Tag: z wózkiem

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

BOB Ironman vs. Thule Chariot Cheetah. Część 1 – odpowaidam na Wasze pytania

Zaczynam pewnie troszkę od tyłu, bo najpierw powinien ukazać się post merytoryczny, ale nie wiecie jednej rzeczy o blogowaniu, a mianowicie tego że posty merytoryczne zajmują na prawdę dużo czasu. Jedno to są moje odczucia doświadczenie, a drugie to wrzucić Wam porządną dawkę konstruktywnych informacji na temat przyczepek i wózków.

Dlatego zacznę od odpowiedzi na Wasze pytania, bo nie ma co ukrywać to Was interesuje najbardziej. Co więcej mi łatwiej jest na nie odpowiadać. Rozgośćcie się i wysłuchajcie co Was dręczy, nurtuje i jakie macie oczekiwania jeśli chodzi o bieganie z wózkiem i przyczepką.

DSC_0176 2

 

1. Ciekawa jestem jak się biega z przyczepką, jakie plusy i minusy vs wózek.

Tutaj można na prawdę dużo napisać. Nie umiem stwierdzić co jest minusem a co plusem bo każda różnica ma swoje za i przeciw, dlatego pozostawiam Wam decyzję co uważacie za pozytywną różnicę a co za negatywną. Ja Wam opiszę różnice w najbardziej obiektywny sposób jaki potrafię.

Pierwsza różnica to wielkość, przyczepka jest prawie dwa razy szersza, oczywiście pisze o modelu 2-osobowym bo taki mamy. Są przyczepki jednoosobowe, które gabarytami jeśli chodzi o szerokość nieznacznie się różnią od wózków biegowych. Szerokość podwójnej przyczepki utrudnia trochę bieganie w terenie, bo nie zawsze mieści się na ścieżkach. Z drugiej strony mieści dwójkę dzieci, więc jakby nie patrzeć coś za coś!

edf

Nie ma amortyzacji, tzn nasz model nie ma. Oczywiście na rynku większośc nowych modeli ma już całkiem fajną amortyzację, ale za tym idzie cena. Brak amortyzacji sprawia, że dzieciaki trochę bardziej mogą odczuwać nierówności  w terenie niż w standardowym biegowym wózku. My się tego baliśmy najbardziej bo nie ma co ukrywać mieszkamy na wsi i dużo na wsiach przebywamy. Po roku używania stwierdzam, że nie jest ona konieczna. Pewnie, że jadąc rowerem po leśnych ścieżkach musicie trochę zwolnić, ale uwierzcie mi że jadąc z przyczepką i tak i tak będziecie zwalniać. w przypadku prędkości jakie osiąga się przy bieganiu z przyczepką, amortyzacja jest zbędna. Maluchami w środku telepie co najwyżej tak jak w samochodzie a wyboistej drodze. Mówię tutaj oczywiście o dzieciach które siedzą w przyczepce. Dziecko które jest w hamaku przeznaczonym dla niemowlaka (my woziliśmy naszego Stasia od około 2-3 miesiąca życia, był duży i dlatego się zdecydowaliśmy) nie odczuwa żadnych wstrząsów, bo hamak działa lepiej niż mechaniczna amortyzacja.

26757762_1550936821685581_438273795724040954_o

Nie ma pozycji leżącej. I tu znowu wrócę do naszego modelu. Nasz model nie ma opcji leżenia, oczywiście na rynku są takie modele co mają wszystko ale niestety kosztują też wszystkie oszczędności, dlatego my zdecydowaliśmy się na coś dobrej firmy, ale nie do końca najlepszy model, który kosztuje dużo więcej. Pomimo że nie mam opcji leżenia, plecki dziecka układają się tak czy siak pod kątem (no chyba że zapakujecie kieszeń z tyłu na podręczne bagaże do pełna, wtedy wszystko co jest pod ich pleckami może wypychać ich do przodu zmieniając pozycję na bardziej pionową). Przy paru bambetlach w kieszeni kąt nachylenia ciała dziecka jest taki, że nawet gdy zasną nie opada im główka jak na przykład w niektórych fotelikach samochodowych.

Przyczepka jest cięższa, pchamy więc więcej kilogramów, ale ma środek ciężkości osadzony dużo niżej niż wózek i UWAGA !!! Mi osobiście z przyczepką biega się lżej! Tak nie myślałam że kiedykolwiek to powiem czy napiszę, ale nawet jak biegam sama ze Stasiem, to pakuje go do przyczepki a nie do wózka. Nie do mojego IRONAMANA 🙁 Nie odpowiem Wam na pytanie jak to się ma przy większych prędkościach, bo myślę że do biegania szybkiego nadal zostałabym przy IRONMANIE. Przyczepka jest ekstra, ale do moich codziennych treningów.

edf

Kolejny plus na rzecz przyczepki to tylna oś która jest ruchoma. I tutaj nie wiem czy potocznym językiem Wam to wytłumaczę, ale w przypadku naszego modelu Chariot Chetah Thule, tylna oś przyczepki wraz z kołami może pochylać się w prawo lub lewo, co sprawia że przyczepki dobrze trzymają się podłoża przy dużych prędkościach na rowerze, a w przypadku biegania bardzo ułatwia skręcanie. Łatwiej się nią manewruje, ponieważ pochylenie tylnej osi w jedną lub drugą stronę pomaga skręcanie w przeciwnym kierunku.

