Tag: Trening

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

Tata na medal? Pewnie wszyscy myślicie że będziemy pisać o naszym tacie. Niestety nie tym razem. I pomimo, że sam też zasługuje na medal, za życiową organizację i pomoc to nie jemu poświecę dzisiejszy post.

Blog jest przesiąknięty informacją o mamie triathlonistce, o bieganiu z wózkiem w żeńskiej wersji i o masie rodzicielskich emocji, ale znowu od strony mamy. Czas najwyższy zajrzeć na Marsa i spytać się Panów jak oni to wszystko widzą. Jak to jest być aktywnym tatą i jak tacy tatusiowie organizują swoje treningi. Praca, pomoc w domu, dziecko i sport to ich życie o którym często my mamy zapominamy, skupiając się na naszych „mamowych” problemach. A przecież im też należy się trochę uwagi, dlatego posłuchajmy jak to widzi Mateusz, z którym od roku planuje przeprowadzić wywiad 🙂

562cc0d3b9957_p

Mateusz – niegdyś chłopak zaczepiony przeze mnie na półmaratonie w Gdańsku, teraz dobry kolega z którym wspólnie nie jedną kawę wypiliśmy i niejedne kilometry wózkowe zrobiliśmy. To dzięki niemu jestem szczęśliwą posiadaczką naszego IRONMANA, to on zachęcił mnie do biegania z wózkiem, pomógł i doradził kiedy o to poprosiłam. Mógł zrobić inaczej, bo byłam zwykłą dziewczyną która zaczepiła go gdzieś w sieci żeby podpytać o wózek.

12874424_920811271364809_139701063_o

To dzięki niemu też odwiedziliśmy największe trójmiejskie zakamarki biegowe, to on wziął nas w trójmiejskie lasy na górskie wózkowe przełaje, to dzięki niemu tez odkryliśmy prawdziwy świat kawy i zabawy.

SKOK w BOK: 
1. "Wielkanocna życiówka, czyli Trójmiejskie Bieszczady."
2. "Idziemy na kawę…."

Mateusz biega z Laurą odkąd ich znam, zaczął jak każdy, kiedy mała miała około 6 miesięcy. Teraz Laura ma ponad 2 lata, a oni dalej szaleją wspólnie na biegowych ścieżkach. Ostatnim ich przedsięwzięciem był Gdyński Półmaraton, na którym Mateusz nie tylko wykręcił swoją życiówkę na 21 kilometrów, ale zrobił to w dodatku w towarzystwie Laury! Półmaraton Gdynia ukończyli w czasie 1:29:43 co dla niejednego biegacza jest sporym wyzwaniem w wersji SOLO. Mateusz i Laura mają na swoim koncie już 6 półmaratonów. Oprócz tego kręcą go biegi górskie na które od czasu do czasu rodzinnie wybierają się na południe Polski. W tych dziewczyny kibicują z boku.

 

14699513_1855886794635124_1579672441_o(1)

Nie znamy się długo ale jako tata zasługuje na medal! Ten złoty, bo cóż mu po srebrze ! Za swoją organizację, za swoje podejście i pomoc w życiu rodzinnym.

Jak to się zaczęło, kto wpadł na ten genialny pomysł i czy warty jest on świeczki zapytałam samego bohatera dzisiejszego tekstu Mateusza. Miłej lektury.

1. Jak to się zaczęło ? Kto wpadł na pomysł zakupu wózka biegowego Ty czy Gosia no i dlaczego, przecież niejeden facet wykorzystał by treningi jako wymówkę do wyjścia z domu. Ty zrobiłeś na odwrót. 

Mateusz (M): Zacznę od tego, że sport w moim życiu jest od zawsze. Od 2 klasy liceum, to jest od roku 1996, startowałem w imprezach MTB Cross Country . Potem przyszła era maratonów MTB, następnie wyścigi etapowe MTB w Polsce i za granicą i tak to jakoś szło do roku 2014☺ kiedy to Laura przyszła na świat. Jeszcze w okresie Gosi macierzyńskiego mogłem sobie pozwolić na treningi kolarskie i starty w imprezach, ale po tym jak wróciła do pracy a Laura poszła do żłobka, trzeba było zmienić dyscyplinę i dopasować się do nowej sytuacji. Bieganie zawsze przewijało się w treningu kolarskim, głównie zimą, to wybór padł na bieganie. Trening biegowy jest krótszy od kolarskiego, zajmuje mniej czasu. I tak zaczęły się poszukiwania wózka biegowego, szukaliśmy razem, choć Gosię musiałem długo przekonywać do tego. W sumie tą decyzję podjęliśmy razem. Przez to, że nie mamy w Trójmieście nikogo do pomocy przy opiece nad Laurą, a Gosia pracuje zmianowo, więc stwierdziłem, że skoro mam biegać to będę biegać z Laurą. Wybór padł na BOB IRONMAN. Trasy w TPK(Trójmiejskim Parku Krajobrazowym) są dość dobrej jakości, spokojnie można pobiegać w terenie. Więc trenując spędzam czas córką, cóż może być piękniejszego 🙂

1836883_10201698616176296_1431451506_o

2. Co najbardziej lubisz w bieganiu z wózkiem ??

M: Lubię to, że możemy razem spędzać wspólny czas, bo to taki który już się nie powtórzy.

3. A co najmniej ??

M: Może dwie rzeczy, ciężko się biega pod wiatr i robi treningi szybkościowe.

 

4. Nam mamom wydaje się, że tylko my umiemy przewidzieć każdą sytuację i tylko my umiałybysmy się tak zorganizować, żeby przewidzieć różne sytuacje jakie mogą napotkać Cię na trasie/treningu. Jak to było u Was? Gosia pomagała, czy sam na podstawie prób i błędów doszedłeś do tego co trzeba ze sobą zabrać, a może to u Was ty jesteś tym „zorganizowanym” ??

M: Tu była praca zespołowa i metoda prób i błędów. Jak Laura była młodsza czyli zaczynaliśmy przygodę biegania w wózku, wyzwaniem było jak ją ubierać. Kupiliśmy specjalny śpiwór do wózka na zimę, ale bywało, że była za ciepło ubrana ☺. Potem problem z tym co zabrać, ze sobą, ile picia, pieluch  czy brać chrupki i wyciskane deserki. Ale z czasem doszliśmy do perfekcji. Wyzwaniem było, jak Laura była odpieluchowywana,  nieraz po kilka postojów podczas treningu.

Teraz jest już super, mały plecaczek z ciuchami na przebranie, chrupki, picie(woda) w bidonie z  którego sam korzystam, łopatka, grabki, jakaś zabawka.

DSC03528

5. Nie wiem jak ty, ale ja biegając z wózkiem stworzyłam ogromną więź ze swoją córką. To był taki „nasz czas” w którym byłyśmy zawsze tylko my dwie, nikt nam nie przeszkadzał. O którym nikt niewiele wiedział, bo to co się działo na treningu zostawało na treningu. To były nasze chwile, ciężko mi to ubrać w słowa, ale bardzo za nimi tęsknie. Czy Ty masz podobnie ?

M: Wiesz co Ola, to jest tak, że faktycznie to jest czas tylko dla nas.  To na pewno są super chwile, czegoś takiego uprawiając kolarstwo bym nie miał Na pewno będę za tym tęsknił, już się zastanawiam, co to będzie jak przestaniemy razem biegać.

6. Czego nauczyło Cię bieganie z wózkiem ??

M: Cierpliwości do córki ☺

13575846_10207060897669982_3200488453556946256_o

 

7. A teraz tak bardziej treningowo. Czy bieganie z wózkiem zmieniło Cię jako biegacza ?? Stałeś się np. mocniejszy, szybszy, masz inne cele ??

M: Ciężko powiedzieć czy zmieniło mnie jako biegacza, bo cała przygoda z bieganiem póki co trwa biegając z wózkiem, czyli niecałe 3 lata. Na pewno bieg z wózkiem jest biegiem ciężkim bo to dodatkowe obciążenie szczególnie na trójmiejskich „górkach”, czyli siła jest wyćwiczona. Treningi szybkościowe staram się robić samodzielnie. Ale większość wybiegań robię z wózkiem.

 

8. Ostatnio przebiegłeś półmaraton z wózkiem w czasie 1:29:43, dla niejednej osoby taki wynik solo to już wyczyn. Czy długo się do tego przygotowywałeś? Jakie są kolejne cele/marzenia ?

M: Nie ukrywam, że założenie było takie, ze mamy złamać 1:30h. Ale bieg nie był łatwy, gdyż dosyć mocno wiało. Przygotowania trwały od stycznia. Wyglądało  to tak, że rano zawoziłem autem Laurę do żłobka, praca, po pracy bieg z wózkiem po Laurę i bieg do domu z powrotem . W weekendy dłuższe biegi. Ale mogę powiedzieć, ze złamanie 1:30h to zasługa tez Laury, która od 10km chciała koniecznie zabrać balonik pace markera 1:30h , i w końcu go dostała na mecie jak go przegoniliśmy ☺

18033573_10209447373410384_1081051189716676492_n

9. Laura jest już duża, ma 2.5 roku, a do tego jest pełna energii i nie umie usiedzieć na miejscu. Jakie masz sposoby na bieganie z nią w takim wieku, dużo dzieci odmawia siedzenia w wózku?

