Tag: Dziecko

Idziemy do żłobka –  dwa skrajne podejścia tego samego rodzica.

CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Idziemy do żłobka – dwa skrajne podejścia tego samego rodzica.

„Fajnie by było dać ją do żłobka” powiedzieliśmy sobie któregoś wakacyjnego dnia. Zosia robiła się coraz bardziej ciekawa ludzi, świata, chciała się bawić z dziećmi. Zaczynała komunikować, a ja po 491 dniach spędzonych z nią bez przerwy też potrzebowałam tego odpoczynku i chwili „dla siebie”. Chwili w której nie będę musiała odpisywać na firmowe maile z Zosią stukającą w klawiaturę, chwili w której będę mogła wysprzątać dom w samotności, chwili w której będę mogła w końcu, po prawie 500 wspólnych dniach, wypić w spokoju ciepłą kawę bez obciążenia na głowie, barkach, czy innych kończynach. Potrzebowałam oddechu… chwilowego, ale jednak.  Decyzja więc zapadła, że w lipcu mała idzie na trochę do żłobka. Plan był na 4 godziny dziennie, ale…

Schody zaczęły się gdy zobaczyliśmy żłobkowy plan. Mała miała chodzić o 10 spać, obiadek jeść o 12. Niemniej jednak doszliśmy do wniosku, że powoli ją przestawimy na trochę wcześniejsze spanie, wstawanie i chodzenie spać. I tak też było, okazała się tak elastyczna w godzinach spania jak dobra gimnastyczka. Klamka więc zapadła i poszliśmy do żłobka. Tak wszyscy, my emocjonalnie, ona fizycznie.

 

Opowiem Wam historię rodziców, tych samych, w niewielkim odstępie czasu, ale z zupełnie różnym podejściem.

 

RODZIC WYLUZOWANY.

Zazwyczaj przy wszystkich dziecięcych sprawach jesteśmy raczej wyluzowani. Od samego początku Nasze bezproblemowe od jakiegoś czasu dziecko bardzo szybko dostosowywało się do naszych podróży, obcych ludzi, dzieci i nowego otoczenia. Nasze nawet nie półtoraroczne dziecko znikało z dużo starszymi dziećmi na placach zabaw, zostawało z każdą ciocią na tą godzinkę, półtorej podczas której mogłam wyrwać się na szybki trening. Wyluzowani rodzice więc nie czuli potrzeby adaptacji, ale za namową Pań opiekunek pierwszego dni posiedziałyśmy razem w sali. Kolejnego Zosia została na godzinę, kolejnego na kolejną godzinę. Po trzech dniach, Panie zaproponowały żeby dać ją od rana na spanie i odebrać koło 12. Tak też zrobiliśmy. Mała została rzucona trochę na głęboką wodę, ale nasz brak świadomości nie widział w tym nic dziwnego. Wydawło by się, że wszystko było jak w standardowym scenariuszu. Trochę płaczu na wejściu, uśmiech na wyjściu. Kilka dni minęło, a mała budziła się w nocy z płaczem, ryk przez pójściem do żłobka zaczynał się coraz wcześniej. Od drzwi wejściowych do sali, przez drzwi wejściowe do żłobka, na widoku budynku kończąc. Moje dziecko po godzinach stało się nie do poznania. Z dzielnej, otwartej dziewczynki zamieniła się w strachliwą, krzyczącą i bojącą się panienkę. Bała się zasypiać sama. Każde wejście, nawet do znajomego domu, było powiązane z aferą na kilka przecznic. Wrzask i krzyk w progu. Ciągłe ” Mama dooom, mama dooom” i zamknięcie na otoczenie bolało mnie najbardziej. Koleżanki poszły w niepamięć, zabawy z dziećmi były możliwe tylko gdy byłam w zasięgu wzroku, a jeszcze najlepiej gdy czynnie w nich uczestniczyłam. Moje dziecko po prostu się popsuło. W tym czasie wyluzowany rodzic na prawdę się przestraszył. Przestał być już wyluzowany, bał się że wszystko zawalił. Spiął się okropnie i już na pewno nie był rodzicem wyluzowanym.

Nie dało się tego naprawić, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Każdy mówił, że z czasem przejdzie, ale płacz na wejściu do żłobka, który jeszcze umiałabym przeboleć ( bo niby każde tak ma), jak nic miał się do tego co działo się „po godzinach”. Nie chciało mi się wierzyć, że te kilka godzin dziennie tak zaburzyło jej bezpieczeństwo. Serce krajało mi się gdy uświadomiłam sobie co ona musi przeżywać. Złość na samą siebie wybijała mnie z równowagi, i milion pytań przechodziło przez głowę. Dlaczego nie podeszłam do tego bardziej poważnie, dlaczego nie rozmawiałam z nią wystarczająco dużo, czy popsułam jej dzieciństwo, czy ten strach już w niej zostanie?

Głowa pękała mi od pytań dlaczego, dlaczego, dlaczego.

Dwa tygodnie później jechaliśmy na wakacje. Przedłużone, bo trwały ponad miesiąc. Minęły prawie 2 tygodnie aby wszystko wróciło do normy. Mała zaczęła normalnie reagować na innych, bawiła się z dziećmi, nie potrzebowała mojej osoby w zasięgu wzroku przez 24/7. Odzyskała zaufanie i ponownie była uśmiechniętym dzieckiem.

MĄDRY RODZIC PO SZKODZIE.

Po miesięcznych wakacjach, kiedy dziecko na nowo stało się „normalne”, przyszedł czas na podejście drugie. Tym razem byłam okropnie zestresowana, zastanawiałam się jak to zrobić żeby to zrobić dobrze. Żeby obyło się bez wrzasku i ataków paniki już gdy widać osiedlowe budynki z okna. Bym przed każdym pójściem do żłobka nie słyszała: „Mama nieeee, nieeee, nieee”. Bym nie musiała składać kilka razy w tygodniu mojego rozsypanego na kawałki serca. Najpierw odwiedziłyśmy przedszkole tak o żeby porozmawiać z Panią dyrektor. Zależało mi na tym żeby przenieść Zosię do starszej grupy która śpi po obiadku i w której są zabawy zorganizowane, rytmika i starsze dzieci. Po kilku dniach udało mi się namówić Panią i Zosia została przeniesiona. Odetchnęłam z ulga bo pomyślałam sobie, że mamy czystą kartkę, nowy start.

Tym razem adaptacja była bardzoo długa i pomimo że Panie nie do końca były za tym żebym ja z nią tam przesiadywała, nie chciałam powtórki z rozrywki i przez 3 dni sumiennie wraz z nią uczestniczyłam w życiu przedszkolnym. W czwartek gdy jej emocje były rozdarte pomiędzy trzymaniem mojej nogi, a zabawą z dziećmi zrozumiałam, że to jest ten czas kiedy trzeba jej wytłumaczyć, że zostanie na chwilę sama a ja zaraz wróce. Rozmowy z 1.5 roczniakiem nie są łatwe. Trzeba uważać na słowa, ilość zdań i żeby nie przedłużać. Obiecywałam, że mamusia zaraz przyjdzie i że to jest czas w którym może pobawić się z dziećmi. Przez dwa tygodnie wygrzewałam przedszkolne ławki, najpierw przez pół godziny, potem przez godzinę. Zosia zaczęła się przyzwyczajać. Za każdym razem na wejściu mówiłam jej że przyjdę po nią po zabawie, że zostaje z CIOCIAMI ( ważne słowo, które wzbudza więcej zaufania w dziecku). Po południami odwiedzałyśmy inne ciocie, dzieci, bawiłyśmy się na placach zabaw. Chciałam, żeby zrozumiałą że żłobek jest jedynym miejscem w którym zostaje bez mamy i taty. Robiłam wszystko by uniknąć afery, która spotkała nas dwa miesiące wcześniej. Po męczących dla mnie dwóch tygodniach, w których wszystko podporządkowałam dziecku, młoda zaczęła zostawać na coraz dłużej. Stopniowo wydłużałam jej czas o pół godziny, potem dodałam obiadek, oczywiście cały czas tłumacząc, że mama przyjdzie po zabawie, czy po obiadku. Czas rozstania był jeszcze płaczliwy, ale nie była to afera, wrzask, czy zanoszenie się. Były to łezki smutku, które przez krótką chwile na wejściu do sali przy pożegnaniu pokazywały się w jej oczach. Obyło się bez histerii poza-żlobkowych, obyło się bez strachu przed moim zniknięciem. Zosi koleżanki uwielbiane, są nadal uwielbiane, ciocie są kochane, a odwiedziny nie są już zmorą rodzica.