Osłonki, to wielki plus wszystko w naszym Thule jest pod ręka, integralnie zmontowane do korpusu przyczepki. Używasz tego czego potrzebujesz w danej chwili, a w przypadku biegania w wietrze, jeśli zamontujesz moskitierę i osłonkę przeciwdeszczową biegnie się znaczniej luźniej, a dziecku wiatr nie wieje w twarz.

 

2. Ja chętnie zasięgnę wszelkich informacji o bieganiu z przyczepką! 🙂 Aktualnie, tymczasowo biegam z czteromiesięczną córka prawie biegowym Britaxem. A jak wiadomo prawie robi wielką różnicę 😉 Z racji tego, że ja biegam, tatuś jeździ na rowerze, a wspólnie uwielbiamy dalekie i bliskie wyprawy rowerowe, nosimy się z zamiarem kupna na wiosnę przyczepki rowerowej z funkcją wózka biegowego. Myśleliśmy o Thule lub Nordic CAB-ie. O ile na dalsze, wielodniowe wyprawy przyczepka będzie z pewnością niezastąpiona, o tyle zastanawiam się jak sprawa się ma z codziennymi przebieżkami w realiach miejskich. Czy jest jakaś duża różnica w bieganiu z wózkiem, a z przyczepką? Co lepsze na miejskich ścieżkach? Czym łatwiej manewrować? Co ma znaczenie w wyborze dobrego sprzętu? Jakieś inne rady?

Co do realiów miejskich to wszystko zależy od szerokości twoich biegowych ścieżek. Pytanie tez czy kupujecie przyczepkę 1 osobową, czy dwu ?? Jeżeli jedną to myślę, że jest podobnej wielkości do wszystkich wózków biegowych, a tka jka pisałam wyżej łatwiej się nią manewruje. Oczywiście nie polecam przyczepki jako jedyny wózek. Ponieważ wejście z nią do restauracji, czy innych obiektów użytku publicznego jest raczej niemożliwe :p

Co do różnic odpowiedziałam na nie wszystkie w pytaniu powyżej, czym łatwiej manewrować też patrz wyżej 🙂 ↑

Co lepsze na miejskie ścieżki?? Myślę, że nie odczujesz dużej różnicy w przypadków wózka, czy przyczepki jeśli chodzi o gabaryty, a przyczepka jest zdecydowanie bardziej funkcjonalna. Więcej pomieści, więcej można zabrać ze sobą, wszystko jest pod ręką itp.

Myślę, że firma robi duża różnicę. Oglądaliśmy rożne przyczepki na targach rowerowych w Kielcach. Thule mam wrażenie, że jest na prawdę przemyślana w każdym detalu. Używając tej przyczepki przez rok, a podkreślam że nasz model to dosyć stary model, a teraz są jeszcze dużo ciekawsze i ulepszone modele, nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. NAPRAWDĘ, a ja ZAWSZE mam jakieś zastrzeżenia. CO do wyboru sprzętu to jeżeli macie budżet taki żeby wybrać przyczepkę z rozkładanym siedziskiem to skusiłabym się na to i na amortyzację, ale tą w drugiej kolejności. Wtedy na prawdę dzieciaki będą mogły spędzać w przyczepce całe dnie 🙂

Przemyślcie dobrze zakup. Może lepiej kupić wyższy model ale używany, niż oszczędzić na dodatkowych akcesoriach, funkcjach a mieć nówkę sztukę?! My kupiliśmy swoją przyczepkę w MAŁYGULIWER.PL, przyczepka była używana, ale tak zadbana że miałam wrażenie jak do nas przyszła, że jest nowa :)

edf

3. jak to zrobić, żeby dzieciaki przez JAKAŚ godzinę chciały tam siedzieć? I czy nadaje się tylko do jazdy po w miarę równej nawierzchni?

DRUGA Z WAS: I mnie naprawdę nurtuje jak te dzieciaki się tam mieszczą i nie pozabijają

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ!!!! i jeszcze raz SYSTEMATYCZNOŚĆ. Do wszystkiego można dzieci przyzwyczaić, potrzeba na to czasu i systematyczności. Pewnie że im starsze tym trudniej żeby usiedziało, ale my nawet ostatnio z 3 letnią Zosią i z małym Staśkiem poszliśmy biegać na dobrą godzinę. Było milion pytań kiedy będziemy w domku, ale dało się ją przegadać i zainteresować czymś. Na pewno trzeba zacząć powoli, czyli od krótszych dystansów. Tak żeby dzieciaki nie kojarzyły tego z katorgą. Fajnie też to połączyć z rożnymi wypadami, dla nich przyjemnymi, na plac zabaw itp. Tak żeby się przyzwyczajały do przyczepki. Jeżeli dzieciaki są w takim samym/przybliżonym wieku można ogarnąć im jakąś grę do środka która będą mogli się zająć, wszystko to co działa na Wasze dzieciaki w podróży w samochodzie!

