj nie doradzam, a mam nadzieję że podniosę Wasze biegowe tyłki z kanapy i wygonię Was z ciepłego, przytulnego domu.

Już chyba wiadomo że KOCHAM ZIMĘ, ale pomimo tego, też nie zawsze mam motywację,  żeby wyjść na dwór i zrobić te parę kilometrów. W szczególności kiedy za oknem czeka na mnie mróz, pochmurne niebo i wiatr. Moją największą motywacją jest moja mała gwiazda, która zazwyczaj koło jedenastej trze już swoje oczy, a próby usypiania w łóżeczku,które odkąd większą część dnia spędzamy na dworze, kończą się totalną klapą. Wiem, że więcej energii będzie kosztowała mnie walka w domu, więc czasem nawet wtedy kiedy nie mam w planach biegowych kilometrów, często poranna drzemka małej Z kończy się właśnie tak.

20160118_112400

 

20160118_113912

20160118_112346

 

No dobra ale co nam daje to zimowe bieganie ? 

Po pierwsze i najważniejsze, łapiemy odporność i dotleniamy swoje zgrzane domowymi temperaturami organizmy. Wielu z nas potrzebuje porządnego „przewietrzenia głowy” w okresie kiedy słońce zachodzi kiedy jeszcze jesteśmy w pracy i wschodzi kiedy już musimy opuszczać nasz przytulny dom żeby zapracować na kolejne wakacje.

Nasze bąble łapią odporność! Hartujemy je, cokolwiek to znaczy. Wszyscy nie boją się pisać jak hartować dzieci i co im to daje. Ale nigdzie nie jest wytłumaczone na czym polega ten proces, poza tym że zwiększa się odporności naszego „zahartowanego” malucha . Jednak wiem że moja mała śpiąc tyle czasu na dworze, jedyny katar jaki łapie to tylko wtedy gdy płacze 🙂

Korzystamy z uroków zimy. Jako dzieci jak tylko spadł śnieg wychodziliśmy na dwór tarzać się w śniegu, robić „orzełki”, jeździć na sankach, lepić bałwany. Jako dorośli uciekamy przed spędzaniem czasu na śniegu, na dworze, no chyba że mówimy o wakacjach w górach na nartach. Bieganie zimą pozwala nam cieszyć się tą porą roku. Pozwala nam usłyszeć skrzypiący śnieg pod butami, wbiec w zaspę śniegu, poczuć mroźne powietrze na buzi, na dłużej niż droga do samochodu. No i nie ma chyba piękniejszej pory roku niż zima w słoneczne dni, kiedy dookoła jest wszędzie biało, a słońce grzeje nam nasz zmrożone buzie.

Dzieci spędzają więcej czasu na dworze. W zimie, nie ma co ukrywać, zazwyczaj z takimi maluchami jak nasza Zosia wychodzi się na spacery i tyle. Jednak kiedy jest -10 za oknem nie zawsze my potrafimy wytrzymać chodząc godzinę po dworze. Kiedy biegamy z wózkiem, nasz maluch ma niezłą dawkę świeżego powietrza, w szczególności kiedy planujemy dłuższe wybiegania, a my przy tym nie marzniemy! A, jeszcze lepiej, budujemy swoją formę na wiosnę !

Rozwój naszej formy i budowanie bazy to kolejny atut zimowego biegania. Dla nas jako dla biegaczy zimą robi się zazwyczaj bazę, czyli takie nasze fundamenty pod intensywniejszy trening na wiosnę. W tym czasie zmniejszamy intensywność, a zwiększamy objętość. Co prawda u mnie w ścisłym sezonie zimowym, kiedy stok i praca hulają na całego nie zawsze mamy czas na zwiększanie mocno objętości, ale już poza sezonem narciarskim zdecydowanie dostosowujemy się do tego typu treningów. Ja w zimę próbuję biegać co 2 dni, około 8-14 kilometrów. Chciałabym napisać  10-17 kilometrów, ale niestety czas i pogoda nie zawsze pozwala na takie długie treningi.

