Tag: po porodzie

TRI LOVE – czyli Triathlon Kraśnik po raz TRI!

POLECANE TRIATHLON

TRI LOVE – czyli Triathlon Kraśnik po raz TRI!

Od lat piszę o Kraśniku same pozytywy i tak już chyba zostanie.

To jest moje miejsce, darze je ogromnym nie tylko sentymentem, ale i sympatią. Tu zawsze jest wesoło, domowo i na pełnym powerze. Nie wiem, może te starty z draftingiem to dla mnie fajna zabawa? Może pozwalają wyjść poza strefę komfortu dlatego jest tak mocno? Z drugiej strony za każdym razem jak schodzę z roweru czekam tylko na to aż moje nogi odmówią posłuszeństwa. Ciągłe gonienie za pociągami które lecą sporo szybciej niż moje sarenkowe nogi potrafią, daje się odczuć. Nogi na ostatnim kółku często po prostu nie mają już siły, nie jadą, pieką, sztywnieją a ja zawsze śmieję się do siebie co to będzie na bieganiu po takim rowerze.

O dziwo rzadko kiedy dopada mnie totalny brak sił. Pomimo, że w Kraśnik zawsze jest pogoda tropikalna i temperatura nie spada poniżej 30° C, to to bieganie zawsze mi tam wychodzi. Zawsze szybciej niż planuje, zawsze z uśmiechem na buzi i zawsze pod kontrolą.

IMG_20170827_202619_065

 

TEN ROK, MATKA DWÓJKI I WRACANIE DO GRY.

Wracanie do gry bywa różne. U mnie przez nawał obowiązków i to wcale nie domowych, ani wokół dzieci, było to dużo trudniejsze niż się spodziewałam. Przeprowadzka do nowych czterech ścian zarwała nam nie jedną noc i zjadła dużą część wakacji. Jednak jak samo hasło przewodnie Kraśnika brzmi: „Przegrywają jedynie nieobecni”. Tym się kierując nie odpuściłam. A nie powiem nie raz miałam ochotę i nie raz przeszło mi to przez myśl.

Na Kraśnik zapisałam się już przed porodem. Z nadzieją, że wszystko pomyślnie się ułoży, bo przecież jak coś pójdzie nie tak, to i tak na to nie będę miała żadnego wpływu. W myśl, co ma być to będzie, moje nazwisko już w maju pojawiło się na liście startowej kolejnej edycji Kraśnika. Tym razem miałam zmierzyć się z olimpijką jeszcze wcześniej niż przy Zosi, mianowicie 2,5 miesiąca po porodzie. W porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat, nie miałam tremy i nie bałam się dystansu. Wiedziałam, że całkiem sporo przejeździłam na rowerze w ciąży, jeszcze więcej pobiegałam, a na basenie byłam wręcz do ostatnich dni, dopóki ratownicy szczerze mnie poprosili, abym już nie przychodziła, bo zaczynają się stresować jak widzą mój brzuch wchodzący na halę basenową. Ostatni basen zrobiłam w terminie, ponad tydzień przed urodzeniem Stasia.

Nie liczyłam na wynik, tylko na dobrą zabawę, a że w Kraśniku zawsze tak bywa, miałam nadzieję że mój powrót do zabawy w triathlon będzie na prawdę na wesoło.

STRES.

IMG_20170827_202321_053

O tak, był stres, powiem nawet że zestresowałam się dużo bardziej niż się spodziewałam. I nie wiem co mnie bardziej niepokoiło. Moje nieprzygotowanie, które w ostatnich tygodniach przed startem trochę zaniedbałam, zostawienie mojego męża z dwójką dzieci, nakarmienie do syta Staśka przed startem, mały poślizg jeśli chodzi o wyrobienie się na czas, pierwszy start po roku przerwy i mały chaos w strefie zmian, czy presja jaką czułam jako triathlonistka, a nie kobieta po porodzie. Nie wiem. Motyle w moim brzuchu urządziły sobie niezłe tornado, co odbiło się okropnym pływaniem, ale o tym już zaraz.

21246354_1907759902818599_2414636517816623979_o

PINK ARGON I STREFA ZMIAN.

W strefie zmian mój PINK ARGON 18 zrobił furorę. Pięciu fotografów skupionych na rowerze wyglądąło zjawiskowo. Nie jeden celebryta nie otrzymał by takiego zainteresowania. Był to też pierwszy start na wersji PINK, a taka wersja mam wrażenie że zobowiązuje do mocnej nogi a nie tylko wyglądu. Trzeba było więc nie tylko wyglądać, ale tez mocno pojechać.

Motałam się z bidonami, izotonikami, co gdzie, po co. Czy brać żel na bieg, jak to się przyklejało, Stasiek w nosidle zaczął się wiercić i denerwować. Ryk, wrzask, a ja przecież chciałam tylko jeszcze nalać izo do bidonu. Niestety, pierwsza przerwa nadeszła, szukałam wzrokiem Rafała żeby go na chwilę zabrał ode mnie, ale wraz z Zosią zniknęli. Usiadłam więc po cichutku przy swoim rowerze i zachowałam się jak na mamę, a nie triathlonistkę przystało, otworzyłam bufet i nakarmiłam małego. Potem trzeba było go odbić, a czas do startu zaczął coraz szybciej uciekać na zegarku. Gdzie są maści na otarcie, przecież na olimpijce zawsze mnie coś obtarło przy szyi. Chciałam jeszcze uciec do kibelka, ale wiedziałam że po muszę jeszcze dopoić małego, robiło się nerwowo bo coraz mniej czasu miałam żeby odziać piankę, zabrać ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyć na start. Dystanse nie pomagały. Rafał tam z Zosią na placu zabaw, ja z małym ryczkiem w strefie, toalety daleko, a start jeszcze dalej. Wzorkiem przyciągnęłam małżonka, oddałam dziecko w jego ręce, poleciałam zrobić co potrzeba i już w połowie ubrana w piankę poleciałam dokarmić Stasia. Nie poszło gładko w strefie, motałam się jak debiutantka i po raz pierwszy w Kraśniku bez uśmiechu stanęłam na starcie.

21167574_1422403447872253_1527103668674852910_o

CZAS START. PIERWSZE TRI JAKO PODWÓJNA MAMA.

Stoję samotnie w strefie dla zawodniku nad zalewem Kraśnickim. Czuje jak w czarnej piance robi mi się coraz cieplej. Jak chce już stąd uciec w ten triathlon. Przestać szukać samotnie mojej rodziny, jest mi smutno, denerwuję się, nie ma kto mnie pocałować przed startem. W głowie milion myśli na minutę, czy zrobiłam wszystko tak jak powinnam, czy wszystko mam przygotowane, gdzie się ustawić, czy jeszcze dam rade tak mocno popłynąć, co się ze mną dzieje, jak ja dawno nie startowałam…. AAAAAAAA, na szczęście wybuch startera sprawił że myśli zniknęły a nogi same zaczęły wbiegać do mętnej wody.

Przeskakuje przez coraz głębszą wodę, szukam różowego czepka Karoliny (bardzo dobrej pływaczki). Lubię ją mieć chociaż przez chwilę w zasięgu wzroku, napawa mnie to dobrą energią i daje nadzieję że całkiem dobrze zaczęłam. Przez pierwsze metry był blisko , jednak po chwili znalazłam się w pralce w której żadko kiedy się znajduję. Nie wiedziałam czy źle stanęłam czy tak słabo płynę. Co prawda po raz peirwszy widziałam tylu pływaków na starcie w Kraśniku, ja stara pływaczka poznam po samym wyglądzie kto kiedyś pływał a kto jest pływakiem triathlonistą.