27788701_1571268559652407_4760765145870695612_o

Ja zawsze zabieram całą masę smakołyków dla nich. Owoce pokrojone w małe plasterki, tak żeby dłuuuugo jadły 🙂 Albo suszone owoce które też zajmują dużo czasu. Rodzynki, żurawina, czasami daktyle, ale te są na duże i za szybko je konsumują. Coś co jest małe i potrzeba czasu żeby to jeść. Mój Rafał wziął kiedyś przenośny głośnik i puszczał Zosi rożne piosenki w środku tak żeby się nie nudziła.

Czy tylko po asfalcie ?? Pewnie że NIE. Aczkolwiek jest łatwiej, bo przyczepka jeździ lżej po asfalcie. My biegamy i tu i tu. Mieszkamy na wsi więc bardzo dużo spędzamy czasu na leśnych ścieżkach. Duże pompowane koła to zaleta przyczepek, bez problemowo pcha się je na twardych piaszczystych ścieżkach. Ja biegałam też dosyć dużo po śniegu. W przypadku zasp nie ma co ukrywać było ciężko pchać, nie dało się biegać ale na ścieżkach gdzie śnieg jest utwardzony biegało się bez problemu. W błocie też się da! Wiadomo, że im bardziej grząski teren tym trudniej, ale dzięki dużym kołom zarówno wózki biegowe jak i przyczepki na prawdę radzą sobie w super w każdym terenie.

edf

 

4. Nie wiem czy planujesz omawiać konkretne modele np. Thule, ale jakbyś się odniosła do rozpiętości cenowej ( od 1,5k do 6k!), choćby z czego to wynika?

 

Amortyzacja, rozkładane siedzisko i dodatkowe akcesoria. Często te najdroższe modele różnią się tylko tym np. że mają więcej akcesoriów w cenie, czyli zestaw do biegania, roweru i spacerowy z małymi kółkami na przykład.

Największa różnica cenowa jest w przypadku modeli z amortyzacją i bez. Co do plusów i minusów, spójrzcie na odpowiedzi przy pierwszym pytaniu i sami zdecydujcie co wolicie.

Druga opcja to rozkładane siedzisko, dla mnie na prawdę fajna sprawa. Dzieci śpią sobie wygodnie, a niema co ukrywać większość maluchów przy takim kołysaniu zawsze zasypia!

Kolejna sprawa to akcesoria typu blendy, moskitiery, osłonki przeciwdeszczowe, zintegrowane bagażniki (jak na przykład w przypadku nowych Thule Cross i SPORT) no i detale typu wielkość, waga i materiały użyte. Ale o tym musicie czytać bo nie znam specyfikacji każdego modelu. Co do firmy Thule szczerze polecam, mają na prawdę przemyślany każdy detal. Inne firmy pewnie tez ale nie testowałam więc nie podpowiem co i jak.

selfp

 

Jedna z Was pisze: "Jak bylam w ciazy marzyl mi sie BOB Ironman. Teraz mam wspaniala przyczepke Chariota i jest super 🙂 wozek wlasciwy mam 'prawiebiegowy' (Mountain Buggy Jungle) i tak sobie mysle ze nawet jakby byl udoskonalony to nie chcialabym chyba biegac z tym z dzieckiem. Ale to tylko moje odczucia. Jakos nie zal mi BoBa przy przyczepce."

 

Wiem, że to nie wszystkie Wasze pytania, ale po kolei. Nie chciałabym aby ten tekst był za długi, plus część z nich się powtarza i to co zawarłam w ym tekście powinno na prawdę Wam pomóc przy podejmowaniu decyzji!

Znajdziecie tu na prawdę sporo informacji, nie tylko praktycznych ale też merytorycznych.

IMG_20180323_235205_499

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TO CO KTO SPĘDZI DZISIEJSZY WIECZÓR WERTUJĄC OFERTY SKLEPÓW Z PRZYCZEPKAMI ??

Biegająca Bio Mama.

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

AKTYWNA MAMA BIEGANIE POLECANE

Męska strona medalu: Tata na medal i półmaraton z wózkiem w 1:29 !

Tata na medal? Pewnie wszyscy myślicie że będziemy pisać o naszym tacie. Niestety nie tym razem. I pomimo, że sam też zasługuje na medal, za życiową organizację i pomoc to nie jemu poświecę dzisiejszy post.