NO I …. UDAŁO SIĘ ! Moje mądre, lecz późne, podejście do sprawy poskutkowało. Teraz od rana słyszę wrzask radości „DZIEEEEECIII”, który jest już stałym elementem śniadaniowego rytuału. Moje dziecko pełne uśmiechu wchodzi do żłobka, i zostaje tam na umówione 4 godziny. Mama odbiera ją zawsze po „AM”, a od tygodnia nie było nawet łezki w oku kiedy wchodziła do sali. Wbiega rozradowana i leci prosto do DZIECI. Jestem zła, bo musiałam nauczyć się na swoich błędach, ale szczęśliwa że wszystko udało mi się naprawić

IMG_20160716_135655

To nie jest tekst, który ma Wam cokolwiek doradzić, to nie jest tekst który ma nas pokazać w jakimkolwiek świetle. To jest tekst który chciałabym aby uzmysłowił Wam, co dziecko przeżywa rozstając się z rodzicem na kilka godzin dziennie, codziennie. To jest tekst który ma pokazać, jak mało świadomi jesteśmy tego co takie małe jeszcze nie mówiące, prawie nie komunikujące stworzonko jest w stanie zrozumieć, pojąć i jak bardzo potrafi bać się zmian. To jest tekst który ma Wam pomóc w podjęciu dobrej dla Was i Waszego malucha decyzji.

 

 

O.

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

20160928_144357-01

Jesień to czas, który zdecydowanie sprzyja bieganiu z wózkiem. To okres roztrenowania, zejścia z objętości i intensywności i czas fajnej pogody. W końcu robi się chłodniej, więc „spacer” dla malucha robi się też przyjemniejszy. Dla mnie to tez okres w którym nie mam aż tak napchanego grafiku treningami, więc jest to czas kiedy ewidentnie chce mi się biegać z wózkiem. Po wakacyjnej przerwie powiedziałabym nawet, że się za tym stęskniłam.

Niemniej jednak biegać z wózkiem można zawsze. Można też wykonać każdy trening poczynając od długich luźnych wybiegań, na interwałach i podbiegach kończąc. Podrzucam Wam moje sposoby na każdy trening. Pomogą, podrzucą cenna radę, albo po prostu otworzą oczy na to jak sobie ułatwić wyjście na bieganie we dwoje.

1. Długie wybiegania. 

20160915_141539-011

To chyba najprzyjemniejsza jednostka treningowa ze wszystkich. Długie wybiegania z wózkiem to sama przyjemność. Nie tylko dlatego, że intensywność pozwala nam na przemierzanie kilometrów po każdego typu nawierzchni, ale wózek może być na prawdę przydatny na tego typu treningach. Woda, żel, czy cokolwiek do przegryzienia nie jest dyndającym ciężarem na biodrach, czy w kieszeni. Mamy do tego specjalną kieszonkę w wózku, lub tak jak my z Zosią mamy specjalną Możemy wziąć ze sobą telefon, kluczyki i całkiem sporo innych gadżetów, które znajdą dużo miejsca w koszu po sidziskiem dziecka. Długie wybiegania możecie robić gdzie chcecie, w każdyn terenie i na każdej nawierzchni. Szuter, leśna ścieżka, czy górki nie będą przeszkadzać podczas tego typy treningów. Możecie zrobić sobie rodzinne wybieganie jeżeli Wasz partner/partnerka jest równie zakręcona na punkcie biegania. Są to na prawdę fajne chwile, które warto pielęgnować i warto z nich korzystać, bo nie będą trwały wiecznie.

 

 

2. BNP/BNI- czyli bieg z narastającą prędkością/intensywnością.

dsc_0574

Na tego typu treningi warto wybrać sobie fajną trasę, dobrze znaną, która najlepiej kończyć się będzie asfaltem. Wraz ze zwiększoną intensywnością i prędkością łatwiej będzie Wam się biegło z wózkiem po asfalcie. Pierwsze luźniejsze kilometry możecie przebyć po szutrze, a wraz ze wzrastającą intensywnością dobrze by było aby podłoże robiło się coraz twardsze, ułatwi Wam to bieganie i nie wytelepie Waszych maluchów. BNP jest fajnym treningiem z wózkiem, na pewno będzie bardziej obciążający, niż przy bieganiu solo, co pokaże Wam wasz pulsometr/zegarek. Wasze tętno może być zawyżone, czyli przy konkretnym tempie będzie wyższe niż gdy biegacie w pojedynkę.

 

3. Interwały.

dsc_7494

Wydawało by się, żę ciężko jest wykonać tego typu trening z wózkiem. Nic bardziej mylnego. Są dwie opcje na tego typu treningi i zależy to od naszego malucha, co robi ono podczas naszych treningów i od tego jaki dystans interwału mamy zaplanowany. Na szybkie interwały 30 sek i ”minutówki” nie potrzebujemy większej organizacji. Wystarczą dobre chęci, płaska utwardzona trasa i my. Na tego typu treningi wybierałam zawsze asfalt, lub kostkę brukową, alejki, które nie miały miliona zakrętów i zmian kierunku, po to aby i tak dosyć ciężki trening nie stał się też katorgą dla głowy. Podczas przygotowań do sezonu bywało, że robiłam nawet 20 interwałów z małą w wózku, ona odjeżdżała a ja w spokoju wyciskałam z siebie poty. Dla osób które mają do zrobienia 400 m interwały i dłuższe proponuje jakiś teren gdzie biega się po okręgu, lub jeżeli macie dostęp do bieżni to bieżnię. Tam kibicujące maluchy mogą kibicować na trawie, w wózku, lub na część interwałów kibicować z wózka nadbiegającym rodzicom. Po tartanie łatwiej też się biega z wózkiem, podłoże sprzyja a wózek sam jedzie. Żeby życie sobie ułatwiać pamiętajcie żeby zawsze wybierać sobie dogodne miejsce do biegania. Sprawdzone, gdzie znacie trasę, miejsca dogodne do interwałowego treningu. Miejsca gdzie przez te 30 sek/ minute czy kilkaset metrów będziecie mieli swobodę biegu.

4. Podbiegi.

Tak można wykonywać je z wózkiem, jednak są bardzo obciążające. Dlatego tego typu treningi oczywiście możecie wykonać w towarzystwie malucha, ale ja proponuję zostawić Wasze śpiące czy nie śpiące szkraby na dole górki. Co innego gdy robimy długie wybiegania przy stałym, luźnym tempie i kochamy biegać w leśnym terenie. Wtedy podbiegi są po prostu częścią całego treningu. Jeżeli jednak traktujemy je jako indywidualną jednostkę treningową, warto zrobić je tylko z własnym ciężarem.

Nasze podbiegi, choć była ich znikoma ilość właśnie tak wyglądały. Moja Zosia zazwyczaj śpi podczas biegania, specjalnie wybieram taki czas na bieganie z nią. Wiem wtedy, że mój trening będzie mniej nerwowy i nie będę musiała iść na milion kompromisów głośno oddychając. Dla nie śpiących maluchów kibicowanie z wózka i przeróżne zabawy jakie możecie wymyślić z dzieciakami podczas takiego treningu będą równie ekscytujące jak samo bieganie. A przecież kilka kilometrów przed i po zawsze będzie częścią treningu.

20160930_143024-01

Biegałam z wózkiem, można by powiedzieć, o każdej porze i wszędzie. I pomimo, że wyrobiłam sobie z Zosią rytm kiedy trenowałyśmy, trenujemy. Taki rytm, który pozwala i mi i jej czerpać maksimum z naszego wspólnego biegania. To wiem, że nie ważne jak trudne jest dziecko da się je do wspólnego biegania przyzwyczaić. Da się też wykonać z nim każdy trening, czasami wystarczy odrobina wyobraźni, dla starszaków kilka zabaw, czy w ostatecznych wypadkach paczka ulubionych chrupek. Jeżeli będziecie konsekwentni i wytrwali we wspólnych treningach to Wasze maluchy kiedyś pokażą na wózek i same powiedzą „Mamo, Tato idziemy biegać ?”

