Tag: porady

PYSZNA SZYBKA JAGLANKA NA SŁODKO.

DIETA PRZEPISY

PYSZNA SZYBKA JAGLANKA NA SŁODKO.

To jest śniadanie mistrzów. I choć wrzuciłam Wam tu przepis na naszą ulubioną owsiankę, to ostatnimi czasy to króluje w mojej śniadaniowej misce. Jest to wersja dopracowana, w której starałam się dodać wszystko co dla nas ważne i wartościowe, podobnie jak w owsianie możecie zamieniać orzechy wedle własnych upodobań i potrzeb.

No to do dzieła!

Składniki na szybką jaglankę na słodko:

  • 5 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej
  • 4 daktyle suszone
  • mała garstka orzechów, ja najbardziej lubię pekany, nerkowca lub laskowe podprażone najpierw na suchej patelni (jeśli zwracacie uwagę na kalorie w posiłku to nie przesadzajcie z orzechami bo są wysoko kaloryczne)
  • łyżka nasion chia
  • 1/2 łyżeczki cynamonu (najlepiej ceyloński ekologiczny)
  • 1/2 łyżeczki masła klarowanego/oleju kokosowego
  • 1/2 banana
  • 1/4 jabłka
  • owoce sezonowe do wyboru mała garstka (figa, jagody, malinki, truskawki)

Sposób przyrządzenia słodkiej szybkiej jaglanki:

Rozpuszczamy masło, lub olej kokosowy na patelni. Wrzucamy orzechy i daktyle i delikatnie podsmażamy, na nie dużym ogniu tak żeby się nie przypaliły, ale delikatnie się podprażyły. Dodajemy nasiona chia, po niecałej minutce kasze jaglaną i posypujemy cynamonem. Całość przekładamy do miseczki, kroimy pół banana na plastry, a jabłko w kosteczkę ( ze skórką oczywiście 🙂 ). Pokrojone owoce wrzucamy do miseczki na jaglankę, dorzucamy sezonowe owoce i mamy pyszne śniadanie.

Jeśli zależy Wam na kwasach omega 3, użyjcie orzechów włoskich. Jeśli na selenie wrzućcie do owsianki orzechy brazylijskie. Dla tych którzy potrzebują więcej żelaza, proponuję pestki dyni, czy orzechy nerkowca. Jeśli mamy problemy z cholesterolem wskazane są orzechy laskowe. 

Jeśli powielicie porcję możecie zrobić dla całej rodzinki, lub dla Waszych partnerów. Ci co potrzebują więcej kalorii mogą dołożyć łyżkę masła orzechowego, Ci co potrzebują białka niech dodadzą do niej pół jogurtu Skyr na przykład.

Jeśli potrzebujecie przepis na to jak idealnie ugotować kaszę jaglaną, to napiszcie mi w komentarzu!

Smacznego!

Przy wiejskim stole na Kociewiu smakuje wyśmienicie!

Inne przepisy znajdziecie pod

TYM LINKIEM !

Kiedy nie biegam, pływam.

CIĄŻA POLECANE

Kiedy nie biegam, pływam.

Pierwszy trymestr za mną, idę na połówkowe badanie po letnich Cypryjskich wakacjach. Było biegowo, rodzinnie i radośnie. Ciąża, pomimo okropnych dolegliwości żołądkowych, które w dużym stopniu zabiły moje marzenia o codziennych wyżerkach typu sea-food, w pierwszym trymestrze nie dawała się we znaki. Biegaliśmy, pływaliśmy, brzucha jeszcze nie było. Najgorsza rzecz jaką mogłam usłyszeć wychodząc z gabinetu to: koniec z bieganiem i aktywnością. Moje łożysko miało dla mnie inny plan na resztę, a przynajmniej na jakiś czas, tej ciąży.

Nie byłabym sobą jednak gdybym nie wyciągnęła informacji o innych możliwościach. Ponieważ TRI, to trzy dyscypliny, a basen był jedną z niewielu dyscyplin na którą nie dostałam bana, postawiłam więc na kostium, czepek i okularki.

20161117_181404-01

20161115_220041-01

Kiedy nie biegam pływam. 

Nie myślałam, że tak łatwo będzie mi rozstać się z bieganiem. Mój świat na chwilę się zawalił, kiedy usłyszałam że po raz pierwszy w życiu nie mogę realizować się w sporcie, tak jak bym chciała. Nawet z anemią nie czułam tego co teraz. Wtedy wiedziałam że nie zrobię sobie krzywdy, tym razem wiedziałam że nie mogę igrać z ogniem bo jest jeszcze coś ważniejszego od mojej pasji – kolejne życie które nosze w sobie. I pomimo, że umiem zaakceptować fakt że jestem w ciąży, że trzeba zwolnić, że nie ta intensywność to moje zdrowie psychiczne dosyć mocno ucierpiało kiedy usłyszałam STOP, NIE WOLNO, MUSISZ SIĘ OSZCZĘDZAĆ! Teraz były ku temu prawdziwe powody.

Separacja z bieganiem okazała się nie taka straszna jak się spodziewałam. Dosyć płynnie zamieniłam biegowe buty na klapki. Legginsy na kostium kąpielowy, a opaskę i okulary przeciwsłoneczne na czepek i okularki. Robiłam co najmniej 3 treningi tygodniowo na basenie i czułam się na prawdę dobrze. Po jakimś czasie włączyłam też dosyć statyczne ćwiczenia w domu. Moje łożysko zachodziło na ujście macicy, każdy wstrząs był więc niewskazany. Większość ćwiczeń wykonywałam w dolnych pozycjach, dużo się rozciągałam. Nie wolno mi było nosić, biegać, kicać. Jeżeli zaniedbałabym się w tym okresie mogłoby dojść do łożyska przodującego, z którym wiąże się dosyć dużo komplikacji. Jednak z tygodnia na tydzień, coraz bardziej przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, coraz bardziej czułam że to tylko chwilowa fizjologia i wiedziałam że wszystko jest ok.

Ciało.

Wydawało by się, że nie tylko moja głowa na tym ucierpi, ale też moje ciało. Miałam wrażenie, że kilogramy dużo szybciej zaczną przybywać, a sam basen nie zaspokoi mojego sportowego ducha.

Myliłam się.

Nie tylko czułam się świetnie nie biegając, a pływając 3-4 razy w tygodniu, ale i moje ciało wyglądało świetnie. Waga bardzo topornie zaczynała ruszać w górę, co nie ma co ukrywać bardzo mnie cieszyło, a do tego czułam się na prawdę fajnie w swojej skórze. Brzuszek był wręcz niewidoczny, a ja wyżywałam się w wodzie. Wydaje mi się że intensywność treningów była też zdecydowanie większa niż ta, na którą pozwoliłabym sobie podczas biegania. Pływanie w łapkach, czy delikatne interwały w wodzie, nie wydają się nie na miejscu, nawet w ciąży. Ciało jest odciążone, nie ma wstrząsów, ciężej jest coś nadwyrężyć i naciągnąć, w szczególności gdy za młodu spędziło się w wodzie dobrych kilka lat życia.

IMG_20170312_090825-01

 

 

 

Pływanie było moja odskocznią, moją chwilą dla siebie i pomimo, że nie na świeżym powietrzu to dało mi zdecydowanie to co bieganie. Moje ciało było wzmocnione, rozciągnięte i pełne energii. Basen zazwyczaj wypadał rano, wtedy kiedy na bieganie zwlec z brzuchem się nigdy nie chciało. Dawał mi kopa na cały dzień, albo dwa. Rozbudzał, pomimo że nienawidzę wchodzić do tej zimnej wody z rana, motywował.

Dlatego serdecznie zachęcam wszystkie brzuchy aby zdecydowały się na tą formę aktywności fizycznej w ciąży. Wybierzcie ten basen który jest najczystszy w opiniach, może warto poszukać tego z ozonowaną wodą, jeśli macie dostęp do takiego. Chodźcie na basen rano, kiedy woda jest porządnie przefiltrowana po nocy. Nie bójcie się infekcji, badajcie się częściej w tym kierunku, stosujcie probiotyki ginekologiczne, które zapobiegają tego typu dolegliwością. Myślę że płynie z niego dużo więcej korzyści, niż potencjalne ryzyko zakażenia.

5 powodów dla których warto pływać w ciąży:

-> W ciąży fizjologicznie rozciągają się mięśnie grzbietu, pływanie wzmocni Wam te mięśnie niwelując ból pleców który spotyka większość z nas.