Miałam nie doradzać, ale to tylko taka mała rada. W zimie skupcie się na bieganiu na tętno, czyli sprawdzajcie i planujcie swoje treningi na podstawie tętna. Dlatego, że bieganie po śniegu często jest bardziej wymagające, niż bieganie po asfalcie. Tempo zimą może się różnić od tempa przy tym samy tętnie latem !

Ja dzięki Shock Absorber Polska w końcu mogę biegać z pulsometrem! Bo pasek ma wbudowany w staniku !

20160118_113833

No to jak mam jeszcze więcej pisać czy jutro zimowe bieganie należy do Was ??

 

 

O.

 

 

W czym biegać kiedy mróz za oknem, czyli ubiór biegacza w minusowych temperaturach.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE TESTY

W czym biegać kiedy mróz za oknem, czyli ubiór biegacza w minusowych temperaturach.

Wielu z Was rezygnuje z biegania kiedy temperatury na termometrach pokazują poniżej zera. Głównym powodem do pozostania w domu jest brak komfortu termicznego i obawa przed przeziębieniem. Dlatego dam Wam dzisiaj kilka wskazówek jak ubrać się na bieganie w niskich temperaturach i co zrobić żeby takie bieganie nie skończyło się kichaniem i prychaniem.

 

20160105_114439.jpg

 

1.NA CEBULKĘ

Gdy biegamy w niskich temperaturach warto ubrać się na cebulkę. Tzn założyć kilka warstw, a niżeli jedną, dwie bardzo grube. W pierwszym wypadku w razie co zawsze możemy wierzchnią warstwę po prostu ściągnąć. Do temperatury -5ºC biegam zazwyczaj w jednych zimowych leginsach, grubszych niż normalne, które od spodu mają delikatnego „miśka”. Trzymają lepiej temperaturę i nie wyziębiają się od środka. Poniżej tej temperatury zakładam tzw HEAT HOLDERS-y i cienkie leginsy w których biegam latem. Te pierwsze to leginsy cz też bielizna termiczna na narty, na którą idzie druga para leginsów. Jeżeli macie mniej przewiewne spodnie do biegania, myślę że taka pojedyncza warstwa wystarczy.

2. WYSOKIE SKARPETKI

Obowiązkowo do biegania w niskich temperaturach potrzebujemy wyższe skarpetki, najlepiej coś a’la trekkingowe takie które nie zostawią żadnej wolnej przestrzeni pomiędzy spodniami a stopą. Nie wychodźcie biegać w cienkich stópkach, kiedy temp spada poniżej zera! Gwarantowane czerwone nogi i delikatnie odmrożona skóra.

3. KAMIZELKA – DOBRA NA KAŻDĄ POGODĘ

Przechodząc do górnej części ubioru. Mój sposób na bieganie zimą to puchowa, lub od jakiegoś czasu można znaleźć ich całkiem sporo, specjalna biegowa kamizelka. Moja o dziwo nie jest z żadnego biegowego sklepu, ale sprawdza się  idealnie, ponieważ jest cienka, puchowa i przez co ciepła. Biegam w niej od jesieni do wiosny zmieniając tylko ilość warstw jaką mam pod spodem. W minusowych temperaturach, pod zawsze ląduje koszulka najlepiej termiczna i bluza termiczna lub polar. Ja używam swoich narciarskich rzeczy do biegania zimowego. Natomiast gdy temperatura jest w okolicach zera zakładam biegowe koszulki z długim rękawem i cieńszy polar.

Taka kamizelka jest nieprzewiewna w miejscu gdzie jest nam najbardziej zimno, czyli klatka piersiowa i brzuch. Jest pieta w okolicach brzucha czyli nic nam nie podwiewa od spodu. No i nie ugotujemy się w niej jak w kurtce bo ręce są odkryte.