Pływanie było okropne do pierwszej nawrotki brakowało mi tchu, dusiłam się, łykałam wodę nie mogłam się uspokoić i wpaść w rytm. Czułam się jak za dziecięcych lat na basenie kiedy moja psychika często na zawodach łatała mi figle i zamiast wygrywać wychodziłam z wody zapłakana, bo dusiłam się i nie mogłam płynąć. Do tego parę łyków chlorowanej wody i wybuchał wulkan frustracji. Tym razem było podobnie, łapały mnie myśli czy by nie stanąć nie ocknąć się. Na pierwszej nawrotce emocje opadły. Nie żeby same z siebie, ale dzięki mocnej walce głowy z ciałem. Udało się przetłumaczyć uparciuchowi że nie musi zawsze na pełnym powerze, że przecież jest dopiero 2.5 miesiąca po porodzie, że dlaczego tyle od siebie zawsze wymaga. Nerwy puściły i zaczęło się przyjemne pływanie. Trochę wolniejsze niż to idealne, ale ważne że do przodu. Ręka za ręką, dopływam do nawrotki na lądzie. Najlepsi kibice stali czekali i darli się wniebogłosy. Wtedy pojawił się uśmiech i zabawa, która nie wiadomo gdzie i kiedy schowała się w rękawie pianki na początku wyścigu.

ROWER, BIEGANIE, META.

Tak udało dotrzeć się do mety i to w jakim stylu 🙂

FB_IMG_1504043745485

Pływanie skończyło się całkiem dobrze. Łeb w łeb płynęłam z jedna zawodniczką, która nie powiem ale pewnie trochę podciągnęła moje tempo. Wyjście z wody, wpadamy do strefy. Tym razem jadę bez skarpet, zawsze przy wsiadaniu na rower były z nimi problemy. Mądrzejsza połowa mnie więc stwierdziła czemu nie jechać bez skarpetek skoro nie raz na treningu w domu pedałowałam boso. Okazało się że to super pomysł. Łatwe wejście na rower, łatwe zejście.

Różowa strzała czekała na mnie i grzała dupsko w słoneczku. Nie mogłam się doczekać kiedy na nią wsiądę. Rower miał być w trupa, tzn na tyle mocno na ile ciało, nogi i wydolność pozwalały mojemu poporodowemu ciału. Róż dodawał uśmiechu i energii. Zabrzmię tu jak prawdziwa kobieta, ale bez porównania jeździ się na różowym Argonie. Nawet ten uśmiech ludzi których mijasz jest bezcenny, coś jak bieganie biegów ulicznych z wózkiem. To też zawsze wzbudzało większe emocje niż moje starty solo. Na Argonie więc śmigałam, przed siebie do przodu bez zastanawiania się czy będę miała siłę na bieg. Gonienie za pociągami kolesi, którzy śmigali o dobre 3-4 km/h szybciej niż ja, zapiekło, ale też zrobiło całkiem niezłą średnia i czas z roweru. Ponad 33 km/h było fajnym wynikiem, ba super wynikiem pamiętając że przez ostatni rok chodziłam z dzieckiem w brzuchu 🙂

21082982_117998075591952_8692003292909106349_o

Oczywiście rower swoja drogą, można się na nim zajechać, ale ciekawe co będzie po takim rowerze, gdzie piekące nogi na koniec potrafiły zaniżyć tempo dosyć mocno. W mojej głowie była tylko jedna myśl. Co ma być to będzie. Cieszyłam się że rower poleciałam mocno. PINK POWER i niech tak zostanie.

IMG-20170827-WA0004-01

Zsiadam z roweru bardzo płynnie. Oczywiście nową metodę zsiadania najlepiej wypróbować na zawodach, bez wcześniejszego przygotowania i na rowerze czasowym. Na szczęście stabilność i równowaga to moja mocna strona więc, co prawda z przerażeniem w oczach, ale w stylu zwinnej sarenki zeskakuję z roweru i biegnę do strefy. Moje ukochane twarze dzielnie czekają na mnie i dopingują.

IMG-20170827-WA0016-01

Uśmiech na twarzy gwarantem dobrego biegu, myślę i z takim założeniem zakładam buty biegowe i wylatuje na trasę biegową. Nie muszę pisać, że w Kraśniki jak zwykle pogoda upalna, że poranne chmury i zapowiadane deszcze jakimś cudem na czas startu nie istnieją. Że żar przypala nam głowy, a zbiornik wody zachęca żeby zamiast biec wskoczyć do niego na szybką kąpiel. Ale powiedziałam A to powiem B, a nawet Z i skończę ten triathlon z uśmiechem. Nie wiem na ile biec, olewam więc zegarek nie stresuje się tempem tylko biegnę tak jak mi się udaje. Na ile czuję moje nogi mnie niosą. Jedyna rzecz jaką mogę powiedzieć o moim przygotowaniu, to że na pewno jestem wypoczęta. Pomimo małego ssaka w domu, ilość treningów, a raczej ich ograniczona ilość, pozwoliła moim mięśniom solidnie wypocząć. Pytanie czy te wypoczęte nogi, po mocnym rowerze doniosą mnie przez 10 kilometrów ? Nie wiem ale nie mam nic do stracenia więc biegnę.

W połowie trasy, na końcu pierwszego kółka czeka na mnie rodzinka. Zośka stoi przy trasie razem z tatą i śpiącym Stasiem i krzyczy: „Dawaj MAMA”. Ci co mają dzieci wiedzą, że to najlepszy doping. Chwilę później kilka razy biegnę po wielkich namalowanych kredą napisach BIO MAMA DAWAJ <3 <3 <3 . I jak tu nie biec ile sił w nogach ? Moje zuchy spisały się na medal i to dla nich ten medal i puchar wywalczyłam!

IMG-20170827-WA0002-01

Biegnie mi się dobrze, nie szarżuję z tempem. Biegnę na 5.25-5.30 min/km co jest całkiem niezłym tempem jak na mój obecny stan. Pamiętam że to tempo po narodzinach Zosi na triathlonie w Larnace wydawało mi się nieziemsko dobrym tempem. Teraz jestem z niego zadowolona, w szczególności że bieganie to była najbardziej zaniedbana przeze mnie dyscyplina ostatnimi czasy. Na drugim kółku mijam Kolę, który startował dla towarzystwa na krótkim dystansie. Za tydzień będzie się mierzył z moim R w Malborku na długim dystansie więc skusił się tylko na namiastkę triathlonu i sprint. Przyjacielska piątka na trasie zawsze dodaje otuchy, pozwala poczuć że jest tu z tobą ktoś kto chociaż w niewielkim stopniu wie co czujesz.

IMG-20170827-WA0010-01

Lecę do końca z uśmiechem na twarzy pełna energii, szczerego szczęścia i spełnienia. A jeszcze chwilę przed, chciałam uciec i nie startować. Na ostatnim kilometrze dopada mnie Rafał z dzieciakami. Zośka siedzi na wózku w którym jest Stasiek. On natomiast na boso dołącza do mnie i ciągnie mnie do samej mety. Na chwilę przed wręcza mi wózek z dwójką dzieciaków i leci na metę uwiecznić mój pierwszy START JAKO MAMA DWÓJKI!

IMG-20170827-WA0011-01

JESTEM NA MECIE, pełna energii, nie zajechana, szczęśliwa i zakochana ponownie w triathlonie ! A chciałam już zwątpić w moją moc i umiejętności. Chciałam powiedzieć sobie może za rok, po co nakładać na siebie dodatkową presję.

A JEDNAK WARTO BYŁO ! KOCHAM TRIATHLON! KOCHAM TO CO ROBIĘ! I KOCHAM MOJĄ RODZINĘ oraz przyjaciół za wsparcie, bycie ze mną i dla mnie, wtedy kiedy tego potrzebuję. 

 

Triathlon Kraśnik ponownie był łaskawy dla mnie, ponownie był szczęśliwym startem i ponownie napiszę że wracam tu ZA ROK ! 🙂 W lepszej, gorszej formie, ale wracam bo uwielbiam to miejsce i ten start!

 

21199511_1907770659484190_7747128048272666879_o

 

Jako wisienka na torcie, staję na podium! Druga w swojej kategorii, z dwójką bąbli na karku, 2.5 miesiąca po porodzie, po pięknym wyścigu w pięknym stylu.

 

IMG_20170827_203044_926

BAWCIE SIĘ TRIATHLONEM, NIE BÓJCIE SIĘ PORAŻEK, I PAMIĘTAJCIE ŻE:
„Przegrywają  jedynie nieobecni! „

 

 

O.

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

Biegam z wózkiem – czyli jak zabrać się za każdą jednostkę treningową pchając 3 kółka.

