Tag: testy

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

POLECANE SPORT TESTY

NIKE VAPORFLY NEXT % – Czy te buty same biegają ?

Pewnie każdy choć raz słyszał o tych butach. Nike stworzył model o który nie tylko było głosno, ale który nie łatwy jest do zdobycia. Gdy tylko pokazuje sie na półkach w sklepie buty wyprzedają się jak świeże bułeczki. A wywadawło by się, że tak zaawansowany model, nie będzie smacznym kąskiem dla każdego.

Foto. Ola Graff Fotografia

No właśnie więc jak to jest z tymi VAPORFLY-ami NEXT %? Czy one same biegają ?

Zacznijmy może od początku. Co mają te buty w sobie czego nie mają inne modele?

Ano przede wszystkim węglową płytkę która umieszczona jest w podeszwie buta. Ta płytka sprawia, że but zaliczany jest obecnie do najbardziej dynamicznych butów na rynku. Płyta daje mocne wybicie i dynamikę, działa trochę na zasadzie sprężyny. Moje pierwsze odczucia biegania w nim mogłabym porównać do przyczepionych przepołowionych piłeczek tenisowych do podeszwy. Czuć niesamowitą sprężystość. Ale nie tylko płytka sprawia że but jest innowacyjny. Całość podeszwy oprócz płytki wykonana jest z pianki ZOOMX, bardzo lekkiej, bardzo miękkiej i z bardzo rezponsywnego materiału. Dlatego pomimo że but jest twardy, jeśli chcielibyśmy go zgiąć w pół jest to prawie niemożliwe bez uszkadzania podeszwy, a dokładniej płytki w niej zatopionej. To ten sam but zarazem jest też niesamowicie miękki, przez co jest bardzo wygodny i przyjemny do użytkowania. Poza tym cholewka i materiał VAPOURWEAVE z jakiej jest ona wykonana jest bardzo delikatny, cienki i lekki, co daje naszej stopie niesamowity komfort. But waży 174 g, i ma drop 8mm.

NIKE Vaporfly Next %

Ok, to wszystko dotyczy technicznych detali dotyczących tego modelu. Jednak po co nam ta technologia jeśli but nie byłby taki idealny do biegania?

VAPORFLY NEXT %, wizualnie.

Zanim jeszcze przejdę do ich właściwości treningowych to wspomnę tylko o ich wyglądzie. Przede wszystkim Vaporfly-e to bardzo futurystyczne buty. Zaczynając od ich podeszwy która ma swoje uzasadnienia w technologi, po całą cholewkę i kolorystykę kończąc. Każdy model VAPORFLY-i który wychodzi do sprzedaży ma inny kolor. Zatem możecie dokładnie wiedzieć kiedy ktoś zakupił swoje buty 🙂 Poza tym że wyglądają, tak jakbyśmy mogli na nich dosłownie odlecieć, to ich technologia na pewno wygrywa w mojej opinii nad ich designem 🙂

NIKE Vaporfly Next %

Moje pierwsze odczucia w VAPORFLY NEXT %.

Przede wszystkim wygoda. But wydaje się tak delikatny, miękki i dopasowany, że jest w nim na prawdę wygodnie. Jest leciutki, ma fajny język i wiązanie, którego się nie czuje. Super rozwiązany został też zapiętek, który jest typowym rozwiązaniem w NIKE-ach, ale który idealnie sie sprawdza w tym bucie przy tak delikatnej cholewce. Cholewka jest z przewiewnego materiału przypominającego folię. Pięta jest wzmocniona.

No ale co z moimi odczuciami biegowymi ?

Juz Wam piszę. Moje zupełnie pierwsze odczucie podczas biegu w tych butach można by porównać do biegania w butach do których mamy przyczepione na podeszwie przedzielone na pół piłki tenisowe. Buty są niesamowicie dynamiczne, oddają masę energii. Jest to model którego ja osobiście na prawdę nie umiem porównać do innego modelu buta. Połączenie płytki węglowej i bardzo responsywnej pianki ZOOMX, naprawdę udało się marce NIKE. Buty są twarde, a zarazem tak miękkie, że zachowują się trochę jak sprężyna. Buty jak na taki typowo uliczny model, mają minimalny, ale już większy niż ich poprzednik, bieżnik na przedniej części podeszwy po to aby w trudnych warunkach pogodowych zachowywały się dużo lepiej niż ich poprzednik vapourfly 4%. But dobrze zachowuję się na wilgotnym asfalcie, radzi sobie też na utwardzonym terenie leśnym.

Fot. Aleksandra Graff Photogrpahy

Ja osobiście w tym modelu nie przebiegałam za dużo, ponieważ wydają mi się dosyć delikatne dlatego zostawiam je sobie na bardzo trudne jednostki biegowe i na starty. Ale w ramach testów przebiegałam każdy trening, od dłuższego wybiegania w luźnym tempie, po biegi ciągłe, tempówki i przebieżki.

Na długich luźnych wybieganiach buty są dynamiczne i po prostu mega wygodne. (Moje wybiegania to tempo około 5:25-5:35 min/km)

Na biegach ciągłych (okolice 4:40-4:50) czuć już dużo większa dynamikę. Buty nadal pozostają super wygodne dla stopy. Noga nie męczy się, a ilośc pianki ZOOMX sprawia że lądowanie jest bardzo komfortowe dla stopy.

Tempówki i przebieżki. Tutaj zaczyna się dopiero prawdziwy potencjał tego buta. Im szybsze tempo tym bardziej dynamiczny staje się but, tym więcej energi oddaje nam podczas biegu.

Zatem schodzimy do pytania —–>

Czy NIKE VAPORFLY NEXT % SAME BIEGAJA?

Niestety musze Wam trochę ostudzić tą hipotezę, bo ŻADNE buty same nie biegają. Jeżeli biegacie 10 km w 55 minut to nie przebiegniecie w nich 10 km w 45 min. Jeżeli jednak biegacie 10 km w 40 min, to jest duże prawdopodobieństwo że przebiegniecie 10 km w 38+ min w tych butach. Jest w tym modelu coś, co na pewno pomoże Wam biegać szybciej niż dotychczas. Podstawą jest jednak Wasze przygotowanie.

Ten model butów biegowych wymusza szybsze bieganie na biegaczu. Są one tak dynamiczne i responsywne, że nogi same przyspieszają. Z mojego punktu widzenia, prawdziwy potencjał tych butów widzę dopiero przy prędkościach w granicach 4:00 min/km . Im szybciej biegamy tym więcej dają nam te buty. Wymuszają one szybsze bieganie, dużo szybciej przetacza się but po asfalcie. Jeśli chodzi o ich użytkowanie i ich moce biegowe to nie mam co do nich żadnych uwag. Jednak nie biegają same, a to biegacz biega i tylko od nas zależy czy wyciągniemy z nich potencjał czy nie.

Jedynym minusem VAPORFLY NEXT % to ich cena. Nie są to buty na każdą kieszeń, jeśli jednak ich cena nie zraża Was do zakupu, to szczerze polecam. Czy są warte swojej ceny ?? To zależy. Jeśli masz nie jeść przez półmiesiąca wartościowych obiadów, a w zamian zajadał się bułkami to raczej nie. Jesli ich zakup nie obciąża w ogóle twojego portfela, albo zamiant dwóch wyjść rodzinnych do knajpy możesz zafundować sobie takie buty to polecam.

Na pewno wyciągną one z Ciebie twój potencjał biegowy. Będą wymuszać szybsze bieganie i moga przyczynić się do nowych życiówek. Jednak pamiętaj że ten but jest szybki i najlepiej sprawdzi się u szybkich biegaczy. To właśnie oni wyciągną z niego wszystko to co w sobie skrywa.

Butki możecie kupić oczywiście na stronie mojego partnera Sklep Biegacza, jednak jest to bardzo chodliwy model który dostępny jest w ograniczonych ilościach. Dlatego najlepiej zapiszcie się do newslettera, i śledźcie ich profile w social mediach FACEBOOK & INSTAGRAM jeśli chcecie upolować swoją parę !

Mam nadzieję, że pomogłam i rozwiałam troszkę mistyczność tego modelu ! Do przeczytania !

Ola – Bio Mama.

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

BIEGANIE POLECANE TESTY TRIATHLON

TESTY męskiego modelu Brooks Launch 7- startówki czy treningówki ?

Tym razem to Rafał testował buty. Od zawsze chciałam żeby od czasu do czasu pojawiały się tu też tematy męskie, lub bardziej uniwersalne i tym razem się udało.

Na tapetę wjechały biegowe buty marki Brooks, model Launch 7. Model który szczyci się tym, że jest lekki i dynamiczny, a przy tym posiada dobrą amortyzację. Co w przypadku faceta o wzroście 191 cm i wadze 80 kilo, do długich treningów jest niezbędne.

Brooks Launch 7 treningówka czy startówka?

