Tag: MAMA

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

PODCAST

Podcast #3 Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Rozmowa z Dr Małgorzatą Jachacz-Łopatą.

Co to jest dno miednicy? Jak sport wpływa na ciało kobiety? Jakie są zalety trenowania ? Czy możemy sobie zaszkodzić zbyt dużą aktywnością fizyczną? Jaki sport wybrać ? Aktywność kobiety w ciąży – Co można, czego nie wolno? Jakie są skutki bycia aktywną w ciąży? Jaki sport jest dobry dla przyszłych mam? Czy można biegać, pływać i jeździć na rowerze w ciąży ?

Na wszystkie te i wiele innych pytań odpowiadamy w dzisiejszym odcinku. Moim gościem jest Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna i aktywna mama. Gosia od ponad 10 lat pomaga kobietom zadbać o własne ciało, wspiera je w powrocie do formy po porodzie. Poza tym jest pasjonatką gór, aktywną mamą i instruktorką jogi. Cztery razy w roku, o każdej porze roku, organizuje event dla mam z dziećmi „mamy w góry” gdzie zachęca kobiety do aktywnego spędzania czasu z dziećmi na świeżym powietrzu, a już niebawem będziecie mogli kupić książkę Gosi książkę „Wdech-wydech” – przedsprzedaż będzie ogłoszona na jej profilach 🙂

Niesamowita wiedza, niesamowite doświadczenie, a to wszystko otoczone ciepłym głosem, masą wyrozumiałości i empatii. Poznajcie Gosię.

Listen to „Kobieta w Sporcie #LivCommitted – Dr Małgorzata Jachacz-Łopata, fizjoterapeutka uroginekologiczna, wpływ sportu na ciało, aktywność w ciąży!” on Spreaker.

Gosia w sieci

Gosię znajdziecie na facebooku i instagramie jako „Górska Mama”

Poza tym Gosia jest obecna na profilach FEMME MEDICA na instagramie i facebooku, oraz w gabinecie Vitall Clinic w Bielsko-Białej.

Miłego słuchania!

Jestem MAMĄ i będę o tym pisać.

Bez kategorii

Jestem MAMĄ i będę o tym pisać.

Oj dawno mnie tu nie było. I tak na prawdę sama nie wiem od czego zacząć. Nie wiem kto tu jeszcze jest, kto już dawno temu uciekł i dla kogo mam pisać.  Co Was interesuje na tym etapie, w czym mogę pomóc czy doradzić.

Myślę, że należą się z mojej strony przeprosiny, a z Waszej szczypta zrozumienia. Ostatni rok był intensywny, dużo się działo, jak coś zaczynaliśmy robić to na 100 procent. Potem doszły ciągłe wyjazdy, rozjazdy, wypady. Na koniec wpadliśmy w wir pracy i tak do prawie teraz w nim ugrzęźliśmy.

Ale czas płynie dalej, zima się kończy i powrót do systematyczności będzie o wiele łatwiejszy, mam nadzieję że do systematyczności tu również.

Zakładając tego bloga chciałam żeby tu było mocno treningowo, sportowo, poradnikowo. Bycie aktywną w ciąży było na topie, treningi i powroty do formy również, startowanie w triathlonach też jest ciekawe, ale tak na prawdę bycie mamą to główna rzecz którą dzisiaj robię.

I choć czasem mam wrażenie, że odkąd zostałam mamą robię dużo więcej rzeczy niż zanim się nią stałam. Trenuje triathlon, podróżuję po całym świecie, odnalazłam siebie w górach gdzie ciągnie mnie najmocniej, nie boję się marzyć i żyję pełnią życia. Pisać tylko o treningach już nie umiem. Zresztą nie lubię powielać wiedzy, której w internecie jest już w ilości niekończącej się.

Dlatego będzie tu więcej mnie. Mojej drogi do celu, obierania nowych celów, szukania siebie i dzielenia się uśmiechem i motywacją.

Będzie tu więcej mojej kuchni, mojej codzienności i moich patentów.

Ale Ci co są tu dla treningu i triathlonu, nie zostawię Was na lodzie. Nadal będzie treningowo, sportowo i w rozjazdach, bo takie jest moje życie i takie życie szczerze polecam. Spróbuję stworzyć dla Was serię treningowych postów razem ze swoim trenerem, ale oprócz tego podrzucę swoje patenty i moje spostrzeżenia.

To co, mogę na Was dalej liczyć jesteście tu jeszcze ?

A jeśli jest jakiś temat który szczególnie Cię interesuje i chciałbyś go poruszyć, to czekam na komentarze. Będziemy szli po kolei 🙂

 

Wasza BBMama.

 

ZŁOT FALA i kobieca Strona Sportu.

CODZIENNOŚĆ POLECANE TRIATHLON

ZŁOT FALA i kobieca Strona Sportu.

Kobiety dla kobiet i kobiety z kobietami, ZŁOTA FALA.

29351903_570343743315298_7481476671226139663_o

Ostatnio coraz częściej dziewczyny łączą siły żeby stworzyć coś naprawdę pięknego. Złota fala to idea która ma pokazać że jesteśmy naprawdę na wagę złota. Potrafimy być mamami,  żonami, często też w tym samym czasie szefowymi. Umiemy łaczyć wiele obowiązków, przyjmować wiele ról, a co najpiękniejsze czerpać ogromną przyjemność zarówno z każdej z nich z osobna jak i ze wszystkich razem.