20160928_144357-01

Jesień to czas, który zdecydowanie sprzyja bieganiu z wózkiem. To okres roztrenowania, zejścia z objętości i intensywności i czas fajnej pogody. W końcu robi się chłodniej, więc „spacer” dla malucha robi się też przyjemniejszy. Dla mnie to tez okres w którym nie mam aż tak napchanego grafiku treningami, więc jest to czas kiedy ewidentnie chce mi się biegać z wózkiem. Po wakacyjnej przerwie powiedziałabym nawet, że się za tym stęskniłam.

Niemniej jednak biegać z wózkiem można zawsze. Można też wykonać każdy trening poczynając od długich luźnych wybiegań, na interwałach i podbiegach kończąc. Podrzucam Wam moje sposoby na każdy trening. Pomogą, podrzucą cenna radę, albo po prostu otworzą oczy na to jak sobie ułatwić wyjście na bieganie we dwoje.

1. Długie wybiegania. 

20160915_141539-011

To chyba najprzyjemniejsza jednostka treningowa ze wszystkich. Długie wybiegania z wózkiem to sama przyjemność. Nie tylko dlatego, że intensywność pozwala nam na przemierzanie kilometrów po każdego typu nawierzchni, ale wózek może być na prawdę przydatny na tego typu treningach. Woda, żel, czy cokolwiek do przegryzienia nie jest dyndającym ciężarem na biodrach, czy w kieszeni. Mamy do tego specjalną kieszonkę w wózku, lub tak jak my z Zosią mamy specjalną Możemy wziąć ze sobą telefon, kluczyki i całkiem sporo innych gadżetów, które znajdą dużo miejsca w koszu po sidziskiem dziecka. Długie wybiegania możecie robić gdzie chcecie, w każdyn terenie i na każdej nawierzchni. Szuter, leśna ścieżka, czy górki nie będą przeszkadzać podczas tego typy treningów. Możecie zrobić sobie rodzinne wybieganie jeżeli Wasz partner/partnerka jest równie zakręcona na punkcie biegania. Są to na prawdę fajne chwile, które warto pielęgnować i warto z nich korzystać, bo nie będą trwały wiecznie.

 

 

2. BNP/BNI- czyli bieg z narastającą prędkością/intensywnością.

dsc_0574

Na tego typu treningi warto wybrać sobie fajną trasę, dobrze znaną, która najlepiej kończyć się będzie asfaltem. Wraz ze zwiększoną intensywnością i prędkością łatwiej będzie Wam się biegło z wózkiem po asfalcie. Pierwsze luźniejsze kilometry możecie przebyć po szutrze, a wraz ze wzrastającą intensywnością dobrze by było aby podłoże robiło się coraz twardsze, ułatwi Wam to bieganie i nie wytelepie Waszych maluchów. BNP jest fajnym treningiem z wózkiem, na pewno będzie bardziej obciążający, niż przy bieganiu solo, co pokaże Wam wasz pulsometr/zegarek. Wasze tętno może być zawyżone, czyli przy konkretnym tempie będzie wyższe niż gdy biegacie w pojedynkę.

 

3. Interwały.

dsc_7494

Wydawało by się, żę ciężko jest wykonać tego typu trening z wózkiem. Nic bardziej mylnego. Są dwie opcje na tego typu treningi i zależy to od naszego malucha, co robi ono podczas naszych treningów i od tego jaki dystans interwału mamy zaplanowany. Na szybkie interwały 30 sek i ”minutówki” nie potrzebujemy większej organizacji. Wystarczą dobre chęci, płaska utwardzona trasa i my. Na tego typu treningi wybierałam zawsze asfalt, lub kostkę brukową, alejki, które nie miały miliona zakrętów i zmian kierunku, po to aby i tak dosyć ciężki trening nie stał się też katorgą dla głowy. Podczas przygotowań do sezonu bywało, że robiłam nawet 20 interwałów z małą w wózku, ona odjeżdżała a ja w spokoju wyciskałam z siebie poty. Dla osób które mają do zrobienia 400 m interwały i dłuższe proponuje jakiś teren gdzie biega się po okręgu, lub jeżeli macie dostęp do bieżni to bieżnię. Tam kibicujące maluchy mogą kibicować na trawie, w wózku, lub na część interwałów kibicować z wózka nadbiegającym rodzicom. Po tartanie łatwiej też się biega z wózkiem, podłoże sprzyja a wózek sam jedzie. Żeby życie sobie ułatwiać pamiętajcie żeby zawsze wybierać sobie dogodne miejsce do biegania. Sprawdzone, gdzie znacie trasę, miejsca dogodne do interwałowego treningu. Miejsca gdzie przez te 30 sek/ minute czy kilkaset metrów będziecie mieli swobodę biegu.

4. Podbiegi.

Tak można wykonywać je z wózkiem, jednak są bardzo obciążające. Dlatego tego typu treningi oczywiście możecie wykonać w towarzystwie malucha, ale ja proponuję zostawić Wasze śpiące czy nie śpiące szkraby na dole górki. Co innego gdy robimy długie wybiegania przy stałym, luźnym tempie i kochamy biegać w leśnym terenie. Wtedy podbiegi są po prostu częścią całego treningu. Jeżeli jednak traktujemy je jako indywidualną jednostkę treningową, warto zrobić je tylko z własnym ciężarem.

Nasze podbiegi, choć była ich znikoma ilość właśnie tak wyglądały. Moja Zosia zazwyczaj śpi podczas biegania, specjalnie wybieram taki czas na bieganie z nią. Wiem wtedy, że mój trening będzie mniej nerwowy i nie będę musiała iść na milion kompromisów głośno oddychając. Dla nie śpiących maluchów kibicowanie z wózka i przeróżne zabawy jakie możecie wymyślić z dzieciakami podczas takiego treningu będą równie ekscytujące jak samo bieganie. A przecież kilka kilometrów przed i po zawsze będzie częścią treningu.

20160930_143024-01

Biegałam z wózkiem, można by powiedzieć, o każdej porze i wszędzie. I pomimo, że wyrobiłam sobie z Zosią rytm kiedy trenowałyśmy, trenujemy. Taki rytm, który pozwala i mi i jej czerpać maksimum z naszego wspólnego biegania. To wiem, że nie ważne jak trudne jest dziecko da się je do wspólnego biegania przyzwyczaić. Da się też wykonać z nim każdy trening, czasami wystarczy odrobina wyobraźni, dla starszaków kilka zabaw, czy w ostatecznych wypadkach paczka ulubionych chrupek. Jeżeli będziecie konsekwentni i wytrwali we wspólnych treningach to Wasze maluchy kiedyś pokażą na wózek i same powiedzą „Mamo, Tato idziemy biegać ?”

Dzieci kochają robić to co my, naśladują ans, chcą z nami robić nowe rzeczy, dziwne rzeczy, dlaczego więc miałyby nie chcieć biegać z nami po lasach, parkach i innych miejscach?

Moje dziecko odlatywało dopiero podczas biegania kiedy duża dawka dziur i trzęsienia robiła robotę. To samo dziecko też kiedyś nienawidziło jeździć w wózku, ale powoli i konsekwentnie wyrabiałam w niej ten nawyk. Robiłyśmy coraz to dłuższe dystanse o coraz to różniejszych porach. Do dziś jej ulubionym miejscem na drzemkę jest jej żółty IRONMAN, czy było 30 stopni czy – 15 stopni, biegałyśmy razem i mam nadzieję, że będziemy robić to jak najdłużej, bo to bieganie z wózkiem NA PRAWDĘ jest fajne!

 

dsc_0310

 

O.

Kiedy i jak wrócić do ćwiczeń po ciąży ?

BIEGANIE CIĄŻA TRIATHLON

Kiedy i jak wrócić do ćwiczeń po ciąży ?

 

Ważny temat, a często bagatelizowany przez młode mamy.

Sama byłam bardziej podekscytowana powrotem do swojego ciała, niż radami innych. Teraz mądrzejsza nie popełniłabym już tego błędu. Dlatego ten tekst jest dla wszystkich Pań które chcą po porodzie wrócić do aktywności fizycznej.