-> Dzięki pływaniu rozciągnięcie klatkę piersiową, która w ciąży jest przykurczona. Dosyć często jest ona również powodem bólu pleców w okolicy piersiowej.

-> Pływanie wzmocni całe wasze ciało. Tak jak każda aktywność fizyczna pomoże Wam utrzymać formę, wolniej będziecie przybierać na wadze, ale też poprawi Wasze krążenie, zwiększy wydolność dzięki czemu płód będzie lepiej dotleniony. Bezpłatnym bonusem są endorfiny, które polepszą samopoczucie przyszłej mamy.

-> Pływanie wzmacnia spojenie łonowe, dzięki czemu zapobiega jego rozchodzeniu się.

-> W odróżnieniu od innych sportów, pływanie nie obciąża stawów. Nasze nadprogramowe kilogramy w wodzie zanikają, co daje nam poczucie lekkości, o której część z nas może zapomnieć w końcowych miesiącach.

 

Podczas moich pływackich kilku miesięcy zaliczyłam też swoje pierwsze zawody od niepamiętnych czasów. Były cudownym przeżyciem, dla mnie starej wyjadaczki basenowej. Fajnie było na nowo poczuć tą adrenalinę w parnej hali basenowej. Fajnie było poczuć, że rezygnacja z czegoś nie zawsze wiąże się z zupełną rezygnacją. Trzeba tylko być elastycznym i znaleźć sobie nowy sposób na realizację siebie, czy tego co chcemy.

<skok w bok : „Powrót do przeszłości. Po ponad 15 latach staję ponownie na słupku” >

Nie ma co się zastanawiać:

 

BRZUSZKI NA BASEN !

 

Oczywiście PAMIĘTACIE, aby skonsultować każdą formę aktywności fizycznej z Waszym lekarzem prowadzącym. On MUSI wyrazić na nią ZGODĘ !!!

 

 

O.

Wzmacnianie odporności – NATURALNE METODY

DIETA PORADY

Wzmacnianie odporności – NATURALNE METODY

Pozostając w temacie dzieciowo-żłobkowym. Pociągnę go przez jeszcze chwilę i odpowiadając na Wasze pytania, sprzedam Wam nasze patenty. Patenty, które wzmocniły Zosi odporność na tyle, że sama potrafi dzielnie walczyć z wszystkim tym co lata w żłobkowych salach. Nie mówię, że moje dziecko nie ma nawet katarka, ale każda wizyta u pediatry, w momencie gdy myślimy że jest już na prawdę chora, kończy się słowami: „Bardzo ładnie sama walczy z tymi wirusami, nie ma objawów choroby. Proszę tylko obserwować czy się nie pogarsza.” I do dzisiaj nie pogarszało się, dlatego myślę że ponad półtora roku faszerowania ją moimi naturalnymi specyfikami się opłaciło.

Pamiętajcie jednak, że nie jestem lekarzem i pomimo, że konsultowałam wszystko to co Zosia przyjmuje z wieloma pediatrami i naturopatami, to Wasze dziecko może być inne i warto zapytać się Waszego lekarza pierwszego kontaktu czy Wasz maluch może przyjmować tego typu suplementy.

 

Jak już niejednokrotnie pisałam, nie jestem zwolenniczką współczesnej medycyny, która zamiast leczyć przyczyny naszych schorzeń leczy objawy, zatajając to co nam naprawdę dolega. Dlatego będąc mądrzejsza już o to wiedzę, która teraz posiadam zadbałam o to aby moje dziecko, które przyszło na świat z czystą kartką od początku dostawało to co najlepsze. Od pożywienia poczynając na suplementach kończąc. I tak oto od 6 tygodnia życia, moje dziecko codziennie dostawało solidną dawkę tego, co uważałam dla niej za najlepsze.

1. Synbiotyk – Children’s Powder firmy VIRIDIAN 

synbiotyk-dla-dzieci-suplement-diety-viridianViridian to jedna z moich ulubionych firm jeśli chodzi o suplementy. Nie są one tanie, z resztą jak wszystkie firmy które bazują na naturlanych produktach, ale ma bardzo fajne pozycje, jest od wielu wielu lat na rynku i w innych krajach cieszy się takim uznaniem jak Solgar. Synbiotyk to w skrócie dobre bakterie, czyli probiotyki i cukry dzięki którym te bakterie się rozmnażają czyli prebiotyki. Synbiotyk jest w formie proszku, więc łatwo można go podawać dziecku w każdym wieku. Wzmacnia odporność i odbudowuję prawidłową florę bakteryjną jelit. Dzięki temu właśnie dziecko wchłania wszystko co dobre z pożywienia. Moja Zosia stosuje go od około 6 miesiąca życia. Wczesniej podawalismy jej probiotyki tylko, ponieważ nie wiedzielismy o istnieniu tej wersji synbiotyku dla dzieci. Synbiotyk jest bardzo wydajny starcza na kilka miesięcy przy dawkach 1g dziennie.

 

2. Mądre rybki Solgara, czyli kwasy DHA.

89c15c38065e6700cf0f9f9847c38e5cKwasy w mądrych rybkach pozyskiwane są z tuńczyków łowionych w czystych wodach Ocenu Indyjskiego. Nie są to tuńczyki hodowlane, czy łowione w zanieczyszczonych morzach blisko Europy. Wszystkie substancje pomocnicze są naturalne, słodzony naturalnym cukrem brzozowym – ksylitolem ( przyjaznym dla zębów, grzybobójczym) i aromatyzowane owocami.  Kwas DHA wzmacnia mózg, wzrok i odporność oraz zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji górnych dróg oddechowych, dlatego powinien być suplementowany od samego początku. Dzieci są wtedy mniej skłonne do alergii i chorób górnych dróg oddechowych np. astmy. Nasza Zosia przyjmuje go od 6 tygodnia życia. Mądre rybki Solgara to żelki które dziecko w starszym wieku może żuć i zjadać w całości. Natomiast tym maluszkom nie gryzącym jeszcze, bez problemu można wycisnąć zawartość rybki do ust i tak tez robiliśmy przez długi czas. W słoiku jest 90 rybek, co starcza na 3 miesiące przy dawkach 1 dziennie.

 

3. Witamina D dla dzieci VIRIDIKID, Viridian. pol_pl_viridian-ekologiczna-witamina-d-w-kropelkach-dla-dzieci-30-ml-3019_1

Witaminę D, pewnie więszkość z Was suplementowała maluchom, gdy były na prawdę małe. Jednak duża część ludzi szybko ją odstawia, niepotrzebnie. Witamina ta ma bardzo korzystny wpływ na zdrowie, zapewnia prawidłowy wzrost i rozwój układu kostnego, zapobiegając krzywicy oraz wzmacniając naturalną odporność naszych maluchów. Wybrałam firmę Viridian, ponieważ ich produkty nie zawierają powszechnie używanych substancji wypełniających i przeciwzbrylających. W większości produkowane są na bazie spiruliny, alfalfa i borówki co dodatkowo wzbogaca ich skład.

 

4. Krople z propolisem BIO30, miód manuka ( bez alkoholu). db3d70bf98992fe1eed7020b0c6acda2

Większość propolisów na naszym rynku jest konserwowana alkoholem, dlatego ciężko znaleźć coś naturalnego i bez alkoholu. Pomimo ogromnych pozytywnych właściwości propolisu, do tego specyfiku byłam najmniej przekonana, pewnie ze względu na jego okropną cenę. Propolis zaczęliśmy stosować u Zosi w okresie przedszkolnym i dopiero teraz kiedy widzę poprawę w katarkach i innych wirusowych objawach, zdecydowanie go Wam polecam. Jest bardzo wydajny. My stosujemy go już od kilku miesięcy i cały czas mamy go w buteleczce.

Ten właśnie propolis poleciła nam nasza lekarka, lekarz medycyny naturalnej (kiedyś pediatra), która kazała dawać go Zosi w dawkach 2 kropli, 3 razy dziennie, na miesiąc przed tym jak zaczęła chodzić do żłobka i przez pierwszy miesiąc w żłobku. Stosowaliśmy go właśnie w tych dawkach w lato i obyło się bez żadnych żłobkowych chorób. Do dziś jednak dajemy go w tej właśnie dawce zawsze kiedy mała zaczyna mieć żłobkowy katar i zazwyczaj na tym katarku się kończy.