M: Z nią jest tak, że od początku szybko zasypiała w wózku. Na początku przesypiała nawet 25km. Teraz śpi między 40min a 1h. Potem sobie ogląda co się dzieje dookoła. Jak kończymy trening to musi sobie sama pobiegać ☺. Wyzwanie jest na zawodach. W zeszły roku na półmaratonie w Gdańsku była nieznośną przez pierwsze 10km(tata siku, tata chrupkę, chce do mamy itd.)potem padła. W tym roku w Gdyni zasnęła jeszcze w sektorze startowym i spała do 10km potem obserwowała kibiców.

To jak Laura dzielnie znosi biegi można zobaczyć na filmach. Wszystkie nasze wyczyny można zobaczyć na YouTube.

SKOK W BOK: Mateusza kanał na YOUTUBE.

 

10. Mogłoby się wydawać że bieganie z wózkiem odbieram Wam Panom męskości. Nie dość, że biegacie w obcisłych „gaciach” to jeszcze z wózkiem. Jak Wy to widzicie ??

M: Nigdy tego tak nie odbierałem, choć stereotyp jest taki, że to kobieta pcha wózek. Ja od początku inaczej do tego podchodziłem. Rzadko spotykam biegających z wózkami w Trójmieście. Zawsze patrzą na mnie jak na kosmitę jak biegnę. Teraz zacząłem jeździć na rolkach z wózkiem… tez patrzą jak na kosmitę ☺

Ale chyba takiego pozytywnego kosmitę, co nie ??

M: Tak ogólnie jest to bardzo fajnie odbierane.

Mam nadzieję, że zainspiruję innych tatusiów.

 

c_DSC_0994

11. Jak byś zachęcił innych panów do tego co robisz, co jest w tym fajnego, dlaczego warto ? Wydaje mi się, że każda mama byłaby zachwycona gdyby tatusiowie umieli połączyć swoją pasję do sportu z opieką nad dzieckiem.

M: Bieganie z wózkiem na pewno zbliża rodzica do dziecka. Dziecko poznaję pasję rodzica od podszewki. Nie ma nic fajniejszego jak wspólne uprawianie sportu razem z dzieckiem. Tatusiowie dajcie odpocząć mamom ☺

Panowie nie bać się !!!

12113277_965116953548572_8896900987542808104_o

12. Chciałbyś coś dodać od siebie ??

M: Ważną kwestia biegania z wózkiem jest wiek dziecka. Powinno ono już samodzielnie siadać. Ja zacząłem biegać z Laurą jak skończyła 6 miesięcy. Na pewno trzeba wybrać specjalny wózek biegowy. Dobrze by miał hamulec ręczny (szczególnie jak chcemy jeździć na rolkach). Hamulec przydaje się też na zbiegach.

Nie bójcie się pogody, jeśli mamy dobrze ubrane dziecko to można biegać w każdych warunkach (zdjęcia z zimy). Ważne jest też to, jak my się ubieramy. Czasami trzeba zrobić przerwę w biegu, bo dziecię będzie chciało wyjść z wózka, trzeba o tym pamiętać. Warto mieć jakiś dodatkowy ciuch ze sobą.

WP_20160121_003

DSC02809

Nie na każdej imprezie biegowej pozwalają biec z wózkiem. My biegamy półmaratony (mamy ich już 6 na koncie).

Od tego sezonu śmigamy tez na rolkach z wózkiem, mega frajda.. Jeśli Panowie będzie mieć jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

 

Dziękuję Ci Mateusz za rozmowę, myślę że częściej będę Cię prosiła o gościnę na blogu. 

Kto ma ochotę zadać jemu parę pytań osobiście to zapraszam na profil Mateusza na FACEBOOKU 🙂

 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach wózkarze!

 

O.

BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TRIATHLON

„Jego trenowanie” vs. „jej trenowanie”.

Zainspirowali mnie do tego posta nasi Panowie, którzy z pasji potrafią wyciągnąć to co najlepsze.

IMG_20170324_235314_136

I dziwić się, że anemia lubi trzymać się kobiet, że przetrenowanie w naszym życiu częściej się pojawia niż w męskim świecie, że to my częściej mówimy nie mam siły na trening, nie dam rady zrobić tych interwałów. Opowiem wam dwie historie, „jego trenowanie” vs. „jej trenowanie”. Ciekawi mnie czy znacie te sytuacje z autopsji, czy to tylko w moim świecie tak jest i to ja powinnam nad sobą popracować ??

 

„Jego trenowanie”.

Ma jeden, czy dwa treningi, nie ważne zawsze na nie znajdzie czas. Kobieta walczy o to aby było to dostosowane do życia rodzinnego i w pewnym momencie panowie uczą się i potrafią sobie to tak zorganizować. Niemniej jednak co ma być zrobione, to zrobione będzie i taki jest ich świat. On potrafi zrezygnować z piwa z kolegami, kina z żoną i kolacji w restauracji na rzecz treningu i nie żałuje tego w przeciwieństwie do niej, która pomimo, że kocha trenować, to życie towarzyskie też kocha, a wino z przyjaciółką to już w ogóle. On wychodzi na trening, ma totalny reset. Biega. Myśli o startach, kolejnych treningach. Analizuje tempo, tętno i całą masę innych kwestii treningowo-rozwojowych. Po treningu wraca, rozciągnie się, wy-rolluje. Zgra trening, zanalizuje go od A do Z. Wie nad czym musi popracować, planuje postępy i kolejne treningi w głowie. W spokoju usiądzie, ostygnie wyciągnie świeże rzeczy z szafy i pójdzie pod zasłużony prysznic. Zrobi sobie po-treningowy koktajl, wypije, usiądzie i się zregeneruje. Nie lubi kiedy po treningu musi coś robić. Zawsze się od tego wywinie, albo odłoży na później. Będzie przysięgał zrobienie i jakoś przez przypadek wypadnie mu to z głowy. Oczywiście są sytuację kiedy panowie też potrafią w szybkim tempie się wykąpać, ogarnąć dziecko i siebie, albo ewentualne zadania. Jednak to nie jest ich dzień powszedni, tych dni nie lubią, są poddenerwowani.

Jego trenowanie to jego mekka, mała cześć jego życia do której wpuszcza kobietę, ale tylko powierzchownie. Pokazuje progres i to z czego jest dumny. Reszta to jego mała tajemnica, to jego pudełko do którego nie masz wstępu. O treningach, trenowaniu, startach i ewentualnych planach z kumplami potrafi rozmawiać cały dzień, albo i dwa. To jego prawdziwa pasja i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Cieszy go każde nowe wyzwanie, postęp. Cieszą go te analizy, pomiary mocy, gadżety, które ma, które są w zasięgu ręki, a na które musi jeszcze długo poczekać. Czerpie  z tego prawdziwą i szczerą przyjemność, raduje się tym, pielęgnuje ten związek, poświęca mu cały swój wolny czas. Te treningowe cyferki są lepsze od imprezy, regeneracja i całą treningowa otoczka lepsza od wypadu do kina, a sam trening lepszy od…. no mam nadzieję że nie nas 🙂

IMG_20160712_164452

 

„Jej trenowanie”.

Niezależnie od ilości treningów, zawsze wplecie je między obowiązki rodzinne. Myśli o tym żeby on też miał czas na swój trening, należy do tych którzy prędzej zrezygnują ze swojego na rzecz innych. Jak dziecko poprosi by została, długo się będzie zastanawiać czy nie posłuchać. Czasami miewa wyrzuty sumienia, kiedy robi swoje, ale dzielnie próbuje walczyć z milionem myśli w swojej głowie. Nie potrafi zrezygnować z wina z koleżanką na rzecz wieczornego biegania, albo drugiego treningu. Przecież nic się stanie jeśli opuści tylko jedną jednostkę treningową, a tak dawno nie widziała się z „Justyną” przecież i to winko na pewno nie zaszkodzi. Ona wychodząc na trening, dotlenia się, resetuje, ale tylko przez chwilę. Po kilku kilometrach jej głowa jest pełna pomysłów, planów na dzień i obiad. Zastanawia się jakie ciasto upiec, co kupić w spożywczym, jak zmienić ten kącik dla małej. Myśli przelatują przez jej głowę prędkością światła, zmienia tematy co kilka kroków. Jak ma jakąś trudniejszą jednostkę treningową do zrobienia, lepiej na tym wychodzi, ma mniej czasu na myślenie. Trzeba spiąć pośladki i dać z siebie wszystko, więc tak robi, ciężko oddychając i totalnie się resetując. Nie ważne, czy schodzi z roweru, wraca z biegania, zanim się rozciągnie potrafi wysadzić dziecko, w jej głowie lista rzeczy do zrobienia zaczyna krzyczeć. Rozciąganie więc robi na szybkiego, bo trzeba, zapominając jak ważne jest ono w treningu wytrzymałości-owca. Później będzie płakać, że boli,a le przecież teraz jej mózg nie pozwala jej na relaks. „Relaksowała” się przecież biegając, pływając czy jeżdżąc na rowerze. Teraz jest czas by powrócić to codziennego kieratu, dlatego nie ściągając jeszcze biegowych ciuchów, szatkuję już cebulkę do makaronu, na który wodę wstawiła zanim zaczęła się rozciągać. W między czasie kiedy sos się gotuje ona wskakuje pod turbo szybki prysznic, nie zawsze myjąc głowę po każdym treningu. Na szczęście się nie poci i związane w kitę po lekkim treningu wyglądają całkiem okej. Dlatego lubi basen wtedy zawsze jest czas na umycie tych długich włosów. Oczywiście trening zgrywa wtedy kiedy sobie o tym przypomni, często włączając zegarek przed kolejnym. Niby zna się na tych cyferkach, tempach i progresie, ale nie ma czasu tego analizować i nie wiadomo czy ją to faktycznie mało interesuje, czy po prostu stała się wobec tego ignorantką nie z wyboru. Nie mniej jednak nie ma czasu by się nad tym zastawiać, chciała przecież dzisiaj jeszcze ogarnąć firmę, zrobić pranie, posprzątać tam za chlebakiem bo ostatnio widziała pełno okruchów, a zaraz trzeba lecieć po młodą do dzieci. Po treningu ma zawsze milion rzeczy do zrobienia, często zaczyna kilka na raz nie kończąc tak na prawdę żadnej. Te treningi, ten „czas wolny”, pozwalają jej na odlot w kosmos jej myśli. Dlatego po treningu ta burza mózgów nie wie do czego najpierw włożyć swoje ręce. Lata z kąta w kąt, podnosząc wszystko z podłogi, myjąc lustro, albo baterie stojąc pod prysznicem, odkurza gotując obiad. Nie ma chwili wytchnienia, tego relaksu po czy spokojnego rozciągania. Umie wytrzymać w oazie spokoju przez kilka minut, a potem zaczyna szaleć.