IMG_20180429_210120_672 36281916_1716780555101206_9209971726006353920_o IMG_20180429_205759_863

Jesteśmy kobietami na wagę złota, które znalazły pasję do sportu, do zdrowego trybu życia, a te automatycznie łączy się ze zdrową dietą. Chcemy aby nasze maluchy też poznały i poczuły co to znaczy „Żyć z Pasją”. Złota fala to wszystkie złote kobiety które chcą pokazać innym złotym kobietom, że drzemie w nas ogromna siła i motywacja. Chcemy pokazać że triathlon to nie tylko muskuły, silni mężczyźni ociekających testosteronem, ale to też uśmiech, kobiecość, lekkość i dużo różu.

Kobiety pokazują, że triathlon jest dla wszystkich dla każdej Pani, Dziewczyny, Kobiety, a nawet Babci która chodzi po tym świecie.

21167574_1422403447872253_1527103668674852910_o

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakieś 2 miesiące temu, z ramienia firmy Semilac, zostałam ambasadorką Super League Triathlon Poznań, pierwszego w Polsce triathlonu który robi osobny start właśnie dla złotych kobiet. Złota fala to start na dystansie 1/4 Ironman, startujemy przed wszystkimi po to żeby pokazać że jest nas dużo, że sport to uśmiech i pasja i że może nas być jeszcze więcej.

Od paru lat na tym blogu Pragnę was zmotywować i pokazać że można wpleść bycie triathlonistką i trenowanie do codziennego życia i bycie mamą dwójki dzieci. Dlatego kiedy zaprosili mnie do bycia ambasadorką czułam się niezmiernie dumna i szczęśliwa że mogę być częścią tak ważnego wydarzenia w naszym kraju.

29066251_561606984188974_5963997617359683584_o
Oprócz tego bycie ambasadorką pozwoliło mi podjąć współpracę z i-Sport czyli platformą treningową która zajęła się moimi przygotowaniami właśnie do startu w Poznaniu. Po raz pierwszy od paru dobrych lat, po raz pierwszy od kiedy trenuje triathlon, jestem pod opieką trenerską. Dzięki niej przełamała wiele różnych barier w swojej głowie, w nogach i w nastawieniu. Nigdy też treningi nie bolały mnie tak bardzo psychicznie i fizycznie. Poczułam co to znaczy trenować, a nie wychodzić na treningi. W malutkim stopniu przypomniały mi się moje dziecięce lata kiedy trenowałam pływanie i kiedy nie było wymówek od treningu, kiedy zawsze wiedziałam co trenować i w jakim stopniu.

Bycie ambasadorką super League Triathlon Poznań sprawiło że tak naprawdę rzuciłam wszystko, zostawiłam dwójkę dzieci z babcią, męża na drugim końcu Polski, który startuje na swojej imprezie a ja po raz pierwszy zapakowałam sama rower i udałam się do Poznania poznać masę ciekawych kobiet które mają jedną wspólną pasję jaką jest triathlon. Każda z nas jest inna, każda musiała zrezygnować z innych rzeczy żeby móc trenować i każda ma inny cel. Jednak wszystkie nas łączy taka sama miłość do triathlonu i każdej z nas triathlon sprawia taką samą ogromną radość. Po raz pierwszy też będę miała okazję zmierzyć się z taką ilością kobiet na starcie, bo w całym super League Triathlon jest nas ponad 340 dziewczyn, z czego 104 startuje właśnie w ZŁOTEJ FALI.

 

IMG_20180612_010033_050 IMG_20180514_114535_459

Sama szykuje dla was też mały projekt niespodziankę która mam nadzieję ujrzy światło dzienne niebawem i która ma właśnie pomóc nam wspólnie trenować, wspierać się i motywować do ściągania i coraz to lepszych wyników w triathlonie.

 

Trzymajcie kciuki za mój start który będzie w niedzielę 1 lipca o godzinie 10:00.

Wpadajcie na mojego Facebooka oraz Instagram bo spróbuję, będąc po raz pierwszy bez dzieci podrzucić wam fajną relacje.

To co Malujemy pazury na złoto i krzyczymy głośno „Girls Just wanna Have Fun” ?!

images-2
Wasza biegająca bio mama.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BIEGAM Z WÓZKIEM – jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.

Wróciłam z treningu zmęczona jakbym przebiegła co najmniej maraton, dodałabym i to z wózkiem, bo oczywiście wróciłam z treningu biegając z wózkiem. Nie wiedziałam czemu, przecież był mróz, moje ulubione warunki do biegania, miałam motywację, ale brakowało sił. Z każdym kilometrem zamiast nabierać sił i ładować się endorfinami, biegło mi się coraz ciężej, coraz gorzej. Miałam ochotę się zatrzymać, zostawić ten wózek i poprosić Rafała żeby po nas przyjechał bo ja MAM DOŚĆ. Oczywiście Rafał był na stoku, a ja w środku wsi, więc zmusiłam się i dobiegłam do domu, ale dało mi to do myślenia.

Tak jak bieganie solo nie wymaga większej wiedzy na temat prawidłowej postawy, tak przy bieganiu z wózkiem jest inaczej. Podczas samodzielnego biegu nie powinniśmy wymuszać nienaturalnej postawy, natomiast przy bieganiu z wózkiem musimy korygować i kontrolować naszą sylwetkę. 

Dlaczego ? 

Niby prosta odpowiedź, bo biegniemy z wózkiem. Pchamy duży ciężar, robimy coś nienaturalnego jeżeli chodzi o bieganie. Dlatego kontrola sylwetki i postawy jest niezbędna tak, aby bieganie z wózkiem nie spowodowało żądnych kontuzji, przykurczy i po prostu nie odebrało nam przyjemności z samego biegu.