Przygotowując dla Was tekst o sylwetce podczas biegania z wózkiem rozwinęłam temat powrotu do biegania i ćwiczeń fizycznych wraz z zaprzyjaźnionym mi fizjoterapeutą, trenerem personalnym Konradem Sulikiem, który jest doświadczonym rehabilitantem prowadzącym od wielu lat swój własny gabinet rehabilitacji, pod nazwą Sport Medical Rehabilitacja, w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Trzy godzinna rozmowa o bieganiu, bieganiu z wózkiem, pozycji podczas biegania, ciąży, aktywności fizycznej i powrocie do niej po ciąży dała mi więcej niż nie jedna książka na ten temat. Zeszliśmy na temat aktywności po porodzie trochę przypadkiem. Jednak jest on zdecydowanie bardziej obszerniejszy niż się spodziewałam i zdecydowanie ważniejszy niż myślałam. Dlatego zdecydowałam, że zasługuje on na osobny post. Tak żeby wszystkie aktywne Panie zadbały o siebie i o swoje ciała po porodzie tak jak się powinno, a nie tak jak nam się wydaje!

 

DSC00410h

 

KIEDY możemy wrócić do aktywności fizycznej po porodzie ?

Temat rzeka i temat tak samo indywidualny jak każda ciąża. Jednak odważę się i spróbuję odpowiedzieć Wam na to pytanie.

Według Konrada, doświadczonego fizjoterapeuty, wszystko zależy od tego jak przebiegała ciąża, na ile byłyśmy aktywne fizycznie podczas ciąży i czy zakończyła się porodem naturalnym, czy cięciem cesarskim. Oczywiście na wygranej pozycji są Panie aktywne w czasie ciąży i po porodzie naturalnym, to właśnie one teoretycznie mogą najszybciej wracać do aktywności fizycznej. W zależności od porodu i przebiegu ciąży czas powrotu do aktywności może się wydłużać. Chwilę dłużej będą musiały zaczekać aktywne Panie po cesarce. Minimalny czas jaki daje się cieciom cesarskim to 6 tygodni. Jeszcze dłużej czekają te kobiety, którym matka natura sprawiła psikusa i nie mogły być aktywne podczas brzemiennych 9 miesięcy, a najdłużej te które które niestety część lub całą ciążę musiały przeleżeć.

No właśnie ale kiedy wiemy, że już nadszedł ten czas i możemy wracać do stałych ćwiczeń?

Nie wiem czy wiele z Was wie o tym, ale ja nie wiedziałam. Ponieważ jest to sprawa indywidualna, najlepiej udać się z nią do specjalisty, czyli do doświadczonego fizjoterapeuty.

Kluczowym elementem, żeby świadomie wrócić do formy sprzed ciąży, jest zrobienie tak zwanego badania funkcjonalnego. Polega ono na sprawdzeniu elastyczności mięśni i ruchomości stawów. Wbrew pozorom, takie badanie wykonywane jest przez fizjoterapeutę, a nie przez maszynę do czego może zmylić nazwa. Badanie to ma na celu sprawdzenie czy osoba jest już zdolna do podjęcia aktywności fizycznej czy nie i jeżeli jest to do jakiej formy.

Dodatkowo w przypadku Pań, które borykają się z takim problemem jak na przykład rozszczep mięśni brzucha, Pan fizjoterapeuta też może nam w tym pomóc. W takich przypadkach stosuje się Kinesio Taping, który zapobiega rozszerzaniu się mięśni i pomaga ściągnąć je ku sobie. Brzuch zostaje oklejony taśmami Kinesio Taping w taki sposób aby mięśnie się nie rozchodziły.

Ja osobiście do dziś wyczuwam małą dziurkę pomiędzy moimi mięśniami brzucha, o które nie zadbałam tak jak powinnam. Rozszczep mięśni można wyczuć, podczas leżenia na plecach ze spiętymi mięśniami brzucha, dosłownie nad samym pępkiem. Te z Was które mogą wyczuć delikatną przestrzeń pomiędzy swoimi mięśniami brzucha w pozycji opisanej powyżej, tak samo jak ja nie zadbały o ich stan wtedy kiedy trzeba było o nie dbać.

Podczas takiego badania fizjoterapeuta nie tylko sprawdzi czy możemy podejmować aktywność fizyczną, ale sprawdzi też do jakiej aktywności nasze mięśnie i stawy są gotowe. Nie każdy będzie mógł zacząć biegać od razu, niektóre z Was będą musiały poczekać na to chwilę dłużej. 

 

11002299_10203827668312546_556730493_o

 

JAK wrócić do aktywności fizycznej po porodzie? 

Zaczynamy od wyżej opisanego badania, a potem dostajemy wytyczne od czego zacząć. Bardzo dużo z nas, nawet nie wiedząc, zanim wróci do porządnych biegowych treningów, powinna najpierw wzmocnić swoje trochę zastane, wymęczone i szybko regenerujące się ciało.

Tutaj ważną role odgrywają ćwiczenia Core Stability i wszystkie inne które mają na celu wzmocnienie mięśni głębokich naszego ciała. Warto rozpocząć aktywność właśnie od ćwiczeń statycznych,potem tych angażujących całe ciało, aniżeli od wyjścia na bieganie. W przypadku biegania z wózkiem, trzeba chwilę odczekać i wspólnie z Konradem nie polecamy zaczynania przygody biegowej po ciąży od wózka biegowego. Nasze mięśnie powinny najpierw przyzwyczaić się do wysiłku bez dodatkowego obciążenia.

Dobry fizjoterapeuta podczas badanie przekaże Wam też wiedzę gdzie, kiedy i w jaki sposób zacząć swoją przygodę ze sportem na nowo. Więc tak na prawdę miłe Panie warto zrobić ten jeden krok, który nie tylko przyniesie milion korzyści, ale i pozwoli na świadomy powrót do treningów.

Przeciążenia, kontuzje, rozszczep mięśni są przykładami zaniedbania. Dlatego tak ważne jest skupienie się na tym co dla nas dobre. Pomimo, że jesteśmy tak fantastycznie skonstruowane i nasze organizmy naprawdę w niesamowicie szybkim tempie, próbują sobie poradzić ze zmianami które w nich zachodzą, to warto nie dodawać im kolejnych obciążeń.

W przypadku powrotu do aktywności fizycznej po porodzie nie warto się ścigać. Odłóżmy ściganie się na zawody. Nie licytujmy się, która ile musiała odczekać, która ile dni po porodzie zaczęła biegać. Tak samo jak indywidualna jest ciążą, tak samo indywidualny musi być powrót, po niej, do gry. Warto dać sobie czas. Dać swojemu ciału czas na regenerację , o której ja trochę zapomniałam. I pomimo, że nie mam żadnych uszczerbków na zdrowiu to teraz mądrzejsza o tą wiedzę zrobiłabym to trochę inaczej. Zadbałabym o siebie, o swoje stawy i mięśnie, zamiast narażać je na kolejne przeciążenia i zmiany. U mnie na szczęście skończyło się to dobrze, ale proponuję Wam być mądrzejszą niż ja, bo nie każda może być takim szczęściarzem. Weźcie w swoje ręce to jak zadbacie o swój powrót do aktywności po ciąży.

Robicie to dla siebie na przyszłość, na dłuższą metę, a to jeżeli chodzi o zdrowie, w życiu jest ważniejsze niż tu i teraz.

 

 

O.

 

Kto ze mną na Triathlon Kraśnik ??

CODZIENNOŚĆ TRIATHLON

Kto ze mną na Triathlon Kraśnik ??

Kochane Panie, kochani Panowie. Co wy na to żeby porzucić rutynę, kupić tylko małą symboliczną różę,a w zamian za drogie prezenty, perfumy, ciuchy, torebki, buty kupicie sobie, lub kupicie Waszym sercowym wybrankom pakiet startowy na Triathlon !

Ja dzisiaj zrobiłam sobie prezent na dzień kobiet, a właściwie dostałam prezent na dzień kobiet, trochę z mojej inicjatywy, ale prezent ! 🙂 Pakiet startowy na Triathlon Kraśnik, już opłacony zawitał w moje ręce specjalnie na Dzień Kobiet !

12717506_1659810780946847_8912197971042129118_n

Dlaczego pakiet startowy jako prezent ?? 

Kolejny start, kolejne emocje, kolejne wyzwanie.