Na wietrzne dni możecie zakładać cieniutkie kurtki, lub soft-shelle zamiast górnej warstwy bluzy termicznej czy polaru.

4. BUTY

Na śnieg najlepiej mieć buty z bardziej trial-owym bieżnikiem, czyli takim który ma więcej wypustek, klocków itd. Taki but będzie się lepiej trzymał podłoża, ale nie przejmujcie się jeżeli wasze biegowe buty mają płytki bieżnik w takich też się da. Jednak przy bardzo oblodzonym, lub zasypanym śniegiem terenie bądźcie bardziej ostrożni podczas biegu.

Ja osobiście biegam w Salomonach późną jesienią, zimą i wczesną wiosną. Nie tylko ze względy na śnieg ale i na nasze bardziej leśne tereny. Dla osób które chcą biegać w zwykłych butach na mocno ośnieżonych, oblodzonych ścieżkach czy chodnikach proponuje kolce które można zakładać na każdego buta. Ja swoje kupiłam w LIDL-u za niecałe 30 złoty, a spisały się na medal w zeszłym roku kiedy padały marznące deszcze i wszystko dookoła zamarzało.

5. BUFY, OPASKI, CZAPKI

Mężczyzną nie jestem więc w tej kwestii będę doradzała Paniom. Obowiązkowym elementem garderoby na minusowe biegania jest buff, czyli cieniutka chusta wielofunkcyjna, tuba czy jak inni to nazywają. Taki buf nie pozwoli nam na przewianie w okolicach szyi, a do tego zawsze można go naciągnąć trochę wyżej tak żeby zasłaniał także uszy, usta, czy nawet nos. Co do opasek i czapek, ja zdecydowanie mówię tak opaskom. Możecie ją wykonać z wcześniej wspomnianej chusty, lub polecam mojego wykonania biegowe opaski, do kupienia na stronie www.goodie.com.pl . Są one podszyte wspomnianym wcześniej  buff-em, ale są mniej przewiewne i cieplejsze niż sama cieniutka chusta zwinięta na opaskę.

6. RĘKAWICZKI

Tutaj wszystko zależy od Was i co lubicie, ale nie polecam biegania na mrozie bez nich. Polarowe, specjalne do biegania, narciarskie, czy skórzane wasza decyzja każde się sprawdzą kiedy mróz towarzyszy naszym kolejnym kilometrom!

20160103_155430

Podsumowując…

Poniżej zera proponuję założyć ciepłe leginsy, wysokie skarpetki, i dwie górne warstwy plus kamizelka i rękawiczki.

NA temperatury w okolicach -10ºC dwie dolne warstwy, wysokie skarpetki, dwie górne warstwy, z czego ta wierzchnia może być ciut cieplejsza niż w poprzedniej wersji, kamizelka i rękawiczki

Pamiętajcie, że jeżeli nie macie biegowych rzeczy na mróz, kombinujcie z tym co macie w szafie. Wykorzystujcie wasze narciarskie, snowboardowe, czy motocyklowe bielizny termiczne, polary jakie macie i rzeczy które nosicie nawet na co dzień.

No to co nie ma wymówek ! Biegamy nawet wtedy kiedy termometry pokazują poniżej -10º C !!!

 

20160105_114537.jpg

Mój osobisty rekord to -13ºC w towarzystwie małej Z. Minęło 3 dni od  biegu a my nadal zdrowe i szczęśliwe ! 🙂

 

O.

 

Biegamy w mrozie ?? A czemu nie?!

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Biegamy w mrozie ?? A czemu nie?!

Oj czeka parę postów które powinno, a może lepiej powiedzieć, ma się ukazać na blogu. Gdyby tylko moja doba wydłużyła się o dobre kilka godzin. Jest parę tematów które chciałabym poruszyć, jest parę postów które chcę napisać i jest parę recenzji z którymi chciałabym się z Wami podzielić. Jednak zamiast ubywać nam obowiązków, z dnia na dzień nam ich przybywa.