20151106_122740 (1)

 

Po raz kolejny zasięgnęłam wiedzy u źródła i to właśnie dla tego tekstu spotkałam się z fizjoterapeutą, biegaczem i triathlonistą Konradem Sulikiem, który swoje życie poświęca nie tylko pasjom sportowym, ale głównie dba o zdrowie swoich pacjentów, w gabinecie Medical Sport Rehabilitacja w Ostrowcu Świętokrzyskim

Wraz z Konradem przeanalizowaliśmy sylwetkę podczas biegu z wózkiem, zastanowiliśmy się nad jej konsekwencjami i wspólnie stworzyliśmy ten właśnie post. Kilka rad, kilka przestróg, kilka ćwiczeń rozciągających, które mają na celu pomóc Wam biegać z wózkiem bez kontuzji, nie męcząc się i czerpiąc z tego największą przyjemność jaką się da!

Ja w tym poście będę doświadczeniem, natomiast Konrad specjalistą. Kilkugodzinna burza mózgów pozwoliła nam dojść do paru podsumowań.

 

1. Dlaczego nasza pozycja jest tak ważna podczas biegania z wózkiem ?

Tak jak zawsze w sporcie złe, czy nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń wiąże się z kontuzjami, tak samo bieganie z wózkiem bez prawidłowego przygotowania i bez prawidłowej techniki biegu może skończyć się kontuzją. Oprócz standardowych przeciążeń, przy bieganiu z wózkiem możemy nabawić się przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego. Podczas biegu, pchanie ciężaru jakim jest wózek może doprowadzić do nienaturalnej sylwetki i garbienia się. Podczas długiego jednostajnego biegu taka lekko zgięta pozycja może doprowadzić właśnie do przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego, który już po samej ciąży jest mocno obciążony i mało rozciągnięty.

DSC_0012

2. Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę kiedy zaczynamy myśleć o bieganiu z wózkiem.