Blog jest przesiąknięty informacją o mamie triathlonistce, o bieganiu z wózkiem w żeńskiej wersji i o masie rodzicielskich emocji, ale znowu od strony mamy. Czas najwyższy zajrzeć na Marsa i spytać się Panów jak oni to wszystko widzą. Jak to jest być aktywnym tatą i jak tacy tatusiowie organizują swoje treningi. Praca, pomoc w domu, dziecko i sport to ich życie o którym często my mamy zapominamy, skupiając się na naszych „mamowych” problemach. A przecież im też należy się trochę uwagi, dlatego posłuchajmy jak to widzi Mateusz, z którym od roku planuje przeprowadzić wywiad 🙂

562cc0d3b9957_p

Mateusz – niegdyś chłopak zaczepiony przeze mnie na półmaratonie w Gdańsku, teraz dobry kolega z którym wspólnie nie jedną kawę wypiliśmy i niejedne kilometry wózkowe zrobiliśmy. To dzięki niemu jestem szczęśliwą posiadaczką naszego IRONMANA, to on zachęcił mnie do biegania z wózkiem, pomógł i doradził kiedy o to poprosiłam. Mógł zrobić inaczej, bo byłam zwykłą dziewczyną która zaczepiła go gdzieś w sieci żeby podpytać o wózek.

12874424_920811271364809_139701063_o

To dzięki niemu też odwiedziliśmy największe trójmiejskie zakamarki biegowe, to on wziął nas w trójmiejskie lasy na górskie wózkowe przełaje, to dzięki niemu tez odkryliśmy prawdziwy świat kawy i zabawy.

SKOK w BOK: 
1. "Wielkanocna życiówka, czyli Trójmiejskie Bieszczady."
2. "Idziemy na kawę…."

Mateusz biega z Laurą odkąd ich znam, zaczął jak każdy, kiedy mała miała około 6 miesięcy. Teraz Laura ma ponad 2 lata, a oni dalej szaleją wspólnie na biegowych ścieżkach. Ostatnim ich przedsięwzięciem był Gdyński Półmaraton, na którym Mateusz nie tylko wykręcił swoją życiówkę na 21 kilometrów, ale zrobił to w dodatku w towarzystwie Laury! Półmaraton Gdynia ukończyli w czasie 1:29:43 co dla niejednego biegacza jest sporym wyzwaniem w wersji SOLO. Mateusz i Laura mają na swoim koncie już 6 półmaratonów. Oprócz tego kręcą go biegi górskie na które od czasu do czasu rodzinnie wybierają się na południe Polski. W tych dziewczyny kibicują z boku.

 

14699513_1855886794635124_1579672441_o(1)

Nie znamy się długo ale jako tata zasługuje na medal! Ten złoty, bo cóż mu po srebrze ! Za swoją organizację, za swoje podejście i pomoc w życiu rodzinnym.

Jak to się zaczęło, kto wpadł na ten genialny pomysł i czy warty jest on świeczki zapytałam samego bohatera dzisiejszego tekstu Mateusza. Miłej lektury.

1. Jak to się zaczęło ? Kto wpadł na pomysł zakupu wózka biegowego Ty czy Gosia no i dlaczego, przecież niejeden facet wykorzystał by treningi jako wymówkę do wyjścia z domu. Ty zrobiłeś na odwrót. 

Mateusz (M): Zacznę od tego, że sport w moim życiu jest od zawsze. Od 2 klasy liceum, to jest od roku 1996, startowałem w imprezach MTB Cross Country . Potem przyszła era maratonów MTB, następnie wyścigi etapowe MTB w Polsce i za granicą i tak to jakoś szło do roku 2014☺ kiedy to Laura przyszła na świat. Jeszcze w okresie Gosi macierzyńskiego mogłem sobie pozwolić na treningi kolarskie i starty w imprezach, ale po tym jak wróciła do pracy a Laura poszła do żłobka, trzeba było zmienić dyscyplinę i dopasować się do nowej sytuacji. Bieganie zawsze przewijało się w treningu kolarskim, głównie zimą, to wybór padł na bieganie. Trening biegowy jest krótszy od kolarskiego, zajmuje mniej czasu. I tak zaczęły się poszukiwania wózka biegowego, szukaliśmy razem, choć Gosię musiałem długo przekonywać do tego. W sumie tą decyzję podjęliśmy razem. Przez to, że nie mamy w Trójmieście nikogo do pomocy przy opiece nad Laurą, a Gosia pracuje zmianowo, więc stwierdziłem, że skoro mam biegać to będę biegać z Laurą. Wybór padł na BOB IRONMAN. Trasy w TPK(Trójmiejskim Parku Krajobrazowym) są dość dobrej jakości, spokojnie można pobiegać w terenie. Więc trenując spędzam czas córką, cóż może być piękniejszego 🙂

1836883_10201698616176296_1431451506_o

2. Co najbardziej lubisz w bieganiu z wózkiem ??

M: Lubię to, że możemy razem spędzać wspólny czas, bo to taki który już się nie powtórzy.