Nie każdy wie, że nasze zimy spędzamy na stoku. Tak, na stoku narciarskim, gdzie razem z R prowadzimy szkołę narciarską i snowboardową. Od kilku dni wszystkie prognozy pogody huczą, że zima nadchodzi i tak też się stało. Zima, no może jeszcze nie w pełni bo bez opadów śniegu, ale przynajmniej mróz ją zwiastujący, w końcu zawitała do naszego kawałka Polski. I tak oto rozhuczały się nie tylko prognozy, ale i wszystkie armatki śnieżne na naszym stoku. Odważniejsi co mają otwarte okna i „Szwajcarię Bałtowską” za rogiem usłyszą je bez większego wytężenia.

20151230_165009

I tak przez stertę zaległości dzisiaj chciałam krócej. Napisać coś z marszu, pod wpływem popołudniowego treningu, który nie wiedziałam jak i czy się w ogóle odbędzie. Dlaczego? Bo mąż zajęty przygotowywaniem naszego biura, a termometry pokazują -4.5°C .

No właśnie i pada teraz pytanie wyjść na ten mróz z Zosią czy kisić się w 4 ścianach mieszkania zaatakowanego przez wrzące kaloryfery ? Poszłam, wyszłam i nie żałuję.

Myślę, że jak tak dalej pójdzie i nabierzemy doświadczenia w bieganiu w mrozie to puścimy klika artykułów w świat jak biegać z maluchem gdy mróz za oknem. Jednak po jednorazowej przygodzie nie będę udawała speca od biegania z wózkiem w zimę. Bardziej zaproponuję Wam coś bez czego nie obędzie się takie bieganie. Mianowicie nasz śpiworek, a może lepiej go nazwać zimowy śpiwór.

Przez jesienne dni, pakowaliśmy trochę na siłę ( ponieważ nie pasuję on idealnie do tego wózka i trzeba było się namęczyć żeby Zosię zapiąć) do naszego joggera piękny śpiworek minky, który teraz robi furorę nie tylko w internetowych sklepach i u Polskich projektantów, ale każda mama go ma 🙂 Tak ja tez uległam tej pokusie i nie żałuję, ale śpiwór do wózka na zimę to zdecydowanie nie jest.

Zacznę od tego, że do BOB-ów niestety, a może i stety, pasują tylko oryginalne śpiworki BOB Britax. Pasy są na stałe przymocowane, nie da się ich łatwo rozmontować. Plecy więc takiego BOB-owego śpiworka nie mogę mieć tylko dziur na pasy, ponieważ nie da się ich przeciągnąć. Oczywiście dla chcącego nic trudnego. Pasy można rozmontować zupełnie, za pomocą śrubokręta, trzeba je odkręcić, trochę na siłę po przepychać złączki przez siebie i wtedy dało by się je wcisnąć przez dziury do każdego nie oryginalnego śpiwora. Wtedy byłby on zamontowany na „stałe”, no chyba że chciałoby się spędzać 10 minut codziennie przed spacerem rozmontowując pasy. Dlatego my postawiliśmy na oryginalny śpiwór firmy BOB Britax, który możecie kupić w sklepie AKPOL Baby, przedstawiciela tej właśnie firmy.

Sam śpiwór wygląda tak.

spiworek-do-wozka-britax-bob

Nie przemawia do Ciebie jego wygląd ?? Do mnie też nie przemawiał, dlatego że wydawał mi się sztywny i wąski w nogach.

