Tag: pasja

Kocham dzielić pasję z partnerem… Im starsze dziecko tym jest łatwiej.

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ POLECANE TRIATHLON

Kocham dzielić pasję z partnerem… Im starsze dziecko tym jest łatwiej.

Jakiś czas temu napisał mi się post o dzieleniu tego co się kocha z kimś kogo się kocha. Czyli o pasji, rodzinie i partnerstwie. Nie jest to słodki temat, prawdę mówiąc jest dosyć gorzki, pełny kompromisów, wyrzeczeń i zrozumienia.

DSC_0161

SKOK W BOK <Kocham dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe”>

Ale… warto napisać jego aktualniejszą wersję, bo im dziecko starsze tym łatwiej. NAPRAWDĘ !

Minęły ponad dwa lata odkąd Zosia jest z nami. Dwa lata treningów, pracy i ciągłego dbania o dom. Nowe projekty, nowe wyzwania życiowe i zmiany. Ogromne dla nas zmiany życiowe. A jednak dużo łatwiej jest teraz niż było jeszcze dwa lata temu.

IMG_20150410_140820Pamiętam czas kiedy przywieźliśmy to małe stworzenie do domu. Nie wiedzieliśmy co robić, kiedy, gdzie i jak. Uczyliśmy się tak na prawdę życia od nowa. Wspólnego i w pojedynkę. Musieliśmy nauczyć się siebie, tego jak chcemy funkcjonować gdy nie można już zawsze i wszędzie robić tego co nam się żywnie podoba. Musieliśmy nauczyć się tego malucha, jak z nim funkcjonować i jak wprowadzić go do naszego życia aby to nie zmieniło się drastycznie. Dwa lata zmian i dwa lata dostosowywania się, popłaciło. Teraz już wiemy jak to wszystko ogarnąć!

 

IMG_20150830_224446Wielu ludzi odkłada swoje pasje, marzenia na półkę „za jakiś czas” gdy tylko dziecko pokazuje się w ich życiu. Nie jest to dobry sposób na rodzicielstwo. Pewnie, że nie wszystkie rzeczy można i chce się realizować tak jak przed przyjściem na świat nowego członka rodziny. Ale nie warto odkładać siebie na drugi plan. Gwarantuje Wam, że nie tylko Wy będziecie dużo szczęśliwsi mogąc robić dalej to co kochacie, ale i Wasze dzieci na tym skorzystają, bo spełniony rodzic to i spełnione, szczęśliwe dziecko. Odkładając siebie na półkę, prędzej czy później doznacie frustracji, która tylko przekona Was jak ważna w życiu jest równowaga pomiędzy codziennością, a pasją.

 

Myślałam, że nigdy to nie nastąpi. Bycie mamą takiego maluszka daje do myślenia i trochę  transformuje twoje spojrzenie na świat. Bycie non stop z dzieckiem daje Ci poczucie, że będziesz tą „kurą domową” już do końca życia. A jednak 🙂 Nie jest tak źle bo im starsze dziecko tym wszystko jest łatwiejsze, w szczególności jeśli chodzi o organizację życia domowego, treningów i całej logistyki z tym związanej. Wspólne treningi, wspólne wyjeżdżenia wydawały mi się nie realne jeszcze rok temu. Dziś wiem, że ten stan hibernacji rodzinnej jest tylko przejściowy, a powrót do wspólnego dzielenia pasji jest szybszy niż nam się wydaje. Nawet będąc full time mamą, czy tatą.