Co jest najsmutniejsze, że same sobie takie życie tworzymy. Dom by się nie zawalił bez jej przypływu po-treningowej energii i nagłego sprzątania. Obiad też by się ugotował w spokojniejszych warunkach. Dziecko poradziło by sobie z nocnikiem podczas jej rozciągania. Świat by się nie zawalił gdyby usiadła na te 15 minut po treningu z nogami w górze i odpoczęła. Ale to ta nasza okropna głowa nie pozwala nam się relaksować, tak bez powodu, bez celu i z pustą głową. Styki się palą i nie niczym ich nie umiem ugasić.

 

 

Dlatego…

szczerze Wam tego Panowie zazdroszczę!

IMG_20160807_223543

 

O.

Moje 120 kilometrów walki.

PODRÓŻE SPORT TRIATHLON

Moje 120 kilometrów walki.

Pierwszy taki trening za mną, pierwsze moje 120 km przejechane ciągiem na rowerze i pierwsze chwile totalnego zwątpienia.

IMG_20160429_205205

Jedziemy… wiem że za tymi pięknymi widokami czeka na mnie największy podjazd na trasie. Nie znam tych miejsc, więc nie znam trasy, nie wiem dokładnie co mnie czeka. Wiem tylko, że mam się wspiąć na około 800 m. Jedziemy… skręt do wioski w prawo i już widzę tylko drogi prowadzące w górę. Widzę kolejne wioski położone jeszcze wyżej, domy do których prowadza tylko pionowe drogi. Boję się, GARMIN pokazuje już 96 kilometr, moje nogi robią się coraz sztywniejsze, a przede mną sporo kilometrów do góry. Jednak się nie poddaję jadę dalej, milion myśli przechodzi przez moją głowę, próbuję zwalić wszystko na tatę, który to wymyślił tą właśnie trasę dla nas do pokonania. Wiem, że to nic nie da, to moja głowa zaczyna wątpić zupełnie w moje siły, więc to z nią muszę stoczyć tą walkę.

Traska 120 km na drugi koniec wyspy, gdzie mieliśmy spędzić Cypryjskie święta w domu nad basenem, wydawała się nie lada wyzwaniem. Nie było opcji na wzięcie rowerów na dachu, bo rowery dziadków już tam były więc jedyną opcją jaka istniała, żeby odwalić dwa solidne treningi rowerowe to żeby pojechać tam na rowerach. Jak już pisałam Cypr jest górzystą wyspą, wszędzie znajdzie się sporo podjazdów. Nad samym morzem trzeba wdrapywać się na kilkuset metrowe klify, wioski koło nadmorskich miasteczek zazwyczaj położone są na równie wysokich wzgórzach, a gdy chce się przedostać z południowej części na północną cześć wyspy trzeba przedostać się przez pasmo górskie który w najwyższym miejscu sięga 2000 m.

 

 

Dlatego bałam się tego dnia. Nie wiedziałam do końca czy sobie poradzę. Nie wiedziałam kiedy na trasie skończą mi się przerzutki i kiedy totalne zmęczenie nie pozwoli na dalsze pedałowanie. Niby w sierpniu mam robić 1/2 IRONMANA, więc powinnam być bez problemu gotowa na 100 km trasy, a jednak pierwszy raz zawsze jest wielką niewiadomą.

3 dni później wracamy… Już wiem co mnie czeka, znam dokładnie traskę pamiętam każdy podjazd, każdy zjazd. Zastanawiam się co gorsze, czy 12 kilometrowy podjazd na 92 kilometrze kiedy wiem że po czeka mnie tylko zjazd, dobre jedzenie i leżenie nad basenem. Czy też zrobienie tego czternastokilometrowego podjazdu na świeżości, ale po nim czeka na mnie jeszcze dobre 100 kilometrów pedałowania.

IMG_20160429_205137

 

Cóż mogę napisać to były dwa solidne treningi. Pierwszy kosztował mnie trochę więcej, na drugi byłam przygotowana. Po drugim też, tyłek odpadał mi już w połowie drogi, a 30 kilometrów przed końcem drogi tak pragnęłam być już w domu że średnia prędkość na ostatnich 30 kilometrach wyszła 35 km/h. Byłam połamana, nogi bolały, tyłek bolał, plecy bolały szyja i kark również, ale warto było. Każdy ból i chwile zwątpienia rekompensowały widoki i smak tego co czułam na mecie, na końcu drogi, na końcu mojej 120 kilometrowej drogi.

Wiem, że moja siła wzrasta z każdym wyklepanym kilometrem. Wiem, że jeżeli popchnę się do granic możliwości to powoli będę te granice przesuwać. Wiem też, że dopóki nie wyjdę ze swojej strefy komfortu to nie będę się rozwijać, nie będę szybsza, silniejsza i pewniejsza siebie. Ten trening dał mi poczucie, że jestem silna, że swoim tempem brnę do przodu, że nawet największe zwątpienie można zwalczyć.

Dlatego nie bójcie się próbować, nie bójcie się stawiać pierwszych kroków w sportach z którymi nie mieliście zbyt wiele wspólnego, nie bójcie się mocnych treningów. Każdy z nas ma tą siłę tylko musimy ją odnaleźć i cały czas walczyć o jej rozwój.

 

IMG_20160429_193320

Odpoczynek z córą smakuje lepiej niż w pojedynkę 🙂

 

Walczcie, bo warto !

 

O.

Obóz treningowy na Cyprze – przyjemność z pożytecznym.

AKTYWNA MAMA CODZIENNOŚĆ PODRÓŻE SPORT TRIATHLON

Obóz treningowy na Cyprze – przyjemność z pożytecznym.

Zazwyczaj kiedy wiosna przychodzi do Polski wielkimi krokami, a majówka zazwyczaj dmucha zimnem i bardziej zimową niż letnią pogodą. My zawijamy manatki i lecimy na Cypr.

IMG_20160430_142842

 

Dla tych którzy nie wiedzą mamy prac sezonowe, więc wiosna i jesień jest naszym czasem wolnym, w którym załatwiamy wszystkie prywatne sprawy których w sezonie nie ma kiedy ogrnąć. Wiosną i jesienią też mamy czas dla siebie, czas na treningi i czas żeby podróżować dlatego co roku od paru dobrych lat śmigamy na Cypr. Dlaczego ? Bo to właśnie tu Zosi dziadkowie, którzy dawno temu wraz ze mną uciekli z Polski, teraz mieszkają.

Dlatego też zawsze kiedy lecimy na Cypr, mam wrażenie że w końcu będziemy mieli czas na wszystko. Że będzie czas na treningi, na zabawę, na spacery, na książki i na całą resztę, że blog będzie w końcu zapełniony nowymi postami, ale niestety. Jest tutaj za dużo bodźców, za dużo pięknych miejsc, za dużo knajpek, plaż i innych atrakcji i zawsze jest pełno rzeczy do roboty. A moje kilka stron w internecie świeci pustkami i czeka aż ja zarwę którąś noc i napiszę parę słów.

Dlatego dzisiaj kiedy grzejemy się nad basenem w przepięknym domu z widokiem na morze, a reszt rodzinki po porannym treningu i porannej pobudce poszła spać ja mam chwilę żeby usiąść w końcu z komputerem.

Nasz Cypr z którym jesteśmy mocno emocjonalnie związani, przeplata się co chwilę przez nasze życie. Od kilku lat został też naszym ulubionym miejscem do treningów.