Przygotowując się w tym sezonie do długiego dystansu w triathlonie poszukiwałem butów które będą umożliwiały mi zrealizowanie długich wybiegań z mocniejszymi akcentami. Przede wszystkim w komforcie dla moich stóp. Marka Brooks poleciła mi właśnie ten model do tego typu treningów.  Z opisów i recenzji w internecie można przeczytać, że to but dynamiczny, lekki a więc szybki, ale z dobrą amortyzacją potrzebną na długich wybieganiach. I wszystko okazało się prawdą…ale

nie od pierwszego biegania.

OPIS BUTA:
Cholewka Brooks Launch 7 w porównaniu do poprzednich modeli wykonana jest z jednowarstwowej siateczki, która daje doskonałą cyrkulację powietrza.

Poza tym model ten posiada stabilny zapiętek wewnętrzny wykończony miękkim kołnierzem z pianki, który ma za zadanie podnieść komfort noszenia. 

Powierzchnia Brooks Launch 7 składa się z najlżejszych materiałów. 
Podeszwa środkowa wykonana z BioMoGo DNA, daje sprężystą długotrwałą amortyzację, zwiększona w śródstopiu została zaprojektowana tak, aby zapewnić techniczne wsparcie, bez obciążania wagi buta. 

Podeszwa zewnętrzna posiada specjalne strefy zgięcia, umożliwiające płynne przetaczanie, stworzona na twarde nawierzchnie. 

Brooks Launch 7 jest lekki, waży tylko 255 gram. 

Przeznaczony jest dla osób ze stopą neutralną. Posiada 10 mm drop.

Marka Brooks udostępniłam mi ten model w czasie kwarantanny, dlatego nie mogłem przetestować go od razu na dworze. Pierwsze bieganie w Launch-ach zrobiłem, właśnie ze względu na kwarantannę, na bieżni mechanicznej w domu. Matka natura obdarzyła mnie dużą stopą, nie zawsze zatem udaje mi się dobrać buty bez mierzenia, pomimo że zawsze kupuje je z wkładką o tej samej długości. Z tym modelem było podobnie, po założeniu pierwsze moje odczucie to „Przydałby się większy rozmiar.” Po przeanalizowaniu jednak długości wkładki do stopy i miejscu jakie wbrew pozorom miałem na przedzie buta, zdecydowałem się zatrzymać ten model. Jak się okazało był to dobry wybór.

miłość nie od pierwszego wejrzenia.

Z kilometra na kilometr było coraz lepiej, a stopa po prostu potrzebowała czasu na ułożenie się w bucie. Po pierwszym treningu [prawie 20 kilometrów z zadaniami] odczuwałem lekkie odparzenia na stopach [używałem tych samych co zawsze, sprawdzonych skarpet], jednak przy kolejnych treningach już tego nie było. Tak jakby but, a z nim materiał i wkładka się ułożyły i dyskomfort znikł. Myślę, że pierwsze odczucia mogły być związane z tym, że but był nowy lub kwestia tego że wykonałem w nich pierwszy mocny treningu i w dodatku na bieżni mechanicznej.

BIEGANIE NA DWORZE W MODELU BRooks Launch 7.

Co innego wydarzyło się kiedy po raz pierwszy wyszedłem na dwór. Pierwsze treningi na zewnątrz utwierdziły mnie w przekonaniu, że to będą super buty do dłuższych wybiegań. Dzięki bezszwowej konstrukcji nie doświadczyłem żadnego dyskomfortu, oprócz wspomnianego pierwszego treningu, żadnego otarcia, szczególnie w przedniej części buta.  Jest to ważne, ponieważ sporo treningów wykonuję w pofałdowanym terenie, a w czasie zbiegów w innych butach, odczuwałem dyskomfort stopy po dłuższych jednostkach.

Zapiętek jest wysoki i dość sztywny, na pierwszy rzut oka wydaje się nawet za sztywny, z dużą ilością gąbki. Na początku, zanim but się nie ułożył, wydawało mi się, że może przez niego zrobić się jakieś otarcie, ale po dłuższym użytkowaniu stwierdzam, ze to duży plus. Dobrze trzyma stopę, nawet w trudnym, nierównym terenie w którym często biegam.

Czy BROOKS LAUNCH 7 to STARTÓWKA CZY TRENINGÓWKA ?

Jestem przyzwyczajony do biegania na zawodach w twardych sztywnych modelach. Biegam ze śródstopia zatem amortyzacja podczas zawodów nie jest najważniejszym aspektem, w porównaniu do dynamiki. Brooks Launch 7 to idealny model na długie treningi z zadaniami. Jest lekki, ma dobrą amortyzację i jest dynamiczny. Nie jest to natomiast model który pasował by mi na starty. Zdecydowanie super się biega w nim treningowo. Zreszta jest to nowy model moich starych treningowych butów. Zatem do Brooks-ów jako marki nie od teraz jestem przekonany. Brooks Launch 7 to but z przyzwoitą amortyzacją, nie jest jednak ciężkim, topornym butem z wysoką amortyzacją, który sprawdzi się tylko i wyłącznie na długich luźnych wybieganiach.  Można by powiedzieć, że to taki but dla biegaczy którzy lubią czuć dynamikę, ale w tyle głowy chcieliby też zadbać o trochę większy komfort stóp podczas długich treningów. Ponieważ moje obecne treningi, są dosyć duże objętościowo ten model bardzo dobrze się sprawdza do tego typu treningów. Biegam również w terenie zalesionym, czy po szutrze i wbrew pozorom kiedy jest sucho buty całkiem dobrze radzą sobie nawet i tam. W szczególności przypasował mi sztywny zapiętek, który dobrze trzyma stopę podczas zbiegów.

WIZUALNIE.

Ja co prawda nie kupuję butów, tym bardziej biegowych oczami. Raczej jestem pragmatyczny i szukam takich modeli, które spełniają moje oczekiwania w kwestiach technicznych, a ich wizualny aspekt nie jest dla mnie kluczowy. Brooks jako marka ceni sobie prostotę i taki właśnie jest ten model – bardzo uniwersalny. Mój model to model grafitowy/czarny, czyli można by powiedzieć taki klasyk. Klasyk ten jednak jest przełamany fajnym jaskrawym logiem, dzięki czemu buty są też lepiej widoczne. Ciemne modele zdecydowanie przemawiają do mnie, kiedy chodzi o bieganie w terenie. Poza tym Brooks nie jest marką, która posiada w swojej ofercie wymyślone kosmiczne modele. Raczej jest to marka gdzie króluje prostota i klasyka i taki właśnie jest ten model. Dla tych co preferują kolorowe buty Model Launch 7 jest dostępny także w kolorze czerwonym z niebieskim logiem.

Podsumowując…

Plusy:

  • Bezszwowa konstrukcja sprawia, że jest na prawdę wygodny
  • Nieprzesadzona amortyzacja
  • Fajna dynamika
  • Poprawnie radzi sobie w terenie

MINUSY:

  • Nieagresywny bieżnik sprawia, że słabo sobie radzi w terenie gdy jest mokro

Czy polecam ? 

Jeśli ktoś tak jak ja potrzebuje buta, który jest takim idealnym kompromisem pomiędzy amortyzacją, a dynamiką, to to jest właśnie ten model. Zdecydowanie zakwalifikowałbym go do butów treningowych, wiem jednak że sporo jest biegaczy którzy potrzebują większego komfortu nawet na zawodach i używaliby go również tam. Jest to też przede wszystkim model w przystępnej cenie, jak na swoje technologiczne zaawansowanie. Klasyczny,  Jest to uniwersalny model, który poniekąd dostosuje się do Waszych potrzeb i umiejętności.

Rafał i Ola.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach i postaramy się na nie odpowiedzieć jak najszybciej.

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

BIEGANIE POLECANE TESTY

Bieżnia mechaniczna – na co zwrócić uwagę przy wyborze i dlaczego warto kupić bieżnię ? (treningi w czasach pandemii)

Sport w czasach PANDEMII, chyba raczej tak powinnam zatytuować ten wpis. Wiem, że ostatnio bieżnia mechaniczna to temat tabu u sportowców amatorów i pro, chociaż Ci drudzy w większości od dawna są już jej posiadaczami.

Skoro obostrzenia brzmią coraz bardziej niejasno i coraz bardziej restrykcyjnie. Nie wiemy czy biegać, czy nie. Czy wychylać nosa, dokąd najdalej możemy i na ile faktycznie jest to niebezpieczne dla naszego zdrowia ( mówię tu o możliwości zarażenia się wirusem podczas treningu ). Są Ci którzy mimo wszystko będą tupać nogą i próbować do końca postawić na swoje. Są tez tacy którzy akceptują sytuację i szukają z niej jakiegoś wyjścia i Ci piszą do mnie w wiadomościach pytania o bieżnię.