Dlaczego propolis? Ponieważ jest środkiem który ma silne działania bakteriobójcze, zabija wirusy i grzyby oraz wzmacnia odporność. Poleca się jego stosowanie przy wszelkich przeziębieniach i grypie. Możecie go stosować zarówno Wy, jak i Wasze dzieci.

 

5. Witamina C – kanguwity, Solgar.

edb0ee80686097b7a30c7a077c1ad801Powiem szczerze, że do dziś nie jestem w 100% przekonana do substancji pomocniczych zawartych w tym produkcie. Jak na Solgar ma on dosyć słaby skład, ale nie znalazłam lepszego zamiennika na naszym rynku dla dzieci, dlatego stosujemy właśnie kanguwity. Gdy się skończą dodajemy małej zwykłą witaminę C lewoskrętna do soku, czyli czysty do analizy kwas L-askorbinowy. Jednak wolę Solgar-ową formę witaminy C, dlatego cały czas z nich korzystam. Pamiętajcie że gdy stosujecie kwas L-askorbinowy to nie powinno używać się żądnych metalowych przedmiotów do jego podawania, ponieważ utleniają one witaminę C. Witaminkę C stosujemy codziennie gdy małą jest nie wyraźna, ma katarek albo co jakiś czas robię jej taki tygodniowe kuracje.

 

 

6. Syrop na kaszel PUKKA. syrop-elderberry-dla-ukladu-oddechowego-bio-100ml-pukka

Ostatni, ale nie najmniej ważny mój niedawno wynaleziony specyfik. Syrop na kaszel firmy PUKKA. Od tygodnia jest w użyciu, ponieważ mała jednego dnia wróciła z kaszlem do domu. Zaczęłam go stosować jak tylko usłyszałam pierwsze objawy kaszlu i od tamtej pory kaszel bardzo ładnie się odrywa. Nawet ostatnio na wizycie u pediatry, Pani Doktor powiedziała, że skład faktycznie jest bardzo „ziołowy”, ale bardzo fajny i na pewno będzie pomagał. To jest fajna alternatywa dla tych, który tak jak ja nie chcę wlewać w nasze maluchy syropów konwencjonalnych firm farmaceutycznych, które pomimo że są ziołowe, mają mnóstwo substancji pomocniczych i przeciw zbrylających które są chemiczne.

 

Synbiotyk, witamina D, kwasy DHA i okresowo Witamina C to jest to co Zosia dostaje na odporność od właściwie pierwszych tygodni życia codziennie. Synbiotyk warto dawać ze śniadaniem, w szczególności dobrze przyjmuje się z owsianka i kaszami.

Propolis stosujemy profilaktycznie w okresie żłobkowym ( kiedy chcemy posłać dziecko do żłobka) lub kiedy na horyzoncie pojawiają się katarki i przeziębienia. Syrop na kaszel, jak sama nazwa wskazuje stosujemy wtedy kiedy pojawia się kaszel.

Wielu z Was moga odrzucić ceny produktów, ale wiedzcie, że są one w 100% naturalne, oraz pozyskiwane z najlepszych składników. Nie posiadają żadnych chemicznych substancji zbrylających, konserwujących, są słodzone naturalnymi cukrami, aromatyzowane owocami. DHA Solagara ma się nijak to innych kwasów DHA, tranu które pozyskiwane są z ryb pływających w zanieczyszczonych morzach. Dlaczego warto zastanowić się czy lepiej wydać mniej na coś co nie do końca będzie działać, czy wydać więcej na coś co na prawdę działa i pomimo kosmicznej ceny jest naturalne i wiemy że dajemy naszym pociechom to co najlepsze.

 

Decyzję zostawiam w Waszych rękach 🙂

O.

 

 

 

 

 

 

Bo plan to podstawa.

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Bo plan to podstawa.

 

Mój GARMIN CONNECT (serwis na który zgrywane są moje wszystkie treningi z zegarka) świeci się od jednostek treningowych. Tworzą one mały kalejdoskop treningowy na czarnym ekranie. Świecą się jak krople potu w słońcu, które wypociłam na tych treningach, jak błysk w oku który mam po każdym dobrze wykonanym zadaniu. A najpiękniej rozświetlają moje życie od 6 dobrych tygodni! Widać, że zaczęłam trenować!

Gdyby nie PLAN już dawno temu zrezygnowałabym z tego co robię. Już nie raz bym sobie odpuściła i już nie raz siedziałabym na wygodnej kanapie pijąc kawę lub lampkę wina zamiast biegać, pływać czy też siedzieć na siodełku i intensywnie pedałować.

Mówią, że plany treningowe do triathlonu zaczynają mieć sens, dopiero wtedy kiedy wplecie się co najmniej 9 jednostek treningowych w tygodniu. Tak 9, po 3 na każdą dyscyplinę, a co najlepsze to jest minimum ! Każda dyscyplina powinna zawierać, jeden trening siłowy, jeden szybkościowy i jeden wytrzymałościowy, czyli robimy raz w tygodniu intensywność- na przykład interwały, raz w tygodniu, siłę biegową, czy podjazdy, albo siłę w basenie i raz w tygodniu długo ale wolno.

Wygląda na to że nasze wcześniejsze „plany” nie bardzo miały się kupy. Zazwyczaj wychodziłam na trening z założeniem, że idę pojeździć albo pobiegać. Basen był tylko chwilowy przed startem, nie przejmowałam się nim zbytnio jak to na starą pływaczkę przystało. Rower zazwyczaj robiłam równym tempem długi, rzadko były interwały a chyba tylko parę razy zrobiła na prawdę długie wyjeżdżenie powyżej 2 godzin.

Na szczęście jest PLAN, który pozwala tylko na małe odstępstwa. Dzięki niemu nadal brnę w moich założeniach. Nigdy od czasów podstawówki, kiedy to dwa treningi dziennie w basenie plus od czasu do czasu siłownia pomiędzy były normą, nie miałam tak wymagającego planu treningowego. Rygorystyczny i intensywny, ale jaki wdzięczny i dzięki któremu czuje się spełniona.

I pomimo że boli, że czasami nie jestem w stanie wyjść z domu, ubrać się w ciuchy treningowe, czy przemóc się do pierwszego interwały, podjazdu czy w ogóle treningu. To wiem że na końcu tej drogi czeka na mnie uśmiech. Jeżeli nie w postaci wyniku, bo będę przemęczona, czy nie do końca wpiszę się w start z moją formą to chociaż w postaci dobrze odwalonej roboty. Wychodzę na trening każdego dnia wiedząc, że pomimo że może zaboleć, że może nie będzie najbardziej efektywnym treningiem jaki mogłabym sobie wyobrazić, to czeka na mnie spełnienie i szczęście na końcu tej drogi.

PLAN pozwala na lepszą organizację, wiesz co masz do zrobienia i trzeba to wykonać. Nie istnieje wtedy hasło: „No to może jutro bo dzisiaj jakoś nie mam siły.”. Jak nie ma siły  w nogach czy rękach, to trzeba ją znaleźć w głowie. Dodatkowo łatwiej się dogadać z drugą połową w sprawie treningów. Wiemy co nas dzisiaj czeka, więc łatwiej jest nam się zorganizować życiowo-treningowo.

Moje intensywne 6 tygodni w skrócie. Dużo potu, ale tyle samo uśmiechu 🙂

 

Daję złoty medal, szczery i zasłużony, wygraną w przygotowaniach do triathlonu takiej błahostce jak „PLAN”. Plan treningowy, który zmotywuje najbardziej zmęczone nogi, najbardziej zdemotywowaną głowę i pozwoli na pełnię szczęścia, która czeka na zmęczonego triathlonistę, czy biegacza, na samym końcu tej katorżniczej drogi ! 🙂 

 

Do dzieła !

 

O.

 

 

 

 

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BIEGAM Z WÓZKIEM – jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.

Wróciłam z treningu zmęczona jakbym przebiegła co najmniej maraton, dodałabym i to z wózkiem, bo oczywiście wróciłam z treningu biegając z wózkiem. Nie wiedziałam czemu, przecież był mróz, moje ulubione warunki do biegania, miałam motywację, ale brakowało sił. Z każdym kilometrem zamiast nabierać sił i ładować się endorfinami, biegło mi się coraz ciężej, coraz gorzej. Miałam ochotę się zatrzymać, zostawić ten wózek i poprosić Rafała żeby po nas przyjechał bo ja MAM DOŚĆ. Oczywiście Rafał był na stoku, a ja w środku wsi, więc zmusiłam się i dobiegłam do domu, ale dało mi to do myślenia.