Cypr to nie odkryta mekka dla triathlonistów. Są piękne piećdziesięcio-metrowe otwarte baseny, o morzu już nie wspomnę w którym aż chcę się robić treningi „open-water”. Promenady nadmorskie i inne ścieżki, których do biegania jest na prawdę dużo. No i najpiękniejsza rzecz, o jaką w wielu miejscach trudno, sieć niekończących się tras rowerowych. I to nie takich tam-i-spowrotem, płaskich i nijakich. Nie, tutaj jest po prostu masa przepięknych widokowo, pustych, górskich i na prawdę wymagających trasek. Mam wrażenie, że gdzie się nie pojedzie, ciut dalej od miasta, trasy się ciągną kilometrami. Można wspinać się na pobliskie wzgórza, i zrobić sobie krótki trening, a można pojechać na drugą stronę wyspy, lub eksplorować ja wzdłuż morza przez wiele wiele kilometrów. Cypr jest dosyć górzysta wyspą, nie mówię już o prawdziwych górach które sięgają tu do 2000 m, ale cała wyspa jest pofalowana. Tutaj aż chce się trenować, chce się spędzić pół dnia na rowerze, walcząc ze swoimi słabościami.

Dzisiaj jestem po mocnym treningu, miałam biegać, miałam pływać, ale dzisiaj mam wolne. Od jutra wrócę na treningowe ścieżki. Dzisiaj odpoczywam, pije wino z na wyspie pełnej wina i relaksuje się z moją księżniczką nad basenem. A jutro zapraszam Was na parę słów jak przebyć swoje pierwsze 120 km na szosie po górach !

Z pozdrowieniami z ciepłej wyspy,

O.

Brak sił nie znaczy że sobie odpuszczam.

AKTYWNA MAMA CODZIENNOŚĆ SPORT TRIATHLON

Brak sił nie znaczy że sobie odpuszczam.

Moje dziecko nie śpi od trzech dni. Mam totalny brak sił.

Miałabym ochotę wypić tak wielką butelkę wina, żeby paść nieżywa w łóżku i nie słyszeć okropnie głośnych ataków płaczu w roli mojej córki przez kolejną noc.

Mała w naszym łóżku ?

Wczorajszą noc mała Z spędziła u rodziców w łóżku. W jej karierze życiowej trwającej już prawie 14 miesięcy, miało to miejsce tylko trzy razy. Pierwsza noc kiedy wróciłyśmy ze szpitala. Totalne fiasko, bo sapałam tak sztywna, że rano wszystko mnie bolało. Drugi raz był w Sopocie, kiedy to po raz pierwszy od naszego małżeńskiego życia R i ja spaliśmy w osobnych łóżkach w tym samym domu. Spałam z Zosią w osobnej sypialni walcząc z jej płaczem do 5 rano. Potem oddałam łóżko wraz z dzieckiem wyspanemu Rafałowi, a sama uciekłam do drugiej sypialni. No i trzeci był wczoraj, kiedy to wstawałam do młodej co jakieś 5-10 minut od godziny 00.20, przez dobre kilka godzin, na zmianę wkurzając się na śpiącego obok męża, który wstał wydawało mi się o połowę mniej razy niż ja ( teraz myśląc sobie, że mogłabym sama wstawać i tak się cieszę że wyręczył mnie chociaż o te połowę mniej razy, ale człowiek wyrwany ze snu, który po raz tysięczny raz ma wstać do płaczącego dziecka może być delikatnie sfrustrowany 🙂 )

Brnę dalej.

Dzisiaj, kiedy w końcu poczułam tą ciszę w samochodzie gdy mała Z po paru moich bezsennych nocach zasnęła, ostatnią rzecza jaką chciałam robic to było bieganie. Oczywiście jak zwykle w najmniej motywacyjnym dniu mam do zrobienia interwały. Chciałam rozłożyć siedzenie ( od biedy zasnęła bym na siedząco) i iść spać razem z nią, ale …..

Chwilę później truchtałam już w lesie…

 

IMG_20160419_222526.jpg

…a jeszcze chwilę później biegałam interwały na Gutwin, Mosir, moim ulubionym biegowym miejscu w Ostrowcu Św.

Ja się nie poddaję. Brnę dalej z treningami i pomimo, że treningi są ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę ostatnimi dniami, to dzięki nim jeszcze funkcjonuje.

Dawno też nie spędzałam tyle czasu w ciuchach treningowych. Ostatnie tygodnie w Polsce przed dłuższym wypadem na Cypr są intensywne. Wplatamy treningi pomiędzy milion innych obowiązków czyli na przykład kiedy wymieniamy opony, biegamy. Kiedy jedno załatwia zakupy drugie pływa, a kiedy drugie ogarnia resztę zadań, pierwsze śmiga na rower. Nasz samochód codziennie wozi wózek, buty biegowe, torby basenowe, ciuchy treningowe i rowery tak żeby w razie co wskoczyć w trening. W taki oto sposób znajdujemy czas na to żeby załatwić wszystko, niestety czasami kosztem prysznica, przez co muszę zakładać normalne spodnie na leginsy biegowe, albo myć się pod samochodem chusteczkami Zosi. Ale przynajmniej jest wesoło.

Mała jak zwykle w przypadku ząbkowania, o wiele lepiej znosi to poza domem niż w domu, więc dla niej ostatnie dni są też na plus. Ciężej tylko jest zorganizować się na poranne wyjście kiedy catering Zosi musi obejmować 3 posiłki w tym obiad,a nie tylko jakaś kaszę z owocami, lub jogurtem.

Nie poddawaj się !

Co tam bieganie z wózkiem, przecież kaczki są ważniejsze 😉 Dzisiaj nasze „kwa kwa” towarzyszki wciągały razem z nami moje po treningowe kulki mocy! Zocha była w siódmym niebie !

IMG_20160419_222354.jpg

Dlatego nie poddawajcie się, wiosna nie tylko przynosi nam piękną słoneczną pogodę, ale też przesilenie wiosenne, które może dopaść każdego. Przynosi nam głowę chętną na porządki, które dorzucają zmęczenie do codzienności. Chce nam się wszystkiego a zarazem po prostu brak nam sił.

NIE WAŻNE ! Wyznaczajcie sobie małe cele, niech celem będzie zaliczenie kolejnego treningu, czy zrobienie kolejnego kroku żeby w końcu zaliczyć ten pierwszy bieg. Nie rzucajcie się z motyką na słońce, nie chciejcie od razu przenosić góry. Zacznijmy od małych rzeczy góry same przyjdą 🙂 Nie ważne jest dlaczego to robimy, ważne jest że to robimy i spełniamy się podczas tego !

 

Dobrej nocy.

O.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BIEGAM Z WÓZKIEM – jak biegać? Dla Was zapytałam się o to fizjoterapeuty.

Wróciłam z treningu zmęczona jakbym przebiegła co najmniej maraton, dodałabym i to z wózkiem, bo oczywiście wróciłam z treningu biegając z wózkiem. Nie wiedziałam czemu, przecież był mróz, moje ulubione warunki do biegania, miałam motywację, ale brakowało sił. Z każdym kilometrem zamiast nabierać sił i ładować się endorfinami, biegło mi się coraz ciężej, coraz gorzej. Miałam ochotę się zatrzymać, zostawić ten wózek i poprosić Rafała żeby po nas przyjechał bo ja MAM DOŚĆ. Oczywiście Rafał był na stoku, a ja w środku wsi, więc zmusiłam się i dobiegłam do domu, ale dało mi to do myślenia.

Tak jak bieganie solo nie wymaga większej wiedzy na temat prawidłowej postawy, tak przy bieganiu z wózkiem jest inaczej. Podczas samodzielnego biegu nie powinniśmy wymuszać nienaturalnej postawy, natomiast przy bieganiu z wózkiem musimy korygować i kontrolować naszą sylwetkę. 

Dlaczego ? 

Niby prosta odpowiedź, bo biegniemy z wózkiem. Pchamy duży ciężar, robimy coś nienaturalnego jeżeli chodzi o bieganie. Dlatego kontrola sylwetki i postawy jest niezbędna tak, aby bieganie z wózkiem nie spowodowało żądnych kontuzji, przykurczy i po prostu nie odebrało nam przyjemności z samego biegu.

20151106_122740 (1)

 

Po raz kolejny zasięgnęłam wiedzy u źródła i to właśnie dla tego tekstu spotkałam się z fizjoterapeutą, biegaczem i triathlonistą Konradem Sulikiem, który swoje życie poświęca nie tylko pasjom sportowym, ale głównie dba o zdrowie swoich pacjentów, w gabinecie Medical Sport Rehabilitacja w Ostrowcu Świętokrzyskim

Wraz z Konradem przeanalizowaliśmy sylwetkę podczas biegu z wózkiem, zastanowiliśmy się nad jej konsekwencjami i wspólnie stworzyliśmy ten właśnie post. Kilka rad, kilka przestróg, kilka ćwiczeń rozciągających, które mają na celu pomóc Wam biegać z wózkiem bez kontuzji, nie męcząc się i czerpiąc z tego największą przyjemność jaką się da!

Ja w tym poście będę doświadczeniem, natomiast Konrad specjalistą. Kilkugodzinna burza mózgów pozwoliła nam dojść do paru podsumowań.