Dzieci kochają robić to co my, naśladują ans, chcą z nami robić nowe rzeczy, dziwne rzeczy, dlaczego więc miałyby nie chcieć biegać z nami po lasach, parkach i innych miejscach?

Moje dziecko odlatywało dopiero podczas biegania kiedy duża dawka dziur i trzęsienia robiła robotę. To samo dziecko też kiedyś nienawidziło jeździć w wózku, ale powoli i konsekwentnie wyrabiałam w niej ten nawyk. Robiłyśmy coraz to dłuższe dystanse o coraz to różniejszych porach. Do dziś jej ulubionym miejscem na drzemkę jest jej żółty IRONMAN, czy było 30 stopni czy – 15 stopni, biegałyśmy razem i mam nadzieję, że będziemy robić to jak najdłużej, bo to bieganie z wózkiem NA PRAWDĘ jest fajne!

 

dsc_0310

 

O.

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

CODZIENNOŚĆ TESTY

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

DSC_0126

 

Lubię otaczać się ładnymi rzeczami, pewnie jak każdy. Lubie skandynawskie drewniane zabawki, zamiast krzyczących plastikowych migawek. Ciekawe szmaciane zwierzaki, mięciutkie misie, czy też ręcznie robione pluszaki. Lubie tez niestandardowe gadżety, które od samego początku brzmią jak fajne rozwiązanie.

Pierwszą styczność z rowerkiem Spherovelo, brytyjskiej firmy Early Rider, mieliśmy na rowerowych targach Bike-EXPO Kilece, kiedy to Zosia miała niecałe osiem miesięcy. Był to pierwszy rowerek na jakim było dane jej siedzieć. Pierwszy i na razie jedyny.

Spherovelo w skrócie.

To nie do końca rowerek, lecz bardziej pierwsza rowerko-jeździko-podobna zabawka wyprodukowana przez firmę Early Rider. Specjalizującą się w świetnych rowerach dla dzieci, nie tylko biegowych. Ten model przeznaczony jest dla dzieci od 8-24 miesiąca życia, a z pomocą rodzica myślę, że nawet wcześniej. Zocha siedziała na nim stabilnie już w okolicach 9 miesiąca.

Spherovelo powstał by przyspieszyć rozwój motoryczno-sensoryczny maluchów. Pozwala na naukę balansu ciała, uczy nacisku i pchania nogami, oraz przez swój wygląd pozwala poznawać nowe kształty.  Jest kompromisem pomiędzy słabą stabilnością rowerka, a bezpieczeństwem, które jest zachowane podczas zabawy. Jak producent piszę, rowerek jest stabilny dla dzieci od 7 miesiąca życia, natomiast robi się coraz mniej stabilny dla dzieci starszych niż rok. Jego celem jest nauka stabilności i czucia własnego ciała względem zabawki. Zbudowany jest z dwóch dużych kół/kręgów, przykrytych plastikową obudową. Przednie koło porusza się tylko przód-tył, natomiast tylne koło obraca się w każdej płaszczyźnie, tak aby ogon rowerka obracał się w każdym kierunku bez większego wysiłku. Drewniana rączka, która zakończona jest gumowymi kulkami nie tylko jest bezpieczna dla maluchów podczas zabawy, ale też nie uszkadza zarówno się, jak i innych przedmiotów podczas zabawy czy upadków. Nadaje się do stosowania w domu jak i na dworze.

 

Długie testowanie.

Spherovelo zawitał do naszej rodziny tuż przed świętami, Zosia nie miała wtedy jeszcze 10 miesięcy, jednak tak na prawdę dopiero od niedawna jest on w kręgu zainteresowania małej. Wybraliśmy najpierw kolor miętowy, bo wydawał mi się przepiękny. Jednak sklep nie miał go na stanie i musieliśmy się zdecydować na czerwone cudo. Czy żałuję ? Przenigdy, bo Zosia wygląda na nim tak samo jak jej mama no swoim rowerze szosowym, który jest w tej samej kolorystyce 🙂

Pierwsze jazdy były w 100% napędzane przez nas. Mała nie rozumiała co ma zrobić, żeby jechać do przodu. Ale się nie poddawaliśmy i od czasu do czasu, Zosia czynnie bawiła się swoją nową przejażdżką. Była na nią sadzana przez nas, natomiast zejście ze Spherovelo nie było dla niej kłopotem. Rowerek do roczku używany był sporadycznie. Stał sobie w pokoju i czekał aż mała sama zawiesi na nim oko. U nas w okresie 7-12 miesięcy był on raczej designerską ozdobą mieszkania, która częściej była używana jako pchacz niż jako taki rower, ale myślę że jest to kwestia indywidualna dziecka. Inne mogłoby być nim zaaferowane od samego początku. My podeszliśmy do tematu ostrożnie tak żeby mała nie zraziła się do niego i żeby sama zainicjowała zabawę.

 

 

Od jakiegoś miesiąca Zosia, do wcześniej stojącego w kącie czerwonego dwukołowca, podchodzi coraz częściej. Ba, nie tylko podchodzi ale i sama siada i potrafi się odpychać. Rowerek natomiast stał się dużo mniej stabilny dla niej niż na początku. Mała musi na prawdę być ostrożna i skupić się na zabawie, żeby nie upaść. Teraz kiedy ma już 13 miesięcy aktywnie korzysta z Spherovelo i potrafi się na nim odpychać, obracać i korzystać z tego do czego został stworzony. Większe mieszkanie i większy metraż podłogi bez przeszkód też sprawił, że rowerek został lepiej wykorzystany. No i nie mówię już o jego wyglądzie, który jest tak miły dla oka, że ja z chęcią sama bym na nim pojeździła.

 

 

 

Plusy i minusy.

Plusy:

  • największy plus to jego designerski wygląd, jest tak ciekawy, że nie da się jemu oprzeć
  • można używać od 7-8 miesięcy, ale czy będzie wykorzystany w tym czasie to kwestia dziecka
  • na początku jest stabilny, wraz z wzrostem dziecka staje bardziej wywrotny, ja na początku uważałam to za minus, ale to właśnie dzięki temu dziecko uczy się stabilności, o która chodzi producentom
  • pomaga w rozwoju motoryczno-sensorycznym dziecka
  • zbudowany z dobrej jakości materiałów
  • jest „cichą” zabawką, czyli nie wydaje niepotrzebnych dźwięków
  • wzbudza zainteresowanie w dziecku

 

DSC_0111

 

Minusy:

  • Tak na prawdę jedyny mankament o jakim mogę na tą chwilę napisać to pozycja, którą Zosia przyjmuje, dopiero teraz w wieku 13-14 miesięcy, siedząc na rowerku. Mam wrażenie, że dla takiego dużego już dziecka, miejsce na pupę jest osadzone trochę za blisko kierownicy. Przez to nogi są bardzo ugięte i utrudnia to odpychanie małej. Pozycja bardziej z tyłu wymuszała by pochylenie górnej części ciała małej do przodu, przez co automatycznie nogi poszłyby delikatnie do tyłu i według mnie łatwiej byłoby jej zrozumieć jak można się odpychać. Niestety nasza Zosia nie do końca rozumie, że można odpychać się tymi nogami trochę bardziej z tyłu ! 🙂

 

DSC_0104

 

Finalnie.

Niemniej jednak my szalejemy na Spherovelo. Czy to jest zabawa 5 minutowa, czy próby samodzielnego odpychania się które trwają dużo dłużej. Rowerek jest dosiadany samodzielnie, czasami nie obędzie się z upadkami, czasami podsuwany przez nas jako kolejna atrakcja w ciągu dnia. Jeżeli Zosia nie nauczy się na nim nawet odpychać to i tak jest to dla niej super przygoda i oswajanie się z nowymi przedmiotami. Uczy równowagi, koordynacji i jest po prostu fajną zabawą! Czymś nowym co warto spróbować.