  1. Najważniejsze jest nasze przygotowanie. Żeby zacząć świadomie biegać z wózkiem i bez kontuzji musimy przygotować najpierw do tego nasze ciało, a co za tym idzie wzmocnienie mięśni głębokich, czyli cała masa ćwiczeń CORE STABILITY. Podczas biegu z wózkiem, górne partie ciała są bardziej obciążone niż podczas biegu solo, dlatego tak ważne jest wzmocnienie tych partii ciała zanim zaczniemy „biegać we dwoje„. Wzmocnienie mięśni głębokich pozwoli utrzymać nam prawidłową sylwetkę podczas biegu i nie spowoduję dużych obciążeń.
  2. Dla kobiet, według Konrada taki optymalny czas po ciąży po jakim możemy zaczynać swoją wózkową przygodę to około 6 miesięcy. Długo ?  Tylko tak się wydaję. Dziecko tak na prawdę dopiero po tym okresie jest przygotowane do biegania w wózku. Producenci wózków biegowych zalecają, że dziecko powinno stabilnie siedzieć zanim zaczniemy wozić je w spacerówce. Moja Zosia dosyć późno siedziała, raczkowała dużo wcześniej niż siedziała. Oczywiście wózki biegowe mają ruchome podparcie, tak że możemy wozić swoje dzieci w pozycji półleżącej, więc myślę, że wybór kiedy zaczynamy wozić swoją pociechę w wózku biegowym to indywidualna decyzja rodzica. Dodatkowo, dla tatusiów istnieje opcja dokupienia przejściówki tak żeby można było wsadzać fotelik samochodowy do naszego joggera. Wtedy bieganie z wózkiem staje się możliwe jeszcze wcześniej.
  3. Panie, które chcą zacząć biegać ze swoimi maluchami, przy powrocie do biegania powinny udać się na badanie funkcjonalne, o którym pisałam już wcześniej i na jego podstawie dowiedzą się kiedy i jak zacząć wracać do formy. Dla nas najważniejsze jest wzmocnienie mięśni, które są osłabione po ciąży i po porodzie. Podejmując decyzję kiedy zaczynamy biegać z wózkiem musimy wziąć pod uwagę to jak przebiegała nasza ciąża i na ile aktywne w niej byłyśmy. Ja swoją przygodę w bieganiu z wózkiem zaczęłam dosyć późno, Zosia miała wtedy 8 miesięcy. Jednak teraz z perspektywy czasu, gdybym miała zielone światło od fizjoterapeuty żeby biegać z małą, zaczęłabym dużo wcześniej! 🙂DSC_0049 (1)
  4. Kolejna ważna rzecz to wózek. Niestety tu nie napiszę, że można biegać z każdym. Już nie mówię tu o przyjemności jaką zwykła spacerówka mogłaby odebrać nam z biegu, ale chodzi też o bezpieczeństwo dziecka i nasze zdrowie. Wózki biegowe są przystosowane do biegania poprzez 3 kołowy stelaż, co daje większą stabilność wózka niż zwykły czterokołowiec, mają możliwość zablokowania przedniego koła na czas biegu, w taki sposób wózek podczas biegu przy jakichkolwiek nierównościach nie ucieknie nam i nie przewróci się. Większość wózków ma wzmocnioną amortyzację, co daje lepszy komfort jazdy dla dziecka podczas biegu, no i ręczny hamulec który już jest praktycznie standardowym wyposażeniem w każdym biegowym trzykołowcu. Jeżeli chodzi o dobór wózka do nas, musimy wziąć po uwagę nasz wzrost. Rączka wózka powinna być mniej więcej na wysokości naszych bioder/pasa, tak aby czuć się komfortowo podczas biegu. Nie możemy kupować zbyt niskiego wózka, tak abyśmy nie garbili się podczas biegu. Ręką prowadząca powinna być na tej samej wysokości mniej więcej na której jest kiedy biegniemy bez wózka. Nie bójcie się jednak, że wózek musi mieć koniecznie regulowaną rączkę! Nasz IRONMAN pasuje zarówno do mnie (174 cm wzrostu) jak i do mojego Rafała ( który ma dobre 191 cm), a podczas wyboru też martwiliśmy się to jak R. będzie się z nim biegało.20160326_101123
  5. Kolejnym ważnym elementem podczas biegania z wózkiem jest częsta zmiana rąk i w miarę możliwości równomierna praca rąk. Zależy nam na tym, aby zarówno prawa jak i lewa ręka prowadziła wózek przez tyle samo czasu podczas biegu. Wydawało by się, że jest to rzecz oczywista, ale każdy z nas ma jedną rękę mocniejsza i uwierzcie mi na początku Waszej „wózkowej przygody” będziecie chcieli pchać wózek właśnie tą ręką. Dlatego na początku musimy zwracać uwagę na częstą zmianę rąk tak aby obydwie ręce pracowały równomiernie. Wraz z doświadczeniem, ręce same zaczną zmieniać się bardzo często i pracować równomiernie. Dłoń powinna swobodnie leżeć na rączce, najlepiej na jej środku, uważamy na mocne zaciskanie rączki !
  6. Nie skracamy kroku! To kolejny element który jest częstym błędem początkujących biegaczy z wózkiem. Mając przed sobą wózek boimy się biec naturalnie długim krokiem, gdyż boimy się że będziemy uderzać nogami o ramę wózka. Nic bardziej mylnego, nawet mój małżonek, którego Bozia obdarzyła tylko 191 cm wzrostu, nie haczy o ramę wózka podczas biegu! Skracany krok to wynik bardziej działającej naszej podświadomości i głowy niż faktycznie element spowodowany konstrukcją wózka. Dlatego nie bójmy się wydłużyć krok i biec tak samo jakbyśmy biegli nie mając wózka przed sobą.DSC_0218
  7. Różne tempo! Podczas wolnego biegania z wózkiem jesteśmy najbardziej narażeni na masę błędów i złą sylwetkę podczas biegu. Podczas wolnego biegu jesteśmy rozluźnieni, krok jest automatycznie krótszy i „człapiemy” z przygarbionymi plecami. Gdy prędkość się zwiększa, nagle nie umiemy się nie prostować, krok samoistnie się wydłuża i sylwetka zaczyna być prawidłowa. Dlatego wszystkim początkującym biegaczom proponuję zrobić parę szybkich przebieżek z wózkiem i przeanalizować swoją pozycję podczas szybkiego biegu. Nagle zauważycie, że da się biec wyprostowanym, szybko zmieniając ręce i nie skracając kroku!
  8. Ambitni biegacze muszą zacząć biegać na tętno, a nie tempo. Nasze tempo przy bieganiu z wózkiem, w zależności od naszej formy i siły może różnić się znacznie albo tylko trochę. W szczególności jeśli dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Dlatego nie martwcie się o wasze tempo biegu tylko zacznijcie spoglądać na monitor pracy serca i trzymajcie się w strefach. W zimę, podczas moich wybiegań na polach, w dni w które wiał wiatr tempo biegu czasami różniło się o 1 min/km podczas biegu z wózkiem pod wiatr i z wiatrem. Biegnąc na 6.30 min/km pod wiatr pulsometr czasami pokazywał o kilka uderzeń wyższe tętno, niż biegnąc na 5.20 min/km z wiatrem. Nie ma co ukrywać wózek jest obciążeniem, ale jakim słodkim 🙂

12719630_1126619634023180_8941014666572033376_o

 

Jak ma wyglądać nasza sylwetka i postawa podczas biegania z wózkiem?

DSC_0207

Poniżej najważniejsze elementy których musicie pilnować podczas BIEGU Z WÓZKIEM:

  • naturalna postawa – próbujemy utrzymać jak najbardziej naturalną sylwetkę;
  • wyprostowana sylwetka – skupiamy się na tym aby nasze plecy były wyprostowane, abyśmy się nie grabili i aby nasza klatka piersiowa była wypchnięta delikatnie do przodu
  • zmiana rąk –  czyli panujemy nad rękoma! Koncentrujemy się na tym aby obydwie ręce były zmieniane często i w miarę możliwości na tyle samo czasu.
  • długi naturalny krok – nie skracamy kroku! Utrzymujemy taki sam krok jak podczas biegania solo.
  • naturalna obszerna praca ramion –  niestety już tylko jedna ręka może nam pomagać, dlatego warto wykorzystać ją jak najlepiej, pracując nią dosyć obszernie i szybko tak aby pomagała nam utrzymać wysoką kadencję, a co za tym idzie lepsze tempo.

 

 

3. Czy można biegać tylko z wózkiem czy warto przeplatać treningi bieganiami solo.

bieg11

Zarówno Konrad jak i my ( czyt. ja i Rafał ) mamy to samo podejście do tego tematu. Ze zdrowotnego punktu widzenia, bieganie z wózkiem jeżeli jest rekreacyjne (czyli niska intensywność) nie musi być przeplatane treningami solo. W przypadku, gdy intensywność naszych treningów wzrasta, warto poprzeplatać jednostki treningowe „we dwoje” tymi w pojedynkę. Co prawda z wózkiem możemy wykonać każdy trening, od długich wybiegań, przez interwały do podbiegów. Jednak te intensywniejsze z obciążeniem, mogą być naprawdę obciążające dla organizmu. Mogą one być porównywane do treningów siły biegowej. Będą one też odbiegały tempem od tych solo. Dlatego podczas biegania z wózkiem zapomnijcie o tempie, a skupcie się na tętnie, które pokaże Wam na ile możecie pozwolić sobie na danym treningu by nie wyjść z Waszej założonej strefy.

