Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

PIERNICZYMY, czyli zaczyna robić się u nas świątecznie.

Co prawda czasu na zakup choinki jeszcze nie było. A lubie takie chwile celebrowac więc nie chciałabym na szybko polecieć do Castoramy i kupic co popadnie.

Czekamy aż w grafiku znajdzie się czas na wspólne popołudnie i wszyscy ruszymy wspólnie po choinkę. Oprócz świątecznego drzewka wielki klimat w domu robi pieczenie pierniczków. A od momentu kiedy u nas spadł pierwszy śnieg, jakiś miesiąc temu, Zosia nie przestaje o nich mówić.

Po powrocie z 4 dniowego wyjazdu, pomimo że praca, praca to w cieple andaluzyjskiego słońca, zatęskniona za moimi maluchami miałam ochotę spędzić z nimi długie domowe popołudnie, a właściwie dałam Zosi wybór. Idziemy na basen czy pieczemy pierniczki ?! Oczywiście próbowała za wszelką cenę wcisnąć obydwie aktywności w jedno popołudnie, ale ostatecznie wybrała pierniczenie. Tak więc w napięty grafik dnia codziennego udało nam się w końcu wcisnąć wspólne pierniczenie <3 <3 <3 .

Przepis jest prosty na bazie tego prawdziwego z IKEA, ale zamieniamy niektóre składniki na te „lepsze” 😉

PRZEPIS:

  • 100 gram syropu klonowego/ miodu ( ja dałam pół na pół syropu i miodu)
  • 6 łyżek ksylitolu
  • 130 gram masła ( bio z LIDL-a 😉 )
  • 375 gram mąki orkiszowej pełnoziarnistej albo białej
  • 1 duże jajko
  • 1/ łyżeczki sody
  • przyprawy: 1 łyżeczka cynamonu, 1/2 łyżeczki mielonego imbiru, 1/2 łyżeczki zmielonych goździków, 1 łyżeczka przyprawy do piernika ( ja nie miałam i dałam przyprawę orienatlną z kardamonem i kurkumą, też się sprawdzi idealnie 🙂 )
  • szczypta soli

Miód, syrop klonowy, masło, ksylitol wrzucamy do małego rondelka. Podgrzewamy, mieszając aż wszystko się rozpuści i połączy. Odstawiamy do przestygnięcia.

Mąkę, przyprawy, sodę i sól mieszamy w naczyniu ( ja robiłam całość w thermomixie ). Dodajemy jajko i wlewamy całość z rondelka. Ciasto powinno być dosyć miękkie. Nie może się rozlewać ( tak jak ciasto które wlewa się na blachę), ale nie jest też sztywną kulką. Powinno być na tyle miękkie, że bez schłodzenia nie uda Wam się go rozwałkować.

Ciasto dzielimy sobie na kilka porcji i chłodzimy w lodówce przez 2 godziny. Dla mniej cierpliwych, czyli takich jak my. Chłodzimy ciasto w zamrażalniku przez chociaż 15 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 185° C. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wycinamy pierniczki. My lubimy nasze cienkie i chrupiące, ciasto więc rozwałkowujemy na 2-3 mm. Pierniczki pieczemy około 8-9 minut wyciągamy i schładzamy, po czym ozdabiamy je lukrem i innymi dodatkami.

 

 

 

CZYM OZDABIAMY PIERNICZKI ?

Pan od lukru jest u nas jeden. To on zawsze dba o to białe cudo, ale że nie mieliśmy narzędzi, to wyjątkowo zrobiliśmy lukier z białka i ksylitolu w thermomixie.  Miałam też zalegające gdzieś ekologiczne i naturalne barwniki, które wykorzystałyśmy i zrobiłyśmy lukier różowy i niebieski. Niestety ten lukier nie jest taki gęsty jak na zwykłym cukrze, ale my wolimy troszkę brzydszy ale zdrowszy 😉

Za-lukrowane pierniczki ozdabiamy ekspandowaną kaszą jaglaną (super pomysł, dopiero w tym roku na to wpadłam), wiórkami kokosowymi i jagodami goi. Zosia znalazła też jakieś resztki kolorowej niezdrowej posypki (też chyba jakaś ekologiczna na cukrze trzcinowym), więc takie pierniczki też u nas były, ale w ilości sztuk kilka i tylko po to żeby były ciupkę kolorowo.

Co prawda kuchnię sprzątałam dobrą godzinę po takiej zabawie. A i nie obyło się bez mycia podłogi, ale zabawy dzieciaki miały co niemiara więc PIERNICZENIE uważamy za udane.

 

edf

Całość zajęła nam kilka godzin. Stasiu nie wiem czy więcej ich zjadł czy ozdobił. Był cały w lukrze, zresztą tak jak cała kuchnia. Na koniec moje starsze dziecię zapytało czy teraz je wszystkie zjemy !? ha ha

Niestety w zamian dostała szklankę wody z cytryną, bo zjadła ich po drodze chyba milion! :)

Do dzieła…..

Bio Mama.

Leave a comment

Znajdź mnie na Facebooku

Kliknij