IMG_20151019_002508

bieg11

Odkąd nasza mała poszła do żłobka, i nie chciałabym wdawać się tutaj w dyskusje dlaczego , po co, to najważniejszy okres w życiu dziecka. Poszła mając ponad półtora-roku i była to nasza świadoma, długo przemyślana decyzja. Od tego czasu nasz świat wrócił choć w małym stopniu do normy. Będąc rodzicami bez babć pod ręką, niani i innych wspomagaczy na prawdę pomaga zrozumieć na czym polega bycie rodzicem na pełen etat. Mała w żłobku równała się z tym, że nagle nie trzeba było pracować z dzieckiem na kolanach, pośród zabawek, robiąc w między czasie obiad czy pranie, albo po nocach. Można było najnormalniej w świecie oddać się jednemu zadaniu a potem drugiemu. Nagle wkomponowanie treningów w nasz zwykły dzień stało się proste. Ustawialiśmy kto zawozi małą, kto odbiera, kto ma czas w którym momencie dnia na jaki trening. Od czasu do czasu udało nam się wpleść małe perełki treningowe typu „robimy to we dwoje”, zupełnie sami, tak jak dawniej, zanim zostaliśmy rodzicami.  Dla nas tego typu wypady były lepsze od randek, to był nasz sposób na randkę i pomimo że od czasu do czasu lubimy pójść wspólnie do kina czy na kolację, to wolimy to wspólne dzielenie pasji. Te wspólne rowery, pływanie, czy chociaż chwilowe bieganie, bo tutaj niestety mamy dosyć spory rozrzut jeśli chodzi o tempo.

IMG_20160712_164452 IMG_20160721_234859 IMG_20160828_203949 20160904_134338-01

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niemniej jednak dzielenie pasji z partnerem nie zawsze bywa łatwe i nadal zdarzają się sytuacje, kiedy to jedno rezygnuje na rzecz drugiego z treningu czy startu bo nie ma z kim zostawić Zosi. Staramy się jednak ogarniać to w ten sposób, że obydwie strony były zadowolone. I pomimo, że nie zawsze jest łatwo, to na pewno jest dużo łatwiej niż było na początku naszej rodzicielskiej drogi.

DSC_0073

Hmmm…. No dobra a co teraz jak będzie dwójka ?

Nie wiem, ale wiem na pewno, że znajdziemy sposób i czas na nasze triathlonowe życie. Jest ono nieodłączną częścią nas tak samo jak są nimi nasze dzieci. Pewnie wrócimy do etapu fajnie jest dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe. Jednak wiem że ten okres jest chwilowy i po, czeka nas tylko łatwiej, łatwiej i łatwiej.

DSC_0087

 

O.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BIEGAM Z WÓZKIEM – jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.

Wróciłam z treningu zmęczona jakbym przebiegła co najmniej maraton, dodałabym i to z wózkiem, bo oczywiście wróciłam z treningu biegając z wózkiem. Nie wiedziałam czemu, przecież był mróz, moje ulubione warunki do biegania, miałam motywację, ale brakowało sił. Z każdym kilometrem zamiast nabierać sił i ładować się endorfinami, biegło mi się coraz ciężej, coraz gorzej. Miałam ochotę się zatrzymać, zostawić ten wózek i poprosić Rafała żeby po nas przyjechał bo ja MAM DOŚĆ. Oczywiście Rafał był na stoku, a ja w środku wsi, więc zmusiłam się i dobiegłam do domu, ale dało mi to do myślenia.

Tak jak bieganie solo nie wymaga większej wiedzy na temat prawidłowej postawy, tak przy bieganiu z wózkiem jest inaczej. Podczas samodzielnego biegu nie powinniśmy wymuszać nienaturalnej postawy, natomiast przy bieganiu z wózkiem musimy korygować i kontrolować naszą sylwetkę. 

Dlaczego ? 

Niby prosta odpowiedź, bo biegniemy z wózkiem. Pchamy duży ciężar, robimy coś nienaturalnego jeżeli chodzi o bieganie. Dlatego kontrola sylwetki i postawy jest niezbędna tak, aby bieganie z wózkiem nie spowodowało żądnych kontuzji, przykurczy i po prostu nie odebrało nam przyjemności z samego biegu.

20151106_122740 (1)

 

Po raz kolejny zasięgnęłam wiedzy u źródła i to właśnie dla tego tekstu spotkałam się z fizjoterapeutą, biegaczem i triathlonistą Konradem Sulikiem, który swoje życie poświęca nie tylko pasjom sportowym, ale głównie dba o zdrowie swoich pacjentów, w gabinecie Medical Sport Rehabilitacja w Ostrowcu Świętokrzyskim

Wraz z Konradem przeanalizowaliśmy sylwetkę podczas biegu z wózkiem, zastanowiliśmy się nad jej konsekwencjami i wspólnie stworzyliśmy ten właśnie post. Kilka rad, kilka przestróg, kilka ćwiczeń rozciągających, które mają na celu pomóc Wam biegać z wózkiem bez kontuzji, nie męcząc się i czerpiąc z tego największą przyjemność jaką się da!