3. A co najmniej ??

M: Może dwie rzeczy, ciężko się biega pod wiatr i robi treningi szybkościowe.

 

4. Nam mamom wydaje się, że tylko my umiemy przewidzieć każdą sytuację i tylko my umiałybysmy się tak zorganizować, żeby przewidzieć różne sytuacje jakie mogą napotkać Cię na trasie/treningu. Jak to było u Was? Gosia pomagała, czy sam na podstawie prób i błędów doszedłeś do tego co trzeba ze sobą zabrać, a może to u Was ty jesteś tym „zorganizowanym” ??

M: Tu była praca zespołowa i metoda prób i błędów. Jak Laura była młodsza czyli zaczynaliśmy przygodę biegania w wózku, wyzwaniem było jak ją ubierać. Kupiliśmy specjalny śpiwór do wózka na zimę, ale bywało, że była za ciepło ubrana ☺. Potem problem z tym co zabrać, ze sobą, ile picia, pieluch  czy brać chrupki i wyciskane deserki. Ale z czasem doszliśmy do perfekcji. Wyzwaniem było, jak Laura była odpieluchowywana,  nieraz po kilka postojów podczas treningu.

Teraz jest już super, mały plecaczek z ciuchami na przebranie, chrupki, picie(woda) w bidonie z  którego sam korzystam, łopatka, grabki, jakaś zabawka.

DSC03528

5. Nie wiem jak ty, ale ja biegając z wózkiem stworzyłam ogromną więź ze swoją córką. To był taki „nasz czas” w którym byłyśmy zawsze tylko my dwie, nikt nam nie przeszkadzał. O którym nikt niewiele wiedział, bo to co się działo na treningu zostawało na treningu. To były nasze chwile, ciężko mi to ubrać w słowa, ale bardzo za nimi tęsknie. Czy Ty masz podobnie ?

M: Wiesz co Ola, to jest tak, że faktycznie to jest czas tylko dla nas.  To na pewno są super chwile, czegoś takiego uprawiając kolarstwo bym nie miał Na pewno będę za tym tęsknił, już się zastanawiam, co to będzie jak przestaniemy razem biegać.

6. Czego nauczyło Cię bieganie z wózkiem ??

M: Cierpliwości do córki ☺

13575846_10207060897669982_3200488453556946256_o

 

7. A teraz tak bardziej treningowo. Czy bieganie z wózkiem zmieniło Cię jako biegacza ?? Stałeś się np. mocniejszy, szybszy, masz inne cele ??

M: Ciężko powiedzieć czy zmieniło mnie jako biegacza, bo cała przygoda z bieganiem póki co trwa biegając z wózkiem, czyli niecałe 3 lata. Na pewno bieg z wózkiem jest biegiem ciężkim bo to dodatkowe obciążenie szczególnie na trójmiejskich „górkach”, czyli siła jest wyćwiczona. Treningi szybkościowe staram się robić samodzielnie. Ale większość wybiegań robię z wózkiem.

 

8. Ostatnio przebiegłeś półmaraton z wózkiem w czasie 1:29:43, dla niejednej osoby taki wynik solo to już wyczyn. Czy długo się do tego przygotowywałeś? Jakie są kolejne cele/marzenia ?

M: Nie ukrywam, że założenie było takie, ze mamy złamać 1:30h. Ale bieg nie był łatwy, gdyż dosyć mocno wiało. Przygotowania trwały od stycznia. Wyglądało  to tak, że rano zawoziłem autem Laurę do żłobka, praca, po pracy bieg z wózkiem po Laurę i bieg do domu z powrotem . W weekendy dłuższe biegi. Ale mogę powiedzieć, ze złamanie 1:30h to zasługa tez Laury, która od 10km chciała koniecznie zabrać balonik pace markera 1:30h , i w końcu go dostała na mecie jak go przegoniliśmy ☺

18033573_10209447373410384_1081051189716676492_n

9. Laura jest już duża, ma 2.5 roku, a do tego jest pełna energii i nie umie usiedzieć na miejscu. Jakie masz sposoby na bieganie z nią w takim wieku, dużo dzieci odmawia siedzenia w wózku?

M: Z nią jest tak, że od początku szybko zasypiała w wózku. Na początku przesypiała nawet 25km. Teraz śpi między 40min a 1h. Potem sobie ogląda co się dzieje dookoła. Jak kończymy trening to musi sobie sama pobiegać ☺. Wyzwanie jest na zawodach. W zeszły roku na półmaratonie w Gdańsku była nieznośną przez pierwsze 10km(tata siku, tata chrupkę, chce do mamy itd.)potem padła. W tym roku w Gdyni zasnęła jeszcze w sektorze startowym i spała do 10km potem obserwowała kibiców.

To jak Laura dzielnie znosi biegi można zobaczyć na filmach. Wszystkie nasze wyczyny można zobaczyć na YouTube.