Oczywiście nie ma tak, że nasz Spherovelo jest używany tylko do tego do czego był stworzony. O NIE ! 🙂 Na Spherovelo można zjeść na przykład podwieczorek, zawieźć tacie misia do kuchni, pobawić się szczeniaczkiem, no i oczywiście wykorzystać go jako pchacz, który rozpędza się wystarczająco do takich prędkości, które zrobią duży HUK gdy uderzy się nim na przykład w szafę ! I to jest chyba największa frajda 🙂

Ale nie ma co ukrywać Spherovelo bez zadraśnięć świetnie sobie z tym radzi! Jestem bardzo ciekawa kolejnych produktów firmy EARLY RIDER, które wydają się mieć niesamowicie przyjazne dla dzieci rozwiązania. Jest to firma która chyba warto polecać.

 

 

 

 

A czy Wasze maluchy jeżdżą na tego typu rowerkach?

Jakie rowerki polecacie na kolejny etap? Czyli rowerek biegowy ?

 

 

 

O.

Parę słów o … mydle.

DIETA PORADY

Parę słów o … mydle.

Bycie Bio, to nie tylko zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna. To filozofia życia w zgodzie z nami, z naturą. Nie zwariowałam zupełnie w tym temacie, jak wielu z Was może sobie myśleć, ale wybieram świadomie. Cały czas się doszkalam. Zwracam uwagę nie tylko na etykiety produktów spożywczych, ale i tych które mam zamiar nałożyć na swoje i mojej małej Zosi ciało. Sprawdzam które kosmetyki mogę śmiało używać, a które lepiej omijać szerokim łukiem. Używam dezodorantu bez aluminium, stosuje raczej „naturalne” kosmetyki, pasty do zębów, balsamy i kremy.

Dlatego chciałabym zabrać Was dzisiaj w świat … mydła. Tak! Takiej zwykłej kostki mydła, które wbrew pozorom może nam bardzo pomóc lub zaszkodzić.

Ola Krakowiak, bohaterka dzisiejszego wpisu od niedawna zajmuje się produkcją mydła – „Manufaktura Mydła”. I to właśnie jej kosmetyki, od jakiegoś czasu, stosuję osobiście. Poświęciła mi chwilę i napisała parę wartościowych zdań o kosmetykach naturalnych, czyli takich które powstają tylko i wyłącznie z naturalnych komponentów. Miłej lektury.

12304318_1652797388295069_5290163244419810870_o-2

 

Parę słów o kosmetykach naturalnych…

Kolorowy zawrót głowy. Lecz czy zdrowy? 

Wszyscy, którzy starają się żyć zdrowo i aktywnie na pewno zetknęli się już z produktami spożywczymi i  kosmetykami naturalnymi. W ekosklepach półki uginają się od różnych preparatów sygnowanych bio, eko czy organic. Lecz czy tak na prawdę te  produkty zawierają tylko substancje naturalne i są pozbawione konserwantów i sztucznych dodatków? Warto pamiętać, że substancje odżywcze trafiają do naszego organizmu również przez skórę, co może stanowić doskonałą metodę suplementacji – niestety często zapominaną i pomijaną.

Przez skórę do….serca 

Wchłanianie substancji odżywczych przez skórę jest procesem złożonym a na przebieg i szybkość tego procesu wpływają właściwości i budowa skóry.  Poza kondycją skóry znaczenie ma jej wiek, wielkość warstwy zrogowaciałej oraz uwodnienie naskórka. Substancje odżywcze w pierwszej kolejności pokonują warstwę naskórka, aby następnie dotrzeć do głębszych i bardziej unaczynionych warstw skóry. W efekcie tego pożądane związki dostają się do krążenia ogólnego i wykazują działanie ogólnoustrojowe. I tylko od nas zależy, czym będziemy „karmić” nasz organizm.

12771937_1679394472302027_8527306292007036545_o.jpg

 

Mądry Polak przed szkodą

Bardzo ważne jest, aby wybierać kosmetyki mądrze i nie zatruwać nimi naszego ciała, które i tak w dzisiejszych czasach, jak chyba nigdy wcześniej, jest narażone na różne zewnętrzne, szkodliwe czynniki. Głównym celem stosowania kosmetyków jest mycie, odżywianie i poprawianie wyglądu, kojenie podrażnień. Niestety wiele popularnych preparatów tylko maskuje podrażnienia naszej cery. Dzięki syntetycznym składnikom nasza skóra i włosy mogą wyglądać na bardzo zadbane lecz w istocie tak nie jest. Poza tym sztuczne substancje są źródłem alergii i niepotrzebnie obciążają organizm trudno przyswajalnymi  cząsteczkami. Wiele złego w kosmetykach robią substancję konserwujące. Koncerny chemiczne produkujące ogromne ilości wyrobów nie mogą pozwolić sobie na względnie krótki termin przydatności (przydatność mojego mydła wynosi rok, więc wcale nie tak krótko, prawda?) co powoduje zwiększanie w recepturach ilości składników poprawiających wygląd i trwałość produktu – bo jak wiadomo „kupujemy oczami”.

Niestety – także pośród kosmetyków naturalnych znajdziemy wiele takich, które tylko naturalne udają (witaj marketingu i wysokobudżetowa reklamo! ) lub są wytworzone w nieprawidłowy sposób. Mówiąc o tych ostatnich mam na myśli te „ukręcone” przez różnej maści domorosłych „szamanów” posiadających znikomą wiedzę, przy użyciu surowców niskiej wartości, bo do tych lepszych nie mają oni po prostu dostępu lub są dla nich zbyt drogie. Przestrzegam was przed tym szczególnie bo możecie wyrządzić sobie i swoim najbliższym wiele krzywdy. Kosmetyki to chemia (naturalna lub nie) a chemia potrafi leczyć, ale też i szkodzić.

12771471_1679394382302036_6353550901705534279_o

Nauka w służbie natury! 

Z wykształcenia jestem biotechnologiem, ukończyłam także studia podyplomowe z zakresu  ziołolecznictwa a aktualnie doktoryzuję się w dziedzinie botaniki farmaceutycznej. Z każdym kolejnym stopniem „naukowego wtajemniczenia” pojawia się u mnie coraz więcej wątpliwości i wrażenie ciągle niedostatecznej wiedzy dlatego też cały czas zgłębiam kolejne tajniki i wykonuje własne eksperymenty. Właśnie dzięki nim zrodziła się u mnie koncepcja wytwarzania własnych, naturalnych i zdrowych kosmetyków. Dlatego od niedawna moje życie poświęcam tej właśnie pasji, dzięki której powstała „Manufaktura Mydła”.

Zaczęłam od mydła sodowego czyli mydła w kostce. Po wielu próbach, dziesiątkach godzin spędzonych nad recepturami i niekończącym się rozmyślaniom –  mogę stwierdzić, że udało się! Ostatnio dostałam też  zastrzyk mega pozytywnej motywacji – mama pewnego szkraba, cierpiącego na łuszczycę zapytała mnie czy nie mam może mojego delikatnego, bezzapachowego, szaroburego mydła z kozim mlekiem, bo koi ono podrażnienia małego jak żaden produkt z apteki. Oczywiście, że mam. Dla takich chwil to robię!

Dla Biegającej Bio Mamy pracuję nad preparatem do ciała, który odżywia po intensywnym treningu i likwiduje ewentualnie powstałe zakwasy. Jak widać – nie tylko pokonuję wyzwania, lecz wręcz sama je sobie stawiam!

Na zdjęciu świeża kostka mydła z kozim mlekiem, która teraz ma przed sobą  6 tygodni leżakowania aby uzyskała wymagane pH. Świeża masa mydlana czy nieodpowiednio przygotowane i sezonowane mydło ma właściwości żrące!

12787621_1300501483308852_2031665852_o

Moja wielozadaniowość się skończyła.

CODZIENNOŚĆ

Moja wielozadaniowość się skończyła.

Chciałabym walnąć wszystko usiąść, się rozpłakać i krzyknąć, że wszystko „Pier****”. Ale nie mogę, a jak, bo przecież jestem mamą, żoną i mam multum obowiązków którymi niestety nie można tak rzucić.