Tak jak bieganie solo nie wymaga większej wiedzy na temat prawidłowej postawy, tak przy bieganiu z wózkiem jest inaczej. Podczas samodzielnego biegu nie powinniśmy wymuszać nienaturalnej postawy, natomiast przy bieganiu z wózkiem musimy korygować i kontrolować naszą sylwetkę. 

Dlaczego ? 

Niby prosta odpowiedź, bo biegniemy z wózkiem. Pchamy duży ciężar, robimy coś nienaturalnego jeżeli chodzi o bieganie. Dlatego kontrola sylwetki i postawy jest niezbędna tak, aby bieganie z wózkiem nie spowodowało żądnych kontuzji, przykurczy i po prostu nie odebrało nam przyjemności z samego biegu.

20151106_122740 (1)

 

Po raz kolejny zasięgnęłam wiedzy u źródła i to właśnie dla tego tekstu spotkałam się z fizjoterapeutą, biegaczem i triathlonistą Konradem Sulikiem, który swoje życie poświęca nie tylko pasjom sportowym, ale głównie dba o zdrowie swoich pacjentów, w gabinecie Medical Sport Rehabilitacja w Ostrowcu Świętokrzyskim

Wraz z Konradem przeanalizowaliśmy sylwetkę podczas biegu z wózkiem, zastanowiliśmy się nad jej konsekwencjami i wspólnie stworzyliśmy ten właśnie post. Kilka rad, kilka przestróg, kilka ćwiczeń rozciągających, które mają na celu pomóc Wam biegać z wózkiem bez kontuzji, nie męcząc się i czerpiąc z tego największą przyjemność jaką się da!

Ja w tym poście będę doświadczeniem, natomiast Konrad specjalistą. Kilkugodzinna burza mózgów pozwoliła nam dojść do paru podsumowań.

 

1. Dlaczego nasza pozycja jest tak ważna podczas biegania z wózkiem ?

Tak jak zawsze w sporcie złe, czy nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń wiąże się z kontuzjami, tak samo bieganie z wózkiem bez prawidłowego przygotowania i bez prawidłowej techniki biegu może skończyć się kontuzją. Oprócz standardowych przeciążeń, przy bieganiu z wózkiem możemy nabawić się przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego. Podczas biegu, pchanie ciężaru jakim jest wózek może doprowadzić do nienaturalnej sylwetki i garbienia się. Podczas długiego jednostajnego biegu taka lekko zgięta pozycja może doprowadzić właśnie do przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego, który już po samej ciąży jest mocno obciążony i mało rozciągnięty.

DSC_0012

2. Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę kiedy zaczynamy myśleć o bieganiu z wózkiem.

  1. Najważniejsze jest nasze przygotowanie. Żeby zacząć świadomie biegać z wózkiem i bez kontuzji musimy przygotować najpierw do tego nasze ciało, a co za tym idzie wzmocnienie mięśni głębokich, czyli cała masa ćwiczeń CORE STABILITY. Podczas biegu z wózkiem, górne partie ciała są bardziej obciążone niż podczas biegu solo, dlatego tak ważne jest wzmocnienie tych partii ciała zanim zaczniemy „biegać we dwoje„. Wzmocnienie mięśni głębokich pozwoli utrzymać nam prawidłową sylwetkę podczas biegu i nie spowoduję dużych obciążeń.
  2. Dla kobiet, według Konrada taki optymalny czas po ciąży po jakim możemy zaczynać swoją wózkową przygodę to około 6 miesięcy. Długo ?  Tylko tak się wydaję. Dziecko tak na prawdę dopiero po tym okresie jest przygotowane do biegania w wózku. Producenci wózków biegowych zalecają, że dziecko powinno stabilnie siedzieć zanim zaczniemy wozić je w spacerówce. Moja Zosia dosyć późno siedziała, raczkowała dużo wcześniej niż siedziała. Oczywiście wózki biegowe mają ruchome podparcie, tak że możemy wozić swoje dzieci w pozycji półleżącej, więc myślę, że wybór kiedy zaczynamy wozić swoją pociechę w wózku biegowym to indywidualna decyzja rodzica. Dodatkowo, dla tatusiów istnieje opcja dokupienia przejściówki tak żeby można było wsadzać fotelik samochodowy do naszego joggera. Wtedy bieganie z wózkiem staje się możliwe jeszcze wcześniej.
  3. Panie, które chcą zacząć biegać ze swoimi maluchami, przy powrocie do biegania powinny udać się na badanie funkcjonalne, o którym pisałam już wcześniej i na jego podstawie dowiedzą się kiedy i jak zacząć wracać do formy. Dla nas najważniejsze jest wzmocnienie mięśni, które są osłabione po ciąży i po porodzie. Podejmując decyzję kiedy zaczynamy biegać z wózkiem musimy wziąć pod uwagę to jak przebiegała nasza ciąża i na ile aktywne w niej byłyśmy. Ja swoją przygodę w bieganiu z wózkiem zaczęłam dosyć późno, Zosia miała wtedy 8 miesięcy. Jednak teraz z perspektywy czasu, gdybym miała zielone światło od fizjoterapeuty żeby biegać z małą, zaczęłabym dużo wcześniej! 🙂DSC_0049 (1)
  4. Kolejna ważna rzecz to wózek. Niestety tu nie napiszę, że można biegać z każdym. Już nie mówię tu o przyjemności jaką zwykła spacerówka mogłaby odebrać nam z biegu, ale chodzi też o bezpieczeństwo dziecka i nasze zdrowie. Wózki biegowe są przystosowane do biegania poprzez 3 kołowy stelaż, co daje większą stabilność wózka niż zwykły czterokołowiec, mają możliwość zablokowania przedniego koła na czas biegu, w taki sposób wózek podczas biegu przy jakichkolwiek nierównościach nie ucieknie nam i nie przewróci się. Większość wózków ma wzmocnioną amortyzację, co daje lepszy komfort jazdy dla dziecka podczas biegu, no i ręczny hamulec który już jest praktycznie standardowym wyposażeniem w każdym biegowym trzykołowcu. Jeżeli chodzi o dobór wózka do nas, musimy wziąć po uwagę nasz wzrost. Rączka wózka powinna być mniej więcej na wysokości naszych bioder/pasa, tak aby czuć się komfortowo podczas biegu. Nie możemy kupować zbyt niskiego wózka, tak abyśmy nie garbili się podczas biegu. Ręką prowadząca powinna być na tej samej wysokości mniej więcej na której jest kiedy biegniemy bez wózka. Nie bójcie się jednak, że wózek musi mieć koniecznie regulowaną rączkę! Nasz IRONMAN pasuje zarówno do mnie (174 cm wzrostu) jak i do mojego Rafała ( który ma dobre 191 cm), a podczas wyboru też martwiliśmy się to jak R. będzie się z nim biegało.20160326_101123
  5. Kolejnym ważnym elementem podczas biegania z wózkiem jest częsta zmiana rąk i w miarę możliwości równomierna praca rąk. Zależy nam na tym, aby zarówno prawa jak i lewa ręka prowadziła wózek przez tyle samo czasu podczas biegu. Wydawało by się, że jest to rzecz oczywista, ale każdy z nas ma jedną rękę mocniejsza i uwierzcie mi na początku Waszej „wózkowej przygody” będziecie chcieli pchać wózek właśnie tą ręką. Dlatego na początku musimy zwracać uwagę na częstą zmianę rąk tak aby obydwie ręce pracowały równomiernie. Wraz z doświadczeniem, ręce same zaczną zmieniać się bardzo często i pracować równomiernie. Dłoń powinna swobodnie leżeć na rączce, najlepiej na jej środku, uważamy na mocne zaciskanie rączki !
  6. Nie skracamy kroku! To kolejny element który jest częstym błędem początkujących biegaczy z wózkiem. Mając przed sobą wózek boimy się biec naturalnie długim krokiem, gdyż boimy się że będziemy uderzać nogami o ramę wózka. Nic bardziej mylnego, nawet mój małżonek, którego Bozia obdarzyła tylko 191 cm wzrostu, nie haczy o ramę wózka podczas biegu! Skracany krok to wynik bardziej działającej naszej podświadomości i głowy niż faktycznie element spowodowany konstrukcją wózka. Dlatego nie bójmy się wydłużyć krok i biec tak samo jakbyśmy biegli nie mając wózka przed sobą.DSC_0218
  7. Różne tempo! Podczas wolnego biegania z wózkiem jesteśmy najbardziej narażeni na masę błędów i złą sylwetkę podczas biegu. Podczas wolnego biegu jesteśmy rozluźnieni, krok jest automatycznie krótszy i „człapiemy” z przygarbionymi plecami. Gdy prędkość się zwiększa, nagle nie umiemy się nie prostować, krok samoistnie się wydłuża i sylwetka zaczyna być prawidłowa. Dlatego wszystkim początkującym biegaczom proponuję zrobić parę szybkich przebieżek z wózkiem i przeanalizować swoją pozycję podczas szybkiego biegu. Nagle zauważycie, że da się biec wyprostowanym, szybko zmieniając ręce i nie skracając kroku!
  8. Ambitni biegacze muszą zacząć biegać na tętno, a nie tempo. Nasze tempo przy bieganiu z wózkiem, w zależności od naszej formy i siły może różnić się znacznie albo tylko trochę. W szczególności jeśli dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Dlatego nie martwcie się o wasze tempo biegu tylko zacznijcie spoglądać na monitor pracy serca i trzymajcie się w strefach. W zimę, podczas moich wybiegań na polach, w dni w które wiał wiatr tempo biegu czasami różniło się o 1 min/km podczas biegu z wózkiem pod wiatr i z wiatrem. Biegnąc na 6.30 min/km pod wiatr pulsometr czasami pokazywał o kilka uderzeń wyższe tętno, niż biegnąc na 5.20 min/km z wiatrem. Nie ma co ukrywać wózek jest obciążeniem, ale jakim słodkim 🙂