 

1. Dlaczego nasza pozycja jest tak ważna podczas biegania z wózkiem ?

Tak jak zawsze w sporcie złe, czy nieprawidłowe wykonywanie ćwiczeń wiąże się z kontuzjami, tak samo bieganie z wózkiem bez prawidłowego przygotowania i bez prawidłowej techniki biegu może skończyć się kontuzją. Oprócz standardowych przeciążeń, przy bieganiu z wózkiem możemy nabawić się przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego. Podczas biegu, pchanie ciężaru jakim jest wózek może doprowadzić do nienaturalnej sylwetki i garbienia się. Podczas długiego jednostajnego biegu taka lekko zgięta pozycja może doprowadzić właśnie do przykurczu mięśnia biodrowo-lędźwiowego, który już po samej ciąży jest mocno obciążony i mało rozciągnięty.

DSC_0012

2. Na co trzeba zwrócić szczególną uwagę kiedy zaczynamy myśleć o bieganiu z wózkiem.

  1. Najważniejsze jest nasze przygotowanie. Żeby zacząć świadomie biegać z wózkiem i bez kontuzji musimy przygotować najpierw do tego nasze ciało, a co za tym idzie wzmocnienie mięśni głębokich, czyli cała masa ćwiczeń CORE STABILITY. Podczas biegu z wózkiem, górne partie ciała są bardziej obciążone niż podczas biegu solo, dlatego tak ważne jest wzmocnienie tych partii ciała zanim zaczniemy „biegać we dwoje„. Wzmocnienie mięśni głębokich pozwoli utrzymać nam prawidłową sylwetkę podczas biegu i nie spowoduję dużych obciążeń.
  2. Dla kobiet, według Konrada taki optymalny czas po ciąży po jakim możemy zaczynać swoją wózkową przygodę to około 6 miesięcy. Długo ?  Tylko tak się wydaję. Dziecko tak na prawdę dopiero po tym okresie jest przygotowane do biegania w wózku. Producenci wózków biegowych zalecają, że dziecko powinno stabilnie siedzieć zanim zaczniemy wozić je w spacerówce. Moja Zosia dosyć późno siedziała, raczkowała dużo wcześniej niż siedziała. Oczywiście wózki biegowe mają ruchome podparcie, tak że możemy wozić swoje dzieci w pozycji półleżącej, więc myślę, że wybór kiedy zaczynamy wozić swoją pociechę w wózku biegowym to indywidualna decyzja rodzica. Dodatkowo, dla tatusiów istnieje opcja dokupienia przejściówki tak żeby można było wsadzać fotelik samochodowy do naszego joggera. Wtedy bieganie z wózkiem staje się możliwe jeszcze wcześniej.
  3. Panie, które chcą zacząć biegać ze swoimi maluchami, przy powrocie do biegania powinny udać się na badanie funkcjonalne, o którym pisałam już wcześniej i na jego podstawie dowiedzą się kiedy i jak zacząć wracać do formy. Dla nas najważniejsze jest wzmocnienie mięśni, które są osłabione po ciąży i po porodzie. Podejmując decyzję kiedy zaczynamy biegać z wózkiem musimy wziąć pod uwagę to jak przebiegała nasza ciąża i na ile aktywne w niej byłyśmy. Ja swoją przygodę w bieganiu z wózkiem zaczęłam dosyć późno, Zosia miała wtedy 8 miesięcy. Jednak teraz z perspektywy czasu, gdybym miała zielone światło od fizjoterapeuty żeby biegać z małą, zaczęłabym dużo wcześniej! 🙂DSC_0049 (1)
  4. Kolejna ważna rzecz to wózek. Niestety tu nie napiszę, że można biegać z każdym. Już nie mówię tu o przyjemności jaką zwykła spacerówka mogłaby odebrać nam z biegu, ale chodzi też o bezpieczeństwo dziecka i nasze zdrowie. Wózki biegowe są przystosowane do biegania poprzez 3 kołowy stelaż, co daje większą stabilność wózka niż zwykły czterokołowiec, mają możliwość zablokowania przedniego koła na czas biegu, w taki sposób wózek podczas biegu przy jakichkolwiek nierównościach nie ucieknie nam i nie przewróci się. Większość wózków ma wzmocnioną amortyzację, co daje lepszy komfort jazdy dla dziecka podczas biegu, no i ręczny hamulec który już jest praktycznie standardowym wyposażeniem w każdym biegowym trzykołowcu. Jeżeli chodzi o dobór wózka do nas, musimy wziąć po uwagę nasz wzrost. Rączka wózka powinna być mniej więcej na wysokości naszych bioder/pasa, tak aby czuć się komfortowo podczas biegu. Nie możemy kupować zbyt niskiego wózka, tak abyśmy nie garbili się podczas biegu. Ręką prowadząca powinna być na tej samej wysokości mniej więcej na której jest kiedy biegniemy bez wózka. Nie bójcie się jednak, że wózek musi mieć koniecznie regulowaną rączkę! Nasz IRONMAN pasuje zarówno do mnie (174 cm wzrostu) jak i do mojego Rafała ( który ma dobre 191 cm), a podczas wyboru też martwiliśmy się to jak R. będzie się z nim biegało.20160326_101123
  5. Kolejnym ważnym elementem podczas biegania z wózkiem jest częsta zmiana rąk i w miarę możliwości równomierna praca rąk. Zależy nam na tym, aby zarówno prawa jak i lewa ręka prowadziła wózek przez tyle samo czasu podczas biegu. Wydawało by się, że jest to rzecz oczywista, ale każdy z nas ma jedną rękę mocniejsza i uwierzcie mi na początku Waszej „wózkowej przygody” będziecie chcieli pchać wózek właśnie tą ręką. Dlatego na początku musimy zwracać uwagę na częstą zmianę rąk tak aby obydwie ręce pracowały równomiernie. Wraz z doświadczeniem, ręce same zaczną zmieniać się bardzo często i pracować równomiernie. Dłoń powinna swobodnie leżeć na rączce, najlepiej na jej środku, uważamy na mocne zaciskanie rączki !
  6. Nie skracamy kroku! To kolejny element który jest częstym błędem początkujących biegaczy z wózkiem. Mając przed sobą wózek boimy się biec naturalnie długim krokiem, gdyż boimy się że będziemy uderzać nogami o ramę wózka. Nic bardziej mylnego, nawet mój małżonek, którego Bozia obdarzyła tylko 191 cm wzrostu, nie haczy o ramę wózka podczas biegu! Skracany krok to wynik bardziej działającej naszej podświadomości i głowy niż faktycznie element spowodowany konstrukcją wózka. Dlatego nie bójmy się wydłużyć krok i biec tak samo jakbyśmy biegli nie mając wózka przed sobą.DSC_0218
  7. Różne tempo! Podczas wolnego biegania z wózkiem jesteśmy najbardziej narażeni na masę błędów i złą sylwetkę podczas biegu. Podczas wolnego biegu jesteśmy rozluźnieni, krok jest automatycznie krótszy i „człapiemy” z przygarbionymi plecami. Gdy prędkość się zwiększa, nagle nie umiemy się nie prostować, krok samoistnie się wydłuża i sylwetka zaczyna być prawidłowa. Dlatego wszystkim początkującym biegaczom proponuję zrobić parę szybkich przebieżek z wózkiem i przeanalizować swoją pozycję podczas szybkiego biegu. Nagle zauważycie, że da się biec wyprostowanym, szybko zmieniając ręce i nie skracając kroku!
  8. Ambitni biegacze muszą zacząć biegać na tętno, a nie tempo. Nasze tempo przy bieganiu z wózkiem, w zależności od naszej formy i siły może różnić się znacznie albo tylko trochę. W szczególności jeśli dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Dlatego nie martwcie się o wasze tempo biegu tylko zacznijcie spoglądać na monitor pracy serca i trzymajcie się w strefach. W zimę, podczas moich wybiegań na polach, w dni w które wiał wiatr tempo biegu czasami różniło się o 1 min/km podczas biegu z wózkiem pod wiatr i z wiatrem. Biegnąc na 6.30 min/km pod wiatr pulsometr czasami pokazywał o kilka uderzeń wyższe tętno, niż biegnąc na 5.20 min/km z wiatrem. Nie ma co ukrywać wózek jest obciążeniem, ale jakim słodkim 🙂

12719630_1126619634023180_8941014666572033376_o

 

Jak ma wyglądać nasza sylwetka i postawa podczas biegania z wózkiem?

DSC_0207

Poniżej najważniejsze elementy których musicie pilnować podczas BIEGU Z WÓZKIEM:

  • naturalna postawa – próbujemy utrzymać jak najbardziej naturalną sylwetkę;
  • wyprostowana sylwetka – skupiamy się na tym aby nasze plecy były wyprostowane, abyśmy się nie grabili i aby nasza klatka piersiowa była wypchnięta delikatnie do przodu
  • zmiana rąk –  czyli panujemy nad rękoma! Koncentrujemy się na tym aby obydwie ręce były zmieniane często i w miarę możliwości na tyle samo czasu.
  • długi naturalny krok – nie skracamy kroku! Utrzymujemy taki sam krok jak podczas biegania solo.
  • naturalna obszerna praca ramion –  niestety już tylko jedna ręka może nam pomagać, dlatego warto wykorzystać ją jak najlepiej, pracując nią dosyć obszernie i szybko tak aby pomagała nam utrzymać wysoką kadencję, a co za tym idzie lepsze tempo.