Ja w tym poście będę doświadczeniem, natomiast Konrad specjalistą. Kilkugodzinna burza mózgów pozwoliła nam dojść do paru podsumowań.

 

1. Dlaczego nasza pozycja jest tak ważna podczas biegania z wózkiem ?

Tak jak zawsze w sporcie złe, czy nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń wiąże się z kontuzjami, tak samo bieganie z wózkiem bez prawidłowego przygotowania i bez prawidłowej techniki biegu może skończyć się kontuzją. Oprócz standardowych przeciążeń, przy bieganiu z wózkiem możemy nabawić się przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego. Podczas biegu, pchanie ciężaru jakim jest wózek może doprowadzić do nienaturalnej sylwetki i garbienia się. Podczas długiego jednostajnego biegu taka lekko zgięta pozycja może doprowadzić właśnie do przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego, który już po samej ciąży jest mocno obciążony i mało rozciągnięty.

DSC_0012

2. Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę kiedy zaczynamy myśleć o bieganiu z wózkiem.

  1. Najważniejsze jest nasze przygotowanie. Żeby zacząć świadomie biegać z wózkiem i bez kontuzji musimy przygotować najpierw do tego nasze ciało, a co za tym idzie wzmocnienie mięśni głębokich, czyli cała masa ćwiczeń CORE STABILITY. Podczas biegu z wózkiem, górne partie ciała są bardziej obciążone niż podczas biegu solo, dlatego tak ważne jest wzmocnienie tych partii ciała zanim zaczniemy „biegać we dwoje„. Wzmocnienie mięśni głębokich pozwoli utrzymać nam prawidłową sylwetkę podczas biegu i nie spowoduję dużych obciążeń.
  2. Dla kobiet, według Konrada taki optymalny czas po ciąży po jakim możemy zaczynać swoją wózkową przygodę to około 6 miesięcy. Długo ?  Tylko tak się wydaję. Dziecko tak na prawdę dopiero po tym okresie jest przygotowane do biegania w wózku. Producenci wózków biegowych zalecają, że dziecko powinno stabilnie siedzieć zanim zaczniemy wozić je w spacerówce. Moja Zosia dosyć późno siedziała, raczkowała dużo wcześniej niż siedziała. Oczywiście wózki biegowe mają ruchome podparcie, tak że możemy wozić swoje dzieci w pozycji półleżącej, więc myślę, że wybór kiedy zaczynamy wozić swoją pociechę w wózku biegowym to indywidualna decyzja rodzica. Dodatkowo, dla tatusiów istnieje opcja dokupienia przejściówki tak żeby można było wsadzać fotelik samochodowy do naszego joggera. Wtedy bieganie z wózkiem staje się możliwe jeszcze wcześniej.
  3. Panie, które chcą zacząć biegać ze swoimi maluchami, przy powrocie do biegania powinny udać się na badanie funkcjonalne, o którym pisałam już wcześniej i na jego podstawie dowiedzą się kiedy i jak zacząć wracać do formy. Dla nas najważniejsze jest wzmocnienie mięśni, które są osłabione po ciąży i po porodzie. Podejmując decyzję kiedy zaczynamy biegać z wózkiem musimy wziąć pod uwagę to jak przebiegała nasza ciąża i na ile aktywne w niej byłyśmy. Ja swoją przygodę w bieganiu z wózkiem zaczęłam dosyć późno, Zosia miała wtedy 8 miesięcy. Jednak teraz z perspektywy czasu, gdybym miała zielone światło od fizjoterapeuty żeby biegać z małą, zaczęłabym dużo wcześniej! 🙂DSC_0049 (1)