Moja wielozadaniowość się skończyła, nie potrafię pracować na 6 różnych etatach. Nie potrafię ogarniać 2 firm, pracować na stoku 6-7h dziennie, być pełnoetatową mamą kiedy tylko wracam do domu, prowadzić bloga i do tego jeszcze trenować. Wpadając do domu żeby pobyć ze swoją córką, odciążyć babcie która , telefon nie przestaje dzwonić od kolejnych zadań które mi się nawarstwiają, milion maili czeka na przeczytanie, zamówienia do zrealizowania, faktury do wypisania, rozliczenia do zrobienia. A przecież miałam siedzieć z dzieckiem i cieszyć się macierzyństwem, albo pójść pobiegać i napisać parę słów na blogu. I tak od dwóch tygodni. A w dni kiedy inni po ciężkiej pracy odpoczywają, ja pracuję tylko 14 h dziennie otwierając, siedząc cały dzień na grafiku i zamykając szkółkę.

Nie piszę tego by się wyżalić, nie piszę byście mnie pocieszali. Piszę, żebyście wiedzieli że u mnie nie zawsze jest tak pozytywnie i cudownie. Żebyście wiedzieli, że też miewam chwile zwątpienia, czuje się przytłoczona. Ale gdzieś wewnątrz odzywa się jakiś malutki głos który każe mi uciekać w sport zawsze wtedy kiedy życie zagania mnie w ślepy zaułek.

Buntowniczka pobiegła dzisiaj w las i biegła aż głowa przestała boleć, uśmiech pojawił się na buzi, a dziecko się wyspało. Po 2 tygodniach zrobiłam coś dla siebie, choć przez chwilę, choć przez tą prawie godzinę. I pomimo, że wolałam zrobić to w samotności, a telefon który dostałam od babci Zosi mówiący mi że mam ją wziąć bo jest zmęczona dolał oliwy do ognia. To zacisnęłam zęby ubrałam małą i poszłam z nią wydeptać wszystkie złości w błotne podłoże.

Dlatego nie zaniedbujmy się! Zróbmy coś dla siebie! Pozwólmy sobie mieć gorsze chwile, chwile zwątpienia i załamania. Nauczmy się w pełni akceptować te negatywne emocje, gorsze dni i złe samopoczucie. Takie podejście pozwoli nie tylko szybko zapomnieć o chwilach słabości, ale i dużo szybciej znajdziemy jakieś rozwiązanie.

 

InstaCollage_1455302489000.jpg

 

O.

Naleśniczki dla małej księżniczki.

DIETA PRZEPISY

Naleśniczki dla małej księżniczki.

20160127_092243

Przyznam się bez bicia nie umiem robić naleśników bez jajek, więc nie zaszczycę Was tutaj tego typu przepisem. Natomiast umiem robić przepyszne naleśniki gryczane, orkiszowe, jaglane i mieszane, te ostatnie robię kiedy mąki są na wykończeniu a trzeba dodać jeszcze jakiejś.

Zosia jest fanką naleśników, zjada je w ilości większej niż jej mama. Potrafi wciągnąć 4 i dalej krzyczeć „yyyyyyyyyy”, a je je z każdego rodzaju „dziwnych” mąk. Dzisiaj na śniadanie zawitały gryczane naleśniki, które ozdobiłyśmy takimi smakołykami jak jogurt i jabłka z wanilią, albo jogurt z karobem.

IMG-20160110-WA0002

Moja wersja gryczanych dzisiejszych smakołyków to jogurt, orzechy włoskie, banan i syrop klonowy ! Pycha, ekstra połączenie smaków. Orzechy, syrop klonowy i jogurt to takie śródziemnomorskie smaki w których się wychowałam. Co prawda żeby było prawdziwie śródziemnomorski smak to zamiast syropu klonowego powinien być miód, jednak ja preferuję ten mniej słodki i z niższym indeksem glikemicznym zamiennik.

20160127_092256

A jeżeli chodzi o robienie naleśników, zawsze je robię na oko. Dlatego mój przepis będzie się różnił od innych, nie będzie mówił ile macie czego dodać, natomiast nauczy Was robić naleśniki na oko, bez zbędnych wag, kubków i innych kuchennych gadżetów tak żebyście zawsze i wszędzie mogli zrobić takie pyszne zdrowe naleśniczki.

 

SKŁADNIKI:

  • mąka gryczana, jaglana, lub orkiszowa ( najlepiej EKOLOGICZNA) – mąki możecie pomieszać lub dodać tylko jeden typ mąki. Jeżeli chcecie naleśniki bezglutenowe zrezygnujcie z orkiszu.
  • 1 jajko
  • woda
  • mleko ryżowo-kokosowe, lub ryżowe z wanilią (najlepiej ekologiczne, ja używam firmy Natumi z Farmy ). Jeżeli macie jakieś inne swoje ulubione mleko roślinne śmiało możecie je zamienić na swój wybór.
  • 1/3 laski wanilii

 

No i jak zrobić naleśniki bez dokładnych ilości wszystkich składników ?? Już mówię !

Ciasto jakie powinno Wam wyjść jest uzależnione od tego jakie naleśniki lubicie. Jeżeli preferujecie grube naleśniory, po dodaniu wszystkich składników ciasto powinno być gęste. Jeżeli preferujecie cieniutkie gryczane śniadaniowe smakołyki to Wasze ciasto powinno być rzadkie, ale nie jak woda, musi delikatnie się ciągnąć.

Wrzucacie jajko do naczynia, dolewacie wody tyle ile chcecie zrobić naleśników. Ja na około 10-15 cieniutkich małych naleśników, wlewam 200-300 ml wody. To jest taka porcja  na śniadanie dla mnie i Zosi i na podwieczorek dla taty i małej. Do wody i jajka dolewam trochę mleka, około 50 ml, nie za dużo. Dosypuję mąkę i miksuje blenderem, albo ubijaczką do jajek. Sprawdzam konsystencję, moja ma być dosyć rzadka ale nie zupełnie lejąca się jak woda. Dodaję ziarna z laski wanilii. Rozcinam wanilię wzdłuż i wybieram miąższ ze środka – te czarne malutkie kuleczki. No i gotowe macie naleśniki takie jak lubicie robione na oko.

Dla Zosia oczywiście naleśniki robię na małej patelni bez tłuszczu! Żeby takie naleśniki wyszły i się nie rozpadały podczas przerzucania, musicie poczekać aż boki będą same się odklejały od ścianek patelni.

IMG-20160110-WA0000

A co jest najpiękniejsze w tych zdrowych naleśnikach ?? Że bez wyrzutów sumienia możecie je zjeść w ilości jakiej chcecie !!

Nasza wersja gotowych naleśników dla Zosi i mamy to:

  • wersja szarlotka – „usmażonego” naleśnika smaruję łyżeczką ekologicznego jogurtu i łyżką duszonych jabłek z wanilią. Zwijam w rulonik i daje swojej księżniczce do zjedzenia
  • wersja karobowa – „usmażonego” naleśnika smaruję łyżeczką ekologicznego jogurtu i polewam ekologicznym karobem. Zwijam w rulonik i czekam aż talerz małej Z będzie pusty
  • wersja śródziemnomorska mama – „usmażonego” naleśnika smaruję łyżeczką ekologicznego jogurtu kładę na nim parę plasterków banana, posypuje rozdrobnionymi orzechami włoskimi i polewam syropem klonowym. Tym razem nie zwijam w rulonik, tylko używając sztućców kroje sobie kolejne kawałki które pochłaniam niczym odkurzacz.

 

IMG-20160110-WA0008

Smacznego !

 

 

 

O.

 

 

Naturalne metody na okropne wirusy i inne choróbska.

CIĄŻA DIETA PORADY

Naturalne metody na okropne wirusy i inne choróbska.

Od wczoraj borykam się z jakimś okropnym wirusem lub choróbskiem, które znienacka przyszło i nie chce mnie zostawić w spokoju. A to wyjątkowo długo jak na mnie. Zazwyczaj na następny dzień po moich turbo mieszankach czuje się dobrze.