12719630_1126619634023180_8941014666572033376_o

 

Jak ma wyglądać nasza sylwetka i postawa podczas biegania z wózkiem?

DSC_0207

Poniżej najważniejsze elementy których musicie pilnować podczas BIEGU Z WÓZKIEM:

  • naturalna postawa – próbujemy utrzymać jak najbardziej naturalną sylwetkę;
  • wyprostowana sylwetka – skupiamy się na tym aby nasze plecy były wyprostowane, abyśmy się nie grabili i aby nasza klatka piersiowa była wypchnięta delikatnie do przodu
  • zmiana rąk –  czyli panujemy nad rękoma! Koncentrujemy się na tym aby obydwie ręce były zmieniane często i w miarę możliwości na tyle samo czasu.
  • długi naturalny krok – nie skracamy kroku! Utrzymujemy taki sam krok jak podczas biegania solo.
  • naturalna obszerna praca ramion –  niestety już tylko jedna ręka może nam pomagać, dlatego warto wykorzystać ją jak najlepiej, pracując nią dosyć obszernie i szybko tak aby pomagała nam utrzymać wysoką kadencję, a co za tym idzie lepsze tempo.

 

 

3. Czy można biegać tylko z wózkiem czy warto przeplatać treningi bieganiami solo.

bieg11

Zarówno Konrad jak i my ( czyt. ja i Rafał ) mamy to samo podejście do tego tematu. Ze zdrowotnego punktu widzenia, bieganie z wózkiem jeżeli jest rekreacyjne (czyli niska intensywność) nie musi być przeplatane treningami solo. W przypadku, gdy intensywność naszych treningów wzrasta, warto poprzeplatać jednostki treningowe „we dwoje” tymi w pojedynkę. Co prawda z wózkiem możemy wykonać każdy trening, od długich wybiegań, przez interwały do podbiegów. Jednak te intensywniejsze z obciążeniem, mogą być naprawdę obciążające dla organizmu. Mogą one być porównywane do treningów siły biegowej. Będą one też odbiegały tempem od tych solo. Dlatego podczas biegania z wózkiem zapomnijcie o tempie, a skupcie się na tętnie, które pokaże Wam na ile możecie pozwolić sobie na danym treningu by nie wyjść z Waszej założonej strefy.

Z mojego doświadczenia po kilku mocnych treningach z wózkiem, chce mi się pobiec solo. Chcę poczuć tą lekkość, brak ciężaru i swobodę. Kocham biegać z Zosią, ale kocham robić to też w pojedynkę, dlatego oprócz zdrowotnych korzyści warto urozmaicić sobie trening i w miarę możliwość wyjść pobiegać również samemu. Oczywiście w zimę kiedy praca u nas wre, przez 2-3 miesiące moje treningi było tylko w towarzystwie malej. Jednak pierwszy trening po długim czasie w pojedynkę był rajem i przez najbliższe kilka dni to tata dostawał wózek i buty biegowe w rękę, a ja delektowałam się lekkością jakiej mi brakowało przez zimę.

4. SIŁA

Jednak nie ma tego złego… zimowe wybiegania z wózkiem, wzmocniły mnie jako biegacza. Nawet te rekreacyjne treningi spokojnym tempem, na dłuższą metę budują wytrzymałość i siłę. Teraz nie tylko biegam szybciej, ale i czuję się silniejsza. Podczas biegu z wózkiem, nasze górne partie ciała pracują mocniej niż podczas biegu solo, wzmacniamy więc nasze brzuchy i szybciej osiągamy ten płaski wymarzony efekt po ciąży. Bieganie z wózkiem rozwija nas jako biegaczy i nadaje się dla każdego. Dla tych co zaczynają swoją przygodę z bieganiem i dla tych co chcą ją kontynuować po prostu w towarzystwie 🙂

5. W kolejnym poście znajdziecie kilka ćwiczeń, które pomogą Wam rozciągnąć najbardziej obciążone mięśnie podczas biegania z wózkiem. Przygotowane przez Konrada specjalnie dla Was!

12671678_1126508797367597_591852002318932930_o.jpg

A tak podsumowując…

Bieganie z wózkiem to niesamowite przeżycia, to czas na spędzeni czasu z dzieckiem i czas na realizację swoich pasji. Nie zawsze jednak jest łatwo, czasami treningi są obciążające, czasami maluch odmawia posłuszeństwa. Ja nie żałuję żadnej minuty spędzonej z Zosią w lesie, na polach, nad morzem, na alejkach, biegając po chodnikach i po ścieżkach rowerowych, po szutrze i po asfalcie, czasami ze łzami w oczach bo wiatr mnie zatrzymywał i nie miałam zupełnie siły pchać tego „cholerstwa”, a czasami pochłonięta w totalnej euforii i przepełniona szczęściem, że mogę robić to co kocham i to w towarzystwie własnej córki. Bieganie z wózkiem zbliża rodzica i dziecko, daje poczucie spełnienia, niezależności i swobody w treningach.

Dlatego gdyby ktoś się mnie kiedykolwiek spytał „Czy warto?”, nie zawahałabym się przez ani sekundę z odpowiedzią „Pewnie, że TAK !”

 

 

O.

Kiedy i jak wrócić do ćwiczeń po ciąży ?

BIEGANIE CIĄŻA TRIATHLON

Kiedy i jak wrócić do ćwiczeń po ciąży ?

 

Ważny temat, a często bagatelizowany przez młode mamy.

Sama byłam bardziej podekscytowana powrotem do swojego ciała, niż radami innych. Teraz mądrzejsza nie popełniłabym już tego błędu. Dlatego ten tekst jest dla wszystkich Pań które chcą po porodzie wrócić do aktywności fizycznej.

Przygotowując dla Was tekst o sylwetce podczas biegania z wózkiem rozwinęłam temat powrotu do biegania i ćwiczeń fizycznych wraz z zaprzyjaźnionym mi fizjoterapeutą, trenerem personalnym Konradem Sulikiem, który jest doświadczonym rehabilitantem prowadzącym od wielu lat swój własny gabinet rehabilitacji, pod nazwą Sport Medical Rehabilitacja, w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Trzy godzinna rozmowa o bieganiu, bieganiu z wózkiem, pozycji podczas biegania, ciąży, aktywności fizycznej i powrocie do niej po ciąży dała mi więcej niż nie jedna książka na ten temat. Zeszliśmy na temat aktywności po porodzie trochę przypadkiem. Jednak jest on zdecydowanie bardziej obszerniejszy niż się spodziewałam i zdecydowanie ważniejszy niż myślałam. Dlatego zdecydowałam, że zasługuje on na osobny post. Tak żeby wszystkie aktywne Panie zadbały o siebie i o swoje ciała po porodzie tak jak się powinno, a nie tak jak nam się wydaje!

 

DSC00410h

 

KIEDY możemy wrócić do aktywności fizycznej po porodzie ?