  4. Kolejna ważna rzecz to wózek. Niestety tu nie napiszę, że można biegać z każdym. Już nie mówię tu o przyjemności jaką zwykła spacerówka mogłaby odebrać nam z biegu, ale chodzi też o bezpieczeństwo dziecka i nasze zdrowie. Wózki biegowe są przystosowane do biegania poprzez 3 kołowy stelaż, co daje większą stabilność wózka niż zwykły czterokołowiec, mają możliwość zablokowania przedniego koła na czas biegu, w taki sposób wózek podczas biegu przy jakichkolwiek nierównościach nie ucieknie nam i nie przewróci się. Większość wózków ma wzmocnioną amortyzację, co daje lepszy komfort jazdy dla dziecka podczas biegu, no i ręczny hamulec który już jest praktycznie standardowym wyposażeniem w każdym biegowym trzykołowcu. Jeżeli chodzi o dobór wózka do nas, musimy wziąć po uwagę nasz wzrost. Rączka wózka powinna być mniej więcej na wysokości naszych bioder/pasa, tak aby czuć się komfortowo podczas biegu. Nie możemy kupować zbyt niskiego wózka, tak abyśmy nie garbili się podczas biegu. Ręką prowadząca powinna być na tej samej wysokości mniej więcej na której jest kiedy biegniemy bez wózka. Nie bójcie się jednak, że wózek musi mieć koniecznie regulowaną rączkę! Nasz IRONMAN pasuje zarówno do mnie (174 cm wzrostu) jak i do mojego Rafała ( który ma dobre 191 cm), a podczas wyboru też martwiliśmy się to jak R. będzie się z nim biegało.20160326_101123
  5. Kolejnym ważnym elementem podczas biegania z wózkiem jest częsta zmiana rąk i w miarę możliwości równomierna praca rąk. Zależy nam na tym, aby zarówno prawa jak i lewa ręka prowadziła wózek przez tyle samo czasu podczas biegu. Wydawało by się, że jest to rzecz oczywista, ale każdy z nas ma jedną rękę mocniejsza i uwierzcie mi na początku Waszej „wózkowej przygody” będziecie chcieli pchać wózek właśnie tą ręką. Dlatego na początku musimy zwracać uwagę na częstą zmianę rąk tak aby obydwie ręce pracowały równomiernie. Wraz z doświadczeniem, ręce same zaczną zmieniać się bardzo często i pracować równomiernie. Dłoń powinna swobodnie leżeć na rączce, najlepiej na jej środku, uważamy na mocne zaciskanie rączki !
  6. Nie skracamy kroku! To kolejny element który jest częstym błędem początkujących biegaczy z wózkiem. Mając przed sobą wózek boimy się biec naturalnie długim krokiem, gdyż boimy się że będziemy uderzać nogami o ramę wózka. Nic bardziej mylnego, nawet mój małżonek, którego Bozia obdarzyła tylko 191 cm wzrostu, nie haczy o ramę wózka podczas biegu! Skracany krok to wynik bardziej działającej naszej podświadomości i głowy niż faktycznie element spowodowany konstrukcją wózka. Dlatego nie bójmy się wydłużyć krok i biec tak samo jakbyśmy biegli nie mając wózka przed sobą.DSC_0218
  7. Różne tempo! Podczas wolnego biegania z wózkiem jesteśmy najbardziej narażeni na masę błędów i złą sylwetkę podczas biegu. Podczas wolnego biegu jesteśmy rozluźnieni, krok jest automatycznie krótszy i „człapiemy” z przygarbionymi plecami. Gdy prędkość się zwiększa, nagle nie umiemy się nie prostować, krok samoistnie się wydłuża i sylwetka zaczyna być prawidłowa. Dlatego wszystkim początkującym biegaczom proponuję zrobić parę szybkich przebieżek z wózkiem i przeanalizować swoją pozycję podczas szybkiego biegu. Nagle zauważycie, że da się biec wyprostowanym, szybko zmieniając ręce i nie skracając kroku!
  8. Ambitni biegacze muszą zacząć biegać na tętno, a nie tempo. Nasze tempo przy bieganiu z wózkiem, w zależności od naszej formy i siły może różnić się znacznie albo tylko trochę. W szczególności jeśli dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Dlatego nie martwcie się o wasze tempo biegu tylko zacznijcie spoglądać na monitor pracy serca i trzymajcie się w strefach. W zimę, podczas moich wybiegań na polach, w dni w które wiał wiatr tempo biegu czasami różniło się o 1 min/km podczas biegu z wózkiem pod wiatr i z wiatrem. Biegnąc na 6.30 min/km pod wiatr pulsometr czasami pokazywał o kilka uderzeń wyższe tętno, niż biegnąc na 5.20 min/km z wiatrem. Nie ma co ukrywać wózek jest obciążeniem, ale jakim słodkim 🙂

12719630_1126619634023180_8941014666572033376_o

 

Jak ma wyglądać nasza sylwetka i postawa podczas biegania z wózkiem?