 

 

3. Czy można biegać tylko z wózkiem czy warto przeplatać treningi bieganiami solo.

bieg11

Zarówno Konrad jak i my ( czyt. ja i Rafał ) mamy to samo podejście do tego tematu. Ze zdrowotnego punktu widzenia, bieganie z wózkiem jeżeli jest rekreacyjne (czyli niska intensywność) nie musi być przeplatane treningami solo. W przypadku, gdy intensywność naszych treningów wzrasta, warto poprzeplatać jednostki treningowe „we dwoje” tymi w pojedynkę. Co prawda z wózkiem możemy wykonać każdy trening, od długich wybiegań, przez interwały do podbiegów. Jednak te intensywniejsze z obciążeniem, mogą być naprawdę obciążające dla organizmu. Mogą one być porównywane do treningów siły biegowej. Będą one też odbiegały tempem od tych solo. Dlatego podczas biegania z wózkiem zapomnijcie o tempie, a skupcie się na tętnie, które pokaże Wam na ile możecie pozwolić sobie na danym treningu by nie wyjść z Waszej założonej strefy.

Z mojego doświadczenia po kilku mocnych treningach z wózkiem, chce mi się pobiec solo. Chcę poczuć tą lekkość, brak ciężaru i swobodę. Kocham biegać z Zosią, ale kocham robić to też w pojedynkę, dlatego oprócz zdrowotnych korzyści warto urozmaicić sobie trening i w miarę możliwość wyjść pobiegać również samemu. Oczywiście w zimę kiedy praca u nas wre, przez 2-3 miesiące moje treningi było tylko w towarzystwie malej. Jednak pierwszy trening po długim czasie w pojedynkę był rajem i przez najbliższe kilka dni to tata dostawał wózek i buty biegowe w rękę, a ja delektowałam się lekkością jakiej mi brakowało przez zimę.

4. SIŁA

Jednak nie ma tego złego… zimowe wybiegania z wózkiem, wzmocniły mnie jako biegacza. Nawet te rekreacyjne treningi spokojnym tempem, na dłuższą metę budują wytrzymałość i siłę. Teraz nie tylko biegam szybciej, ale i czuję się silniejsza. Podczas biegu z wózkiem, nasze górne partie ciała pracują mocniej niż podczas biegu solo, wzmacniamy więc nasze brzuchy i szybciej osiągamy ten płaski wymarzony efekt po ciąży. Bieganie z wózkiem rozwija nas jako biegaczy i nadaje się dla każdego. Dla tych co zaczynają swoją przygodę z bieganiem i dla tych co chcą ją kontynuować po prostu w towarzystwie 🙂

5. W kolejnym poście znajdziecie kilka ćwiczeń, które pomogą Wam rozciągnąć najbardziej obciążone mięśnie podczas biegania z wózkiem. Przygotowane przez Konrada specjalnie dla Was!

12671678_1126508797367597_591852002318932930_o.jpg

A tak podsumowując…

Bieganie z wózkiem to niesamowite przeżycia, to czas na spędzeni czasu z dzieckiem i czas na realizację swoich pasji. Nie zawsze jednak jest łatwo, czasami treningi są obciążające, czasami maluch odmawia posłuszeństwa. Ja nie żałuję żadnej minuty spędzonej z Zosią w lesie, na polach, nad morzem, na alejkach, biegając po chodnikach i po ścieżkach rowerowych, po szutrze i po asfalcie, czasami ze łzami w oczach bo wiatr mnie zatrzymywał i nie miałam zupełnie siły pchać tego „cholerstwa”, a czasami pochłonięta w totalnej euforii i przepełniona szczęściem, że mogę robić to co kocham i to w towarzystwie własnej córki. Bieganie z wózkiem zbliża rodzica i dziecko, daje poczucie spełnienia, niezależności i swobody w treningach.

Dlatego gdyby ktoś się mnie kiedykolwiek spytał „Czy warto?”, nie zawahałabym się przez ani sekundę z odpowiedzią „Pewnie, że TAK !”

 

 

O.

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

BIEGANIE CIĄŻA CODZIENNOŚĆ DIETA PORADY

Kiedy wiesz, że zdrowe życie i aktywność fizyczna stała się częścią Ciebie?

Wszyscy teraz trenują, zdrowo się odżywiają. Każdy z innego powodu, jedni dlatego żeby schudnąć, drudzy dlatego żeby być zdrowym, trzeci bo im taki tryb życia po porostu bardziej odpowiada, jeszcze inni zarazili się od trenujących znajomych. Pytanie tylko kiedy takie życie staję się częścią nas? Przestaje być tylko wyborem a staje się codziennością, sposobem bez którego nie umiemy już żyć?

Po mojej 3 tygodniowej przerwie w regularnych treningach i tylko domowym jedzeniu, wiem że zdrowe i aktywne życia to cała JA ! Niejedna osoba rozleniwiłaby się po 24 godzinnej harówce, mówiąc że teraz potrzebuje chwili ciszy i spokoju dla siebie, chwili odpoczynku, a najlepiej urlopu. Niejedna osoba wybrałaby stołowanie się w restauracji, bo przecież nie trzeba gotować 3 obiadów, zdrowego dziecięcego dla Zosi, konkretniejszego dla Rafała i lżejszego dla siebie. Przecież nie trzeba myć garów i całej reszty kuchennych akcesoriów. Siadasz do stołu, zamawiasz i „voila” wszystko smaczne, doprawione i cieplutkie stoi przed twoja okropnie głodną osobą.

A ja ?? Zamiast się cieszyć z restauracyjnych obiadów, otwierając „Menu” już mam dość. Tydzień jedzenia poza domem, a ja świruję, wariuję, czekam na swoje sałatki, nowe przepisy, brudne gary i milion zapachów unoszących się po kuchni. Ja stołując się częściej niż kiedykolwiek, przez ostatnie trzy tygodnie w restauracji, mam ich serdecznie dość. I pomimo, że moje standardowe karciane wybory to zazwyczaj sałatka ze szpinaku z orzechami włoskimi, zupa z soczewicy, ekologiczny pstrąg z rusztu, orkiszowe pierogi z gęsiną, czy dziki ryż z warzywami to i tak czuję się jak jedna wielka chodząca zanieczyszczona bańka. Czuję się nieswojo w swojej skórze, tak jakby ktoś zabrał mi część mnie. I pomimo, że wszystkie wymienione wyżej potrawy są na prawdę smaczne i chyba najbardziej zdrowe z możliwych, to nie wiem czemu nie mogę doczekać się jutra, kiedy wrócę do swoich regularnych treningów, kiedy zacznę pić swoje świeżo wyciskane soki. I pomimo, że moje życie i tak było dosyć zdrową formą pracoholiczki, która przytłoczona tonami obowiązków i tak miała czas codziennie rano na pyszną owsiankę i świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Która miała czas na rzadsze, ale obecne treningi i która w tym całym pracowo-rodzinno -urodzinowo-chrzcinowym zamieszaniu nie zwariowała i się nie zaniedbała.

Po wielu lekturach  na temat zdrowego odżywiania, oczyszczania organizmu, detox-ów i innych cudów. Od jutra czeka mnie 5 dni roślinnego oczyszczania, pięć dni tak zwanego postu podczas którego mój organizm powinien zacząć odżywiać się endogennie, czyli wszystko co jest w nim niedobre zacznie być usuwane z organizmu. Pięć dni bez węglowodanów, bez tłuszczów, bez białek, bez roślin strączkowych i skrobi. Pięć dni podczas których będę jeść tylko warzywa i owoce, które nie posiadają zbyt dużej ilości cukrów, które mogą być tylko i wyłącznie spożywane w formie soków, na surowo w formie sałatek i surówek, gotowanych najlepiej na parze, lub pieczonych beztłuszczowo.

 

Dzisiaj wiem że zdrowy tryb życia i aktywność fizyczna to JA. To część mnie, a nie dodatek. To moja codzienność, a nie moje marzenie, czy obowiązek. Pewnie, że zaczynałam tak jak każdy. Pewnie, że było to dla mnie kiedyś wyborem, świadomą decyzją. Teraz jest to codziennością , bez której na dłuższą metę nie potrafię już funkcjonować. I pomimo, że czasami mam ochotę na ogromnego hamburgera i frytki, to wolę te swoje pieczone w piekarniku na przykład z batatów i tego ciecior-exa, w którym kotlet jest z ciecierzycy a nie  z mięsa wołowego. Słodkie czekoladki, czy ciastka z paczki nie są już dla mnie smaczne, nie istnieją w moim jadłospisie. Wolę swoje kulki „szczęścia”, moje ciasto raw bounty, czy marchewkowe i to nie dlatego że wiem że jest zdrowe. Zwyczajnie słodkie utwardzone tłuszcze roślinne mi już nie smakują, nie czuję się po nich dobrze i zamiast mnie uszczęśliwiać, odbierają siły. Nie mam ataków głodu na niezdrowe rzeczy, nie czuję że jest mi coś zakazywane, nie odmawiam sobie słodkości i nie czuję że czegoś mi brakuje. Zdrowe odżywianie tak samo jak regularny trening stało się moim życiem. Po kilku dniach bez biegania, pływania, jazdy na rowerze czy innych sezonowych aktywności roznosi mnie zła energia, która muszę spożytkować na treningu. Życie ze sportem jest fajniejsze, pełne energii i siły do działania. Zdrowe życie sprawia że mamy siłę przenosić góry!