Temat rzeka i temat tak samo indywidualny jak każda ciąża. Jednak odważę się i spróbuję odpowiedzieć Wam na to pytanie.

Według Konrada, doświadczonego fizjoterapeuty, wszystko zależy od tego jak przebiegała ciąża, na ile byłyśmy aktywne fizycznie podczas ciąży i czy zakończyła się porodem naturalnym, czy cięciem cesarskim. Oczywiście na wygranej pozycji są Panie aktywne w czasie ciąży i po porodzie naturalnym, to właśnie one teoretycznie mogą najszybciej wracać do aktywności fizycznej. W zależności od porodu i przebiegu ciąży czas powrotu do aktywności może się wydłużać. Chwilę dłużej będą musiały zaczekać aktywne Panie po cesarce. Minimalny czas jaki daje się cieciom cesarskim to 6 tygodni. Jeszcze dłużej czekają te kobiety, którym matka natura sprawiła psikusa i nie mogły być aktywne podczas brzemiennych 9 miesięcy, a najdłużej te które które niestety część lub całą ciążę musiały przeleżeć.

No właśnie ale kiedy wiemy, że już nadszedł ten czas i możemy wracać do stałych ćwiczeń?

Nie wiem czy wiele z Was wie o tym, ale ja nie wiedziałam. Ponieważ jest to sprawa indywidualna, najlepiej udać się z nią do specjalisty, czyli do doświadczonego fizjoterapeuty.

Kluczowym elementem, żeby świadomie wrócić do formy sprzed ciąży, jest zrobienie tak zwanego badania funkcjonalnego. Polega ono na sprawdzeniu elastyczności mięśni i ruchomości stawów. Wbrew pozorom, takie badanie wykonywane jest przez fizjoterapeutę, a nie przez maszynę do czego może zmylić nazwa. Badanie to ma na celu sprawdzenie czy osoba jest już zdolna do podjęcia aktywności fizycznej czy nie i jeżeli jest to do jakiej formy.

Dodatkowo w przypadku Pań, które borykają się z takim problemem jak na przykład rozszczep mięśni brzucha, Pan fizjoterapeuta też może nam w tym pomóc. W takich przypadkach stosuje się Kinesio Taping, który zapobiega rozszerzaniu się mięśni i pomaga ściągnąć je ku sobie. Brzuch zostaje oklejony taśmami Kinesio Taping w taki sposób aby mięśnie się nie rozchodziły.

Ja osobiście do dziś wyczuwam małą dziurkę pomiędzy moimi mięśniami brzucha, o które nie zadbałam tak jak powinnam. Rozszczep mięśni można wyczuć, podczas leżenia na plecach ze spiętymi mięśniami brzucha, dosłownie nad samym pępkiem. Te z Was które mogą wyczuć delikatną przestrzeń pomiędzy swoimi mięśniami brzucha w pozycji opisanej powyżej, tak samo jak ja nie zadbały o ich stan wtedy kiedy trzeba było o nie dbać.

Podczas takiego badania fizjoterapeuta nie tylko sprawdzi czy możemy podejmować aktywność fizyczną, ale sprawdzi też do jakiej aktywności nasze mięśnie i stawy są gotowe. Nie każdy będzie mógł zacząć biegać od razu, niektóre z Was będą musiały poczekać na to chwilę dłużej. 

 

11002299_10203827668312546_556730493_o

 

JAK wrócić do aktywności fizycznej po porodzie? 

Zaczynamy od wyżej opisanego badania, a potem dostajemy wytyczne od czego zacząć. Bardzo dużo z nas, nawet nie wiedząc, zanim wróci do porządnych biegowych treningów, powinna najpierw wzmocnić swoje trochę zastane, wymęczone i szybko regenerujące się ciało.

Tutaj ważną role odgrywają ćwiczenia Core Stability i wszystkie inne które mają na celu wzmocnienie mięśni głębokich naszego ciała. Warto rozpocząć aktywność właśnie od ćwiczeń statycznych,potem tych angażujących całe ciało, aniżeli od wyjścia na bieganie. W przypadku biegania z wózkiem, trzeba chwilę odczekać i wspólnie z Konradem nie polecamy zaczynania przygody biegowej po ciąży od wózka biegowego. Nasze mięśnie powinny najpierw przyzwyczaić się do wysiłku bez dodatkowego obciążenia.

Dobry fizjoterapeuta podczas badanie przekaże Wam też wiedzę gdzie, kiedy i w jaki sposób zacząć swoją przygodę ze sportem na nowo. Więc tak na prawdę miłe Panie warto zrobić ten jeden krok, który nie tylko przyniesie milion korzyści, ale i pozwoli na świadomy powrót do treningów.

Przeciążenia, kontuzje, rozszczep mięśni są przykładami zaniedbania. Dlatego tak ważne jest skupienie się na tym co dla nas dobre. Pomimo, że jesteśmy tak fantastycznie skonstruowane i nasze organizmy naprawdę w niesamowicie szybkim tempie, próbują sobie poradzić ze zmianami które w nich zachodzą, to warto nie dodawać im kolejnych obciążeń.

W przypadku powrotu do aktywności fizycznej po porodzie nie warto się ścigać. Odłóżmy ściganie się na zawody. Nie licytujmy się, która ile musiała odczekać, która ile dni po porodzie zaczęła biegać. Tak samo jak indywidualna jest ciążą, tak samo indywidualny musi być powrót, po niej, do gry. Warto dać sobie czas. Dać swojemu ciału czas na regenerację , o której ja trochę zapomniałam. I pomimo, że nie mam żadnych uszczerbków na zdrowiu to teraz mądrzejsza o tą wiedzę zrobiłabym to trochę inaczej. Zadbałabym o siebie, o swoje stawy i mięśnie, zamiast narażać je na kolejne przeciążenia i zmiany. U mnie na szczęście skończyło się to dobrze, ale proponuję Wam być mądrzejszą niż ja, bo nie każda może być takim szczęściarzem. Weźcie w swoje ręce to jak zadbacie o swój powrót do aktywności po ciąży.

Robicie to dla siebie na przyszłość, na dłuższą metę, a to jeżeli chodzi o zdrowie, w życiu jest ważniejsze niż tu i teraz.

 

 

O.

 

Idzie wiosna, czyścimy ciało i ducha!

CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Idzie wiosna, czyścimy ciało i ducha!

Jak to jest, że kiedy nie ma czasu pomysły na nowe posty same roją się w głowie, a i wena do ich napisania jest nadzwyczaj aktywna. Teraz kiedy mam chwilę, słońce pięknie świeci mi przez okno, a widok na ośnieżony biały stok zawiesza wszystkie moje myśli i chciałabym się tylko tym widokiem delektować, to pomysły też gdzieś uleciały.

Herbatka ciepła w kubku paruję, a ja mam niespożytą energię by wziąć się za pracę i zacząć porządne porządki. I nie mówię tu tylko o mieszkaniu, w którym powoli wyrzucam wszystko z półek żeby przewertować, przesegregować, przejrzeć co ma sens bytu a co musi ujrzeć ciemne cztery ściany śmietnika. Już chce mi się wyjść z całodobowej pracy, wysprzątać mieszkanie tak żeby błyszczało i nagle było pełno miejsca. Oczyścić ciało i ducha, głowę z firmowych  Od poniedziałku jestem też na diecie oczyszczającej, tak zwanym poście który oryginalnie pochodzi od Dr. Dąbrowskiej i który ma na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zanieczyszczeń, który ma odbudować moją naturalną florę bakteryjną w jelitach, ma odbudować kosmki jelitowe i odświeżyć mój organizm.

Żeby w pełni oczyścić swój organizm od wszystkich chorób cywilizacyjnych, post powinien od trwać 6 tygodni. Żeby oczyścić zdrowy organizm w pełni powinniśmy przejść na dietę warzywno-owocową na 2 tygodnie. Natomiast minimalna ilość dni, która jest wystarczająca żeby taki post miał sens to 3 dni i ja zdecydowałam się właśnie na tą wersję. Dlaczego ?? Dlatego, że nic mi nie dolega, odżywiamy się zdrowo, bez cukru, odstawiliśmy nabiał krowi w 100%, spożywamy sporadycznie nabiał kozi, gluten też raczej jest nieobecny w naszej diecie, a pszenica nie gościła w naszej kuchni już od dobrych paru lat. Głównie jemy warzywa, strączki, kasze i ziarna, od czasu do czasu ryby, a i większość produktów jakie używamy w kuchni jest ekologiczna. Dlatego wybrałam krótką wersję postu i muszę powiedzieć, że dziś mija 4 dzień na warzywach i czuję się świetnie. Potrzebowałam tego, ba nawet bym powiedziała, że w miarę jedzenia apetyt rośnie i z chęcią pociągnęła bym dłużej tą warzywno-owocową „katorgę’, z czystej ciekawości jak funkcjonował by mój organizm po 2 tygodniach.