DSC_0207

Poniżej najważniejsze elementy których musicie pilnować podczas BIEGU Z WÓZKIEM:

  • naturalna postawa – próbujemy utrzymać jak najbardziej naturalną sylwetkę;
  • wyprostowana sylwetka – skupiamy się na tym aby nasze plecy były wyprostowane, abyśmy się nie grabili i aby nasza klatka piersiowa była wypchnięta delikatnie do przodu
  • zmiana rąk –  czyli panujemy nad rękoma! Koncentrujemy się na tym aby obydwie ręce były zmieniane często i w miarę możliwości na tyle samo czasu.
  • długi naturalny krok – nie skracamy kroku! Utrzymujemy taki sam krok jak podczas biegania solo.
  • naturalna obszerna praca ramion –  niestety już tylko jedna ręka może nam pomagać, dlatego warto wykorzystać ją jak najlepiej, pracując nią dosyć obszernie i szybko tak aby pomagała nam utrzymać wysoką kadencję, a co za tym idzie lepsze tempo.

 

 

3. Czy można biegać tylko z wózkiem czy warto przeplatać treningi bieganiami solo.

bieg11

Zarówno Konrad jak i my ( czyt. ja i Rafał ) mamy to samo podejście do tego tematu. Ze zdrowotnego punktu widzenia, bieganie z wózkiem jeżeli jest rekreacyjne (czyli niska intensywność) nie musi być przeplatane treningami solo. W przypadku, gdy intensywność naszych treningów wzrasta, warto poprzeplatać jednostki treningowe „we dwoje” tymi w pojedynkę. Co prawda z wózkiem możemy wykonać każdy trening, od długich wybiegań, przez interwały do podbiegów. Jednak te intensywniejsze z obciążeniem, mogą być naprawdę obciążające dla organizmu. Mogą one być porównywane do treningów siły biegowej. Będą one też odbiegały tempem od tych solo. Dlatego podczas biegania z wózkiem zapomnijcie o tempie, a skupcie się na tętnie, które pokaże Wam na ile możecie pozwolić sobie na danym treningu by nie wyjść z Waszej założonej strefy.

Z mojego doświadczenia po kilku mocnych treningach z wózkiem, chce mi się pobiec solo. Chcę poczuć tą lekkość, brak ciężaru i swobodę. Kocham biegać z Zosią, ale kocham robić to też w pojedynkę, dlatego oprócz zdrowotnych korzyści warto urozmaicić sobie trening i w miarę możliwość wyjść pobiegać również samemu. Oczywiście w zimę kiedy praca u nas wre, przez 2-3 miesiące moje treningi było tylko w towarzystwie malej. Jednak pierwszy trening po długim czasie w pojedynkę był rajem i przez najbliższe kilka dni to tata dostawał wózek i buty biegowe w rękę, a ja delektowałam się lekkością jakiej mi brakowało przez zimę.

4. SIŁA

Jednak nie ma tego złego… zimowe wybiegania z wózkiem, wzmocniły mnie jako biegacza. Nawet te rekreacyjne treningi spokojnym tempem, na dłuższą metę budują wytrzymałość i siłę. Teraz nie tylko biegam szybciej, ale i czuję się silniejsza. Podczas biegu z wózkiem, nasze górne partie ciała pracują mocniej niż podczas biegu solo, wzmacniamy więc nasze brzuchy i szybciej osiągamy ten płaski wymarzony efekt po ciąży. Bieganie z wózkiem rozwija nas jako biegaczy i nadaje się dla każdego. Dla tych co zaczynają swoją przygodę z bieganiem i dla tych co chcą ją kontynuować po prostu w towarzystwie 🙂

5. W kolejnym poście znajdziecie kilka ćwiczeń, które pomogą Wam rozciągnąć najbardziej obciążone mięśnie podczas biegania z wózkiem. Przygotowane przez Konrada specjalnie dla Was!