Odkąd zdrowe odżywianie na stałe zawitało w naszym domu, takie słowa jak choroba, wirusy nie widniały w moim języku od paru lat. Ostatni raz kiedy łamało mnie w kościach to było gdy miałam zapalenie piersi zaraz po urodzeniu Zosi. Jednak jeden dzień w łóżku i łamania nie było. Tym razem mnie trzyma dłużej niż 24 h, a to dużo w moim przypadku.

Jak na Bio Mamę przystało, w szafce z lekami nie ma u mnie ibuprofenów, aspiryn i innych chemii. Jest natomiast siara mleka owczego, liść oliwy, olejek z oregano i grapefruita, kwas l-askrobinowy w proszku czysty do analizy. Są też maliny w zamrażalniku, które w sytuacjach kryzysowych lądują w garnuszku i podawane są na ciepło z dużą ilością miodu. Dlatego chciałabym się z wami podzielić czym się „faszeruje” Bio Mama kiedy jest chora.

Najpierw kilka słów o każdym ze „słoiczków”.

Siara mleka owczego – sheep colostrum to organiczne colostrum owcze ze szwajcarskiej kontrolowanej hodowli ekologicznej, zbierane wyłącznie w ciągu pierwszych 12 godzin po porodzie. (Tylko i wyłącznie firmy VIVIENNE swiss formula, z wszystkimi możliwymi certyfikatami) Colostrum daje ogólny efekt regulacyjny organizmu oraz dostarcza wszystkie niezbędne materiały budulcowe dla komórek i tkanek. Colostrum jest bogate w białka i peptydy odgrywające główną rolę w funkcjonowaniu systemu immunologicznego.Swiss Sheep Colostrum przyśpiesza procesy regeneracji błony śluzowej jelita, skutecznie zapobiega infekcjom i ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwpasożytnicze oraz przeciwgrzybiczne.

To to właśnie colostrum wyleczyło naszą Zosię z kolek. Zosia miałą nie tolerancje laktozy, która jak się okazało mogła wynika ze stanu zapalnego w jelitach, o którym zwykły pediatra nam nie powiedział. Po kilku dniach podawania colostrum do mojego mleka płacz Zosi znikł i w końcu mogliśmy się cieszyć rodzicielstwem. 

Liść oliwki powszechnie stosuje się w leczeniu schorzeń powodowanych lub związanych z wirusami, retrowirusami, bakteriami lub pierwotniakami. Zawarta w nim oleuropeina, której całe drzewo zawdzięcza długowieczność i odporność na choroby oraz szkodniki atakujące głównie liście roślin, to związek z grupy polifenoli, który wzmacnia ogólną odporność organizmu. Podobno bardzo dobrze sprawdza się przy opryszczce, która wywołana jest spadkiem odporności. Stosuje się go w celu przeciwzapalnym, przeciwgrzybicznym i przeciwwirusowym. Polecam firmę SOLGAR, która ma najczystsze wersje suplementów. (można zamawiać je taniej ze Stanów Zjednoczonych na stronie iherb.com . Za zamówienia do $80 nie płaci się cła ! )

Olejek z oregano zawiera składniki fenolowe, które skutecznie niszczą patogeny bakterii i nie wpływają negatywnie na poziom dobrych bakterii w jelitach. Ma silne właściwości przeciwgrzybiczne, stwierdzono m.in. skuteczność oleju z oregano w leczeniu kandydozy jamy ustnej. (https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/07/30/oregano-magiczne/ ) Olejek z oregano posiada również właściwości przeciwbakteryjne np. w stosunku do bakterii H. Pylori, odpowiedzialnej za wrzody dwunastnicy i żołądka. W sprzedaży taki suplement diety zawiera tylko olej z oregano i oliwę z oliwek. Ja używam OREGASEPT.

 

Olejek z grapefruita ma wyraźnie działanie odtruwające, oczyszcza organizm od wszystkiego rodzajów substancji trujących i szkodliwych.

Jego działanie miałam okazje przetestować na sobie, co prawda nie było to w pełni świadome. Ale dwu tygodniowa kuracja sprawiła, że mój organizm oczyścił się z toksyn i od tamtej pory do wczoraj nie byłam chora. Pierwsze 10 dni czułam się okropnie, chora, bolały wszystkie kości. Myślałam, że mnie bierze jakieś choróbsko. Jak się okazało tak mój organizm zareagował na oczyszczanie, a po 10 dniach wszystkie symptomy zniknęły a ja czułam się o niebo lepiej. 

Kwas L-askrobinowy czysty do analizy jest to najczystsza forma Witaminy C lewoskrętnej. Leczy stany zapalne, wykazuje aktywność antyoksydacyjną, usuwa wolne rodniki tlenowe, które uszkadzają błony komórkowe i kwasy DNA, przyczyniając się do rozwoju chorób nowotworowych, oraz przyspieszają starzenie się organizmu. Witamina C jest niezbędna do prawidłowej syntezy włókien kolagenowych, które warunkują miedzy innymi odporność mechaniczną skóry, magazynują wodę oraz czynniki wzrostu.Warto ją mieć właśnie w takiej postaci zawsze w domu. Dodajemy ją do shake-ów, pijemy z niej koktajle mocy na przeziębienia. Ciężko ją przedawkować, ponieważ jest rozpuszczalna w wodzie i nadmiar wydalany jest z moczem.

A tutaj propozycja na „koktajl mocy” na przeziębienie:

  • łyżeczka kwasu L-askrobinowego
  • łyżka miodu lub ksylitolu ( dla dzieci proponuje erytrol)
  • szklanka letniej wody przegotowanej

 

I tak oto od wczoraj, kilka razy dziennie przyjmuję liść oliwy, 2 razy dziennie olej z oregano. Piję shake-i z jarmużu z kwasem L-askrobinowym. A teraz śmigam przyjąć colostrum i „koktajl mocy” któ®e mam nadzieję już na pewno postawią mnie na nogi.

Trzymajcie kciuki bo półmaraton już w niedziele, a nie mam pojęcia jak w takim stanie mam wystartować. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie sama dobiec do mety, a co dopiero z Zosią. Ostatnie bieganie było we wtorek a mięśnie trzeba przepompować przed niedzielą. Jeżeli jutro nie zwlekę się na małe rozbieganie przed niedzielą, to nie wiem co będzie. Nie chce myśleć o tym że będę musiała zrezygnować z niego. Ale półmaraton to chyba zbyt długi dystans żeby się pchać w takim stanie na start.

A wszystko chyba przez to zdradliwie ciepłe poranne plażowanie.

 

DSC_0419

 

DSC_0409

 

 

O.

 

 

Cała prawda o mleku modyfikowanym.

DIETA PORADY

Cała prawda o mleku modyfikowanym.

Wczorajsze warsztaty „MAMO to JA” w Gdyni okazały się bardzo pozytywnym przeżyciem, ale natchnęły mnie też do podzielenia się wiedzą w kwestii karmienia niemowląt i mleka modyfikowanego. Zaskoczyła mnie nie tylko ogromna niewiedza mam, ale również bark wiedzy przedstawicielki firmy Enfamil. Jako Bio Mama już przed urodzeniem małej Z była mi znana każda etykieta mlek początkowych, czyli tych z nr 1. Od samego początku wiedziałam, że jeżeli karmienie piersią w naszym przypadku się nie uda to będę wybierała najmniejsze zło dla mojej nowej miłości. Kierowałam się swoją wiedzą na temat żywienia, wiedzą zdobytą w książkach o zdrowym odżywianiu, wiedzą z medycyny naturalnej. Chciałabym zauważyć, że nie jestem lekarzem i moje rady dla Was są ograniczone tylko do mojego osobistego doświadczenia i wiedzy. Każde z mlek modyfikowanych na naszym rynku jest co prawda nieszkodliwe dla naszych pociech, bo takie są wytyczne, ale dlaczego mielibyśmy faszerować nasze dzieci na przykład syropem glukozowym. Jednym z najgorszych zamienników cukru na naszym rynku, który wytworzony jest poprzez hydrolizę skrobi. Są to cukry proste, głównie glukoza z dodatkiem maltozy i innych wielocukrów, które spożywane w dużej ilości przyczyniają się do nadwagi i otyłości. Jest to składnik co prawda lepszy od syropu glukozowa-fruktozowego, ale i tak nie powinien byc podawany małym dzieciom. W szczególności jeżeli chcemy je przyzwyczajać do zdrowego żywienia.