Co jest w niej trudnego ??

Hmmm… Niby nic. Pomimo że na co dzień głównie nasza dieta opiera się na warzywach, ale warzywa w bardzo okrojonej wersji i bez tłuszczy są małą udręką. Bez dobrej warzywnej zupy, zapasów dyni i marchewki które upieczone tylko z przyprawami są pycha nie umiała bym przeżyć. Najtrudniej było mi znaleźć sposób na śniadania. Sałatka tylko z rukoli i pomidorków jest dobra, ale nie codziennie i nie by mieć energie na cały dzień. Dlatego dopiero warzywna zupa uratowała moje poranki.

Co jest w niej fajnego?

Post Dr. Dąbrowskiej sprawia, że czujemy się nie tylko odświeżeni wewnętrznie, ale i umysłowo. Przez pierwsze dwa dni, czułam się źle, brakowało mi energii i bolała mnie głowa. Trzeciego dnia nagle odżyłam, i tak do końca postu czułam się coraz lepiej. Energia zaczęła mnie rozpierać, uśmiech pojawił się na twarzy i do dziś czuję się o niebo lepiej. Lekka, odświeżona, pełna energii i chętna do działania.

Kilku dniowy post jest super motywacją też do codziennych świeżo wyciskanych soków, które według mnie są najlepszym element tej diety. To z nich byłam najbardziej dumna. Codziennie rano kolorowe wielkie kubki pełne wartościowych składników, rozpoczynały mój dzień. Poza dietą częściej sięgamy po kubek kawy po śniadaniu, niż przepyszną bombę witaminową na śniadanie. A szkoda, bo taki kubek soku nie tylko prawie zastępuje nam śniadanie, ale i dostarcza mnóstwa energii na cały dzień.

Dlaczego warto ?

Oprócz prozdrowotnych atutów takiego kilku dniowego postu, jest cała masa innych pozytywów. Ja po 4 dniach diety warzywno-owocowej, czułam się nowo-narodzona. Czułam się lżejsza, oczyszczona wewnętrznie, pełna energii. Miałam siłę przenosić góry, chciałam posprzątać całe swoje życie. Zmotywowana do działania zaczęłam wiosenne porządki w domu, wyrzucając stare graty i niepotrzebne rzeczy.

Taki post to zastrzyk dobrej energii, motywacja do działania. Nie wiem na jak długo, ale mnie cały czas trzyma ! 🙂 Polecam wszystkim zmęczonym zimą i chętnym zrobić coś dla siebie i swojego organizmu!

 

DSC_0254.JPG

 

O.

 

 

 

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

Wszyscy teraz trenują, zdrowo się odżywiają. Każdy z innego powodu, jedni dlatego żeby schudnąć, drudzy dlatego żeby być zdrowym, trzeci bo im taki tryb życia po porostu bardziej odpowiada, jeszcze inni zarazili się od trenujących znajomych. Pytanie tylko kiedy takie życie staję się częścią nas? Przestaje być tylko wyborem a staje się codziennością, sposobem bez którego nie umiemy już żyć?

Po mojej 3 tygodniowej przerwie w regularnych treningach i tylko domowym jedzeniu, wiem że zdrowe i aktywne życia to cała JA ! Niejedna osoba rozleniwiłaby się po 24 godzinnej harówce, mówiąc że teraz potrzebuje chwili ciszy i spokoju dla siebie, chwili odpoczynku, a najlepiej urlopu. Niejedna osoba wybrałaby stołowanie się w restauracji, bo przecież nie trzeba gotować 3 obiadów, zdrowego dziecięcego dla Zosi, konkretniejszego dla Rafała i lżejszego dla siebie. Przecież nie trzeba myć garów i całej reszty kuchennych akcesoriów. Siadasz do stołu, zamawiasz i „voila” wszystko smaczne, doprawione i cieplutkie stoi przed twoja okropnie głodną osobą.

A ja ?? Zamiast się cieszyć z restauracyjnych obiadów, otwierając „Menu” już mam dość. Tydzień jedzenia poza domem, a ja świruję, wariuję, czekam na swoje sałatki, nowe przepisy, brudne gary i milion zapachów unoszących się po kuchni. Ja stołując się częściej niż kiedykolwiek, przez ostatnie trzy tygodnie w restauracji, mam ich serdecznie dość. I pomimo, że moje standardowe karciane wybory to zazwyczaj sałatka ze szpinaku z orzechami włoskimi, zupa z soczewicy, ekologiczny pstrąg z rusztu, orkiszowe pierogi z gęsiną, czy dziki ryż z warzywami to i tak czuję się jak jedna wielka chodząca zanieczyszczona bańka. Czuję się nieswojo w swojej skórze, tak jakby ktoś zabrał mi część mnie. I pomimo, że wszystkie wymienione wyżej potrawy są na prawdę smaczne i chyba najbardziej zdrowe z możliwych, to nie wiem czemu nie mogę doczekać się jutra, kiedy wrócę do swoich regularnych treningów, kiedy zacznę pić swoje świeżo wyciskane soki. I pomimo, że moje życie i tak było dosyć zdrową formą pracoholiczki, która przytłoczona tonami obowiązków i tak miała czas codziennie rano na pyszną owsiankę i świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Która miała czas na rzadsze, ale obecne treningi i która w tym całym pracowo-rodzinno -urodzinowo-chrzcinowym zamieszaniu nie zwariowała i się nie zaniedbała.

Po wielu lekturach  na temat zdrowego odżywiania, oczyszczania organizmu, detox-ów i innych cudów. Od jutra czeka mnie 5 dni roślinnego oczyszczania, pięć dni tak zwanego postu podczas którego mój organizm powinien zacząć odżywiać się endogennie, czyli wszystko co jest w nim niedobre zacznie być usuwane z organizmu. Pięć dni bez węglowodanów, bez tłuszczów, bez białek, bez roślin strączkowych i skrobi. Pięć dni podczas których będę jeść tylko warzywa i owoce, które nie posiadają zbyt dużej ilości cukrów, które mogą być tylko i wyłącznie spożywane w formie soków, na surowo w formie sałatek i surówek, gotowanych najlepiej na parze, lub pieczonych beztłuszczowo.

 

Dzisiaj wiem że zdrowy tryb życia i aktywność fizyczna to JA. To część mnie, a nie dodatek. To moja codzienność, a nie moje marzenie, czy obowiązek. Pewnie, że zaczynałam tak jak każdy. Pewnie, że było to dla mnie kiedyś wyborem, świadomą decyzją. Teraz jest to codziennością , bez której na dłuższą metę nie potrafię już funkcjonować. I pomimo, że czasami mam ochotę na ogromnego hamburgera i frytki, to wolę te swoje pieczone w piekarniku na przykład z batatów i tego ciecior-exa, w którym kotlet jest z ciecierzycy a nie  z mięsa wołowego. Słodkie czekoladki, czy ciastka z paczki nie są już dla mnie smaczne, nie istnieją w moim jadłospisie. Wolę swoje kulki „szczęścia”, moje ciasto raw bounty, czy marchewkowe i to nie dlatego że wiem że jest zdrowe. Zwyczajnie słodkie utwardzone tłuszcze roślinne mi już nie smakują, nie czuję się po nich dobrze i zamiast mnie uszczęśliwiać, odbierają siły. Nie mam ataków głodu na niezdrowe rzeczy, nie czuję że jest mi coś zakazywane, nie odmawiam sobie słodkości i nie czuję że czegoś mi brakuje. Zdrowe odżywianie tak samo jak regularny trening stało się moim życiem. Po kilku dniach bez biegania, pływania, jazdy na rowerze czy innych sezonowych aktywności roznosi mnie zła energia, która muszę spożytkować na treningu. Życie ze sportem jest fajniejsze, pełne energii i siły do działania. Zdrowe życie sprawia że mamy siłę przenosić góry!

Także jeżeli jeszcze nie spróbowaliście przerzucić się na zdrową i aktywną stronę życia, to czas najwyższy spróbować ! Otrzymacie w zamian niezastąpioną energię, szczęście i spełnienie bez których w życiu nie da się być szczęśliwym.