12671678_1126508797367597_591852002318932930_o.jpg

A tak podsumowując…

Bieganie z wózkiem to niesamowite przeżycia, to czas na spędzeni czasu z dzieckiem i czas na realizację swoich pasji. Nie zawsze jednak jest łatwo, czasami treningi są obciążające, czasami maluch odmawia posłuszeństwa. Ja nie żałuję żadnej minuty spędzonej z Zosią w lesie, na polach, nad morzem, na alejkach, biegając po chodnikach i po ścieżkach rowerowych, po szutrze i po asfalcie, czasami ze łzami w oczach bo wiatr mnie zatrzymywał i nie miałam zupełnie siły pchać tego „cholerstwa”, a czasami pochłonięta w totalnej euforii i przepełniona szczęściem, że mogę robić to co kocham i to w towarzystwie własnej córki. Bieganie z wózkiem zbliża rodzica i dziecko, daje poczucie spełnienia, niezależności i swobody w treningach.

Dlatego gdyby ktoś się mnie kiedykolwiek spytał „Czy warto?”, nie zawahałabym się przez ani sekundę z odpowiedzią „Pewnie, że TAK !”

 

 

O.

Kocham dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe!

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Kocham dzielić pasję z partnerem, ale to wcale nie jest łatwe!

 

20151106_130622

To jest post dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że dużo łatwiej jest dzielić się pasją z partnerem.

Jest godzina 21, ja właśnie wróciłam z basenu i na szybko przygotowuje dla nas jedzenie. On poszedł właśnie biegać.

Wspólna pasja to zrozumienie. Wspólne treningi, wspólne starty, wspólne emocje, wspólna radość, wspólnie spędzone chwile. Wspólne wyjazdy wakacyjne, które zamieniają się we wspólne wyjazdy biegowe, rowerowe, treningowe.

No dobra, ale co kiedy pojawia się dziecko ?

Nagle wspólne treningi to rzadkość. Trzeba trenować osobno. Zamieniać się opieką nad dzieckiem.Zamiast wygospodarowania 1.5 h czasu trzeba wygospodarować 3-4 h, bo przecież dwoje z nas chce pójść na trening, a potem jeszcze prysznic.

 

 

Wspólne straty nie zawsze okazują się takie łatwe. Najgorsze momenty to te kiedy nie ma nikogo kto mógł by zaopiekować się dzieckiem i jedno musi zrezygnować ze startu, na rzecz drugiego. Kto odpuści, a kto będzie startował ? Zaczynają się schody, bo przecież najfajniej jest robić to razem! Nie tylko trzeba zrezygnować ze swoich ambicji i ze swoich planów, ale trzeba też cieszyć się startem tej drugiej osoby. Nie chcemy przecież zepsuć im wyścigu, czy odebrać wszelkiej przyjemności.

 

 

Wspólne emocje nie zawsze bywają pozytywne. Niekiedy jedno chodzi złe, że musiało zrezygnować, że musi się dostosować, drugie ma wyrzuty sumienia, że nie pozwoliło na trening temu pierwszemu. Emocje zaczynają unosić się w powietrzu i nie zawsze atmosfera rodzinna jest czysta i pozytywna.

Wspólnie spędzone chwile, zamieniają się w samotne godziny na rowerze, w lesie, czy na basenie. Brakuje tej drugiej osoby z która zawsze można było pogadać, która dodawało otuchy kiedy tobie już brakło sił, na która z miłością się patrzyłeś widząc jak tak samo jak ty, walczy ze swoimi słabościami.

Wspólna radość to jedyny element który zostaje. Pomimo burzy, zgrzytów i innych elektryzujących emocji, na koniec dnia jest to pasja, która przynosi radość wszystkim.

No dobra, a co wtedy, kiedy dwoje rodziców przygotowuje się do triathlonu i do tego chce wziąć to na poważnie wprowadzając prawdziwy plan treningowy ?