Bieżnia u nas była na tapecie od 2 lat. Głównie chcieliśmy ją zakupić, bo w zimę bardzo cieżko u nas z treningami biegowymi, taką mamy sezonową prace i zima to szczyt naszego sezonu. Możemy biegać albo o świcie albo bardzo późno wieczorem, co w moim przypadku jest niemożliwe bo nie biegam nocą po lasach 🙁 Jednak zawsze podchodziliśmy troszkę sceptycznie do treningów na niej, no i jak u wszystkich zawsze były „lepsze” wydatki. Kiedy zamknęli granice, a my wracaliśmy do kraju ostatnim rejsowym samolotem, prawie uciekając z Cypru zanim PANDEMIA zacznie się na dobre. Wiedzieliśmy, że będziemy na obowiązkowej 14 dniowej kwarantannie. Wracając po ponad 2 tygodniach mocnych treningów na Cyprze na obozach, głównie rowerowych, było nam bardzo szkoda formy i pracy, żeby zaprzestać bieganiu zupełnie na 2 tygodnie. Zaczęły się rozmowy o bieżni, takie na poważnie.

NO I STAŁO SIĘ… Przylecieliśmy w weekend a w środę bieżnia była już u nas w domu. Niemniej jednak zanim trafiła do nas, mój Rafał przeczytał chyba wszystkie dostępne artykuły dotyczące jej wyboru, rozmawiał z każdym kto jest w posiadaniu bieżni i to jemu możecie podziękować za powstanie tego tekstu. Ja tylko korzystam on ma wiedzę i chce się z Wami nią podzielić.

Szczególne podziękowania tu dla dwójki krasnoludków, którzy tą bieżnię przywieźli nam pod drzwi prosto z Warszawy wiedząc, że nawet nie napiją się z nami kawy i nie wejdą na minutkę do środka. Jak się okazuje bieżnie chociażby te z decathlonu, są dostarczane przez kuriera, ale niestety kurierzy tych produktów nie dostarczają do drzwi tylko trzeba odbierać je z magazynów ( są za ciężkie). Trzeba więc po nie podjechać autem nie do sklepu, ale do magazynu regionalnego dla kurierów, pomimo, że na stronie napisane jest dostawa kurierem.
Naszych dwóch krasnalów odebrało dla nas tą bieżnię i przywiozło do domu. 
Tacy prawdziwi pomocnicy ludzi w potrzebie, trenujący oczywiście i czujący klimat <3
DZIĘKUJEMY ! ! !

 

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGE PRZY WYBOŻE BIEŻNI: 

  • Przede wszystkim na dużą moc silnika. Zakładam, że większa ilość osób które to czytają to aktywni biegacze lub triathloniści, zatem nie jesteście osobami które uprawiają jogging, a chcecie bieżnie wykorzystać do wykonywania wszystkich jednostek treningowych. My mamy  moc 2 KM, która jest wystarczająca dla większości amatorów, szybko zmienia tempo i nachylenie.
  • Prędkość powyżej 20 km/h. Jeżeli chcecie robić treningi interwałowe i móc robić na nich przebieżki to większość z Was pewnie osiąga taką prędkość podczas interwałów. Ważne jest żeby bieżnia miała prędkość troszkę większą niż wasze planowane tempo interwałów. Żeby nie zajechać bieżni, nie powinniśmy biegać z maksymalna prędkością długich odcinków, musi być spory zapas.
  • Duży pas po którym biegamy.  Tak na prawdę im dłuższy pas, tym bardziej komfortowo się biega. Przy moim wzroście, lub kobiecych gabarytach może to nie być aż tak istotne, ale przy wzroście mojego Rafała 192 cm, już tak. Na mniejszym pasie, możecie mieć wrażenie, że zaraz Wam się pas skończy i spadniecie, przez co będziecie czuli dyskomfort przy bieganiu. Nasz pas jest długości 150 cm i ma szerokość 51 cm, jest to raczej jeden z większych pasów dostępnych na rynku, równocześnie daje duży komfortowy biegu. Nawet mój Rafał z noga o długości ponad metra biega w komforcie.
  • Czy bieżnia ma ograniczenia godzinowe jeśli chodzi o jej pracę. Niektóre bieżnie na prywatne potrzeby mają napisane w opisie że nie powinny być używane więcej niż np 8h/tygodniowo. Warto na to zwrócić uwagę gdyż przy ewentualnych defektach, lub chęci skorzystania z gwarancji, możecie jej nie mieć po prostu uznanej, lub bieżnia szybko się zużyje.

NASZA BIEŻNIA:

Nasza bieżnia to bieżnia z DECATHLONU, marki DOMYOS INTENSE RUN  —-> PODRZUCAM WAM LINKA DO NIEJ JEŚLI CHCECIE ZOBACZYĆ WSZYSTKIE JEJ SPECYFIKACJE.

 

Poniżej jednak skrócę jej zalety i wymienię ewentualne wady: 

DOMYOS INTENSE RUN ZALETY:

  • Gwarancja i bezsporne korzystanie z tej gwarancji
  • Bieżnia jest składana więc po każdy treningu można ją złożyć i zajmuje połowę miejsca.
  • Duży PAS biegowy, dobry silnik i duża prędkość do 22 km/h (tempo 3.00 min/km to 20 km/h) Przyjmuje się, że biegiem ciągłym można biec około 2 km/h mniej niż prędkość maksymalna. Zatem nasza bieżnia posłuży każdemu kto chce biegać nawet biegiem ciągłym na 3:00 min/km .
  • Łatwy w obsłudze panel, duże widoczne cyfry i wszystko to co powinno być na widoku: czas, dystans, prędkość, spalone kcal.
  • Bieżnia jest na stronie Decathlonu z kategoryzowana jako do intensywnego użytkowania.
  • Można ją dosyć łatwo przesuwać dzięki rolkom zamontowanym na dole.
  • Posiada pasek piersiowy do HR.
  • Decathlon mówi że bieżnia jest cicha. My niestety nie mamy porównania do innych bieżni. Mieszkamy w domu i na dole bieżni w ogóle nie słychać. Ale to są bardzo subiektywne opinie.
  • Wentylator całkiem fajnie działający, ma 3 stopniową regulację i na najmocniejszej na prawdę fajnie działa, chłodzi. Powietrze jest zimne, ale wieję troszkę na klatkę i gardło i czasami robi się nawet za zimno.
  • Wbudowane głośniki które dedykowanym kablem możecie podłączyć do telefonu lub tabletu. Macie też dedykowany stojak na tablet telefon na pulpice co jest fajnym gadżetem.
  • Dwa miejsca na bidon i ewentualne żele i inne przybory.
  • Komunikację BLUETOOTH, ale tylko do dedykowanej aplikacji DOMYOS. Jeśli jednak ściągniecie sobie ta aplikację to możecie kontrolować prędkość i nachylenie przez nią. Ponadto jest dużo fajnych programów treningowych dla początkujących.
  • Bezprzewodowy PILOT na bluetootha, który pozwala regulować prędkość (co 1 km/h) i nachylenie ( co 1%) ułatwiając szybką zmianę prędkości i nachylenia podczas interwałówbez dotykania wyświetlacza. WIELKI PLUS I POMOCNIK.
  • Szybka zmiana tempa, bez problemu można wykonać np 15-20 sekundowe przyspieszenia, ze zmianą prędkości o nawet 10 km/h .
  • Jest stabilna, ale jest też dość lekką bieżnią. W porównaniu do komercyjnych bieżni w klubach, jest mniej stabilna, ale tamte ważą ponad 200 kilo i bardzo ciężko jest je złożyć samemu w domu. Przy wysokich prędkościach, wadze i gabarytach Rafała bieżnia troszkę się rusza. Przy moich gabarytach i prędkościach z jakich ja korzystam bieżnia wydaje się bardzo stabilna.

WADY:

  • Nie stwierdzono 🙂 Pewnie jesteśmy tak szczęśliwi że możemy robić treningi biegowe będąc zamknięci w domu, więc wady wyjdą dopiero po zakończonej pandemii.

 

Ok no dobra, skoro temat jest mocno na topie to może napiszemy też jakie są w ogóle plusy biegania na bieżni mechanicznej. Bo skoro nie możemy teraz biegać na dworze to trzeba znaleźć plusy biegania w środku.