Także jeżeli jeszcze nie spróbowaliście przerzucić się na zdrową i aktywną stronę życia, to czas najwyższy spróbować ! Otrzymacie w zamian niezastąpioną energię, szczęście i spełnienie bez których w życiu nie da się być szczęśliwym.

A więc do dzieła!

20160109_121455.jpg

 

O.

 

 

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ TESTY

W tym pięknym Świątecznym okresie zrób coś dla Siebie – IDŹ POBIEGAĆ !

Było mi dane napisać fajny artykuł dla portalu biegaczki.pl . Bardzo mnie cieszą takie współprace, bo pozwalają mi się rozwijać, trafiać do większego grona.

Jako autorka tego tekstu mam nadzieję, że wypada mi się nim z Wami podzielić, bo przecież święta tuż tuż ! 🙂

W ferworze świątecznych przygotowań, zrób coś dla siebie – Wyjdź pobiegać !

Wiele z nas wpadając w wir przygotowań świątecznych i chcąc sprawić żeby były jedyne w swoim rodzaju zapomina o sobie. Biegamy po sklepach szukając wymarzonych prezentów dla całej rodziny. Sprzątamy, gotujemy, szukamy przepisów na zdrowe potrawy wigilijne. Oprócz tego przecież jesteśmy córkami, żonami, mamami, dziewczynami, kobietami które chcą zadbać o wszystkich im bliskich. Szefowymi, które chcą aby ich pracownicy też poczuli świąteczną aurę. Pracownicami które chcą aby wszystkie prezenty trafiły do zamawiających, pracownicami które pomimo świątecznej popołudniowej walki pragną wywiązywać się ze swoich zobowiązań, swojej pracy. I gdzie w tym szale znaleźć czas na nas same ? Na nasze 5 minut samotności, odpoczynku, kiedy możemy w spokoju zadbać o siebie, przewietrzyć głowę, poukładać myśli ?

Wiele z nas zapomina o sobie, o chwili dla siebie, żeby wziąć oddech i naładować baterie. W tak intensywnym okresie jakim jest okres świąteczny jest on nam jeszcze bardziej potrzebny niż na co-dzień. Dlatego drogie Panie, nie ma wymówek!

ZRÓBCIE COŚ DLA SIEBIE I IDŹCIE POBIEGAĆ !

DSC_0049 (1)

Nie znam lepszego sposobu na naładowanie baterii niż kilkudziesięciu minutowy bieg na świeżym powietrzu. W tym okresie zrezygnujcie z zamkniętych pomieszczeń. Spędzamy w nich naprawdę większą część naszej doby. Wyjdźcie na dwór. W taki sposób nie tylko zadbacie o swoją formę fizyczną, ale i psychiczną. Dotleniony organizm, naładowany pozytywną energią i endorfinami, nie tylko będzie lepiej pracował, ale i miał więcej energii. Pomysły na świąteczne prezenty, dekoracje czy wigilijne potrawy będą napływały same do waszych głów.

BRAK MOTYWACJI?

20151215_171634

Kiedy nie macie siły na nic, jedyne o czym myślicie to posadzić swoje cztery litery na wygodnej kanapie i otworzyć butelkę wina, wbrew pozorom jest to najlepszy czas żeby wyjść na trening. Oczywiście nie katujcie się intensywnymi akcentami, np interwałami, czy długim wybieganiem. Wyjdźcie na spokojny bieg w wolnym tempie. Większość z Was mieszka w miastach gdzie bieganie po zmroku nie jest już żadną nowością. W ten sposób dotlenicie organizm, przepompujecie mięśnie i wrócicie ze zdwojoną siłą. Dotleniony mózg to świeży umysł. Łatwiej się to pisze niż faktycznie się zmotywować, ale zawsze kiedy nie mam siły myślę sobie o okresie zaraz po porodzie. Kiedy byłam przycumowana do 4 ścian mojego domu z maluszkiem który nieprzerwanie płakał. Dzięki bieganiu przetrwałam ten okres bez szwanku na mojej psychice. W tych najcięższych momentach, gdy niewyspana, znowu nosiłam moją małą Zosie w chuście, masowałam brzuszek i próbowałam wszystkich kolkowych sztuczek, zjawiał się mąż który wypychał mnie na bieganie. Umordowana, pragnęłam usiąść na kanapie i leżeć tak bez ruchu przez kilka godzin w ciszy, jednak w środku wiedziałam że to bieganie mi dobrze zrobi. Każdego dnia kiedy wydawało mi się, że już nie dam rady zakładałam swoje buty biegowe i znikałam w szczere pola, naszych wiejskich okolic. Wystarczało 30 minut, żeby naładować baterie i pełna energii wrócić do domu.

BRAK CZASU ?

Nie każda z nas może wygospodarować czas na godzinny trening czy standardową ”dychę”. Dlatego w tygodniu kiedy czas nas ogranicza, spędźcie mniej niż zazwyczaj na waszych aktywnościach. Wystarczy 30 minutowy bieg, żebyście poczuły się o niebo lepiej. Bieganie nie tylko sprawi, że się dotlenicie ale i wyładujecie całą swoją negatywną energię, która kumuluje się podczas intensywnego dnia. Zarezerwujcie sobie weekend na dłuższy trening. W sobotę albo niedzielę zorganizujcie sobie godzinę dla siebie. Dobrym sposobem na rozpoczęcie dnia jest trening. W ten sposób energia będzie z was tryskać przez cały weekend. Wiem, że ciężko jest wstać kiedy w końcu możecie poleżeć w łóżku i się pobyczyć, choć przez tą chwilę, ale uwierzcie mi, że jak już odwalicie kawał dobrej roboty w biegowych butach to na pewno nie będziecie żałować. Po powrocie z biegania będziecie miały energie żeby przenosić góry. Wszystkie nowo upieczone mamy serdecznie namawiam do biegania z wózkiem, da Wam to niezależność o którą ciężko będąc na macierzyńskim. Pakujcie swoje szkraby do biegowych trzykołowców i ruszajcie w drogę.

MÓJ SPOSÓB

20151106_122740 (1)

Od dziewięciu miesięcy jestem mamą małej Zosi. Dosyć szybko wróciłam do aktywności po porodzie i tak mi zostało. Od dwóch miesięcy dzielnie razem z Zosią przemierzamy wspólnie kilometry z biegowym wózkiem. Mamy za sobą już sławną ”10” w Biegu Niepodległości i wspólny półmaraton. Bieganie z wózkiem to mój sposób na macierzyństwo. Dlaczego? Dało mi to wolność, bycie niezależną. Nie muszę robić treningu w godzinach kiedy mąż może zająć się małą. Po prostu pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszamy w trasę. Biegamy w porach drzemki małej, kiedy świeci słońce, jest piękna pogoda, ale i w te gorsze dni, kiedy wieje wiatr i po 2 kilometrach mam już serdecznie dość pchania tych dodatkowych kilogramów, kiedy jest zimno, kiedy spadł pierwszy śnieg. Dlatego jeżeli któraś z was jeszcze się zastanawia nad tym, nie wahajcie się przez ani sekundę. BIEGANIE Z WÓZKIEM to nie tylko cudownie spędzony czas z dzieckiem na świeżym powietrzu, ale i idealny sposób na powrót do formy, kontynuacji treningów biegowych oraz zrzucania nadprogramowych kilogramów, jakie często zdarza nam się ”zdobyć” w ciągu 9 miesięcy.

Mój sposób na wspólną sobotę czy niedzielę to długie wybieganie z mężem i małą Zosią w wózku.

 

Choć jeden dzień w tygodniu ktoś mnie wyręcza w pchaniu naszego trzykołowca. Po takim wspólnym wysiłku wracamy wszyscy naładowani energią na kolejny tydzień. Zapraszam na swojego bloga gdzie możecie dowiedzieć się więcej o nas. Gdzie znajdziecie relacje z naszych wspólnych biegów, startów w triathlonach. Gdzie dzielę się z wami moimi BIO przepisami, które przeznaczone są na talerze dla dorosłych i dla dzieci i gdzie możecie zaczerpnąć wiedzy na temat treningów, biegania z wózkiem, czy zdrowego trybu życia. www.biegajacabiomama.pl

Dlatego w tym jakże intensywnym okresie jakim jest okres świąteczny nie zapominajmy o sobie. Nie tylko my i nasze organizmy skorzystamy na tym, ale i cała rodzina. Szczęśliwa mama, żona, czy dziewczyna to szczęśliwy dom i jego otoczenie. Bądźmy więc aktywni, bo dzięki temu te święta mogą być jeszcze piękniejsze, pełne pozytywnej energii i magii jaką przynosi zdrowy tryb życia!

Ola Korulczyk – Biegająca Bio Mama

Biegaczka ( ma na swoim koncie wiele biegów, w tym bieg Niepodległości i półmaraton z Zosią w wózku), od kilku lat zagorzała triathlonistka, która już 3 miesiące po porodzie stała na swoim kolejnym podium w triathlonie na dystansie Olimpijskim, poza tym instruktorka narciarstwa snowboardu i windsurfingu, wraz z mężem prowadzą własną firmę, mama małej Zosi.