SKOK W BOK: Mateusza kanał na YOUTUBE.

 

10. Mogłoby się wydawać że bieganie z wózkiem odbieram Wam Panom męskości. Nie dość, że biegacie w obcisłych „gaciach” to jeszcze z wózkiem. Jak Wy to widzicie ??

M: Nigdy tego tak nie odbierałem, choć stereotyp jest taki, że to kobieta pcha wózek. Ja od początku inaczej do tego podchodziłem. Rzadko spotykam biegających z wózkami w Trójmieście. Zawsze patrzą na mnie jak na kosmitę jak biegnę. Teraz zacząłem jeździć na rolkach z wózkiem… tez patrzą jak na kosmitę ☺

Ale chyba takiego pozytywnego kosmitę, co nie ??

M: Tak ogólnie jest to bardzo fajnie odbierane.

Mam nadzieję, że zainspiruję innych tatusiów.

 

c_DSC_0994

11. Jak byś zachęcił innych panów do tego co robisz, co jest w tym fajnego, dlaczego warto ? Wydaje mi się, że każda mama byłaby zachwycona gdyby tatusiowie umieli połączyć swoją pasję do sportu z opieką nad dzieckiem.

M: Bieganie z wózkiem na pewno zbliża rodzica do dziecka. Dziecko poznaję pasję rodzica od podszewki. Nie ma nic fajniejszego jak wspólne uprawianie sportu razem z dzieckiem. Tatusiowie dajcie odpocząć mamom ☺

Panowie nie bać się !!!

12113277_965116953548572_8896900987542808104_o

12. Chciałbyś coś dodać od siebie ??

M: Ważną kwestia biegania z wózkiem jest wiek dziecka. Powinno ono już samodzielnie siadać. Ja zacząłem biegać z Laurą jak skończyła 6 miesięcy. Na pewno trzeba wybrać specjalny wózek biegowy. Dobrze by miał hamulec ręczny (szczególnie jak chcemy jeździć na rolkach). Hamulec przydaje się też na zbiegach.

Nie bójcie się pogody, jeśli mamy dobrze ubrane dziecko to można biegać w każdych warunkach (zdjęcia z zimy). Ważne jest też to, jak my się ubieramy. Czasami trzeba zrobić przerwę w biegu, bo dziecię będzie chciało wyjść z wózka, trzeba o tym pamiętać. Warto mieć jakiś dodatkowy ciuch ze sobą.

WP_20160121_003

DSC02809

Nie na każdej imprezie biegowej pozwalają biec z wózkiem. My biegamy półmaratony (mamy ich już 6 na koncie).

Od tego sezonu śmigamy tez na rolkach z wózkiem, mega frajda.. Jeśli Panowie będzie mieć jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem.

12898245_10206363888725194_2615953779805895193_o

 

Dziękuję Ci Mateusz za rozmowę, myślę że częściej będę Cię prosiła o gościnę na blogu. 

Kto ma ochotę zadać jemu parę pytań osobiście to zapraszam na profil Mateusza na FACEBOOKU 🙂

 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach wózkarze!

 

O.

Brak sił nie znaczy że sobie odpuszczam.

AKTYWNA MAMA CODZIENNOŚĆ SPORT TRIATHLON

Brak sił nie znaczy że sobie odpuszczam.

Moje dziecko nie śpi od trzech dni. Mam totalny brak sił.

Miałabym ochotę wypić tak wielką butelkę wina, żeby paść nieżywa w łóżku i nie słyszeć okropnie głośnych ataków płaczu w roli mojej córki przez kolejną noc.

Mała w naszym łóżku ?

Wczorajszą noc mała Z spędziła u rodziców w łóżku. W jej karierze życiowej trwającej już prawie 14 miesięcy, miało to miejsce tylko trzy razy. Pierwsza noc kiedy wróciłyśmy ze szpitala. Totalne fiasko, bo sapałam tak sztywna, że rano wszystko mnie bolało. Drugi raz był w Sopocie, kiedy to po raz pierwszy od naszego małżeńskiego życia R i ja spaliśmy w osobnych łóżkach w tym samym domu. Spałam z Zosią w osobnej sypialni walcząc z jej płaczem do 5 rano. Potem oddałam łóżko wraz z dzieckiem wyspanemu Rafałowi, a sama uciekłam do drugiej sypialni. No i trzeci był wczoraj, kiedy to wstawałam do młodej co jakieś 5-10 minut od godziny 00.20, przez dobre kilka godzin, na zmianę wkurzając się na śpiącego obok męża, który wstał wydawało mi się o połowę mniej razy niż ja ( teraz myśląc sobie, że mogłabym sama wstawać i tak się cieszę że wyręczył mnie chociaż o te połowę mniej razy, ale człowiek wyrwany ze snu, który po raz tysięczny raz ma wstać do płaczącego dziecka może być delikatnie sfrustrowany 🙂 )

Brnę dalej.