Dobra, ponieważ drzemka małej jest krótka a wklejanie tu każdej z etykiet mlek modyfikowanych istniejących na rynku zajęło by trochę. Napiszę czego warto unikać w składach mlek.

Zacznijmy od cukrów. Cukry które występują w mleku matki to laktoza, oraz oligosacharydy (np. galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy), naturalne składniki mleka. ****Zapraszam na koniec posta gdzie dla chętnych wytłumaczyłam w paru zdaniach czym są galaktooligosacharydy**** Tak naprawdę tylko te cukry powinny występować w mleku modyfikowany, tak aby przypominało ona jak najbardziej skład mleka matki. Czego powinniśmy unikać:

  • SYROP GLUKOZOWY – przede wszystkim syropu glukozowego, który jest cukrem prostym który w dużej ilości powoduje skok insuliny we krwi.
  • MALTODEKSTRYNA – podobna do syropu glukozowego powstaje w procesie hydrolizy skrobi (ryżowej, kukurydzianej, owsianej) może być genetycznie modyfikowana. Maltodekstryna rozkłada się bardzo szybko w naszym organizmie i błyskawicznie się wchłania, co powoduje bardzo duży wzrost glukozy we krwi. Jednak po taki wysokim skoku glukozy, glukoza spada poniżej poziomu początkowego i taki maluch może domagać się częściej jedzenia i dużo szybciej być głodnym. Nie jest to cukier który powoli się wchłania i daje sytość na dłużej. Duże skoki glukozy są niewskazane dl naszych pociech.

Kolejny składnik na który warto zwrócić uwagę to kwas mlekowy, który jest w mleku HIPP BIO Combiotik 1 i 2. Wydawało by się, że dobry składnik bo działa probiotycznie. Ale analizując składy mlek wyczytałam gdzieś, że nasze maleństwa mają podobno zdolność do przyswajania/ trawienia tylko jednego typu kwasu mlekowego. Inne mogą być powodem ulewań. Zosi kolega z neonatologi, czyli syn Aniu z którą byłam w pokoju po porodzie ulewał po tym mleku, a nie miał tendencji do ulewań kiedy jadł mleko matki.  Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy potwierdzenie teorii ale byłam tego świadkiem więc warto ty się z Wami podzielić.

Ogólnie HIPP przemawia do mnie zdecydowanie tym że jako jedyne mleko na rynku jest mlekiem organicznym ( zielony listek i te sprawy). Jednak mam wrażenie ( może złudne) że ma mniej witamin niż inne mleka na rynku i może pogarszać odporność malucha. Niestety ta opinia może być subiektywna ponieważ nasza mała Z pijąc na przemiennie z piersią właśnie mleko HIPP-a dostała tak zwaną trzydniówkę. Oczywiście skojarzyło mi się to ze spadkiem odporności i od razu zapaliło się światełko w głowie, że może to być właśnie od mleka.

Tłuszcze, czyli których unikać:

  • tłuszcz palmowy – jest tłuszczem trans i nie wiem czemu firmy dodają go do mleka modyfikowanego. Większość producentów jednak zostaje przy tłuszczach roślinnych takich jak rzepakowy, słonecznikowy, kokosowy. Jednak w niektórych mlekach możemy spotkać się właśnie z tłuszczami palmowymi.

A co jest najlepsze zamiennikiem mleka? Podobno odmineralizowana serwatka. Tą wiedzę dopiero pozyskałam po książce „Od lekarza do kucharza” w której Pani dr Pediatra, która przeszła na medycynę naturalną opisuję zdrowe żywienie niemowląt, dzieci i dorosłych.

Dlatego dbajmy o nasze maluchy, czytajmy składy produktów. Unikajmy cukru, syntetycznych jego zamienników, złych tłuszczy i wszystkiego co nie naturalne !!

MOJE TYPY:

Mój numer 1 z mlek modyfikowanych początkowych ( do 6 miesiąca życia ) to Bebilon Profutura.

Skład:

Odmineralizowana serwatka z mleka w proszku, laktoza z mleka, odtłuszczone mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej kokosowy, olej z organizmów jednokomórkowych, galaktooligosacharydy z mleka 8,84 %, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), lipidy jaja kurzego, olej rybi, fruktooligosacharydy 0,62%, węglan wapnia, chlorek potasu, chlorek magnezu, cytrynian sodu, kwas L-askorbionowy, L-askorbinian sodu, tauryna, lecytyna sojowa (emulgator), siarczan żelazawy, octan DL-alfa-tokoferolu, siarczan cynku, sól sodowa 5′-monofosforanu urydyny, 5′-monofosforan cytydyny, 5′-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5′-monofosforanu inozyny, nikotynamid, inozytol, 5′-monofosforanu guanozyny, L-karnityna, kwas foliowy, D-pantotenian wapnia, siarczan miedzi, D-biotyna, L-tryptofan, DL-alfa tokoferol, palmitynian retinolu, cyjanokobolamina, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, selenian sodu, fitomenadion.

WNIOSKI:

Serwatka jako główny składnik to ogromny plus, wszystkie oleje wyszczególnione to kolejny. Oczywiście następny to galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy. Jedyne do czego ja bym się przyczepiła to lipidy jaja kurzego, które mogą być potencjalnym alergenem. Nie bójmy się lecytyny sojowej i miejmy nadzieję że w mleku modyfikowanym nie pochodzi z soi modyfikowanej.  To według mnie najlepszy zastępnik mleka matki. Najlepszy skład, ale najgorsza cena.

Ponieważ Bebilon Profutura to chyba najdroższe mleko na rynku. Dlatego numer 2 w normalnej kategorii cenowej to

Bebilon H.A. 

Który towarzyszy naszej małej Z od 4-5 miesiąca.

Skład

laktoza z mleka, koncentrat hydrolizowanego białka serwatkowego z mleka, oleje roślinne, galaktooligosacharydy z mleka, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem cytrynowym*****, fruktooligosacharydy, dwuwodorofosforan potasowy, chlorek wapnia, olej rybi, chlorek choliny, kwas L-askorbinowy, lecytyna sojowa, tauryna, L-askorbinian sodu, inozytol, siarczan żelazawy, siarczan cynku, sól sodowa 5′-monofosforanu urydyny, 5′-monofosforan cytydyny, octan DL-alfa-tokoferolu, 5′-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5′-monofosforanu inozyny, L-karnityna, nikotynamid, sól sodowa 5′-monofosforanu guanozyny, D-pantotenian wapnia, D-biotyna, siarczan miedzi, kwas foliowy, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokeferol, ryboflawina, chlorowodorek tiaminy, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu.

WNIOSKI:

Co prawda można by się tu przyczepić do olei roślinnych które nie są sprecyzowane do końca i nie wiemy czy nie ma w składzie oleju palmowego, ale nie ma ani maltodekstryny, ani syropu glukozowego, a są galaktooligosacharydy i fruktooligosacharydy. A jednym z głównych składników jest koncentrat hydrolizowanego białka serwatkowego z mleka, czyli to co najlepsze. Miejmy też nadzieję że emulgatory są naturalne, a nie syntetyczne, ale na pewno to mleko to lepsze zło z całej sterty mlek zastępczych.

MOJE TYPY, mleko nr 2 ( od 6 miesiąca życia):

  1. Niestety znowu ten drogi Bebilon Profutura. 

Co prawda jest drogi, ale jest jego 800 g a innych mlek zazwyczaj 600g, więc cena jest tak naprawdę tylko trochę droższa od innych mlek występujących na rynku.