 

„Extreme Running” i tata na medal.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE CODZIENNOŚĆ

„Extreme Running” i tata na medal.

 

20151213_151900

 

Co niedziele w różnych miastach Polski BBL (Biegam Bo Lubię) organizuje wspólne treningi biegowe. Udało się, że jeden z nich został zorganizowany prawie pod naszym domem, a nasze plany na niedziele były nadzwyczaj skąpe, więc trudno było odmówić wzięcia udziału. Jednak od rana pogoda nam nie dopisywała, lało, wiało i trening został przełożony z 10 rano na 14.30.

Zdecydowaliśmy, że jak bieg jest przełożony to się zbierzemy i pobiegniemy tyle ile się da, najwyżej wrócimy gdyby pogoda się załamała albo droga okazała by się jednym wielkim błotem. W ostatniej chwili wróciłam się po folię na deszcz w razie co. Wychodząc, dopadły nas szybko lecące krople z nieba, ale jak już jesteśmy ubrani to podjedźmy na miejsce spotkania, może przestanie. Tak też zrobiliśmy.

Jak możecie się domyśleć pobiegliśmy, deszcz ustał czekając na resztę grupy treningowej. Zosia przygotowana na każdą pogodę smacznie się grzała w swoim śpiworku. Folia na wózku też już grzała sobie miejsce na wszelki wypadek ulewy która mogła nas spotkać. No i ruszyliśmy. Tempo miało być na 6:00 min/km ale na drugim kilometrze motylki wyrwały do przodu i biegliśmy 5:20 min/km. Nie ma co ukrywać ale byłam najsłabszym ogniwem z grupy, dodatkowo miałam biec z wózkiem który bardzo szybko przejął R i już nie oddał. Ciężka trasa, mocne podbiegi, ale nic biegniemy jest fajnie. W grupie biega się inaczej ktoś zawsze ciągnie do przodu. Chwilę później, oczywiście dopadł nas deszcz, jednak jak się biegnie to już nie przeszkadza jego lepkość. IRONMAN po raz milionowy sprawdził się na medal, zarówno jak jego kierowca. Mój ulubiony daszek zasłonił naszego całego szkraba, więc nie było potrzeby zakładani foli na górę i Zosia mogła przez prawie cały bieg czerpać świeże powietrze podczas swojej drzemki. Tak małą zasnęła nam na 3/4 kilometrze i obudziła się dopiero na nastym. Co wydawało nam się niemożliwe biorąc pod uwagę fakt jakie było podłoże przez większość drogi. Wózek nie raz był niesiony przez kałuże, błoto czy las.

A tata? Tata dostaje ode mnie dzisiaj złoty medal. Jest moim dzisiejszym Super Bohaterem, który pomimo deszczu, mokrej grząskiej drogi, wiatru w twarz, biegł dzielnie w tempie nie raz lepszym od mojego. Przedzierał się przez chaszcze, błoto, wbiegał pod każdą górę walcząc z wózkiem o kolejne kilometry. Bieg był niezwykle krajoznawczy, ale i naprawdę męczący. Nogi zapadały się w błocie, a już nie mówię o kołach wózka który trzeba było pchać. Na końcu wybiegliśmy w „Zwierzyńcu Bałtowskim” a tam żubry, sarny, jelenie, lamy i wiele innych krowiastych zwierząt.

Ja odpuściłam z kilometr przed resztą, wbiegaliśmy wtedy pod chyba najbardziej stromą górę. Nie chciałam spowalniać reszty, a nasz dom był niedaleko. Przejęłam więc wózek z już nie śpiącą Zosia i pobiegłyśmy w swoją stronę. Wiatr dymał jak szalony, zerwał się mocny deszcz. Folie już teraz musiałam zaciągnąć na cały wózek. Na szczęście chwilę później byłyśmy już w domu.

Nic chyba lepiej nie odda atmosfery i pogody w jakiej dzisiaj trenowaliśmy niż te zdjęcia.

20151213_152108

20151213_152026

20151213_151901

 

Zosia szczęśliwa siedziała w wózku jeszcze podczas rozciągania. „Extreme Running Team” chyba jej się spodobał.

 

Dobrego tygodnia ! Ćwiczcie też nie zważając na pogodę, bo tak na prawdę te treningi zostają w pamięci.

Czy triathlon stał się modą?

CODZIENNOŚĆ TESTY TRIATHLON

Czy triathlon stał się modą?

 

Jakiś czas temu napisałam ten post, ale nie do końca został on tak zrozumiany jakie ja miałam o tym wyobrażenie. Dlatego zapraszam Was od razu do tych nowszych słów, które w pełni odzwierciedlają to co czuję.

Pewnie, że każdy może być triatlonistą!

 

Kilka zdarzeń złożyło się w czasie i od kilku dni trwa burza w mojej głowie. Dlaczego triathlon stał się modą a nie pasją?

Bardzo mnie zastanawia fakt dlaczego każdy teraz chce, musi być triathlonistą. Rozumiem osoby które się zaangażowały w tą dyscyplinę, które załapały bakcyla i wsiąknęły w ten temat bezpowrotnie. Jednak zrobienie triathlonu dla wielu to nie cel sportowy tylko cel towarzyski. Każdy chce być triathlonistą, a jeszcze lepiej jak to będzie np IRONMAN. Nikt nie doda, że to IRONMAN 70.3, czyli połowa królewskiego dystansu, bo przecież wiele osób jest niedoinformowanych w tym temacie i  wy-googluje sobie tylko to najważniejsze słowo. Im dłuższy dystans, im bardziej prestiżowa impreza tym lepiej można zaistnieć w towarzystwie. Małe imprezy się nie liczą, bo przecież nikt ich nie zna, nikt o nich nie słyszał.

Mam wrażenie, że ta moda na triathlon odbiera mu jego wartość jako dyscypliny sportowej. A przecież jest to jedna z najbardziej wymagających dyscyplin jakie znam. Każdy robi triathlon, każdy jest triathlonistą i nie zrozumcie mnie źle, nie mówię tu o osobach które poświęcają swoje amatorskie życie codziennym treningom, które czerpią z tego energię, radość. Nie mówię tu o osobach które się ścigają, które traktują swoje starty jak zawody sportowe. Powszechność tych dyscyplin, triathlonu czy biegania, sprawia że część z nas wzięła start jako cel, a nie wynik. I to jest OK! Jednak część z nas traktuje te zawody jako wyścig. Na półmaratonie Gdańskim, ktoś do mnie krzyknął: „To jest wyścig! To nie bieg do mety! Zapierdalaj i wyprzedzaj tych facetów przed sobą !” Dodało mi to takiego kopa, poczułam się znów jak zawodniczka.

Kolejny problem z triathlonem, to fakt że ma on tendencje do bycia modnym sportem. Można mieć swojego trenera za kilka stówek miesięcznie, można mieć najlepszy rower i całą gromadę aero gadżetów, piankę z najwyższej półki i masę innych dodatków. Zgodzę się, że sprzęt może dużo pomóc. Triathlon na góralu nie ma się niczym do triathlonu na szosówce, która porównując sama jedzie. Podstawowy sprzęt musi być, jeżeli chcemy się ścigać.

Ponadto każdy teraz jest specem od triathlonu, sprzętu i całego zamieszania z nim związanego. Fora internetowe zamiast udzielać rad, opinii i pomagać często lubią drwić z Ciebie i twoich laik-owych pytań. Każdy jest znawcą, a nie pomocą. Podobnie dzieje się z bieganiem, ale tam jest mniej gadżetów. Więc nie ma możliwości bycia aż tak modnym. Bieganie jest bardziej dostępne, wystarczą buty, gatki i koszulka sportowa. W triathlonie natomiast ilość gadżetów sprawia, że sport staję się miejscem przepychanek, kto ma lepszy sprzęt, lepiej wygląda.

Nawet sami trenerzy triathlonowi mówią, że sport ten stał się dyscypliną managerów. Dlaczego ? Nie dlatego, że są oni zagorzałymi sportowcami? Czy może dlatego że mogą się pokazać w towarzystwie z czymś innym niż dobry samochód, ładna żona, kolacja w dobrej restauracji?

No i teraz warto się zastanowić, czy te wszystkie eventy to eventy sportowe, rekreacyjne czy domowe. Ja traktuję je jako pierwsze. Wyprzedzam, ścigam się, nie odpuszczam. Chcę zrobić czas, a przy okazji dotrzeć do mety. Choć w triathlonie często nie lada wyzwaniem jest sama META. Chciałabym aby ludzie patrzyli na triathlon, jak na wyczyn sportowy, nie jak na modę. Nie zróbmy z IRONMAN-a marki, takiej jak na przykład dobry samochód. Dajmy sportowi pozostać sportem, a nie wybiegiem który zamiast modelek, gości na wybiegu modele rowerów szosowych. Bądźmy sportowcami amatorami, róbmy to żeby mieć kondycję, żeby być zdrowym, żeby być aktywnym! Bądźmy triathlonistami z pasji, z miłości do wysiłku, do wypoconych godzin na rowerze, wybieganych kilometrów, z miłości do nowych wyzwań, coraz dłuższych dystansów,a nie bo taka jest moda !

 

 

O.