Zamiast 9 treningów, które i tak wydają mi się kosmiczną liczbą, w ciągu 6 dni, trzeba znaleźć czas na 18 treningów w 6 dni !!! W najbardziej intensywnych momentach będzie to dobre 3-4 h dziennie na głowę ! A dodać trzeba jeszcze pracę i inne obowiązki rodzinne.

U nas bywało różnie. Zdarzały się okresy kiedy jedno robiło drugiemu na złość, kiedy jedno nie chciało odpuścić na rzecz drugiego, kiedy chodziliśmy wściekli że nie ma czasu. Były okresy kiedy nie umieliśmy się zorganizować, zsynchronizować. Zdarzały się treningi z których musiałam wracać z językiem na brodzie, bo coś się działo w domu, bo on musiał gdzieś pilnie jechać, bo nagle byłam potrzebna. Zdarzało się, że trzeba było odpuścić.

Zdarzały się jednak też wspólne pół dniowe wycieczki rowerowe, wspólne rodzinne bieganie najczęściej z wózkiem, wspólny basen.

 

 

Przez ostatni tydzień udało nam się wygospodarować czas na 18 treningów, 9 moich i 9 jego podczas gdy stok nadal działa i szkółka funkcjonuje. I co jest najpiękniejsze, że się nie zjedliśmy, że nie było krzyku. Udało nam się zorganizować, udało nam się cieszyć każdą chwilą, dostosowywać, rozmawiać i robić tak aby każde było szczęśliwe.

Nie wiem czy dorastamy do wspólnej pasji z dzieckiem, czy powoli uczymy się docierać do siebie w tych okolicznościach. Wiem jednak, że dzielenie wspólnej pasji z partnerem nie jest łatwe kiedy w skład rodzinny wchodzi więcej niż 2 osoby. Wspólna pasja staje się wymagająca. Trzeba nauczyć się rozmawiać, współpracować, dochodzić do kompromisów. Nie można już myśleć tylko o sobie i o swoich celach.

Jednak miniony tydzień dał mi nadzieję, że nam się uda. Że uda nam się trenować, a oprócz tego cieszyć się życiem, sobą i rodzicielstwem. Bo pomimo tego, że jest trudniej kiedy ma się jedną pasję, to radość jaką się ma z osiągania wspólnych celów jest niezastąpiona. Uśmiechnięta i dumna twarz Rafała, która zawsze czeka na mnie na mecie jest najcenniejsza i po to to właśnie robię!

 

DSC_0236

 

O.

 

 

Pewnie, że każdy może być triathlonistą!

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Pewnie, że każdy może być triathlonistą!

Grudniowy piątek wieczór. Kto by pomyślał, że miałam stać na słupku na nocnych zawodach pływackich w Sandomierzu. Czekałam na ten dzień, bo od wielu wielu lat nie czułam tego dreszczyku emocji w ciepłej hali basenowej. A przecież kiedyś byłam wyczynową pływaczką, która spędzała kilka godzin dziennie w basenie. Jednak los chciał inaczej, cała rodzina przeszła dziwnego jelitowego wirusa. Znajomi z którymi mieliśmy ten dziwaczny pomysł realizować też poopadali z sił. Pozostała mi więc kanapa, kieliszek dawno upragnionego wina i cisza, spokój. Rafał właśnie walczy z własnym ja w czterech ścianach piwnicy na trenażerze. Ja jeszcze do tego się nie przemogłam. Kocham moją szosę, ale na drodze, gdzie jestem tylko ja, moje nogi i asfalt. Gdzie czuję wiatr we włosach, gdzie czuję się jak mały szybujący po niebie ptaszek. Jednak przyjdzie i czas na mnie i na te 4 białe ściany.

Jakiś czas temu powstał wpis czy triathlon stał się modą i wzburzył on Wasze emocje nie w taki sposób w jaki miał. Dlatego tutaj na nowo próbuję ugryźć temat tak żebym została w końcu zrozumiana.

Czy triathlon stał się modą ?

Tak wydaje mi się, że tak. Ale są dwa sposoby patrzenia na to.