 

Zalety biegania na bieżni mechanicznej :

  • Bieganie w każdą pogodę! Nie ma wymówek „wieczorem, psy, gwałciciele, dzikie zwierzęta ” jak to mój Rafał napisał, czy inne dziwadła.
  • Dokładna kontrola tempa oraz kadencji (bieżnie pokazują km/h i musimy się nauczyć przeliczać jakim tempem biegamy. Zwift (darmowy dla biegaczy) pokazuje tempo, prędkość w km/h, tętno, dystans, kadencję, więc można biegać ze zwiftem włączony na tablecie lub komputerze obok, tak aby monitorować chociażby tempo biegu.
  • Łatwiej wykonać zakładki-szybciej przechodzimy z roweru na bieg. Możemy łatwo wykonywać treningi zakładkowe łączone: rower-bieg-rower lub bieg-rower itd
  • Nauka jedzenia i picia w czasie treningu (łatwiej jest pić i jeść w czasie treningów na bieżni, przyzwyczajać układ trawienia na długie dystanse (Rafał nie byłem przyzwyczajony do picia i jedzenia w czasie treningów biegowych, zresztą ja też, i teraz wykorzystujemy bieżnię do tego i czuje ze z treningu na trening lepiej mi się biega z pełnym żołądkiem)

MINUSY:

  • Ja nie mam czujnika biegania na buta i niestety zegarek bardzo przekłamuje mi dane tempa biegu. Mam jednak tabelkę z przeliczeniem prędkości na tempo i wszystkie treningi rozpisuję sobie w zakresach km/h wtedy wiem jakich wartości się trzymać.
  • Nie wychodzimy z domu, nie dotleniamy się. Jednak w obecnych czasach pandemii nie wiadomo czy to minus czy plus 😉

TRICKI I TRICZKI ŻEBY WAM SIĘ DOBRZE BIEGAŁO:

  • Trzeba pamiętać o otwieraniu okien, żeby zmniejszyć do minimum stężenie dwutlenku węgla w pokoju i pamiętać o wentylatorze. My mamy na pilota duży wentylator i możemy go włączać po rozgrzewce i wyłączać przy schłodzeniu na koniec treningu żeby się nie wychładzać.
  • Bez problemu, co ciekawe, można wykonać treningi typu podbiegi i przebieżki. Zanim wykonamy mocne, szybkie treningi koniecznie zrób kilka łatwych biegów żeby zobaczyć jak reaguje bieżnia oraz twój błędnik. Zakończ każdy trening wolnym biegiem i marszem. Po zejściu z bieżni z wysokiej prędkości błędnik czasami wariuje.
  • W czasie treningu mocniej się pocimy—> wygodnym sposobem jest buff na czoło albo w pogotowiu ręcznik.
  • Na bieżni biega się trochę łatwiej ( nie mi 😉 ) niż na zewnątrz, aby wyrównać te różnice ustawiamy nachylenie pasa bieżni na 1%. Większość bieżni mechanicznych ma bardzo dobra amortyzację-przez to mniej kontuzji.
  • Zwift w wersji biegowej —> Co potrzebne ? Komputer lub tablet z zainstalowana aplikacją zwift, RunPod czyli czujnik kadencji zakładany na buta (decathlon, garmin, adidac itp) czujnik tętna, i czujnik ANT+ do komputera. Wersja biegowa Zwift jest narazie bezpłatna, nie ma potrzeby podpinam karty kredytowej. W aplikacji oprócz naszego awatara który gdzieś sobie biegnie wśród innych biegaczy oraz kolarzy widzimy dokładnie wszystkie parametry (tempo, prędkość, tętno, kadencję, czas treningu, dystans) są w aplikacji gotowe plany treningowe z których możemy kozystac. Jest sporo tras do wyboru:watopia,richmond,londyn czy Nowy Jork która po synchronizacji aplikacji ze strava i garminem umożliwia przesłanie aktywności do tych platform.
  • Ponadto jak można sobie umilić fajnie czas biegając. Po pierwsze filmy na tablecie, netflix-ie podpiętym bezpośrednio pod głośniki z bieżni, lub podcasty.
  • Fajnie tez ustawić sobie bieżnie z widokiem na ….. coś co lubicie 🙂 my mamy ustawioną ją pod oknem skierowaną centralnie na nasz przydomowy lasek, czyli biegamy prawie jak na dworze ! 🙂
  • My ten model sami wnieśliśmy na piętro u ans w domu, nie wspomnę, że prawie zginęłam przy tym śmiercią tragiczna, a bieżnie rozwaliłaby schody, ale udało nam się. Waży ponad 100 kilo więc warto mieć dwie w miarę silne ( albo jedną bardzo silną i jedną przeciętną jak u nas ;p ) osoby żeby taką bieżnię złożyć. Polecam nie rozśmieszanie osób noszących bieżnie po schodach 🙂
  • Bieżnie oczywiście trzeba złożyć samemu w domu nam to zajęło niecałą godzinkę, instrukcja była czytelna, może nie IKEA, ale wszystko było jasne.

Tak ogólnie pisząc czy warto. Każda moja myśl mówi TAK !

Jestem zwolenniczką biegania na dworze, biegam w każdych temperaturach, uwielbiam mróz, gorzej znoszę ciepło. Nienawidzę trenowania w domu, ale są dni, momenty w życiu kiedy po prostu wyjście na dwór jest niemożliwe. Np trening z dzieckiem w domu, bieganie późnym wieczorem u nas na wsi, lub pandemia która zamyka nas w domach na kilka tygodni, a może nawet i miesięcy.

Bieżnia jest super sposobem na trenowanie zawsze i bez wymówek, nie wiem na ile będziemy ją używać kiedy życie wróci do normy, ale wiem że nie będzie już szukania wymówek żeby na trening biegowy nie wyjść.

W obecnej sytuacji jak nie musimy nie wychodzimy i praktycznie od 3 tygodni biegamy tylko na bieżni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej którą kupiliśmy i nie przeszło mi ani razu przez myśl żeby zrezygnować z treningu biegowego w tym czasie, pod pretekstem że bieżnia jest „nudna”.

 

POLECAMY KAŻDEMU.

DZIECIAKI TEŻ JĄ UWIELBIAJĄ <3

Wielkie podziękowania dla mojego Rafała, bez którego wiedzy ten tekst by nie powstał ! Dziękuje ! <3
On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH

BIEGANIE POLECANE TESTY

On Running Polska, czyli dlaczego biegam w CHMURACH <3 <3

Co prawda w powietrzy wisi dla Was kolejna realcja z tri, ale do tego postu zabieram się od miesięcy. Podróże, wyjazdy, starty, dzieci ( ha ha ha) nie pomagają w byciu konsekwentnym i systematycznym. Ale skoro juz usiadłam i jestem chce się z Wami podzielić moim bieganiem w chmurach, czyli butach marki On Running, z którą nie rozstaje się od zeszłego roku.

 

Z góry powiem, że wszystkie dane co do butów, oczywiście ściągnęłam z ich strony. Ponadto nie jestem podążającą za nowymi trendami buto-holiczką, więc nie powiem Wam co siedzi w trawie u konkurencji i czy można te buty porównać do modeli innych firm. Wiem natomiast, że kilka lat przebiegałam w butach różnych firm, zaczynając standardowo od New Balance-ów, przez triathlonowe Asics-y TRI NOOSA, kończąc na On-ach właśnie, do których czuję bezgraniczną miłość.

 

1. On Running – model CLOUDFLOW

( czyli moja pierwsza styczność z chmurami 🙂

 

Te buty wpadły po raz pierwszy w moje ręce podczas expo, na starcie w Super League Triathlon Poznań. Pamiętam jak pierwsze myśli przykuła cena która nie należy do najniższych, sceptycznie podeszłam więc do butów. Na szczęście tylko do momentu, kiedy znalazły się one na moich nogach.

Pierwsze wrażenie ? WOW tych butów się w ogólne nie czuje, miałam wrażenie jakbym miała tylko skarpetkę na sobie. Były mega wygodne, kolorowe i to wystarczyło żebym się zakochała. Ponadto co Szwajcarzy robią źle, zaryzykowałam, że buty wypróbuję. Wtedy obowiązywała promocja, że możesz testować buty przez 14 dni i jeżeli jesteś niezadowolony z nich to możesz testowany model odesłać.

BIORE !

Pan który owe buty zachwalał, nawet namawiał mnie do startu w nich następnego dnia, argumentując że są tak wygodne i tak boskie, że nie będę narzekać. Pana nie posłuchałam,potruchtałam tylko podczas rozgrzewki w nowych butach, ale jak tylko po zawodach wróciłam do domu marzyłam o treningu biegowym.

DYNAMIKA, LEKKOŚĆ, WYGODA to chyba 3 cechy których nie da się odebrać temu modelowi. Jest on dynamiczny, ale jeszcze dosyć miękki, jak na but startowy, startowo-treningowy. Bardzo ładnie oddaje podczas biegu, ale nie męczy stopy twardością. Nadaje się idealnie jako jedyny but do triathlonu. Ponadto but jest tak wygodny, że nie męczy w żadnych ale to żadnym miejscu stopy. W środku materiał jest niesamowicie delikatny, można by go porównać do satynowej sukienki albo kaszmirowego sweterka, Panie wiedzą o co chodzi, a Panowie mogą taką sukienkę, albo sweterek na chwilę od Pań pożyczyć ;p No albo kupić ON-y i sprawdzić jakie to uczucie 🙂

Taki materiał daje niesamowity komfort jeśli chodzi o bieganie, but wykończony w środku jest bezszwowo, albo tych szwów po prostu w ogóle nie czuć. Ponadto jest niesamowicie lekki, a co za tym ponownie idzie to komfort biegu.

Przy moich gabarytach 175 cm i 57 kilo żywej wagi, buty nadają się jako buty treningowe i startowe. Podeszwa nie jest jakoś u mnie nadmiernie zniszczona po roku używania. W przypadku większych, cięższych i wyższych osób but może być stosunkowo za delikatny jako but treningowy. Mojemu Rafałowi model się nie sprawdził jako but treningowy, bo zużywał się zbyt szybko ( chłopak ma tylko 191 cm, i waży 84 kilo) i zamienił go na model CLOUDSWIFT, który jest bardziej wytrzymały z większą amortyzacją i przy jego wadze sprawdza się idealnie treningowo. Ponadto startuje w nich więc też, nadaje się na buta startowego na dłuższe dystanse typu 1/2 IM.