Kwiaty, choć piękne i pachnące, szybko zwiędną. Zapomnimy je podlać i uschną, albo po prostu się znudzą. Triathlon na pewno nie pozwoli Wam się nudzić. Ani przed startem, podczas treningów, ani w trakcie. Po też nuda nie będzie wchodziła w rachubę, bo złapiecie bakcyla i będziecie szukać kolejnych startów, kolejnych dystansów, kolejnych imprez.

Czekoladki też odpadają, bo przecież my sportowcy wolimy ciasteczka owsiane, RAW bary, ciasta z fasoli i inne cudawianki. Po kilku godzinach katorżniczego wyścigu, te wszystkie smakołyki będziecie połykać bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia i bez jakichkolwiek ograniczeń. Czyż nie warto ? 🙂

A tak na serio…

Pakiet startowy na prezent to super pomysł. Nie ma lepszego motywatora do ruszenia się z kanapy niż zawody i przecież nie musicie wchodzi w taki reżim treningowy jaki ja sobie funduje. Każdy trenuje na miarę swoich możliwości, każdy trenuje ile chce, na ile czas mu pozwala. Nie musicie od razu rzucać się na połówki, dystanse olimpijskie. Można zacząć od mniej wymagającego sprintu. W którym macie do przebycia tylko 750 m pływania, 20 km na rowerze i 5 km biegu. Wystarczy, że jesteście aktywni, biegacie, dorzucicie na chwilę rower i basen i sprint nie jest już Waszym wrogiem. Ba nawet stanie się Waszą nową pasją! Pakiet startowy jako prezent to pakiet pełny emocji, niezapomnianych wspomnień i radości, która na mecie nie omieszka Wam o sobie przypomnieć w postaci łez, szczęścia i uczucia spełnienia !

 

Dlaczego Kraśnik?

11975496_1060077520684014_840561921_o-1024x679

 

Bo jest to kameralna impreza na koniec lata. Idealna na zakończenie letnich wojaży.

Impreza mieści się nad Zalewem Kraśnickim, który jak na nasze polskie zalewy jest całkiem przyjemny do pływania. Rower na zamkniętych drogach i z możliwością draftingu był dla mnie czymś nowym a zarazem super przeżyciem. To tam po raz pierwszy jeździłam na szosie w peletonach, wymieniałam się pozycjami z resztą zawodników i wykręciłam najszybszą średnią jaką kiedykolwiek wykręciłam na szosie! Bieg w zeszłym roku, pomimo że był w trzydziesto-paro stopniowym upale, był całkiem przyjemny bo większość trasy biegła dookoła zalewu, więc delikatna bryza z nad wody ochładzała nasze zdecydowanie przegrzane ciała. Strażacy z jednostki oblewali nas wodą z węży strażackich, a chyba wszyscy „Kraśniczanie” wyszli na ulice żeby podawać wodę i polewać nas wiadrami pełnych zimnej cieczy.

 

DSC_0928

10620543_1614849362109656_6772403126062484078_n

DSC_0025 (1)

 

11926047_1616191701975422_7635774693351764205_o

DSC_0106 (1)

DSC_0116

 

Kraśnik okazał się fajną imprezą, kameralną, rodzinną i bez przepychu. Mogłam karmić Zoche na trawie, dzieciaki biegały po małej plażyczce, która mieściła się blisko naszego startu, typowo wakacyjny klimat. Do tego super nagrody i fajny klimat!

Dlatego w tym roku robimy reaktywację i zabieramy swoich znajomych na kolejne „Kraśnikowe” przygody. 

 

 

To co kto jedzie z nami ?

 

 

O.

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

Wszyscy teraz trenują, zdrowo się odżywiają. Każdy z innego powodu, jedni dlatego żeby schudnąć, drudzy dlatego żeby być zdrowym, trzeci bo im taki tryb życia po porostu bardziej odpowiada, jeszcze inni zarazili się od trenujących znajomych. Pytanie tylko kiedy takie życie staję się częścią nas? Przestaje być tylko wyborem a staje się codziennością, sposobem bez którego nie umiemy już żyć?

Po mojej 3 tygodniowej przerwie w regularnych treningach i tylko domowym jedzeniu, wiem że zdrowe i aktywne życia to cała JA ! Niejedna osoba rozleniwiłaby się po 24 godzinnej harówce, mówiąc że teraz potrzebuje chwili ciszy i spokoju dla siebie, chwili odpoczynku, a najlepiej urlopu. Niejedna osoba wybrałaby stołowanie się w restauracji, bo przecież nie trzeba gotować 3 obiadów, zdrowego dziecięcego dla Zosi, konkretniejszego dla Rafała i lżejszego dla siebie. Przecież nie trzeba myć garów i całej reszty kuchennych akcesoriów. Siadasz do stołu, zamawiasz i „voila” wszystko smaczne, doprawione i cieplutkie stoi przed twoja okropnie głodną osobą.

A ja ?? Zamiast się cieszyć z restauracyjnych obiadów, otwierając „Menu” już mam dość. Tydzień jedzenia poza domem, a ja świruję, wariuję, czekam na swoje sałatki, nowe przepisy, brudne gary i milion zapachów unoszących się po kuchni. Ja stołując się częściej niż kiedykolwiek, przez ostatnie trzy tygodnie w restauracji, mam ich serdecznie dość. I pomimo, że moje standardowe karciane wybory to zazwyczaj sałatka ze szpinaku z orzechami włoskimi, zupa z soczewicy, ekologiczny pstrąg z rusztu, orkiszowe pierogi z gęsiną, czy dziki ryż z warzywami to i tak czuję się jak jedna wielka chodząca zanieczyszczona bańka. Czuję się nieswojo w swojej skórze, tak jakby ktoś zabrał mi część mnie. I pomimo, że wszystkie wymienione wyżej potrawy są na prawdę smaczne i chyba najbardziej zdrowe z możliwych, to nie wiem czemu nie mogę doczekać się jutra, kiedy wrócę do swoich regularnych treningów, kiedy zacznę pić swoje świeżo wyciskane soki. I pomimo, że moje życie i tak było dosyć zdrową formą pracoholiczki, która przytłoczona tonami obowiązków i tak miała czas codziennie rano na pyszną owsiankę i świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Która miała czas na rzadsze, ale obecne treningi i która w tym całym pracowo-rodzinno -urodzinowo-chrzcinowym zamieszaniu nie zwariowała i się nie zaniedbała.

Po wielu lekturach  na temat zdrowego odżywiania, oczyszczania organizmu, detox-ów i innych cudów. Od jutra czeka mnie 5 dni roślinnego oczyszczania, pięć dni tak zwanego postu podczas którego mój organizm powinien zacząć odżywiać się endogennie, czyli wszystko co jest w nim niedobre zacznie być usuwane z organizmu. Pięć dni bez węglowodanów, bez tłuszczów, bez białek, bez roślin strączkowych i skrobi. Pięć dni podczas których będę jeść tylko warzywa i owoce, które nie posiadają zbyt dużej ilości cukrów, które mogą być tylko i wyłącznie spożywane w formie soków, na surowo w formie sałatek i surówek, gotowanych najlepiej na parze, lub pieczonych beztłuszczowo.

 

Dzisiaj wiem że zdrowy tryb życia i aktywność fizyczna to JA. To część mnie, a nie dodatek. To moja codzienność, a nie moje marzenie, czy obowiązek. Pewnie, że zaczynałam tak jak każdy. Pewnie, że było to dla mnie kiedyś wyborem, świadomą decyzją. Teraz jest to codziennością , bez której na dłuższą metę nie potrafię już funkcjonować. I pomimo, że czasami mam ochotę na ogromnego hamburgera i frytki, to wolę te swoje pieczone w piekarniku na przykład z batatów i tego ciecior-exa, w którym kotlet jest z ciecierzycy a nie  z mięsa wołowego. Słodkie czekoladki, czy ciastka z paczki nie są już dla mnie smaczne, nie istnieją w moim jadłospisie. Wolę swoje kulki „szczęścia”, moje ciasto raw bounty, czy marchewkowe i to nie dlatego że wiem że jest zdrowe. Zwyczajnie słodkie utwardzone tłuszcze roślinne mi już nie smakują, nie czuję się po nich dobrze i zamiast mnie uszczęśliwiać, odbierają siły. Nie mam ataków głodu na niezdrowe rzeczy, nie czuję że jest mi coś zakazywane, nie odmawiam sobie słodkości i nie czuję że czegoś mi brakuje. Zdrowe odżywianie tak samo jak regularny trening stało się moim życiem. Po kilku dniach bez biegania, pływania, jazdy na rowerze czy innych sezonowych aktywności roznosi mnie zła energia, która muszę spożytkować na treningu. Życie ze sportem jest fajniejsze, pełne energii i siły do działania. Zdrowe życie sprawia że mamy siłę przenosić góry!