Z mojego doświadczenia po kilku mocnych treningach z wózkiem, chce mi się pobiec solo. Chcę poczuć tą lekkość, brak ciężaru i swobodę. Kocham biegać z Zosią, ale kocham robić to też w pojedynkę, dlatego oprócz zdrowotnych korzyści warto urozmaicić sobie trening i w miarę możliwość wyjść pobiegać również samemu. Oczywiście w zimę kiedy praca u nas wre, przez 2-3 miesiące moje treningi było tylko w towarzystwie malej. Jednak pierwszy trening po długim czasie w pojedynkę był rajem i przez najbliższe kilka dni to tata dostawał wózek i buty biegowe w rękę, a ja delektowałam się lekkością jakiej mi brakowało przez zimę.

4. SIŁA

Jednak nie ma tego złego… zimowe wybiegania z wózkiem, wzmocniły mnie jako biegacza. Nawet te rekreacyjne treningi spokojnym tempem, na dłuższą metę budują wytrzymałość i siłę. Teraz nie tylko biegam szybciej, ale i czuję się silniejsza. Podczas biegu z wózkiem, nasze górne partie ciała pracują mocniej niż podczas biegu solo, wzmacniamy więc nasze brzuchy i szybciej osiągamy ten płaski wymarzony efekt po ciąży. Bieganie z wózkiem rozwija nas jako biegaczy i nadaje się dla każdego. Dla tych co zaczynają swoją przygodę z bieganiem i dla tych co chcą ją kontynuować po prostu w towarzystwie 🙂

5. W kolejnym poście znajdziecie kilka ćwiczeń, które pomogą Wam rozciągnąć najbardziej obciążone mięśnie podczas biegania z wózkiem. Przygotowane przez Konrada specjalnie dla Was!

12671678_1126508797367597_591852002318932930_o.jpg

A tak podsumowując…

Bieganie z wózkiem to niesamowite przeżycia, to czas na spędzeni czasu z dzieckiem i czas na realizację swoich pasji. Nie zawsze jednak jest łatwo, czasami treningi są obciążające, czasami maluch odmawia posłuszeństwa. Ja nie żałuję żadnej minuty spędzonej z Zosią w lesie, na polach, nad morzem, na alejkach, biegając po chodnikach i po ścieżkach rowerowych, po szutrze i po asfalcie, czasami ze łzami w oczach bo wiatr mnie zatrzymywał i nie miałam zupełnie siły pchać tego „cholerstwa”, a czasami pochłonięta w totalnej euforii i przepełniona szczęściem, że mogę robić to co kocham i to w towarzystwie własnej córki. Bieganie z wózkiem zbliża rodzica i dziecko, daje poczucie spełnienia, niezależności i swobody w treningach.

Dlatego gdyby ktoś się mnie kiedykolwiek spytał „Czy warto?”, nie zawahałabym się przez ani sekundę z odpowiedzią „Pewnie, że TAK !”

 

 

O.

Moje anty-blogowe roczne przemyślenia!

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Moje anty-blogowe roczne przemyślenia!

Jedni nazwą mnie słabą blog-erką, inni przymkną oko na to i powiedzą, że robię to po swojemu 🙂 A ja Wam powiem że robię wszystko co w mojej mocy żeby być tutaj systematyczna, ale się NIE DA 🙂

BO…

Wtedy kiedy Wy odpoczywacie, my z R zazwyczaj najciężej pracujemy. Tak to jest kiedy ma się firmę usługową. W dni kiedy Wy macie wolne, my pracujemy 24 h na dobę żeby ten czas wolny Wam umilić szkoląc Was i Wasze maluchy jazdy na nartach i snowboardzie w naszej szkole narciarskiej AMIGO-SKI w Bałtowie. Ale spróbuję nie zaniedbać tego miejsca, bo jestem w ogromnym szoku jaką piękną grupę czytelników sobie tutaj uzbierałam. Dlatego pisanie może nie będzie systematyczne, ale na pewno będzie.

Kiedy wszystkie blogi huczały o postanowieniach noworocznych, ja milczałam. Nie koniecznie dlatego że nie miałam o czym pisać, czy takich postanowień nie mam. Nie do końca. Ja też stawiam sobie nowe cele, ale kontynuuje to co zaczęłam w 2015 albo i wcześniej. Nie mam zwyczaju siadać 31 grudnia i spisywać na kartce co zamierzam w nowym roku zrobić. Moje marzenia i cele powstają na bieżąco przez cały rok. Na każdych zawodach rodzi się nowy pomysł, nowy cel sportowy. Czy to chodzi o nową życiówkę, czy o pomysł na kolejny bieg, kolejny triathlon. W każdej chwili podejmuję nowe wyzwania, które rodzą kolejne.