 

PARAMETRY: 
*lekki but treningowy na dystanse do maratonu
*profil biegacza: jako but treningowy - waga do 75 kg, jako but startowy - waga powyżej 75 kg, krok neutralny
*płynne i dynamiczne przetoczenie, dynamiczna amortyzacja
*drop: 6 mm
*waga: W 190 g – M 230 g

 

Cloudflow mają jeden malutki minus. Przez ich delikatność i niesamowicie wygodny materiał, dosyć szybko ścierają się zapiętki wewnątrz buta. Jest to mankament wizualny, który nie przeszkadza w żaden sposób w ich użytkowaniu.

Ah i zapomniałabym przez innowacyjną podeszwę, zdarza się, że w lesie wpadnie Wam i zaklinuje się kamyk, albo szyszka między poduszki powietrzne. Nie uszkadza to w żaden sposób butów, po prostu trzeba się schylić i to wyciągnąć, albo biec dalej jak są to zawody 😉

Ja od roku biegam tylko w tych butach, biegam w nich na zawodach, na wszystkich treningach. Buty nawet radziły sobie jako tako w zimowych warunkach i górach. Biegam w nich na szutrze, leśnych ścieżkach, ale głównie po asfalcie. Są dynamiczne, szybkie, bardzo ładnie oddają i przede wszystkim lekkie i wygodne !

SZCZERZE POLECAM !

2. CLoUDVENTURE – czyli coś dla górskich biegaczy. 

 

Cloudventure, to trailowo-treningowy model marki On Running.

Ten model testowałam zimą, głównie w terenie. Niewiele w nim biegałam, bo odkąd go mam zima szybko się skończyła, a na wyjazdy nie miałam możliwości zawsze brać kilku par butów.

Cenie w nim lekkość, którą ma każdy but marki On Running. ten model ma też inna podeszwę, dzięki czemu problemu z cloudflow, typu wchodzące szyszki i kamyczki nie mają tu miejsca.

But sprawdzał się bardzo dobrze w zimowych warunkach, gdzie całe ścieżki były pokryte śniegiem, a gdzie nie gdzie nawet lodem. Miał zaskakująco dobra przyczepność w takich warunkach, tylko kilka razy podczas długiego wybiegania straciłam przyczepność, a warunki w Pieninach były iście zimowe. Ma on tez więcej miejsca w środku mniej przylega do stopy, ale nie sprawia, że stopa rusza się w środku.

Cloudventure wzięłam też ze soba w Alpy, tam w górskim terenie na luźnych ścieżkach but trzymał się równie fajnie podłoża. Dobiegi po asfalcie do trailowych ścieżek też nie były dla niego problemem, czy dyskomfortem dla mnie. Jest on nadal bardzo wygodny, lekki, tym bardziej jeśli mówimy tu o bucie górskim. Nie jest na GORE-tex-ie jak słynne Salomony, ale mi na trasach do 15 kilometrów nie przemókł ani razy na śniegu. Jest dosyć cienki więc w zimę, warto zainwestować w grubszą, cieplejszą skarpetkę.

Ponownie materiał jest niesamowicie wygodny, a but niesamowicie lekki jak na but trailowy.

 

PARAMETRY: 
*komfortowy, świetnie amortyzowany, idealny na długie dystanse
*ochronę przed ostrymi elementami podłoża
*nowatorska podeszwa Missiongrip - doskonała przyczepność na zbiegach i podbiegach oraz na każdej nawierzchni - utwardzonej, luźnej oraz zmrożonej
*duża przestrzeń wewnątrz dla lepszego komfortu na długich dystansach, również dla osób o szerszych stopach
*drop: 6 mm
*waga: W 235 g - M 295 g

 

 

3. On Running Cloud Woman – czyli BOSKOŚĆ dla kobiet 🙂

 

Ten model kupiłam w dzień kobiet 🙂

Nie jestem zwolenniczką chodzenia w butach biegowych, ba nawet tego nie lubię. Owszem uwielbiam trampki i inne sportowe obuwie, ale nie lubię chodzi w butach biegowych. Do dnia kobiet tego roku. Korzystając z promocji, gdy kupowaliśmy buty dla Rafała, moim oczom pokazał się ten model. Nie jest to sekretem, że róż pod każdą postacią szybko mętli mi w głowie, a wygoda jaką uwielbiam w Cloudflowach, sprawiła, że chciałam mieć On-y takie po prostu do chodzenia.

Ja, osoba nie lubiąca chodzić w butach biegowych ! ! !

Ten model idealnie łączy, wygodę i lekkość On-ów, z designem i wykończeniem nie do końca biegowym. Są po prostu pięknę, wygodne, można w nich też pobiegać czy poćwiczyć, ale przede wszystkim chodzić na co dzień. Nie rażą w oczy, tak jak inne biegówki, są elegantsze, wygodniejsze, delikatniejsze i na maksa kobiece.

To taki model do wszystkiego, taki model z którym nigdy nie będziecie chcieli się rozstać. To taki but który zastępuje trampki i buty sportowe, a przy tym jest jeszcze po prostu ładny.

W zestawie przychodzi z dwoma parami sznurowadeł. Gumki, które pierwotnie zamontowane są do buta ułatwiają użytkowanie go na co dzień. Łatwiej się buty zakłada i ściąga. Gumki nie pokrywają całego buty tylko górną część, dzięki czemu jest turbo wygodnie. Ja w tym modelu tylko chodzę, ewentualnie ćwiczę jakiś fitness, lub robię rozgrzewki przed zawodami. Dlatego jeszcze nie korzystałam z dodatkowej pary sznurowadeł, która jest dla tych co chcą używać tego modelu do bardziej sportowych zadań. Druga para sznurowadeł, to zwykłe sznurowadła, które wkładamy do każdej dziurki na to przeznaczonej, dzięki czemu stopa jest bardziej stabilna w środku buta, dokładnie tak jak w biegowych modelach.

Gumki to opcja casualowa, dodatkowy plus za to że dzięki nim but nie wygląda na typowo biegowe obuwie.

Cóż więcej mam napisać, chodzę w nich w skarpetce, bez, jeżdżę na rowerze z dzieciakami, używam na co dzień w szczególności gdy chce czuć super komfort przez cały dzień. Używam go przed zawodami do rozgrzewek, ale myślę też że spokojnie nadał by się na lekkie i nie długie treningi biegowe.

 

PARAMETRY: 
*Przeznaczone do aktywności: fitness, casual, trening
*Cholewka wykonana z oddychającej i antybakteryjnej siateczki o anatomicznym kształcie
*Model CLOUD został zaprojektowany tak, by ujarzmić wstrząsy podczas lądowania, jednocześnie oddając zgromadzoną podczas wybicia energię.
*Waga: 183 g

 

A żeby Was zachęcić to teraz macie PROMO, dzięki któremu możecie testować buty przez 14 dni i jeśli Wam nie spasują zwrócić je do sklepu 🙂 

——-> On Running 14 DNI TESTY – Sportofino

 

To co które Wy wybieracie ? 🙂

 

Biegająca Bio Mama. <3

Testowania ciąg dalszy, czyli druga, długa odsłona Dare2b !

POLECANE TESTY

Testowania ciąg dalszy, czyli druga, długa odsłona Dare2b !

Z początkiem tygodnia trochę bardziej merytorycznie. Próbuję nadrobić blogowe zaległości, ale marnie mi to idzie. Jednak nie ma co się użalać nad sobą i powoli robić to co powinno być zrobione dawno dawno temu….

Tym razem Dare2b, czyli testujemy dalej. Długi rękaw, długa nogawka.

Mieliście już okazję przetestować ze mną koszulkę i spodenki na lato z nowej kolekcji Dare2b. Teraz przyszła kolej na dłuższe wersje równie fajnych ciuchów.

<Skok w bok : LINK>

Continue reading

Jesteście moją inspiracją.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

Jesteście moją inspiracją.

IMG_20160402_132302.jpg

Miałam napisać dawno temu tą relację, bo była to moja pierwsza akacją pod hasłem „Biegająca Bio Mama wśród ludzi”, ale nigdy nie było czasu. Emocje opadły, wszystko odeszło trochę w otchłań więc i moje chęci też gdzieś odłożyłam na małą półeczkę „do zrobienia kiedyś”, ale to Wy mnie zainspirowaliście i to dzięki Wam dziś to piszę.

INSPIRACJA.

Kolejna wiadomość pokazała mi się w skrzynce dzisiaj na FACEBOOKU : „Po spotkaniu z Wami wzięliśmy sobie na tydzień wózek do testów. Wszyscy zadowoleni… Marian po pracy biega z Marysią, ja mam dzięki temu trochę wolnego, dla mnie spacery z wózkiem są o wiele przyjemniejsze i nawet moja mama była nim zachwycona 🙂 Ostatecznie zdecydowaliśmy się na zakup.” I to już druga taka wiadomość! 🙂

Pierwsza była parę dni po testach kiedy to kolejna mama zdecydowała się na zrobienie tych pierwszych kilometrów ze swoim synkiem w takim samym IRONMAN-ie jak nasz! 🙂

TESTY.