Dzisiaj, kiedy w końcu poczułam tą ciszę w samochodzie gdy mała Z po paru moich bezsennych nocach zasnęła, ostatnią rzecza jaką chciałam robic to było bieganie. Oczywiście jak zwykle w najmniej motywacyjnym dniu mam do zrobienia interwały. Chciałam rozłożyć siedzenie ( od biedy zasnęła bym na siedząco) i iść spać razem z nią, ale …..

Chwilę później truchtałam już w lesie…

 

IMG_20160419_222526.jpg

…a jeszcze chwilę później biegałam interwały na Gutwin, Mosir, moim ulubionym biegowym miejscu w Ostrowcu Św.

Ja się nie poddaję. Brnę dalej z treningami i pomimo, że treningi są ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę ostatnimi dniami, to dzięki nim jeszcze funkcjonuje.

Dawno też nie spędzałam tyle czasu w ciuchach treningowych. Ostatnie tygodnie w Polsce przed dłuższym wypadem na Cypr są intensywne. Wplatamy treningi pomiędzy milion innych obowiązków czyli na przykład kiedy wymieniamy opony, biegamy. Kiedy jedno załatwia zakupy drugie pływa, a kiedy drugie ogarnia resztę zadań, pierwsze śmiga na rower. Nasz samochód codziennie wozi wózek, buty biegowe, torby basenowe, ciuchy treningowe i rowery tak żeby w razie co wskoczyć w trening. W taki oto sposób znajdujemy czas na to żeby załatwić wszystko, niestety czasami kosztem prysznica, przez co muszę zakładać normalne spodnie na leginsy biegowe, albo myć się pod samochodem chusteczkami Zosi. Ale przynajmniej jest wesoło.

Mała jak zwykle w przypadku ząbkowania, o wiele lepiej znosi to poza domem niż w domu, więc dla niej ostatnie dni są też na plus. Ciężej tylko jest zorganizować się na poranne wyjście kiedy catering Zosi musi obejmować 3 posiłki w tym obiad,a nie tylko jakaś kaszę z owocami, lub jogurtem.

Nie poddawaj się !

Co tam bieganie z wózkiem, przecież kaczki są ważniejsze 😉 Dzisiaj nasze „kwa kwa” towarzyszki wciągały razem z nami moje po treningowe kulki mocy! Zocha była w siódmym niebie !

IMG_20160419_222354.jpg

Dlatego nie poddawajcie się, wiosna nie tylko przynosi nam piękną słoneczną pogodę, ale też przesilenie wiosenne, które może dopaść każdego. Przynosi nam głowę chętną na porządki, które dorzucają zmęczenie do codzienności. Chce nam się wszystkiego a zarazem po prostu brak nam sił.

NIE WAŻNE ! Wyznaczajcie sobie małe cele, niech celem będzie zaliczenie kolejnego treningu, czy zrobienie kolejnego kroku żeby w końcu zaliczyć ten pierwszy bieg. Nie rzucajcie się z motyką na słońce, nie chciejcie od razu przenosić góry. Zacznijmy od małych rzeczy góry same przyjdą 🙂 Nie ważne jest dlaczego to robimy, ważne jest że to robimy i spełniamy się podczas tego !

 

Dobrej nocy.

O.

Mój pierwszy start z wózkiem.

AKTYWNA MAMA BIEGANIE

Mój pierwszy start z wózkiem.

Co prawda nie był to start idealny, nic nie poszło tak jak się spodziewałam, ale był to chyba najszczęśliwszy bieg w moim życiu.

Trema jaką miałam rano, przerodziła chyba się w jakieś nadprzyrodzone złoża mocy podczas samego biegu. Poranny strach, jedna wielka niewiadoma i coś czego najbardziej się obawiałam, porażka. Nie ze względu na siebie, nie ze względu na to że nie ukończyłabym biegu, ale ze względu na Was. Najgorsze co mogłoby być to powiedzieć Wam że się nie udało, że tyle hałasu o nic. Że te wszystkie przygotowania, milion wysłanych maili żeby uzyskać parę wózków do testów, milion telefonów w tej samej sprawie, w końcu zakup wózka i pierwsze biegi ze swoim 3 kołowcem, mogły być na nic ? Na szczęście nie. I co prawda kolejne biegi będą mniej emocjonalne, nie będą za nimi czaiły się słowa to „wszystko na nic”, nie będzie jednej wielkiej niewiadomej, bo już był ten pierwszy raz, który się udał. I nawet jeżeli następny się nie uda to będą kolejne które mogą się udać tak jak ten pierwszy !

DSC_0209

(Fot. zapożyczony łyk wody od Zosi)

A jak to się wszystko dzisiaj potoczyło?