Nie mam nic przeciwko temu aby meta była Waszym triathlonowym celem. Dla mnie samej, Gdynia i meta Ironmana 70.3 będzie celem. Jesteśmy amatorami, którzy wyznaczają sobie różne cele. Każdy Wasz cel jest dobry. Nie ma lepszej motywacji do treningów niż zapisanie się na bieg, albo start w triathlonie. Jestem jak najbardziej za, żebyśmy próbowali nowych wyzwań, wychodzili poza granice swojego komfortu. Próbowali triathlonu kiedy nudzi nam się bieganie, zwiększali dystanse kiedy te krótkie robią się zbyt „zwykłe”.

Każdy z nas walczy w innej sprawie, jedni walczą z  własnym ja, inni z kolegą który z Wami startuje. Jeszcze inni chcą wygrać i walczą z całą masą startujących. I to jest piękne! Każdy z nas znajdzie coś dla siebie w tego typu zawodach sportowych. Jest tam miejsce dla każdego, dla profesjonalistów, dla tych którzy chcą się rozwijać sportowo i mocno angażują się w treningi, i dla tych dla których samym celem jest meta. Wielu z Was szuka w sporcie motywacji do codziennych treningów, tak samo jak ja. Gdyby nie start w Gdyni to nie chodziłabym na basen w okresie zimowym, a tak dwa razy w tygodniu możecie mnie tam spotkać.

Jedyne co mnie irytuje i dlaczego powstał post „Czy triathlon stał się modą” to robienie tego na pokaz. Wiele z nas zapomina o podstawowym powodzie dla którego powinniśmy się zabierać za sport, bieganie, czy triathlon. Mamy czerpać z tego radość. Mamy kochać te wypocone godziny na rowerze, czy w biegu. Mamy cieszyć się każdą minutą…no dobra każdą się nie da cieszyć, bo nie raz, nie dwa trening nam po prostu nie idzie 🙂 Jednak nie ma chyba treningu po którym człowiek nie czuje się szczęśliwy, nowo narodzony, pełen pozytywnej energii. Nie porywajmy się z motyką na słońce, dawkujmy sobie trudność, dystans i biegowe czy triathlonowe wyzwania. Nie zapisujmy się na biegi ultra, nie mając na swoim koncie chociaż jednego maratonu. Nie zapisujmy się na połówkę IRONMANA, tylko dlatego że ma Ironmana w nazwie, nie mając żadnego doświadczenia w triathlonie. Nie róbmy tego dla poklasku, żeby zaistnieć w towarzystwie bo inni też to robią. Róbmy to dla siebie, dla własnego ja.

Nie, nie uważam, że jak już trenujesz to musisz całe życie temu podporządkować. Nie każdy z nas ma taką możliwość, nie każdy z nas chce się temu tak poddać. Każdy trenuje po swojemu i każda motywacja jest dobra. Każdy kiedyś musi zrobić ten pierwszy krok, żeby te godziny spędzone w biegowych butach, na rowerze czy w basenie stały się jego pasją. I nie ważne jest czy ma się dwadzieścia lat, czy pięćdziesiąt. Każdy początek jest równie piękny i równie wymagający.  Ja też kiedyś zaczynałam, też kiedyś zrobiłam triathlon na góralu, zdarzyło mi się zrobić na wypożyczonej szosie w adidasach, też zrobiłam sprint bez większego przygotowania, poza biegowym i też nie miałam pojęcia z czym to się je. 

Dzisiaj mam już parę startów za sobą, parę wygranych, parę podium. Ale najważniejsze, że kocham to całym sercem. Kocham każdy trening, nawet ten najcięższy, ten najgorszy. Nawet te, kiedy łzy same napływają mi do oczu i chce krzyczeć że się do tego nie nadaję, po co ja to wszystko robię. Dlatego pamiętajmy, że bieganie, czy triathlon mają być naszym szczęściem, naszą radością, naszym zdrowiem.

Jak to kiedyś kanadyjska biegaczka długodystansowa Julie Isphording powiedziała:

„Biegaj często i biegaj daleko,

ale nigdy nie zabiegaj swojej radości z uprawiania tego sportu”

 

Każdy z nas może być triathlonistą, tylko róbmy to dla siebie nie dla innych czy na pokaz.

 

 

O.