Dlatego słuchając dookoła siebie jak to każdy od jutra zaczyna być lepszy, ja mówię sobie chcę kontynuować bycie chociaż na tyle dobrą na ile udało mi się w 2015. I w dniu kiedy wszyscy sobie odmawiają, ja sobie pobłażam i pozwalam na odstępstwa. Zaczęłam nowy rok od grzanego wina i okropnie wielkiego hamburgera ( pomimo że mięso gości na moim talerzu na prawdę od święta). Ale wiedziałam, że już jutro na moim talerzu ponownie znajdzie się ekologiczny ryż i ekologiczne warzywka w curry. Dlatego mój cel na nowy rok to się doszkalać, mieć jeszcze większą wiedzę na temat zdrowego odżywiania. Zrobić kurs dietetyka sportowego. Nie planuje zmieniać drastycznie swoich nawyków żywieniowych bo myślę, że są na całkiem niezłym poziomie. Dlatego UWAGA ! Ja się nie będę odchudzać, nie przechodzę na zdrową dietę, ja po prostu będę kontynuować to co zaczęłam kilka lat temu.

Co do sportowych celów jest ich wiele, ale będą się one na pewno zmieniać wraz z formą, ograniczeniami czasowymi, kolejnymi pomysłami które czasami wpadają do mojej głowy jak z procy, ale będzie na pewno aktywnie.

Główny element 2016 to mój wymarzony od kilku lat IRONMAN 70.3 Gdynia. Po raz pierwszy wystartuję na tym dystansie, po raz pierwszy będę musiała sama po konać 1.8 km pływania, 90 km roweru i 21 km biegu. W końcu to ja będę stała na starcie, a nie kibicowała na mecie! „Pamiętam jak dwa lata temu pojechałam na rowerze już będąc w ciąży z Chałup do Gdyni tylko po to żeby dopingować naszego kolegę który wtedy startował w połówce. ”

Kolejne sportowe wyzwania to półmaraton Warszawski w kwietniu, może uda się z wózkiem, parę biegów ulicznych w towarzystwie Zosi, która mam nadzieję da się jeszcze wozić. Kilka olimpijskich triathlonów prze Gdynia, no i nasz coroczny „obóz treningowy” na Cyprze, który mam nadzieję też dojdzie do skutku jeżeli czas i życie nam na to pozwoli.

A czego Wam życzę w nowym roku ??

Żebyście małymi kroczkami dążyli do swoich marzeń. Stawiajcie sobie cele, a nie postanowienia, bo dążąc do nich postanowienia same się zrealizują. Chcąc wziąć udział w biegu ulicznym, zaczniecie biegać. Chcąc spróbować swojego pierwszego triathlonu, zaczniecie trenować 3 dyscypliny.  Chcąc żyć zdrowo, zaczniecie zwracać uwagę na to co jecie, jak jecie i ile jecie, a przy tym i waga pójdzie w dół, a samopoczucie i zdrowie wzbije się na wyżyny. Zacznijcie żyć zdrowo i aktywnie, a zdrowe odżywianie i sport staną się Waszym życiem, waszą codziennością !

 

także życzę Wam:

„BIEGOWEGO

AKTYWNEGO

ZDROWEGO

I PEŁNEGO SZCZĘŚCIA I SPEŁNIENIA

NOWEGO ROKU 2016 ”

DSC_0318

O.

 

Moje 5 minut.

CODZIENNOŚĆ TRIATHLON

Moje 5 minut.

Na dzień mamy powstał artykuł o Biegającej Bio Mamie na portalu kobietkibiegaja.pl . Dzisiaj przyszedł czas na moje pięć minut w TVN Meteo Active.  Dla redakcji wygrany triathlon 3 miesiące po porodzie to był wyczyn i tak oto któregoś dnia w niedalekiej przeszłości zadzwoniła do mnie Pani redaktor TVN Meteo Active aby zadać parę pytań.

Dlatego przeznaczam ten post na powrót do przeszłości. Bo artykuł na TVN Meteo Active jest właśnie o tym wydarzeniu. Powiem szczerze, że aż mi się łezka w oku pojawiła jak czytałam ten post ponownie. Wracam do przeszłości dla tych którzy nie mieli jeszcze okazji przeczytać mojej relacji z wygranego traithlonu. Dla wszystkich którzy dopiero od niedawna mnie śledzą lub wiedza o moim istnieniu, dla tych którzy po prostu do tego posta nie dotarli, lub dla tych wszystkich którzy go ominęli, zapraszam do lektury.

Biegająca Bio Mama wygrywa triathlon. LINK

IMG_20150524_185536

Miłego czytania!

O.

W podróży.

CODZIENNOŚĆ

W podróży.

Jak pewnie wszyscy wiecie od dobrych paru miesięcy jesteśmy w ciągłej podróży. I tak oto po raz kolejny dzisiaj rano zapakowaliśmy samochód po dach i wyruszyliśmy. Po raz pierwszy podróż spędzam z komputerem na kolanach bo chciałabym więcej pisać a nie ma kiedy. Wcale nie jest tak ponieważ mam małe dziecko. Jest tak ponieważ zbyt szybko się przemieszczamy. Nasz czas pochłaniają nie tylko treningi i mała Z, ale w każdym nowym miejscu potrzebujemy chwilę na aklimatyzację, rozpakowanie naszych dwóch metrów sześciennych z samochodu, stworzenia stanowisk do kąpieli, przewijania, na thermomixa i rowery. Zawsze trzeba wypakować lodówkę i nasze codzienne zdrowe dodatki. Tak, my podróżujemy ze swoją oliwą, swoimi pastami tahini, swoimi przyprawami, octem jabłkowym, słoikiem płatków owsianych i jak jest jeszcze to granolą, swoimi kaszami, makaronami gryczanymi, chlebem i wszelkimi sezonowymi owocami napotkanymi na drodze, czyli ze wszystkim tym co nie zawsze jest do kupienia od ręki w nowym miejscu. Podróżowanie nauczyło nas, żeby zawsze mieć ze sobą coś na śniadanie następnego dnia i potencjalny obiad, gdyby nie było możliwości zakupienia świeżych rzeczy. Podróżowanie nauczyła nas się pakować tak, aby kurtki były zawsze na wierzchu, tak żeby wózek w każ∂ej chwili mógł być na zewnątrz i do użytku. Tak żeby w przedniej części samochodu była zawsze, woda i jakieś owoce, miska psa z niewielką ilością karmy. Tak żeby wszystkie rzeczy podstawowego użytku były w jednej torbie i żeby rzeczy małej Z były w zasięgu ręki. Torba podstawowa naszego Zucha, zawsze zawiera ubrania na każdą pogodę, bo przejeżdżając 600 km w którąś ze stron może spłatać niezłe figle jeśli chodzi o sposób ubioru. Po za ubraniami na każdą pogodę, torba oczywiście wypchana jest po uszy wszelkiego rodzaju gryzakami, piszczałkami i innymi zabawkami które z prędkością światła lądują w buzi małej Z.