Skład

laktoza z mleka, odmineralizowana serwatka z mleka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, olej rzepakowy, olej słonecznikowy, olej kokosowy, oleje z organizmów jednokomórkowych, galaktooligosacharydy z mleka 8,16%, koncentrat białka serwatkowego (z mleka), lipidy jaja kurzego, olej rybi, fruktooligosacharydy 0,58%, węglan wapnia, chlorek potasu, fosforan wapnia, chlorek magnezu, kwas L-askorbinowy, cytrynian potasu, tauryna, L-askorbinian sodu, lecytyna sojowa (emulgator), siarczan żelazawy, octan DL-alfa-tokoferolu, siarczan cynku, sól sodowa 5′-monofosforanu urydyny, 5′-monofosforan cytydyny, 5′-monofosforan adenozyny, sól sodowa 5′-monofosforanu inozyny, nikotynamid, sól sodowa 5′-monofosforanu guanozyny, L-tryptofan, D-pantotenian wapnia, kwas foliowy, L-karnityna, siarczan miedzi, palmitynian retinylu, DL-alfa-tokoferol, D-biotyna, chlorowodorek tiaminy, cyjanokobalamina, cholekalcyferol, chlorowodorek pirydoksyny, siarczan manganu, jodek potasu, fitomenadion, selenin sodu.

WNIOSKI:

Nadal odmineralizowana serwatka na jednym z pierwszych miejsc. (Czyli jest jej prawie najwięcej w składzie. Skład zawsze podawany jest od składników które występują w największej ilości) Oligosacharydy dopiero po tłuszczach, czyli mleko nie jest słodkie ani w smaku, ani nie posiada dużych ilości cukrów, które powodują duże skoki glukozy we krwi.

I to jest mleko które moja córka pije odkąd próbuję ją dostawić od piersi. Co prawda moje plany na karmienie piersią miały być zdecydowanie krótsze niż są, bo chciałam karmić tylko do 6 miesiąca, ale no cóż bycie mamą zmienia poglądy na różne sprawy. I za każdym razem jak dawał jej butelkę czułam jakbym robiła coś złego, więc dopiero po miesiącu czasu zamieniania kolejnych karmień na butelkę można powiedzieć, że powoli przestaję karmić piersią. Mała ma już prawie 8 miesięcy i już tylko raz dziennie dostaję pierś, w porannych godzinach.

Czego się wystrzegać ???

Na pewno ENFAMIL – jest to mleko które jako pierwszy lub drugi składnik ma syrop glukozowy!!! ( mówimy o mleku nr 2 i nr 3).

Wszystkich mlek której zawierają maltodekstrynę i oleje palmowe. Czytajmy składy i wybierajmy lepsze zło ! Bo zdrowie naszych maluchów i nawyki żywieniowe leżą tylko i wyłącznie w naszych rękach!

Mam nadzieję, że pomogłam. Zapraszam do dyskusji tu lub na facebooku, edukujmy siebie same i edukujmy się na wzajem !!

O.

A tu wytłumaczenia brzydko-nazywających się składników mlek.

*******

  1. Galaktooligosacharydy (GOS) są naturalnymi składnikami mleka, a także niektó- rych owoców i warzyw. GOS traktowano jako mało ważne składniki żywności, m.in. ze względu na niewielką słodkość, słabą rozpuszczalność w wodzie i małą strawność. Obecnie GOS zalicza się do prebiotyków, tj. składników żywności nieulegających trawieniu w górnych odcinkach przewodu pokarmowego i będących składnikiem od- żywczym dla pożytecznych bakterii bytujących w okrężnicy, głównie z rodzaju Bifidobacterium i Lactobacillus. Zaleca się spożywanie GOS w dawce około 3 g dziennie, a produkty zawierające GOS zalicza się do żywności prozdrowotnej. Znajdują zasto- sowanie jako zamienniki sacharozy m.in. do produkcji gumy do żucia oraz żywności funkcjonalnej dla diabetyków i osób starszych. Preparaty galaktooligosacharydów stosowane są w produkcji odżywek dla dzieci, jogurtów, deserów, mleka lub maślanki w proszku.

[ informacje zaczerpnięte z Marek Adamczak, Włodzimierz Bednarski„ENZYMATYCZNA SYNTEZA GALAKTOOLIGOSACHARYDÓW I LAKTULOZY W PERMEACIE PO ULTRAFILTRACJI SERWATKI” http://yadda.icm.edu.pl/agro/element/bwmeta1.element.agro-article-277c8f13-43b5-4a3a-9c28-14417ce6260a/c/10_Adamczak.pdf ]

2. Mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem cytrynowym – są to emulgatory, które mają jeden koniec lubiący wodę (hydrofilny) a drugi koniec lubiący oleje (hydrofobowy). Emulgatory stosowane obecnie w produkcji żywności są zarówno oczyszczonymi produktami naturalnymi jak i substancjami syntetycznymi, które mają strukturę podobną do produktów naturalnych. Dlatego miejmy nadzieję, że te w mleku modyfikowanym są naturalne !!!

3. Lecytyna sojowa – Lecytyna jest naturalną mieszaniną fosfolipidów. Są to związki o charakterze tłuszczowym znajdujące się w każdej komórce naszego ciała. Największe ich ilości występują w mózgu, wątrobie, nerkach oraz szpiku kostnym. Najcenniejszym źródłem lecytyny jest soja. Lecytyna Sojowa jest najbardziej aktywna biologicznie, gdyż głównymi jej składnikami są: cholinainozytol i Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (ponad 50% masy lecytyny) w tym podstawowy kwas linolowy z rodziny Omega 6, który musi być dostarczony wyłącznie z pokarmem i jest niezastąpionym składnikiem wielu kluczowych związków w organizmie.

Najlepsze śniadanie na świecie. jarmuż

DIETA PRZEPISY

Najlepsze śniadanie na świecie. jarmuż

R jest jajkowy. Tzn jego organizm pochłania dużo jajek, a śniadania składają się bardzo często z nich jako główny składnik. Dotychczas jego jajka ruszały mnie tylko w te dni kiedy w domu unosił się zapach naszego świeżo upieczonego gryczanego chleba. Wtedy idealne jajko na miękko rozpływające się na jeszcze cieplutkim chlebie zawsze towarzyszy mojej porannej owsiance.

Ale od jakiegoś czasu R znalazł swoje śniadanie idealne. Hiszpański omlet z ziemniakami w swojej wersji BIO, dopasowany do sowich smaków i zawartości lodówki.

I tak oto w ten weekend chyba nawiązała się nowa rodzinna tradycja. Po porannym bieganiu R zafundował mi swoje śniadanie idealne z podwójną porcją jarmużu, który ostatnio jest moją ulubioną przekąską w postaci domowych chipsów. Dla wszystkich którzy lubią jajka proponuję oryginalną odsłonę porannego śniadania, którym warto od czasu do czasu zastąpić codzienną owsiankę/jaglankę/pudding chia i zjeść coś na słono.

Idealny omlett ala R

DSC_0520

PRZEPIS:

  • 1 ugotowany duży ziemniak
  • 3-4 liście jarmużu ( wedle uznania)
  • 1/2 – 1 pomidor
  • 1/2 cebuli
  • 2-3 jajka
  • sól, pieprz do smaku
  • oliwa z oliwek

Ziemniaka kroimy w cienkie plasterki. Jarmuż podsmażamy delikatnie na oliwie z oliwek, posypujemy solą. Czekamy aż zewnętrzne części liści zrobią się chrupiące. W tym czasie roztrzepujemy jajka z solą i pieprzem. Zrzucamy jarmuż na czysty talerz. Na tym samym oleju/patelni smażymy cebulkę. Jak się zarumieni dodajemy pomidory i ziemniaki, czekamy aż woda odparuje i dodajemy jarmuż. Całość zalewamy jajkami. Czekamy aż się porządnie zetną i będzie można przerzucić omlet. Patelnie przykrywamy talerzem, odwracamy do góry nogami. omlet spadnie na talerz w całości i dzięki temu nie rozpadnie się przy przewracaniu. Zsuwamy omlet z powrotem na patelnię i smażymy jeszcze kilka minut na drugiej stronie, aż jajka będą gotowe.

Ważna uwaga omlet najlepiej smakuje przygotowany przez męża po porannym bieganiu, w akompaniamencie mojej BIO kawy z mlekiem sojowym lub migdałowym i sokiem ze świeżych pomarańczy ! Dla obżartuchów polecam doprawić całe śniadanie kawałkiem jesiennej szarlotki !

DSC_0517

SMACZNEGO !

O.