Także jeżeli jeszcze nie spróbowaliście przerzucić się na zdrową i aktywną stronę życia, to czas najwyższy spróbować ! Otrzymacie w zamian niezastąpioną energię, szczęście i spełnienie bez których w życiu nie da się być szczęśliwym.

A więc do dzieła!

20160109_121455.jpg

 

O.

 

 

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

Poniedziałek rano budzę się niewyspana. Wczorajsze dwa kieliszki wina i integracja instruktorska nie dały się dobrze zregenerować. Wstaję więc od niechcenia bo życie mamy wzywa, wymyślając kolejne powody żeby tylko nie ubierać dzisiaj butów biegowych. Ale wiedziałam, że trening musi być więc na silę wcisnełam je na nogi, i wychodząc obiecywałam sobie chociaż te 8 km.

Pisałam już o tym jak się ubrać w zimie. POST

Pisałam też o najważniejszej rzeczy jaka się Wam przyda a mianowicie o porządnym śpiworku który ogrzeje Wasze maluchy kiedy minusy za drzwiami. POST

Dzisiaj moim przesłaniem jest Was zmotywować! Dzisiaj nie doradzam, a mam nadzieję że podniosę Wasze biegowe tyłki z kanapy i wygonię Was z ciepłego, przytulnego domu.

Już chyba wiadomo że KOCHAM ZIMĘ, ale pomimo tego, też nie zawsze mam motywację,  żeby wyjść na dwór i zrobić te parę kilometrów. W szczególności kiedy za oknem czeka na mnie mróz, pochmurne niebo i wiatr. Moją największą motywacją jest moja mała gwiazda, która zazwyczaj koło jedenastej trze już swoje oczy, a próby usypiania w łóżeczku,które odkąd większą część dnia spędzamy na dworze, kończą się totalną klapą. Wiem, że więcej energii będzie kosztowała mnie walka w domu, więc czasem nawet wtedy kiedy nie mam w planach biegowych kilometrów, często poranna drzemka małej Z kończy się właśnie tak.

20160118_112400

 

20160118_113912

20160118_112346

 

No dobra ale co nam daje to zimowe bieganie ? 

Po pierwsze i najważniejsze, łapiemy odporność i dotleniamy swoje zgrzane domowymi temperaturami organizmy. Wielu z nas potrzebuje porządnego „przewietrzenia głowy” w okresie kiedy słońce zachodzi kiedy jeszcze jesteśmy w pracy i wschodzi kiedy już musimy opuszczać nasz przytulny dom żeby zapracować na kolejne wakacje.

Nasze bąble łapią odporność! Hartujemy je, cokolwiek to znaczy. Wszyscy nie boją się pisać jak hartować dzieci i co im to daje. Ale nigdzie nie jest wytłumaczone na czym polega ten proces, poza tym że zwiększa się odporności naszego „zahartowanego” malucha . Jednak wiem że moja mała śpiąc tyle czasu na dworze, jedyny katar jaki łapie to tylko wtedy gdy płacze 🙂

Korzystamy z uroków zimy. Jako dzieci jak tylko spadł śnieg wychodziliśmy na dwór tarzać się w śniegu, robić „orzełki”, jeździć na sankach, lepić bałwany. Jako dorośli uciekamy przed spędzaniem czasu na śniegu, na dworze, no chyba że mówimy o wakacjach w górach na nartach. Bieganie zimą pozwala nam cieszyć się tą porą roku. Pozwala nam usłyszeć skrzypiący śnieg pod butami, wbiec w zaspę śniegu, poczuć mroźne powietrze na buzi, na dłużej niż droga do samochodu. No i nie ma chyba piękniejszej pory roku niż zima w słoneczne dni, kiedy dookoła jest wszędzie biało, a słońce grzeje nam nasz zmrożone buzie.

Dzieci spędzają więcej czasu na dworze. W zimie, nie ma co ukrywać, zazwyczaj z takimi maluchami jak nasza Zosia wychodzi się na spacery i tyle. Jednak kiedy jest -10 za oknem nie zawsze my potrafimy wytrzymać chodząc godzinę po dworze. Kiedy biegamy z wózkiem, nasz maluch ma niezłą dawkę świeżego powietrza, w szczególności kiedy planujemy dłuższe wybiegania, a my przy tym nie marzniemy! A, jeszcze lepiej, budujemy swoją formę na wiosnę !

Rozwój naszej formy i budowanie bazy to kolejny atut zimowego biegania. Dla nas jako dla biegaczy zimą robi się zazwyczaj bazę, czyli takie nasze fundamenty pod intensywniejszy trening na wiosnę. W tym czasie zmniejszamy intensywność, a zwiększamy objętość. Co prawda u mnie w ścisłym sezonie zimowym, kiedy stok i praca hulają na całego nie zawsze mamy czas na zwiększanie mocno objętości, ale już poza sezonem narciarskim zdecydowanie dostosowujemy się do tego typu treningów. Ja w zimę próbuję biegać co 2 dni, około 8-14 kilometrów. Chciałabym napisać  10-17 kilometrów, ale niestety czas i pogoda nie zawsze pozwala na takie długie treningi.

Miałam nie doradzać, ale to tylko taka mała rada. W zimie skupcie się na bieganiu na tętno, czyli sprawdzajcie i planujcie swoje treningi na podstawie tętna. Dlatego, że bieganie po śniegu często jest bardziej wymagające, niż bieganie po asfalcie. Tempo zimą może się różnić od tempa przy tym samy tętnie latem !

Ja dzięki Shock Absorber Polska w końcu mogę biegać z pulsometrem! Bo pasek ma wbudowany w staniku !

20160118_113833

No to jak mam jeszcze więcej pisać czy jutro zimowe bieganie należy do Was ??

 

 

O.

 

 

Stanik na duży biust do biegania ? Tylko i wyłącznie Shock Absorber.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Stanik na duży biust do biegania ? Tylko i wyłącznie Shock Absorber.

Dzisiejszy post przeznaczony jest zdecydowanie dla Pań, aktywnych Pań, a dokładniej aktywnych Pań z dużym biustem. Co prawda biustonosze które mam zamiar zaraz opisać, na pewno sprawdzą się też na mniejszych piersiach, ale to my „biuściaste” zawsze mamy z tym problem.

Przechodziłam przez wiele firm, jeżeli chodzi o biustonosze do biegania. Zaczęłam od Triumpha i TRIACTION, niestety jego długowieczność równała się kilku tygodniom, po których biust latał góra, dół jak w normalnym staniku. Materiał po kilku zamoczeniach w wodzie ( przy startach triathlonowych) nadawał się do mycia podłóg a nie do noszenia.

Kolejna faza to firma Dalia, tutaj było już dużo lepiej. Fajnie podtrzymany biust, ale miseczki z fiszbinami, które po jakimś czasie się wytarły i sprawiły że fiszbiny ocierały się o gołe ciało.

Po kilku latach walki z biustem przy jakiejkolwiek aktywności fizycznej znalazłam firmę Shock Absorber. Angielska marka, która na prawdę tworzy biustonosze dla aktywnych. Przechodziłam przez kilka modeli, Run Ultimate Bra, Ultimate GYM Bra, a teraz jestem szczęśliwą właścicielką Run Ultimate Bra z paskiem HR.

Ultimate RUN Bra

Każdy z tych modeli ma swoje plusy i parę minusów, których jest zdecydowanie mniej niż plusów. Na przykład minusem Run Ultimate Bra jest rozmiarówka która niestety sięga tylko do miseczki F. Mieści jedanak ona na prawdę dość spore piersi. Idealnie podtrzymuje piersi, wykonany jest z grubego materiału, dzięki czemu nawet po długim czasie użytkowania jest w nienaruszonym stanie. Mój Ultimate Run Bra wytrzymał moje triathlonowe starty w słonych wodach morza Śródziemnego, mocne słońce podczas treningów i wiele przebieganych godzin.