Ale podróżowanie ma też wiele niesamowitych zalet. Nie powiem, że pakowanie samochodu co parę dni jest czynnością która sprawia mi przyjemność, pomimo że doszłam już do perfekcji w tej dziedzinie. Dzisiaj po raz kolejny jak zobaczyłam cały ganek zakryty torbami i przedmiotami które muszą zmieścić się w naszych 2 metrach sześciennych, byłam pewna że w połowie będę już potrzebowała przyczepki, którą będzie można doczepić na hak. Znowu wygrałam i samochód chwilę później był zapakowany po dach! W podróżowaniu niesamowite jest jedzenie niby tej samej owsianki, jaglanki tych samych naleśników gryczanych, tego samego chleba z jajkiem na miękko co ranek w nowym miejscu, w nowej miseczce, na nowym talerzyku, nową łyżeczką czy widelcem. W nowej kuchni, z nowym widokiem, na tarasie, na balkonie. Celebrujemy zawsze ten moment, jest on przepełniony letnim słońcem i porannym uśmiechem na twarzy. Mała Z też ma swoje miejsce przy śniadaniu, zawsze jest obecna w swoim BABY BJORN-nie, wierzgająca kopytkami jak mała żabka.

IMG_20150716_122711

IMG_20150716_122837

20150714_093955

IMG_20150703_121227

W podróżowaniu piękne też jest zwiedzanie i trenowanie. Treningi w nowym miejscu zawsze są frajdą, daleko im od monotonii. Każdy bieg, każdy wyjazd na rowerze jest pełen delikatnego podenerwowania i podekscytowania, Czy będę wiedziała gdzie jechać za tym zakrętem?; Co mnie może napotkać na drodze?; Nagły koniec asfaltu?; Stado psów, czyli moja zmora?; A może inne leśne zwierzaki będą chciały poznać zapach potu Biegającej Bio Mamy? Każdy trening jest inny, każdy pełen emocji, nowych doznań. Ostatnio R został moim trenerem i to On zawsze mi mówi, jaki trening zrobić żeby było ciekawie, żebym się zmachała i żebym zbliżała się do kolejnego celu. Ostatnio wróciły interwały do mojego biegowego życia, i pojawiły się po raz pierwszy w moim rowerowych życiu. Wracam zmęczona z treningów, ale i szczęśliwa, pełna pozytywnych emocji że coś nowego wprowadzam do swojego życia.

Pewnie, że podróżowanie męczy, ale siadając wieczorem i patrząc na zdjęcia z ostatnich paru dni wiem że nigdy nie zamieniłabym naszego trybu życia na inny !

O.

Macierzyństwo. Parę słów o …

CODZIENNOŚĆ

Macierzyństwo. Parę słów o …

Treningi w miarę możliwości się uregulowały. Treningi biegowe przeplatane są rowerowymi na trenażerze i dniem wolnym, który chciałabym zamienić na dzień poświęcony treningom siłowym, czy też ćwiczeniom stabilizującym i siłowym. Jednak na razie jak jest dzień wolny to mam ochotę leżeć do góry brzuchem i nic nie robić, bo nieprzespane w całości noce, aktywne dnie i zwiększający się kilometraż i czas poświęcony na odnawianie formy daje się we znaki. Ale nie o tym chciałam pisać, nie chce też wplątywać w ten post przepisów, których przez ostatni czas powstało wiele. Okazało się że mała Z ma straszne kolki i mama szuka teraz przyczyny. Dlatego ostatnio mocno kombinuję w kuchni, odstawiłam pomidory, potem jabłka surowe, słonecznik, kokos, maliny a od 3 dni mleko i soję, bo jak się okazuję żywieniową przyczyną kolek może być podobno tylko mleko krowie i sojowe ( ale ile w tym prawdy? ), więc teraz jest czas żeby wyeliminować te dwa składniki z diety i zobaczyć jaka jest reakcja. W taki oto sposób wczoraj powstało mleko jaglane, a właściwie bardziej śmietanka, którą dodaje do porannej jaglanki ( ma ona teraz wielki „come back” w moim jadłospisie, od kąd zaszłam w ciążę i jej zapach z mlekiem kokosowym został odrzucony przez mój organizm) lub owsianki. No ale jak pisałam nie o tym ma być dzisiaj. Dzisiaj czuję się mamą.