Był to bieg pełen wyzwań, spory podbieg na początek, okropnie wiejący wiatr, który jak się okazało przez duża część trasy wiał nam w twarz, ryk małej na 3 kilometrze. Ze wszystkim wiedziałam że dam sobie radę, poza jednym – małą Z. Wiedziałam, że ten bieg jest uzależniony od niej. Nie od moich nóg, bo jakoś sobie poradzą, nie od moich rąk, mięśni brzucha bo też znałam ich możliwości, ale od naszej małej gwiazdy która albo będzie współpracować albo nie.

bieg11

Zaczęło się cudownie. Strzał startera zabrzmiał i ruszyliśmy. Tempo żwawe, góra przed nami, ale to ja wyprzedzałam wszystkich ( musiałyśmy wystartować na samym końcu, żeby nikt w nas nie powpadał na starcie). Mała gęgała, a raczej można powiedzieć „tato-wała” sobie w wózku obserwując kolorowe ubranka przed nami. Dopóki dopóty ubranka się nie znudziły, wiatr nie zaczął wiać w twarz i pojawił się jeden wielki wrzask. Bujanie, obniżenie do spania, nadal wrzask. No to smoczek, nadal wrzask. Stanęłyśmy, odpięłam, ułożyłam, poprawiłam, zamknęłam daszek, lepiej. Ruszamy … nadal wrzask. Do tego wózek teraz łapie straszne ilości wiatru. Myślałam, że otwarty łapał dużo wiatru i że z zamkniętym daszkiem będzie bardziej opływowy. Niestety tak nie było, wiatr wlatywał do środka i hamował mnie okropnie. Parę metrów dalej, ponowny postój tym razem sprawdzamy pieluchę, czysto. Do tego momentu wiele osób które od startu były już za nami, są znowu przed nami. No nic trudno, byle byśmy nie musiały schodzić z trasy.

Gdybym nie znała swojego dziecka to pewnie, nie odważyłabym się pobiec kolejnych 500 m z przeokropnym piskiem wydzierającym się spod IRONMAN-owego znaczka, który pewnie wszyscy w okolicznych osiedlach mieli szansę usłyszeć. Jednak wiedziałam, że ten wrzask chwilowy, choć okropny zawistuje spanie. Zanim wystartowałyśmy miałam szczerą nadzieję, że mała po prostu ulula się biegiem do snu. Tak nie było. Chyba zbyt duża ilość bodźców, słońce, wiatr, wyrwana ze spania w drodze na bieg, dały o sobie znać i musiało się to zakończyć wielką aferą. Na szczęście afera trwała tylko kilometr. Na 4 kilometrze mała słodko spała, a ja zaczęłam ponownie wyprzedzać.

To był chyba mój pierwszy w życiu bieg, podczas którego nie patrzyłam na zegarek i nie biegłam „swojego”. Biegłam tak jakby następnego kilometra miało nie być. Tyle ile sił miałam w nogach, bo nie wiedziałam co mnie czeka. Czy wiatr spowolni mnie na tyle że nie będę w stanie biec, czy mała Z nagle z wrzaskiem się nie obudzi. Wiatr był okropny, z R jesteśmy windsurferami więc wiemy kiedy na prawdę wieje mocno i dzisiaj był taki dzień. Na 7 kilometrze wiał prosto w twarz. Zapierałam się o wózek dwoma rękami, biegłam na palcach tak jakbym wbiegała pod wysoką górę, chowałam się za kim popadnie aby choć trochę się odciążyć jednak i tak porywy sprawiały że wózek wyhamowywał mnie do zera. Tempo spadło prawie o minutę w porównaniu do najlepszego kilometra. Następne były lepsze, były szybkie i pełne szczęścia, że najgorsze już za mną. Wyszedł z tego może trochę interwałowy bieg na „10”, ale biegłam po medal, nie dla wyniku. Biegłam dla satysfakcji, że bieganie z dzieckiem jest możliwe. Biegłam dla Was, żeby pokazać Wam, że to co robię, to do czego motywuję i zachęcam się udaje i ma sens. Że dzielenie się swoimi pasjami ze swoimi dziećmi jest najszczerszym szczęściem jakiego doznaję.

DSC_0228

A wynik, którego się nie spodziewałam wyszedł sam. Na zegarku GARMIN pokazał 52:08, czas brutto w okolicach 53 minut.

11988596_854060658039871_8562964945795564521_n

DSC_0236

I mój pierwszy wywiad do Radia Kielce.

DSC_0242

Dzisiejszy dzień dał mi wielkiego kopa do działania, do motywowania! Chciałbym kiedyś zobaczyć na starcie biegów ulicznych cały tył mam i ojców z wózkami, bo dlaczego mielibyśmy oddzielać życie rodzinne, dziecko od naszych pasji? W szczególności teraz kiedy mamy takie możliwości techniczne, sprzętowe. Dlaczego nie dzielić się z naszymi pociechami tym co kochamy od najmłodszych lat ?

Ja jestem na TAK i mam nadzieję, ze za mną pójdzie duże grono rodziców! 

O.

DSC_0205