 

Ultimate GYM BRA

Ultimate GYM Bra to biustonosz, który towarzyszył mi podczas biegania w ciąży i podczas karmienia piersią. W tym okresie nie mieściłam się już w moje standardowe F i musiałam zakupić biustonosz który pomieści moją krainę mlekiem płynącą. Pomimo że Ultimate GYM Bra, to nie typowo biegowy biustonosz, jego podwójna warstwa i dodatkowe zapięcie na plecach sprawia, że nadaję się do każdej aktywności fizycznej, nie tylko na siłowni. Ultimate GYM Bra tez miał okazję popływać ze mną w słonych wodach i sprawdził się tam tak samo na medal. Po ponad roku czasu użytkowania nadal fajnie podtrzymuje biust. Jednak w porównaniu do wcześniej opisanego modelu, stracił delikatnie swoje właściwości.  Biust nie jest już tak idealnie podtrzymany jak na początku użytkowania. Nie wiem czy jest to spowodowane długim intensywnym czasem użytkowania, czy ciężkością biustu, który w tym przypadku był dużo cięższy niż podczas użytkowania poprzedniego modelu. A może ten model jest po prostu trochę mniej odporny do intensywnego treningu biegowego.

Przyszedł czas na moje marzenie. Idealny stanik do biegania z wbudowanym paskiem HR? To jest możliwe! Przedstawiam wam mój nowy element biegowej garderoby.

20151125_113525

Ultimate RUN Bra HRM

Pewnie nie jedna dziewczyna która posiada sporej wielkości piersi, wie że nie sposób jest biegać ze zwykłym paskiem i stanikiem. Bo albo pasek się luzuje i spada tam gdzie tętno jest już niewykrywalne. Albo tak jak ja doświadczyła okropnego ucisku kiedy włożyła pasek HR pod biustonosz. Czujnik Garmina od mojego paska HR był tak dociśnięty przez mój biust i biustonosz, że nie wytrzymywałam biegać z czujnikiem dłużej niż kilometr.

Co prawda Shock Absorber nie jest już jedyną firmą, która posiada w swojej ofercie biustonosz z paskiem HR. Dosyć szybko pokazały się modele w firmach konkurencyjnych z wbudowanymi paskami HR, ale na pewno jest jedyną firmą, którą polecę „biuściastym” Paniom.

Model który ja posiadam jest nową wersją Ultimate Run Bra. Jego największy mankament to miseczka, która sięga tylko do rozmiaru DD, ale moje piersi pomieścił, więc myślę że wiekszość „F” kobiet ma szanse się z nim zaprzyjaźnić. Wydaje mi się też że ma delikatnie wydłużone ramiączka, w porównaniu do jego poprzednika. Osobiście mi to trochę mniej pasuje, ale wszystkie jego właściwości są zachowane. Jakość nie do przebicia, podtrzymanie biustu na 5+ i najważniejsze co może być w końcu mogę monitorować swoją pracę serca podczas treningów i zawodów!

Przez 2 tygodnie użytkowania, nie miałam ani razu problemu z jego użytkowaniem. Pasek działa bez zarzutu. Stanik prany był w pralce i po praniu tak samo dobrze funkcjonował jak przed. Pasek HR jest kompatybilny z większością czujników wiodących firm na naszym rynku takich jak Garmin, czy Suunto.

20151125_113618

Ważnym elementem wszystkich staników do biegania jest podwójne zapięcie z tyłu. Dzięki niemu piersi sąd dużo lepiej podtrzymane. Nie ma efektu skakania i biust jest dużo bardziej stabilniejszy.

20151125_114021.jpg

 

 

W mojej opinii Shock Absorber to numer jeden na naszym rynku, ale kto wie może za jakiś czas konkurencja ich dogoni ? Na dzień dzisiejszy nie znam lepszego zamiennika dla miseczek D+. Sprawdzajcie oferty w internecie, czasami można trafić je naprawdę w niesamowitej cenie!

Moje drogie Panie warto zainwestować w nasze piękne biusty! One będą z nami do końca życia! 

O.
Naturalne metody na okropne wirusy i inne choróbska.

CIĄŻA DIETA PORADY

Naturalne metody na okropne wirusy i inne choróbska.

Od wczoraj borykam się z jakimś okropnym wirusem lub choróbskiem, które znienacka przyszło i nie chce mnie zostawić w spokoju. A to wyjątkowo długo jak na mnie. Zazwyczaj na następny dzień po moich turbo mieszankach czuje się dobrze.

Odkąd zdrowe odżywianie na stałe zawitało w naszym domu, takie słowa jak choroba, wirusy nie widniały w moim języku od paru lat. Ostatni raz kiedy łamało mnie w kościach to było gdy miałam zapalenie piersi zaraz po urodzeniu Zosi. Jednak jeden dzień w łóżku i łamania nie było. Tym razem mnie trzyma dłużej niż 24 h, a to dużo w moim przypadku.

Jak na Bio Mamę przystało, w szafce z lekami nie ma u mnie ibuprofenów, aspiryn i innych chemii. Jest natomiast siara mleka owczego, liść oliwy, olejek z oregano i grapefruita, kwas l-askrobinowy w proszku czysty do analizy. Są też maliny w zamrażalniku, które w sytuacjach kryzysowych lądują w garnuszku i podawane są na ciepło z dużą ilością miodu. Dlatego chciałabym się z wami podzielić czym się „faszeruje” Bio Mama kiedy jest chora.

Najpierw kilka słów o każdym ze „słoiczków”.

Siara mleka owczego – sheep colostrum to organiczne colostrum owcze ze szwajcarskiej kontrolowanej hodowli ekologicznej, zbierane wyłącznie w ciągu pierwszych 12 godzin po porodzie. (Tylko i wyłącznie firmy VIVIENNE swiss formula, z wszystkimi możliwymi certyfikatami) Colostrum daje ogólny efekt regulacyjny organizmu oraz dostarcza wszystkie niezbędne materiały budulcowe dla komórek i tkanek. Colostrum jest bogate w białka i peptydy odgrywające główną rolę w funkcjonowaniu systemu immunologicznego.Swiss Sheep Colostrum przyśpiesza procesy regeneracji błony śluzowej jelita, skutecznie zapobiega infekcjom i ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwpasożytnicze oraz przeciwgrzybiczne.

To to właśnie colostrum wyleczyło naszą Zosię z kolek. Zosia miałą nie tolerancje laktozy, która jak się okazało mogła wynika ze stanu zapalnego w jelitach, o którym zwykły pediatra nam nie powiedział. Po kilku dniach podawania colostrum do mojego mleka płacz Zosi znikł i w końcu mogliśmy się cieszyć rodzicielstwem. 

Liść oliwki powszechnie stosuje się w leczeniu schorzeń powodowanych lub związanych z wirusami, retrowirusami, bakteriami lub pierwotniakami. Zawarta w nim oleuropeina, której całe drzewo zawdzięcza długowieczność i odporność na choroby oraz szkodniki atakujące głównie liście roślin, to związek z grupy polifenoli, który wzmacnia ogólną odporność organizmu. Podobno bardzo dobrze sprawdza się przy opryszczce, która wywołana jest spadkiem odporności. Stosuje się go w celu przeciwzapalnym, przeciwgrzybicznym i przeciwwirusowym. Polecam firmę SOLGAR, która ma najczystsze wersje suplementów. (można zamawiać je taniej ze Stanów Zjednoczonych na stronie iherb.com . Za zamówienia do $80 nie płaci się cła ! )

Olejek z oregano zawiera składniki fenolowe, które skutecznie niszczą patogeny bakterii i nie wpływają negatywnie na poziom dobrych bakterii w jelitach. Ma silne właściwości przeciwgrzybiczne, stwierdzono m.in. skuteczność oleju z oregano w leczeniu kandydozy jamy ustnej. (https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/07/30/oregano-magiczne/ ) Olejek z oregano posiada również właściwości przeciwbakteryjne np. w stosunku do bakterii H. Pylori, odpowiedzialnej za wrzody dwunastnicy i żołądka. W sprzedaży taki suplement diety zawiera tylko olej z oregano i oliwę z oliwek. Ja używam OREGASEPT.