Czuję jak powoli uczę się miłości to tego stworzonka, czuję jak wrzask i płacz nie drażni mnie i nie wprowadza w negatywne emocje, tylko wzbudza współczucie i miłość, chęć przytulenia i opieki. Zastanawiałam się wiele razy kiedy nauczę się kochać, tak bezgranicznie jak każda matka. Czemu nie czuje się mamą, tylko opiekunką jakiegoś niemowlęcia. Kiedy przyjdzie ten dzień gdy poczuję się mamą. I choć bywa ciężko, w szczególności gdy mała Z dostanie kolejny kilku godzinny atak kolki, to powoli czuję że ten mały stworek jest mój. Jest kumulacją mojej miłości do R., mojego i jego charakteru, jest początkiem odpowiedzialności i nowego życia. I w końcu czuję jak to kowadło co spadło na mnie w dniu porodu i dźwigałam je od tamtej pory powoli robi się coraz lżejsze. I te wszystkie „nie możesz, nie powinnaś, teraz nie, później” nie są wcale takie straszne. Czuję się jakbym dojrzała przez jedną noc do macierzyństwa, do sytuacji, do życia po urodzeniu małej. Decyzje które, jeszcze parę dni temu wydawały by mi się nie fair, teraz nagle nie są żadnym problemem. Mała Z odwdzięcza je spokojem, uśmiechem i współpracą. Nadal wiele razy nie wiemy o co chodzi, dlaczego jest płacz i wrzask, ale w sytuacji kiedy zła podnoszę ją ponownie na ręce ( a przecież już miała zamknięte oczy w łóżeczku) i słyszę głośne beknięcie to serce mi się rozpływa, bo parę sekund temu przeszło mi przez myśl że robi to żebym ZNOWU nie mogła zjeść w spokoju, obejrzeć odcinka małych gigantów, albo po prostu poprzytulać się do męża. Małej Z po prostu było źle, a naszym zadaniem jest zrobić wszystko by było źle jak najkrócej. Z każdym dniem jednak się tego uczę, poznaję ją i siebie w nowej roli. Zaczynam czerpać przyjemność z bycia mamą i zaczynam czuć odpowiedzialność i miłość której wcześniej nie doświadczyłam. Z R też potrzebowaliśmy chwili, a dokładnie sześć tygodni żeby się dostosować, zrozumieć i dotrzeć do siebie na nowo. Zrozumienie nawzajem swoich potrzeb sprawiło że umiemy cieszyć się z chwil spędzonych razem i osobno.

Ciężko jest pisać o takich emocjach, bo nie wiem jak je wyrazić, jak ubrać w słowa żeby były zrozumiałe. Pewnie każda mama wie dokładnie na jakim etapie jestem, a każda nie mama niech się uczy i próbuje zrozumieć ile emocji i kontrastujących ze sobą uczuć w organizmie młodej mamy wybucha niczym wulkan.

Poświąteczne pozdrowienia.

O.

BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Zima za pasem….

Wczoraj zaczął nam się sezon. Od 4 dni chodziłam za R. i pytałam się czy mogę wykonać inauguracyjny zjazd na stoku. Kręcił nosem przez parę dni, ale w końcu doszliśmy do consensusu, że jak puszą mi wyciąg wcześniej to mam 15 minut frajdy.

No i satło się przyjechaliśmy na stok, porozmawiałam z wyciągowymi i dostałam dyspensę na 10 minutową zabawę przed ruszeniem stoku.

Było przepięknie na górze przed zjazdem pogłaskałam brzuszek i oficjalnie ogłosiłam ‚Toli” że właśnie wykonuje pierwszy zjazd na nartach. Powiem szczerze, że nie pomyślałabym że pierwszy zjazd sezonu i pierwszy zjazd w ciąży mógłby być tak cudowny. Nie dość, że jechało mi się idealnie, stok był idealnie twardy (nie za twardy bo byłby wtedy wymagający ). Miało być wolno, rozsądnie i było. Narty same jechały, nogi nadal mocne miały siłę je docisnąć, ale już nie tak agresywnie jak zazwyczaj tylko na spokojnie, delikatnie. Miałam wrażenie że płynę, jak po falach. R. stojący na dole złapał się za głowę, ale był uśmiechnięty więc wiedziałam że też się cieszył z mojego szczęścia.

Radość na dole była przeogromna, nie wiedziałam, że tak piękne mogą być dwa pierwsze zjazdy sezonu. Zdjęcia poniżej, wyglądają dużo groźniej niż było na prawdę 🙂

A dla tych co chcieliby skomentować, że to co zrobiłam było nieodpowiedzialne. Cytuję mojego kolegę który odpowiedział na taki komentarz : „Apropo odpowiedzialnosci sytuacja: tony hawk z 4letnia coreczka na rampie; milion komentarzy że to niebezpieczne itd.; cienta riposta: ‚bardziej prawdopodobe, że wy******lisz sie prowadząc wózek z dzieckiem, niż ja na rampie! ”

Odpowiedzialna jestem. Tak samo, jak jestem pewna swoich umiejętności, znajomości tego stoku i tego że nikogo kto mógł by mi zrobić krzywdę na nim nie było.

DSC_0486

DSC_0488

DSC_0491

Dla tych co mówią, że nie wyglądam jakbym była w ciąży. Jestem ! Brzuch też jest ! Ograniczonego rozmiaru ale jest razem ze mną codziennie od rana do nocy 🙂 Od rana do następnego rana i tak codziennie 🙂

IMG_20141122_175459 IMG_20141122_175541

Pozdrawiam szczęśliwa

O.

P.S. Na zdjęciach brzucha proszę zwracać uwagę na brzuch a nie wałki i farby do malowania.