DSC_0417

Szybka akcja, jestem w trójmieście, rzucam hasło: „Czy ktoś chciał by przetestować wózki biegowe? ” Był odzew, dziewczyny zaczęły pisać i się pytać co i jak, ponowie też wykazali zainteresowanie, więc zabrałam się do organizacji. Z wózkami myślałam, że pójdzie dużo łatwiej, że będzie ich kilka, ale akurat były w innych rękach więc długo musiałam się naprosić żeby udało się coś wykombinować. Na szczęście Pani Donata z „AKPOL-u” spisała się na medal i zorganizowała dla nas nowiutkiego BOB Revolution SE. Mieliście do dyspozycji wersje SE z osobistą wkładką (czyt. z własnym dzieckiem) lub IRONMANA z naszą wkładką, w postaci mojej Zosi.

Testy jak testy, każdy spróbował, przebiegł się, poczuł jak to jest. Jednak najbardziej cieszyłam się z tego że mogę Wam rozwiać wszelkie wątpliwości co do masy pytań, które każdy początkujący biegacz z wózkiem ma. Słuchając Was, słyszałam samą siebie jeszcze parę miesięcy temu, atakująca kilku biegających Panów przez internet.

Blog jest dla Was, ale nie ma co się oszukiwać to tylko słowa. I niestety nie każde słowa mobilizują do akcji. Niektóre słowa sprawiają, że zamiast działać bujamy w obłokach, marząc i często na tym się kończy.

Ja osobiście jestem człowiekiem akcji, działania. Moje życie to masa różnych wątków przeplatających się non stop ze sobą i nakręcających się na wzajem do działania. Dlatego postanowiłam stworzyć coś dla Was co zmobilizowało by Was do zrobienia tego pierwszego kroku. Tego najtrudniejszego kroku.

DSC_0481

DSC_0433

Stąd pomysł na testy wózków biegowych. Jak inaczej mogłabym zachęcić Was do tego niż pokazać Wam na waszej skórze jak to jest. Oprócz kilku przebieżek, które każde z Was zaliczyło, mogliśmy na spokojnie porozmawiać, wymienić się doświadczeniem nie tylko biegowym 🙂  i po prostu poznać się osobiście.

I pomimo, że była Was garstka, to jestem bardzo zadowolona z tego jak to wszystko wypadło. Nie chciałam robić testów na kilkadziesiąt osób, chciałam po prostu pomóc Wam moim czytelnikom spróbować tego, czym Was tak stale maltretuję 🙂

I po Waszym odzewie widzę, że na prawdę WARTO BYŁO !

DSC_0532

DLACZEGO?

Testy wózków biegowych – myślę że to nie był to tylko fajny pretekst na spotkanie, porozmawianie i zainspirowanie Was. Nie skończyło się na pokazaniu Wam, że to wcale nie jest takie trudne, że to wcale nie jest filozofia, i że da się to wszystko bez problemu zorganizować.

Mam wrażenie, że to było podanie Wam klucza do drzwi które wydawało się, że jeszcze chwilę temu stały przed Wami zamknięte.

Ciężko jest zrobić ten pierwszy krok, jeszcze ciężej w pojedynkę. Cieszę się, że mogłam Wam pomóc zrobić ten malutki kroczek do spełnienia kolejnych biegowych marzeń. Ciesze się, że mogłam Was zarazić moją pasją, która przyszła na świat wraz z moim dzieckiem. Mam nadzieję, że będziecie tak samo jak ja cieszyć się tymi chwilami. Że znajdziecie swoje sposoby na Wasze maluchy i zaczniecie dzielić swoją pasję ze swoimi dziećmi!

Bo jak widać DA SIĘ, wszystko SIĘ DA ! 🙂

DSC_0520

Chciałabym kiedyś spotkać się z Wami wszystkimi na starcie któregoś biegu. Jako jedna drużyna, z wózkami oczywiście! Szkoda tylko, że te nasze dzieciaki rosną tak szybko i zanim się obejrzymy to nie będą chciały siedzieć w wózku tylko biegać z nami!

 

Życzę Wszystkim spełnienia marzeń, od tak bez święta !

DSC_0469.jpg

P.S. Zosi jak widać też chyba podoba się to całe zamieszanie koło biegania z wózkiem 😉

 

O.

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

CODZIENNOŚĆ TESTY

Jaka matka taka córka. SPHEROVELO, czyli najładniejszy rowerek na świecie.

DSC_0126

 

Lubię otaczać się ładnymi rzeczami, pewnie jak każdy. Lubie skandynawskie drewniane zabawki, zamiast krzyczących plastikowych migawek. Ciekawe szmaciane zwierzaki, mięciutkie misie, czy też ręcznie robione pluszaki. Lubie tez niestandardowe gadżety, które od samego początku brzmią jak fajne rozwiązanie.

Pierwszą styczność z rowerkiem Spherovelo, brytyjskiej firmy Early Rider, mieliśmy na rowerowych targach Bike-EXPO Kilece, kiedy to Zosia miała niecałe osiem miesięcy. Był to pierwszy rowerek na jakim było dane jej siedzieć. Pierwszy i na razie jedyny.

Spherovelo w skrócie.

To nie do końca rowerek, lecz bardziej pierwsza rowerko-jeździko-podobna zabawka wyprodukowana przez firmę Early Rider. Specjalizującą się w świetnych rowerach dla dzieci, nie tylko biegowych. Ten model przeznaczony jest dla dzieci od 8-24 miesiąca życia, a z pomocą rodzica myślę, że nawet wcześniej. Zocha siedziała na nim stabilnie już w okolicach 9 miesiąca.

Spherovelo powstał by przyspieszyć rozwój motoryczno-sensoryczny maluchów. Pozwala na naukę balansu ciała, uczy nacisku i pchania nogami, oraz przez swój wygląd pozwala poznawać nowe kształty.  Jest kompromisem pomiędzy słabą stabilnością rowerka, a bezpieczeństwem, które jest zachowane podczas zabawy. Jak producent piszę, rowerek jest stabilny dla dzieci od 7 miesiąca życia, natomiast robi się coraz mniej stabilny dla dzieci starszych niż rok. Jego celem jest nauka stabilności i czucia własnego ciała względem zabawki. Zbudowany jest z dwóch dużych kół/kręgów, przykrytych plastikową obudową. Przednie koło porusza się tylko przód-tył, natomiast tylne koło obraca się w każdej płaszczyźnie, tak aby ogon rowerka obracał się w każdym kierunku bez większego wysiłku. Drewniana rączka, która zakończona jest gumowymi kulkami nie tylko jest bezpieczna dla maluchów podczas zabawy, ale też nie uszkadza zarówno się, jak i innych przedmiotów podczas zabawy czy upadków. Nadaje się do stosowania w domu jak i na dworze.

 

Długie testowanie.

Spherovelo zawitał do naszej rodziny tuż przed świętami, Zosia nie miała wtedy jeszcze 10 miesięcy, jednak tak na prawdę dopiero od niedawna jest on w kręgu zainteresowania małej. Wybraliśmy najpierw kolor miętowy, bo wydawał mi się przepiękny. Jednak sklep nie miał go na stanie i musieliśmy się zdecydować na czerwone cudo. Czy żałuję ? Przenigdy, bo Zosia wygląda na nim tak samo jak jej mama no swoim rowerze szosowym, który jest w tej samej kolorystyce 🙂

Pierwsze jazdy były w 100% napędzane przez nas. Mała nie rozumiała co ma zrobić, żeby jechać do przodu. Ale się nie poddawaliśmy i od czasu do czasu, Zosia czynnie bawiła się swoją nową przejażdżką. Była na nią sadzana przez nas, natomiast zejście ze Spherovelo nie było dla niej kłopotem. Rowerek do roczku używany był sporadycznie. Stał sobie w pokoju i czekał aż mała sama zawiesi na nim oko. U nas w okresie 7-12 miesięcy był on raczej designerską ozdobą mieszkania, która częściej była używana jako pchacz niż jako taki rower, ale myślę że jest to kwestia indywidualna dziecka. Inne mogłoby być nim zaaferowane od samego początku. My podeszliśmy do tematu ostrożnie tak żeby mała nie zraziła się do niego i żeby sama zainicjowała zabawę.

 

 

Od jakiegoś miesiąca Zosia, do wcześniej stojącego w kącie czerwonego dwukołowca, podchodzi coraz częściej. Ba, nie tylko podchodzi ale i sama siada i potrafi się odpychać. Rowerek natomiast stał się dużo mniej stabilny dla niej niż na początku. Mała musi na prawdę być ostrożna i skupić się na zabawie, żeby nie upaść. Teraz kiedy ma już 13 miesięcy aktywnie korzysta z Spherovelo i potrafi się na nim odpychać, obracać i korzystać z tego do czego został stworzony. Większe mieszkanie i większy metraż podłogi bez przeszkód też sprawił, że rowerek został lepiej wykorzystany. No i nie mówię już o jego wyglądzie, który jest tak miły dla oka, że ja z chęcią sama bym na nim pojeździła.