 

Olejek z grapefruita ma wyraźnie działanie odtruwające, oczyszcza organizm od wszystkiego rodzajów substancji trujących i szkodliwych.

Jego działanie miałam okazje przetestować na sobie, co prawda nie było to w pełni świadome. Ale dwu tygodniowa kuracja sprawiła, że mój organizm oczyścił się z toksyn i od tamtej pory do wczoraj nie byłam chora. Pierwsze 10 dni czułam się okropnie, chora, bolały wszystkie kości. Myślałam, że mnie bierze jakieś choróbsko. Jak się okazało tak mój organizm zareagował na oczyszczanie, a po 10 dniach wszystkie symptomy zniknęły a ja czułam się o niebo lepiej. 

Kwas L-askrobinowy czysty do analizy jest to najczystsza forma Witaminy C lewoskrętnej. Leczy stany zapalne, wykazuje aktywność antyoksydacyjną, usuwa wolne rodniki tlenowe, które uszkadzają błony komórkowe i kwasy DNA, przyczyniając się do rozwoju chorób nowotworowych, oraz przyspieszają starzenie się organizmu. Witamina C jest niezbędna do prawidłowej syntezy włókien kolagenowych, które warunkują miedzy innymi odporność mechaniczną skóry, magazynują wodę oraz czynniki wzrostu.Warto ją mieć właśnie w takiej postaci zawsze w domu. Dodajemy ją do shake-ów, pijemy z niej koktajle mocy na przeziębienia. Ciężko ją przedawkować, ponieważ jest rozpuszczalna w wodzie i nadmiar wydalany jest z moczem.

A tutaj propozycja na „koktajl mocy” na przeziębienie:

  • łyżeczka kwasu L-askrobinowego
  • łyżka miodu lub ksylitolu ( dla dzieci proponuje erytrol)
  • szklanka letniej wody przegotowanej

 

I tak oto od wczoraj, kilka razy dziennie przyjmuję liść oliwy, 2 razy dziennie olej z oregano. Piję shake-i z jarmużu z kwasem L-askrobinowym. A teraz śmigam przyjąć colostrum i „koktajl mocy” któ®e mam nadzieję już na pewno postawią mnie na nogi.

Trzymajcie kciuki bo półmaraton już w niedziele, a nie mam pojęcia jak w takim stanie mam wystartować. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie sama dobiec do mety, a co dopiero z Zosią. Ostatnie bieganie było we wtorek a mięśnie trzeba przepompować przed niedzielą. Jeżeli jutro nie zwlekę się na małe rozbieganie przed niedzielą, to nie wiem co będzie. Nie chce myśleć o tym że będę musiała zrezygnować z niego. Ale półmaraton to chyba zbyt długi dystans żeby się pchać w takim stanie na start.

A wszystko chyba przez to zdradliwie ciepłe poranne plażowanie.

 

DSC_0419

 

DSC_0409

 

 

O.

 

 

Przed biegowe danie.

DIETA PRZEPISY

Przed biegowe danie.

20151106_130622

Jutro kolejny bieg, tym razem pierwszy z małą Z. Przynajmniej mam taką nadzieję, że dojdzie on do skutku 🙂 Fajnie będzie się dzielić medalem z własną córką. Jednak rożnie może być i tego się obawiam. Czy małą Z będzie współpracować? Czy będzie ryk, czy będzie spanie ? Czy będzie padać ? Co z tym okropnym wiatrem którego zapowiadają na jutro w naszym rejonie?

Nie ma co myśleć za dużo co będzie to będzie, trzeba się dobrze przygotować i być pełnym nadziei i dobrej myśli ! Jesteśmy gotowe na nowe wyzwanie!

Dzisiaj Biegająca Bio Mama serwuję ulubione klopsiki jaglane z makaronem z czarnego ryżu w sosie dyniowym z jarmużem. Przed półmaratonem naładowały nas węglowodanami więc mam nadzieję, że i jutro się sprawdzą. Co prawda mój cel to zdobycie mety we dwoje, ale R będzie wypruwał swoje flaki i biegł po życiówkę. Także dla niego dzisiejsze węglowodanowa obiadokolacja jest znacznie ważniejsza.

Dyniowy sos to pieczona dynia z duszoną cebulką i podsmażonym na maśle klarowanym jarmużem. Klopsiki to mój standardowy przepis który już gdzieś chyba się pojawił. A jak nie to na pewno się pojawi. To kasza jaglana z pieczarkami, cebulką, orzechami włoskimi i przyprawami. Wyglądało przepysznie i tak też smakowało!

Jak będzie dużo chętnych na przepis to z chęcią zamieszczę szczegółowy opis.

Życzcie nam powodzenia ! Szybkiego dotarcia na metę i drogi z wiatrem

DSC_0163

O.

Przełomowy tydzień.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ

Przełomowy tydzień.

W końcu jesteśmy w domu. Kocham podróżować, ale nie kocham ciągłego sprzątania po sobie, pakowania i dwóch dni przed i po podróży. Zawsze jest wtedy tłoczno w rzeczach do zrobienia, czasu brakuje na wszystko, a pakowanie i sprzątanie to już ogromne wyzwanie w tym ferworze załatwiania ostatnich spraw na ostatnią chwilę.

Na szczęście siedzimy już na swoich śmieciach. Jednak nie na zbyt długo, za 2 tygodnie kolejne podróże. Tym razem jedziemy korzystać z promieni słonecznych i wysokich temperatur po raz ostatni przed zimą. Jedziemy naładować nasze baterie na Cypr, nasz Cypr. Bo Cypr z nami jest już bardzo długo i nie tylko wakacyjnie się tam spełniamy, sportowo, ale i życiowo. To tam się zaręczyliśmy, tam wzięliśmy ślub. To tam stanęliśmy po raz pierwszy na starcie triathlonu, to tam też zrobiliśmy po raz pierwszy kilometry na rowerach szosowych. Tam zdobyłam też pierwsze triathlonowe podium. Na każdy wyjazd mamy nowy cel. A jak nie mamy, to sobie go szukamy. Zawsze są przygotowania. Dotychczas były triathlonowe, tym razem czeka nas pierwszy bieg na Cyprze. Mój drugi półmaraton, zobaczymy czy trasa pozwoli żeby był to wspólny półmaraton z małą Z, czy będę musiała walczyć ze swoją życiówką w samotności.

Wiele emocji przewinęło się przez tą wyspę, więc jak zwykle cieszymy się ogromnie na wyjazd. Na tony kalmarów i ośmiornic grillowanych, hektolitry świeżych soków, świeżo wyciskanych pomarańczy, sałatek greckich i siat pełnych świeżych warzyw z lokalnych rynków.

Ale nie o tym miało być. Miało być o przełomowym tygodniu, pełnym nowości. Był pierwszy półmaraton, po raz pierwszy pojawił się biegowy wózek. Były pierwsze biegi z małą Z i pierwsze biegi rodzinne w towarzystwie R. pierwsze porządne interwały na treningu od czasów ciąży i po raz pierwszy w życiu tempo biegu pokazywało 4:28 min/km. nigdy bym się tego nie spodziewała, a tym bardziej w dzień po nieprzespanej nocy.

Poza sportowymi przygodami, blog w końcu zasłużył sobie na swoją własną domenę. Nawiązały się pierwsze współprace i mam nadzieje że tylko zapoczątkują całą masę innych projektów. Dużo się działo i wcale nie ma się to zatrzymać. Jutro ma przyjść do nas nasz nowiutki IRONMAN, w niedziele wspólna 10 z małą Z. Bieg niepodległości w którym mama ma biec z wózkiem w naszych lokalnych stronach będzie przełomem. Bieg niepodległości był moim ostatnim biegiem ulicznym w ciąży. Co prawda dalej biegałam dla siebie ale nie startowałam już w zawodach. Jedyne co tak naprawdę pamiętam z tego biegu to R krzyczący ciągle do mnie, na powielających się pętelkach, żebym nie biegła tak szybko. Rok później mała na tym samym biegu nie będzie występować jako 2 w 1, tylko jako samodzielna 8 miesięczna dziewczynka, która mam nadzieje będzie współpracować i da mamie spełnić swoje marzenie o wspólnym biegu.

Dzisiaj tylko na tyle mnie było stać.

Dobrej nocy.

O.