A więc do dzieła!

20160109_121455.jpg

 

O.

 

 

Moja wielozadaniowość się skończyła.

CODZIENNOŚĆ

Moja wielozadaniowość się skończyła.

Chciałabym walnąć wszystko usiąść, się rozpłakać i krzyknąć, że wszystko „Pier****”. Ale nie mogę, a jak, bo przecież jestem mamą, żoną i mam multum obowiązków którymi niestety nie można tak rzucić.

Moja wielozadaniowość się skończyła, nie potrafię pracować na 6 różnych etatach. Nie potrafię ogarniać 2 firm, pracować na stoku 6-7h dziennie, być pełnoetatową mamą kiedy tylko wracam do domu, prowadzić bloga i do tego jeszcze trenować. Wpadając do domu żeby pobyć ze swoją córką, odciążyć babcie która , telefon nie przestaje dzwonić od kolejnych zadań które mi się nawarstwiają, milion maili czeka na przeczytanie, zamówienia do zrealizowania, faktury do wypisania, rozliczenia do zrobienia. A przecież miałam siedzieć z dzieckiem i cieszyć się macierzyństwem, albo pójść pobiegać i napisać parę słów na blogu. I tak od dwóch tygodni. A w dni kiedy inni po ciężkiej pracy odpoczywają, ja pracuję tylko 14 h dziennie otwierając, siedząc cały dzień na grafiku i zamykając szkółkę.

Nie piszę tego by się wyżalić, nie piszę byście mnie pocieszali. Piszę, żebyście wiedzieli że u mnie nie zawsze jest tak pozytywnie i cudownie. Żebyście wiedzieli, że też miewam chwile zwątpienia, czuje się przytłoczona. Ale gdzieś wewnątrz odzywa się jakiś malutki głos który każe mi uciekać w sport zawsze wtedy kiedy życie zagania mnie w ślepy zaułek.

Buntowniczka pobiegła dzisiaj w las i biegła aż głowa przestała boleć, uśmiech pojawił się na buzi, a dziecko się wyspało. Po 2 tygodniach zrobiłam coś dla siebie, choć przez chwilę, choć przez tą prawie godzinę. I pomimo, że wolałam zrobić to w samotności, a telefon który dostałam od babci Zosi mówiący mi że mam ją wziąć bo jest zmęczona dolał oliwy do ognia. To zacisnęłam zęby ubrałam małą i poszłam z nią wydeptać wszystkie złości w błotne podłoże.

Dlatego nie zaniedbujmy się! Zróbmy coś dla siebie! Pozwólmy sobie mieć gorsze chwile, chwile zwątpienia i załamania. Nauczmy się w pełni akceptować te negatywne emocje, gorsze dni i złe samopoczucie. Takie podejście pozwoli nie tylko szybko zapomnieć o chwilach słabości, ale i dużo szybciej znajdziemy jakieś rozwiązanie.

 

InstaCollage_1455302489000.jpg

 

O.

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Czy warto biegać zimą? No i czy warto robić to z dzieckiem?

Poniedziałek rano budzę się niewyspana. Wczorajsze dwa kieliszki wina i integracja instruktorska nie dały się dobrze zregenerować. Wstaję więc od niechcenia bo życie mamy wzywa, wymyślając kolejne powody żeby tylko nie ubierać dzisiaj butów biegowych. Ale wiedziałam, że trening musi być więc na silę wcisnełam je na nogi, i wychodząc obiecywałam sobie chociaż te 8 km.

Pisałam już o tym jak się ubrać w zimie. POST

Pisałam też o najważniejszej rzeczy jaka się Wam przyda a mianowicie o porządnym śpiworku który ogrzeje Wasze maluchy kiedy minusy za drzwiami. POST

Dzisiaj moim przesłaniem jest Was zmotywować! Dzisiaj nie doradzam, a mam nadzieję że podniosę Wasze biegowe tyłki z kanapy i wygonię Was z ciepłego, przytulnego domu.

Już chyba wiadomo że KOCHAM ZIMĘ, ale pomimo tego, też nie zawsze mam motywację,  żeby wyjść na dwór i zrobić te parę kilometrów. W szczególności kiedy za oknem czeka na mnie mróz, pochmurne niebo i wiatr. Moją największą motywacją jest moja mała gwiazda, która zazwyczaj koło jedenastej trze już swoje oczy, a próby usypiania w łóżeczku,które odkąd większą część dnia spędzamy na dworze, kończą się totalną klapą. Wiem, że więcej energii będzie kosztowała mnie walka w domu, więc czasem nawet wtedy kiedy nie mam w planach biegowych kilometrów, często poranna drzemka małej Z kończy się właśnie tak.

20160118_112400

 

20160118_113912

20160118_112346

 

No dobra ale co nam daje to zimowe bieganie ? 

Po pierwsze i najważniejsze, łapiemy odporność i dotleniamy swoje zgrzane domowymi temperaturami organizmy. Wielu z nas potrzebuje porządnego „przewietrzenia głowy” w okresie kiedy słońce zachodzi kiedy jeszcze jesteśmy w pracy i wschodzi kiedy już musimy opuszczać nasz przytulny dom żeby zapracować na kolejne wakacje.

Nasze bąble łapią odporność! Hartujemy je, cokolwiek to znaczy. Wszyscy nie boją się pisać jak hartować dzieci i co im to daje. Ale nigdzie nie jest wytłumaczone na czym polega ten proces, poza tym że zwiększa się odporności naszego „zahartowanego” malucha . Jednak wiem że moja mała śpiąc tyle czasu na dworze, jedyny katar jaki łapie to tylko wtedy gdy płacze 🙂

Korzystamy z uroków zimy. Jako dzieci jak tylko spadł śnieg wychodziliśmy na dwór tarzać się w śniegu, robić „orzełki”, jeździć na sankach, lepić bałwany. Jako dorośli uciekamy przed spędzaniem czasu na śniegu, na dworze, no chyba że mówimy o wakacjach w górach na nartach. Bieganie zimą pozwala nam cieszyć się tą porą roku. Pozwala nam usłyszeć skrzypiący śnieg pod butami, wbiec w zaspę śniegu, poczuć mroźne powietrze na buzi, na dłużej niż droga do samochodu. No i nie ma chyba piękniejszej pory roku niż zima w słoneczne dni, kiedy dookoła jest wszędzie biało, a słońce grzeje nam nasz zmrożone buzie.

Dzieci spędzają więcej czasu na dworze. W zimie, nie ma co ukrywać, zazwyczaj z takimi maluchami jak nasza Zosia wychodzi się na spacery i tyle. Jednak kiedy jest -10 za oknem nie zawsze my potrafimy wytrzymać chodząc godzinę po dworze. Kiedy biegamy z wózkiem, nasz maluch ma niezłą dawkę świeżego powietrza, w szczególności kiedy planujemy dłuższe wybiegania, a my przy tym nie marzniemy! A, jeszcze lepiej, budujemy swoją formę na wiosnę !

Rozwój naszej formy i budowanie bazy to kolejny atut zimowego biegania. Dla nas jako dla biegaczy zimą robi się zazwyczaj bazę, czyli takie nasze fundamenty pod intensywniejszy trening na wiosnę. W tym czasie zmniejszamy intensywność, a zwiększamy objętość. Co prawda u mnie w ścisłym sezonie zimowym, kiedy stok i praca hulają na całego nie zawsze mamy czas na zwiększanie mocno objętości, ale już poza sezonem narciarskim zdecydowanie dostosowujemy się do tego typu treningów. Ja w zimę próbuję biegać co 2 dni, około 8-14 kilometrów. Chciałabym napisać  10-17 kilometrów, ale niestety czas i pogoda nie zawsze pozwala na takie długie treningi.

Miałam nie doradzać, ale to tylko taka mała rada. W zimie skupcie się na bieganiu na tętno, czyli sprawdzajcie i planujcie swoje treningi na podstawie tętna. Dlatego, że bieganie po śniegu często jest bardziej wymagające, niż bieganie po asfalcie. Tempo zimą może się różnić od tempa przy tym samy tętnie latem !

Ja dzięki Shock Absorber Polska w końcu mogę biegać z pulsometrem! Bo pasek ma wbudowany w staniku !

20160118_113833

No to jak mam jeszcze więcej pisać czy jutro zimowe bieganie należy do Was ??

 

 

O.