 

 

 

Plusy i minusy.

Plusy:

  • największy plus to jego designerski wygląd, jest tak ciekawy, że nie da się jemu oprzeć
  • można używać od 7-8 miesięcy, ale czy będzie wykorzystany w tym czasie to kwestia dziecka
  • na początku jest stabilny, wraz z wzrostem dziecka staje bardziej wywrotny, ja na początku uważałam to za minus, ale to właśnie dzięki temu dziecko uczy się stabilności, o która chodzi producentom
  • pomaga w rozwoju motoryczno-sensorycznym dziecka
  • zbudowany z dobrej jakości materiałów
  • jest „cichą” zabawką, czyli nie wydaje niepotrzebnych dźwięków
  • wzbudza zainteresowanie w dziecku

 

DSC_0111

 

Minusy:

  • Tak na prawdę jedyny mankament o jakim mogę na tą chwilę napisać to pozycja, którą Zosia przyjmuje, dopiero teraz w wieku 13-14 miesięcy, siedząc na rowerku. Mam wrażenie, że dla takiego dużego już dziecka, miejsce na pupę jest osadzone trochę za blisko kierownicy. Przez to nogi są bardzo ugięte i utrudnia to odpychanie małej. Pozycja bardziej z tyłu wymuszała by pochylenie górnej części ciała małej do przodu, przez co automatycznie nogi poszłyby delikatnie do tyłu i według mnie łatwiej byłoby jej zrozumieć jak można się odpychać. Niestety nasza Zosia nie do końca rozumie, że można odpychać się tymi nogami trochę bardziej z tyłu ! 🙂

 

DSC_0104

 

Finalnie.

Niemniej jednak my szalejemy na Spherovelo. Czy to jest zabawa 5 minutowa, czy próby samodzielnego odpychania się które trwają dużo dłużej. Rowerek jest dosiadany samodzielnie, czasami nie obędzie się z upadkami, czasami podsuwany przez nas jako kolejna atrakcja w ciągu dnia. Jeżeli Zosia nie nauczy się na nim nawet odpychać to i tak jest to dla niej super przygoda i oswajanie się z nowymi przedmiotami. Uczy równowagi, koordynacji i jest po prostu fajną zabawą! Czymś nowym co warto spróbować.

Oczywiście nie ma tak, że nasz Spherovelo jest używany tylko do tego do czego był stworzony. O NIE ! 🙂 Na Spherovelo można zjeść na przykład podwieczorek, zawieźć tacie misia do kuchni, pobawić się szczeniaczkiem, no i oczywiście wykorzystać go jako pchacz, który rozpędza się wystarczająco do takich prędkości, które zrobią duży HUK gdy uderzy się nim na przykład w szafę ! I to jest chyba największa frajda 🙂

Ale nie ma co ukrywać Spherovelo bez zadraśnięć świetnie sobie z tym radzi! Jestem bardzo ciekawa kolejnych produktów firmy EARLY RIDER, które wydają się mieć niesamowicie przyjazne dla dzieci rozwiązania. Jest to firma która chyba warto polecać.

 

 

 

 

A czy Wasze maluchy jeżdżą na tego typu rowerkach?

Jakie rowerki polecacie na kolejny etap? Czyli rowerek biegowy ?

 

 

 

O.

Wielkanocna życiówka, czyli trójmiejskie Bieszczady.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE PODRÓŻE

Wielkanocna życiówka, czyli trójmiejskie Bieszczady.

Słowo życiówka ostatnio głównie oznacza nowy rekord życiowy, pobity czas, czy też pierwszy start. Dla mnie życiówka to nie tylko cyfry, ale i emocje. Nowe trasy, nowe zadania, nowe treningi, każde możemy zaliczyć do życiówki. I tak oto w dniu, kiedy wszyscy biegali po sklepach dokupując kolejne produkty na świąteczny stół, my wybiliśmy się z tłumu i zamiast do sklepu, polecieliśmy na spotkanie…

Spotkanie z drugim IRONMAN-em.

20160326_103623

Takiego biegu się nie planuje, takiego biegu nie da się zaplanować 😉

Zapowiadało się zwyczajnie, luźne hasło od Mateusza: „To co może zabiorę Was na moją pętelkę?”. I tak oto w sobotę rano dwa IRONMANy się spotkały, załadowane dwoma IRONKIDS, pchane przez dwóch IRONMANów, w towarzystwie jednej IRONWOMAN.

Myślę że była to jedna z fajniejszych życiówek jakie udało nam się zrobić. Pomimo że było ich w naszym życiu wiele, pierwsze biegi, pierwszy wspólny bieg, pierwsze biegi za granicą, pierwsze w górach, pierwsze z wózkiem, to ta zasługuje zdecydowanie na małą relację.

 

20160326_111206

Trasa na medal, zero ludzi, tylko las i masa leżących liści na ziemi. Pomimo, że jestem Sopocianką, Mateusz zabrał nas w takie zakamarki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Zamiast standardowego biegu wzdłuż morza po trójmiejskich alejkach, my mieliśmy górski bieg nad morzem. Wbiegaliśmy na górki, zbiegaliśmy po stromych zboczach, biegaliśmy po leśnych ścieżkach, po asfalcie, wzdłuż obwodnicy, w środku lasu, cały czas zakopani w stosie liści i innych jesiennych pozostałości. Przebiegliśmy z Sopotu przez Gdynię, do górnego Sopotu i z powrotem. Cały czas delektując się widokami. Czułam się jakbyśmy byli na końcu świata pośród pasm górskich. Szerokie podbiegi, i długie zbiegi kręcące się dookoła zboczy. Tak przyjemnych 19 kilometrów nie miałam okazji jeszcze zrobić. Miało być dłuższe wybieganie, a wyszło długie wybieganie. Nadmorskie Bieszczady spisały się na medal.

20160326_103621.jpg

20160326_112335

 

20160326_112630.jpg

Oczywiście nie mówię już o widoku na który nie mogłam się napatrzeć. Dwóch silnych wizualnie tatusiów, pchało swoje dwa małe szczęścia dumnie przez cały czas do przodu. Zaglądali kiedy małe kwiczały, podawali wodę, chrupki, zabawki kiedy obudzone gwiazdy zaczynały fikać w wózku. Dla biegającej mamy, która wie jak trzeba być zaangażowanym żeby to wszystko ogarnąć, widok był wzruszający.

20160326_112810

I takie rzeczy u nas nad morzem 🙂

Dzisiaj to ja byłam towarzyszką. Kto ma ochotę temu podrzucam trasę TU. Mała alternatywa dla tych którzy lubią czasem zboczyć z nadmorskich alejek i udać się w bardziej „dzikie” tereny. Podziwiajcie swoje okolice w innej rzeczywistości.

I nie ma wymówek, bo nasze młode dały rade, nasi Panowie bez problemu poradzili sobie z terenem i nasze wózki też bez zarzutu przejechały całą trasę!

Zrzut ekranu 2016-04-07 o 21.43.24.png

Do zobaczenia na ścieżkach !

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

O.

 

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

TEST wózków i spotkanie z Biegającą Bio Mamą.

Jest piątek wieczór, dosyć późno pokazuje się ta informacja na blogu, ale może komuś jeszcze się przyda!

JUTRO SOBOTA 02.04 O GODZINIE 10.00, SPOTYKAMY SIĘ PO LEWEJ STRONIE OD WEJŚCIA PRZY ZATOCE SZTUKI! MAM DLA WAS NOWIUTKĄ SZTUKĘ BOB REVOLUTION SE, KTÓRA BĘDZIE DO WASZEJ DYSPOZYCJI PRZE KILKA GODZIN !!!

 

Kiedy ja zaczynałam przygodę z bieganiem z wózkiem marzyłam o tym żeby porozmawiać z kimś już w tym temacie doświadczonym, a już nie mówię o wypróbowaniu takiego wózka!

Dlatego chciałabym wam dać to czego ja potrzebowałam, gdy chciałam zacząć swoją przygodę biegania z wózkiem!

Zapraszam wszystkie Mamy, przyszłe Mamy i wszystkich Tatusiów, lub przyszłych Tatusiów na testy, spotkanie i pogawędkę w Sopocie!

Zdobyłam dla Was niestety tylko jeden, ale też i aż jeden wózek! Będziecie mogli przetestować nowiutkiego BOB Revolution SE, wózek marki która uznawana jest za najlepszą na świecie markę produkującą joggery! BOB Revolution SE to podstawowa wersja wózka biegowego, w którym ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia!