Kiedy otworzyłam paczkę, nie byłam do końca zadowolona, jednak z każdym dniem i treningiem kocham go coraz bardziej. Śpiwór wykonany jest z niezwykle grubego polaru (wnętrze) i tkaniny która przypomina wodoodporną kordurę. Fakt, nie jest on mięciutki w dotyku, dlatego że zewnętrzny materiał jest sztywny, nie przewiewny, ale dzięki temu trzyma kształt. Wewnętrzny polar natomiast ( do dzisiaj myślałam, że jest to wełna owcza) jest przytulny i miękki przez co sprawia że dziecko jest miło opatulone wewnątrz.  Szerokość w nogach tylko na pozór wydaję się niewielka, wąska, a jest to przez ilość materiału jaka jest użyta. Jednak gdy moja Zosia siedzi już sobie wygodnie w środku, ma pełną swobodę w nóżkach, nawet często wrzucam jej, w takie chłodne dni jak dziś, butelkę z wodą do picia w nogi żeby była ciepła.

20151209_150804

Na plecach oczywiście są rzepy i szerokie rozcięcia tak żeby śpiwór można było bardzo szybko zamontować w wózku. Jedyny minus to taki, że wózek nie składa się do końca z tym właśnie śpiworem. Plus taki, że w ogóle się składa, biorąc pod uwagę jego gabaryty. My na szczęście mamy duży bagażnik i taki nie do końca złożony wózek spokojnie się w nim mieści, a ponieważ zazwyczaj trzymamy wózek w bagażniku to było to dla nas ważne. Niemniej jednak zamontowanie tego śpiwora w wózku to dosłownie kilka sekund, ale ja wolę wychodzić z mieszkania tylko z Zosią na rękach, niż z Zosią, śpiworem i resztą gadżetów.

Fajnym dodatkiem w tym śpiworze jest możliwość wywinięcia go i przypięcia tej wywiniętej części tak żeby nie denerwowała malucha i nie ograniczała ruchomości rąk w cieplejsze dni. W mroźne dni taki jak dziś można przykryć malucha prawie do samego nosa 🙂

20151230_164558.jpg

DLACZEGO WŁAŚNIE TEN ??

No dobra, ale dlaczego poleciłabym Wam właśnie ten śpiwór ? Bo jest nadzwyczaj ciepły i niesamowicie przytulny ! Dzisiaj zrobiłyśmy razem 12 km  w temperaturze -4.5°C, a Zosia po takim ponad godzinnym treningu była cieplutka! Razem z rączkami! R nawet kiedyś, gdy miał małą aferę w domu i jednym sposobem na spanie był spacer, wziął ją na spacer w samych śpiochach ( a wtedy temperatury były w okolicach 10 stopni). Zosia żyję, nie chorowała, ba nawet ma się cudownie, a po takim spacerze była wygrzana i szczęśliwa.

Dlatego jeżeli nie macie jeszcze zimowych akcesoriów do waszych joggerów, to śmiało możecie lecieć do sklepu i kupować oryginalny śpiworek BOB Britax. Ma on wszystko co powinien mieć taki zimowy gadżet, a co najważniejsze jest nieprzewiewny i nie przemaka. Dlatego nadaje się na każdą ekstremalną pogodę !

20151230_165053.png

 

20151215_171634

Więc nie bójcie się zimowego biegania w towarzystwie waszych maluchów. Takiego typu „spacery” na pewno pomogą im nabrać odporności, a jeżeli zadbacie o ich komfort termiczny ciepłym kombinezonem, rękawiczkami i tego typu śpiworem to na pewno Wam nie zmarzną. My dzisiaj bawiłyśmy się na prawdę fajnie! Pierwsze takiego typu bieganie to ogromna frajda, a że lubię biegać kiedy termometry pokazują minusowe temperatury to mam nadzieję, że damy radę przebiegać wspólnie całą zimę!

Nie ma wymówek! 🙂 Nawet mróz jest nam nie straszny! Dlatego nie rezygnujcie z biegania, tylko dostosujcie się ubiorem do temperatury za oknem! Powodzenia!

20151230_165009

 

O.