Oczywiście na miejscu będzie też mój wózek wraz z wkładką w postaci mojej córki, jeżeli śpiącej, to mogę użyczyć też mojego wózka do porównania wraz z towarzyszącym mężem 🙂

Ponieważ jest to spontaniczna akcja i mamy tylko jeden wózek do dyspozycji to propnuję tym wszystkim którzy są zainteresowani testowaniem, napisać w komentrzu godzinę jaka by Wam odpowiadała w przedziale 10-13, w odstepie czasu 15 minutowym. Czyli np 10.15.

W ten sposób nie będzicie musieli czekać długo na swoją kolej !

Jeżeli zbierze nas się kilkunastosobowa grupka 🙂 To zabieramy ze sobą stolik, kawę w termosie i smakołyki Biegającej Bio Mamy żeby umilić Wam czas 🙂 !

Miejsce:
Po lewej stronie od wejścia do Zatoki Sztuki w Sopocie. 

P.S. Więcej info o BOB-ach możecie znaleźć na blogu http://biegajacabiomama.pl/2015/12/07/rodzina-b-o-b-britax-czyli-testy-wozkow-biegowych/

Jeżeli macie jakieś uwagi, pomysły, to śmiało piszcie !
To jest dla Was więc ja się dostosuję ! 🙂

 

PZU Półmaraton Gdynia – rodzinny bieg, nasza życiówka i kolejny dowód że z dzieckiem też się da !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ POLECANE

PZU Półmaraton Gdynia – rodzinny bieg, nasza życiówka i kolejny dowód że z dzieckiem też się da !

 

Kolejny półmaraton, jednak zupełnie inne emocje, zupełnie inna moc i zupełnie inna atmosfera.

Kocham biegi w Polsce, kocham biegi uliczne, dają one taką energię, że nawet kiedy nie ma szczytu formy to jest coś w powietrzu, co niesie Cię przez kolejne kilometry do mety.

 

20160320_100259

Tym razem startowaliśmy trochę z marszu, prosto z reżimu treningowego. Półmaraton ten wpisał się w nasze wakacje nad morzem trochę przypadkiem, ale dorzucił masy nowych emocji i ekstra rodzinnej atmosfery do naszych zmagań sportowych. Nie przygotowywaliśmy się specjalnie do tej imprezy, miała być ona dodatkiem do naszych treningów, jakiś fajnym elementem sportowym w czasie korzystania z atrakcji pomorza. Ale jak to przystało na ex-sportowca wyczynowca nie można nie mieć choć małych ambicji na zawody. Chciałam złamać 2 godziny. Mój solo czas to około 1:52, jednak z wózkiem biega mi się ciężej i dystanse typu półmaraton dają mi trochę w kość, w szczególności że żadna ze mnie biegaczka. Ale przecież trzeba mieć marzenia i nowe cele 🙂 ?

 

20160320_100224.jpg

Bieganie z wózkiem.

Jak zwykle kiedy w moje biegowe imprezy wchodzi bieganie z Zosia, tak i teraz miałam treme na kilka dni przed. Niby przerabiałyśmy to już, niby mała coraz lepiej znosi coraz dłuższe bieganie i siedzenie w wózku, niby jest to w trakcie jej drzemki i niby jesteśmy przygotowane na wszystkie możliwe zachcianki i sytuacje podczas biegu, a jednak? Ogarnęło mnie przerażenie, że przecież będzie to jej pierwszy bieg w którym bierze udział 5.5 tysiąca osób! Nie wiedziałam, jak zareaguje na taki tłum. Może będzie przerażona, może nie będzie mogła zasnąć przy tym huku i masie ludzi. No i jak zwykle przy półmaratonach największa zagwozdką jest czy wytrzyma tyle w wózku jeżeli nie zaśnie. Oprócz oczywiście moich kilku bóli brzucha, milionie analiz w głowie i całej masy przemyśleń „co będzie jak…”, mała gdy trzeba współpracuje. I tak oto do 12 km smacznie sobie spała. Potem machała do mijających biegaczy,dopingowała swoimi dziwnymi okrzykami innych biegnących amatorów, a na koniec pochrupała sobie chrupki ryżowe i rodzynki i tylko tak na prawdę ostatnie metry zaczęły ją troszkę denerwować. Do mety było blisko i tempo żwawe więc chwila frustracji szybko minęła. Jednak kolejny medal na szyi spodobał się chyba nawet naszej małej gwieździe.

20160320_121359.jpg

Rodzinny bieg.

PZU Półmaraton Gdynia to też nasz pierwszy uliczny bieg, który był typowo rodzinny. Miałam najlepsze wsparcie mentalne na jakie można było liczyć. Do samego startu Rafał nie miał planu w jakim tempie przebędzie najbliższe 21 kilometrów. Na starcie ja obiecałam, że nie będę narzekać, a on że nie będzie pouczał, więc z uśmiechami na twarzy podjęliśmy decyzję, że robimy razem ten bieg. Przez 21 kilometrów nasze nogi tupały koło siebie nieustannie. Myślę, że tempo które udało mi się utrzymać, to duża zasługa towarzyszącego mi męża, naszych swobodnych konwersacji i nieustającego reportażu z trasy.

20160320_105431_002_01

Zaczęliśmy żwawo, tzn szybciej niż planowaliśmy, jednak przez wiele lat treningów w basenie, a potem na windsurfingu, nauczyłam się słuchać swojego ciała i wiedzieć w jakiej jest formie już na samym początku zawodów. Wiedziałam, że dam radę, dlatego pewnie biegliśmy do przodu. Bałam się profilu trasy który pokazywał pierwsze 5 km pod górę, a nie ma co ukrywać biegnąć z wózkiem, górki i wiatr to te zmienne których boje się najbardziej. Potrafią mnie zabić, zatrzymać do zera i doprowadzić do łez. Jednak 5 kilometrów pod górę z górą endorfin pływających po organizmie, nie jest takie straszne. Stromsze momenty spędziłam wlepiona w asfalt, albo buty poprzedzającej mnie osoby, czekając na hasło że już jest płasko 🙂

Półmaraton na treningu, a na zawodach? 

Nie ma co ukrywać jest ogromna różnica. Na zawodach nawet gdy się nie chce to się chce. Masa ludzi pędząca koło Ciebie nie dość, że nie pozwala Ci na chwile słabości to jeszcze pcha Cię do przodu zazwyczaj w szybszym tempie niż się planowało. Niestety jeżeli nie zna się swojego organizmu to trzeba uważać na ta adrenalinę buzująca i tłum ciągnący do przodu, bo kilka kilometrów po starcie można się nieźle zdziwić. Początkującym radzę zaczynać powoli i przyspieszać w miarę możliwości. A Ci co wiedza co w trawie piszczy mogą pewnie mi doradzać 🙂

20160320_121114

fot. Mocne tempo na finishu!

Półmaraton Gdynia w liczbach.

Wystartowaliśmy z 4122 pozycji, na 4125 zawodników. Tak na prawdę byliśmy prawie ostatni, tylko dwie osoby przekroczyły linie startu po nas. Bieg skończyłam na 2703 pozycji z czasem 1:56:58, czyli podczas 21 kilometrów, wyprzedziłam 1419 osób. Całkiem sporo jak na moje oczekiwania.

Byłam 360 na 979 Pań, a 119 w swojej kategorii wiekowej.

Minus dla organizatorów ?

Tak jest parę. Pomimo że starty falowe ogólnie rzecz biorąc są fajne, nie ma ścisku na zwężeniach itp. Jednak starty co 2 minuty to zdecydowanie za długi czas pomiędzy falami, albo 6 fali na trochę powyżej 4 tysięcy osób to za dużo. Zdążyliśmy 3 razy zmarznąć, zanim wystartowaliśmy. Nasz start był 12 minut po pierwszej fali, a tak zwani peace-makearzy nie sprawdzali się w ogóle dla tych którzy startowali w kolejnych falach. Nam udało się dogonić tylko tych na 2:20 i 2:10.  Osoby liczące na zajączków niestety musiały startować w pierwszej lini żeby z nich korzystać.

No i meta. Wbiegając na metę chcę się widzieć swój czas, albo chociaż prawie swój czas. Ja wbiegając na metę zobaczyłam czas o 16 minut wolniejszy niż mój czas netto, który podawany jest jako jedyny przez organizatora w oficjalnych wynikach. Ogromna różnica! A jak się pędzi przez 21 kilometrów żeby złamać dwie godziny, to nie fajnie wbiega się na metę widząc że zegar pokazuje dużo ponad dwie godziny. A już nie mówię o pięknym pamiątkowym zdjęciu z zegarem !

Dziękuję tym co mnie wspierają w moich sportowych zmaganiach zarówno mojej rodzinie jak i wszystkim firmom które wieżą we mnie i w mój plan poszerzania horyzontów w sporcie. Bez nich nie było by takiej motywacji i takiego pięknego pomocnego ekwipunku 😉

Dzięki !!

Shock Absorber Poland 

Cep Polska

Britax Romer, BOB Stroller i firma Akpol Baby

Eko Farma Świętokrzyska

IMG_20160321_215034

fot. Najpiękniejszy moment z półmaratonu to kiedy dwa IRONMANy się spotkały na starcie.

 

Naładowana endorfinami

O.